Ostatnio zauważyłam u mojego dziecka (niemal rocznego) dość ciekawe
(aczkolwiek, niewątpliwie zgodne z okresem rozwoju objawy). Otóż ujawniła się
w nim wielkia skłonność do kooperatywy w różnych codziennych działaniach.
Bawi mnie to okropnie, zwłaszcza gdy zdarzają się takie wydarzenia:
SCENA I - Scielenie łóżka.
Wyciągam kołdrę, nagle patrzę, a jaśki już leżą na ziemi wyciągnięte łapami
Pomocnika. Sapiąc wytaskał też prześcieradło (dobrze, że satynowe, śliskie
łatwiej szarpać). Hmmm. Rozpostarłam prześcieradło na łóżku, rzuciłam na nie
kołdrę, a tu mały kombinator zdołał już mi podrzucić wyżej wymienione jaśki.
Przy ścieleniu rannym energicznie ugniatał pościel już ułożoną w skrzyni
łóżka.
SCENA II - zmiana pieluchy
każdorazowe pozbycie się pampersa kończy tryumfalny marsz do kosza na śmieci,
samodzielne otworzenie szafki od kosza, wyrzucenie brudów. I tu kończą się
sukcesy i zaczyna się przekonywanie małego czyściocha, że pampersa po
złożeniu nie wyciąga się z powrotem, ani nie wyciąga się żadnej
nowej "zabawki" z pojemnika na śmieci.
SCENA III - zamiatanie podłogi
Myślałam, że umrę ze śmiechu wczoraj, kiedy zaczęłam zamiatać podłogę w
kuchni. Miałam zawczasu przygotowanego mopa do mycia, kubeł profilaktycznie
stał wysoko. Po zamieceniu części kuchni nagle zdałam sobie sprawę, że nie
widzę mopa, w miejscu, w którym go umieściłam. Moje dziecko chwyciło go i
energicznie machało frędzlami po podłodze, przekonane, że świetnie
zamiata.

Chcąc umyc podłogę musiałam dokonać transakcji zamiany, dałam mu
szczotkę, zabrałam mopa, ale i tak chyba mi nie ufał, że na tym dobrze
wyszedł...