Nie rozumiem matek, ktore nie posylaja dzieci do przedszkola mimo ze moga. Z lenistwa, glupoty czy niewiedzy? Zwlaszcza gdy dziecko ma jakies deficyty np. slabo mowi. Moj owczesny trzylatek szybko sie rozwinal jezykowo w przedszkolu a gdy przychodzil mowil glownie po swojemu.
Dobre i cztery godziny dziennie - dziecko nie bedzie buszmenem idac do szkoly. Potem dziwia sie ematki ze sie dzieciaki nie moga odnalezc w grupie rowiesnikow, sa malo samodzielne, nie przystosowane, nie wiedza czego sie od nich oczekuje - to dopiero szok i trauma! Poza tym gorzej sie rozwijaja niz te przedszkolne bo rzadko ktora mama ma czas i wie jakie umiejetnosci rozwijac w danym wieku.
Mam znajoma, ktora nie posylala dzieci bo nie chcialo jej sie zawozic tam a poza tym niania z Ukrainy wyjdzie taniej. Dzis jedno dziecko nieprzystosowane jest w szkole, drugie opoznione w rozwoju. Nie mowie ze nie byloby tego problemu, ale w przedszkolu zauwazyliby wczesniej ze cos sie z dzieckiem dzieje i mozna by mu wczesniej pomoc... Teraz przedszkola sa fajne w porownaniu do PRL, zwlaszcza te prywatne

O co tu chodzi?