Witam,
Doradźcie, bo już tracę orientację.
Jestem nerwusem, taki typ co to się szybko zagotuje, ale równie szybko wszystko przechodzi. Lecą przy tym iskry, ale zejdzie ze mnie i jest po sprawie. Fakt, że łatwo się denerwuję, choć ostatnio bardzo staram się nad tym panować. Mąż niejednokrotnie przy dziecku wyzwał mnie od debila, idiotki. Po awanturach, rozmowach i spokojnych tłumaczeniach, przestał.
Dzisiaj taka sytuacja: idę z dzieckiem (2 latka) po samochód na parking. Spieszę się do pracy, a synek ma ewidentnie focha. Proszę, żeby szedł szybciej to on chodzi po schodach w kółko itp, ciągle tylko "siam"

Finalnie w połowie drogi w akcie buntu wyskakuje mi na ulicę, złapałam go za kaptur, upadł na ziemię, podniosłam go już wściekła, a on znowu jak lalka, rzuca się, upada, więc ryknęłam na niego, wzięłam za ręke i poszliśmy na parking. Wkurzona, upocona zadzwoniłam do męża. Od kilku miesięcy proszę go, żeby kupił sobie fotelik do auta, wtedy jak jest w domu to on odwiezie młodego do żłobka, a ja spokojnie pojadę do pracy. Mąż olewa to, i tak np dzisiaj siedział od rana w domu, a ja spóźniłam się do pracy pół godziny. No szlag mnie trafił, zadzwoniłam więc do niego i wyryczałam do słuchawki, że ma dzisiaj kupić fotelik, bo ja nie będę przez jego lenistwo spóźniała się do pracy. Nawet teraz jak to piszę jestem wściekła. Mąż odpisał, że powinnam iśc do lekarza, bo to się leczy.
Mąż ma wlasną działalność, często rano jest w domu, do pracy wychodzi później ode mnie.
I tak jest zawsze, jak tylko upomnę się o coś swojego, a przy tym niestety się wściekam, to on od razu dopier....a że jestem nienormalna, że crazy itp. Do niego trafiają tylko spokojne, wyważone słowa, moje choć wypowiedziane w nerwach uważa za słowa wariata.
Do tego, np w weekend, po całym tygodniu wczesnego wstawania, zawożenia, potem cały dzień na nogach, zakupy, obiad, pranie, prasowanie itp, należy mi się że mąż wstanie od rana z dzieckiem a ja sobie godzinę dośpię. To o to też jest awantura, że jestem nygus. Dzisiaj oczywiście już mi wykrzyczał, że skoro ja od niego żądam, to on mi ukróci weekendowe dosypianie....
Nie wiem co mam robić, czasami zaczynam wierzyć, że ze mną coś nie tak, że jestem nienormalna. Nigdy nie zgrażalam dziecku, nigdy nie dostał klapsa, z mężem jak się kłócę to też bez żadnej agresji. Czasami uważam, że taki mój łatwopalny charakter jest lepszy, bo wykrzyczę, powiem i jest spokój, niż miałabym w wyważonych słowach dyskutować, następnie trzymać urazę przez pół roku. Co o tym myślicie?