aquuaa
07.08.11, 11:44
TAK - jestem! O to jak moi rodzice rozpieszczaja mlodsza siostre.
Miedzy nami jest 16 lat roznicy - ja mezatka z dzieckiem a ona dostala sie wlasnie na studia.
Pojechala na woodstock - cala paczka znajomych 20 osob. Rodzice oczywiscie odwiezli do pociagu (mnie nie odwozili nigdy jak juz bylam nastolatka). Dzis koniec imprezy - mloda dzwoni, ze do pociagu nie moze sie dopchac taki tlum i ze z 20 osob zostalo ich 6 osob co to sie nie dopchali (ciekawe...). Dodala jeszcze, ze chora i gripex bierze od pierwszej nocy.
Swietnie - tylko taka 'chora' to mogla zostac na koncertach i zadnego kontaktu z nia nie bylo przez caly czas az do dzis, kiedy to: kochani rodzice przyjedzcie.
A jak tata lezal dwa lata temu w szpitalu to nie dojechala w odwiedziny ani razu bo probowala ale nie wiedziala gdzie ma sie przesiasc no i nie udalo sie. A teraz tata juz gotowy pruc pol Polski bo coreczka prosi. Swoja droga jak ja bylam w jej wieku i pojechalam ze znajomymi na wyjazd i tam mnie dopadlo jakies grypsko, ze 40st goraczki mialam to tez dzwonilam i prosilam, zeby po mnie przyjechali ale wtedy okazalo sie, ze przesadzam i ze bez roznicy czy taka chora jestem w pociagu czy w samochodzie. Z dworca wracalam taksowka bo i na dworzec im bylo daleko.
Inny pobyt taty w szpitalu - powazna operacja (lezal miesiac). Bylam codziennie (moze raz nie bylam w niedziele jak wiedzialam, ze beda inni odwiedzajacy z rodziny). Wstawalam przed zajeciami na uczelni, jechalam do szpitala - nawet na te 15 minut, zeby poduszke ulozyc, posciel poprawic, pogadac, a nasza hrabianeczka - niedzielny gosc i to na sile bo przeciez sa wazniejsze sprawy niz jakies lazenie po szpitalach.
Mame co tydzien ciaga po sklepach bo nie ma w czym chodzic (no jak nie ma, jak co tydzien cos sie jej kupuje).
Jest madra, zdolna dziewczyna, troche zakompleksiona - posiada wiecej umiejetnosci niz ja w jej wieku wiec CZEMU no CZEMU rodzice robia z niej wciaz mala dzidzie, ktorej ciagle trzeba pomagac, za ktora trzeba myslec? Na moich oczach rosnie osoba nieporadna zyciowo, zpominalska (bo mamusia przypomni). Nie pamieta nawet o rzeczach, ktora sa dla niej istotne (jak doladowanie karty miejskiej) - co miesiac mama przypomina.
Nie powiem - pare razy w zyciu bylo mi przykro, ze rodzice odmowili mi jakiejs pomocy - ale musialam sobie poradzic i teraz oceniam to jako walor. Nie bylo kasy na prywatne studia - mama powiedziala - nie dam bo nie mam, zarob sobie. No i sobie zarobilam.
Mloda na szczescie jest na panstwowych ale daje glowe, ze jakby sie nie dostala i poszla na prywatne - mama z tata by sie zarzneli, zeby jej oplacic (bo przeciez teraz to jest tak ciezko z praca dla mlodych).
A jak mloda po raz pierwszy w tym roku zalapala sie do pracy sezonowej (sprzedaz owocow z samochodu) to po 3 dniach podziekowala bo przeciez to takie meczace i nudne zajecie...
Generalnie na co dzien - rodzice sa kochani i np. jesli chodzi o pomoc przy moim dziecku - sa niezastapieni, wspaniali dziadkowie. Poniewaz stanowie juz odrebne gospodarstwo a siostra mieszka z nimi to niby nic mi do tego ale tak sie musialam wygadac bo tata zaraz oczywiscie pakuje manatki i leci...