Dodaj do ulubionych

Czy Wasi rodzice...

26.12.11, 12:36
1. Bawili się z wami, jak byłyście dziećmi? W co, ile czasu?
2. Chodzili z wami na codzienne spacery na place zabaw lub do parku? (jak byłyście młodsze)
3. Odrabiali z wami lekcje?

W moim przypadku:
1. Od czasu do czasu, ale do ok. 5 r ż, potem ewentualnie jakieś gry
2. Spacery sporadyczne, jakieś zoo, lunapark w niedzielę, żadnych spacerków dla wzmacniania odporności
3. Tylko na początku szkoły i bardziej jako przypilnowanie, niż wyraźna pomoc - radziłam sobie dobrze.
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 12:42
      1. Mama, tak. Chociaż częściej pamiętam zabawy z siostrą big_grin Wszyscy razem graliśmy w Eurobiznes.
      2. Jak byłam mała - tak.
      3. Mama z nami odrabiała lekcje. Nie pamiętam jak długo.
    • kali_pso Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 12:43

      1. Różnie, ale najczęściej robiliśmy to we własnym gronie- ja, moi bracia, koledzy, koleżanki
      2. Nie, tam gdzie mieszkałam nie było placu zabaw czy parkuwink
      3. Nie, była nieprzytomnie wprost pedantyczna i sama to robiła, poza tym, jak mój ojciec zabierał się za pomaganie w lekcjach to już wolałam z jeżem wejść w bliższy kontaktwinkp
      • paartycja Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 12:52
        nie pamiętam,żeby kiedykolwiek któreś z rodziców bawiło się ze mną,do piaskownicy czy na podwórko bardzo wcześnie wychodziłam sama (miała ok.4-5 lat),rodzice nie czytali mi książek,nie opowiadali bajek na dobranoc,nie pamiętam buziaków i przytulanek..
        pomoc przy odrabianiu lekcji polegała na tym,że ojciec stał nade mną i wydzierał się bo nie byłam w stanie pojąć matematyki.
        teoretycznie i oficjalnie normalny dom,żadna patologia w stylu gorzała czy molestowanie
        • kropkacom Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 13:00
          Moja mam mi i siostrze nagrała naszą ulubiona książkę, czytaną oczywiście przez siebie, na kasetę.
          • azjaodkuchni Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 13:03
            Mój tata chodził ze mną na spacery, czytał bajki, bawił się mama mi rysowała. Nie miałam rodzeństwa więc pewnie dlatego.
            • andaba Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 13:13
              1. Nie. Jak byliśmy chorzy mama nam czytała.
              2. Tak, choć głównie były to spacery mające na celu wybieganie psów, zbieranie grzybów, malin, jagód i rogów.
              3. Nie.
    • gryzelda71 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 13:57
      Odkąd sięgnę pamięcią to nie bawili się ze mną.Jak miałam 3 latka to może?Ale nie pamiętam.
      Nie pamiętam tez spacerów(tych wózkowych nic a nic). Dzieciaków ze 2 tuziny na podwórku,więc było z kim się bawić.W weekendy letnie jeździliśmy rodzinnie nad rzekę.
      I nigdy nie odrabiali ze mną lekcji,nie było potrzeby.Ot czasem coś zrobili na zajęcie techniczne w klasach 1-3,bo wówczas robiło się latawce,karmniki,taki typowe dla 7-9 latkówbig_grin
      Czyli typowa obecnie patologia.Jak dodam,ze sama sobie znalazłam zajęcia dodatkowe,to dopełni obrazu.
      • eniac_woman Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 14:00
        gryzelda71 napisała:
        > Czyli typowa obecnie patologia.Jak dodam,ze sama sobie znalazłam zajęcia dodatk
        > owe,to dopełni obrazu.

        A odczuwasz to jako jakieś zaniedbanie ze strony rodziców? Bo ja nie, mimo, że nie stawali na głowie, żeby spędzić ze mną kreatywnie każdą moją wolną sekundę smile
        • gryzelda71 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 14:35
          Wszystkie dzieciaki tak miały.
          Tylko na forum czytam,że to nie norma byławink
          I jak słyszę własne lub inne dzieciaki "co mam porobić",to nie wiem czy to jakoś mnie to nie cieszy.I nie zawsze ruszam ochoczo z tuzinem pomysłów.
          • thaures Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 17:55
            Mama chodziła ze mną do Ogródka Jordanowskiego, często mi czytała, gier sobie nie przypominam. Na pewno więcej czasu mi poświęcała niż ja swoim dzieciom. Lekcje w pierwszych klasach mi sprawdzała-chyba.Byłam dość zorganizowana. W każdym razie przypominam sobie ,że głośno przy niej czytałam. Kiedyś siedziała ze mną przy zadaniach z chemii przez całe ferie- bo to dla mnie była czarna magia- a ona chemiczka. Tata tłumaczył mi matematykę w podstawówce, w LO już załapałam. Potem na studiach tłumaczył mojemu mężowi mechanikę, bo ten dostał z egzaminu banię. Zdecydowanie więcej ja poświęcam czasu lekcjom dzieciom niż rodzice mnie- z tym,że ja nie musiałam być pilnowana.
    • beverly1985 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 14:06
      1. nie, babcia się bawiła
      2. nie, wychodziłam na podwórko
      2. nie, radziłam sobie sama i przez całe zycie miałam piątki w szkole.
    • milenka_net Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 14:14
      Tak, rodzice poświęcali mi bardzo dużo czasu. Mój tatuś był wspaniałym kompanem, zabierał mnie na wycieczki inne ciekawe wypady, nikt tak dobrze jak on nie tłumaczył matematykismile Byłam jego oczkiem w głowie, ukochaną córunią..
      Mama była najlepszą przyjaciółką i powierniczką. Miałam wspaniałe dzieciństwo ukochanej jedynaczkismile
    • inguszetia_2006 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 14:15
      Witam,
      Niewiele pamietam z tych wspólnych zabaw. Na sankach mnie ojciec ciągnał. To pamiętam.
      Generalnie pamiętam zabawy zimowe raczej. Wspólne spacery pamietam, zwłaszcza że były pod przymusem;-P Ja chciałam na podwórko, a rodzice chcieli do parku z dziećmi i szliśmy do parku, jak nietrudno się domyślić. Lekcji nikt mi nie sprawdzał, bo nie było takiej potrzeby. Uczyliśmy się na tyle dobrze, żeby nie chcieli z nami nic odrabiać.
      Pzdr.
      Ingu
    • chomiczkami Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 14:18
      eniac_woman napisała:

