Dodaj do ulubionych

Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę...

20.10.11, 09:21
"Magda: - Pamiętam historię tej dziewczyny, co zaszła w ciążę w wieku 14 lat, jak się ta jej sprawa w mediach przelewała... A miała prawo usunąć... Ja nie chciałam usunąć, bo dzieci z zespołem Downa też mają prawo żyć. Dziwne, nie? Ja, z korporacji, tak mówię... Poza tym nie chciałam, żeby w mojej sprawie ktoś pikietował i moją ciążę nosił na sztandarach.

Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę uczestniczyć. To nie jest zbrodnia."

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,10497814,Karton.html?as=1&startsz=x
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:26
      Oczywiscie do tego tekstu można mieć pretensje. Są tam same matki (jakby dzieci były z niepokalanego poczęcia), a matki to korporacyjne szczury. Jednak... No właśnie, jednak pewne wnioski nasuwają się same. Przez odrzucenie pewnych rozwiązań wydających nam się okrutnymi, nietycznymi tworzymy nowe. Nowe - dla zainteresowanych osób o wiele cięższe.
      • nisar Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:31
        Mając pełnosprawne dziecko nie odważę się oceniać takich decyzji.
        Nie wiem, czy byłabym w stanie - psychicznie - unieść ciężar świadomości, że moje dziecko nigdy nie będzie w pełni sprawne intelektualnie.
        Nie wiem, czy byłabym w stanie unieść ciężar decyzji o jego oddaniu.
        Bardzo jestem wdzięczna Bogu, że nie musiałam takiej decyzji podejmować.
        • nisar P.S. 20.10.11, 09:38
          Tekst idiotyczny i tendencyjny, może jestem ograniczona ale NIE POTRAFIĘ sobie wyobrazić oddania dziecka, bo mi się nie wpisuje w schemat zaplanowanego życia. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś był tak płytki i głupi, życie rządzi się swoimi prawami, a jeśli matka tej kobiety, albo jej mąż zachorują na raka, wyłysieją i będą wymiotować własnym żołądkiem przy chemii to dokąd ich odda?

          I jeszcze jedno: do szału doprowadza mnie generalizowanie typu: pracownicy korporacji = bezduszne potwory skupione wyłącznie na pracy. Pracuję ponad 20 lat w tym 17 w korporacjach (najróżniejszych). W ŻADNEJ nie spotkałam się z potworami, a tym bardziej z ogólną akceptacją bycia potworem. Rozumiem, że w cementowniach, hutach i na poczcie to same cuda osobowościowe? Durne gadanie!
          • ceide.fields Re: P.S. 20.10.11, 09:39
            W żadnej dłuzej miejsca nie zagrzalaś. To też zastanawiające.
            • nisar Re: P.S. 20.10.11, 10:16
              yyyyyy, a skąd ten wniosek? W żadnej nie pracowałam krócej niż 4 lata, w ostatniej pracuję prawie 8. To już nie te czasy, kiedy od studiów do emerytury pracowało się w tym samym "zakładzie".
              • ceide.fields Re: P.S. 20.10.11, 10:21
                Pracuję ponad 20 lat w tym 17 w korporacjach (najróżniejszych).

                W żadnej nie pracowałam krócej niż 4 lata, w ostatniej pracuję prawie 8

                na 1/8 etatu czu 1/16?
                • ceide.fields Re: P.S. 20.10.11, 10:28
                  Wycofuję komentarze i przepraszam. Pomyliłam 17 lat pracy z 17-ma korporacjami.

                  Stoję jednak na stanowisku, że korporacja kreuje specyficzną atmosferę i "tresuje" ludzi w specyficzny sposób. I niezbyt mi się to podoba.
                  • fasol-inka Re: P.S. 20.10.11, 10:55
                    a w ilu korporacjach pracowałaś?
                    bo moja korporacja np. przysłała mi kwiaty, gdy po paru zaledwie miesiącach pracy powiedziałam, że jestem w ciąży, zaraz potem zostałam awansowana, zaproponowano mi pracę zdalną, pozwolono wrócić w najbardziej dogodnym dla mnie momencie i nadal przy małym dziecku cały czas idą mi na rękę, żebym miała wystarczająco czasu dla dziecka
                    nigdy nie było typowych prań mózgu pt. jesteśmy najlepsi i wszyscy razem dla dobra firmy
                    potworna ta korporacja nie?

                    i ten artykuł jest mocno tendencyjny - z góry ukutą tezą i właśnie tą korporacją pojawiającą się co drugie słowo... czemu to ma służyć?
                    • bri Re: P.S. 20.10.11, 11:05
                      > i ten artykuł jest mocno tendencyjny - z góry ukutą tezą i właśnie tą korporacj
                      > ą pojawiającą się co drugie słowo... czemu to ma służyć?

                      Jak to czemu? Kobiety do garów. Bo w korporacji się nam charaktery wypaczają.
                      • gazeta_mi_placi Re: P.S. 20.10.11, 12:09
                        Każda korporacja? Pytam bo staram się o pracę w korporacji taksówkarskiej i nie wiem czy tam też będzie pranie mózgu i wyścig szczurów sad
                • nisar Re: P.S. 20.10.11, 10:29
                  Naucz się czytać! Pracuję w korporacjach siedemnaście lat, a nie pracowałam w siedemnastu korporacjach.
                  Matko kochana, naprawdę ciężko się niektórym myśli!
          • melmire Re: P.S. 20.10.11, 09:51
            Mysle ze kwestia "wpisywania sie w schemat" to kwestia semantyczna. Mozna tez powiedziec "nie wyobrazam sobie takiego rodzicielstwa" (a inne sobie wyobrazam) czy tez "nie wyobrazam sobie takiego zycia" (idem).

            I mysle ze oddajacy rodzice nie chca zeby im podsuwac super wyjscia z sytuacji, skoro zdecydowali sie oddac. Powiedzenie "nie mam pieniedzy" czy "nie wiem jak sobie poradzic" jest otwarta furtka do tego zeby dobrze ludzie im doradzili gdzie zglosic sie po zasilek i jak sobie poradzic. A tak to kwestia zamknieta, i jeszcze niemal sie ciesza ze dzieciak nie bedzie z takimi potworami.

            Sama nie jestem w takiej sytuacji i mam nadzieje ze nie bede. Ale gdybym byla to pierwsze co przyszlo by mi do glowy to aborcja (na szczescie w kraju mojego pobytu mozliwa), bo , no wlasnie, nie tak sobie wyobrazam moje zycie, moje rodzicielstwo.
        • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:45
          Nie ośmielę się oceniać decyzji tej kobiety, bo z pewnością nie była łatwa. Ludzie są różni, nie każdy jest w stanie sprostać wyzwaniu, nie każdy jest gotów podporządkować życie dziecku niepełnosprawnemu intelektualnie. Znam osoby, które po prostu łatwiej akceptują rzeczywistość i takie, które z pewnymi sprawami nie pogodzą się nigdy.
          Oddanie dziecka też z pewnością odbije się na psychice matki, wcale nie jest powiedziane, że będzie jej łatwiej.
          Nigdy bym nie powiedziała, że odaje dziecko, bo nie pasuje jej do modelu idealnej rodziny, bo to wstyd, bo jest korporacyjnym szczurem. To nie takie proste. Czasem sytuacja ekonomiczna jest doskonała, a człowiek słaby emocjonalnie. A czasem samotna matka, a jest w stanie gory przenosić. Różnie w życiu bywa.
          • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:50
            Tu nie chodzi o osadzanie tej kobiety. Pastwić się nad panią, bo nie chciała być matką chorego dziecka? Po moimi osobistym trupie. Widzimy mechanizm, gdzie aborcja to najgorsze zło, a oddanie dziecka to bohaterstwo. A tu niestety nie ma bohatera. Są same ofiary.
            • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:56
              Pewnie bardziej chodzi o dokopanie kobiecie. Jakoś dziwnie często do tego się sprowadza. Pamiętasz sytuację sprzed kilkunastu tygodni, kiedy forumka zaszła w niechcianą ciążę, która się nie utrzymała? Jeszcze na niej psy co niektórzy wieszali, bo na pewno się cieszy, skoro i tak dziecka nie chciała. Z której strony nie patrzeć, zawsze się dostanie po tyłku od kogoś, kto wie lepiej, co się powinno robić.
            • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:59
              Oczywiście, że są same ofiary. Ale w przypadku aborcji mogłoby nie być lepiej.
              Pani nie jest bohaterką, bo zdecydowała się urodzić i oddać.
              • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:02
                Moja droga, zapominasz o dziecku. Ono jest. Nie jest już zlepkiem kilku komórek.

                > Ale w przypadku aborcji mogłoby nie być lepiej.
                • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:20
                  Owszem, dziecko jest, żyje i ma szansę na to, że będzie się wychowywało w adopcyjnej rodzinie. Natomiast to, że ta szansa jest bardzo mała, że może się skończyć w domu opieki, to też prawda.
                  Nie przewidzimy przyszłości, niestety.
                  Jestem przeciwna aborcji, ale w sytuacji, gdy matka wie, że urodzi chore dziecko i zakłada, że je odda, to mi tu trochę zgrzyta.
                  • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:54
                    A powiedz jak to możliwe, że dziecko z ZD (w porównaniu do innych chorób i upośledzeń nie jest to najgorsza opcja, dziecko może być w pewnym stopniu samodzielne, chodzić, mówić, fizycznie nie cierpi itp.) nie może w kraju szczycącym się tyloma zagorzałymi przeciwnikami aborcji i obrońcami życia nie może znaleźć jednej polskiej rodziny do adopcji? Kwestie prawne są uregulowane, matka zrzekła się praw.
                    Droga wolna aby liczni prolifowcy wzięli to dziecko do swojego domu.
              • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:51
                Gdyby Pani była w niechcianej ciąży, urodziła ZDROWE dziecko i oddała do adopcji Pani byłaby bohaterką (przynajmniej wg osób pro-life).
                A że Pani urodziła niepełnowartościowy "towar", to cóż...
                Szmata i tyle.
            • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:36
              A ja pytam gdzie osoby rzucającymi ostatnimi inwektywami w kobiety przyznające się do aborcji? Gdzie obrońcy życia poczętego? Jest ich tak wielu. Zmobilizowali się w sprawie różnych wystaw aborcyjnych, mają swoje stowarzyszenia. Takie dziecko ma uregulowaną sytuację prawną zatem nic nie stoi na formalnej przeszkodzie by je adoptować.
              Czemu nagle się chowają? Czyżby ich też przerosło dziecko chore? To niech nie wtrącają się w decyzje innych kobiet odnośnie aborcji.
              • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:58
                Wiesz co, ja nie rzucam inwekrywami w kobiety, poddające się aborcji, aczkolwiek wyraziłam parę razy opinię na temat tego, że pewna pani usunęła ciążę, bo jej się w życiorys nie wpisywała.
                Natomiast nigdy, w żadnym wypadku nie napisałabym złego słowa kobiecie, która usunęła dziecko chore. Bo to dla niej tragedia. Już sam wybór, to tragedia.
                Jednocześnie, mimo takich poglądów , jakie mam, nie podjęłabym się adopcji dziecka chorego, bo nie czuję się na siłach. Po prostu. Co nie znaczy, że na pewno usunęłabym ciążę, gdyby to moje dziecko było chore. Bo to zupełnie inny rodzaj wyboru. Wyboru wobec dziecka, które ja powołałam do życia i jestem za nie odpowiedzialna. Jednocześnie nie czuję się odpowiedzialna za wybory i decyzje innych kobiet.
                Nie wiem, czy dotarło. Rozumiem, że chodzi o osoby, działające w organizacjach, ale mimo wszystko nie uważam, że są one w jakikolwiek sposób zobowiązane do adopcji dzieci upośledzonych. Jednocześnie uważam, że ich działania powinny się kończyć jedynie na udzielaniu wsparcia emocjonalnego, niezależnie od tego, jaką decyzję kobieta podejmie.
            • olena.s Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:57
              A ja sobie myślę że bez sensu jest ten tekst w warstwie porównywania tego co teraz, z tym, co kiedyś. Bo zmieniło si.e wiele, to ni tylko kwestia korporacji.
              I tak, kilkadziesiąt lat temu dzieci z Downem umierały bardzo często w okresie wchodzenia w wiek dojrzewania. Matka takiego dziecka wiedziała więc przynajmniej, że nie zostawi go na dorosłą samotność w domu opieki.
          • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:12
            azile.oli napisała:

            > Nie ośmielę się oceniać decyzji tej kobiety, bo z pewnością nie była łatwa.

