Dodaj do ulubionych

10 lat....

02.06.11, 14:01
jestem sama z tą rocznicą;
mam nowe życie, z tamtego została mi jedna najwspanialsza przyjaciółka, szkoda, że mieszka daleko...
10 lat temu w momencie JEGO tragicznej śmierci rozsypało się i moje życie...

nowe życie zbudowałam na zupełnie nowym gruncie, w oderwaniu od przeszłości; ale w sercu wciąż czuję ból, którego nie mam z kim podzielić i chyba zamiast ulegać przedawnieniu ciąży coraz bardziej sad
Obserwuj wątek
    • broceliande Re: 10 lat.... 02.06.11, 14:03
      Współczuję, to chyba już zawsze będzie bolało.
      • b.bujak Re: 10 lat.... 02.06.11, 14:11
        a o z tym durnym sloganem, że "czas leczy rany" ??
        • iwles Re: 10 lat.... 02.06.11, 14:18

          slogan, po prostu slogan.

          nie rozpamiętuję, nie wracam..... staram się żyć obecną chwilą, chociaż są takie sytuacje, kiedy tęsknota jest silniejsza. Na szczęście są to już tylko chwile, a nie ból ciągły. A może raczej nauczyłam się z tym żyć ?
        • czarnaalineczka Re: 10 lat.... 02.06.11, 14:22
          nie leczy
          tylko czasem przyzwyczaja do bólu

          a jak przezylas zalobe ?
          mialas mozliwosc sie wyplakac wykrzyczec wyklac caly swiat ?
          • b.bujak Re: 10 lat.... 02.06.11, 15:18
            czarnaalineczka napisała:

            > a jak przezylas zalobe ?
            > mialas mozliwosc sie wyplakac wykrzyczec wyklac caly swiat ?

            no właśnie nie bardzo... odcięłam się od poprzedniego życia, więc w nowym otoczeniu nie mogłam sobie pozwolić na lamenty; poza tym byłam juz bardzo zmęczona poprzednimi żałobami - to był bardzo trudny czas... najpierw, w 97 zmarła nagle jego mama, z którą miałam silną, pozytywną więź, później choroba i śmierć mojego taty, później ten wypadek... musiałam się wziąć ostro do pracy, miałam już zaległości na studiach - trzeba było zacisnąć zęby i iść naprzód...
            wtedy rozpacz zeszła na dalszy plan - pojawiło się przekonanie, że muszę cieszyć się tym, że JA żyję, że nie mogę marnować czasu i muszę skoncentrować siły na odbudowie mojego życia... najgorsze było to, że wcześniej miałam przeczucia, ze wydarzy się śmiertelny wypadek, byłam jednak przekonana i pogodzona z tym, że to JA będę ofiarą - a tu takie odwrócenie ról...
            pomoc "fachowców" była marna... psychiatra przepisywał jakieś prochy, które uniemożliwiały mi normalne funkcjonowanie, psychologowie też nie bardzo potrafili mi pomóc;
        • broceliande Re: 10 lat.... 02.06.11, 14:27
          Ja w to nie wierzę.
          Nie mogłabym Ci tak napisać.
    • zabulin Re: 10 lat.... 02.06.11, 14:36
      20 maja minęło 2,5 roku od śmierci jednej z trzech najważniejszych osob w moim życiu.

      W porównaniu do Twojej "rocznicy" mało, ale sie podzielę.

      ból jest ale chowam w środku- nikt tego nie zrozumie choćby nie wiem jak się starał. Zresztą wiekszośc ludzi nie lubi byc obarczana cudzym bólem, dotyczy nawet przyjaciół.
      Poza tym rady w stylu" musisz żyć dalej", "weź się w garść" irytowały mnie niemożebnie.
      No bo owszem, ale niech powiedza jak?


      Sa dni, ze tęsknię do bólu, do ścisku w dołku. Żal aż zalewa gardło. Najbardziej Żal mi, ze mój syn nie bedzie Jej pamietał, ze tyle stracił nie poznając Jej.
      Pewnie sie domyslasz, że mowa o mojej Mamie.

      Życzę Ci siły.

