Dodaj do ulubionych

O ojczymach

16.06.11, 01:56
Juz ktorys raz kiedy pisze o problemach z moja corka i wspominam o moim mezu a jej ojczymie czytam teksty w stylu
-Jak moglas pozwolic zeby OBCY czlowiek cos jej powiedzial
-jak moglas wyjsc za obcego czlowieka i zmienic z nim miejsce zamieszkania odcinajac dziecko od srodowiska itp...

Noz kurcze jaki obcy czlowiek? Obcy bo opiekuje sie moim dzieckiem krocej o kilka lat niz ja.
Dlaczego tak duzo osoba zaklada ze jak jest to ojczym to musi zaraz byc zly nie uwazac dziecka jakos swoje itp...?
Naprawde nie znacie ojczymow ktorzy kochaja swoch pasierbow tak jak swoje dzieci?
Obserwuj wątek
    • czar_bajry Re: O ojczymach 16.06.11, 02:02
      Nie słuchaj głupot. Wg. niektórych to ojczym powinien kasę przynosić, zapewniać wszystko co najlepsze ale cicho siedzieć bo obcy. Porażka.
      • czar_bajry Re: O ojczymach 16.06.11, 02:03
        A dawca spermy to święta krowa, nawet jak od lat nie masz z nim kontaktu, to koniecznie ten kontakt nawiąż i razem zacznijcie dziecko wychowywaćtongue_out
    • deodyma Re: O ojczymach 16.06.11, 07:52
      > -Jak moglas pozwolic zeby OBCY czlowiek cos jej powiedzial
      > -jak moglas wyjsc za obcego czlowieka i zmienic z nim miejsce zamieszkania odci
      > najac dziecko od srodowiska itp...


      a ktora to byla taka madra i wypisywala te glupoty???
      • antekcwaniak A co ? Zęby chcesz jej powybijać ? n/t 16.06.11, 08:39

      • rosapulchra-0 Deodyma, 16.06.11, 08:49
        Nasze domorosłe psycholożki bezdzietne do takich wniosków doszły:
        tutaj i tutaj

        Szkoda słów..
        • angazetka Re: Deodyma, 16.06.11, 09:42
          Bzdura. Takich wniosków tam nie ma. Jest raptem o tym, że ojczym dziewczynę olewa i manipuluje matką, a to trochę jakby co innego. Nadinterpretowanie to ciekawe hobby wink
          • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 10:19
            -Jak moglas pozwolic zeby OBCY czlowiek cos jej powiedzial
            Ten facet Tobą manipuluje, a Ty tego nie widzisz. Siłą rzeczy stawiasz małą nad dużą, nie wiem czemu, dla dobra małżeństwa? Robisz to nieświadomie, ale robisz. Dzieciak nasłał wam kontrolę a Ty wysłałaś obcego faceta, aby poinformował Twoje dziecko co teraz dostanie i na co może liczyć? Gdzie Ty byłaś jako jej matka ja się pytam? Czemu sama nie poszłaś porozmawiać z własnym dzieckiem? [wypowiedź hrabiny]

            -jak moglas wyjsc za obcego czlowieka i zmienic z nim miejsce zamieszkania odcinajac dziecko od srodowiska itp...
            Podsumujmy: wyrwałaś dziewczynę z jej środowiska. Wyszłaś za człowieka, który ją totalnie olewa, gdy trzeba się okazać ojcem (wnioskuję z jego tekstów cytowanych przez cienie), za to jest pierwszy do anonsowania, że od teraz będzie dostawać tylko to, co niezbędne. Czy ona obchodzi go choć na tyle, aby był w stanie naprawdę powiedzieć, co jest w jej przypadku niezbędne? [wypowiedź mgły]

            Nadinterpretacja? Ciekawe..
            • mama-nastolatki Re: Deodyma, 16.06.11, 11:32
              O Rosa wiedze ze znalazlas.

              Dokladnie takie bzdury o czlowieku ktory moja corke kocha tak samo jak swoja.Ktory wczoraj powiedzial ze nawet jak by sie palilo i walilo nigdzie jej nie odda.Bo ja jej matka zwatpilam.
              Ale coz ojczymowie maja juz taki los ze robia wszykto dla pasierbow a bilogiczni ojcowie maja gdzies wychowanie dziecka a pozniej jak taki ojczym stanie na drodze dziecku np nie pzwoli isc na disko to uslyszy,,nie jestesm moim ojcem,, To samo na forum jak juz ojczym to napewno musis byc zly nie kochac dziecka i bla bla.
              • mgla_jedwabna Re: Deodyma, 17.06.11, 23:24
                Niedawno twierdziłaś, że twój mąż uważa, że powinno się jej pozwolić robić co chce (czyli w domyśle: zamieszkać w czymś w rodzaju domu dziecka, bo do tego dążyła). To jak w końcu?
                • rosapulchra-0 Mgła, 17.06.11, 23:27
                  już się nie wysilaj, poczytaj lepiej post mamy_nastolatki i zakończenie historii.
            • mgla_jedwabna Re: Deodyma, 17.06.11, 23:23
              Rosa, daruj sobie te manipulacje. NIGDZIE nie nazwałam męża mamy-nastolatki obcym człowiekiem i nie pytałam, jak mogła za niego wyjść. A określenie "domorosłe" daruj sobie, bo musiałabyś je zastosować chyba do wszystkich osób wypowiadających się na forum, które nie mają ukończnionych studiów na kierunku psychologia.

              Co do bezdzietności - równie dobrze mogłabyś uznać, że należy dyskredytować z góry wypowiedzi wszystkich osób, które nie wychowują swego dziecka z drugim małżonkiem (ojczymem lub macochą dla tego dziecka), nie mieszkają na emigracji albo nie trzymają luster w piwnicy.

              Dlaczego niby np. matka grzecznego dziewięcio- i siedmiolatka miałaby z założenia wypowiadać się mądrzej ode mnie w temacie problemów zbuntowanej nastolatki? Albo matka rozwydrzonych bliźniąt - trzylatków? Albo matka nastolatki - nieśmiałej kujonki? Naprawdę myślisz, że urodzenie jednego czy dwóch potomków czyni człowieka jaśnie oświeconym w sprawie postępowania z wszystkimi dziećmi w każdym wieku i w każdej konfiguracji rodzinnej? Jakbym ci teraz napisała, że mam czworo dzieci, z czego najstarsze zdaje maturę, a kolejne kończy gimnazjum, to moje teksty zaczęłyby wyglądać dla ciebie mądrzej? To byłyby te same wypowiedzi.
              • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 17.06.11, 23:37
                Ja przytoczyłam tylko wasze słowa. No chyba nie zaprzeczysz, że jesteś ich autorką, prawda?
                Co do bezdzietności - tylko ona mnie interesuje w kontekście wątku mamy_nastolatki. I nadal podtrzymuję zdanie, że nieposiadanie dzieci nie daje ci żadnego upoważnienia, żeby AŻ w taki sposób się angażować w sprawy rodzinne mamy_nastolatki i pouczać ją, co ma robić. Aa! Ja przede wszystkim zarzucałam wam brak doświadczenia w wychowywaniu nastolatek, co wynika z waszej obecnej bezdzietności, a nie z powodu tylko braku dzieci, więc twoje argumenty są nietrafione. Jakbyś napisała, że masz czwórkę dzieci, w tym nastoletnie, to bym się szczerze dziwiła, że tak doświadczona matka pisze takie dyrdymały, nie mające praktycznie pokrycia w życiu. I nie mam tu na myśli mojego tylko swojego życia.
          • mama-nastolatki Re: Deodyma, 16.06.11, 11:27
            angazetka napisała:

            > Bzdura. Takich wniosków tam nie ma. Jest raptem o tym, że ojczym dziewczynę ole
            > wa i manipuluje matką, a to trochę jakby co innego. Nadinterpretowanie to cieka
            > we hobby wink

            A ja ci mowie ze wlasnie ze takie teksty tam sa.
            Jak napisalam ze po tym jak corka zglosila klamiac ze ja bijemy i ze po powrocie moj maz z nia porozmawial przczytalam komatarz ze jak moglam wyslac OBCEGO czlowieka zamiast sama z nia porozmawiac.No 8 lat ja wychowuje ale bardzo obcy jest.

            A ten drugi tekst o tym ze jak moglam wyjsc za meza i biedne dziecko wywiesc do Niemiec byl w innym moim temacie z przed kilku miesiecy.

            Tak ze takie teksty sa i ojczymowie sa uwazani za obcych ktorzy nie maja nic do powiedzenia ktorzy napewno nie kochaja dziecka jak swojego itd...
        • miliwati Re: Deodyma, 16.06.11, 11:31
          rosapulchra-0 napisała:

          > Nasze domorosłe psycholożki bezdzietne do takich wniosków doszły:
          > tutaj i tutaj

          I to są bardzo rozsądne spostrzeżenia. Tak, to jest obcy facet. Tak, dla dziecka wyprowadzka do innego kraju to jest potężny stres. Tak, wysłanie fagasa (i to pewnie obcojęzycznego) bo królowa nie raczy rozmawiać z niewdzięczną córką to głupota.

          Gościu może być dusza-człowiekiem, ale najwyraźniej nie udało mu się zostać nowym ojcem dla tego dziecka.
          • mama-nastolatki Re: Deodyma, 16.06.11, 11:37
            miliwati napisała:

            > rosapulchra-0 napisała:
            >
            > > Nasze domorosłe psycholożki bezdzietne do takich wniosków doszły:
            > > tutaj i tutaj
            >
            > I to są bardzo rozsądne spostrzeżenia. Tak, to jest obcy facet. Tak, dla dzieck
            > a wyprowadzka do innego kraju to jest potężny stres. Tak, wysłanie fagasa (i to
            > pewnie obcojęzycznego) bo królowa nie raczy rozmawiać z niewdzięczną córką to
            > głupota.
            >
            Gościu może być dusza-człowiekiem, ale najwyraźniej nie udało mu się zostać now
            > ym ojcem dla tego dziecka.


            Wiesz co twoja glupota jest porazajaca.
            Obcojezycznego? wyslalam do biedaczki ojej.Jak poznal ja 8 lat temu to wyobraz sobie nauczyl sie j polskiego a moja corka zna bardzo dobrze j niemiecki.Nie martw sie dogadaja sie.
            Jakos ze swoim obcojezycznym chlopakiem tez sie dogaduje.Wyprowadzenie sie do innego kraju to stres mieszna jestes z tymi kretynskimi argumetnami.
            Tak powinam latac za jej bilogicznym tautsiem ktory zalozyl nowa rodzine i nie rzejmowal sie stresem coreczki ale ja juz nie moge.Smieszne....
            • miliwati Re: Deodyma, 16.06.11, 11:40
              mama-nastolatki napisała:

              > miliwati napisała:
              > > rosapulchra-0 napisała:
              > > > Nasze domorosłe psycholożki bezdzietne do takich wniosków doszły:
              > > > tutaj i tutaj
              > >
              > > I to są bardzo rozsądne spostrzeżenia. Tak, to jest obcy facet. Tak, dla
              > dzieck
              > > a wyprowadzka do innego kraju to jest potężny stres. Tak, wysłanie fagasa
              > (i to
              > > pewnie obcojęzycznego) bo królowa nie raczy rozmawiać z niewdzięczną cór
              > ką to
              > > głupota.
              > >
              > Gościu może być dusza-człowiekiem, ale najwyraźniej nie udało mu się zostać now
              > > ym ojcem dla tego dziecka.
              >
              >
              > Wiesz co twoja glupota jest porazajaca.
              > Obcojezycznego? wyslalam do biedaczki ojej.Jak poznal ja 8 lat temu to wyobraz
              > sobie nauczyl sie j polskiego a moja corka zna bardzo dobrze j niemiecki.Nie ma
              > rtw sie dogadaja sie.

              No to chociaż tyle dobrego.

              > Jakos ze swoim obcojezycznym chlopakiem tez sie dogaduje.Wyprowadzenie sie do i
              > nnego kraju to stres mieszna jestes z tymi kretynskimi argumetnami.

              A co, nie stres?

              > Tak powinam latac za jej bilogicznym tautsiem ktory zalozyl nowa rodzine i nie
              > rzejmowal sie stresem coreczki ale ja juz nie moge.Smieszne....

              No, jeszcze połóż się w jakichś drzwiach i biust wywal jak Rejtan. Myślisz że przerobisz histerię na argumenty?

              • mama-nastolatki Re: Deodyma, 16.06.11, 11:47
                miliwati
                Jestes zwyklym nedznym trolem ktory nie pisze na temat a zawsze da jakies idiotyczne odpowiedzi zeby tylko wywolac awanture.
                Nie bede odpisywac na twoje posty zegnaj troliku.
                • miliwati Re: Deodyma, 16.06.11, 12:05
                  mama-nastolatki napisała:

                  > miliwati
                  > Jestes zwyklym nedznym trolem ktory nie pisze na temat a zawsze da jakies idiot

                  Ta, jasne smile Wypowiedź ustosunkowująca się do wywożenia 8-latki na stałe za granicę jest rzeczywiście zupełnie nie na temat w wątku m.in. o uwagach na temat wywożenia dziecka za granicę smile
          • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 15:10
            Następna ekspertka! Pfff..!
            Co ty wiesz o życiu mamy_nastolatki, że tak się wypowiadasz autorytatywnie? Zero wiesz, ale mądrzysz się i chyba tylko po to, aby dokuczyć, bo nic konstruktywnego nie wnosisz. Ohyda. Jakim prawem ubliżasz obcemu człowiekowi i nazywasz go fagasem? Kto cię upoważnił do takiego zachowania? Jesteś ohydna.
            • miliwati Re: Deodyma, 16.06.11, 15:21
              rosapulchra-0 napisała:

              > Następna ekspertka! Pfff..!
              > Co ty wiesz o życiu mamy_nastolatki, że tak się wypowiadasz autorytatywnie? Zer

              A Ty?
              • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 16:12
                Ja niczego jej nie insynuuje, w przeciwieństwie do was.
                • hrabina_murzyna Re: Deodyma, 16.06.11, 16:24
                  Nie, Ty tylko łykasz teksty o złej córce i dobrej matce. A każda strona swoje racje ma. Wiele dzieci twierdzi, że ma złe i podłe matki. Te same matki jakby napisały na forum mogłyby ukazać nieco inną historię. Każdy kij ma dwa końce. I zanim nazwiesz mnie domorosłym psychologiem to znajdź jeden dobry argument dlaczego mam stanąć po stronie matki, a nie po środku tego konfliktu. Ja osobiście, na miejscu tej matki wzięłabym pod uwagę nawet te insynuacje tych durnych bab, bo a nóż widelec może mają rację. Ale nie, lepiej iść w zaparte i stać na swoim. Tylko to stanie na tym swoim w tym przypadku do niczego nie prowadzi, a tylko pogarsza sprawę. Mnie się wydaje, że mama-nastolatki chciała raczej utwierdzenia w jej koncepcji, a nie rad jak rozwiązać konflikt.
                  • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 16:35
                    Jesteś po środku konfliktu? A gdzie ten środek jest? To jest twój konflikt, że pozwalasz sobie na pouczanie mamy_nastolatki? Ciekawe, ciekawe..
                    • hrabina_murzyna Re: Deodyma, 16.06.11, 16:40
                      A Twój jest, że pozwalasz sobie na łykanie każdego jej słowa i kadzisz jej dobrymi radami? Tak jestem po środku, rozumiem dwie strony i nigdzie nie obrzuciłam tej kobiety inwektywami. Napisała, ja jej przedstawiłam swój punkt widzenia. A ty jaki masz pomysł, jak mama-nastolatki ma sprawić, aby jej dziecko nie uciekało z domu? Jakoś nie zauważyłam, abyś miała jakikolwiek pomysł. Napisz mi proszę dlaczego mam sądzić, że ta córka rzeczywiście jest już tak zepsuta, że ludzi z niej już nie będzie.
                      • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 17:06
                        Poszukaj w tamtym wątku, co radziłam, kilka razy to pisałam, poza mnie się nie chce udowadniać tobie, że nie jestem wielbłądem. Przy okazji szukania sprawdź również, gdzie i w którym momencie kadziłam mamie_nastolatki. I zanim kolejny raz japę rozedrzesz, to znajdź dowód swoich insynuacji. Choćby najmniejszy.
                        • hrabina_murzyna Re: Deodyma, 16.06.11, 17:08
                          Japy to ja nie muszę wydzierać. Co najwyżej mogę otworzyć buzię, ale jak widać z kulturą ci nie po drodze.
                          • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 17:24
                            Ty mi tu nie kulturuj teraz, tylko udowodnij swoje konfabulacje pod moim adresem suspicious
                            • hrabina_murzyna Re: Deodyma, 16.06.11, 18:01
                              Ja bym się sama zgłosiła do jugendamt i opowiedziała o szantażach córki. Zawiadomiłabym również szkołę. Nagrywałabym ją, zawiadamiała policję, gdyby uciekała z domu. W ten sposób dziewczyna by się dowiedziała, że jednak bezkarna nie jest. Ale przede wszystkim to poszłabym do psychologa, bo problem nie dotyczy tylko jej samej, ale waszych wspólnych relacji, które za chwilę będą dla was obu całkowicie nie do zniesienia.

                              Tyle w temacie, ameryki nie odkryłaś. Co radzisz dalej? Dziewczyna sama się już zgłosiła, mleko rozlane, szkło pozamiatane. Tyle to ja też umiałam poradzić i wiele innych osób także, ale kto by to nie był i ilu psychologów ta rodzina nie przejdzie to każdy jeden będzie chciał dotrzeć do źródła konfliktu i nie da recepty na teraz. A tutaj matka ma swoje własne wizje i za nic w świecie nie da sobie przetłumaczyć, że może czasami te jej wizje są niepotrzebne. Ona swoje wie, mam nadzieję tylko, że zacznie współpracować z psychologiem i nie powie tak jak tutaj, że co tam ten dziad czy baba będzie mi insynuował, toż to nieprawda jest, bo JA.... Jak tak dalej pójdzie to się obie albo pozabijają albo za kilka lat będą na siebie pluły jadem. A są to dla siebie dwie najbliższe osoby.
                              • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 16.06.11, 18:50
                                No to jak to ma się do twoich słów: A Twój jest, że pozwalasz sobie na łykanie każdego jej słowa i kadzisz jej dobrymi radami? (...) A ty jaki masz pomysł, jak mama-nastolatki ma sprawić, aby jej dziecko nie uciekało z domu? Jakoś nie zauważyłam, abyś miała jakikolwiek pomysł.

                                Jednak okazuje się, że twoje oskarżenia są bezpodstawne, więc zmieniasz front: Tyle w temacie, ameryki nie odkryłaś. - umniejszasz wartość rady podanej przeze mnie (gdzie większość emam się podobnie wypowiedziało) i dalej masz swoje wyobrażenia: A tutaj matka ma swoje własne wizje i za nic w świecie nie da s
                                > obie przetłumaczyć
                                , że może czasami te jej wizje są niepotrzebne. Ona swoje wie
                                > , mam nadzieję tylko, że zacznie współpracować z psychologiem i nie powie tak j
                                > ak tutaj, że co tam ten dziad czy baba będzie mi insynuował, toż to nieprawda j
                                > est, bo JA.... Jak tak dalej pójdzie to się obie albo pozabijają albo za kilka
                                > lat będą na siebie pluły jadem.

                                Tylko po co? Komu chcesz udowodnić, że masz rację, tam gdzie jej nie masz? Bo mnie na pewno nie.

                                BTW, jak się kadzi dobrymi radami?
                • miliwati Re: Deodyma, 17.06.11, 09:57
                  rosapulchra-0 napisała:

                  > Ja niczego jej nie insynuuje, w przeciwieństwie do was.

                  Ty insynuujesz jej córce, która nawet się nie może bronić. Jakież to szlachetne z twojej strony.
                  • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 17.06.11, 10:00
                    Udowodnij.
                    • miliwati Re: Deodyma, 17.06.11, 10:04
                      rosapulchra-0 napisała:

                      > Udowodnij.

                      No skoro matka jest chodzącym ideałem którymu tylko podłe zawistnice zarzucają coś niesłusznie to drogą eliminacji winna całej sytuacji jest wyrodna córka.
                      • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 17.06.11, 10:07
                        Gdzie napisałam, że matka jest ideałem?
                        Udowodnij.
                        • miliwati Re: Deodyma, 17.06.11, 10:29
                          rosapulchra-0 napisała:

                          > Gdzie napisałam, że matka jest ideałem?

                          Wszędzie. Kto się odezwie krytycznie - ten wróg.
                          No chyba że potrafisz wskazać jakieś błędy popełnione przez mamę nastolatki, hę?
                          • rosapulchra-0 Re: Deodyma, 17.06.11, 10:46
                            Udowodnij, gdzie napisałam, ze matka jest ideałem? No gdzie? Póki co, cały czas insynuujesz, ale udowodnić jakoś nie potrafisz. Ty oskarżasz, ty udowodnij.
    • ladyjm Re: O ojczymach 16.06.11, 08:33
      ja znam 2 super ojczymow smile i cala mase fatalnych ojcow
    • lolinka2 Re: O ojczymach 16.06.11, 08:50
      ja jestem od 7 r.z. wychowywana przez ojczyma, który okresowo więcej serca niż własna matka potrafił mi okazać...
      zwracał uwagę jeśli było trzeba, nasłuchał się "nie jesteś moim ojcem" i nigdy w życiu tego nie skomentował (puszczał mimo uszu), ale uwagi zwracać nie przestał - i bardzo dobrze, bo sporo cennych zasad mi wpoił tą metodą.
      Gdy wypowiadał się o mnie na zewnątrz, zawsze byłam "naszą K.". U notariusza (przekazywał mi w darowiźnie całość posiadanego majątku) zdziwił się niepomiernie, bo już zapomniał, że on przecież w świetle prawa nie jest moim ojcem - informuje panią notariusz, że "chciałbym córce to przekazać wszystko", na co zapada cisza i komentarz pani notariusz "no taaaak, tylko pani nie jest pana córką, prawda?" smile Niedawno coś opowiadał o jakimś potencjalnym nabywcy auta i mówi tak "a ja mu mówię: to nie mój, to córki, bo przyjechała akurat...".
      A w tej chwili zajmuje się intensywnie moją 5-latką, bo pojechała do nich na wakacje i wracać mi nie chce małolata smile smile smile
      • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 16.06.11, 09:06
        Tylko pozazdrościć takiego ojczyma. Mój był biegunowo inny. Ale opowiadać, o tym, co mi robił nie będę, bo znowu mnie bi_scotti oskarży o kłamstwa.
      • mama-nastolatki Re: O ojczymach 16.06.11, 11:42
        Lolinko czy mozezs z perspektywy czasu powiedzec czemu to raczylas go tym ,, nie jestes moim ojcem,,?

        Dokladnie tak samo jest u mnie w domu moj maz zawsze mowi ze to nasza corka i naprawde choc by dokladnie szukac nie mozna znales zeby ja inaczej traktowal niz mlodsza jego corke.
        Starsza tez uwaza go za ojca ale kiedy tak jak pisalam z czyms stanie jej na drodze np na cos nie pozwoli to zawsze pada argument ze nie jeste jej ojcem.Takie wykorzystywanie czegos...
        • morekac Re: O ojczymach 16.06.11, 12:03
          Mamo-nastolatki, podejrzewam, że ojczyma - nawet najukochańszego, raczy się tym tekstem z powody bycia w wieku nastolatkowo - buntowniczym.
          Albowiem jest to z reguły wiek, kiedy rodziców - każdego typu i każdej dobroci - raczy się tekstami, które maja im dokopać. Tak więc ojczymów raczy się tekstem 'nie jesteś moim ojcem' - któremu to zdaniu dosyć trudno jest zaprzeczyć, zaś rodzicielom rodzonym rzuca się 'wcale na świat się nie prosiłem i wcale nie chciałem, żebyście to wy byli moimi rodzicami'. Z którym to zdaniem także trudno polemizować. wink
          Być może jedyna 'prawidłowa' odpowiedź brzmi" "tak, to prawda" (I przypadek)/ "oczywiście, masz prawo do swojej opinii "(II przypadek).
          • mgla_jedwabna Re: O ojczymach 17.06.11, 23:31
            Jest jeszcze trzecia odpowiedź, którą jest brak odpowiedzi, czyli ignorowanie tej odzywki. Kto wie, czy nie najlepsza.

            • morekac Re: O ojczymach 18.06.11, 00:07
              Jest jeszcze trzecia odpowiedź, którą jest brak odpowiedzi, czyli ignorowanie t
              > ej odzywki. Kto wie, czy nie najlepsza.
              nie jestem pewna... dialog się zawiesza i nasz rozmówca zyskuje siłę - może się skoncentrować na tym zdaniu, a nie na tym, co jest właściwym tematem rozmowy. A problemem nie jest z reguły to, że dziecię się na świat nie prosiło albo że ojczym nie jest ojcem.
        • ciociacesia oj matko 16.06.11, 12:27
          > Lolinko czy mozezs z perspektywy czasu powiedzec czemu to raczylas go tym ,, ni
          > e jestes moim ojcem,,?
          a czemu ja moim bardzo tolerancyjnym i liberalnym rodzicom krzyczalam ze ja sie na swiat nie prosilam? dorastanie, bunt, uniezaleznianie
        • lolinka2 Re: O ojczymach 16.06.11, 12:30
          testowo... sprawdzając granice postępowania (kiedy skrzyczy) i granice jego miłości/tolerancji.
    • default Re: O ojczymach 16.06.11, 09:14
      Z tym "jak mogłaś pozwolić, żeby OBCY coś dziecku powiedział" to taka delikatna sprawa w sumie... Mnie samą nieraz irytowało, gdy mój mąż zbyt obcesowo wtrącał się do kwestii wychowania mojej córki - choć z drugiej strony wiedziałam, że na ogół ma rację i wtrąca się słusznie i w ważnych sprawach. Niemniej wolałam gdy najpierw zgłosił uwagi do mnie, a nie bezpośrednio do dziecka. Bardziej odpowiadało mi, kiedy trzymał się roli "dobrego wujcia" niż gdy za bardzo wczuwał się w obowiązki ojcowskie smile Ale wiem, że moją córkę bardzo kocha, a i ona darzy go szacunkiem i przywiązaniem, myślę że większym niż swojego ojca, którego traktuje jakby z politowaniem... (no - sam sobie zasłużył w sumie). Chociaż kiedy była w wieku dorastania - to ojczym był pierwszą osobą, przeciw której zwrócił się jej "bunt nastolatka" smile
      • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 16.06.11, 15:45
        moj maz, a ojczym mojego syna jest traktowany jako w domu jako ojciec

        skoro go wychowuje, poswieca mu ogromną energię, finanse i czas, a takze daje duzo ciepła to ma prawo wspoluczestniczyc w wychowaniu na rowni ze mną

        jestsmy zgodni co do wychowywania syna, a drobiazgi ustalamy na osobnosci- tak jakbym to robila z biol. ojcem

        zreszta moj mąż pochodzi z rodziny łączonej i rozmawialismy duzo, ze aby atmosfera w domu byla zdrowa to on nie moze czuc ze jego zdanie nie jest wazne w oczach dziecka

        i moj syn od 2 lat- po 3 latach- zaczął sam z siebie mowic do niego tato, obecnie nawet niewybrednie sobie zartuje ( gdy sie strasznie wyglupia i wie ze nas to meczy, to mowi do męża- jestem twoim dzieckiem i niestety musisz sie ze mną męczyćwink)

        i mimo ze nie jest jego biol. ojcem nie jest dla niego obcą osobą, absolutnie!
    • polonijnamama Re: O ojczymach 16.06.11, 09:29
      Ja mam dokladnie jak Lolinka2.
      Wychowywal nas ojczym od 7 roku zycia, moja siostra miala 6.
      I on nas naprawde wychowywal, tzn nie zglaszal tylko jakiegoss problemu mamie, ale sam z nami rozmawial, krzyczal, wymagal, tlumaczyl, przytulal.
      Oprocz tego tez jezdzil z nami na zakupy, dawal forse na komitet rodzicielski itd.
      Mowimy do niego "tato", mamy kontakt jak z ojcem biologicznym sie miec powinno.

      On traktuje nas jak u Lolinki smile. Nazywa corkami, wnuki, wnukami, ktore kocha ponad wszystko.

      Ja nigdy nie uwazalam ze on nie ma prawa sie wtracac, bo nie jest naszym ojcem.
      Tylko ze nie moglam liczyc na ojca, .
    • nisar Re: O ojczymach 16.06.11, 09:47
      Wszystko zależy moim zdaniem od kilku czynników:
      1. w jakim wieku było dziecko, gdy "otrzymało" ojczyma
      2. jakie ma relacje z bioojcem
      3. jak OD POCZĄTKU ustawione zostaną relacje pomiędzy ojczymem a pasierbem.

      U mnie było tak, że córka miała 7 lat, jak poznała mojego obecnego męża. Od początku niemal było wiadomo, że chcemy być rodziną, mój obecny mąż zawsze podkreślał, że ona jest dla niego córką. Od pewnego momentu córka mówi do niego tatusiu i dajboże takie relacje pomiędzy biologicznym ojcem a córką, jakie oni mają. Długi czas ja robiłam błąd odsuwając go od różnych decyzji na temat córki, o co się w końcu ona sama zbuntowała. Teraz z dziką radochą na pytanie, czy będzie mogła np. gdzieś pójść, odpowiadam: spytaj tatusia smile co ma tę zaletę, że mąż jest znacznie lepszym rodzicem niż ja i lepiej załatwia takie sprawy.
      Reasumując: jeśli ojczym spełnia wszelkie obowiązki rodzica, to ma także takie same jak rodzic wobec dziecka prawa. Jeśli się nie interesuje i nie włącza w sprawy pasierba, to niech się buja z wychowywaniem, ale jeśli de facto jest ojcem, to pod każdym względem.

    • agni-76 Re: O ojczymach 16.06.11, 10:38
      mama-nastolatki napisała:


      > -Jak moglas pozwolic zeby OBCY czlowiek cos jej powiedzial
      a co w takim razie mają robić rodzice, którzy dziecko adoptują ???? przecież też są obcy ....

      > -jak moglas wyjsc za obcego czlowieka
      a tatuś biologiczny to przecież też był kiedyś obcym człowiekiem bo kazirodztwo zakazane wink

      > Noz kurcze jaki obcy czlowiek? Obcy bo opiekuje sie moim dzieckiem krocej o kil
      > ka lat niz ja.
      > Dlaczego tak duzo osoba zaklada ze jak jest to ojczym to musi zaraz byc zly nie
      > uwazac dziecka jakos swoje itp...?
      czy te same osoby zakładają że każdy biologiczny tatuś będzie cacy nawet wtedy kiedy będzie tylko zapisany w metrykę urodzenia?

      > Naprawde nie znacie ojczymow ktorzy kochaja swoch pasierbow tak jak swoje dziec
      > i?
      znamy, znamy
      u mnie odwrotność tylko taka, że dla mnie macocha jest i była lepsza niż rodzona matka ....
      • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 16.06.11, 12:41

        > a co w takim razie mają robić rodzice, którzy dziecko adoptują ???? przecież
        > też są obcy ....


        Ale opiekunowie adopcyjni sa ze sobą na równi - bo zadne z nich nie jest rodzicem jako takim, a w przypadku matki i ojczyma lub ojca i macochy jedno jest zawsze szczebelek wyzej - jako rodzic - i to daje mu naturalną przewage.
        • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 17.06.11, 09:58
          czyli ja jestem bardziej rodzicem dla swojego syna, niz moja przyjaciolka dla swoich adoptowanych dzieci?

          ide jej to powiedziecbig_grin
          • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 17.06.11, 16:48
            No niestety, ale tak właśnie jest - zupełnie szczerze. Ty jestes matką, a przyjaciółka - matka przybrana (z całym dlań szacunkiem). Ludzie mylą dwa aspekty: rodzicielski (bycie rodzicem czyli tym co dał życie, niezależnie od tego jakim człowiekiem by nie był) i wychowawczo-opiekuńczy (czyli zajmowanie sie dziećmi - wychowywanie ich i opiekowanie sie nimi, niezależnie od tego czy swoimi czy adoptowanymi lub pasierbami). Zreszta adopcyjni są na równi ze sobą, a bycie rodzicem podczas gdy posiadasz współmałżonka nie bedacego rodzicem twoich dzieci, daje ci przewage, współmałżonek jest jednak jeden szczebelek nizej, nie daje mu to pełni praw jeśli chodzi o zajmowanie sie dzieckiem, np. pewne kwestie rozstrzygane powinny być wyłącznie miedzy dzieckiem a rodzicem a nie między dzieckiem a ojczymem czy macochą, to rodzic ma jednak ostatnie słowo.
            • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 17:02
              bycie rodzicem podczas gdy posiadasz współmałżonka nie bedacego rodzicem twoich dzieci, daje ci przewage, współmałżonek jest jednak jeden szczebelek nizej, nie daje mu to pełni praw jeśli chodzi o zajmowanie sie dzieckiem
              A co w przypadku, gdy ojczym/macocha usynowi dziecko?
              • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 17.06.11, 17:08
                To bez znaczenia, to do rodzica naturalnym prawem urodzenia/spłodzenia nalezy ostatnie zdanie w takich sytuacjach. Jesli np. dziecko o cos prosi, w kwestii zgody na co istnieje odmiennosć zdań miedzy rodzicem a jego partnerem, ostanie słowo ma tu rodzic, to on np. ma prawo udzielić dziecku pozwolenia lub nie. Zreszta jest to cos co każdy naturalnie wyczuwa - chyba nie ma takiej osoby, która będac adoptowana lub posiadajac ojczyma czy macochę nie stwierdziła choc raz, ze osoba ta nie ma prawa jednak ingerować w pewne sprawy bo nie jest to rodzic.
                • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 17:39
                  Usynowienie jest jednoznaczne z nabyciem takich samych praw i obowiązków rodzicielskich jak rodzic naturalny, więc twoja teoria się trochę gibie IMHO.
                  • morekac Re: O ojczymach 17.06.11, 17:53
                    Prawo prawem, a odczucia jednak mogą być inne - zwłaszcza jeśli adoptowane zostało dziecko na tyle małe, że nikt się go o zdanie nie pytał...
                  • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:04
                    Ale ja mówie to u czymś co mogłabym określić mianem moralnego prawa; gdybym miała ojczyma nie czułabym, ze ma on prawo np. na mnie krzyczeć lub zabraniać mi czegoś tak jak mogłaby to robić matka, własnie dlatego, że miedzy mną a matką istnieją wiezy krwi a miedzy mna a hipotetycznym ojczymem by takie nie istniały. Owszem, w prawnym sensie ojczym ma takie prawa i obowiązki jak matka, ale jednak jak sądze wiekszosć dzieci posiadających ojczyma/macoche, mimo wszystko jednak postrzega prawdziwego rodzica jednak jako stojącego nieco wyzej w hierarchii, właśnie z uwagi na to, że jest to osoba z nami spokrewniona, to właśnie prawdziwemu rodzicowi przyznaje prawo do karcenia ich, zakazywania czegoś etc. , podczas gdy ojczym czy macocha w takiej samej sytuacji często słysza, ze nie sa prawdziwymi rodzicami tego dziecka, a zatem nie maja prawa tego robić. Chocby ktoś nie wiem jak kochał swojego ojczyma czy macochę to jednak nie jest to osoba spokrewniona - był ślub rodzica z ta osoba, moze byc i rozwód, a rodzic zawsze nim pozostanie.
                    • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:21
                      w prawnym sensie ojczym ma takie prawa i obowiązki jak matka, ale jednak jak sądze wiekszosć dzieci posiadających ojczyma/macoche, - tylko wtedy,gdy usynowi/przysposobi dziecko, a jak jest to wiadomo, najczęściej nie dochodzi do przysposobienia, bo ojciec biologiczny ma prawa rodzicielskie.
                      mimo wszystko jednak postrzega prawdziwego rodzica jednak jako stojącego nieco wyzej w hierarchii, właśnie z uwagi na to, że jest to osoba z nami spokrewniona, to właśnie prawdziwemu rodzicowi przyznaje prawo do karcenia ich, zakazywania czegoś etc. , podczas gdy ojczym czy macocha w takiej samej sytuacji często słysza, ze nie sa prawdziwymi rodzicami tego dziecka, a zatem nie maja prawa tego robić.
                      Rozumiem, że praw nie ma takich samych jak rodzona matka czy ojciec, ale obowiązki już tak? W sensie łożyć na utrzymanie musi, ale nie ma prawa (moralnego!) uczestniczyć aktywnie w wychowywaniu tegoż dziecka?
                      • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:36
                        Uczestniczyć w wychowaniu ma jak najbardziej prawo, ale jednak od "brudnej roboty" typu jak napisałam, zabranianie czegoś, krzyczenie na dziecko czy jego ukaranie jest ten prawdziwy rodzic bo dziecko przyznaje mu do tego moralne prawo - na mocy pokrewieństwa. Chodzi mi tu o skrajne przypadki, takie gdy rodzic i jego partner nie mogą sie dogadać w kwestii jakiegoś aspektu wychowania - czy ukarac dziecko, czy na coś mu pozwolic - tu ostatnie słowo należy do rodzica. Ma podstawowe prawa i podstawowe obowiązki, ale np. mimo, że łozyc na utrzymanie musi to juz na przykład nie musi dawać dziecku kieszonkowego, kupować mu czegos ekstra - no bo dziecko nie jest jego, od tego jest rodzic - nie powinien tez sie wtracać do pewnych aspektów wychowania w opisanych powyzej skrajnych sytuacjach, zreszta i tak dzieciak chyba mu by oczy wydrapał za takie wtracanie sie w sprawy pomiedzy nim a matką wink
                        • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:44
                          Dzieciak by oczy wydrapał, gdyby ojciec biologiczny się wtrącał między niego a matkę. A nie daj Boże, jeszcze by działał niezgodnie z oczekiwaniami dzieciaka, to już mogiła normalnie big_grin