            Mi się wydaje, że sam rodzaj motywacji można oceniać, ja przynajmniej ten sposób argumentacji jaki jest w tekscie oceniam negatywnie. Z tym, że to nie jest decyzja tylko kobiety, dziecko bylo planowane, ma ojca. I oczywiście, że decyzja nie była łatwa, była trudna i szczerze watpię, żeby w ogólnym rozrachunku okazała się taka idealna.

            Ludzie są różni, nie każdy jest w stanie sprostać wyzwaniu, nie każdy jest gotów
            > podporządkować życie dziecku niepełnosprawnemu intelektualnie. Znam osoby, któr
            > e po prostu łatwiej akceptują rzeczywistość i takie, które z pewnymi sprawami n
            > ie pogodzą się nigdy.
            > Oddanie dziecka też z pewnością odbije się na psychice matki, wcale nie jest p
            > owiedziane, że będzie jej łatwiej.

            No własnie, ja wcale nie jestem pewna, czy z perspektywy czasu to będzie dla niej takie super rozwiązanie. I nie można zapominac, że oddanie na pewno odbije się tez na psychice dziecka, nie tylko na psychice matki (czy ojca).
      • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:29
        Z drugiej strony jest podejście "uródź, nie usuwaj, nie chcesz dziecka oddasz do adopcji".
        I wszystko pięknie gra do momentu gdy kobieta za wszelką cenę namawiana przez prolifowców rodzi zdrowe dziecko po które faktycznie jest długa kolejka chętnych. Traktowana taka kobieta jest jako osoba godna pochwały, że się poświęciła i jednak urodziła oraz oddała do adopcji.
        Ale jak kobieta rodzi chore dziecko i też oddaje do adopcji to nagle robi się z niej sukę.
        To gdzie do k... nędzy są ci obrońcy życia? Czemu nie adoptują chorego dzieciaka a tylko trują każdej kobiecie w ciąży "nie usuwaj, uródź, oddasz do adopcji", przecież część kobiet rodzi także chore dzieci i wtedy stają się sukami.
        Kobiety rodzące zdrowe dzieci i też oddające do adopcji są już inaczej traktowane bo dały pełnowartościowy "towar" dla wielu potencjalnych chętnych uncertain
        • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:32
          > Kobiety rodzące zdrowe dzieci i też oddające do adopcji są już inaczej traktowa
          > ne bo dały pełnowartościowy "towar" dla wielu potencjalnych chętnych uncertain

          No, dokładnie.
        • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:42
          > Kobiety rodzące zdrowe dzieci i też oddające do adopcji są już inaczej traktowa
          > ne bo dały pełnowartościowy "towar" dla wielu potencjalnych chętnych uncertain

          Tru, tru.
        • an_ni Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:59
          bo ludzie nie chca nawet nie tyle chorego, a zagrozonego patologicznie dzieciaka
          mam takie dwie bezdzietne po 40 tce paniusie w pracy
          one by chcialy adopotowac dziecko (kazda z osobna, nie razem w parze) i z zagranicy bo w Polsce to patologia z FAS oddaje dzieci
          no i lepiej Azjate, bo z Afryki to z HIV moze byc i co wtedy!?? z Kambodzy chetnie bo tacy pracowici, inteligentni (to przemyslenia po programie Ewy Drzyzgi o wykorzystywaniu dzieci w prostytucji...)
          gadanie o pragnieniu adopcji i jednoczesnej selekcji rasistowskiej bardzo mi zgrzyta
          oczywiscie chore dziecko jest wykluczone automatycznie chocby bylo i amerykanskie brytyjskie czy blekitnej krwi
          • olena.s Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:59
            No ja cię przeprasza, jakbym ja miała adoptować dziecko dla siebie, to też wolałabym dziecko zdrowe, a nie ciężko obciążone czymś takim jak FAS czy zespół zaburzenia więzi. Czy jesteś pewna, że twoja decyzja byłaby inna?
            Mam tu znajomą, Amerykankę, która ma dwie adoptowane córki - obie z Chin. Opowiadała kiedyś, jak w trakcie przygotowań do adopcji zdecydowali się na Chiny zamiast Ukrainy - bo w Chinach kobiety generalnie dbają o ciążę, nie chcą tylko córki, za to na Ukrainie ryzyko chlejącej/ćpającej matki bio jest bardzo duże.
            Nie wpadłoby mi do głowy, że znajoma jest rasistką.
            • an_ni Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:05
              ja akurat nie kryje ze na adopcje bym sie nie zdecydowala
              a te znajome z mojego przykladu udaja samarytanki, ktore bardzo by chcialy pomoc sierotkom (bo to nie tylko pragnienie posiadania dziecka) jednoczesnie dokonujac selekcji rasowej

              • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:10
                Ale to tak, jakbyś powiedziała, że osoba, która kupuję karmę dla psa i zawozi ją do schroniska, dokonuje selekcji gatunkowej, bo przecież są tam jeszcze koty. Albo - dlaczego kupuje najtańszą karmę, zamiast wypasionej, jak dla domowych zwierzaków? Nie zawsze można sobie pozwolić na pomoc w najpełniejszym wymiarze, przecież zawsze można zrobić coś więcej, zaadoptować bardziej chore / potrzebujące dziecko.
                • an_ni Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:07
                  az nie wiem co powiedziec na tak glupie porownanie, naprawde wuika lepiej czasem zamilczec
                  • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:20
                    Ale dlaczego? Zawsze pomagając jednym, nie pomagasz innym. Lepsze to jednak niż nie pomaganie w ogóle. Fakt kreowania się na nie wiadomo kogo dlatego, że komuś się pomaga, może być nieco kontrowersyjny, ale czy sama pomoc wtedy też jest trudna do przyjęcia? Jeśli nie jestem w stanie podjąć się jakichkolwiek zobowiązań powiązanych z tematem X, to znaczy, że w ogóle mam się za niego nie zabierać?
                    • an_ni Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 15:12
                      ja odnosze sie do opisanego przeze mnie przypadku - to nie jest bezinteresowna pomoc zwierzetom, i wybor koty a psy, karma za 20 czy 200 zl
                      to jest kreowanie siebie na przejmujaca sie cierpieniem porzuconych dzieci i teoretyzowaniem ze kambodzanskim dzieciom by pomogly a polskim nie, bo prawdopodobnie patologiczne, afrykanskim tez nie bo pewnie maja HIV
                      no przeciez maja wybor! tak bardzo chca przeciec pomoc!
                      przede wszystkim to tylko gadanie, ale juz selekcja, to mnie drazni, trzeba troche znac konteskt tej sprawy
                      tak na zasadzie "ladne dziecko, ale niestety czarne"
                      • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 18:07
                        To jak gadają, aby gadać, to się zgodzę, że jest to kreowanie się na nie wiadomo kogo i brak nawet poruszenia rączką, żeby coś zmienić. Ale gdyby rzeczywiście chciały jakieś dziecko adoptować, miałabyś do nich pretensje, że sobie 'wybiorą' dziecko?
                        • an_ni Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 09:48
                          tak , znajac ich powody tak
              • olena.s Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:17
                Ja też nie.
                I gdybym chciała adoptować, to wersja "zdrowa dziewczynka z Chin" byłaby dla mnie znacznie bardziej obiecująca, niż wersja "dziecko zapijaczonej i ograniczonej intelektualnie patologii". Więc ja bym się tych twoich kobiet nie czepiała specjalnie, rozumiem takie podejście, choć ogromnie, ogromnie podziwiam osoby, które potrafią się świadomie zdecydować na adopcję dziecka z FAS. Nie miałabym problemu z dzieckiem chorym na HIV, na serce itd, absolutnie żadnego problemu z dzieckiem kolorowym, ale dziecko ograniczone umysłowo i z ryzykiem wyjałowienia emocjonalnego byłoby ponad moje siły psychiczne.
                • aandzia43 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 16:02
                  i z ryzykiem wyjałowienia
                  > emocjonalnego byłoby ponad moje siły psychiczne.

                  Szczególnie wyjałowienie emocjonalnego, zaburzeń charakterologicznych, bo niedorozwój intelektualny jakoś mnie nei przeraża aż tak, jak emocjonalne niedomogi.
          • aandzia43 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 16:00
            Też bym nei chciała dziecka z FAS-em czy innym uszkodzeniem neurologicznym. Wychowywanie go byłoby ponad moje siły. Adopcja, ewntualnie dotycząca mnie, jednoznacznie jawi się, jako zaspokajanie własnych potrzeb rodzicielskich i nie jestem skłonna dorabiać ideologie i ściemniać. Chcę dzieciaka, to szukam dzieciaka na swoją miarę. Czyli względnie zdrowego i normalnego. Nie jestem Matką Teresą (która jest dla mnie uosobieniem tego, co w człowieku bardzo cenię), jestem słaba.
        • lipsmacker Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:20
          Zgadzam sie z gazeta ale mysle ze problem jest troszke bardziej zlozony. Mysle ze roznica lezy w szanse jaka dajemy dziecku przez zrzekniecie sie do niego praw. Zdrowy niemowlak natychmiast znajdzie rodzicow adopcyjnych a wiec zrzekajaca sie go matka biologiczna daje mu szanse na zycie ktorego sama moze nie byc w stanie mu zapewnic. Natomiast matka ktora zrzeka sie dziecka z ZD prawdopodobnie skazuje je na dozywocie w placowce. Takie sa niestety realia, chetnych do adopcji dziecka z ZD jest bardzo, bardzo malo, nawet w dobie wieloletniego oczekiwania na adopcje (kiedys czekalo sie rok, gora dwa, dzis i 5 lat nie jest anomalia). ALE - tu niestety nie ma prostego rozwiazania, mozna tylko polemizowac co jest mniejszym zlem. Ja niestety nie zdecydowalabym sie na urodzenie dziecka z ZD, a problem jest dla mnie calkiem realny bo mam 38 lat i staram sie o 3cia ciaze. Planuje jak najwczesniejsze badania antynatalne i wiem ze w przypadku wykrycia ZD usunelabym ciaze. Mam nadzieje ze los nie postawi mnie w tej sytuacji. Swiadomie nie pisze 'nie postawi mnie przed ta decyzja' bo decyzje juz podjelam profilaktycznie. Nie twierdze ze jest to decyzja wlasciwa, napewno jest za to jedyna decyzja mozliwa dla mnie.

