mąż mówi do mnie: "...bo kto będzie ciebie chciał z dzieckiem i padaczką". Jeden raz, jak siedziałam w wannie. Byliśmy sami. Wczoraj drugi raz, przy jego przyjacielu. Ja wprost, od razu pytam dlaczego tak do mnie mówisz, to nie miłe, nie traktuj mnie tak. On, że żartuje, taki dowcip. Czyżby? Bo ja się nie ubawiłam, jego przyjaciel bardzo specyficzny typ, chyba też nie, sprawiał takie wrażenie że jest zażenowany całokształtem zachowania mojego m. Bo podczas jego wizyty powiedział że kredyty hipoteczny weźmiemy wtedy gdy ja pójdę do pracy, że ten kredyt to taka marchewka na kiju, bo jak kupimy teraz to ja już pewnie do pracy to nie pójdę. No potraktował mnie jak darmozjada który na nim żeruje. A mnie naprawdę jest trudno znaleźć pracę z padaczką, z małym dzieckiem przy nodze. To tak jak ja bym pracować nie chciała. Jak zaczynam z nim temat, to on o co ci znowu chodzi, ja nawet nie wiem jak mam z nim rozmawiać,nawet nie wiem czy mi się chce. O wiele chętniej rozmawiam o problemach z kumplem. I coraz bardziej mi się to podoba>