      > 1. Bawili się z wami, jak byłyście dziećmi? W co, ile czasu?
      > 2. Chodzili z wami na codzienne spacery na place zabaw lub do parku? (jak byłyś
      > cie młodsze)
      > 3. Odrabiali z wami lekcje?

      1. Pewnie, w chowanego, berka, łapający namiot, lądowanie Apollo 11 na Księżycu (do znudzenia), różne gry w piłkę (pamiętam głupiego jasia i kolory), w gry planszowe, jakieś tam wożenie na plecach, tory przeszkód, a często tata po prostu leżał koło nas na dywanie i bawiliśmy się razem klockami czy tam lalkami - biedny, nie miał nic do gadania jeśli chodzi o fabułę big_grin - pamiętam mgliście, że mama uczyła mnie skakać na skakance i robiłyśmy jakieś proszone obiadki na malutkich talerzykach, potem już dobrze pamiętam, jak grałyśmy w gumę. Normą były też zabawy we fryzjera czy masażystę, czasem z mamą, czasem z tatą. Było fajnie. Ojciec uczył mnie grać w supaplexa big_grin i rysować w paincie, no i pozwalał robić "korektę" swoich tłumaczeń w Wordzie. Mama pozwalała patrzyć jak przechodzi Księcia Persji albo Trzech Wikingów (ja umiałam najwyżej się w tych grach zabić) i przechodziła obie trudne momenty w Ace Ventura Psi Detektyw. Z mamą robiło się łańcuchy na choinkę, a tata rysował kombajny big_grin - był konstruktorem w fabryce maszyn rolniczych. W zasadzie do dzisiaj bawię się z rodzicami, jesteśmy niejako zmuszeni, bo w rodzinie jest sporo dzieci i mój najmłodszy brat jest jeszcze w podstawówce. Teraz na przykład mama tworzy bransoletkę z koralików dla mojej siedmioletniej kuzynki (ja już skończyłam pierścionek do kompletu), która dostała zbyt wymagający prezent na święta i sama sobie nie radzi z jego wykorzystaniem wink. Z ojcem często gramy w ping-ponga, bo akurat taki sprzęt mamy w domu, a w wakacje też inne gry. Mama chodzi na wodny aerobik i próbuje mnie wyciągać, gdy jestem w domu, ale się nie daję tak łatwo wink no to chodzi z najmłodszym. On chodzi na kurs pływania, ona na ten aerobik i jest git.

      2. Nie wiem, czy codziennie - z babcią na pewno codziennie, jeśli tylko pogoda nie była naprawdę obrzydliwa. Ale babci na miejscu nie mieliśmy, spędzaliśmy z nią wakacje, ferie, święta i cały styczeń. Babcia pracowała na zmiany, ale jak byłam w podstawówce, przeszła na wcześniejszą emeryturę i od tego czasu już nie siedziały z nami opiekunki, ale babcia. W zasadzie z babcią było świetnie, bo kupowała dużo zabawek i bajek i chodziło się na działkę (przez wysoki betonowy płot big_grin) i na grzyby. Z tatą chodziliśmy do lasku, gdzie były różne "atrakcje" (drewniany mostek, małpi gaj, równoważnia). Z mamą na spacery i na plac zabaw. Mój ojciec bardzo lubi chodzić i teraz też niemal codziennie chodzi na spacery, często chodziłam z nim. Na pewno kilka razy w tygodniu byliśmy w parku czy w lesie, w lecie jeździliśmy nad niedalekie morze, ojciec (był ratownikiem wopr za młodu) z nami pływał. Co tam jeszcze? Chodziliśmy na stadion i każdy mógł się popodciągać na drążku (oczywiście ojciec podniosił, a my udawaliśmy, że się podciągamy) i postać na podium. W wakacje tata uczył wszystkie dzieci w rodzinie bezpiecznie padać na glebę wink.

      3. Nie, byłam mądrym dzieckiem i nie potrzebowałam, w gimnazjum owszem, w liceum owszem. Tj przychodziłam do ojca i matki - inżynierów - po pomoc w chemii i fizyce, czasem z pracą domową z niemieckiego. Teraz to mój ojciec dzwoni do mnie z prośbami o pomoc, bo chodzi na kurs CAE z szesnastolatkami i ma wrażenie, że nie nadąża z materiałem wink mamusi, wstyd powiedzieć, pisałam wypracowania na jej angielski, ale na szczęście kurs już się skończył. Mój młodszy brat uważany był za mało zdolnego i trochę potrzebował pomocy - teraz studiuje medycynę, więc może się zwróciło. Żeby nie było tak różowo: chodziliśmy oboje na korepetycje i kursy językowe, poza tym jeździliśmy konno (bratu się szybko znudziło, bo już trenował taniec towarzyski i w zasadzie aż do samej matury, 11 lat, tańczył sportowo).

      Ale na przykład najmłodszy z nas chyba do tej pory odrabia lekcje w salonie, pod czujnym okiem pracującej matki.

      Za to uważam, że coś mało napisaliście o czytaniu książek i rozmowach big_grin. Ja zaczęłam szybko sama czytać, ale do bardzo późnego wieku opowiadano nam przed snem bajki albo czytano. Babcia i mama śpiewały. Ja lubiłam potem zasypiać sama, w swoim pokoju, ale rodzina sobie wędrowała po całym domu z pościelą i materacami i spali, jak im wygodnie. Mamy nawet miejsca do spania w piwnicy (urządzonej w pokoik) i na poddaszu. Przed snem ojciec lubił opowiadać i dzielić się poglądami - bardzo zdecydowanymi. Mój brat mówił w gimnazjum: "Leżymy, ojciec gada o Piłsudskim. Przysypiam, budzę się, a ojciec nadal gada". Bardzo lubię (i lubiłam!) długie podróże samochodem. Do 2002 roku nie mieliśmy radia, więc śpiewaliśmy piosenki albo graliśmy w gry samochodowe. Teraz częściej rozmawiamy, bo to ciekawsze wink. Mieszkam daleko od rodziców i dziadków, często w wakacje podróżujemy jednak i to najczęściej autem, wtedy można sobie porozmawiać, bo na co dzień to czasu mało, a i dzwonię rzadko, więc...

      * Tak - matka i ojciec pracowali. Mama zaczęła pracę, gdy miałam cztery lata, wysłała CV do szkoły, zadzwonili w sierpniu, że ma przyjść, no i od września zostałam przedszkolakiem i skończyło się siedzenie z mamą w domciu. Ojciec oprócz codziennej pracy 7-15 jeszcze nocami tłumaczył i w weekendy zajmował się różnymi sportami - rower, jakieś tam bieganie, basen. Rodzina wielodzietna, dzieci od końca lat osiemdziesiątych do końca lat dziewięćdziesiątych. Za dużo słodyczy i pizzy. Gdybym miała podsumować to wszystko uważam, że byłam chowana prawidłowo i nie mam żalu do rodziców w zasadzie o nic, bo robili, co uważali za najlepsze. O zgrozo, wcale się tego nie wstydzę, że rodzice i dziadkowie zainwestowali sporo czasu i pieniędzy na nasze wychowanie. Skoro im się chciało... czuję się dobrym efektem. Czasami czujemy się przepracowani, ale przykład idzie z góry, jak wiadomo. Lubimy się razem wygłupiać. A to, że mówię o matce matka, a o ojcu ojciec wcale nie znaczy, że ich nie darzę szacunkiem albo nie kocham.

      Ale się rozpisałam surprised.
      • swiecaca chomiczkami 26.12.11, 21:04
        ale super to opisałaś, aż zazdrośc bierze. ile was tam było rodzeństwa?
    • dzoaann Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 15:30
      1-bawili sie ze mna jak bylam mlodsza, potem juz wolalam kolegow, a z rodzicami najwyzej gralam w karty, szachy, czy inne gry...
      2- ze spacerami podobnie- chodzilam z mama na spacery codziennie, a potem to juz latalam z kolezankam, a rodzicami to tylko raz na jakis czas jakies wycieczki, wyjscia, ale pamietam, ze raz w tygodniu obowiazkowo bylo kinosmilei
      3- lekcje odrabialam na stole w kuchni gdzies tak do 3 klasy, na poczatku mama pomagala,a [potem tylko zagladala, gdy sie przenioslam do pokoju na biurko to tylko wtedy, gdy potrzebowalam pomocy
      • dzoaann Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 15:43
        a zapomnialam dodac, ze najlepszym towarzyszem zabaw, przyjacielem i w ogole byl moj starszy brat, starszy o 15 lat, ktory robil ze mna mnostwo rzeczy. Najlepiej pamietam przesiadywanie w ciemni, gdy wywolywal zdjecia.... na podworku wszyscy mi zazdroscili takiego brata, mial super pomysly i na duzo pozwalalsmile
    • landora Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 17:18
      Grali w gry, w piłkę itp. Tata układał ze mną puzzle, lego. Poza tym lubiłam i umiałam się bawić sama.
      Spacery w weekendy, do zoo lub do parku. Żadne z nas ie lubi bezcelowego szwędania się po skwerku.
      Nie odrabiali ze mną lekcji, nie było takiej potrzeby. Tłumaczyli, jeśli o coś spytałam, interesowali się, ale it ze mną ie siedział i nie pilnował mojej pracy.
      • landora Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 17:23
        Aha, i czytali mi póki się nie nauczyłam sama, od tego momentu wolałam sobie sama czytać.
    • nangaparbat3 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 17:23
      1. Mama mi czytała, ale nie pamiętam, żeby się ze mną bawiła, prędzej tata, ale on byl na okrągło w pracy. Pamiętam jednak, jak wieczorem siedzi przy moim łóżku i deklamuje Panią Twardowską, Powrót taty, Rękawiczkę, albo moje ulubione - Alpuharę i Ojca zadżumionych (teraz jak to widzę napisane to myślę, że musiało mi się na mózg rzucić )
      2. Kiedy byłam mała spacery obowiązkowo i wychodzenie do parku, z nianią. Od piatego roku życia sama wychodziłam na podwórko. W mojej rodzinie panuje przekonanie, że dziecko powinno codziennie spędzić kilka godzin na dworze.
      3. Nie.
    • nanuk24 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 17:28
      Nie, nie i nie.
      Wszystkie te role przejela moja babcia.
    • gwen_s Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 19:03
      1. nie pamiętam zabaw z rodzicami... zawsze wciskali mi siostrę czy chciałam to nie
      2. place zabaw sporadycznie, jakaś niedziela czy coś, potem jak byłyśmy ciut starsze to idąc z psem zabierałyśmy się z nimi
      3. Mama pamiętam, że sprawdzała po moim odrobieniu czy wszystko się zgadza, czasami schodziłam do jej pracowni by móc chwilę z nią pobyć odrabiając lekcje
    • estelka1 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 19:23
      Bawili się smile Pamiętam wspólne układanie puzzli, czytanie książek, jakieś gry. Może nie każdego wieczora, bo obowiązki w pracy i w domu nie zawsze pozwalały, ale możliwie często. Pamiętam też (w stanie wojennym) popołudnia i wieczory, kiedy całą rodziną siedzieliśmy w kuchni, dogrzewając się gazem, bo kaloryfery ledwo grzały i prądu często nie było i gadaliśmy o głupotach, albo bawiliśmy się w jakieś słowne gry.
      Spacery i rodzinne wyjścia w każdy weekend. Na codzień raczej biegałyśmy z siostrą po podwórku z koleżankami. Zresztą do dziś lubimy sobie z tatą i siostrą, jak przyjedzie, pójść na jakiś spacerek. Spacery z mamą, jak żyła, to była jedna z moich największych przyjemności, nawet jak już miałam swoją rodzinę.
      Odrabianie lekcji, na początku podstawówki, zanim sobie wyrobiłyśmy z siostrą nawyki uczenia się. Później tylko w awaryjnych sytuacjach, kiedy miałyśmy jakieś problemy.
    • nabakier Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 19:41
      1. Tak. Ojciec. We wszystko chyba (czytał mi, robiliśmy sobie wzajem klasówki, puszczanie latawca, szachy, rysunki, malunki, ba-nawet robótki ręczne, karciochy, ćwiczenia gimnastyczne, kino, taniec, śpiew, głupawka). Duuużo czasu, czyli kiedy chciałam i kiedy nie był w pracy oczywiście.
      2. Tak.
      3. Tak. Jak chciałam.
      Mama nigdy.
      • eniac_woman Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 19:56
        nabakier napisała:


        > Mama nigdy.

        A masz do mamy o to pretensje, czy nie?
        • nabakier Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 22:32
          Jako dziecko trochę miałam. Teraz rozumiem, dlaczego tak było, i jest ok.
    • bella_roza Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 20:04
      1.nie, 2. jak u Ciebie i 3.nie. odkąd nauczyłam się czytać w wieku 4 lat moja mama, cytuję "miała mnie z głowy". nawet książeczki "poczytaj mi mamo" czytałam sobie sama. innych zabaw niż czytanie nie pamiętam. dopiero jak poszłam do szkoły to były koleżanki i zabawy na podwórku.
    • kroliczyca80 Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 20:09
      1.raczej tak, mama nie pracowała i zajmowała się mną i siostrą. Ale niczego takiego teraz nie pamiętam, więc może jednak nie bawiła się.
      2.zanim urodziła się siostra to może i tak, potem już tylko trasy do sklepu i z powrotem (z wózkiem). Jak miałam jakieś 5 lat, zaczęłam wychodzić sama i wisieć całymi dniami na trzepaku. Bardzo to sobie chwaliłamsmile
      3.oj tak, przez całą podstawówkę bardzo mnie pilnowali. Ojciec douczał mnie z przedmiotów ścisłych, mama z humanistycznych. W efekcie byłam najlepsza w szkole i mi trochę dokuczanouncertain
    • gagunia Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 20:24
      1. Miałam mnóstwo gier planszowych i rodzice ze mną grali. Często. Z wczesnego dzieciństwa - do 6 roku życia pamiętam raczej zabawy z dziećmi na podwórku i bajki, które opowiadał mi tata.
      2. Z ojcem regularnie chodziłam na spacery- głównie nad morze i do lasu. Mieliśmy dom, więc nie było potrzeby chodzić na place zabaw.
      3. Pilnowali, ale nie pamiętam, żeby odrabiali. Byłam b. dobrą uczennicą i chyba radziłam sobie sama.
    • graue_zone Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 21:32
      1. Bawili się, czytali, lepili z plasteliny, rysowali i co tam jeszcze możliwe bardzo dużo.
      2. Chodzili na spacery, wręcz się w parku zmieniali, bym jak najdłużej była na dworze.
      3. w lekcjach pomagali w miarę potrzeby, raczej kierując w stronę samodzielności.
    • abc-i-td Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 21:34
      1
      Odkąd sięgam pamięcią zabawą dla mnie bylo wychodzenie na podwórko, a oprócz tego w wolnym czasie czytanie, telewizja, zajęcia w domu kultury, które sama sobie wybierałam i sks-y w szkole. Oboje rodzice pracowali, więc na zabawę ze mną nie mieliby po prostu czasu. Ale za to dopilnowali, żebym w dzieciństwie zjeździła Polskę wzdłuż wszeż, podsuwali wartościowe książki, prenumerowali prasę, zabierali ze sobą do pracy, znałam ich znajomych i mogłam uczestniczyć w ich imprezach i przede wszystkim - rozmawiać z tymi ludźmi - to od pewnego wieku była dla mnie świetną zabawa.
      2
      Chodziliśmy razem na zakupy (nie jeździło się wtedy do supermarketów), chodziłam do nich do pracy, żebyśmy razem mogli wrócić, często chodziliśmy do znajomych na drugi koniec miasta - spacerów dla samych spacerów w mojej rodzinie się nie uskuteczniało. Na rajdy zabierano nas regularnie ze szkoły. Po mieście włóczyłam się z rówieśnikami, szczególnie po religii w salce katechetecznej w centrum miasta i po różnego rodzaju nabożeństwach typu majowe itp. Do kościoła lubiłam chodzić właśnie dlatego, że po nabożeństwie mogłam sie powłóczyć z dzieciakami po mieście tzn. wracać do domu nieco bardziej krętą drogą niż ta najprostrzawink
      3
      Nie, ale zawsze mogłam liczyć na ich pomoc w razie potrzeby. Potrzeb raczej nie miałam, bo sobie świetnie radziłam w szkole. Z matką zawsze mogłam porozmawiac o literaturze - lubiła czytać, ojca hobby była historia, od niego dowiadywałam sie wielu rzeczy - chodziłam do szkoły za komuny, historii albo uczyli rodzice w domu, albo dziecko wkuwało programowe jedynie słuszne prawdy. Geografii uczyłam się podróżując z ojcem - reszta we własnym zakresiewink

      • papalaya "codzienne spacery" 26.12.11, 22:52
        ukształtowane w tefałenie i WO wyobrażenie rodziców-cyborgów...
        • eniac_woman Re: "codzienne spacery" 27.12.11, 08:37
          papalaya napisała:

          > ukształtowane w tefałenie i WO wyobrażenie rodziców-cyborgów...
          >

          Prawda? Ale jak to jednak silnie działa i trzyma.
    • forumowiczka.to.ja Re: Czy Wasi rodzice... 26.12.11, 23:10
      eniac_woman napisała:

      > 1. Bawili się z wami, jak byłyście dziećmi? W co, ile czasu?

      Niie

      > 2. Chodzili z wami na codzienne spacery na place zabaw lub do parku? (jak byłyś
      > cie młodsze)

      Pamiętam, że byliśmy w kinie, w zoo, w parku. Ale nie codziennie, raczej od święta. Od zabawy miałam brata i koleżanki.

      > 3. Odrabiali z wami lekcje?


      Nie, od zawsze dobrze sobie radziłam, nigdy nikt ze mną nie siedział nad lekcjami.

    • xyxzza Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:08
      eniac_woman napisała:

      > 1. Bawili się z wami, jak byłyście dziećmi? W co, ile czasu?

      Nigdy się nie bawili, bawiłam się z siostrą, potem z dzieciakami z sąsiedztwa. i jakoś nigdy się nie nudziliśmy, choć możliwe, że po prostu tego nie pamiętam (ach, ten zaawansowany wiek wink) Pamiętam tatę czytającego nam książki, teraz też czyta - wnukom.

      > 2. Chodzili z wami na codzienne spacery na place zabaw lub do parku? (jak byłyś
      > cie młodsze)

      Spacery może na wakacyjnych wyjazdach, w celu zwiedzenia tego czy owego. Mieszkaliśmy na wsi, więc na podwórzu i tak spędzałyśmy mnóstwo czasu - ogromny ogród itp.

      > 3. Odrabiali z wami lekcje?
      Nigdy. Nie potrzebowałam, i tak byłam najlepsza w klasie/grupie na każdym etapie edukacji (nie, żeby mi to cokolwiek dało w dorosłym "prawdziwym" życiu). Choć po zastanowieniu pamiętam jak tata pomagał mi robić jakiś karmnik czy inny wieszak na klucze na zajęcia techniczne a mama uszyć fartuszek na maszynie. Ja swoim dzieciom też nie pomagam. Pytam tylko, czy lekcje zrobione.
      • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:20


        > eniac_woman napisała:
        >
        > > 1. Bawili się z wami, jak byłyście dziećmi? W co, ile czasu?

        Mama grała z nami w karty wink Była nas trójka i mieliśmy dom z ogrodem oraz kupę kuzynów więc bawiliśmy się raczej sami.


        > > 2. Chodzili z wami na codzienne spacery na place zabaw lub do parku? (jak
        > byłyś
        > > cie młodsze)

        Na wsi nie było parku, ale cała wieś była do naszej dyspozycji łącznie z rzeką za domem wink Oj działo się.
        Ale mama co jakiś czas pakowała lunch i zabierała nas na wycieczki rowerowe po okolicy. Uwielbiałam to.


        > > 3. Odrabiali z wami lekcje?

        Mama - nauczycielka w liceum - sprawowała nadzór nad lekcjami przez całe nasze dzieciństwo aż do momentu wyjazdu na studia. W pierwszej klasie pomagała mi kleić klasery czy jak to się tam nazywało. A w klasach wyższych pomagała w matmie, bo nauczyciele we wsi lotni nie byli. Woziła też przez kilka lat na angielski do miasta, póki nie zaczeliśmy jeździć sami z bratem.

        Ojciec udzielał się tylko w czasie wakacji wymyślając wycieczki i płacąc za nie. A w ciągu roku dostarczał nam sprzęt sportowy, którego żadne dzieciaki we wsi nie miały. Co za komuny łatwe nie było.
    • malawii1 Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:19
      1. Nie bawili się. Mam starszą siostrę i z nią bardzo często sie bawiłam albo na dworze z kolezankami z sasiednich domów.
      2. Nie chodzili. Nie wiem jak to było jak bylam taka bardzo malutka ale pamietam czasy tak od 4 roku życia i wtedy nie chodzili, chodziłam sama pobawic się z kolezankami pod oknem i mama wygladala czy dziecko zyje
      3. Nigdy nikt ze mną nie odrobiał lekcji, byłam odobą bardzo zdolną i bardzo "zadziorna" musiałam mieć wszystko po swojemu. Dostałam sie na stomatologię jako jedna z pierwszych na liście, dwukrotnie miałam stypendium naukowesmile rodzice od przedszkola nie odrobili za mnie zadnego zadania.
      • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:22
        malawii1 napisała:

        rodzice o
        > d przedszkola nie odrobili za mnie zadnego zadania.

        a czy pomaganie w lekcjach oznacza odrabianie za dziecko? Nie pomyślałabym.
        • xyxzza Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:38
          fogito napisała:

          > malawii1 napisała:
          >
          > rodzice o
          > > d przedszkola nie odrobili za mnie zadnego zadania.
          >
          > a czy pomaganie w lekcjach oznacza odrabianie za dziecko? Nie pomyślałabym.

          Często tak właśnie jest. Napatrzyłam się na prace plastyczne np. pierwszoklasistów wykonane ewidentnie przez osobę dorosłą. Były to zarówno prace domowe jak i prace na konkurs, a nawet kolorowanie w zeszytach ćwiczeń. Jak widać dla niektórych tak właśnie wygląda pomoc PRZY lekcjach.
          • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:42
            xyxzza napisała:


            > Często tak właśnie jest. Napatrzyłam się na prace plastyczne np. pierwszoklasis
            > tów wykonane ewidentnie przez osobę dorosłą. Były to zarówno prace domow
            > e jak i prace na konkurs, a nawet kolorowanie w zeszytach ćwiczeń. Jak widać dl
            > a niektórych tak właśnie wygląda pomoc PRZY lekcjach.

            To nazwijmy to po imieniu - to jest odrabianie lekcji za dziecko.
            • xyxzza Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 11:48
              fogito napisała:

              > To nazwijmy to po imieniu - to jest odrabianie lekcji za dziecko.

              Prawda. Ale właśnie to niektórzy mają na myśli pytając "pomagasz dzieciom w odrabianiu lekcji?"
              • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 12:08
                xyxzza napisała:

                > fogito napisała:
                >
                > > To nazwijmy to po imieniu - to jest odrabianie lekcji za dziecko.
                >
                > Prawda. Ale właśnie to niektórzy mają na myśli pytając "pomagasz dzieciom w odr
                > abianiu lekcji?"

                Myślisz, że jest aż tak źle? wink
                • xyxzza Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 13:29

                  > > fogito napisała:

                  > Myślisz, że jest aż tak źle? wink

                  Ja nie "myślę" wink... ja po prostu wiem. Moje drugie dziecko kończy w tym roku fazę klas 1-3. Nie miałam szansy nie zauważyć, jak to wygląda. Ja tam jestem matką raczej leniwą - jeśli dziecko prosi o pomoc, bo nie rozumie (tbh nie zdarzyło się) to wyjaśnię, ale sama z pomocą się nie narzucam wink. To "robienie za dziecko" widać zwłaszcza we wszelkiego rodzaju pracach plastycznych - od zwykłego kolorowania do lampionów świątecznych - co roku jest na nie konkurs, i NIE MA MOWY, żeby większość z nich wykonały dzieci z klas 1-3. Moje są umiarkowanie utalentowane plastycznie, zakładam więc, że jest ileś tam dzieci utalentowanych bardziej-bardzo-wręcz genialnych w tym obszarze, ale na pewno nie wszystkie z nich. Zwłaszcza widać to po różnicy w pracach wykonywanych w szkole a tych zadanych do domu. nie to, żebym szczególnie śledziła prace innych dzieci, ale w niektórych przypadkach jest to jak powiedziałam ewidentne i samo (na)rzuca się w oczy wink
              • eniac_woman Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 12:30
                xyxzza napisała:

                > fogito napisała:
                >
                > > To nazwijmy to po imieniu - to jest odrabianie lekcji za dziecko.
                >
                > Prawda. Ale właśnie to niektórzy mają na myśli pytając "pomagasz dzieciom w odr
                > abianiu lekcji?"

                Ja nie miałam, mnie chodziło raczej o to, czy się siada z dzieckiem przy jednym stole i odrabia Z dzieckiem lekcje (zagląda, co ma zadane, podpowiada, czyta polecenia, poprawia).
                Stopień zaangażowania rodzica w lekcje może przyjmować pełną rozpiętość - znam osobiście matkę, która po to, by móc "odpytać" dziecko z lekcji francuskiego zapisała się na kurs językowy. Jak dla mnie to przegięcie.
                • dorota.alex Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 12:55
                  eniac_woman napisała:
                  "znam osobiście matkę, która po to, by móc "odpytać" dziecko z lekcji francuskiego zapisała się na kurs językowy. Jak dla mnie to przegięcie."

                  Koleżanka mojej mamy z takich samych pobudek zapisała się na angielski. Mając 40 lat - angielski od podstaw. I odkryła w sobie niezwykły talent i pasję. Po kilku latach była głównym tłumaczem technicznym na jednej z wyższych uczelni smile
                  • eniac_woman Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 13:12
                    dorota.alex napisała:


                    > Koleżanka mojej mamy z takich samych pobudek zapisała się na angielski. Mając 4
                    > 0 lat - angielski od podstaw. I odkryła w sobie niezwykły talent i pasję. Po ki
                    > lku latach była głównym tłumaczem technicznym na jednej z wyższych uczelni smile

                    No ok, skutki może są bardzo pozytywne, ale przyznasz, że motywacja może niekoniecznie smile
                • xyxzza Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 13:35
                  eniac_woman napisała:


                  > Stopień zaangażowania rodzica w lekcje może przyjmować pełną rozpiętość - znam
                  > osobiście matkę, która po to, by móc "odpytać" dziecko z lekcji francuskiego za
                  > pisała się na kurs językowy. Jak dla mnie to przegięcie.

                  Ja znam osobiście matkę, która aby pomóc swoim córkom (skądinąd obydwie bardzo zdolne, mądre i pracowite) zgłaszała się na ochotnika do wszelkich trójek klasowych i rad rodziców big_grinbig_grin i wcale nie kryła się ze swoją motywacją (ale tu już raczej odbiegam od tematuwink)
                • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 13:43
                  eniac_woman napisała:

                  - znam
                  > osobiście matkę, która po to, by móc "odpytać" dziecko z lekcji francuskiego za
                  > pisała się na kurs językowy. Jak dla mnie to przegięcie.

                  No, ale dlaczego przegięcie? Skoro nie znała francuskiego to skąd niby miała wiedzieć jak w tym języku radzi sobie dziecko? Wydaje mi się logicznym, że chciała się podszkolić z francuskiego. Poza tym niezależnie od motywacji to bardzo mądra decyzja.
                  • eniac_woman Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 13:52
                    fogito napisała:


                    > No, ale dlaczego przegięcie? Skoro nie znała francuskiego to skąd niby miała wi
                    > edzieć jak w tym języku radzi sobie dziecko? Wydaje mi się logicznym, że chciał
                    > a się podszkolić z francuskiego. Poza tym niezależnie od motywacji to bardzo mą
                    > dra decyzja.

                    A musi wiedzieć? Opinia nauczyciela dziecka i oceny nie wystarczą? A w razie, gdy dziecko ma problem, szuka się rozwiązania (np. korepetycje, pomoc koleżanek itd), a niekoniecznie musi sama dziecko doszkalać? Zmierzam do tego, że edukacja dziecka w zakresie różnorakich przedmiotów nie musi spoczywać na rodzicach. Ja miałam w czasie swojej edukacji zajęcia z angielskiego, niemieckiego i łaciny. W życiu nie przyszło do głowy moim rodzicom doszkalać się z łaciny w celu kontrolowania nauki dziecka ;| To kolejny wymysł dzisiejszych czasów. Jeśli rodzic ma zacięcie i chęć doszkalać się językowo dla własnych potrzeb, to ok, ale doszkalanie się po to, aby móc przepytać dziecko? To od czego są szkoły w takim razie?
                    • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 14:28
                      eniac_woman napisała:

                      >
                      > A musi wiedzieć?

                      Nie musi, ale fajnie byłoby z dzieckiem po francusku pogadać przy stole smile

                      Opinia nauczyciela dziecka i oceny nie wystarczą?

                      Z tym to różnie bywa. Oceny jedno a stan rzeczywisty drugie.


                      Zmierzam do tego, że edukacj
                      > a dziecka w zakresie różnorakich przedmiotów nie musi spoczywać na rodzicach.

                      Nie musi, ale dobrze jest trzymać rękę na pulsie.

                      J
                      > a miałam w czasie swojej edukacji zajęcia z angielskiego, niemieckiego i łaciny
                      > . W życiu nie przyszło do głowy moim rodzicom doszkalać się z łaciny w celu kon
                      > trolowania nauki dziecka ;|

                      Z łaciny to może nie, ale z angielskiego to by im się przydało wink

                      To kolejny wymysł dzisiejszych czasów.

                      Niekoniecznie. Moja mama douczała się a angielskiego jak ja jeździłam na prywatne lekcje. Były to lata 80 te,

                      Jeśli rodzic
                      > ma zacięcie i chęć doszkalać się językowo dla własnych potrzeb, to ok, ale dos
                      > zkalanie się po to, aby móc przepytać dziecko?

                      Mam nadzieję, że nie chodzi tylko o przepytywanie.

                      To od czego są szkoły w takim ra
                      > zie?
                      >

                      Do tego, aby się dzieciaka pozbyć z domu na kilka godzin, bo w innym przypadku coby człowiek z nimi w domu zrobił wink
                      • eniac_woman Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 16:59
                        fogito napisała:
                        > Z łaciny to może nie, ale z angielskiego to by im się przydało wink

                        No widzisz, czyli jednak sama rozgraniczasz - ja np. uważam francuski za taką łacinę wink
                        O ile PODCIĄGNĄĆ się w jakimś języku w celu wsparcia dziecka rozumiem, o tyle zaczyanie języka OD ZERA równolegle z dzieckiem (jeśli jedyną motywacją jest odpytywanie dziecka) - tego już nie rozumiem.

                        Ale ok, fogito, może ja się na razie wstrzymam od odpowiedzi, bo jeszcze nie mam dziecka w szkole, na razie żyję iluzją, że można tak, jak kiedyś - nie robić z dzieckiem lekcji, nie douczać się na wszystkich frontach a i tak dzieciak będzie chciał się uczyć smile
                        Czas pokaże, czy się mylę...

                        • fogito Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 19:27
                          eniac_woman napisała:


                          > No widzisz, czyli jednak sama rozgraniczasz - ja np. uważam francuski za taką ł
                          > acinę wink

                          Po francusku to można sobie pięknie z chłopakiem w łóżku pogadać... przydaje się. A łąciną można w przy drinku zaszpanować. Uczyłam się swego czasu wink

                          > O ile PODCIĄGNĄĆ się w jakimś języku w celu wsparcia dziecka rozumiem, o tyle z
                          > aczyanie języka OD ZERA równolegle z dzieckiem (jeśli jedyną motywacją jest odp
                          > ytywanie dziecka) - tego już nie rozumiem.

                          Ale może to była chęć nie pozostawania w tyle za dzieckiem, które uczy sie języka smile



                          > Ale ok, fogito, może ja się na razie wstrzymam od odpowiedzi, bo jeszcze nie ma
                          > m dziecka w szkole, na razie żyję iluzją, że można tak, jak kiedyś - nie robić
                          > z dzieckiem lekcji, nie douczać się na wszystkich frontach a i tak dzieciak będ
                          > zie chciał się uczyć smile

                          No wiesz. Ja już pisałam, że moja mama w latach 70-80 tych miała rękę na pulsie i pilnowała naszych lekcji aż do matury włącznie (oczywiście całokształtu a nie codziennego odrabiania). I robiła to dlatego, że była nauczycielką i wiedziała, że poziom w naszej wiejskiej szkole jest marny a nauczyciele w liceum nie zawsze dobrzy. Myślę, że pozostawienie dziecka samemu sobie zdarza się częściej u osób, które nie mają pojęcia o rzeczywistości szkolnej lub może nie chcą go mieć.

                          > Czas pokaże, czy się mylę...

                          Może się nie mylisz, ale dzieci od których wymaga się więcej niż w szkole wiedzą więcej. Szkolny program to minimum.
    • ga-ti Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 14:29
      1. Gdy byłam malutka, pewnie tak, byłam pierwszym dzieckiem. Na pewno grali w planszówki, w karty, dawali się zapraszać do mojego "salonu fryzjerskiego", oklaskiwali moje domowe przedstawienia teatralne, robili zakupy w moim sklepiku, jedli moje "zupy" itp. Częściej mama, ale tacie też się zdarzało. Później miałam brata i masę koleżanek na osiedlu do zabawy.

      2. Często w niedziele chodziliśmy całą rodzinką do lasu, a latem nad jeziorko albo spacerkiem do babci. Codziennych spacerów nie było, rodzice pracowali, po pracy było dużo zajęć w domu, a my bawiliśmy się na dworze, na osiedlu, pod blokami, na osiedlowym placyku zabaw z rówieśnikami.

      3. Tak. Początkowo razem sprawdzaliśmy, co jest zadane, później już tylko sprawdzali, jak odrobiłam. Bazgrałam jak kura pazurem, więc zdarzało się, że musiałam przepisywać to, co brzydko napisałam wink Mama tłumaczyła matematykę. Jeszcze w 4-5 klasie sprawdzali mi wypracowania (jeśli tak to można było nazwać) i poprawiali błędy ortograficzne. Później już nie, bo koniecznie chcieli poprawiać mój styl pisania, na co ja się nie zgadzałam.

    • koza_w_rajtuzach Re: Czy Wasi rodzice... 27.12.11, 17:25
      Nie bawili się, tzn. dopiero w późniejszym wieku mogłam liczyć na grę w karty, czy czasem zabawę w chowanego, ale mama nigdy nie brała w tym udziału.
      Na spacery nie chodzili, od 2-ego roku życia wychodziłam sama na podwórko tzn. pod opieką 4-letniego brata ;P. Czasem na działkę chodziliśmy, ale tego akurat nie lubiłam.
      Tak, do pewnego wieku odrabiała mama ze mną lekcje, a często właściwie sama za mnie odrabiała.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka