kali_pso
23.11.11, 19:47
..wyobraźcie sobie sytuację- śmiertelnie chore dziecko i jego rodzice, którzy o czarnych rokowaniach właśnie sie dowiadują. Podejmują decyzje-pułapkę...za wszelką cenę chronić dziecko przed informacjami na temat rokowań. Zaczynaja prezentować cała gamę typowych zachowań- ściszanie głosu, sygnały oczami, przesadny optymizm prezentowany dziecku...
Od Was oczekują tego samego...
Problemem jest dziecko- żywo reagujący, bystry 12-latek mający zawsze mnóstwo pytań- truchlejecie na sama myśl, że Was zapyta...stanowisko rodziców jest jasne- nie mówić.
Wy macie wątpliwości moralne- dziecko Was lubi, może bardziej niż innych, może coś w nim sprawia , że Wy tez lubicie go bardziej i mocniej... ufa i widzicie po nim, że szykuje się do zadania trudnych pytań...uwierzcie- to widać....
Boli Was wszystko kiedy musicie iśc do niego na lekcje...
Nie chcecie go okłamywać, bo to kłóci się z Waszym morale...poza tym raz utracone zaufanie na ogół nie wraca...nie chcecie odbierać nadziei z drugiej strony...
Na razie wpadłyście na pomysł, aby rodzice nie wychodzili z sali podczas lekcji...unikacie bycia sam na sam...ale ile można...
Nie wiem co powiedzieć, gdy padnie TO pytanie...nie wiem...czy jest tutaj jakieś dobre wyjście?