śledzicie jej wpisy na blogu?
Jest o tym, że dzidzia krzyczy w nocy i słodkie przepraszanie sąsiadów. "Małej tak się spodobał Sylwester, że od kilku nocy codziennie chce się bawić i robi nam fajerwerki

" - no proszę was, kogo to obchodzi?
Jest "niezwykły kocyk dla niezwykłej dziewczynki" (czyli już doszła do etapu, że jej dzidzia jest jedyna, unikalna i najniezwyklejsza na świecie, zaraz będzie opisywała minki przy jedzeniu marchewki, bo to też będzie CUD)
Linkuje o karmieniu piersią jakieś absurdy (będzie tropić? odkrywać?)
Opowiada o tym, jakim wyzwaniem jest odgadywanie, kiedy dzidzia będzie spała a kiedy będzie aktywna.
Odkrywa na nowo miasto, że są w nim kawiarnie dla matek z dziećmi. Nie-sa-mo-wi-te.
Teraz pyta o chusty.
Na szczęście komentarze są godne wpisów, pełne dzidziów i maleństw
Pomiędzy próbuje przemycić jakieś niemacierzyńskie przemyślenia, jakby na siłę chciała udowodnić, że książki nadal czyta i na wystawy nadal chodzi, ale widać, no niestety widać, że na mózg jej się rzuciło
(tak, jestem wredna pamiętliwa suka

- czekam, aż napisze, że niemowlęta pachną najpiękniej na świecie, albo odszczeka to, że nie pachną).
A Skrzynecka i tak szybciej wraca do pracy