      Ja się staram.Z całych sil, bo chciałabym byc tak dobrą Mamą jak Ona była.
      • mamaemmy Re: 10 lat.... 02.06.11, 15:19
        Pocieszam..Przytulam,chocby wirtualniie...
        Sa tragedie i sa uczucia silniejsze od czasu,wiem cos o tym..lata mijają a ja wciąz nie potrafie się pogodzić...nawet teraz becze,choc lat minęło ponad 7...
        Sa osoby które kochaja za mocno..jestesmy chyba takimi osobami...
        Wierzę,że kiedys spotkamy sie z osobami,które odeszły...
        Przytulam...trzymaj się..
      • tempera_tura Re: 10 lat.... 02.06.11, 15:21
        Czasem jak mam kiepski dzień to wydaje mi sie ze to musi być straszny koszmar. Chyba nigdy nie bedziemy na to gotowe mimo że taka kolej rzeczy....
      • semihora Re: 10 lat.... 03.06.11, 12:04
        > Poza tym rady w stylu" musisz żyć dalej", "weź się w garść" irytowały mnie nie
        > możebnie.
        > No bo owszem, ale niech powiedza jak?

        Wyobrażam sobie, że to może być wkurzające, ale co innego mogą powiedzieć? Kto zna receptę na odbudowanie świata, który się rozpadł? Jak znaleźć słowa, które ukoją ból? Nie wiń ludzi za to, że nie wiedzą, jak wziąć się w garść (albo jak ty powinnaś się wziąć w garść). Gdybyś ty miała wspierać żałobnika, to co byś mu powiedziała? Pewnie właśnie te same oklepane frazesy o konieczności życia dalej.

        Weź po uwagę także uczucia innych ludzi - mogą współczuć ci z całego serca, ale twojego bólu nie są w stanie wziąć na siebie i nie mogą, choćby bardzo chcieli, przeżyć żałoby za ciebie. Starają się pomóc w taki sposób, w jaki potrafią. A że potrafią cię wspierać tylko tak? Czy to powód, żeby się na nich złościć?

        Staram się rozumieć tych, którzy są obok.
        • iwles Re: 10 lat.... 03.06.11, 13:04

          semihora,
          ale akurat te słowa: weź się w garść, wszystko sie ułoży, będzie dobrze - to najgorsze, co można powiedzieć w takiej chwili.
          Nie można się wziąć w garść po stracie, trzeba dać upust swoim uczuciom, trzeba je przeżyć. A potem na nowo powracać powoli do życia.
          • zabulin Re: 10 lat.... 03.06.11, 14:18
            semihora,
            > ale akurat te słowa: weź się w garść, wszystko sie ułoży, będzie dobrze - to na
            > jgorsze, co można powiedzieć w takiej chwili.
            > Nie można się wziąć w garść po stracie, trzeba dać upust swoim uczuciom, trzeba
            > je przeżyć. A potem na nowo powracać powoli do życia.


            Dokladnie tak uważam.
            Powiedzieć do kogoś, kto stracił kochana bliska Osobe-Przyjaciela, ze będzie dobrze to co najmniej niewłasciwe.
            I nieprawdziwe. Bo co najwyżej będzie inaczej.
            Ja Mame kochałam bardzo, bylyśmy Przyjaciolkami.
            I nawet kiedy dzieje sie cos fajnego to już zawsze jest takie uklucie żalu_ ze nie widzi jak mój syn zaczął mówić, jeździć na rowerze, tańczyć, że mogła się nim cieszyć tylko 10 m-cy.



            I jeszcze jedno: wiesz, ze nigdy nie powiedział mi takich frazesów ktoś kto sam doznał straty?
            I to mnie wkurza, ze najbardziej madrzą sie Ci, co nie mają pojęcia o czym mówią.
            • kub-ma Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:00
              zabulin napisała:

              > Powiedzieć do kogoś, kto stracił kochana bliska Osobe-Przyjaciela, ze będzie do
              > brze to co najmniej niewłasciwe.
              > I nieprawdziwe. Bo co najwyżej będzie inaczej.

              A ja chyba oczekiwałam, żeby mi ktoś powiedział, że będzie dobrze. Chociaż miało to być inaczaj, ale jednak dobrze.
          • bi_scotti Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:13
            iwles napisała:

            > Nie można się wziąć w garść po stracie, trzeba dać upust swoim uczuciom, trzeba
            > je przeżyć. A potem na nowo powracać powoli do życia.

            To tez takie niepotrzebne uogolnienie. Naprawde jestesmy bardzo rozni i tragedie przywamy bardzo indywidualnie - nie ma recepty.
            Ja stalam w oknie na 25 pietrze gotowa ... ale "wzielam sie w garsc" i powiedzialam sobie, ze bede zyc i ze wbrew bolowi moje zycie bez utraconej osoby bedzie "warte przezycia", bedzie wysmienite. I staram sie dotrzymac tego slowa, ktore dalam sama sobie tyle juz dekad temu ...
            Naprawde roznie z tym bywa - niektorzy potrzebuja placzu i grieving process, inni praktycznego dzialania, jeszcze inni ... nowej milosci jak najszybciej (bardzo ciekawe sa statystyki wskazujace na szybkosc wchodzenia w nowe zwiazki przez osoby, ktore stracily kogos ukochanego - apparently, im wieksze bylo uczucie, tym szybciej osamotniona osoba wchodzi w nowy zwiazek - potrzebujemy milosci!).
            Problem w tym, ze nikt z nas (a tym bardziej nasi krewni czy znajomi) nie wiemy przed faktem, co akturat jest nam potrzebne w momencie gdy tregedia zaistnieje. I wielu ludzi popelnia blad sugerujac wlasne rozwiazania tym, ktorym zycza jak najlepiej. Stad zgrzyty. Bo jesli komus, kto potrzebuje przezycia, wyplakania sie i wycierpienia w samotnosci sugeruje sie zatopienie w pracy to oczywistym jest, ze taka osoba poczuje sie kompletnie niezrozumiana i jeszcze bardziej osamotniona. Ale i odwrotnie - sugestie zeby "dac upust swoim uczuciom" dla kogos, kto potrzebuje dzialania i fizycznego wymeczenia sie brzmia mdle i bez sensu, i nie sa zadna pomoca. I tu jest pies pogrzebany - nie poddawac sie projekcji wlasnych potrzeb tylko UWAZNIE przyjrzec temu, kogo chce sie wspierac. Ale to bywa trudne ...
            • iwles Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:37

              po smierci męża szukałam pomocy wszędzie, czytałam dużo książek, poradników, wspomnień osób w podobnej do mojej sytuacji, chodziłam na terapię, do psychologów, psychiatrów, rozmawiałam z wieloma osobami przypadkowo spotkanymi na cmentarzu...
              i wszyscy mówili jedno: nie da się przejść od razu od etapu śmierci kogoś bliskiego do etapu "wszystko będzie dobrze, zaczynamy nowe życie, gotowi do startu start". Bo nieprzeżyta żaloba siedzi w środku i kiedyś powróci, bo nieprzeżywając żaloby nie potrafimy tak naprawdę pójść dalej, bo ból się gdzieś tylko skrył, nie potrafimy wspominać z uśmiechem zmarłego, nie potrafimy o nim rozmawiać, bo za każdym razem czujemy ból.

              Ale masz rację, każdy człowiek jest inny, a nie wiedząc czego osoba w żalobie oczekuje od innych bezpieczniej jest czasami tylko przytulić, bądź powiedzieć "wspólczuję" niż wskazywać mu drogę i radzić, co powinien czuć i jak się zachowywać.
              • bi_scotti Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:58
                Ja sie nie chce wymadrzac, bo to nie o to tu chodzi smile Ja niby jestem specjalista od grieving support (z dyplomem i ponad 20 latami doswiadczenia) w kraju, w ktorym ow grieving support traktowany jest jak cos tak oczywistego jak poranna kawa. I to i dobrze, i zle. I coraz czesciej lapiemy sie na tym, ze jednak mozna przedobrzyc i w tego typu pomocy. Coraz wiecej badan bowiem wskazuje na to, ze jakiekolwiek wsparcie bywa potrzebne najczesciej dopiero DLUGO po utracie bliskiej osoby. Ze dopiero takie daty jak wspolne rocznice, urodziny, swieta itp. faktycznie wyzwalaja w czlowieku to, co wymaga autentycznego wsparcia. Dni, tygodnie, czasem nawet miesiace po sa dla znakomitej wiekszosci ludzi tak pelne roznych wydarzen i spotkan, ze na przezywanie pustki po czyims byciu nie ma ani miejsca, ani czasu, ani energii. Probvlem w tym, ze to wlasnie wtedy "reszta swiata" jest gotowa do pomocy wiec wielokrotnie same osoby cierpiace poddaja sie temu ogolnemu przekonaniu, ze tak, teraz wlasnie mam sobie te zalobe przezyc, przemyslec, przetrawic, bo jesli tego nie zrobie, to dalej zyc sie nie da. A to nie tak. Zycie nie stoi w miejscu, chcac-nie-chcac idziemy do przodu nawet jesli wciaz ogladamy sie w tyl. Utrata bliskiej osoby to ogromny wysilek fizyczny i mentalny, domaganie sie od siebie samego zeby dolozyc do tego jeszcze wysilek "przezycia zaloby" jest nierozsadne. Wiemy coraz wiecej o grieving process i powoli jestesmy w stanie pomagac osamotnionym ludziom coraz lepiej ale jak to mowia "pospiech jest dobry przy lapaniu pchel" - z tym przezywaniem zaloby naprawde nie trzeba sie spieszyc, to tez jest etap zycia, do ktorego w jakims sensie trzeba dorosnac, dotrzec. I wlasnie o to chodzi, ze niektorzy docieraja poprzez refleksje i lzy a inni poprzez stawianie sobie jakichs celow, wymagan, jeszcze inni poprzez zaanazowanie sie w nastepny zwiazek, nastepne dziecko ...
                No i sa tacy, jak JK (polski polityk, ktory stracil brata blizniaka), ktorzy sie ewidentnie gubia w tragedii, ktora ich spotkala i sa na tyle samotni, ze nie maja obok siebie kogos, kto by o nich zadbal. Takim ludziom mozna wspolczuc najbardziej ...
                Jeszcze raz to napisze: nauka i doswiadczenia w zakresie grieving process sa wciaz na etapie pelzania po podlodze i obwachiwania katow - wlasciwie kazdy miesiac przynosi nowa literature, nowe statystyki, metody, obserwacje w temacie. No i nie da sie ukryc, ze uczymy sie na (i dzieki) zywych, cierpiacych ludziach ...
                • b.bujak Re: 10 lat.... 03.06.11, 18:24
                  bi_scotti napisała:

                  > Ja niby jestem specjalista od grieving support

                  dziękuje za wypowiedzi eksperckie w moim wątku smile

                  jeśli to możliwe to bardzo proszę o jakieś bardziej konkretne wskazówki dla mnie; może być na priv
                  • bi_scotti Re: 10 lat.... 03.06.11, 22:11
                    b.bujak napisała:

                    > jeśli to możliwe to bardzo proszę o jakieś bardziej konkretne wskazówki dla mni
                    > e; może być na priv
                    >

                    Napisalam dwa slowa na b.bujak@gazeta.pl
                • aandzia43 Re: 10 lat.... 03.06.11, 18:24
                  Coraz wiecej badan bowiem wskazuje na to, z
                  > e jakiekolwiek wsparcie bywa potrzebne najczesciej dopiero DLUGO po utracie bli
                  > skiej osoby. Ze dopiero takie daty jak wspolne rocznice, urodziny, swieta itp.
                  > faktycznie wyzwalaja w czlowieku to, co wymaga autentycznego wsparcia. Dni, tyg
                  > odnie, czasem nawet miesiace po sa dla znakomitej wiekszosci ludzi tak pelne ro
                  > znych wydarzen i spotkan, ze na przezywanie pustki po czyims byciu nie ma ani m
                  > iejsca, ani czasu, ani energii. Probvlem w tym, ze to wlasnie wtedy "reszta swi
                  > ata" jest gotowa do pomocy wiec wielokrotnie same osoby cierpiace poddaja sie t
                  > emu ogolnemu przekonaniu, ze tak, teraz wlasnie mam sobie te zalobe przezyc, pr
                  > zemyslec, przetrawic, bo jesli tego nie zrobie, to dalej zyc sie nie da.

                  Takie są też moje odczucia. Nie fachowca, tylko osoby doświadczającej żałoby smile Na początku jest automatyczne działanie i amok ogarniania rzeczywistości. Im dalej tym gorzej. Aż do jakiegoś punktu, gdzie zmiany w człowieku zajdą na tyle daleko, że będzie można powiedzieć: czas uleczył rany. Tylko że to nie o czas chodzi (choć pewnie trochę też), tylko właśnie o proces przetrawiania bólu i budowania siebie od nowa z tych cegiełek, które pozostały po katastrofie.
                • iwles Re: 10 lat.... 03.06.11, 20:56

                  > Ze dopiero takie daty jak wspolne rocznice, urodziny, swieta itp. faktycznie wyzwalaja w
                  > czlowieku to, co wymaga autentycznego wsparcia.


                  no własnie dokładnie z tych powodów dla mnie pierwszy rok byl najgorszy, bo wszystko było pierwsze w nowej sytuacji, pierwsze nie takie święta, pierwsze nie takie rocznice, nie takie urodziny dziecka, wakacje, piosenka, film, kiedyś razem oglądany ... to w tym okresie największy ból, ból nie tylko psychiczny, ale przekładający się na fizyczny.
                  Teraz, po pięciokrotnym przeżyciu tych wszystkich rocznic i świąt, nie boli już tak bardzo, umiem się uśmiechać do wspomnień i nie czuję bólu, kiedy syn mówi slowo: tatuś.

                  Dlatego akurat w moim przypadku ta kolejność, aby po pierwszych, bardzo zajętych tygodniach i czasie niedowierzania, kiedy potem w koncu dotarlo do mnie, co sie stało, przeżywać ból.
                  Bo potem, po pierwszych dwoch latach, bylo już lepiej. Teraz nie cofam się, kiedyś były to 2 kroki do przodu 1 w tyl, dziś jest już tylko do przodu.
        • zabulin Re: 10 lat.... 03.06.11, 14:07
          Wyobrażam sobie, że to może być wkurzające, ale co innego mogą powiedzieć?

          Owszem, dla mnie bylo mega wkurzające.
          Zwłaszcza jak mówil to ktoś kto nikogo nie stracił i nie mial pojęcia co czuję.
          To już lepiej powiedzieć: "Jestem z tobą, nawet nie wiem co czujesz, ale na mnie możesz liczyć"

          A nie głupawe: "Nie placz"

          A dlaczego mam nie plakać? Umarła moja mama. Ciekawe czy oni nie beda płakac w takiej chwili.


          Weź po uwagę także uczucia innych ludzi - mogą współczuć ci z całego serca, ale
          > twojego bólu nie są w stanie wziąć na siebie i nie mogą, choćby bardzo chcieli
          > , przeżyć żałoby za ciebie


          Bynajmniej tego nie oczekuje. Oczekiwalam tylko jednego, zeby nie mądrzyli sie nie mając pojęcia przez co przechodze.
          Wszyscy wiedzieli lepiej kiedy, ile moge płakac, ile powinnam tesknić, a teraz to juz czas wziąc się w garśc.
          Oczekiwałam tylko jednego: żeby mnie nie pouczano i pozowlono przeżyć to po swojemu.

        • czarnaalineczka Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:25
          >Gdybyś ty miała wspierać żałobnika, to co byś m
          > u powiedziała?
          najlepiej po prostu byc i sluchac

          gdyby mi ktos w takiej chwoli powiedzial "wez sie w garsc " chyba by do rekoczynow doszlo
          • bi_scotti Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:31
            czarnaalineczka napisała:

            > gdyby mi ktos w takiej chwoli powiedzial "wez sie w garsc " chyba by do rekoczy
            > now doszlo

            Co akurat mogloby byc zbawiennym dla Twojego psyche, mogloby sie okazac najbardziej skutecznym sposobem wyrwania Cie z "czarnej dziury". Life IS unpredictable ...
            • czarnaalineczka Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:43
              ale odsiadka w pierdlu juz tak dobrze na psyche nie dziala tongue_out
    • albertynaa Re: 10 lat.... 02.06.11, 17:00
      Nawet nie masz pojęcia, jak ja Cię rozumiem...
    • gazeta_mi_placi Re: 10 lat.... 02.06.11, 17:03
      Czas zalecza rany, coraz mniej boleśnie pamiętamy...
    • lolinka2 Re: 10 lat.... 02.06.11, 18:46
      jeśli przeżyjesz żałobę, czas wyleczy rany
      jeśli będziesz spychać i tamować - bez szans.
    • zebra12 Re: 10 lat.... 02.06.11, 19:42
      Wiecie co mnie najbardziej przeraża? Co jest jakieś takie najsmutniejsze? Czym dłużej żyję na świecie tym więcej znajomych ludzi wokół znika... Kiedyś zyli, mieszkali koło mnie, rozmawiali ze mną i nagle ich nie ma. Nie mogę się z tym pogodzić, choc wiem, że taka kolej rzeczy. Najukochańszą osoba mego zycia jest mój tata. Nie wyobrażam sobie jego śmierci. Pamiętam jak z nim żeglowałam, jak jeździłam na rowerze, zbierałam grzyby, zdobywałam góry... Nie może go zabraknąć. On jest częścią mojego życia. Nie może tak po prostu zniknąć odejść, jak moje babcie, moje sąsiadki, znajomi. Zostałabym sama jak palec. Wiem, wiem sa dzieci i choć kocham je bardzo, to jednak to nie to samo. Tata wspiera mnie w ich wychowaniu, pomaga, zawsze jest, gdy go potrzebuję. Ile razy zmienialismy się w szpitalu przy chorych dzieciach, ile razy siedział z młodymi, gdy ja zabawiałam cudze dzieci na wycieczkach.
      Możecie się pogodzić z przemijaniem? Chcę umieć się pogodzic, ale nie umiem! Jest we mnie bunt i poczucie żalu, niesprawiedliwości... Najpierw uczymy się kochać, a potem uczymy się godzić ze śmiercią. DLACZEGO?
      • bi_scotti Re: 10 lat.... 02.06.11, 19:59
        Dzieki naszej obolalej pamieci ci, ktorzy odeszli wciaz sa jednak jakos realniejsi, jest cos wiecej niz blaknace zdjecia. Gdy przestaje bolec, gdy rocznica rozmywa sie wsrod innych dni, nasz ukochany czlowiek umiera po raz kolejny. Ten bol ma sens, przynajmniej dla mnie.
        No i sa obrzedy, ktore wielu ludziom bardzo pomagaja trwac - swiece, kwiaty, modlitwy ... To nie jest tak, ze nikt nas nie rozumie - czesciej jest tak, ze wiekszosc rozumie ale ma swoje wlasne kruche naczynie bolu do niesienia i musi sie skupiac na tym zeby wlasne lzy sie nie wylaly powodzia ... Stad i zdawkowe, czesto banalne proby pocieszania, bo wiekszosc ludzi boi sie wlasnych demonow, ktore moglyby zabrzemic w glebszych slowach.
        Bol ma wartosc.
        • aandzia43 Re: 10 lat.... 03.06.11, 18:30
          bi_scotti napisała:

          > Dzieki naszej obolalej pamieci ci, ktorzy odeszli wciaz sa jednak jakos realnie
          > jsi, jest cos wiecej niz blaknace zdjecia. Gdy przestaje bolec, gdy rocznica ro
          > zmywa sie wsrod innych dni, nasz ukochany czlowiek umiera po raz kolejny. Ten b
          > ol ma sens, przynajmniej dla mnie.

          Właśnie. Chociaż, może nei musi to być ból, może wystarczy bardzo żywa pamięć? Ale jeśli pamięć jest bardzo wyostrzona, to musi być jakaś domieszka bólu spowodowana poczuciem utraty tego, co było i minęło.
    • sierpniowa27 Re: 10 lat.... 02.06.11, 20:36
      Dziewczyny, sama stracilam duzo Bliskich w swoim zyciu.Najbardziej przezylam smierc mojej Babci...Zlota osoba, z ktora wiaze cale swoje dziecinstwo...Ale powiem Wam szczerze, choc pewnie niektorzy sie obrusza,ze do dzis nie moge sie pogodzic ze smiercia mojego psa,ktorego musialam uspic rok temu.Pies byl ze mna cale prawie cale zycie..Jak mieszkalam jeszcze w rodzinynm domu to byla jakas taka moja oaza spokoju,ciepla,beztroski,bezpieczenstwa...Jak pies zmarl to jakby skonczylo sie moje dziecinstwo..Rodzinny dom juz nie jest taki sam i nigdy nie bedzie...ostatnie pozegnanie i te oczy ,ktore przed uspeiniem dziekowaly mi za cale wspolne zycie do dzis jak sobie przypomne doprowadzaja mnie do lez....Strasznie kocham zwierzeta..dlatego tak to przezylam....
      • naomi19 Re: 10 lat.... 02.06.11, 22:34
        .Najbardziej przezylam smierc mojej Babci...
        Ja mam trochę inne podejście do życia. Kiedy umiera osoba stara, która przez życie przeszla z uśmiechem i godnością, to nie jest to dla mnie smutkiem, gdy odchodzi. A nie mam już żadnej babci ani dziadka, więc wiem co mówię, zresztą moi bardzo mądrze przygotowywali mnie do swojej śmierci, jestem szczęśliwa, że tacy mądrzy ludzie mnie otaczali
        Prawdziwa tragedia jest wtedy, gdy umiera osoba, która miała całeżycie przed sobą, plany, rodzinę, małe dzieci. To jest dla mnie straszne.
        • dziub_dziubasek Re: 10 lat.... 03.06.11, 11:17
          Mam tak samo. Kiedy umiera ktoś starszy to jest to w pewnym stopniu naturalna kolej rzeczy. Kiedy umiera ktoś młody, dziecko... to jest to ogromna tragedia.
        • b.bujak Re: 10 lat.... 03.06.11, 12:36
          w jednej takiej pieśni kościelnej jest:

          "od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie"

          ja do tego dodaję jeszcze

          "od piratów drogowych zachowaj nas Panie!"


          sezon rozpoczęty, niestety sad
          • naomi19 Re: 10 lat.... 03.06.11, 17:44
            "od piratów drogowych zachowaj nas Panie!"
            Może jeszcze inaczej. Od 90% polskich "kierowców" zachowaj nas panie.
    • hrabina_murzyna Re: 10 lat.... 03.06.11, 20:47
      Zawsze zostajemy sami z takimi rocznicami. Niby życie toczy się dalej, niby uśmiechamy się codziennie, ale czasem coś tam zakłuje. To normalne, że czujesz ból, bo on nigdy nie zniknie. On tylko czasami zanika, coś jakbyś wzięła apap codziennie. Wtedy nie boli, ale jak przychodzi ważne wydarzenie, wspomnienie, rocznica- wtedy apap nie działa i boli. Już tak będzie. Sama tego doświadczałam i doświadczam, tylko sama, wtedy nikt nie dzieli ze mną mojego żalu. Takie rzeczy nie ulegają przedawnieniu. Mnie dopadło w dniu mojego ślubu, kiedy składałm przysięgę małżeńską łamiącym się głosem i kiedy teść mi składał życzenia- dla niego i dla wielu bardzo piękne życzenia, dla mnie były to życzenia, które wywołały łzy i rozerwały ranę. Mnie one nie ucieszyły, bo to nie ta osoba miała powiedzieć te słowa. Dopadło mnie w minioną niedzielę na grobie mojej chrzestnej, bo nie dane jej dzielić radości z rodziną, cieszyć się wnukami, komunią wnuczki. Wiele razy jeszcze mnie dopadnie i wiele razy będę sama z tym bólem. Wiem to, ale życie płynie i my musimy iść dalej. Tym żalem z nikim się nie podzielisz, bo nikt lepiej niż Ty sama go nie zrozumie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka