Jak to jest z tym "rosołkiem dla chorego"? Czy rzeczywiście rosół jest zalecany przy chorobie (np. grypie, anginie), czy to ludowy przesąd, nie mający racjonalnego uzasadnienia?
Tak pytam, bo aktualnie mam męża z anginą i sama się chyba właśnie rozkładam. I pewna znajoma gorąco nam zalecała spożywanie rosołu, a ściślej rzecz ujmując - jakiegokolwiek wywaru z długo gotowanych składników. Może też być wersja wegetariańska, tzn. wywar z gotowanych przez kilka godzin warzyw. Ponoć wspaniale rozgrzewa. Do wywaru przenika wtedy mnóstwo cennych składników i coś tam coś tam. Znajoma uzasadniała to regułami chińskiej tradycyjnej medycyny - ja się na tym zupełnie nie znam i nie wiem, czy to ściema, czy może jednak tkwi w tym pewien sens
Ktoś coś wie? Bo nie wiem, czy tą włoszczyznę dalej na gazie trzymać (zgodnie z zaleceniem - 3-4 godziny), czy dać sobie spokój