Nie będę ściemniać- mam trochę kłopotów natury osobistej.
Jakoś się nie chcą same rozwiązać

ani na moje ponaglenia i pomysły nie reagują

Wymyśliłam więc jakieś trzy tyg. temu, że przyda mi się zmiana, więc...włosy swe piekne i prawie do pasa postanowiłam ściąć motywując to tym, że : całe zycie mam długie włosy, są cięzkie i ciagną to moje 160 do ziemi, potrzebuję odmiany itp. Dla mojego otoczenia to byłby szok, zapewniam.
Znalazłam ciekawe fryzury, według mnie

pasujące do mnie , umówiłam się do poleconej fryzjerki na konsultacje i jak ona powie, że to, co wymysliłam jest ok i będzie do mnie pasować- ścinam. Oczywiście, umówiłam sie profilaktycznie na za dwa tyg. i te dwa tyg. mijają w najbliższa środę i wtedy mam iść..
Moja koleżanka mówi:" Włosy odrosna, problemy pozostaną"

- no i maupa jedna ma rację, coby nie mówić, ale może jednak...w końcu( prawie) się zdecydowałam, lubię zmiany i lubię nowości...no ale rzeczywiście, jest to pomysł podyktowany trochę i moim stanem emocjonalnym...
Czy któraś z Was podjęła taka lub podobną decyzję i była zadowolona?

Czy zawsze jednak tak jest, że kiedy wymyślimy sobie swoista ucieczkę od rzeczywistości to raczej satysfakcji to nam nie przyniesie? No niechże która napisze, że jej to wyszło na zdrowie

p