Ostatnio namnożyło się tematów o grubych chudych i innych, przytoczę więc zdarzenie sprzed 3 lat.
Gorąco było bo lato w pełni, żona się doturlała do windy gdzieś w markecie i posapuje sobie pod ścianą. Naprzeciwko lekko menelowaty osobnik, aczkolwiek nieśmierdzący i szczupły. Znaczącym tonem zapodaje do żony :
- Trzeba by schudnąć, co?
Na co ona:
- Nie, trzeba urodzić
Chłopina się zatchnął i do końca jazdy patrzył się na guziki