        • sanciasancia Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:47
          Samo sedno. Z jedną uwagą
          > Kobiety rodzące zdrowe dzieci i też oddające do adopcji są już inaczej traktowa
          > ne bo dały pełnowartościowy "towar" dla wielu potencjalnych chętnych uncertain
          Jeszcze jest
    • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:33
      Tyle w temacie wiecznego przekonywania: ale po co komu aborcja, przecież zawsze można urodzić i oddać...
      • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:40
        Tak naprawdę "oddać" to zabić w sobie cząstkę człowieczeństwa. W czym to lepsze od aborcji?
        • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:50
          Mam to szczęście, że na razie nie byłam postawiona przed takim dylematem, odnoszę jednak wrażenie, że łatwiej byłoby mi się pogodzić z faktem aborcji niż oddania dziecka do domu dziecka.
        • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:55
          No nie wiem, czy oddanie dziecka to zabicie cząstki człowieczeństwa. To nie tak. Każdy szuka najlepszej drogi, może się wydawać, że dla siebie, ale w tym wypadku może też dla dziecka.
          To takie gdybanie - może kobieta okazałaby się wspaniałą matką, a może zniszczyłaby sobie życie, kierując w stronę dziecka negatywne emocje.
          Dlaczego oddanie z powodów ekonomicznych czy biedy jest traktowane ze zrozumieniem, a zakłada się, że każdy podoła psychicznie opiece nad upośledzonym dzieckiem?
          A zupełnie od czapy jest porównywanie tego z sytuacją, gdy jakieś n ieszczęście przydarzy się później. To nie jest to samo.
          Aczkolwiek uważam, że dzieci to nie towar na zamówienie, który można zwrócić, gdy nam nie odpowiada, to jednak każdą sytuację należy rozpatrywać indywidualnie.
          • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 09:57
            Bo tyle kobiet sobie radzi - samotne, porzucone przez mężów, utrzymujące się z wyżebranej pomocy społecznej. To niby dlaczego pańcia z korporacji miałaby sobie nie poradzić? Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że ludziom się nie dogodzi, zawsze znajdą powód do pokazania, że można było inaczej - w ich mniemaniu lepiej.
          • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:00
            > Dlaczego oddanie z powodów ekonomicznych czy biedy jest traktowane ze zrozumie
            > niem, a zakłada się, że każdy podoła psychicznie opiece nad upośledzonym dzieck
            > iem?

            Tu nie chodzi o zrozumienie decyzji. Raczej o pokazanie mechanizmu. Ten kartonik i sprowadzenie wszystkiego do takich a nie innych powodów... Pani musiała tak, bo inaczej by albo dziecka nie oddała albo przypłaciła by to innymi silniejszymi emocjami. Tak ja to widzę.
            • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:07
              Ja rozumiem, o co Ci chodzi, natomiast bardziej odniosłam się do artykułu, który jest tak tendencyjny i głupio napisany, że się słabo robi. Bo jak ktoś wykształcony i ma kasę to mur beton musi być emocjonalnym siłaczem. Bo kasa na opiekunki wszystko załatwi, a świadomośc wszystko zaatwi. Czasem lepiej być mniej świadomym, przyjmować życie, jakim jest - łatwiej się żyje.
          • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:40
            Skoro prolifowcy nie traktują dzieci jako towar na zamówienie (koniecznie zdrowy, bez wad ukrytych) tylko życie, najwyższa wartość, czemu w kraju obfitym w liczne stowarzyszenia prolife jest wielki problem z adopcją czterech dzieci z ZD?
        • hellulah Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:22
          W tym, że dziecko nie kiwa się z samotności w placówce.
    • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:06
      Czytałam ten reportaż i właśnie zaskoczyło mnie, że nikt rozważając decyzje tych kobiet nie wziął pod uwagę, że w porównaniu z "dawnymi czasami" zupełnie zmieniło się podejście do aborcji i możliwości jej wykonania. Aborcja jest nielegalna. Nie możesz/nie chcesz/nie jesteś w stanie dziecka wychowywać i tak urodzić musisz, ale przecież to nie problem, bo możesz je potem oddać i jeszcze zrobisz dobry uczynek. Czy nie tego się uczy młode pokolenie?
      • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:13
        Owszem, tego się uczy, aczkolwiek nie przypuszczam, że gdyby ta kobieta zdecydowała się na aborcję, to nie byłaby w stanie tego załatwić.
        I tak ogólnie, to rzeczywiście, lepiej urodzić i oddać, niż usunąć w przypadku, gdy dziecko jest zdrowe. Klarowna sytuacja prawna sprawia, że dziecko ma dużą szansę na szczęśliwą rodzinę. Natomiast w przypadku dzieci upośledzonych już tak łatwo nie jest, chociaż szczęśliwe zakończenia też się zdarzają.
        • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:17
          No, ale pomijając już wszystkie inne aspekty, nie ma klarownych sytuacji a tutaj jest chore dziecko.
          • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:25
            Bo z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Teoretycznie albo kobieta powinna dokonać aborcji, albo brac sytuację na klatę i jak urodziła, to niech wychowuje.
            Ale to nie jest takie proste. Znam przypadki adopcji dzieci z ZD, udanych. Te dziec i żyją.
            Tylko teraz, czy stosowac statystykę i porównywać, ile takich dzieci nigdy do adopcji nie trafi, czy cieszyć się, że jakiś tam procent mógł nie żyć, a żyje i jest kochany?
            • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:31
              > Tylko teraz, czy stosowac statystykę i porównywać, ile takich dzieci nigdy do
              > adopcji nie trafi, czy cieszyć się, że jakiś tam procent mógł nie żyć, a żyje i
              > jest kochany?

              Dobre pytanie. Jakie szanse mają te konkretne dzieci? Jak widać nie jest prosto i ładnie jak w ulotce negującej aborcję.
              • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:56
                Na ulotce negującej ulotkę ma być jak w reklamie smile Na każdy problem jest zawsze gotowa i dobra prosta recepta.
                Nie ma dzieci chorych, nie ma ludzkich tragedii.
            • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:31
              Czemu ma nie trafić do adopcji? I to w Polsce kraju obrońców życia płynącym? Przecież dziecko z ZD to też życie, niech adoptują, nie muszą nawet czekać bo po takie dzieci nie ma z reguły kolejki chętnych.
              Czemu tutaj obrońcy życia poczętego się nie wykażą? A może urodzone życie z ZD to już nie życie?
              • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:35
                Gdyby nie to, co się z dziećmi działo w kościelnych przytułkach wypadałoby, żeby wspólnota wiernych wzięła na siebie wychowanie tych dzieci.
                • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:38
                  Odpowiedzialność finansowa. Skoro ten konkretny kraj chce się być dumną wyspą antyaborcyjną niech się obywatele poprzez kolejny podatek składają na godne życie takich "uratowanych" dzieci.
                  • jowita771 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:17
                    Zgoda, ale niech się składają prolifowcy. Ja mogę się opodatkować na wycieczki do Czech dla tych pań, których nie stać.
            • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:32
              Teoretycznie aborcja w naszym kraju jest niemożliwa i nie jest wykonywana.
              • marychna31 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:46

                > Teoretycznie aborcja w naszym kraju jest niemożliwa i nie jest wykonywana.
                W przypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu jest możliwa w świetle prawa. A takim jest traktowany Zespół Downa.
                Wiem bo latem robiłam badania genetyczne (nie inwazyjne) i wyszło mi wysokie ryzyko trisomii 21. W szpitalu od razu zaproponowano mi amniopunkcję (dająca 100% pewności ale niosącą ryzyko poronienia) po to abym mogła rozważyć terminację ciaży. W związku z tym, ze po rozmowach z mężem ustaliliśmy, ze terminacja i tak nie wchodzi w grę na badania się nie zdecydowaliśmy. Ale była to nasza decyzja, lekarze pozostawili nam wolny wybór.
        • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:31
          > Owszem, tego się uczy, aczkolwiek nie przypuszczam, że gdyby ta kobieta zdecyd
          > owała się na aborcję, to nie byłaby w stanie tego załatwić.

          Ale aborcja to grzech, morderstwo. Wyobraź sobie, że wielu ludziom, którzy się urodzili pod rządami nowej ustawy w ogóle się w takie rozwiązanie w głowie nie mieści. I nie ma znaczenia czy dziecko jest chore czy zdrowe, przecież rodzić należy nawet jeśli poród grozi kobiecie kalectwem czy śmiercią. Kiedyś wystarczył strach, że sobie nie poradzę, żeby dokonać aborcji, teraz jak widać wystarczy taki strach, żeby oddać dziecko. Kiedyś z tą sytuacją radzić musiała sobie kobieta, teraz problem ma kobieta, dziecko, państwo, które się dzieckiem musi zająć, a czasem nawet ojciec.
          • an_ni Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:39
            najgorzej ze dziecko ma z tym problem, narodzone dziecko a nie zlepek komorek
            szczegolnie jesli jest bardzo chore i nie znajduje rodziny adopcyjnej a takich dzieci jest sporo
            fatalne skutki fatalnej ustawy antyaborcyjnej
          • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:45
            Chociaż jestem przeciwna aborcji, to uważam, że to sprawa sumienia każdej kobiety. Mnie nic do tego i mogę mówić tylko o własnych poglądach i podejmowac decyzje za siebie.
            Ustawa aborcyjna dopuszcza przerywanie ciąży w pewnych wypadkach i powinno być to przestrzegane. W przypadku ZD dokonanie aborcji nie jest wcale takie proste i ja o tym wiem.
            W przypadku ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeń płodu byłabym ostatnią osobą, mktóra nawoływałaby do opcji - uródź i oddaj, jeśli już, to zastanów się, czy chcesz urodzić, czy dasz radę wychowywać , a także, czy jesteś gotowa podjąć decyzję o aborcji, czy też nie.
            I tyle.
            • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:54
              > Chociaż jestem przeciwna aborcji, to uważam, że to sprawa sumienia każdej kobi
              > ety. Mnie nic do tego i mogę mówić tylko o własnych poglądach i podejmowac decy
              > zje za siebie.

              Tylko w tym konkretnym kraju to nie jest sprawa sumienia kobiety. To sprawa jakiegoś zbiorowego sumienia (zwłaszcza nie kobiet).
            • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 10:55
              > Chociaż jestem przeciwna aborcji, to uważam, że to sprawa sumienia każdej kobi
              > ety.

              Przypominam, że w naszym kraju aborcja od dłuższego czasu nie jest sprawą sumienia każdej kobiety. Ba! Nawet antykoncepcja nie jest już sprawą sumienia każdego człowieka, tylko kwestią sumienia niektórzy aptekarzy, podobnie jak badania prenatalne są sprawą sumienia niektórych lekarzy, a nie bezpośrednio zainteresowanych.
              • miedzymorze Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:16
                Gdzie w tym wszystkim sa ojcowie tych dzieci i czemu ich nikt nie rozlicza z decyzji ? a może im wygodniej walnąć 'kochanie zdecyduj, bo to Twój problem' ? Szkoda, że autorka nie dotarła do męża "Magdy" i nie zadała mu kilka pytań.
                Kobieta urodziła i chce oddać do adopcji, czyli zrobić _dokładnie_ to do czego nawołuje kościół, a tu takie wiaderko pomyj...
                Jakiś czas temu była głośna historia Angielki, która urodziła upośledzoną dziewczynkę, po czym jej rodzina mało się nie rozpadła, dziewczynka została oddana pod opiekę innej kobiecie i wygląda na to, ze takie rozwiązanie jest najlepsze dla wszystkich. Wbrew temu co pierwsze odruchy emocjonalne podpowiadają.

                Ach, i mam wrażenie, że największą zajadłość budzi, nie to, że oddaje dziecko do adpocji, tylko że zobaczyła na przykładzie koleżanki, że bycie matką chorego dziecka oznacza odstawienie na boczny tor i stwierdziła 'ja w to nie wchodzę'. Czyli ośmieliła się oznajmic : chrzanię cierpiętniczy etos matki-polki.

                pozdr,
                mi

                • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:50
                  miedzymorze napisała:

                  > Gdzie w tym wszystkim sa ojcowie tych dzieci i czemu ich nikt nie rozlicza z de
                  > cyzji ? a może im wygodniej walnąć 'kochanie zdecyduj, bo to Twój problem' ? Sz
                  > koda, że autorka nie dotarła do męża "Magdy" i nie zadała mu kilka pytań.

                  no powiedział przecież, żeby sobie przepracowała problem uncertain
                  Dla mnie to tez znamienne, ze wszyscy piszą o matce, a o ojcu nikt. Nie dość, że zazwyczaj faceci w takich przypadkach uciekają od problemów, zwalają wszystko na kobietę, to jeszcze widać, nawet w tym watku, że wszyscu uwazają to za rzecz normalną. Pisze się tylko o kobiecie, pisałam o tym niżej, nikt się nie odniósł do mojej wypowiedzi, bo w ogolnej swiadomosci dziecko niepełnosprawne to problem kobiety a nie faceta uncertain
                  • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:57
                    >>>Dla mnie to tez znamienne, ze wszyscy piszą o matce, a o ojcu nikt.

                    Iuscogens, dla mnie znamienne jest również, że unika się w tym kontekście mówienia o państwie/kościele, który w takich sytuacjach odbiera kobiecie możliwość jednego z alternatywnych rozwiązań.
                    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:01
                      Hmmm, akurat w tym przypadku aborcja w Polsce jest legalna, nie zauważyłaś??
                      • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:16
                        Legalna czy nie, grzech to śmiertelny i powód do ekskomuniki. Poza tym te malutkie paluszki całe we krwi, to prostu nie do pomyślenia.
                      • olena.s Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:46
                        A nie, tu nie masz tak do końca racji - było troche awantur ze szczególnym uwzględnieniem zespołu Downa, bo dotkniete nim dziecko nie cierpi fizycznego bólu. Były osoby, którym przerwania ciąży w tym wypadku odmawiano, przesuwano, tak by zrobiło się zwyczajnie za późno.
                  • miedzymorze Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:53
                    > no powiedział przecież, żeby sobie przepracowała problem uncertain
                    > Dla mnie to tez znamienne, ze wszyscy piszą o matce, a o ojcu nikt. Nie dość, ż
                    > e zazwyczaj faceci w takich przypadkach uciekają od problemów, zwalają wszystko
                    > na kobietę, to jeszcze widać, nawet w tym watku, że wszyscu uwazają to za rzec
                    > z normalną. Pisze się tylko o kobiecie, pisałam o tym niżej, nikt się nie odnió
                    > sł do mojej wypowiedzi, bo w ogolnej swiadomosci dziecko niepełnosprawne to pro
                    > blem kobiety a nie faceta :

                    I to moim skromnym zdaniem świadczy o tym, że 'Magda' przy postawie 'rób co chcesz' ze strony najbliższego człowieka została brutalnie uświadomiona, że z tym dzieckiem i z wszytkimi problemami jakie postawiłaby przed nią decyzja o zatrzymaniu dziecka zostanie SAMA. Przecież jest nawet napisane, że SAMA weźmie dziecko, karton i zawiezie do domu dziecka. A co w tym czasie będzie robił mąż ?

                    pozdr,
                    mi
                    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:03
                      On to będzie miał głeboko w dupie, najogólniej mówiąc. Dla mnie własnie ten wycofany ojciec z tymi złotymi radami, zostawiający wszystko na barkach kobiety jest najsmutniejszy w tym wszystkim. Jestem ciekawa czy gdyby ona miała 100% wsparcie w tym facecie, gdyby on zachowała sie odpowiedzialnie, a nie zostawił ją samą z problemem to czy decyzja nie byłaby inna??
                      Oby tylko tej pani nie wpadło do glowy dalej się z nim rozmnażać uncertain
              • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:18
                Nie przesadzajmy - wszystkie znane mi osoby, będące ostatnio w ciąży bez problemu zrobiły badania prenatalne, a o durnych aptekarzach to się tylko z netu dowiaduję, bo nie słyszałam żadnej takiej historii na żywo.
                W szczególnych przypadkach aborcja w naszym kraju jest jeszcze na razie legalna, aczkolwiek nie podoba mi się, że kobiety, mające do niej prawo muszą o tom prawo walczyć.
                Natomiast z racji wieku doskonale pamiętam czasy, gdy skrobanka była jedną z popularnych metod antykoncepcyjnych i mówiąc szczerze , wcale mi się to nie podobało. Teraz, z perspektywy czasu - cóż, ich sumienia, ich dzieci, nie moje.
                Teraz jest przegięcie w drugą stronę, co też mi się nie podoba, bo ludzkich sumień się ustawą nie wyreguluje.

                Niestety, znam też przypadki, gdzie usunięcie ciąży, bo była ''nie w porę'', zakończyło się brakiem dzieci wogóle.
                • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:26
                  Tak siedźmy cicho i czekajmy aż będzie jeszcze gorzej.
                • olena.s Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:56
                  W czasach, kiedy skrobanka była metoda antykoncepcji inne metody byłw w ogóle/słabo dostępne. Kobiety miały znacznie mniejszy wybór.
    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:04
      A zauważyłyście, ze znowu cały ciężar jest na kobiecie, facet jest wycofany z dobra radą "Przepracuj temat"? Nie wiem, ja wychodzę z założenia, że facet ma być w takich sytuacjach jak ta kurcze opoka, ma dawać bezwarunkowe wsparcie, a nie uciekać od problemu i dawać złote rady w style "weź se przepracuj temat, a ja spadam" bo do tego de facto się sprowadza jego zachowanie. Ciekawe jaka byłaby decyzja jakby facet był inaczej nastawiony.
      I jeszcze jedno, mam wrażenie, że to ogólnie szerszy problem, życia nie da się zaplanować, na co zda się to całe planowanie jak urodzi się piekne, zdrowe i mądre dziecko i potem zachoruje??A jak partner będzie miał wypadek i stanie się niepełnosprawny?? I co wtedy, tez oddajemy?? Ostatnio był o tym watek, iluzją jest to, że da się wszystko zaplanować.
      • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:10
        Niektóre rzeczy, jednakowoż, da się zaplanować. No chyba, że mieszka się w Polsce.
        • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:14
          Dziecko z ZD się rodzi, prawda?
          • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:16
            Nie rozumiem?
            • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:19
              Źle się podpisałam.
              • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:24
                iuscogens, to a propos tego, że dziecko zawsze może zachorować a małżonek stać się niepełnosprawny. To diametralnie inne sytuacje dla psychiki człowieka.
                • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:29
                  Oczywiscie, że inny, ale czy lżejszy do ogarnięcia z punktu widzenia psychiki?? Wcale nie byłabym taka pewna.
                  • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:31
                    Samo to, że jest "inny" świadczy o zupełnie innej kategorii tej decyzji. Dobrze o tym wiesz.
                    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:44
                      I tu i tu mamy do czynienia z bardzo trudną sytuacją, która burzy nasz dotychczasowy porządek świata, która burzy nasze plany, marzenia, która przewartościowuje nasze dotychczasowe życie. Każda sytuacja z gatunku tych granicznych.
                      • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:54
                        Z tym, że jednej z nich da sie zaradzić dokonując aborcji na wczesnym etapie ciąży.
                      • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:26
                        Bóg wie co robi.
                        Stawia takie suki oddające chore dzieci po to aby jego pokorni wyznawcy mogli się wykazać dobrym uczynkiem i głęboką wiarą adoptując takie dziecko (matki najczęściej zrzekają się praw, przeszkód prawnych zatem nie ma).
                        Bardzo się dziwię czemu nie ma chętnych do adopcji tych zaledwie czterech opisanych w artykule dzieci.
                        A może oburzona dyrektorka domu dziecka wzięłaby takie dziecko do swojej rodziny, albo jeszcze bardziej oburzona profesor Flis smile
                        Dzieci jest czworo starczy dla każdej oburzonej na matkę i jeszcze zostaną dwa dla tutejszych oburzonych forumowiczek.
                  • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:51
                    Gadacie o tej psychice, jakby to miało faktycznie jakieś znaczenie. Psychika kobiety nie ma tu żadnego znaczenia, a wielu ludzi chciałoby nawet, żeby fizyczne zdrowie kobiety przestało stanowić jakikolwiek czynnik wpływu. Aborcję i ewentualne wychowanie dziecka chorego/niechcianego należy rozpatrywać jedynie jako uniwersalny dylemat moralny z pominięciem tak przyziemnych rzeczy jak czyjekolwiek uczucia, zdrowie, życiowa sytuacja.
        • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:17
          Jak mieszkasz za granicą to zaplanujesz, że Ci dziecko/partner/rodzic nigdy poważnie nie zachoruje, nie ulegnie poważnemu wypadkowi?? Uważasz, że zaplanowanie, że nie urodzę chorego dziecka rozwiązuje wszystko?? Badania mogą np. nie wykryć choroby dziecka. To spora naiwność.
          Sama możesz (czego Ci oczywiście nie życzę, to przykład) wpaść pod samochód za trzy dni i zostać sparaliżowana do końca życia i tyle wyjdzie z planowania.
          • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:19
            Napisałam, że niektóre rzeczy da się zaplanować, czy to było mało jasne?
            • foro-estupido Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:35
              Ale ludzie...?!Napisane było , że to dziecko było planowane.
              Do czego to dochodzi, że kiedy dowiaduje się, że dziecko urodzi się chore ona postanawia że go nie chce i go odda.
              Co to jest?rzecz?przedmiot, który można oddac bo się stwierdza"albo nie...albo chorego dziecka to ja nie chcę..."
              Boże mój....w doopach się poprzewracało!!!
              • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:43
                Ale przecież nie usunęła, no... Dziecko żyje i ma szansę na wspaniała rodzinę adopcyjną. Chwalmy Pana!
                • foro-estupido Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:04
                  bri napisała:

                  > Ale przecież nie usunęła, no... Dziecko żyje i ma szansę na wspaniała rodzinę a
                  > dopcyjną.
                  Chwalmy Pana!

                  Hm?odbieram to jako uszczypliwośc...Bardzo tępa... zresztą.
                  • bri Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:12
                    Sorry, starałam się dostosować poziom subtelności do sposobu w jaki Ty wyraziłeś swoją ocenę.
                    • foro-estupido Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:16
                      No tak...zapomniałam,że modnie byc teraz emamą w nic nie wierzącą.
                  • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:16
                    No co Ty suspicious
              • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:43
                Nie, to nie jest ani rzecz, ani przedmiot. I dlatego nie należy tego rozpatrywać tak, ze w "w doopach się poprzewracało".
              • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:51
                Niektórzy po prostu nie piszą się na bycie heroicznym bohaterem. Takie rozpuszczone są jednostki, że raczej wolałyby mieć życie łatwiejsze, niż trudniejsze. Laboga laboga.
              • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 11:53
                Błąd. Planowane było zdrowe, chorego nie było w planach.
                I znowu wracamy do kwestii planowania sobie zycia.
                • foro-estupido Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:02
                  No też to mam na myśli....Wszystkie tak tutaj światowe emamy planowały potomstwo?żadna nie zaliczyła wpadki?każda ma zdrowe dziecko?Co z tego że planuję?Pklanowac to ja mogę wakacje,dziecko w sumie też, ale nie że okazuje się,że dziecko urodzi się chore to go oddaję,bo "nie planowałam miec chorego dziecka".
                • foro-estupido Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:02
                  No też to mam na myśli....Wszystkie tak tutaj światowe emamy planowały potomstwo?żadna nie zaliczyła wpadki?każda ma zdrowe dziecko?Co z tego że planuję?Planowac to ja mogę wakacje(no dziecko w sumie też), ale nie że okazuje się,że dziecko urodzi się chore to go oddaję,bo "nie planowałam miec chorego dziecka".
                  • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:20
                    A zgadzanie się na wszystko, co los przyniesie, to niby taka mądrość? Fajnie sobie wszystko tłumaczyć, jak to w życiu źle i w ogóle, bo los nas kopie po tyłku. Ale jak jest możliwość zaradzenia jakiemuś tam nieszczęściu, to nie - planowanie sobie życie jest takie straszne. Od razu do piekła, bo człowiek ma plany.
                    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:28
                      Oj nie przeinaczaj, nadinterpretujesz az miło, nikt nie mówi o żadnym piekle czy o tłumaczeniu wszystkich niepowodzeń życiowych, ale założenie, że wszystko sobie pięknie w życiu zaplanujesz, piękne dzieci, zdrowie itd jest tak naiwne aż zęby bolą. Poziom realizmu życiowego jak z bajek Disneyowskich.
                      • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:32
                        Nie twierdzę, że się wszystko da zaplanować, ale sam fakt pomyślenia o tym, że człowiekowi może się nie podobać to, co mu los przynosi, jest zaraz traktowane jako naiwność, 'w dupach poprzewracanie' i w ogóle, jak to tak - człowieka spotkało nieszczęście, to niech niesie swój krzyż. Taka cielęca pokora to jest to, nieprawdaż?
                        • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:42
                          Ty co to uważasz za "cielęcą pokorę", ja za świadomość tego, że nie wszystko ode mnie zależy. I nie oznacza to, że nic nie robię i myślę tylko jaki niedobry jest dla mnie los, ale zdaję sobie sprawę, ze może przyjsc taki moment w którym wszystkie moje plany będę mogła sobie głęboko schować, bo nie zaplanuję i zapanuję nad wszystkim. Dziecko może urodzić się zdrowe i zachorować jak będzie miało roczek, mój mąż, który jest okazem zdrowia i nigdy nie choruje może wpaść pod samochód i zastać roślinką (odpukać). i co wtedy?? Cielęca pokora, tak??
                          Trochę tak jak małe dziecko, miało być tak jak sobie wymyśliło i jest inaczej i wielki szok, że jednak nie zawsze jest tak jak sobie postanowiłem.
                          Nie ma nic złego w tym, że się chce mieć zdrowe dzieci, sama takich chce, ale zakładanie, że wszystko ma być tak jak ja chcę to taki życzeniowy sposób widzenia świata, typowy dla dzieci.
                          • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:51
                            Słuchaj, ja naprawdę rozumiem, że nie wszystko da się zaplanować, sama parę razy dostałam od życia po tyłku, ale nadal - z dziecięcym sposobem widzenia świata, odróżniam sytuacje, gdzie mogę coś zrobić od takich, na które nic nie poradzę. Jeśli w badaniach wychodzi, że dziecko będzie chore, to mogę coś z tym zrobić - mogę nie urodzić, mogę urodzić i oddać, mogę się popoświęcać i odstawiać herosa, który sobie ze wszystkim poradzi. Ale wybór jeden i dwa to dziecinna próba planowania sobie życia i negowania tego, co ono przynosi, a co nam nie pasuje. Musi wszystko pasować? Trzeba wszystko przyjmować z uśmiechem na ustach, albo z rezygnacją totalną, bo los tak chciał?
                            • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:19
                              wuika napisała:

                              > Słuchaj, ja naprawdę rozumiem, że nie wszystko da się zaplanować, sama parę raz
                              > y dostałam od życia po tyłku, ale nadal - z dziecięcym sposobem widzenia świata
                              > , odróżniam sytuacje, gdzie mogę coś zrobić od takich, na które nic nie poradzę
                              > . Jeśli w badaniach wychodzi, że dziecko będzie chore, to mogę coś z tym zrobić
                              > - mogę nie urodzić, mogę urodzić i oddać, mogę się popoświęcać i odstawiać her
                              > osa, który sobie ze wszystkim poradzi.


                              tak się zastanawiam, o aborcji piszesz normalnie, o oddaniu tez, za to o wychowaniu dziecka chorego, które zdecydowanie jest najtrudniejsze z tych wszystkich rozwiązań piszesz złosliwie i ironicznie, że to "odstawianie herosa" i że "można się popoświęcać" - powiedzialabym, że to znamienne jest. Chyba nie zdajesz sobie sprawy na czym polega wychowanie dziecka chorego, inaczej takie teksty o odstawianiu herosa nie przeszłyby Ci przez klawiaturę. Do tego, żeby wiedzieć jakie to jest trudne nie trzeba doświadczenia, trochę wyobraźni wystarczy. Więc więcej wyobraźni i wyczucia życzę.
                              • sylwia11022000 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:24
                                polecam książkę Poczwarka
                                Autor: Dorota Terakowska
                                o szoku, o tym jak zmienia się życie i jak trudno zaakceptować nie pasujące do planu -dziecko z Downem
                                na mnie niesamowite wrazenie zrobiła.
                              • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:58
                                Właśnie dla mnie to też jest najtrudniejsze z rozwiązań, dlatego się dziwię, jak można zarzucać chęć pójścia na łatwiznę w przypadku, kiedy są inne opcje. Żadna z nich nie jest łatwa, ani dobra, każda niesie jakieś obciążenie dla psychiki, ale to ostatnie najprawdopodobniej największe. Jak więc można mieć pretensje o próbę ułatwiania sobie życia i nie decydowanie się na coś, co dla większości jest ponad siły. I zarzucanie dziecinnego spojrzenia na świat "bo ja sobie życzę".
                                • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:06
                                  Słownictwo, którym się posługujesz w stosunku do osób, które wychowują dzieci niepełnosprawne wskazuje jednak trochę inne podejście. Czym innym jest pisanie o "najtrudniejszym rozwiązaniu" czym innym tekst o "odstawianiu herosa", który zwraca uwagę, na to, że takie zachowanie jest na pokaz.
                      • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:36
                        Jeżeli rodzisz chore dziecko masz pewność, że jest chore i wiesz jakie są rokowania.
                        Jeżeli rodzisz zdrowe nie ma wielkiego ryzyka (chociaż jakieś tam oczywiście jest), że zachoruje na nieuleczalną chorobę lub zostanie sparaliżowane.
                        Taka różnica.
                        To tak jakbyś się nie dziwiła, że koleżanka wychodzi za mąż za alkoholika i jej tego nie odradzała (nawet gdyby ta sama koleżanka miała do wyboru faceta niepijącego), bo w końcu ten drugi facet niepijący też może zostać alkoholikiem, za rok, dwa lata albo jak straci pracę na przykład.
                        Po co to odradzać kobietom wychodzenie za mąż za alkoholików i damskich bokserów? Przecież potencjalnie każdy obecnie nie będący alkoholikiem spokojny mężczyzna, może za dwa lata albo pięć zacząć pić i używać przemocy, prawda?
                        Tak samo z dzieckiem chorym w momencie narodzin, a dzieckiem zdrowym.
                        W pierwszym przypadku masz pewność, w drugim niezbyt duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości MOŻE mieć ciężki wypadek lub np. nieuleczalnego raka.
                        • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:40
                          Nie może być! Gazetę nam podmienili, albo przyszła ta bardziej kumata osoba odbębniać etat big_grin
                          • hellulah Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:25
                            Prawda?
                  • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:25
                    Przyznaje, w Polsce planowanie nie ma sensu. Już nawet pominę, że tu nawet nie idzie tak naprawdę o planowanie. Można sobie planować, że chore dziecko to będzie żadna przeszkoda i, że będzie ok. A potem...
                    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:34
                      No ale chore dziecko w innych krajach to już przeszkoda/trudność nie jest?? W innych krajach nagle nie ma obciążenia psychicznego/finansowego/organizacyjnego związanego z wychowaniem takiego dziecka??
                      Ja sama wiem dobrze jak wygląda w naszym kraju pomoc dla osob niepełnosprawnych i ich rodzin, jest no cóż, zenująca to chyba dobre słowo, ale nie sądzę, żeby w innych krajach był cud, miód i orzeszki. Pewnie jest lepiej, ale nie ma co udawać, że wszstkie problemy znikają.
                      Chyba, że Tobie chodziło o zaplanowanie aborcji chorego dziecka?? To w Polsce jest legalne, takie aborcje się odbywaja przecież, znam osobę, która niedawno takiej aborcji dokonała. Mogłam nie zrozumieć, chora jestem smile
                      • kropkacom Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:41
                        Wiem, że mieszkasz z chorą siostrą. Tak, nigdzie nie jet cud, miód i orzeszki. Bywa jednak lepiej, a to już coś. Aborcja gwarantowana przepisami, nie jest prosta w Polsce. I jest masa przykładów, które to potwierdzą. Oczywiście są ludzie, którym się ta sztuka udała.
                        • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:59
                          No pewnie, że bywa lepiej, ale jak widać na przykładzie tego artykułu, że kwestie finansowe i organizacyjne (a te się wiążą z pieniedzmi jednak) to nie wszystko. Tutaj państwo mieli pieniadze, większa pomoc finansowa ze strony państwa by im raczej nie pomogła, szkoły specjalne na poziomie podstawowym, gimnazjalnym i ponadgimnazjalnym są, WTZ też są. Takim osobom jak państwo z artykuły (bo będę się upierać, ze to nie tylko sprawa matki) nie jest potrzebna taka pomoc, jak ktoś nie jest w stanie poradzić sobie psychicznie z posiadaniem chorego dziecka to niezależnie gdzie mieszkają, decyzja bedzie taka sama.
                          Ile jest rodziców, którzy na siłe wpychaja uposledzone dzieci do masowych przedszkoli, szkoł, bo się są w stanie zrozumieć, że ich dzieci sa upośledzone?? Za dużo na pewno.
                  • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:31
                    Ja się przyznam. Zaliczyłam wpadkę z drugim dzieckiem w tak niefortunnym momencie, że ryzykowałam swoim życiem oraz życiem dziecka, bo według prognoz mogam donosić jedynie skrajnego wcześniaka. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze , ale nigdy, mimo ogromnego strachu nie brałam pod uwagę aborcji. Nie mówiąc już o oddaniu dziecka.
                    Syn jest zdrowym, wspaniałym 16- latkiem.
                    Jednocześnie ten poród pozbawił mnie możliwości posiadania kolejnych dzieci i nagle, z wiekiem, naszła mnie taka refleksja. Mam 40 lat, gdybym teraz, cudem jakimś zaszła w ciążę, to bym badania prenatalne zrobiła. Pewnie ich wynik nic by nie zmienił, ale jaki paradoks...
                    Właśnie teraz mogłabym wyjeżdżać z potępiającymi hasłami. A życie ( i to wyłącznie z obserwacji) nauczyło mnie trochę pokory w ocenianiu innych.
                    • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:47
                      azile.oli napisała:

                      > ,Mam 40 lat, gdybym teraz, cudem j
                      > akimś zaszła w ciążę, to bym badania prenatalne zrobiła. Pewnie ich wynik nic b
                      > y nie zmienił, ale jaki paradoks...

                      chyba nie paradoks, ja też jesli zajdę w ciąże będę robić badania prenatalne, niby jeszcze młoda jestem, ale mam obciązenia gentyczne w rodzinie. I o ile znam siebie to nie podjęłabym decyzji o aborcji chorego dziecka, to czekanie do porodu żeby sie dowiedzieć czy dziecko zdrowe czy nie, to byłby zbyt duży stres.
                      • azile.oli Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:01
                        Oczywiście, że u mnie decydującą rolę odgrywa wiek, ale przy starszych dzieciach nawet mi do głowy nie przyszło, bo wiedziałam, że i tak urodzę. Oczywiście miałam nadzieję, że będą zdrowe, ale pewności przecież nie było. Po prostu aborcja odpadała wogóle jako taka, mimo, że w drugiej ciąży mi ją proponowano. Ale wychodziłam z założenia, że każde poczęte przeze mnie dziecko ma prawo do życia, niezależnie od kolejności jego narodzin. Niby nic się nie zmieniło, badania bym teraz zrobiła ze względu na wiek i spokój, ale kto wie, co bym tak naprawdę zrobiła, gdyby wyszłyn źle? Nie wiem, naprawdę, piszę szczerze, że teraz, po tylu latach nie wiem.
                • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:18
                  Co jest złego w planowaniu sobie życia? Czy jedyną dopuszczalną metodą na przejście życia jest branie tego, co akurat oferuje? Nie można niczego założyć, zaplanować, starać się dostosować świat i życie do siebie, a nie naokoło? I nie pytam tylko w tej jednej kwestii, ale tak ogólnie. Dlaczego tak chwalona jest pokora - przyjmowanie, co los przyniósł, choćby nie wiem, jak było ciężko, zamiast postawienia się i pokazania, że tak, że człowiek ma wpływ na swoje życie. Dlaczego brak zgody na to, co nas czasem spotyka jest tak negowane - bo ludziom się w dupach poprzewracało i mają czelność sobie planować życie.
                  • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:23
                    To nie jest złe, to jest naiwne.
                    • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:29
                      Dlatego ja nie planuję nawet wizyty u dentysty, a bo ja wiem co mnie może spotkać choćby jutro?Umówię się a tu mnie przejedzie samochód a dentysta będzie na mnie czekał godzinę.
                      Dlatego nie chadzam do denstysty, z tego samego powodu do innych lekarzy też nie.
                      Coś ostatnie miesiące pobolewa mnie w brzuchu a zęby zostały mi ledwie trzy.
                      Ale nie będę chodzić do lekarzy, wizytę trzeba zaplanować a jeżeli wyjdę dziś na ulicę może mnie samochód przejechać albo chuligani zatłuc na śmierć.
                      Nie ma co planować.
                      • foro-estupido Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:42
                        Gazeta..nie chodzi o planowanie wyjścia do lekarza..nie chodzi o planowanie wakacji...Takie rzeczy to normalne, że się planuje,chocby dlatego,że bez zapisania się wczesniej do dentysty się raczej nie dostaniesz...
                        Rozumiem planowanie życia...rodziny,ale nie jeżeli planuję zajśc w ciążę,zachodzę i okazuje się, że będę miała chore dziecko to "odrzucam" je,bo nie pasuje to mojego planu życia.
                        • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:49
                          Można też tego dziecka nie mieć - ale przecież aborcja to też pójście na łatwiznę. W końcu los nam dał takie dziecko i już.
                          • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:06
                            No co do tego, że aborcja jest łatwiejsza niż wychowywanie przez całe życie chorego dziecka chyba się zgodzimy, prawda??
                            • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:13
                              Jak się kobiecie wmówi, że popełnia nie wiadomo jaką zbrodnię, zdołuje na pół życia, to pewnie łatwiej jest nieść krzyż Matki-Polki, która sobie ze wszystkim poradzi.
                              A tak na serio - oczywiście, że jest łatwiejsze. I co w związku z tym? Zachowania łatwiejsze są z góry skazane na posiadanie łatki "dziecinności" i niegodne stosowania? Zawsze sobie utrudniasz życie, jak tylko można, żeby mieć pod górkę? Nigdy nie korzystasz z pomocy, nigdy nie podejmowałaś decyzji, których uzasadnieniem nie będzie nic głębszego niż "tak mi będzie łatwiej".
                              • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:27
                                wuika napisała:

                                > Jak się kobiecie wmówi, że popełnia nie wiadomo jaką zbrodnię, zdołuje na pół ż
                                > ycia, to pewnie łatwiej jest nieść krzyż Matki-Polki, która sobie ze wszystkim
                                > poradzi.

                                Nie wiesz o czym piszesz, był już tekst o "odstawianiu herosa", teraz mamy krzyż Matkę-Polkę - widać, że masz jakieś ale do osób, które wybierają inaczej niż ty byś chciała, niemniej lepiej byłoby, żebyś swoje uprzedzenia do "Matek-Polek", które "odstawiają herosów" i mogą się "popoświęcać" zachować do siebie a nie chwalić się przed całym forum swoim prymitywnym podejściem.


                                > A tak na serio - oczywiście, że jest łatwiejsze. I co w związku z tym? Zachowan
                                > ia łatwiejsze są z góry skazane na posiadanie łatki "dziecinności" i niegodne s
                                > tosowania? Zawsze sobie utrudniasz życie, jak tylko można, żeby mieć pod górkę?
                                > Nigdy nie korzystasz z pomocy, nigdy nie podejmowałaś decyzji, których uzasadn
                                > ieniem nie będzie nic głębszego niż "tak mi będzie łatwiej".

                                Po prostu sa w życiu sytuacje, w których nie zawsze wybiera się to co najłatwiejsze, i nie oznacza to celowego utrudniania sobie zycia, żeby móc sie potem starżyć, choć podejrzewam, ze osoba, która wychowanie chorego dziecka rozpatruje w kontekscie "odtsawiania herosa" może mieć problem, żeby to zrozumieć.
                                • jowita771 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:31
                                  > Po prostu sa w życiu sytuacje, w których nie zawsze wybiera się to co najłatwie
                                  > jsze,

                                  Są sytuacje, w których niektórzy nie wybierają tego, co najłatwiejsze, co nie znaczy, że ktoś inny nie może tak wybrać, bo to będzie złe. Nie będzie. Każdy ma prawo do własnej decyzji. Ja lubię sobie ułatwiać życie i nie widzę w tym nic nagannego.
                                  • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:37
                                    Wybierać to możesz co chcesz, mi nic do tego. Ja tez lubię ułatwiać sobie zycie, nie mam charakteru siłaczki, ale to nie zmienia faktu, że sa takie sytuacje, w których stosowanie kryterium tego co dla mnie najłatwiejsze wcale nie jest najlepsze, np. wtedy gdy wchodzi w grę druga osoba. Nie zawsze to co dla mnie najbardziej wygodne, to co mi ułatwi zycie, bedzie najlepsze dla innych.
                                    • claudel6 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:34
                                      Kwestia jest w tym, ze dla Ciebie i dla mnie (oraz pewnie kilku tu kobiet) ta druga osoba, z którą – zgadzamy się – trzeba się liczyć - zaczyna się w zupełnie innym momencie. Dla mnie druga osoba to dziecko, które może samodzielnie żyć – i powoływanie go na świat TYLKO po to, by oddać jest strasznym okrucieństwem.
                                      Te wszystkie banialuki o adopcji jako najlepszym wyjściu mogą pleść tylko te osoby, które nie maja podstawowej wiedzy o rozwoju dziecka we wczesnym okresie (brak matki na tym etapie zostawia nieodwracalne ślady w mózgu, neurologiczne).
                                      Dla Ciebie druga osoba to ten zlepek komórek, które de facto dopiero kiedyś moze stać się jednostką ludzką. Więc jeśli Ty się liczysz z tym zlepkiem komórek tak bardzo jakby to była juz istota ludzka (nie tylko jej potencjał) to w Twoim świecie urodzenie dziecka i oddanie go to dobry uczynek, bo samo ‘urodzenie’ jest tutaj najważniejsze na świecie, reszta nie ma już aż takiego znaczenia. W moim świecie – zrobienie tego, gdy ma się wybór aborcji (a w przypadku dzieci upośledzonych przynajmniej teoretycznie ma się ten wybór) – to jest niezrozumiałe okrucieństwo.
                                      Widzisz, ten sam czyn, a oceniany na dwóch różnych biegunach
                                    • franczii Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 18:23
                                      Ja w ogole bym nie nazwala tego latwym czy trudnym wyborem. Dla mnie jest to wybor z kategorii najmniejsze zlo. Nie urodzilabym dziecka z powazna genetyczna wada. Ale nie jest to po to zeby ulatwic sobie zycie, po to zeby miec wygodniej. Jest to po prostu zdecydowanie sie na najmniejsze zlo w moim przekonaniu.
                                • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:04
                                  Nie mam pretensje do cudzych decyzji - chcą, niech się męczą lub nie męczą. Jeśli ktoś nie uznaje aborcji, to jeśli trafi mu się chore dziecko, niech je wychowuje. Nie każę usuwać ciąży, bo jest z nią problem, nie każę oddawać dzieci do domów dziecka, bo są chore, ale uważam za duże nadużycie zarzucanie dziecinnego sposobu postrzegania świata osobom, które nie poszły najtrudniejszą drogą. Nie jesteśmy niewolnikami jedynego słusznego światopoglądu, wg. którego nie można sobie pozwalać na ułatwianie życia.
                    • wuika Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:30
                      Nie twierdzę, że można zaplanować wszystko. Nie wszystkim dziwnym rzeczom da się zapobiec. Ale dlaczego sam fakt planowania sobie tego, czy tamtego jest aż takie złe? Nie mam prawa do tego, żeby chcieć, aby moje dzieci były zdrowe i pojawiły się w momencie, który mi najbardziej pasuje? Nie wszystko da się wszystko ponaprawiać, czy poodkręcać, jeśli 'życie' się uprze, ale odbierania sobie prawa do jakiegokolwiek planowania i naginania rzeczywistości do tego, co JA chcę, to dopiero uważam za naiwność.
          • franczii Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 18:00
            Wszystkiego sie zaplanowac i uniknac nie da ale to nie znaczy, ze trzeba zupelnie z planowania zrezygnowac i nie planowac tego co sie zaplanowac da i nie unikac tego czego sie uniknac da.
      • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:18
        Masz rację, facet też powinien się wykazać, ale w sytuacji gdy wszelakie statystyki trąbią, że Panowie których żony urodziły (i nie oddały) chore dziecko w zdecydowanej większości przypadków odchodzą od takich żon maksymalnie do 10lat to kobieta głównie powinna decydować czy chce wychowywać czy oddać, bo Pan jej powie "wychowujemy" a potem kopnie w dupę jak "sytuacja go przerośnie" i w dodatku nikt mu nie będzie czynił większych zarzutów, że olał chore dziecko ( w odróżnieniu od matki, która w sytuacji olania chorego dziecka zawsze będzie społeczną suką).
    • edelstein Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:17
      Gdzie sa ci co tak wrzeszcza na temat obrony zycia poczetego?potrafia tylko jazgotac,zabraniac,a jak dzieci uposledzone w kolejce czekaja do adopcji to ich nie ma.Dlaczego kobieta,ktora odda chore dziecko jest gorsza od tej,ktore odda zdrowe?i to dziecko i to dziecko sa zyciem poczetym.Jak zabronia aborcji calkowicie to ci ktorych nie bedzie stac na wyjazd za granice lub na zabieg w podziemiu zapelnia domy dziecka potomstwem o niklej mozliwosci adoptowania.Z reszta juz teraz ciezko znalezc chetnego lekarza,ktory panstwowo dokona aborcji.
      Dla mnie mniekszym zlem jest aborcja niz skazanie dziecka na bardzo mozliwa tulaczke po domach dziecka i opieki.
      Panstwo nie powinno ingerowac w rozmnazanie kogokolwiek i mam nieodparte wrazenie,ze te ktore oddaja uposledzone dzieci przeszly pranie mozgu za pomoca ksiezy i prolifowcow.
      • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:19
        Jak to gdzie? Kolejną wystawkę dotyczącą życia poczętego robią.
        Dzieciak z ZD? A po co to komu... Przecież już się urodził tongue_out
        • kolpik124 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:50
          O co ci chodzi gościu?
    • mynia_pynia Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 12:22
      Pod tym artykułem ktoś ładnie napisał.
      'Obym nigdy nie musiała wybierać.'
    • atowlasnieja Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 13:18
      na forum ABORCJA (zaglądam tam z niezdrowej ciekawości) kobieta prosiła o namiary na klinikę gdzie mogłaby spokojnie dokonać aborcji
      forum.gazeta.pl/forum/w,20823,123401649,123401649,Gdzie_przerwac_ciaze_w_KRAKOWIE_Wada_genetyczna.html
      rzućcie któraś linki tej dyskusji i artykułu paniom prolajferkom bo mnie zabanowały.
      • marychna31 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 16:00
        Przecież to forum pfolifeowskie. trudno taki post traktować inaczej niż prowokację. To tak jak pytać o to gdzie kupić mięso na forum dla wegetarian albo po ile sa bilety na walki psów na forum dla miłośników zwierząt.
        • turzyca Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 11:20
          marychna31 napisała:

          > Przecież to forum pfolifeowskie.

          Ma dosyc zwodniczy tytul...
    • claudel6 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 14:48
      Kiedy czytałam ten artykuł to pomyślałam o tym: to jest właśnie efekt ustawy antyaborcyjnej. Proszę, ustawa wpłynęła na świadomość, zmieniła moralność. Brawo, możecie odtrąbić sukces! Oto lepiej jest dziecko urodzić i porzucić, skazując je z 90% na życie w DD, chorobę sierocą i brak najważniejszej miłości, jaka jest potrzebna człowiekowi, by był zdrowy psychicznie – niż dokonać aborcji. Aborcji sobie pani z artykułu nie wyobraża, bo ktoś ja przez te wszystkie lata skutecznie przekonał, że jest to prawdziwe morderstwo i najgorsze zło.
      No a własne dziecko zostawić i skazać na straszny los, to już nie tak bardzo, w każdym razie na tej katolickiej wadze przewin i grzechów jest daleko lżejsze niż straszna aborcja.

      Nigdy nie zrozumiem, jak można było zafundować nam tak okrutne rozwiązanie i wycierać sobie przy tym buzię chrześcijaństwem i miłością bliźniego. Życzę tym wszystkim katolikom, by zgodnie z obietnicą im daną Chrystus ponownie zstąpil na ziemię i zrobił im dzień sądny adekwatnie do cierpienia, które zafundowali swoim bliźnim, przedkładając dogmaty nad człowieka.

      • olena.s Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 16:09
        Niestety masz rację.
    • martishia7 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 16:18
      Dziwię się, że kogokolwiek to dziwi, że są takie przypadki. Muszą być. przyroda nie znosi próżni.



    • atowlasnieja Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 16:41
      Co dziwi szanowną dyrektorkę bidula? Że za komuny kobiety zabierały swój "skarb" do domu? Owszem, KOBIETY zabierały bo faceci w 95% "nie dają rady" i dają nogę z tak "szczęśliwego domu". Więc teraz kobiety patrzą prawdzie w oczy i są świadome tego czego nie są świadomi faceci którzy najpierw plotą "damy radę" a potem dają nogę...

      Bo faceci to biedne miśki i mają prawo porzucić kalekie potomstwo a kobiety które się na to zdecydują to wyrodne suki somm.
    • purpurowa_komnata Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 16:58
      Ja nie wiem czym Wy się tak bulwersujecie.
      Ogromna ilość ojców odchodzi od żony i swojego chorego dziecka. To przecież "normalne".
      A jak robi to samo matka- to jest ta najgorsza....
      Wiem o czym piszę. Mam w rodzinie przypadek niepełnosprawnego, bardzo chorego dziecka i uwaga: ojciec owego dziecka jest traktowany przez obcych jakby był aniołem- bo nie uciekł przed odpowiedzialnością- nie odszedł od żony. O jego żonie już nic takiego nie mówią- a to na jej barkach jest jakieś 95% opieki nad dzieckiem....
      • triss_merigold6 Nie bulwersuję się 20.10.11, 18:33
        Ja się akurat nie bulwersuję, powszechnie wiadomo, że upośledzone dzieci mają tylko matki.
        Jeśli faktycznie wzrasta liczba dzieci z ZD w domach małego dziecka to jest to skutek działalności KK i demonizacji aborcji i badań prenatalnych. Ludzie nie chcą - i trudno im się dziwić - ciężko genetycznie upośledzonych dzieci, a jednocześnie panny miały kodowane, że aborcja to samo zło, grzech śmiertelny etc.
        Nigdy nie ukrywałam, że w obu ciążach robiłam amniopunkcję po to, żeby zminimalizować ryzyko urodzenia dziecka z wadą. Gdyby badania wykazały ZD to ciąża zostałaby usunięta albo w kraju albo, w razie konieczności, za granicą.
        Natomiast urodzenie upośledzonego dziecka z zamiarem oddania go, uważam za okrucieństwo.
        • aandzia43 Re: Nie bulwersuję się 21.10.11, 15:48
          > Natomiast urodzenie upośledzonego dziecka z zamiarem oddania go, uważam za okru
          > cieństwo.

          Też tak uważam. Jak to panna powiedziała: "chore też ma prawo żyć"? Laska zapomniała, że jeśli daje mu prawo do życia, to powinna zapewnić w pakiecie prawo do rzetelnej opieki i miłości do końca jego dni. Jakaś posrana logika dopada ludzi.
          • kropkacom Re: Nie bulwersuję się 21.10.11, 15:51
            Powinna? Grunt, że skrobanki nie było. Tego uczą się wasze dzieci miedzy innymi na religii. Zawsze można oddać...
            • purpurowa_komnata Re: Nie bulwersuję się 21.10.11, 17:57
              Zawsze można oddać...
              Bo każdy mówi o zdrowym dziecku w domyśle.

              Poza tym- gdyby państwo dawało wysokie dodatki dla rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi i zapewniało rodzicowi, który się takim dzieckiem opiekuje emeryturę- byłoby łatwiej.
              A w polskiej rzeczywistości niepełnosprawne, chore dziecko równa się bardzo często bieda...

              Nie jestem za rozdawnictwem zasiłków.
              Powinny być czasowe i krótkotrwałe. Wyjątek to ten powyżej oraz dla osób, które są na tyle chore,że nie są w stanie pracować....
              • kropkacom Re: Nie bulwersuję się 21.10.11, 18:14
                > Zawsze można oddać...
                > Bo każdy mówi o zdrowym dziecku w domyśle.

                Ja nie wiedziałam co każdy mówi w domyślę. Zresztą właściwie skąd ten wniosek?
                • purpurowa_komnata Re: Nie bulwersuję się 21.10.11, 19:06
                  To o tych katolickich materiałach,ze można oddać do adopcji. Jest tam nowa mama i tata-a dziecko bez oznak niepełnosprawności fizycznej czy ZD. No cud , miód.
      • atowlasnieja Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 20:00
        Mnie bulwersuje to o czym ty piszesz: że facetowi wolno dać dyla a kobiecie nie. W WO był list nauczycielki z prywatnej szkoły integracyjnej... Szkoła droga, ojcowie na stanowiskach płacili czesne ale z żoną i dzieckiem (upośledzonym) mieszkali nieliczni.
        • purpurowa_komnata Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 20:06
          Chodzi o to, że się stosuje podwójną moralność- i jeżeli chodzi o mężczyzn więcej im się wybacza. W skrócie oczekuje się od matki,ze będzie kochała dziecko za to ,że jest, a ojciec jest w lepszej sytuacji bo kocha za to jakie dziecko jest- i to generalnie ludziom starcza.
          • purpurowa_komnata Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 20:14
            życie jest brutalne- i raczej nikt nie pragnie, żeby jego dziecko miało poważne deficyty, czy było niepełnosprawne- traktowane jest często niestety jako "wybrakowany towar"...
            przypomniała mi się historia bliźniaczek syjamskich: Darii i Olgi. Ojciec opuścił rodzinę, bo bo biedaczka przerosło życie z chorymi dziećmi. Ale uwaga jak się udało rozdzielenie i powiodło leczenie- to ten pan chciał wrócić- tylko żona już taka skora nie była.,,,
            Ja bym nie potrafiła już takiemu człowiekowi zaufać- nigdy
            • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 22:44
              Tak sobie myślę, że facet, który w zwiazku z oddaniem swojego chorego dziecka miał tylko radę dla partnerki, żeby przepracowała temat, absolutnie się na ojca/zyciowego parnera nie nadaje, bo tak jak teraz uciekł od odpowiedzialności tak samo pewnie ucieknie w innym trudnych sytuacjach zyciowych. Ciekawe jest to, że on nie musiał przepracowywać tematu, jemu to zwisało uncertain
        • iuscogens Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 22:39
          No właśnie jest takie przyzwolenie społeczne, że facet może. Tak samo jak jest przyzwolenie na facetów nie płacących alimentów, albo płacących grosze. Ale trzeba jakoś reagować, presja społeczna jest w stanie wiele zmienić. Nosz kurde to są też ich dzieci uncertain
          Ja sie cały czas zastanawiam czy jakby facet powiedział twardo, ja sie zajmę dzieckiem, najwyżej będę samotnym ojcem, to czy ta kobieta by nie zmieniła zdania??
          Mamy hmmm deficyt facetów, tylko jacyś mentalni chłopcy do okoła ;/
      • gazeta_mi_placi Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 21:01
        Przykre, ale prawdziwe.
        Ale to samo dotyczy samotnego macierzyństwa, samotna matka jest inaczej traktowana niż ojciec który samotnie wychowuje dziecko.
    • cherry.coke Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 22:17
      Typowy durnowaty artykul z Wyborczej, z teza, zapewne wyssany z palca co najmniej w polowie. Dziwi jedynie, ze teza jest inna niz zwykle.

      Kobieta (i nieobecny duchem partner) dokonali wyboru jakiego dokonali. Natomiast artykul pieknie na tej podstawie wywodzi, ze wszyscy oddajace chore dzieci do adopcji robia to z korpoznieczulicy, bo przeciez troje takich dzieci to nie moze byc przypadek, a dyrektorka najpierw mowi, ze nie bedzie generalizowac, a potem smialo generalizuje. Pani z domu ma czworke dzieci z ZD pod opieka, zamiast dwoch, i to juz swiadczy o masowej znieczulicy, bo czynniki takie jak utrudnienia w aborcji lub na przykladny opoznianie rodzenia ze wzgledu na brak warunkow nie zasluguja juz na uwage, zapewne jako zbyt prozaiczne. Znieczulica jest ciekawsza.

      I teraz chcesz kobieto oddac dziecko do adopcji, to jestes znaczy ostatnia sucza. Bo skoro te oddajace chore dzieci to sucze, to co mowic o takiej oddajacej zdrowe. Faceci oczywiscie nieobecni, ich sie nikt nie czepnie, oni z brzuchem nie chodza.

      Maja jeszcze w tej Wyborczej jakichs redaktorow czy dziennikarze sami sie juz redaguja?...
      • purpurowa_komnata Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 22:27
        > I teraz chcesz kobieto oddac dziecko do adopcji, to jestes znaczy ostatnia sucz
        > a. Bo skoro te oddajace chore dzieci to sucze, to co mowic o takiej oddajacej z
        > drowe. Faceci oczywiscie nieobecni, ich sie nikt nie czepnie, oni z brzuchem ni
        > e chodza.

        Nie tu jest mowa o tym : jak ona mogła porzucić CHORE DZIECKO- czyli niepełnowartościowe przecież ona ma pieniądze i nie robi tego z biedy.
        Ojciec jak zwykle rozgrzeszony....
    • purpurowa_komnata Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 22:31
      Czyli w skrócie: jak ona mogła pozbyć się problemu- ma chore dziecko to dlaczego się nim sama nie zajmie, ma pieniądze , stać ją.....
      gdyby oddała zdrowe? ok. chętni są...byłaby tylko obwołana idiotką co nie myśli...
    • inguszetia_2006 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 22:36
      Witam,
      Trudny temat. Jako matka zdrowej, przaśnej blondyny, nie chce sie wymądrzać. Sądzę jednakowoż, że chore dziecko urodziłabym i kochałabym na zbój. I nie oddałabym za Chiny Ludowe, bo to byłoby moje ukochane maleństwo.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • mruwa9 Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 20.10.11, 23:30
        inguszetia_2006 napisała:

        > . Są
        > dzę jednakowoż, że chore dziecko urodziłabym i kochałabym na zbój. I nie oddała
        > bym za Chiny Ludowe, bo to byłoby moje ukochane maleństwo.



        Bo to jest zdrowa, naturalna reakcja doroslej, dojrzalej do rodzicielstwa osoby. W artykule nie ma o takich osobach mowy, sa tylko goovniary ze skrajnie egoistycznym i hedonistycznym nastawieniem do zycia- ma byc latwo i przyjemnie. Zero odpowiedzialnosci za podejmowane decyzje. Nie mam dla takich decyzji zrozumienia. Choc tym dzieciom byc moze rzeczywiscie lepiej bedzie z dala od swoich biologicznych matek. Tylko bez zludzen, ze ktokolwiek w Polsce zechce je adoptowac. Oby znalazy sie dobre rodziny za granica.
        • bi_scotti Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 00:25
          Moje uwagi takie:
          * Triss ma racje - urodzic chore dziecko ze swiadomym planem, ze sie go nie bedzie wychowywac to skrajne okrucienstwo.
          * Argument bohaterki artykulu, ze dzieci z Down Syndrom "tez maja prawo zyc" jest co najmniej pokretny i brzmi wybitnie nieszczerze w kontekscie jej braku zainteresowania owym zyciem.
          * W krajach (lacznie z PL), w ktorych spoleczne zrozumienie i wsparcie dla rodzin z "innymi" dziecmi jest wciaz ograniczone (znikome?) na pewno trudniej jest sie zdecydowac na urodzenie i wychowywanie dziecka z jakimkolwiek syndromem ALE ... Triss ma racje jak wyzej!
          * Ja jestem staroswiecka w kwestii decyzji o utrzymaniu/przerwaniu ciazy - to jest decyzja kobiety: moj brzuch = moja odpowiedzialnosc ALE w momencie gdy decyzja zapada, ze dziecko bedzie, facet nie moze miec odpuszczone, bo w kreacji bral udzial. Niemniej haslo partnera tej Magdy z artykulu (przepracuj sobie ten temat) odbieram nie jako jego olew sprawy a wlasnie szacunek dla jej wyboru ze wskazaniem "moze jednak powinnas usunac skoro nie chcesz zebysmy je wychowywali". Watpliwosci na korzysc "oskarzonego" wink
          * Uwazam artykul za tendencyjny i nieuczciwy - research (jesli w ogole jakis byl!) zrobiony po lebkach, bez faktycznych/uczciwych/udokomentowanych liczby; oparcie sie na jednej rozmowie z kobieta, ktora nie chce podac nawet swojego prawdziwego imienia budzi podejrzenia o duza obcierke o fiction, ale moze ja sie czepiam ... uncertain
          • cherry.coke Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 01:21
            bi_scotti napisała:

            > * Uwazam artykul za tendencyjny i nieuczciwy - research (jesli w ogole jakis by
            > l!) zrobiony po lebkach, bez faktycznych/uczciwych/udokomentowanych liczby; opa
            > rcie sie na jednej rozmowie z kobieta, ktora nie chce podac nawet swojego prawd
            > ziwego imienia budzi podejrzenia o duza obcierke o fiction, ale moze ja sie cze
            > piam ... uncertain

            Moim zdaniem nie czepiasz sie, juz od paru lat zauwazam taka jakas dziwna tendencje w "zyciowych" artykulach GW, a szczegolnie Wysokich Obcasow, lacznie z listami. Jakby ktos uslyszal gdzies jakas miejska legende czy tez historie pociotka kolezanki, a nastepnie domalowal do tego sztuczna bohaterke czy bohatera i wymyslil im kolegow, gdzies tam dokonujac jakiegos grubego szycia z rzeczywistoscia. Wszystko napisane charakterystycznie pindziowatym stylem "jak sobie stazystka Justynka o ambicjach reporterskich wyobraza dom dziecka/zycie w korporacji/konsumpcjonizm/molestowanie/ekologie" itp.
          • franczii Re: Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę... 21.10.11, 07:51
            * Triss ma racje - urodzic chore dziecko ze swiadomym planem, ze sie go nie bed
            > zie wychowywac to skrajne okrucienstwo

            Podpisuje sie.
    • bezpocztyonline A gdzie w tym wszystkim jest dziecko? 21.10.11, 08:47
      Obczytałam całą dyskusję, ale widzę, że nikt w tym wszystkim nie widzi dziecka.
      "Czego oko nie widzi, tego sercu nie żal".
      Mamusia oddała, to przecież problem nie istnieje, prawda?

      Istnieje. Cały czas istnieje.

      Dziecko żyje i ma takie same problemy, takie same potrzeby, tylko nikogo, kto by się nim od serca zajął. Będzie popychadłem w domu dziecka, będzie obiektem agresji i niechęci innych dzieci, które muszą na kimś swoje frustracje wyładować, będzie bezbronne, nikt poważnie nie zadba o to, by je do w miarę samodzielnego życia przygotować. Będzie cierpiało znacznie bardziej, niż gdyby mieszkało w domu z mamusią nie zapraszaną na imprezy do koleżanek.

      Ale mamusię to przecież nie obchodzi. Tatusia zresztą też nie.
      • claudel6 Re: A gdzie w tym wszystkim jest dziecko? 21.10.11, 09:40
        >Będzie cierpiało znacznie bardziej, niż gdyby mieszkało w d
        > omu z mamusią nie zapraszaną na imprezy do koleżanek.

        Nie można oczekiwać od każdego, ze będzie w stanie kochac i wychowywać upośledzone dziecko, że będzie w tym szczęśliwy. Dlatego podtrzymuję to co napisałam wcześniej – dla tego dziecka zdecydowanie lepiej gdyby się nie urodziło w ogóle. Urodzenie go i oddanie to egoizm i okrucieństwo. I to najgorszego typu egoizm – dla podtrzymania uczucia, że sie jest takim moralnym i prawym (nie dokonało sie aborcji), skazujemy drugiego człowieka na życie pełne cierpień.
        • claudel6 Re: A gdzie w tym wszystkim jest dziecko? 21.10.11, 09:40
          drugiego człowieka - własne dziecko!
        • bezpocztyonline Re: A gdzie w tym wszystkim jest dziecko? 21.10.11, 10:31
          claudel6 napisała:


          > Nie można oczekiwać od każdego, ze będzie w stanie kochac i wychowywać upośledz
          > one dziecko, że będzie w tym szczęśliwy.

          A kto powiedział, że obowiązkowo każdy ma być szczęśliwy?
          "Life is brutal and full of zasadzkas".

          Skoro się zdecydowało na dziecko, skoro się świadomie zdecydowało na urodzenie chorego dziecka, to wypadałoby zrobić wszystko, co możliwe, by to dziecko miało w miarę szczęśliwe dzieciństwo i wszystko, co możliwe, by mogło w przyszłości jakoś funkcjonować w społeczeństwie.

          > Dlatego podtrzymuję to co napisałam wc
          > ześniej – dla tego dziecka zdecydowanie lepiej gdyby się nie urodziło w o
          > góle. Urodzenie go i oddanie to egoizm i okrucieństwo. I to najgorszego typu eg
          > oizm – dla podtrzymania uczucia, że sie jest takim moralnym i prawym (nie
          > dokonało sie aborcji), skazujemy drugiego człowieka na życie pełne cierpień.

          A tutaj się z tobą zgodzę.
          • atowlasnieja Re: A gdzie w tym wszystkim jest dziecko? 21.10.11, 11:38
            ktoś po prostu usunął tej kobiecie "jaja".
            To był ktoś kto odkąd poszła na religię, na długo zanim zrozumiała znaczenie słowa "sex" wbijał jej do główki "aborcja jest zła" "jak jest ciąża to jest już dziecko, więc zabić go nie można ale jeśli uważasz, że nie podołasz oddaj. Tylko nie zabijaj!"

            Co wy chcecie?
            • franczii Re: A gdzie w tym wszystkim jest dziecko? 21.10.11, 13:34
              > ktoś po prostu usunął tej kobiecie "jaja".
              > To był ktoś kto odkąd poszła na religię, na długo zanim zrozumiała znaczenie sł
              > owa "sex" wbijał jej do główki "aborcja jest zła" "jak jest ciąża to jest już d
              > ziecko, więc zabić go nie można ale jeśli uważasz, że nie podołasz oddaj. Tylko
              > nie zabijaj!"
              >
              > Co wy chcecie?

              Nie przesadzaj. Mnie tez wbijano do glowy rozne rzeczy i nie znaczy to ze kiedy doroslam bezkrytycznie przejelam to co starano mi sie wpoic. Kazdy ma swoj rozum.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka