Prawosławny duchowny

Byłam z dzieckiem w centrum, spacerkiem do domu wracaliśmy i po drugiej stronie szerokiego deptaka szedł młody, prawosławny duchowny.
Cały czas patrzył na nas i wbijał mi w głowę wzrok.
W końcu uśmiechnęłam się do niego, skoro tak patrzy i patrzy./
Weszłam do sklepu z płytami. Nagle spomiędzy półek wyłonił się ON.
I zaczyna gadać, że piękne dziecko mam, czy jestem stąd, itd itd. Pyta chwile później o numer telefonu. Padłam. Mówię, że męża mam, a on na to, że przyglądał się czy mam obrączkę i żadnej nie zauważył.
Mówię mu więc, że musi mi uwierzyć na słowo. Pożegnałam go grzecznie i wyszłam. Młody pytał tylko " mamo, co ten BOHATER chciał od ciebie?" ( Młody nazywa per bohater wszystkich, którzy są ubrani w czarny paszcz, sukienkę, peleryne cokolwiek.ja jestem bohaterem zimą

)
No i wróciliśmy do domu, a ja siedzę i gęba mi sie śmieje.
Tak sobie myślę, że gdybym zamężna nie była, to bym się z nim umówiła, bo może pod ta długa broda kryje się całkiem fajny facet.
No to se pogadałam i wracam do szydła