Chodzi i pracę dla absolwentów, no i w ogóle - aktywność na rynku pracy.
Piszę to z perspektywy pracodawcy.
Prowadzimy z mężem firmę, która ma się na tyle dobrze, że chcemy zatrudnić dodatkowe osoby. Daliśmy ogłoszenie, że przyjmiemy młodych ludzi po studiach z minimalnym, ale jednak jakimś, doświadczeniem w zawodzie. Ewentualnie oferujemy (płatny) staż.
Nie chcemy dawać etatów, ale calkiem niezłą pensję na umowę-zlecenie. Świadectwa pracy oczywiście też by dostali.
Przyszło kilkadziesiąt odpowiedzi z cv.
I po prostu ręce nam opadły

Branża jest taka, że właściwie każdy powinien w trakcie studiów jeszcze się dokształcić lub zdobywać doświadczenie, bo po studiach nie umie się nic. Nie ja to wymyśliłam, takie są potrzeby rynku, podkreślam.
I zdecydowana większość absolwentów kończy wyłącznie studia, żadnych szkoleń, żadnych praktyk (jak oni to zrobili???).
Ok, przyjmijmy, że mogą odbyć staż, przyda się dla kolejnego pracodawcy.
Otóż, nie. Na informację, że nie będzie to etat, a umowa-zlecenie (płatne ok 50 zł za godzinę!) - kręcenie nosem i "ja bym chciał/a etat..." i takie tam.
Pomijam już to, że kilkanaście CV zawierało błędy ortograficzne

, a praca polega również na prowadzeniu korespondencji z klientem.
Pamiętam, że kiedy ja zaczynałam pracować, to cieszyłam się z każdej okazji do zdobycia doswiadczenia.
I dziwić się potem, że jest takie bezrobocie wśród absolwentów, skoro, dobra ulżę sobie, wyżej srrrają niż doope mają