wieczna_zuza
12.01.12, 15:44
Moje dziecko trafiło do szpitala, na oddział dzieci małych. Zostałam przy nim non stop, więc mogłam się rozejrzeć w prawo i lewo.
Naprzeciw naszej sali leżało dziecko- mały chłopczyk w wieku ok 7 miesięcy, głównie noszony na zmianę na rękach przez praktykantki, studentki i stażystki. Dziecko miłe, urocze i słodkie.
Zapytałam nieśmiało, co z jego mamą, bo prócz studentek bywał sam. "Nie ma mamy, czeka do adopcji"
Na drugi dzień widzę- przychodzi para ok 35 lat, stają chwilę nad łóżeczkiem, patrzą, coś szeptają i wychodzą.
Chwilę później na oddziale poruszenie, oburzenie.
To byli kandydaci na rodziców dla Małego. Postali, podumali i powiedzieli: - "Nieeee, on nam się NIE PODOBA"
Brak słów...