kawkazmleckiem
06.07.11, 08:52
Dziś mijają cztery lata odkąd jestem w domu. I tak robię sobie małe podsumowanie tych lat, Po stronie plusów-wspaniały,kochany,samodzielny 3,7letni synek,zakończenie budowy domu,która to właściwie była na mojej głowie,mąż pojawia się średnio pięć razy w miesiącu w domu,przeprowadziliśmy się do stanu surowego zmkniętego,nie było podłóg,ścian,ogrzewania,łazienki-tak wytrzymaliśmy (a właściwie ja wytrzymałam) od późnej jesieni do wiosny,kiedy to prace ruszyły. Wykańczanie zajęło nam dwa lata i głównie ja użerałam się z panami fachowcami,kilka razy zdarzyło mi się wywalić ekipę na zbite pyszczydło. Porządki na ogrodzie,urządzanie-też zrobiłam sama,przede mną jeszcze mnóstwo pracy,bo zabrakło kasy,a nie chciałam korzystać z pomocy żadnego z banków. To plusy. Minusy-odzwyczaiłam się od ludzi,zrobiłam się jakaś "dzika",mam problem z nawiązaniem rozmowy itp. Nadmienię tu,że przez te cztery lata byłam praktycznie sama,rodzina,znajomi daleko,spotykaliśmy się dosłownie kilka razy w roku. Mały nigdy nie został z nikim obcym,z żadną z babć nie był nawet na spacerze odkąd się urodził,sąsiadów nie mamy. No i dorobiłam się olbrzymiej nadwagi-to mój największy kłopot,bo wkrótce zacznę szukać pracy-synek idzie od września do przedszkola. Jeśli chodzi o pieniądze-nie mam własnych,wszystko co miałam poszło w dom,nic sobie nie zostawiłam,jestem więc w kieszeni u mojego męża,muszę prosić o każde 10zł. Mąż jest bardzo dobrym człowiekiem,ale mimo wszystko takie wyliczanie z każdego grosza jest dołujące. Ogólnie jakoś tak spiczniałam,nie czuję się kobietą,nie lubię patrzeć w lustro,czasem myślę,że wszystko co najlepsze już za mną. Wieczorem z niechęcią myślę o poranku,bo znów ten "dzień świstaka" w kółko to samo,zapycham się czekoladą,żeby o tym nie myśleć. Nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc,a wsparcia pilnie potrzebuję,bo czuję,że się pogrążam. Nie wiem jak dam radę od września,odprowadzenie małego do przedszkola będzie problemem,boję się pokazywać ludziom. Nie wiem,co dalej....