Dodaj do ulubionych

kryzys macierzyński

26.12.11, 22:48
Co za noc i co za tydzień. Mój 7 miesięczny dzieć nabawił się pierwszego w życiu przeziębienia. Chyrla jak gruźlik, gile ma do pasa. Ostatniej nocy ciągiem spałam max. 20 min, bo się zrywałam na każdy jego atak kaszlu. W dzień nie lepiej. Na drzemkę nie zaśnie inaczej niż na rękach. Najgorsze akcje z jedzeniem. Podczas jedzenia jak dostanie atak kaszlu to od razu ma odruch wymiotny i całe jedzenie zwraca. A jest chudziutki. Dopiero co udało nam sie wrócić do siatki centylowej. Teraz pewnie znowu wylecimy. Żeby było mało to właśnie ząbkuje więc dodatkowo jest marudny i rozdrażniony. Najlepsze, że sobie zaplanowałam, że wypocznę w ten urlop świąteczny, nabiorę sił. Od stycznia zaczynam nową pracę. Mieliśmy też ambitny plan odsmoczkować Małego, a skończy się na tym, że nie dość, że nadal będzie ciągnął smoka to jeszcze nauczy się zasypiać tylko na rękach. Ech....
Moje 7 miesięczne macierzyństwo w skrócie wyglądało tak:
- 1 tydzień zakażenie gronkowcem - pobyt w szpitalu zakaźnym,
- 4 miesiąc - pierwsze ząbkowanie - odrzucenie cyca, wypad z siatki centylowej,
- 5 miesiąc - wizyta u neurologa, diagnoza: obniżone napięcie mięśniowe, rozpoczęcie rehabilitacji,
- 6 miesiąc - dalszy spadek przyborów masy ciała, wizyta u gastrologa, przypadkowe odkrycie podczas usg hipoplazji nerki,
- 7 miesiąc pobyt w szpitalu na nefrologii na diagnostyce.
Czy Wasze macierzyństwo to też pasmo zmartwień i wizyt lekarskich? Kiedy ja odetchnę i nacieszę się moim bąblem?
Taki wątek kryzysowy...
Obserwuj wątek
    • forumowiczka.to.ja Re: kryzys macierzyński 26.12.11, 23:00
      din-din napisała:

      > Kiedy ja odetchnę i nacieszę się moim bąblem?

      Odetchniesz jak sobie sama na to pozwolisz. Wierz mi, dla jednej przespane 20 minut będzie znaczyć dużo, dla drugiej cały wolny weekend będzie za mało. Kwestia własnego podejścia jest podstawowa. Widzisz połowę pełnej szklanki czy połowę pustej? Wyluzuj. Zostaw mu smoczek, noś go jak tego potrzebuje. On przechodzi przez to wszystko a Ty mu jedynie towarzyszysz. Choć nie śpisz i jesteś zmęczona pomyśl co ON czuje.

      Tzn nie cieszysz się nim?

      > Taki wątek kryzysowy...

      Każdy przechodzi kryzysy, to nic złego wink Ja z perspektywy czasu widzę, że za bardzo cisnęłam na nienoszenie, godziny karmienia, terminy, daty, powinno-niepowinno itp. I teraz, jako mama 2-latka wiem, że to właśnie zabierało mi 80% radości i wytchnienia, to zamęczanie się.
      Moim znajomym urodził się synek 1,5 miesiąca po moim. Jest chory, ma cytomegalię, do dnia dzisiejszego nie przespali ani jednej nocy nawet w połowie, do tego codziennie rehabilitacje, konie, basen i ....perspektywa że dziecko i tak nigdy nie będzie w pełni sprawne. Nie pocieszam, po prostu nabierz dystansu.
      • din-din Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 13:28
        Odkąd dowiedzieliśmy się o hipoplazji nerki nie potrafię zdobyć się na beztroskę. Nie wyobrażam sobie swobodnej zabawy z dzieckiem, wycieczek, grania w piłkę. Ciągle w głowie kołacze mi się "Mój syn ma niesprawną nerkę, mój syn ma niesprawną nerkę..." Każdy problem urasta w moich oczach do rangi życiowego dramatu. Zwykłe przeziębienie a ja się czuję pokonana, rozłożona na łopatki.
        • forumowiczka.to.ja Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 14:36
          din-din napisała:

          > Odkąd dowiedzieliśmy się o hipoplazji nerki nie potrafię zdobyć się na beztrosk
          > ę.

          Nie pisałam o beztrosce. Nie zrozumiałaś tego, co chciałam ci przekazać, trudno.

          >Każdy problem urasta w moich oczach do rangi życiowego dramatu.
          > Zwykłe przeziębienie a ja się czuję pokonana, rozłożona na łopatki.

          No widzisz, to jest problem. To jest esencja tego, co cię męczy i nie pozwala cieszyć się synem.
        • biotka Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 15:02
          Rozmawiałaś na pewno z lekarzami więc wiesz, że jedna nerka sprawna to częsty przypadek. Nefrolog mojego dziecka mówiła mi że teraz dzięki badaniu usg noworodków trafia do niej mnóstwo dzieci z jedną nerką i często okazuje się, że rodzic też tak ma, ale nie wie o tym. Zwykle nic się nie dzieje i można spokojnie żyć z jedną nerką. Mój syn (prawie 2 lata) ma obie nerki po jednej stronie. Też w pierwszej chwili ta informacja mnie przestraszyła, ale teraz wiem, że jedyne na co muszę uważać to niedopuszczanie do zatwardzeń (oba moczowody krzyżują się z esicą jelita więc zatwardzenie mogłoby powodować zatrzymanie moczu). Oczywiście chodzimy na kontrole do nefrologa, ale nic poza tym. Mój syn od 6 miesiąca życia chodzi na basen, normalnie się bawi i jeździ z nami wszędzie (także w bieszczadzką głuszę bez prądu i wody). Życzę więcej optymizmu i siły!
          • forumowiczka.to.ja Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 15:14
            biotka napisała:

            > Rozmawiałaś na pewno z lekarzami więc wiesz, że jedna nerka sprawna to częsty p
            > rzypadek. Nefrolog mojego dziecka mówiła mi że teraz dzięki badaniu usg noworod
            > ków trafia do niej mnóstwo dzieci z jedną nerką i często okazuje się, że rodzic
            > też tak ma, ale nie wie o tym. Zwykle nic się nie dzieje i można spokojnie żyć
            > z jedną nerką.

            Chciałam to napisać, ale bałam się posądzenia o bagatelizowanie sprawy. Też tak uważam - na szczęście mamy 2 nerki.

            Mojej koleżanki córka ma jakby 3 nerki, bo na jednej urosła jej maleńka druga. Lekarze ją obserwują, a dziecko w pełni korzysta z życia. Ma 6 lat. Ale koleżanka też przeżyła koszmar. Dziecko rośnie,w zasadzie w każdym momencie lekarze mogą kazać operować, ona się z tym liczy, ale nie zabrania dziecku zabaw, szaleństw. To tak apropos autorki, która nie wyobraża sobie swojego dziecka grającego w pilkę.
    • dorry Re: kryzys macierzyński 26.12.11, 23:21
      >Kiedy ja odetchnę i nacieszę się moim bąblem?

      Jak wyluzujesz i przestaniesz wszystko kontrolować. Prawdopodobnie przy drugim...
    • noemi29 Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 14:16
      Napisały te, które nie przeżyły "ekstremalnego" macierzyństwa. Mam takie koleżanki, dzieci zdrowe, bez większych problemów. Wszystkio idzie im, jak to mój mąż określa, "miękkim ciulem".

      Wtedy łatwo powiedzieć: spoko, wyluzuj, nie spinaj się tak itd. Wiele rzeczy mozna sobie w głowie poprzestawiać, to fakt. Natomiast jak człowiek boryka się z poważnymi problemami i jest wyczerpany fizycznie to do d...y takie rady.

      Moje macierzyństwo od początku było trudne. Rozumiem Cię autorko. Natomiast niewiel moge pomóc w kwestiach o których piszesz. Ja troszkę odetchnęłam gdy dziecko podrosło. Czekałam dwa lata, na to co dla moich koleżanek było normą od początku. Powoli małymi kroczkami pewne rzeczy się prostują. Najbardziej pragnę NORMALNOŚĆI i tej radości z macierzyństwa właśnie. To nie znaczy, że się nie cieszę z synka.
      Ja chcę takiej radości nie przysłoniętej codziennymi troskami, zmaganiami, terapiami.

      Tego nie zrozumieją osoby, które z niczym nie musiały się zmagać.

      Wytrwałości i cierpliwości autorko. smile
      • forumowiczka.to.ja Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 14:28
        noemi29 napisała:

        > Napisały te, które nie przeżyły "ekstremalnego" macierzyństwa. Mam takie koleża
        > nki, dzieci zdrowe, bez większych problemów. Wszystkio idzie im, jak to mój mąż
        > określa, "miękkim ciulem".
        >
        > Wtedy łatwo powiedzieć: spoko, wyluzuj, nie spinaj się tak itd. Wiele rzeczy mo
        > zna sobie w głowie poprzestawiać, to fakt. Natomiast jak człowiek boryka się z
        > poważnymi problemami i jest wyczerpany fizycznie to do d...y takie rady.

        Tak, bo matki dzieci bezproblemowych (zdrowotnie chociażby) to są pachnące, leżące i wypoczęte, nie przeżywają pobudek nocnych, nie są umęczone, ich dzieci nie mają kolek i nie przeżywają buntów. Do d.py to ten twój post, sorry.

        > Czekałam dwa lata, na to co dla moich koleżanek było normą od początku.

        Czyli na co? Bo widzisz, u mnie jazdy to sie zaczęły właśnie u takiego dwulatka. Po co się bezsensownie licytować? Twój post nie wniósł żadnej rady, tylko wymądrzanie się.


        • sotto_voce Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 16:17
          > Tak, bo matki dzieci bezproblemowych (zdrowotnie chociażby) to są pachnące, leż
          > ące i wypoczęte, nie przeżywają pobudek nocnych, nie są umęczone, ich dzieci ni
          > e mają kolek i nie przeżywają buntów.
          No ale przecież dzieci z poważniejszymi problemami zdrowotnymi też mają kolki, ząbki i bunty. W charakterze dodatku do problemu głównego. Nie obraź się, ale Twój post świadczy o tym, że nie masz pojęcia o wychowywaniu dziecka z problemem zdrowotnym. Oczywiście życzę, żeby tak zostało.
          A do autorki wątku - etap ciągłego wyobrażania sobie "czego moje dziecko nigdy nie będzie mogło robić" mija, uwierz. Bywa, że okazuje się, że jednak będzie mogło, w ten czy inny sposób, a czasem dzięki tej niemożności robi ciekawsze rzeczysmile
      • dziennik-niecodziennik Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 15:54
        > Napisały te, które nie przeżyły "ekstremalnego" macierzyństwa. Mam takie koleża
        > nki, dzieci zdrowe, bez większych problemów. Wszystkio idzie im, jak to mój mąż
        > określa, "miękkim ciulem".

        wiesz, autorka zdecydowanie ma trudniej, ale tez lekko przesadza. bo słowa "Nie wyobrażam sobie swobodnej zabawy z dzieckiem, wycieczek, grania w piłkę. Ciągle w głowie kołacze mi się "Mój syn ma niesprawną nerkę, mój syn ma niesprawną nerkę..."" to własnie przesada, ktora moze (ale nie musi!) spieprzyc dziecku dzieciństwo - jesli dojdzie do przesadnej izolacji dziecka, do zabraniania mu swobodnych zabaw w obawie przed potencjalną krzywdą... miliony ludzi żyją z jedną sprawną nerką i żyją normalnie. wiadomo, trzeba dbac o dobry stan tej ktora funkcjonuje, ale bez przesady zeby miec czarne wizje ze nie zagrają w piłkę czy nie pobawią się swobodnie. tego nie wykluczają nawet obie niesprawne nerki i koniecznosc dializowania.
        • din-din Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 16:01
          Może źle się wyraziłam pisząc, że nie wyobrażam sobie beztroskiej zabawy z synem. Nie chodziło mi, że będę mu zabraniać zabaw z obawy przed jakąś krzywdą. Chodziło mi o to, że JA nie będę w stanie się z nim beztrosko bawić.
      • din-din Re: kryzys macierzyński 27.12.11, 15:58
        Dzięki za słowa otuchy i wsparcia. Pewnie jak okrzepnę i oswoję się z tą hipoplazją to będzie łatwiej. Póki co nie jestem w stanie wyobrazić sobie beztroskiego macierzyństwa. Ciągle martwię się o synka. W najlepszym przypadku do końca życia czekają go regularne badania kontrolne i wizyty u nefrologa. Oddałabym wszystko za nieprzespane noce z powodu kolki czy ząbkowania byle tylko Mały był zdrowy. Ciężko to ubrać w słowa tak żeby oddać to co czuje przerażona matka. Nie wiem czy kiedykolwiek będę umiała się "wyluzować".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka