azile.oli
02.11.11, 09:42
A w zasadzie na przejściu dla pieszych.
Ostatnio byłam świadkiem takiej sytuacji - stoję sobie przed przejściem (bez świateł), jadą samochody, więc czekam. Podchodzi matka z dzieckiem w wózku i prawdopodobnie ze swoją matką, bądź teściową. Spogląda na ulicę - z jednej strony nadjeżdża samochód, z dośc dużą prędkością, jest już blisko przejścia, a kobieta wyjeżdża na ulicę wózkiem, wprost pod ten samochód. Kierowca na szczęście zdążył wyhamować, a ona cała rozradowana i w uśmiechach do swojej matki z satysfakcją, jak to go nauczyła kultury.
Diabli mnie wzięli, bo, po pierwsze, wtargnęła na jezdnię , po drugie, nie pomyślała wogóle, że guzik by jej przyszło z udowadniania swoich racji, gdyby straciła dziecko.
No i , niestety, muszę przyznać, że nie pierwszy raz jestem świadkiem takiego zachowania, tyle, że do tej pory raczej wynikało ono z zagapienia i bezmyślności - idą dwie kobiety, gadają, jedna pcha wózek i włażą na jezdnię, bo tam jest przejście, wogóle nie patrząc, czy coś jedzie. Natomiast ta konkretna matka zrobia to z premedytacją, żeby zagrać na nosie kierowcy.
I szczerze mówiąc, gdyby się coś stało, to potwierdziłabym wersję kierowcy, że ona mu na jezdnię wtargnęła. To, czy jechał za szybko, to już sprawa dla ekspertów.
Nie wiem tylko, czemu ludziom się wydaje, że jeśli jest przejście dla pieszych, to mogą na niego wejśc w każdym momencie, bo mają pierszeństwo. A nie jest tak do końca, bo kierowca nie ma obowiązku zatrzymywania się na wszelki wypadek przed przejściem dla pieszych. Powinien jedynie zwolnić i zachować ostrożność.