                          Nie zgadzam się z tobą z tym podziałem. Jeśli ktoś decyduje się na wychowywanie nie swojego dziecka, przejmuje prawa i obowiązki, to nie ma czegoś takiego jak czarna robota należąca tylko do biologicznych rodziców. Oboje rodzice są odpowiedzialni za dziecko, oboje to dziecko utrzymują, wychowują i dbają o nie. Nie może tak być, że ojczym/macocha mogą tylko w części uczestniczyć w wychowywaniu, bo tak się zwyczajnie nie da.
                          • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:56
                            Ale nawet jeśli rodzic pozwoli partnerowi na odwalanie rzeczonej czarnej roboty to i tak nie powinien sie za nia zabierać - dla swego własnego dobra. Po prostu dziecko nawet jesli zaakceptuje te osobe i ja lubi, w takich sytuacjach z reguły jednak wejdzie w tryb: "nie jestes moja matką/ojcem, a wiec nie masz prawa sie wtracac". Zreszta i tak po pierwsze rodzic czułby sie jednak niekomfortowo widzac jak jego dzieckiem komenderuje ktoś biologicznie obcy (z tej właśnie przyczyny moja matka poświeciła sie dla mnie nie wychodzac za mąz bo jak mi potem wyjaśniła, bała sie, ze hipotetyczny ojczym by mnie mógł skrzywdzić - jakbym tego od niej oczekiwała uncertain , a jak podobno kiedys miała chłopaka to nigdy nie sprowadzała go do domu bo sie bała, ze poczuję sie zagrożona big_grin big_grin big_grin ) , po drugie rzeczona czarna robota to tylko mały wycinek całosci wychowania, nic nie stoi zatem na przeszkodzie zeby w tych rzadkich przecież przypadkach zainterweniował jednak rodzic. Ale i tak w takich przypadkach zadne chyba dziecko nie pozwoli na wtracanie sie komuś kto nie jest jego rodzicem.
                          • verdana Re: O ojczymach 17.06.11, 18:57
                            Musi się czasem dać.
                            problem bowiem nie polega na prawach czy obowiązkach, ale na uczuciach. jesli ojczym nie jest przez dziecko kochany jak ojciec, a to się zdarza bardzo często, to dziecko będzie - zupełnie naturalnie - inaczej traktowało jego polecenia czy zakazy, o karach już nie mowię, niż polecenia osoby, którą kocha.
                            Trochę tak, jak polecenia nawet lubianego nauczyciela. Mozna go lubic i cenić, ale nie daje mu się prawa do kierowania własnym życiem. Jesli dziecko nie uwaza, że ojczym ma prawo decydować o jego życiu - to trudno jest zmusić dziecko, aby się mu podporzadkowalo. Chyba, ze siłą, ale to chyba nie o to chodzi.
                            • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 17.06.11, 19:06
                              Tzn. dziecko moze kochać ojczyma czy macoche, ale mimo wszystko tutaj istnieje ten czynnik niebiologicznosci i o to właśnie chodzi - w tych skrajnych przypadkach, nawet jeśli dziecko kocha swojego ojczyma czy macoche to jednak tak podskórnie czuje, ze osoba ta nie ma prawa kierować nim, ze to jednak należy tylko do rodziców z racji pokrewieństwa.
                              • verdana Re: O ojczymach 17.06.11, 20:54
                                Może nie kochać i uznawać, ze ojczym ma prawo wydawać polecenia, może kochać - i uwazać, ze jest jednak kimś, kto nie ma prawa decydować w sprawach dziecka żony.
                                I decydujące sa tu w gruncie rzeczy uczucia dziecka i jego stosunek do ojczyma, a nie to, co sobie myślą rodzice.
    • miliwati Re: O ojczymach 16.06.11, 11:37
      mama-nastolatki napisała:

      > Juz ktorys raz kiedy pisze o problemach z moja corka i wspominam o moim mezu a
      > jej ojczymie czytam teksty w stylu
      > -Jak moglas pozwolic zeby OBCY czlowiek cos jej powiedzial

      Wygląda na to że nic takiego nie miało miejsca. Były za to, i owszem, słuszne wytykania głupoty pomysłu że wyślesz ojczyma zamiast siebie na ważną rozmowę z dzieckiem.

      > -jak moglas wyjsc za obcego czlowieka i zmienic z nim miejsce zamieszkania odci
      > najac dziecko od srodowiska itp...

      I w tym przypadku nic takiego nie zostało powiedziane. Zostało za to, znowu słusznie, wytknięte że wyrwanie dziecka z jego środowiska to robienie mu krzywdy.

      > Noz kurcze jaki obcy czlowiek? Obcy bo opiekuje sie moim dzieckiem krocej o kil
      > ka lat niz ja.

      No obcy, obcy. Pojawił się jak ona miała 8 lat i na jego życzenie ona musiała wyjechać w zupełnie obce miejsce. Myślisz że to dobra podstawa do budowy serdecznych stosunków?

      > Dlaczego tak duzo osoba zaklada ze jak jest to ojczym to musi zaraz byc zly nie
      > uwazac dziecka jakos swoje itp...?

      A kogo to konia obchodzi co on uważa? W tym przypadku ważne co na jego temat uważa dziecko.

      > Naprawde nie znacie ojczymow ktorzy kochaja swoch pasierbow tak jak swoje dziec
      > i?
      • mama-nastolatki Re: O ojczymach 16.06.11, 12:00
        Ja znam sprawe jak by z kilku stron.
        Zanim poznalam obecnego meza spotykalam sie z facetem ktory sam wychowywal corke w takim samym wieku jak moja corka.
        Gosicu nie potrafil ukryc tego ze byl duzo lepszy dla swojej.Potrafil za moja kase kupic zabawke swojej corce a moje nie.
        Za takie same przywinienia na moja darl sie 20minut a swojej tylko powiedzial ,, nie rob tego,,
        Zostawilam glupka.
        Potem posznalam obecengo meza on nie mial dzieci i moja corke naprawde bardzo pokochal.Teraz kiedy mamy tez wspole dziecko widac ze traktuje obie tak samo.

        Ja mialam tez macoche ktora razem z ojcem wychowywala mnie przez kilka lat.Byly w sumie dobra ale taka wycofana nic o mnie nie decydowala zawsez pytala ojca lub mi kazala radzic sie ojca.
    • hrabina_murzyna Wyjaśniam. 16.06.11, 13:20
      Ponieważ odniosłaś się do moich słów z poprzedniego wątku to czuję się wywołana do odpowiedz. Nie, nie uważam, że ojczym nie może być cudowny, dobry i kochający. Może.
      Ale w TWOJEJ sytuacji, przy ogromnych problemach z córką, która kłamie, aby ją od was zabrano, toczy wojnę z tobą jako jej matką to tak, uważam, że reprymenda ojczyma (OBCEGO w rozumieniu twojej córki oczywiście) była tylko dolaniem oliwy do ognia. I ile byś postów tu jeszcze nie nastukała to zdania nie zmienię. Twoje dziecko nie chce być w tej rodzinie, a ty co robisz? Nic nie robisz, wysyłasz ojczyma z jego światłymi tekstami, a sama nawet z nią nie porozmawiałaś. Dla córki zawsze będziesz mniej obca niż on i pora to sobie uzmysłowić. Swoją drogą dziwię się, że wciąż szukasz usprawiedliwienia i utrwalenia tego jakiego to ty masz dobrego męża, jaką cudowną córeczkę. Ja bym się raczej skupiła na starszej córce, a nie martwiła się o odczucia dorosłego faceta, który powinien teraz wspierać ciebie, a światłe teksty zostawić i stanąć z boku tej sytuacji. Twoja córka walczy, abyś ją w końcu zauważyła, a ty nadal bardziej się martwisz o to co jedna z drugą babą napisały na forum o ojczymie niż o to, że dzieciak już pękł i nie daje sobie rady. Oby się na tym skończyło.
      • aneta-skarpeta Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 15:50
        mimo, ze jest to jej ojczym, mimo, ze to matka powinna z nia porozmawiac- chocby z racji relacji kobieta-kobieta i zaognionego konfliktu miedzy nimi, to nadal ojczym nie jest obca osobą
        jest jej opiekunem, jest jej ojczymem i nie widze powodu aby w tym momencie traktowac go jak 5 noga u krzesła

        on tez powinien z nią rozmawiac, a noz jemu sie ud bo ma wiekszy dystans etc, moze jemu ona powie wiecej niz matce

        trzeba probowac rozmow w roznych konfiguracjach, ale nie odsuwac ojczyma od roli opiekuna
        • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 16:07
          aneta-skarpeta napisała:

          > mimo, ze jest to jej ojczym, mimo, ze to matka powinna z nia porozmawiac- chocb
          > y z racji relacji kobieta-kobieta i zaognionego konfliktu miedzy nimi, to nada
          > l ojczym nie jest obca osobą

          Masz rację, ale ta dziewczyna w tym momencie nie myśli tak jak ty czy ja, że ojczym nie jest obcy. Ona myśli, aha teraz przyszedł do mnie ten co nie jest moim ojcem i kopnął mnie bardziej, a moja osobista matka nawet nie przyszła, ma mnie gdzieś.

          > jest jej opiekunem, jest jej ojczymem i nie widze powodu aby w tym momencie tra
          > ktowac go jak 5 noga u krzesła

          Nie trzeba go tak traktować. Matka może się z nim naradzić, ustalić jakieś działania, włączyć w tą sprawę, bo jednak są rodziną. Ale sama przyznaj, że wysłanie ojczyma do nastolatki, która nie chce być i nie czuje się częścią tej rodziny, podczas gdy matka nie robi nic jest daleko idącą głupotą.

          >
          > on tez powinien z nią rozmawiac, a noz jemu sie ud bo ma wiekszy dystans etc, m
          > oze jemu ona powie wiecej niz matce

          ROZMAWIAĆ, a nie komunikować na co to ona teraz może liczyć i co oni jej teraz nie zrobią. W tym wypadku był to komunikat, od teraz kupujemy ci to co niezbędne i koniec. Tak wygląda rozmowa? Jak już tak bardzo chcieli to mogli iść oboje i zapytać co na boga się z tobą dziecko dzieje, że robisz takie rzeczy. Powiedz nam w końcu, bo oszalejemy niedługo. I chodzić do skutku i rozmawiać, a nie rzucać slogany.
          >
          > trzeba probowac rozmow w roznych konfiguracjach, ale nie odsuwac ojczyma od rol
          > i opiekuna

          ROZMÓW Aneto, rozmów. Należało łazić w kółko, razem, osobno, jakkolwiek, ale próbować rozmawiać. Dowiedzieć się dlaczego. Tutaj tego zabrakło, ojczym rzucił jedno zdanie, matka nie zareagowała wogóle.
          • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 16:33
            Znowu nie trzymasz się faktów, tylko własnego widzimisię. To są twoje wyobrażenia na podstawie tego, co napisała mama_nastolatki, a jak już zdążyłaś zauważyć, mama_nastolatki ma kłopoty z przeniesieniem swoich emocji i zdarzeń na klawiaturę. W większości są to twoje domówienia, bo córka nie czuje, nie myśli, nie uważa, nie chce, normalnie jakbyś tam była i w jej głowie siedziała. Pomijam już fakt, że nie jesteś upoważniona do pouczania mamy_nastolatki, przede wszystkim ze względu na fakt nieposiadania dzieci i zerowego doświadczenia w wychowywaniu młodzieży. Jako matka, a nie pani na kolonii czy w szkole.
            • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 16:54
              A jakie to są te fakty. Dla mnie fakty to jest to co napisała mama-nastolatki i na podstawie tego co napisała mam jakieś wyobrażenie o tym konflikcie. Fakt nieposiadania dzieci nie ma tu nic do rzeczy. Jakbym czekała, aż zostanę matką i wychowam swoje dzieci do pełnoletności to musiałabym teraz nie gadać z własną matką, bo swego czasu też miałam z nią na pieńku. Tak się akurat składa, że dorastamy i tak jak w wieku 16 lat nie rozumiałam własnej matki, że się martwi jak trzasnęłam drzwiami i nie wiedziała gdzie jestem, tak teraz rozumiem i wybaczam jej zachowanie jak już do tego domu wróciłam. I rozumiem dlaczego siłą trzymała mnie za rękę przy ruchliwej ulicy. Nie rozumiem za to nadal kilku innych absurdów w jej wykonaniu i chyba nigdy ich nie zrozumiem. Może dzięki temu, że czasami opieram się na własnym myśleniu, a nie doświadczeniu mam teraz bardzo fajne i ciepłe kontakty z własną matką, czego i tobie życzę.
              • mama-nastolatki Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 18:54
                hrabina_murzyna napisała:

                Nie rozumiem za to nadal kilku innych absu
                > rdów w jej wykonaniu i chyba nigdy ich nie zrozumiem

                Na tym polega ten mig ze zrozumiesz swoja matka jak samam zostaniesz matka.

                • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:07
                  Nie, pewnych absurdów nie zrozumiem, bo ciężko jest zrozumieć głupotę matki, skoro ona sama po latach się do niej przyznaje. Sama śmieje się z tego, że zamiast skupiać się na prawdziwym problemie i o tym rozmawiać to ona wywlekała bzdety sprzed lat jak to ja mogłam do babci na Wigilię iść w podartych spodniach. Takie zapędy sprzed lat moja mama ma do dziś. Zaczyna się od, bo ja mam rację, bo kiedyś to..., ale ja ucinam krótko dobrze, że pamiętasz, że kiedyś to, przynajmniej wiem, że nie masz sklerozy. Nie miałam zamiaru i nie mam chęci rozumieć jej wszystkich głupot tylko dlatego, że sama zostanę matką. Tak samo jak moja matka starała się nie przenosić w moje wychowanie głupot jej matki, tak samo ja postaram się nie przenosić jej głupot w wychowanie mojego dziecka. Może i nie zawsze będę taka doskonale mądra, ale postaram się pamiętać co mnie jako dzieciaka wkurzało i czy aby na pewno nie powielam swojej mamy.
            • mama-nastolatki Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 18:51
              Hrabino bzdury piszesz na podstawie jednego posta ktorego napisalam.Kto powiedzial ze nie rozmawialismy z corka typu co sie z toba dziecko dzieje? no kto? ty? no to jestes w bledzie takie rozmowy byly mieisacami.
              Opisalam w jakims tam poscie co powiedzial moj maz do corki kiedy weszlismy do domu a skad wiesz co sie dzialo dalej w tym dniu? na skad? nie opisalam co ja mowilam pozniej bo nie bede kazdej sekundy w moim domu opisywac na forum.Ale tobie to wystarczy by oskarzac mnie slowami ,,nie zareagowala,,
              Dlaczego smiesz twierdzic ze nie moglam wyslac meza na rozmowe z corka? Nie wyslalam go sam poszedl.Kapujesz? jest jej ojcem moze nie biologicznym ale wychowuje ja kupe lat.Wiec twoje teksty ze wyslalam OBCEGO czlowieka sa zalosne.Nie jest on obcy w oczach mojej corki .... jak ty wszysko wiesz kto co mysli itd.Zal......
              • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 18:58
                Żal to mi jest jedynie ciebie. Żal, że tak uparcie trwasz w swoich racjach, że własna córka jest już tak zdesperowana, że podejmuje działania, aby się od was uwolnić. Wierz mi, najbardziej zbuntowany nastolatek na świecie nie pójdzie dobrowolnie do władz państwowych, aby zabrali go z domu skoro w tym domu tyle ciepła, miłości i odpowiedniego traktowania. Bardzo często nie zrobi tego nawet nastolatek, którego starzy chleją na potęgę. Ale zrobi to taki nastolatek, który więź z rodzicami stracił dawno temu, który nie widzi dla siebie miejsca w tym domu i w tej rodzinie, jest tak bardzo nieszczęśliwy, że dziękować niebiosom jeszcze o tę pomoc woła.
                • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:03
                  I, oczywiście, winni są TYLKO rodzice, no bo przecież nie zbuntowana nastolatka!
                  suspicious
                  • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:11
                    Wiesz Rosa, dzieci nie rodzą się z natury złe. Nie zawsze są też dobre, ale to my jesteśmy dorośli i to my wprowadzamy je w życie i to my powinniśmy pamiętać, aby w te życie weszły z jak największym bagażem pozytywnych doświadczeń. Winne to są tutaj dwie strony, żadna nie chce popuścić, a powinna. I z racji wieku, mądrości i doświadczenia powinien być to rodzic.
                    Powiedz Rosa tak szczerze, nie masz żadnych ale to absolutnie żadnych żali do własnej matki?
                    • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:28
                      Urodzisz, zaczniesz wychowywać, dojdziesz do okresu buntu i wtedy możemy pogadać jak równy z równym, bo póki co jesteś tylko i wyłącznie teoretykiem i strasznie się upierasz przy swoich teoriach. I dobrze, ale nie bierzesz zupełnie pod uwagę, że życie te wszystkie teorie zweryfikuje. I tu jest naprawdę twój duży błąd logiczny smile
                      Czy ja nie mam żadnych, ale to absolutnie żadnych żali do własnej matki? Zadałaś pytanie naprowadzające i sugerujące jedyną odpowiedź. Wszyscy dobrze wiemy, że jest to zwyczajnie niemożliwe, żebym nie miała choćby najmniejszego żalu o cokolwiek do własnej matki. I powiem ci, co cię zaskoczy. Uważam, że moja matka spokojnie może startować w konkursie najgorszej matki na świecie. Może nie zajmie pierwszego miejsca, ale w czołówce na pewno będzie. Dodam jeszcze, że sama byłam strasznie zbuntowaną nastolatką, może nie puszczałam się po piwnicach, ale wiem z autopsji, co to są ucieczki z domu, repetowanie, chodziłam do siedmiu średnich szkół, bo z każdej średnio co pół roku mnie wyrzucali za niesubordynację, wagarowanie i ogólnie złe zachowanie. Doskonale wiem, jak się może czuć i jak postępować BEZMYŚLNIE NA ZŁOŚĆ zbuntowany dzieciak, włącznie z zagrożeniem zdrowia i życia. I też pamiętam, jak moja matka się miotała z bezsilności, bo nie była w stanie zrobić NIC. A robiła wiele, zarówno mądrze, jak i głupio postępowała, nie potrafiła do mnie dotrzeć w tym wieku zupełnie.
                      I na podstawie swoich własnych doświadczeń, zarówno jako córka, jak i matka mogę sobie pozwolić na dawanie rad mamie_nastolatki. Ty już nie bardzo.
                      • mama-nastolatki Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:42
                        Ja tez tak jak Rosa robilam jakies tam problemy moim rodzicom i pamietam ze tez nie moglam zrozumiec dlaczego nie chceili mnie puscic do kolezanki na noc dlaczego musze mowic gdzie ejstem bo przeciez sie nie zgubie dlaczego musze sie meldowac (wtedy nie bylo komorek)
                        I kiedy urodzila sie moja corka powtarzalam sobie ze nie bede jej zabraniac tyle ale coz czym bardziej starsza byla tym bardziej rozumialam ze musze ja chronic a chronienie polega na tym ze nawet jak majac 3 latka piszczala i walila zabawka o sciane bo nie mogla wlozyc klucza do kontaktu ja nie moglam jej na to pozwolic.
                        Tak samo teraz nie puszcze jej w nocy na spacer bo nie chce zobaczyc jej zgwalconej czy zamordowanej.Nie zabronaniam jej sexu w piwnicy bo jej zazdroszcze a dlatego ze jak zajdzie w ciaze bedzie jej ciezko skaczyc szkole czy miec w takim mlodym wieku dziecko.
                        A przeciez jeszzce kilka lat temu obiecywalam sobie ze bede ja puszczac na disko nawet jak bedzie miala 14 lat.Coz zycie weryfikuje poglady i to bardzo.
                        • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 20:11
                          Ależ moja droga tu nie chodzi o to, że trzeba dzieciom pozwalać na wszystko. To też nie jest metoda i jakbyś pozwalała na to wszystko to powiedziałabym ci, że źle robisz. Każdy dzieciak się buntuje, nawet 2,3-latek. Moja teoria wychowania też nie zakłada, że ja to pozwolę dzieciakowi na wszystko, bo wiem, że na pewno nie pozwolę. Pytanie tylko jak się ten bunt objawia i jak matka rozmawia z tym dzieckiem dlaczego czegoś tam nie wolno. U ciebie ten bunt osiągnął już apogeum, ja nie widzę między wami chociażby cienia szansy na to, że porozumiecie się same. Dobrze, że stało się jak stało, dobry psycholog zapewne pomoże, ale przygotuj się, że on też będzie drążył i poddawał ocenie ciebie jako rodzica. Gdzieś zgubiłaś z własnym dzieckiem więź porozumienia.
                      • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:50
                        Tak było to pytanie naprowadzające, bo nie zwykłam wywlekać tego co wiem w innych wątkach, niezwiązanych z tematemtongue_out No i widzisz, sama byłaś zbuntowana, ale z czegoś ten bunt musiał wynikać. Sama przyznałaś, że miałaś najgorszą matkę i ja ci wierzę. Nie sądzę, że pewnego dnia po prostu obudziłaś się i stwierdziłaś od dzisiaj będę zła, będę uciekać z domu, wagarować. Matka nie potrafiła do ciebie dotrzeć, bo na to dotarcie było zdecydowanie za późno. Tak wiele złych emocji w tobie nagromadziła, że potem to już tylko się wylały.
                        Za to ty sama masz trzy córki-nastolatki i z tego co piszesz są cudnie wychowane, pomocne, kochane. Także chyba jakoś tam sobie wybrałaś tą drogę matki wcześniej, skoro udało ci się wychować tak fajne dziewczyny. I nie mów mi, że nie robisz wszystkiego, aby nie być dla swoich dzieci taką matka jaką twoja była dla ciebie. Robisz wszystko, aby nie stracić z dziewczynami więzi i chwała ci za to. Właśnie dlatego myślę, że rodzice mogą zrobić tyle złego co i dobrego. A to, że masz takie dzieci a nie inne to wyłącznie twoja zasługa i szacunek należy się tobie jako matce, że potrafiłaś je wychować tak a nie inaczej.
                        • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:58
                          Dzieci mają oboje rodziców. Mój mąż aktywnie uczestniczy w życiu rodzinnym, poza tym myślę, że w przypadku moich dzieci zadziałały również geny. Dziewczyny po prostu mają te dobre, złe zostały we mnie wink
                          • hrabina_murzyna Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 20:15
                            Guzik prawda, geny to się wymieszały i tyletongue_out Założę się, że z całą pewnością ty nie masz tylko tych złych i z całą pewnością nie jesteś złym człowiekiem. Za to miałaś doskonałe warunki, aby się źle zachowywać. A to dwie różne sprawy- być złym, a źle się zachowywać.
                            No i tak, dzieci mają oboje rodziców to fakt, ale sama przyznasz, że jakąś rolę w wychowaniu córek masz prawda? Więc nie sądzę, że to co złe to twoja wina, a to co cacy to męża. Na pewno dobry udział masz w tym wszystkim, o ile nie większy, zwłaszcza, że macie córki.
                            • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 20:57
                              Na pewno moje dzieci mają lepsze warunki niż ja w ich wieku. I wychowania i zachowania, ale u nas zadziałała zasada niepowielania matczynych błędów, zarówno u mnie, jak i u męża. I wiadomo, że baby po babsku się zdecydowanie lepiej dogadują, ale nie można przeceniać roli ojca, który ma tu swój naprawdę duży wkład (się nie chwalę, co? suspicious wink). Poświęcamy im maksymalnie możliwie czas jednocześnie dając sporą swobodę i dość spory zakres zaufania. Z tym, że naprawdę moje dziewczyny są takie, że nie muszę się martwić, że nie wrócą mi do domu bez uzgodnienia, nie wyjdą bez powiedzenia, gdzie idą i o której planują wrócić. Najczęściej jest tak, że chcą, żeby je odebrać i przywieźć do domu. Zawsze odbierają telefony, a jeśli nie, to oddzwaniają, gdy tylko się zorientują, że dzwoniłam. I to działa w obie strony. Również, gdy sama gdzieś wychodzę, to mówię moim dziewczynom, żeby się nie denerwowały. Stosujemy taką zasadę wzajemności, która w przypadku naszej rodziny się sprawdza. Ale zdaję sobie sprawę, że są różne rodziny, różne relacje rodzice - dzieci i różne sytuacje. Mama_nastolatki ma kłopot z dzieckiem, które jest krnąbrne, złośliwe i działające na szkodę rodziców. Rodzice sobie nie radzą, ale teraz bez psychologa sobie nie poradzą. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, nie jestem specjalistą, więc wymądrzać się nie chce. Jednak wiem po sobie, że można się naprawdę bezmyślnie, bez wyobraźni, na złość, żeby dokuczyć, zachowywać w sposób absolutnie nie do przyjęcia. I tak postrzegam tę nastolatkę. Tak na zasadzie badania, na ile mi pozwolą? Jak daleko będę mogła przeciągnąć tę strunę cierpliwości rodziców? Zemszczę się, bo mi nie pozwolili spać u chłopaka, itd, itp.
                              Aha! Nigdy w życiu nie zakładałam sobie, w jaki sposób będę wychowywać swoje dzieci. W ogóle nie brałam pod uwagę, że będę matką. Wszystkie trzy ciąże były przypadkowe. Generalnie był czas, gdy sama myśl na temat małżeństwa, rodziny, dzieci była dla mnie odstręczająca. Jednak życie zweryfikowało moje poglądy. I jeszcze dodam, że gdy dzieci były małe, moja matka powiedziała mi w złości, że życzy mi takich dzieci jaka ja byłam, i że będzie miała dziką satysfakcję, jeśli moje córki dadzą mi popalić. No strasznie mi nieprzykro, że nie ma do tych pór tej dzikiej satysfakcji big_grin, choć nie znaczy, że nie martwię o przyszłość, jak już gdzieś napisałam, ze przeprowadzamy się do innego miasta, więc będzie całkowita zmiana środowiska i dziewczyny pójdą do różnych szkół, na własne życzenie. A to może być na tyle duża zmiana, że może pociągnąć za sobą jakieś niefajne konsekwencje, prawda?
                        • morekac Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 15:14
                          Hrabino, ale prawda jest też taka, że każde dziecko ma jakiś inny zestaw genów (wiadomo: te dobre to po nas, a te złe - to po babci ze strony taty vel teściowej). Są dzieci, które prowadzi się łatwiej, są też takie, które są trudniejsze w wychowywaniu - zwłaszcza, jak człowiekowi nie starcza umiejętności komunikacyjno - rodzicielskich.
                          • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 15:24
                            morekac napisała:

                            Są dzieci, które prowadzi się łatwiej, są też takie, które są trudniejsze
                            > w wychowywaniu - zwłaszcza, jak człowiekowi nie starcza umiejętności komunikac
                            > yjno - rodzicielskich.

                            Całkowicie się z tobą zgadzam. Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Jak to jest w sytuacjach kryzysowych w rodzinach, w których jest adoptowane dziecko. To wina rodziców? Genów? Braku umiejętności komunikacyjno - rodzicielskich? Samego nastolatka? Wpływu środowiska szkolno - podwórkowego? Wszystko to przecież się zazębia, jest bardzo istotne w życiu rodzinnym i społecznym. A widzę, że najczęściej szuka się jednej przyczyny, albo w kimś (rodzice, dziecko) albo w czymś (geny, środowisko).
                            • morekac Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 16:05
                              każda sytuacja jest jakąś wypadkową. Naprawdę - widzę to teraz po sobie i po moich córkach - bardzo dużo zależy od tego, jak mówimy do dzieci i jaki mamy do nich stosunek. To może być dolewanie oliwy do ognia albo uciszanie burzy.
                              Powiedzmy, że mamy do czynienia z sytuacją, kiedy dziecko nazbierało w szkole jedynek z jakiegoś przedmiotu: to może być wynik jego lenistwa, jego niezdolności, nauczyciela nie nadającego się do tej pracy, ba - nawet naszego przekonania, że jakiś przedmiot jest trudny i nie da rady się go nauczyć. ;-( a najczęściej jest to wynik kilku czynników.
                      • mgla_jedwabna Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 23:44
                        I na podstawie swoich własnych doświadczeń, zarówno jako córka, jak i matka mog
                        > ę sobie pozwolić na dawanie rad mamie_nastolatki


                        Ach, więc TY możesz sobie pozwolić na dawanie rad jako córka. Za to my, które też mamy matki, już nie możemy sobie pozwolić na dawanie rad jako córki, tak?

                        Aha, nie znasz naszych doświadczeń, więc nie możesz powiedzieć, że nie możemy sobie pozwolić na dawanie rad. Znasz niewielki wycinek naszych doświadczen, tzn. że nie mamy własnych dzieci. Ale nie wiesz, co działo się w naszych rodzinach, jakie mamy wykształcenie, czym zajmujemy się zawodowo itd.- i czy to wszystko nie rzuca nam więcej światła na omawiany przypadek, niż tobie fakt rozmnożenia się.
                        • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 23:47
                          Dostrzegłaś słowo zarówno?
                          • mgla_jedwabna Re: Wyjaśniam. 18.06.11, 00:01
                            Dostrzegłam. I co z tego?

                            Skoro doświadczenie córki jednak się liczy, to dlaczego z góry przekreślasz moje wypowiedzi?

                            Albo liczy się wyłącznie doświadczenie jako matka - to po co wymieniłaś córkę?

                            Wykazałaś się niekonsekwencją, a teraz będziesz uporczywie przekręcać, żeby nie wyszło, że jakiekolwiek moje doświadczenie się liczy. To może zapytam na twoją modłę: jakim prawem udzielasz jakichkolwiek rad matce_nastolatki, skoro sama masz w domu trzy grzeczne sztuki, w dodatku nie przyrodnie rodzeństwo, którym nie przyszłoby do głowy uciekanie z domu i donoszenie urzędom? Jakim prawem wymądrzasz się, skoro nie wychowujesz dzieci z ich ojczymem, tylko z biologicznym ojcem (doświadczeniem bycia wychowywanym się wszak nie liczy, tylko doświadczenie wychowywania)? Jakim prawem pouczasz matkę na emigracji, skoro nie wywiozłaś córek z kraju w wieku lat ośmiu?

                            Fajnie się czyta takie teksty? Chyba nie. A to jest właśnie sposób, w który mnie traktujesz. Do tego dochodzą, teksty ewidentnie niekulturalne, ale nie poniżę się pisaniem ci na podobnym poziomie. Jeśli bardzo chcesz, mogę podać linki do tych inwektyw, które pisałaś sama.
                            • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 18.06.11, 00:11
                              No właśnie jesteś w błędzie. My mieszkamy za granicą. I dzieci wywiozłam, w twoim mniemaniu wyrwałam je pewnie z ich środowiska, naraziłam na ogromny stres i jeszcze od nich wymagam szybkiego dostosowania się do nowych warunków. Przepraszam za pytanie wprost: masz ojczyma? macochę? Wychowywałaś się z przyrodnim rodzeństwem? Bo ja się wychowywałam, ale tego nie brałaś pod uwagę, lepiej zarzucić coś komuś, coś wygodnego dla ciebie, ale kurcze, no znowu się nie udało. A zarzuty o niekonsekwencji są po prostu śmieszne. I dobrze o tym wiesz.
                  • angazetka Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:18
                    Podobno to rodzice są dorośli. I podobno to oni wychowywali zbuntowaną nastolatkę przez wcześniejsze kilkanaście lat.
                    • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:31
                      podobno nastolatkowe przechodzą okres buntu, który niewiele ma wspólnego z wychowaniem.
                      • anorektycznazdzira Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:41
                        Mylisz, się, ma baaardzo wiele z wychowaniem, w szczególności rozumianym jako ma kontakt/nie mam kontaktu z własnym dzieckiem, a na to już się pracuje latami. Inaczej przechodzą swoje bunty rozpieszczone i przeinwestowane dzieciaki, inaczej dzieci prowadzone konsekwentnie i mądrze, inaczej takie którym wszystkiego zabraniano a jeszcze inaczej takie, itd, itd, itd
                      • mgla_jedwabna Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 23:53
                        Poczytaj sobie wypowiedzi Verdany, która swoje nastoletnie dzieci traktowała od zawsze jak ludzi i jakoś nie zauważyła w swoim domu buntu nastolatka. Ale ona jest autorką stwierdzenia dotyczącego porządku w pokoju, za które byś mnie zjechała z góry do dołu, gdybym podała je jako swoje: drzwi do pokoju nastolatka należy zamknąć, gdy ten ma lat 12 i otworzyć, gdy ma lat 21. Dokładny wiek może mi się mylić, ale z pewnością był to początek wieku dojrzewania oraz wczesny wiek dorosły.
                        • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 18.06.11, 00:00
                          Mogę poczytać, ale verdana nie jest dla mnie żadnym autorytetem, więc nie wiem, co chcesz osiągnąć tym porównaniem. Przypominam ci, że ja również jestem matką, trzech nastolatek i również je traktuje jak ludzi. I podejrzewam, że mama_nastolatki również traktuje swoje dziecko jak człowieka, co tobie akurat nie musi się być na rękę, choćby z powodu obalenia twoich teorii biednej, zaszczutej przez złą/głupią/matkę, dla której ważniejsza jest młodsza córka.
                          • mgla_jedwabna Re: Wyjaśniam. 18.06.11, 00:15
                            A myślałam, że dla ciebie posiadanie odchowanych dzieci jest wyłączną podstawą do bycia autorytetem. Skoro nie wierzysz mnie, bo nie mam dzieci, to masz przykład osoby, która trzykrotnie w praktyce przetestowała kwestię porządków w pokoju - powinno być to dla ciebie bardziej wiarygodnym przykładem.

                            Mama_nastolatki dostarczyła wielu przykładów na to, że nie zawsze traktuje swoją córkę jak człowieka, co dla mnie oznacza np. możliwość podejmowania decyzji dotyczących własnego wyglądu, które nie będą miały konsekwencji zdrowotnych. Córka to nie lalka, żeby mogła mieć tylko taki kolor włosów, jaki właścicielka-mamusia dopuszcza. Traktowanie jak człowieka oznacza dla mnie również inny sposób komunikacji niż awantury i anonsowanie kolejnych kar. Nawet, jeśli nastolatka nie umie się komunikować w cywilizowany sposób, to matka i tak ma taki obowiązek.

                            I pozwolę sobie na jedną, małą złośliwą uwagę. Piszesz: I podejrzewam, że mama_nas
                            > tolatki również
                            itd. Aaa, więc tobie wolno coś podejrzewać, a nam (mnie, Hrabinie, Morekac, Miliwati) już nie? Nam można mówić: nie widziałaś, to nie wiesz? Ty masz prawo się domyślać (i to błędnie, patrz powyższy akapit), ale w naszym przypadku nazywasz to dośpiewywaniem sobie tego, co nam pasuje?

                            Pojadę ci jeszcze raz w twoim stylu, to jest nawet dość zabawne: nie wymądrzaj się tak, tylko poczekaj, aż twoje córki dorosną. Bo może się okazać, że gdy będą się mogły samodzielnie utrzymać, wyprowadzą sie daleko od mamusi i z radością wstawią sobie po koszu na śmieci do lazienki. A mamusi co najwyżej przyślą kartkę na święta.

                            • morekac Re: Wyjaśniam. 18.06.11, 00:37
                              no,ja tam mogę podejrzewać całkiem legalnie. Mam na stanie nastolatki, sztuk 2, w tym jedną 15-letnią. wink
                            • rosapulchra-0 Re: Wyjaśniam. 18.06.11, 00:38
                              Nigdzie nie napisałam, że jestem autorytetem, to raz, dwa również nigdzie nie pisałam, co mama_nastolatki sobie myśli/czuje i na pewno zrobiła. Jeśli coś mi chcesz zarzucić, to miej na to potwierdzenie, a nie pisz oskarżeń wyssanych z palca albo nie wiem skąd. Różnica między nami jest taka, że ja nie insynuowałam niczego mamie_nastolatki, a wy tak i stąd były moje reakcje. Szkoda, że nie zrozumiałaś od razu, tylko się indyczyłaś przy każdej mojej wypowiedzi. Żeby było jaśniej, napisałam, że podejrzewam, a nie bo ty sobie myślisz czy na pewno źle się do niej odzywasz. Jest różnica?
                • mama-nastolatki Re: Wyjaśniam. 16.06.11, 19:25
                  hrabina_murzyna napisała:

                  > Żal to mi jest jedynie ciebie. Żal, że tak uparcie trwasz w swoich racjach, że
                  > własna córka jest już tak zdesperowana, że podejmuje działania, aby się od was
                  > uwolnić. Wierz mi, najbardziej zbuntowany nastolatek na świecie nie pójdzie do
                  > browolnie do władz państwowych, aby zabrali go z domu skoro w tym domu tyle cie
                  > pła, miłości i odpowiedniego traktowania. Bardzo często nie zrobi tego nawet na
                  > stolatek, którego starzy chleją na potęgę. Ale zrobi to taki nastolatek, który
                  > więź z rodzicami stracił dawno temu, który nie widzi dla siebie miejsca w tym d
                  > omu i w tej rodzinie, jest tak bardzo nieszczęśliwy, że dziękować niebiosom jes
                  > zcze o tę pomoc woła.

                  Mowisz chyba o polskich domach dziecka bo niemieckie mala duzo lepszy standart.Moja corka do polskieego domu dziecka tez sie nie spieszy.Po raz kolejny powtoze ze pomysl z dostaniemsie do domu dziecka powstal po tym jak to kolezanka z jej klasy tam sie dostala i zaczela opowiadac jak tam jest super.Tak ze pomysl kolezanka trafia tam w pierwszym tygodniu mam gadanie jak to tam jest fajnie a w drugim tygodniu szantarze i to co teraz.
                  • morekac Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 08:30
                    Mowisz chyba o polskich domach dziecka bo niemieckie mala duzo lepszy standart.

                    ty masz chyba jakąś fiksację na punkcie dóbr materialnych. Dom dziecka jest jak schronisko dla psów - dadzą jeść i kąt do spania. Co najwyżej pies będzie jadł chudą wołowinkę, a nie kaszę z podrobami. Ale jeszcze nie widziałam psa, który byłby tam szczęśliwy.
                    • verdana Re: Wyjaśniam. 17.06.11, 20:55
                      Nie wierzę w dziecko wybierające luksusowy DD, zamiast własnej rodziny, z ktorą jest dobrze, bo w domu dziecka jest wyższy standard. Nie wierzę i już.
      • anorektycznazdzira To ja ma pytanie 16.06.11, 16:45
        Ile z tych równie domorosłych psycholożek wiedzących, że przede wszystkim ojczym nie jest obcy MIAŁO ojczyma?

        Zgadzam się z Hrabiną w 100%. Nie czytałam tamtego wątku, wiec nie wiem, czym tam autorce nadepnęla na odcisk, ale wiem z życia WŁASNEGO (a nie z wyidealizowanych obserwacji cudzych związków), że ojczym bardzo często nie jest w oczach nastolatka tym samym, kim jest rodzona matka lub ojciec. Pewnie "obcy" to za mocno powiedziane, ale nie rodzic. Zakładajac, że jest facet OK i jest dobrym ojczymem.
        Ale to wszystko pikuś. Zbudowanie przyzwoitych relacji nastolatka z ojczymem wymaga min tego, aby uszanować tę odmienność ról (!). Wciskanie na siłę pozycji kochanego tatusia przyniesie więcej złego niż dobrego. Matka cedująca swoje prawa i obowiązki względem dziecka na ojczyma (bo on jest taki super i traktuje ją jak swoją) prosi się o guza.
        • hrabina_murzyna Re: To ja ma pytanie 16.06.11, 17:07
          Dobre pytaniesmile Otóż mam podobne doświadczenia. Co prawda ojczyma w moim domu nigdy nie było, ale byłam dzieckiem wychowywanym tylko przez matkę. I jak żywo mam w głowie obraz, kiedy byłam u koleżanki, a jej ojczym chłodno i krzykliwie poinformował ją, że za dwóję z klasówki nie pojedzie na wycieczkę klasową. Tak mnie to przeraziło, że uciekłam do domu i zapytałam mamę dlaczego mama Kasi pozwala, aby ten obcy facet krzyczał na jej córkę. Mama Kasi pozwalała i skutek był taki, że Kasia dorosła i jak najszybciej wyprowadziła się z domu, dziś nie ma żadnego kontaktu z matką, a ojczym odszedł do innej pani. Nasłuchałam się ja wtedy i dziś tej Kasi i wiem, że jakby to matka powiedziała nie bolałoby tak bardzo. A tak, Kasia ma żal do matki, że zamiast ją chronić i wychowywać osobiście pozwoliła, aby obcy chłop się na niej wyżywał.
          Mam w rodzinie dziecko wychowywane z ojczymem. Kontakt mają rewelacyjny, ale dziecko samo z siebie nie pozwala ojczymowi na zbyt wiele. Owszem, rozmawia z nim, pyta czy coś tam może, traktuje jak ojca, ale jak raz jedyny ojczym podniósł na nią głos to zareagowała bardzo konkretnie. Mamie powiedziała, że ona go kocha, ale on nie jest jej tatą i jednak wolałaby, aby na nią nie krzyczał, bo nie ma prawa.
          • aneta-skarpeta Re: To ja ma pytanie 17.06.11, 10:42
            widzicie, moj syn pamieta jak jego ojciec biol. był i jak ten sam ojciec sobie powoli odpuszczał

            bardzo to przechorował, bo nie rozumiał czemu tata o nim zapominał ( teraz mowi były, stary tata) i byc moze ma tak silna potrzebe posiadania ojca i pelnej rodziny- bardzo sie uspokoił "psychicznie" gdy stalismy sie taka rodzina przez duze R- ze ja absolutnie nie widze, zeby syn traktował ojczyma gorzej

            moze dlatego wlasnie

            teraz syn wchodzi w trudny wiek i probuje walczyc o swoje i stawia sie tak samo mi jak i ojcuwink
          • mgla_jedwabna Re: To ja ma pytanie 18.06.11, 00:21
            Tutaj chyba kluczowa była forma wypowiedzi. Jakby własny ojciec zakomunikował jej to "chłodno i krzykliwie", to ty też byś uciekła, a Kasia miałaby żal jako dorosła, że matka pozwoliła ojcu, by się na niej (tzn. na Kasi) wyżywał.

            Ale co ja tam wiem - pewnie dopiero dyplom wydziału psychologii UW oraz dziecko na cycku i u spódnicy dodałyby mi wiarygodności.
        • aneta-skarpeta Re: To ja ma pytanie 17.06.11, 10:36
          to prawda- prawa ojca biologiczny ma sie z urzedu

          ojczym sobie na nie zapracowuje- jednemu sie chce , innemu nie, jednemu sie udaje, innemu nie

          i role ojca bedzie miał ten ojczym, ktory nie narzuca swojej roli dziecku tylko pozwala rozwinąc sie sytuacji, dbajac o relacje z dzieckiem- moze nie byc w oczach dziecka ojcem, ojcem, ale moze byc w jego oczach powiernikiem, przyjacielem, kims waznym, z ktorym np lepiej sie dogadac niz z wlasna matką- naprawde roznie bywa

          moj maz poczatkowo byl przyjacielem syna, syn mowil mu po imieniu
          w pewnym momencie przerodziło sie to w "tato"
    • bri Re: O ojczymach 16.06.11, 16:38
      Znam takich, którzy bardzo kochają przybrane dzieci i są wobec bardzo opiekuńczy, ale jednocześnie chcieliby także mieć własne i ubolewają, jeśli to jest z pewnych względów niemożliwe, więc chyba jednak w ich oczach dziecko własne a przysposobione to co innego.
      • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 16.06.11, 18:03
        No, to oczywiste, cudze dziecko wzięte na wychowanie to jednak nie to samo co krew z twojej krwi. Wiezi rodzinne tym sie różnia od jakichkolwiek innych, ze ich istnienie jest wyłącznie biologiczne, inna opcja nie istnieje - możesz przestac być czyimś sasiadem, partnerem, współpracownikiem etc., ale krewnym być nie przestajesz. Jakkolwiek politycznie poprawni byśmy nie byli to "rodzina" przybrana to nie jest jednak rodzina jako taka, widziałam kiedys na onecie watek pod artykułem chyba o adopcji i parę adoptowanych osób sie wypowiedziało z cała szczerościa, ze w ich oczach osoby, które ich adoptowały to tylko ich opiekunowie, a nie rodzice, np. jedna osoba napisała, ze zawsze miała poczucie, że jednak jej przybrani rodzice nie maja prawa jej czegoś zabraniac bo nie sa jej rodzicami i ze krepowała sie prosic o kupno czegos droższego bo nie była ich dzieckiem i czuła że nie może wymagac kupowania drogich rzeczy od obcych jej biologicznie ludzi.
        • bri Re: O ojczymach 16.06.11, 18:14
          jej przybrani rodzice nie maja prawa jej czegoś zabraniac bo nie sa jej rodzica
          > mi i ze krepowała sie prosic o kupno czegos droższego bo nie była ich dzieckiem
          > i czuła że nie może wymagac kupowania drogich rzeczy od obcych jej biologiczni
          > e ludzi.

          Akurat takie odczucia mają bardzo często również dzieci wobec swoich rodziców biologicznych.
          • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 16.06.11, 19:19
            Ale w tym przypadku ten ktoś podnosił wątek niebiologiczności i stwierdzał (podkreslajac, ze byli to dobrzy ludzie, całkiem jak prawdziwi rodzice), ze czuł sie tylko wychowankiem tych panstwa a nie ich dzieckiem; osoba ta napisała wyraźnie, ze czuła, ze nie może wymagac od nich kupna drogich rzeczy bo to byłoby wykosztowywanie sie na (biologicznie) obcą osobę ani ze ludzie ci nie mieli prawa wymagać od niej tak jakby to byli tej osoby rodzice, a nie dlatego, że np. uwazała, ze wie lepiej podejmujac pewne działania, ktorych rodzice (wg. niej niesłusznie) nie aprobowali albo że rozumiała, ze rodziców nie stac na kupno czegoś. Podkreslala to, ze to dlatego, ze w jej sercu to byli jednak tylko jej opiekunowie a nie rodzice mimo ze ich kochała.

            Co do przykładu z macochą - ciotką - dziwne; dziewczyna przeciez nie miała macochy bedacej jej biologicznie obca osobą, lecz macochę, która była jej własna ciocią. Jednak co rodzina to rodzina, można by było pomysleć.

            • hrabina_murzyna Re: O ojczymach 16.06.11, 19:29
              No dla nas dziwne. A dla samej zainteresowanej nie dziwne. Ja myślę, że to nie biologia ma tu znaczenie, a to czy akceptujemy tą "obcą" osobę jako własną matkę/ojca. W tym przypadku tej kobiecie najzwyczajniej w świecie udumało się, że siostra jest tym lepszym dzieckiem dlatego, że biologicznym. Moja mama miała biologicznych rodziców, a żali ma do nich bardzo dużo. Wszystko kwestia wychowania i tego co my jako rodzice dajemy dziecku odczuć- miłość, odrzucenie, chłód bądź ciepło. To co dajemy to później zbieramy.
              W Twojej opowieści problem też nie leżał w biologii, a w rodzicach. W tym jaki dom stworzyli dla swojego dziecka. Chłód i poczucie, że rodzic jest tylko opiekunem może mieć każde dziecko, nawet biologiczne. Kwestia domu.
              • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 16.06.11, 19:32
                Ale pamietam (nie moge znaleźć tego wątku), ze osoba ta napisała, ze chodziło jej tylko o te niebiologicznośc i nic wiecej, ze kochała ich, ale chodziło jej o to, ze to nie byli jednak prawdziwi rodzice. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, własnemu dziecku jednak daje sie wiecej, na wiecej sie pozwala itp., jeśli oprócz własnego wychowuje sie też dziecko np. adoptowane lub pasierba.
                • hrabina_murzyna Re: O ojczymach 16.06.11, 19:55
                  Tu się nie zgadzam. Mam w rodzinie adoptusia, na razie jest mały jeszcze, ale widzę ile ciepła i miłości dostaje. Rodzice nieba by mu przychylili i gwiazdkę z nieba dali. Dla nich to jest ich syn i nad adopcją przeszli do porządku dziennego. Wiesz, że oni potrafią się "pokłócić" w kogo to dziecko takie mądre na zasadzie: ojciec- on do mnie podobny i dlatego taki fajny, matka- akurat, może i do ciebie podobny, ale przeze mnie wychowywany i dlatego taki mądry. Widzisz, oni nie zauważają nawet, że to dziecko nie ma prawa być do nich podobne.
                  • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 17.06.11, 10:04
                    Wiesz, że oni potrafią się "pokłócić" w kogo to dziecko takie mądre

                    zauwazylam to u mojego męża, mowi- no tak, ale co sie dziwic ze mycia sie boi jak diabeł swieconej wody, jak ja w jego wieku bylem taki samwink etc
        • hrabina_murzyna Re: O ojczymach 16.06.11, 18:15
          O właśnie mi przypomniałaś. Moja mama ma przyjaciółkę. Opowiadała mi jak w młodości zazdrościła tej przyjaciółce fajnej matki, troskliwej, która zimą potrafiła jechać trzema autobusami, aby córce przywieźć ciepłe buty i kurtkę. A potem posłuchałam tej przyjaciółki, która przyznała, że to nie jest jej matka a macocha i opowiedziała wiele innych wydarzeń, które w jej oczach wydarzyły się, bo to była tylko jej macocha i była święcie przekonana, że jakby żyła jej matka to nic takiego nie miałoby miejsca. Na dodatek nie była to taka obca macocha, była to rodzona siostra jej matki. Zaopiekowała się nią od razu po urodzeniu, matka zmarła przy porodzie. Potem wyszła za jej ojca, urodziła im się córka. Siostry były nierozłączne, kochały się, pomagały sobie. Moja mama nie miała ze swoim rodzeństwem aż tak dobrych kontaktów. Ale ta dorosła już dziś kobieta nadal uważa, że macocha lepiej traktowała tamtą córkę. Żeby było śmieszniej macocha na starość była dochowywana u pasierbicy, tam zmarła. Dzisiaj pasierbica twierdzi, że macocha wybrała sobie jej dom na stare lata, aby nie przeciążać swojej córki. I mimo, że fakty świadczą inaczej tej kobiecie nie przetłumaczysz, bo ona wie, że to nie była jej matka, a swojej prawdziwej matki nawet nie poznała.
          • mama-nastolatki Re: O ojczymach 16.06.11, 19:31
            A co z ojczymami ktorzy nie sa bilogicznymi ojcami a dzieci o tym nie wiedza?

            Znalam takiego jednego poznal swoja zone jak byla w czwartym miesacu a ozenil sie z nia jak byla w dziewiatym dokladnie dwa dni przez porodem.Dobry z niego ojciec byl z tego co bylo widac ale tez dziewczyna kiedy miala 15 lat zaczela mu swirowac z piciem i paleniem.
            • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 17.06.11, 10:07
              moj kuzyn strasznie sie łajdaczył w okresie licealnym, mimo ze mial biol. rodzicow

              to nie chodzi o biol. czy niebiol.

              oczywiscie jak ojciec nie jest biol. to najłatwiej na to zrzucic cała odpowiedzialność- a corka czy syn mogliby miec dokladnie te same problemy ze swoim biol. ojcem
          • mgla_jedwabna Re: O ojczymach 18.06.11, 01:12
            Ale może naprawdę były nierówno traktowane? To się zdarza często nawet między biologicznym rodzeństwem. Sama tego doświadczyłam.

            Mam siostrę rodzoną, młodsza o rok. Wydawałoby się, że to idealny układ, by traktować dzieci równo, ale tak nie było. W większości spraw siostra była faworyzowana, co ciekawe, moja mama do dziś temu zaprzecza, a właściwie zaprzecza, jakoby było to jej świadome działanie. Zauważa, że ja miałam gorzej, ale wmawia sobie i mnie, że to wynik czynników obiektywnych. Np. kiedy ją pytam dlaczego spełniała prośby o różne rzeczy mojej siostry, a moich nie, to mówi "bo ona wiedziała, jak poprosić" albo "bo akurat tak się trafiło". Ciekawe, że zawsze trafiało się siostrze, mnie nigdy. Jej tłumaczenia są żałosne do bólu, a fakty niezbite, np. robiła mi awantury o to, że np. kupuję sobie kremy do twarzy (tanie), a gdy moja siostra kupowała droższe ode mnie - tłumaczyła, że ona musi, bo ma taką wrażliwą skórę... Moja siostra miała i ma normalną skórę, żadnej alergii. Kiedy siostra roztyła się - zaczęło się kupowanie lepszego jedzenia tylko dla siostry. Dla mnie była najtańsza herbata granulowana, dla siostry - soki hortexu. Argument? Bo ona nie może z cukrem. Dlaczego nie pije po prostu niesłodzonej herbaty? Bo to jest niesmaczne. Dlaczego w takim razie nie ma soków dla nas obu? Bo są za drogie. Podobnie było z z innym jedzeniem. Dla mnie jajecznica, dla siostry chuda wędlinka itp. Donaszałam ubrania i buty po niej. Gdy ktoś łaskawie ofiarował nam ubrania, które już wyszły z mody, a były np. dwa-trzy rozmiary za duże na mnie i jeden rozmiar za małe na siostrę (mogłaby do niech schudnąć bez większej fatygi, i tak miała nadwagę), to zgadnijcie, kto te ciuchy nosił (a dla kogo biegano po sklepach za nowym ubraniem w pasującym rozmiarze)? Odpowiedź: ten, kto zawsze miał na sobie jakieś worki, czyli ja. Kiedy pytam mamę, dlaczego nie pojechała ze mną do lekarza, gdy byłam mała i miałam pewne problemy zdrowotne, odpowiada: bo nie miałam czasu. Kiedy pytam: dlaczego miała czas stosunkowo dużo latać z moją siostrą, zaczyna się głupio wykręcać (np. bo nie poprosiłaś - hmm, a które dziecko prosi samo z siebie o wizytę u ortopedy?) albo robić zbolałą minę, jaka to ONA nieszczęśliwa była, że mnie nie mogła zabrać do lekarza. Dodam, że mama była nauczycielką, miała długie wakacje, ferie itd. i mogła zadbać o mnie chociażby w tym czasie. Do tego jeszcze odmienny poziom wymagań dot. nauki szkolnej (siostra dostała czwórkę? Super, ja też - dlaczego nie piątkę? Dostałam szóstkę? No i co z tego, za to twoja siostra lepiej obiera ziemniaki), ruchu na świeżym powietrzu (siostra miała nadwagę, ale to mnie opieprzano, czemu znowu leżę zamiast pobiegać po dworze). Kiedyś kupiła nam po rowerze, mój szybko ukradziono. Siostra robiła wielką łachę, pożyczając mi swój. Potem jęczała, że jej rower jest stary i zniszczony, więc mama kupiła jej nowy rower. Mnie nie. Potem siostra jęczała, że wszystkie dzieci w klasie mają górskie, więc ona też chce. I dostała (nie pamiętam, co się stało z poprzednim, w każdym razie nie dostałam go). Dodam, że jak trzeba było jechać na zakupy, na pocztę itp. (z racji odległości - rowerem, którego używnaie potem mi wypominano) to zawsze posyłano mnie, a siostra mogła się bawić bez zakłóceń. Ale mnie nikt nigdy nie kupił roweru, poza tym jednym, który dostałam ze względów logistycznych (wieś, odległości), a który oficjalnie był prezentem na komunię.

            Gdyby nie to, że mama często mnie katowała opisem mojego porodu i dni następnych (gojenie naciętego krocza to fajny temat dla dziesięciolatki, nie sądzicie?), podejrzewałabym też, że jestem adoptowana i dlatego gorzej traktowana. Siostry jakoś nie katowała opowieściami z porodówki, ani innymi zwierzeniami, które dawały jej ulgę, a mnie ciężar do zniesienia.

            Teraz czasem nie mogę się powstrzymać od złośliwej satysfakcji, kiedy widzę, jak siostrunia dobija wagowo do setki, nie ma żadnego hobby (tak to bywa, gdy pozwala się dziecku na oglądanie tv jako jedyną rozrywkę), skończyła kiepskie studia (poszła na nie z braku pomysłu na inne - skutek miernoty intelektualnej, którą mamunia ochoczo aprobowała), pracy też nie ma - bo w ogóle nie wie, co to ambicja. Ma narzeczonego, który bardziej liczy się ze swoją mamusią, a siostra nie umie się postawić (nigdy nie wiedziała, co to znaczy zawalczyć o swoje, wszystko miała podetkane pod nos).

            Przepraszam za tego przydługiego offtopa, ale nie mogłam się powstrzymać - naprawdę można traktować dwoje dzieci zupełnie odmiennie i wmawiać sobie, że tak wcale nie jest. Do tego robić to w sposób niezauważalny dla otoczenia (w końcu nie porównywali naszych kanapek, workowate ciuchy nosiłyśmy obie - choć tylko u siostry było to uzasadnione tuszą, na rowerze mnie widywano, więc nikt nie podejrzewał, że mi go brakuje, moich problemów zdrowotnych też nie widać na pierwszy rzut oka).

        • verdana Re: O ojczymach 16.06.11, 18:44
          Ojczym może byc idealnym ojcem, moze być przez matke uznawany za dobrego ojca, może kochać pasierbicę naprawdę - ale w tej sytuacji jedyne ważne jest to, czy dziewczyna uznaje go za ojca. Jeśli nie, jesli go nie kocha, to opinie i działania ojczyma nigdy nie zyskają pełnej aprobaty.
          Nie mowiąc już o tym, ze nawet bardzo zbuntowane nastolatki, po wykrzyczeniu rodzicom wszystkich pretencji, bardzo rzadko naprawdę podejmują działania, aby wyrwać się z rodziny. Jesli tak jest i naprawdę nie chcą mieszkać z rodzicami - to wina musi być co najmniej obustronna.
          • nasturcja0-1 Re: O ojczymach 16.06.11, 19:24
            No, za ojca to go uznac nie mozna bo to biologia, ale niezależnie od tego jak by go nie kochała to jednak ojczym jest jednak szczebelek nizej, to matka z uwagi na pokrewienstwo jest wazniejsza. Moja kuzynka ma z pewnych powodów dziecko w rodzinie zastepczej i stara sie o jego odzyskanie, szczerze mi kiedys powiedziała, ze gdyby była to tylko jej "córka" przybrana, nie walczyłaby o nia tak jak walczy o prawdziwa. Zreszta pomyślcie same: gdybyscie były matkami dla swego własnego dziecka i opiekunkami prawnymi dla innego, zaadoptowanego, postawione przed wyborem Zofii jak w filmie z pewnoscia wybrałybyście swoje własne dziecko niezależnie od uczucia żywionego do tego przybranego.
            • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 17.06.11, 10:13
              a ktore bysmy wybrały, jakby oboje było biologicznych? starsze bo pierworodne?

              a jakbym trzymała nad przepascią brata i matke, to kogo bym pusciła, zeby drugie uratować?

              a jak matke i ojca?

              to sa idiotyczne dyskusje, bo na takie pytania nie ma odpowiedzi

              znam bardzo dobrze dziewczynę, ktora była niechcianym dzieckiem, bo byla ostatnim- w rodzinie biol. i matak sie nia nie interesowała- resztą tak
    • tully.makker Re: O ojczymach 16.06.11, 22:37
      Naprawde nie znacie ojczymow ktorzy kochaja swoch pasierbow tak jak swoje dziec
      > i?

      Nie znamy takich przypadkow, ani wsrod ojczymow, ani wsrod macoch.
    • demarta Re: O ojczymach 16.06.11, 22:45
      mama-nastolatki napisała:

      > > Naprawde nie znacie ojczymow ktorzy kochaja swoch pasierbow tak jak swoje dziec
      > i?

      nie znamy. słyszeliśmy, że się zdarzają. ale, niestety były to zawsze zdania ojczymów i ich partnerek, dzieci nie miały prawa głosu w tym temacie.
      • anorektycznazdzira Re: O ojczymach 16.06.11, 22:49
        Pod tym mogłabym się podpisać dodając jeszcze cenne zdanie dalekiej ciotki, znajomych z sąsiedniej dzielnicy albo sąsiadki co to ją się widuje od w warzywniaku tongue_out
        • hrabina_murzyna Re: O ojczymach 16.06.11, 23:05
          Bo oni są dorośli i widzą i wiedząbig_grin
      • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 17.06.11, 10:32
        no to moj syn bedzie wyjatkiemsmile
        bo zapatrzony w ojczyma ze hej

        jak mąż miał prawdopodobnie na pare miesiecy wyjechac to syn sie rozpłakał i powiedział, ze go nie puści
        • demarta Re: O ojczymach 17.06.11, 22:50
          aneta-skarpeta napisała:

          > no to moj syn bedzie wyjatkiemsmile
          > bo zapatrzony w ojczyma ze hej
          >
          > jak mąż miał prawdopodobnie na pare miesiecy wyjechac to syn sie rozpłakał i po
          > wiedział, ze go nie puści

          ty chyba kpisz. twój syn nie jest żadnym wyjątkiem, wręcz przeciwnie, jest tą niecną regułą! to dorośli w jego imieniu zachwalają jego ojczyma i to jest największym problemem dzieci "przysposobionych".
          • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 22:57
            I dlatego jej syn płacze na samą myśl, że ojczym może wyjechać na kilka miesięcy? surprised
            • demarta Re: O ojczymach 17.06.11, 23:08
              naiwność nie jest grzechem, nie musisz się z niej spowiadać tongue_out

              a tak serio, dorośli otaczający dziecko przysposobione mają tą magiczną właściwość, że potrafią kryć nieszczęście dziecka, nie dostrzegać go i notorycznie zasłaniają się opowieściami o tym, jakież to dziecię jest przeszczęśliwe odkąd mieszka z nowym "tatą"/"mamą". ja nie twierdzę, że takie przypadki się w ogóle nie zdarzają. ja twierdzę jedynie, że wszystkie mi znane to wielkie nieszczęście dziecka, maskowane przez opiekunów opowiadających wszem i wobec jak to różowo im płyną dni, miodem i płatkami białych róż to już caaaaaaaale połacie osiedli okolicznych wytapetowali......a dziecko buczy co noc w poduchę i nie radzi sobie z emocjami, bo są dla niego za dorosłe, a dorośli nie mają czasu żeby się nimi zająć.
              • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 23:12
                A czy ty przypadkiem nie wmawiasz komuś czegoś, czego nie ma? I tu nie chodzi o naiwność.
                • demarta Re: O ojczymach 17.06.11, 23:21
                  komu i co wmawiam wg ciebie? bo za każdym razem podkreślam, że kieruję się jedynie dobrze znanymi MI przypadkami. czyżby obok naiwności problem z percepcją? tongue_out
                  • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 23:26
                    Twój pierwszy post do anety o tym świadczy, więc nie zarzucaj mi ani naiwności, ani kłopotów z percepcją, bo jeśli wśród twoich znajomych są same negatywne przypadki, nie oznacza to wcale, że pozytywne nie istnieją.
                    • demarta Re: O ojczymach 17.06.11, 23:42
                      a co świadczy o tym, ze te pozytywne przypadki jednak istnieją?
                      • rosapulchra-0 Re: O ojczymach 17.06.11, 23:45
                        Choćby głosy emam, które widzą, jak reagują ich dzieci na ojczymów, wpisy dziewczyn, które bardzo ciepło opisały swoich ojczymów, historie moich znajomych, jako pasierbów/ojczymów/macoch, więc nie posiadasz monopolu na rację w tym temacie.
                        • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 18.06.11, 00:08
                          *wmawiam dziecku, ze jest szczesliwe z ojczymem
                          *moj mąż nie ma dzieci, wiec tak naprawde nie kocha pasierba
                          *ojciec biol. kocha syna, a ze nie kontaktuje sie z nim, to na pewno przeze mnie
                          samotna matka nie mozne sobie znalesc normalnego chlopa, bo takimi odrzutami spolecznymi interesują sie tylko dewianci i ci co nikt normalny nie chce patykiem tknąc
                          *moj maz jest mlodszy wiec chcial sie wzbic na moim niby majatku
                          *i mam złą tesciową, a tylko udaje miła, bo wszystkie tesciowe są złe

                          nie wiem czy jeszcze cos ciekawego sie dowiedziałam na forum o sobie, czy tylko tobig_grin

                          ps ja nie znam osobiscie zadnej porzadne dziewczyny lubiącej wsiekły roz- wszystkie były puszczalskie, wiec kazda ktora libi zarowiaste ciuchy jest puszczalska. O!wink
                        • demarta Re: O ojczymach 18.06.11, 00:34
                          taaaaaaa, głosy emam ponad głos wybrzeża, obrzeża, śródstopia i co tylko...... a jakieś ciut bardziej wiarygodne źródło wiedzy posiadasz? przytocz pliiiiiz tongue_out
          • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 18.06.11, 00:10
            ty chyba kpisz. twój syn nie jest żadnym wyjątkiem, wręcz przeciwnie, jest tą niecną regułą! to dorośli w jego imieniu zachwalają jego ojczyma i to jest największym problemem dzieci "przysposobionych".

            masz racje, nakryłas mnie, prawda jest taka, ze zagroziłam synowi, ze jak mu nie bedzie smutno i nie zapłacze na żądanie to zabiore mu xboxa

            i wcale nie chcial sam mowic tato- po prostu wystarczająco dlugo musiał klęczeć na grochu
            • demarta Re: O ojczymach 18.06.11, 00:28
              więc zamilknij na zawsze. i doczekaj tych szczęśliwych chwil, kiedy syn zacznie sam z siebie zachwalać współżycie pod jednym dachem z twoim życiowym partnerem, a nie jego ojcem i tobą. na forum NAPRAWDĘ!!!!!!!! nikomu nie musisz tego tak usilnie udowadniać! ważne jest to, że ty, twój partner i twoje dziecko dobrze się ze sobą czujecie. tylko jak zamknąc ci usta i dać przemówić samemu dziecku w swoim własnym imieniu???? no nie da się..... ty zawsze będziesz wiedziała wszystko wcześniej, lepiej, ważniej....... ot takie mam doświadczenia i ty z ta cudownością waszych życiowych relacji świetnie się w ten znany mi schemat wpisujecie....niestety.
              • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 18.06.11, 00:33
                eee???

                odezwała się ta, ktora na oczy mnie nie widziała- ale wie lepiej, najlepiejbig_grin
                "zamilknij na zawsze"

                ochłoń- wdech wydech nie przelewaj na mnie swoich zali do swiata, boCi to ulgi naprawde nie przyniesie, a na mnie wrażenia nie zrobi
                • aneta-skarpeta Re: O ojczymach 18.06.11, 00:37
                  myśl nad ripostą, myśltongue_out
      • hellulah Re: O ojczymach 18.06.11, 08:10
        A ja znam. Dorosłe dziecko ma takiego ojczyma-ojca, bardzo kochanego, bardzo kochającego. Znam tę osobę wiele lat, długo temat nie był poruszany, coś tam się domyślałam. Zdarzyło się, że gdy mowa była o problemach mojego męża z mężem jego matki (mąż twierdzi, że skoro nie miał praw rodzicielskich, "ojczymem" nie był, jedynie "mężem matki"), nieświadomie wlazłam jej na odcisk, mówiąc jakieś bzdety o "wizach krwi" i takich tam. Potem się powyjaśniało, ona akceptuje fakt, że mogą być hmm kontrowersyjni ojczymowie, którym wiele, wiele lat zabiera hmm dotarcie się do roli, jaką powinni sprawować (i odpuszczenie sobie roli kapo obozowego), oraz ojczymowie gotowi kochać, sprawiedliwi, opiekuńczy i te de.
    • malgos88 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:06
      Prawdziwym ojcem jest ten który wychowuje a nie ten który spłodził.Pozdrawiam
      • lolinka2 Re: O ojczymach 17.06.11, 18:59
        zgadzam się.
        • verdana Re: O ojczymach 17.06.11, 20:56
          Nie, ojcem jest ten, kogo dziecko uznaje za ojca. I w tym problem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka