Dodaj do ulubionych

i u fryzjera

19.04.11, 19:49
To tak jak w samolocie, bo nie byłam tam jeszcze nigdy.
Z dzieckiem wink

Zwykły fryzjer osiedlowy, napisano damski, dziecięcy.
Idę jutro, czego się spodziewać?

Pani sympatyczna, nawet bardzo bardzo.
Sama sobie tam nawet podetnę grzywę, bo do mojego miszcza przed świętami NFW, a zresztą po co jeno z grzywą.
Obserwuj wątek
    • rosapulchra-0 Re: i u fryzjera 19.04.11, 23:22
      Kiedyś widziałam zdjęcia z wizyt małych dzieci u fryzjera. Wszystkie płakały.
      • edelstein Re: i u fryzjera 19.04.11, 23:25
        Pare razy bylam u fryzjera gdzie przyjmowano tez dzieci, placz i wrzask to malo powiedziane, Ja mlodego strzyge w domu, nozyczki plus maszynka specjalnie dla glowek dziececych przystosowana dziala cudasmile
    • saga55-5 Re: i u fryzjera 19.04.11, 23:26
      Zależy od dziecka i od podejścia fryzjerki.
      Ja mam ten komfort że mojej córze obcina jej matka chrzestna, a mojego siostrzeńca żona.
      Z tego co ona mówi, dziewczynkom łatwiej jest cokolwiek z włosami zrobić.
      Urodzone damy z nich wink
      • ylunia78 Re: i u fryzjera 19.04.11, 23:32
        Ja mam lekko tył do podcięcia,nie zapisałam się do swojego miszczasmilebo wyleciało miz głowy.Przemknęło mi przez myśl dzisiaj pójść do takiego fryzjera,ale nie wiem czego się spodziewaćuncertain
    • el_jot Raany, co wy opowiadacie???? 19.04.11, 23:32
      Dzieci płaczą u fryzjera?? U jakiego? Kurde, byłam kilka razy z córką u fryzjerki, u różnych, takich bardziej kontaktowych, mniej lub wcale.Córka nie płakała, nigdy. Miała okres kiedy miała mniej cierpliwości, bardziej się kręciła, ale nigdy nie płakałabig_grin
      • aneta-skarpeta Re: Raany, co wy opowiadacie???? 19.04.11, 23:48
        ja chodze do takiego osiedlowego fryzjera, zawsze do takich chodzilam- niestety "super salony" kazaly duzo placic i niewiele dawaly

        obecna fryzjerka, jak kazda, musiala poznac moj gust co do czesania i poznac moje upodobania- ta mnie zna, wie co lubie i to mi sie bardzo podoba- jakos uslug mnie zadowala w pelni- ceny takze

        ale uwielbiam ten klimat- pogaduszki, herbatki, wyluzowanie, stale klientki

        syn tez chodzi- nie cierpial fryzjera, ale moja go przekonala, powoli nie na silę, z cierpliwoscią- traktowala go jak doroslego faceta i ostrzgla tak jak sobie zyczył i chodzi, choc nadal uwaza to za czynnosc calkowicie niepotrzebnąsmile
        • miaowi Re: Raany, co wy opowiadacie???? 19.04.11, 23:54
          Moje uwielbia chodzić do fryzjera. Nie płacze nigdy.
          Jak ja chodzę, to zabieram młodą ze sobą, bo mi nikt nie chce dziecka pilnować.
          Siedzi sobie , podaje babce nożyczki, ogląda gazetki. Luz blues. Inna sprawa, że mam krótkie włosy, więc strzyżenie nie trwa ruski rok.
          • aneta-skarpeta Re: Raany, co wy opowiadacie???? 19.04.11, 23:59
            kiedys syn musial czasem ze mną pojsc, a mam duzo wlosow i sie schodzi

            jest cierpliwy, ale kazdy ma swoje granice

            czasem w koncu nie wytrzymywal i stanowczym glosem mowil- mamo! ile mozna robic fryzurę?!
    • jak_matrioszka Re: i u fryzjera 20.04.11, 00:12
      Moja Mlodsza byla u fryzjera pierwszy raz zanim skonczyla 2 lata, poszlo gladko, tylko lizaka na koniec odmowila (nie wiedziala co to jest i uznala ze nie jest jej potrzebne). Mlodsza jest szalenie latwym w obsludze dzieckiem i daje ze soba zrobic "wszystko".
      Bratanica jest z kolei straszliwym wydrzyryjkiem i w domu sie nie chce da ostrzyc, a u fryzjera na miescie jakos zabieg sie udal, bez krzyku i placzu.

      Obce miejsce i osoby dzieci nieco oniesmielaja i protest bywa slabszy. "Tak jak mama/tata" jest argumentem nie do pobicia wsrod wszystkich znanych mi dzieciakow, do strzyzenia swietnie sie stosuje smile
      • andaba Re: i u fryzjera 20.04.11, 07:58
        Sama nie byłam nigdy, z dzieckiem też, bo nastolatek raczej sie nie liczy (wolę dać na fryzjera niż sama sie męczyć i jeszcze plastusia z niego zrobić, bo włosięta ma marne, a ja fryzjerką nie jestem), ale przechdziłam nieraz obok salonu, gdzie strzygą dzieci i dzieci wpatrzone w monitor z bajką nawet nie wiedziały co im na głowie robią, płaczącego nie widziałam nigdy.
      • andaba Re: i u fryzjera 20.04.11, 07:58
        Sama nie byłam nigdy, z dzieckiem też, bo nastolatek raczej sie nie liczy (wolę dać na fryzjera niż sama sie męczyć i jeszcze plastusia z niego zrobić, bo włosięta ma marne, a ja fryzjerką nie jestem), ale przechdziłam nieraz obok salonu, gdzie strzygą dzieci i dzieci wpatrzone w monitor z bajką nawet nie wiedziały co im na głowie robią, płaczącego nie widziałam nigdy.
    • shellerka Re: i u fryzjera 20.04.11, 08:22
      ja mam doświadczenia z kosmetycznego salonu. do fryzjera nie zabieram, bo moje wizyty to około 3 -3,5 godziny, wiec ja czasami wychodze zmasakrowana, a co dopiero dziecko.
      ale u kosmetyczki - proste zabiegi typu manicure, czy henna i depilacja brwi - bez problemu.
      nie zabieram niczego specjalnego (piewszy raz byli ze mna - kazde z nich - jak mieli ze cztery miesiące). tam tyle ciekawych rzeczy, ze siedza i sie rozgladaja
      a mlodsza mi ostatnio na solarium usnelasmile z nudówsmile
    • lykaena Re: i u fryzjera 20.04.11, 14:13
      Właśnie wróciliśmy.
      Raaaany!!
      Jestem w szoku to mało powiedziane.
      Chłopak był tak grzeczny, zadowolony,że wszyscy łącznie z kosmetyczką przyszli go oglądać.
      Był najmłodszy.
      Fryzjerka ma podejście i umie strzyc "w ruchu" wink

      Mój długolokowy, potargany chłopak przerodził się w małego panicza. Wygląda super.
      Co chwila podchodzi do lustra, pokazuje palcem i mówi:"ja"po czym łapie się za głowę i mówi "nie ma"
      • anty_nick Re: i u fryzjera 20.04.11, 14:53
        bo to,że dzieci u fryzjera tak się drą,to chyba opowiadania babć naszych babćwink
        Ja się nie spotkałam.Teraz fryzjer dziecięcy to ma i kredki i kolorowanki,filmy/bajki na dvd i inne bajerki co by dziecko grzecznie usiedziało.Mój grzecznie też siedział,ale od jakiegoś czasu strzyże go tylko wujek(ojciec chrzestny)maszynkąsmile
        • lykaena Re: i u fryzjera 20.04.11, 14:58
          Jemu tam żadne bajery nawet nie były potrzebne: mizdrzył się do pani, robił miny do lustra, zamiatał blat taka małą miotełką.
          Nawet suszarki się nie bał, a w domu się boi.
          Chociaż go próbowałam oswoić - nic z tego, ucieka i już ( a na włączonym odkurzaczu jeździ big_grin )
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka