Dodaj do ulubionych

współczesne rodzicielstwo

11.03.12, 10:19
Obserwuję sobie rodziców, takich zwykłych , przeciętnych, "normalnych". Ta "norma" mnie przeraża. Panuje powszechne przekonanie, że dzieci trzeba rozwijać, kształtować, wpajać im zasady, uczyć dobrych zachowań, oduczać złych. Rodzice małych dzieci skoncentrowani są na nauce porządku, sikania do nocnika, mycia rączek, oraz oduczaniu: ssania piersi, spania z rodzicami, masturbacji dziecięcej i innych zachowań uciążliwych dla dorosłych. Starsze dzieci doznają jeszcze większej liczby zabiegów wychowawczych i edukacyjnych, do tego dochodzi "prawdziwa" edukacja: języki obce, instrumenty, zajęcia sportowe i artystyczne. Zresztą młodsze dzieci, bywa, że niemowlaki też są takim zajęciom poddawane.
Bardzo często rodzice walczą z zachowaniami typowymi dla danego wieku, pięciolatek jest wybuchowy i nie umie przegrywać, siedmiolatek non stop jęczy i ze wszystkim się ociąga...Zamiast poczekać, aż samo przejdzie rodzice podejmują zabiegi wychowawcze, stosują rozmowy, kary nagrody, bardziej "świadomi" - naturalne konsekwencje. Kiedy zachowania ulegną modyfikacji - rodzice są dumni, że "się udało" i natychmiast przechodzą do modyfikacji kolejnych rodzajów zachowań, które tymczasem się pojawiły.
Takie "wychowanie" przypomina mi hodowlę bonzai. Tu cię przytnę, a tam nagnę, tu jeszcze popracujemy nad kształtem. Wychodzą z tego ładne roślinki, ale niezdolne do normalnego samodzielnego funkcjonowania. W normalnych warunkach albo obumierają, albo dziczeją i wyrastają pokraczne, niekształtne.
A wystarczyłoby dać dziecku spokój. Zapewnić dobre warunki rozwoju: miłość, poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. W takiej glebie dzieci urosną same.

Obserwuj wątek
    • edelstein Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 10:25
      Nowoczesne rodzicielstwo?moja mama x lat temu kladla nacisk na rozwijanie moich zainteresowan,wpajala zasady,dobre zachowania “kindersztuba“.Tak ogolnie to mieszasz to co powinno z tym czego sie nie powinno.Dziecko musi samo dorosnac do nocnika,natomiast mycia rak powinno sie uczyc od malego.
      • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 10:41
        Rozwijanie zainteresowań to nie to samo co współcześnie modne prowadzenie na szereg zajęć dodatkowych, chyba że coś przegapiłam i teraz większość dzieci interesuje się grą na skrzypcach, językami obcymi i grą w tenisa równocześnie, że o weekendowym lepieniu garnków nie wspomnę.
        Nic nie mieszam. Dziecko musi samo dorosnąć do wszystkiego. A co do mycia rąk i innych niezbędnych czynności - tu słowo "nauka" jest bardzo mylące. Są to rzeczy do których dziecko powinno przywyknąć. Jeśli od małego myjemy mu ręce, gdy zajdzie potrzeba, systematycznie czyścimy zęby, utrzymujemy ład w domu - niczego dziecka nie trzeba uczyć. Dla niego są to wtedy stałe elementy rzeczywistości, w miarę dorastania zaczyna jedynie angażować się w nie samodzielnie, aż pomoc i asysta rodziców stanie się zbędna.
        • iwles Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 10:53

          > Jeśli od małego myjemy mu ręce, gdy z
          > ajdzie potrzeba, systematycznie czyścimy zęby, utrzymujemy ład w domu - niczego
          > dziecka nie trzeba uczyć. Dla niego są to wtedy stałe elementy rzeczywistości,


          piękny podręcznikowy slogan, a zycie jest zycie, zwlaszcza zycie posprzatanego pokoju nastolatka tongue_out
          • nabakier Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:02
            Prawda? big_grin
          • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:14
            Oczekiwanie od nastolatka, że sprzątnie swój pokój i że będzie utrzymywał w nim porządek jest chore. To klasyczny przykład braku wiedzy o podstawowych etapach rozwoju. Nastolatek nie jest w stanie utrzymać porządku w swoim pokoju i trzeba mu dać spokój.
            To jego terytorium.
            Wiem, są nastolatki które mają pokoje idealne. To właśnie bonzaie. Te dzieci już złamano, przycięto.
            Mój nastolatek ma swój pokój - to znaczy, że ja do tego pokoju nie wchodzę bez jego pozwolenia. Nie krytykuję tego co tam zastaję (choć bywa mi ciężko). Czasem wołam o zniesienie prania i brudnych talerzy. Ale stojąc w przed zmywarką lub przed pralką, a nie w jego pokoju.
        • edelstein Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 10:58
          Nie znam nikogo kto by dzieci prowadzal na zajecia z kazdej dziedziny,chyba,ze wychodzisz z tego zalozenia po lekturze ematki,ale jematki nie sa reprezentatywnewinkto,ze dziecko musi dorosnac jest jasne,ale by doroslo trzeba mu to pokazac.Ja akurat dziecka nie zmuszam do niczego,nie robilam mu setek badan,bo w wieku 2lat nie mowil,nie sadzalam na nocnik i nie mam pedu do zapisywania na zajecia dodatkowe.Mimo to moje dziecko jest uwazane za bardzo inteligentne i rozwiniete ponad wiek.Co gorsze nie mam parcia,by ukonczyl obowiazkowo studia jesli takiej ochoty miec nie bedzie.Moje dziecko nic nie musi,ale jak chce to checi wspieram i widze,ze moi znajomi maja podobne podejscie.
          • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:20
            by doroslo trzeba mu to pokazac

            Nie trzeba. To właśnie jest przekonanie, które stało się powszechne i jest źródłem opresyjności rodziców - kochających rodziców - wobec dzieci.
            Kto pokazuje młodym dębom jak wytworzyć żołędzie? Dorastanie, rozwój to mechanizm wpisany w naturę dziecka. Każda ingerencja raczej ten proces zaburza niż wspiera. Rodzic powinien być raczej obserwatorem niż animatorem. Ingerencje są potrzebne, gdy coś wskazuje na zaburzenie rozwoju - kłopoty ze słuchem, przewlekłą chorobę, depresję.
            • iwles Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:29

              przeczysz sobie. Powyżej napisalas, że trzeba dziecku pokazać i nauczyc je mycia rąk, sprzatania itp.
              No to jak? samo dorasta, czy robi to, czego nauczyli, pokazali i wymagają od niego rodzice?
              • czarnaalineczka Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:41
                ale ona nic takiego nie napisala
                napisala cos wrecz przeciwnego
                • iwles Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:11

                  napisała, napisala. Że jeżeli będziemy myć dziecku ręce i sprzatac jego pokoj (czyli pokażemy dziecku, jak ma wyglądać zadowalająca nas rzeczywistość, pokażemy, czego od dziecka będziemy wymagać i jak ma to robić), to pewnego dnia dziecko samo zacznie to robić (robic dokładnie to, czego je nauczyliśmy i dokladnie w taki sposob, jaki mu wskazaliśmy).
                  Nie ma w tym podążania za dzieckiem, jest wyraźne wskazanie paluszkiem co i jak ma robić.
                  • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:36
                    napisała, napisała. Że jeżeli będziemy myć dziecku ręce i sprzątać jego pokój

                    Nic takiego nie napisałam. "Jeśli od małego myjemy mu ręce, gdy zajdzie potrzeba, systematycznie czyścimy zęby, utrzymujemy ład w domu - niczego dziecka nie trzeba uczyć.".

                    Uściślę to jeszcze. Dajemy dziecku swój własny przykład. Dziecko aktywnie uczestniczy w tym co robimy, podaje łapkę do mycia, odkłada mydło, pomaga rodzicom w porządkach (nawet jeśli ta pomoc z początku polega na rozładowaniu właśnie zapakowanej pralki lub zmywarki). Dziecko nie jest obserwatorem, nie jest przedmiotem na którym wykonujemy czynności typu mycie, ale też nie jest przedmiotem któremu coś wpajamy.
                    Dziecko jest aktywnym uczestnikiem zdarzeń i uczy się samo - poprzez uczestnictwo, naśladownictwo. We własnym tempie, stosownie do swojego etapu rozwoju i własnych indywidualnych możliwości. Dziecko, któremu rodzice dają spokój ma - dajmy na to w wieku 10 lat - podobne umiejętności co dziecko, którego wszystkiego "uczono". Za to znacznie więcej wiary we własne siły, radości, poczucia odpowiedzialności za siebie, samoświadomości. Znacznie realnie tez potrafi ocenić co już umie, a czego jeszcze nie.
                    • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:18
                      > Uściślę to jeszcze. Dajemy dziecku swój własny przykład. Dziecko aktywnie uczes
                      > tniczy w tym co robimy, podaje łapkę do mycia, odkłada mydło, pomaga rodzicom w
                      > porządkach (nawet jeśli ta pomoc z początku polega na rozładowaniu właśnie zap
                      > akowanej pralki lub zmywarki).

                      Dziecko na poczatku nie podawalo samo lapki do mycia, tylko tego je ty nauczylas. To ze teraz traktuje to jako norme, to wynik owego nauczania. Moze na moim przykladzie: moje dziecko nie chcialo myc zebow i mialo naprawde gleboko w czterech literach nasladnictwo i "uczenie sie samo". Przez ok. 8 miesiecy uczylam je mycia zebow przy akompaniamencie krzykow i miotania sie. Teraz nie pojdzie spac, dopoki zebow nie umyje i uwazam to za sukces wychowawczy. Ze zmusilam i nauczylam? Mialam czekac az w wieku 10 lat dostanie naglej epifanii?
                      Rozroznienie dobra i zla to tez nauka. Tu trzeba dziecku pokazywac, wpajac, uczyc i wyjasniac, bo nasladownictwem sie nic nie wskora, jako ze dorosli np. nie gryza innych dzieci.

                      Wlaczanie dziecko w zycie rodziny, pokazywanie mu bez naciskania co i jak nalezy robic - to jedno. Ale ty zmierzasz w strone jakiegos absurdalnego ekstremum, gdzie dziecko traktuje sie jako bezmyslny, niezdolny do zrozumienia pewnych zasad obiekt, ktory "sam sie wszystkiego nauczy".
                      • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:49
                        duzeq napisała:

                        > Dziecko na poczatku nie podawalo samo lapki do mycia, tylko tego je ty nauczyla
                        > s. To ze teraz traktuje to jako norme, to wynik owego nauczania.

                        Nie. Dziecko samo załapało, że jak jest rano to idziemy do kuchni na śniadanie, że ze spaceru idzie się do łazienki umyć rączki, że przed wyjściem z domu wrzuca się zabawki do pojemnika.

                        Moze na moim p
                        > rzykladzie: moje dziecko nie chcialo myc zebow i mialo naprawde gleboko w czter
                        > ech literach nasladnictwo i "uczenie sie samo". Przez ok. 8 miesiecy uczylam je
                        > mycia zebow przy akompaniamencie krzykow i miotania sie.

                        Dla mnie to właśnie jest opisem tortur. Skoro dziecko się miotało regularnie, to miało jakiś powód? Kiedy napotykam bunt i opór, to szukam przyczyn buntu i oporu a nie siłowo go przełamuję. Mój młodszy aktualnie nie lubi zmiany pieluchy, bo ma dużo interesujących zajęć. Jego opór jest naturalny i uzasadniony. Nigdy nie zmieniam mu pieluchy na siłę.

                        Teraz nie pojdzie spa
                        > c, dopoki zebow nie umyje i uwazam to za sukces wychowawczy. Ze zmusilam i nauc
                        > zylam? Mialam czekac az w wieku 10 lat dostanie naglej epifanii?

                        A nie łatwiej było ustalić co dokładnie w myciu zębów nie odpowiada twojemu dziecku i to zmienić? Mój starszy któregoś dnia odmówił spania w swoim pokoju. Nie był jeszcze na tyle komunikatywny, żeby opowiedzieć mi dlaczego. Opór był bardzo silny, a ja nie miałam ochoty wracać na stałe do spania razem. Oczywiście mogłabym siłowo go złamać. Ale poświęciłam czas żeby dojść o co chodzi. Mały zaczął bać się dźwięków, a nocami coś mu stukało. To coś okazało się jakimś obluzowanym kablem od anteny czy innego piorunochronu. Jedno zgłoszenie do administracji i sprawa była rozwiązana. Dzieci nie protestują bo są głupie albo złośliwe. Mają swoje powody. Nie wolno ich łamać.

                        > Rozroznienie dobra i zla to tez nauka. Tu trzeba dziecku pokazywac, wpajac, ucz
                        > yc i wyjasniac, bo nasladownictwem sie nic nie wskora, jako ze dorosli np. nie
                        > gryza innych dzieci.

                        Małe dziecko nie myśli kategoriami dobra i zła, bo nie jest zdolne do operowanie pojęciami abstrakcyjnymi. Pewnych zachowań można dziecku zwyczajnie zabronić. Bez pogadanek z których i tak prawie nic nie zrozumie, zwłaszcza jak mamusię najdzie na ocenę działania dziecka pod katem moralnym. Gryzie - izolujemy czasowo od dzieci. Działanie w przypadku bardzo małych dzieci jest lepsze od gadania. Przy starszych też sprawdza się lepiej. Co nie znaczy, że z dziećmi nie należy rozmawiać.

                        >Ale ty zmierzasz w strone jakiegos absurdalnego ekstremum,
                        > gdzie dziecko traktuje sie jako bezmyslny, niezdolny do zrozumienia pewnych zas
                        > ad obiekt, ktory "sam sie wszystkiego nauczy".
                        Uznanie dziecka za obiekt który sam się jest w stanie nauczyć i pojąc pewne zasady jest przejawem postawy szacunku wobec dziecka, jego zdolności i możliwości umysłowych. gdybym zakładała, że dzieci są bezmyślne, nie oczekiwałabym z ich strony zdolności do samodzielnej nauki.
                        Ekstremum jest podejście zgodnie z którym dziecku wszystko trzeba wpajać, bo jest bezmyślne i samo niczego nie pojmie.
                        • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:15
                          > Nie. Dziecko samo załapało, że jak jest rano to idziemy do kuchni na śniadanie,
                          > że ze spaceru idzie się do łazienki umyć rączki, że przed wyjściem z domu wrzu
                          > ca się zabawki do pojemnika.
                          >
                          Poltoraroczne dziecko dotykajace wyslinionymi lapami wszystkiego co jest w zasiegu jego oczu wraca do domu ze spaceru i samo z siebie myje rece bez uprzedniego wsadzenia mu pare razy lap pod kran? Prosze cie... !

                          > Dla mnie to właśnie jest opisem tortur. Skoro dziecko się miotało regularnie, t
                          > o miało jakiś powód? Kiedy napotykam bunt i opór, to szukam przyczyn buntu i op
                          > oru a nie siłowo go przełamuję. Mój młodszy aktualnie nie lubi zmiany pieluchy,
                          > bo ma dużo interesujących zajęć. Jego opór jest naturalny i uzasadniony. Nigdy
                          > nie zmieniam mu pieluchy na siłę.

                          Jako rodzic mam za zadanie chronic zdrowie i zycie mojego dziecka. Mialam zostawic jego zeby odlogiem na pare lat po to, zeby po paru latach skazywac go na tortury u dentysty? Dobre, dobre... Nie wiem jaki powod mialo moje dziecko, zastosowalam wszelkie znane mi metody typu myjemy zeby razem (twoje nasladownictwo), myjemy zeby misiowi, spiewamy szczotko, szczotko, zmieniamy szczoteczki, zmieniamy pasty, dajemy wybor, myjemy o roznych porach. Moje dziecko nie ma zadnej traumy i owiera chetnie paszcze przed dentysta. Misja skonczona.
                          Niezmienianie usranej pieluchy niemowlakowi z powodu "interesujacych zajec" uwazam za znecanie sie nad dzieckiem. Rozumiem, ze jak w wieku przedszkolnym nie bedzie chcialo zmieniac zasranych majtek przez 5 dni, to mu na to pozwolisz w ramach nielamania oporu?
                          Tu gdzie mieszkam takie zjawiska zglaszane sa do odpowiednich sluz socjalnych i uwazam to za swietne podejscie.

                          > Małe dziecko nie myśli kategoriami dobra i zła, bo nie jest zdolne do operowani
                          > e pojęciami abstrakcyjnymi. Pewnych zachowań można dziecku zwyczajnie zabronić.
                          > Bez pogadanek z których i tak prawie nic nie zrozumie, zwłaszcza jak mamusię n
                          > ajdzie na ocenę działania dziecka pod katem moralnym. Gryzie - izolujemy czasow
                          > o od dzieci. Działanie w przypadku bardzo małych dzieci jest lepsze od gadania.
                          > Przy starszych też sprawdza się lepiej. Co nie znaczy, że z dziećmi nie należy
                          > rozmawiać.

                          Ale co za roznica JAK go uczysz? Czy uczysz male dziecko przez izolowanie czy starsze przez pogadanke? Bo jednak uczysz, czyli wpajasz mu jakies zachowania? O co tobie tak naprawde chodzi, bo miotasz sie miedzy skrajnosciami, zaprzeczajac sobie co minute?

                          > Uznanie dziecka za obiekt który sam się jest w stanie nauczyć i pojąc pewne zas
                          > ady jest przejawem postawy szacunku wobec dziecka, jego zdolności i możliwości
                          > umysłowych. gdybym zakładała, że dzieci są bezmyślne, nie oczekiwałabym z ich s
                          > trony zdolności do samodzielnej nauki.
                          > Ekstremum jest podejście zgodnie z którym dziecku wszystko trzeba wpajać, bo je
                          > st bezmyślne i samo niczego nie pojmie.

                          Ale gdzie ja powiedzialam, ze WSZYSTKO nalezy mu wpajac? Dziecko nalezy PEWNYCH rzeczy uczyc i PEWNE rzeczy trzeba wpajac metodami odpowiednimi do wieku i zdolnosci umyslowych, ale nie traktujac owego dziecka jak moralnego czy fizycznego geniusza, ktory do WSZYSTKIEGO dojdzie sam.
                          • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:38
                            > Poltoraroczne dziecko dotykajace wyslinionymi lapami wszystkiego co jest w zasi
                            > egu jego oczu wraca do domu ze spaceru i samo z siebie myje rece bez uprzednieg
                            > o wsadzenia mu pare razy lap pod kran? Prosze cie... !

                            Moje półtoraroczne dziecko, akurat mam takie na stanie, po powrocie ze spaceru maszeruje od razu do łazienki żeby umyć ręce. Po prostu zawsze myłam mu ręce po spacerze i samo się nauczyło, że tak się robi.

                            >Mialam zosta
                            > wic jego zeby odlogiem na pare lat po to, zeby po paru latach skazywac go na t
                            > ortury u dentysty?
                            Oczywiście, że nie. Ale siłowe mycie zębów bo tak trzeba nie jest rozwiązaniem. Skoro dziecko darło się przy każdym myciu zębów to miało do tego powód.

                            > Niezmienianie usranej pieluchy niemowlakowi z powodu "interesujacych zajec" uwa
                            > zam za znecanie sie nad dzieckiem.

                            Ja też. Odparzyłby mu się tyłek. Jednak nie trzeba, ani nawet nie wolno robić niczego "na siłę". Ja po prostu nie przerywam dzieciakowi na siłę zabawy. Zwabiam go do siebie i całą "operację" przeprowadzam w formie zabawy. Nigdy nie stosuję przemocy wobec moich dzieci. Jeśli protestują, szukam przyczyny. Tu akurat przyczyna okazała się niechęć do przerwania zabawy, wiec jej nie przerywam.

                            ziecko nalezy PEWNYCH
                            > rzeczy uczyc i PEWNE rzeczy trzeba wpajac metodami odpowiednimi do wieku i zdo
                            > lnosci umyslowych, ale nie traktujac owego dziecka jak moralnego czy fizycznego
                            > geniusza, ktory do WSZYSTKIEGO dojdzie sam.

                            Metodami odpowiednimi do wieku - przemoc nigdy nie jest metodą! Jeśli okazuje się, że coś trzeba wpajać - to najczęściej jesteśmy na złej drodze. To dobry miernik.
                            • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:13
                              > Moje półtoraroczne dziecko, akurat mam takie na stanie, po powrocie ze spaceru
                              > maszeruje od razu do łazienki żeby umyć ręce. Po prostu zawsze myłam mu ręce p
                              > o spacerze i samo się nauczyło, że tak się robi.

                              Kiedy sie nauczylo? Po pierwszym spacerze? Bo wyobraz sobie, ze moje nie rozumialo, ze trzeba myc rece, pomimo ze to byla zawsze moja pierwsza czynnosc po spacerze. Mialam czekac, az w wieku 5 lat zatrybi?

                              > Oczywiście, że nie. Ale siłowe mycie zębów bo tak trzeba nie jest rozwiązaniem.
                              > Skoro dziecko darło się przy każdym myciu zębów to miało do tego powód.

                              No, czyli twoje teorie czasami maja sie nijak do rzeczywistosci. MIalam wyjscie pomiedzy myciem zebow na sile, a zostawieniem tego odlogiem na pare lat, gdyz do tej pory nie wszystko dziecko jest mi w stanie wyjasnic pod katem przyczynowo-skutkowym. Wybralam mniejsze zlo i uwazam to za sukces. Nadmieniam, ze dziecko nie chcialo tez brac antybiotyku za pierwszym razem i zostalo do tego zmuszone. Bardziej mi zalezalo na jego zdrowiu niz na ideolo o niemoznosci stosowania "przemocy".

                              > Ja też. Odparzyłby mu się tyłek. Jednak nie trzeba, ani nawet nie wolno robić n
                              > iczego "na siłę". Ja po prostu nie przerywam dzieciakowi na siłę zabawy. Zwabia
                              > m go do siebie i całą "operację" przeprowadzam w formie zabawy. Nigdy nie stosu
                              > ję przemocy wobec moich dzieci. Jeśli protestują, szukam przyczyny. Tu akurat p
                              > rzyczyna okazała się niechęć do przerwania zabawy, wiec jej nie przerywam.

                              Wiekszosc dzieci protestuje w pewnym wieku przy zmianie pieluchy, nie chca lezec, nie chca stac, uciekaja. Nigdy nie slyszalam o traumie i zaburzeniach osobowosci spowodowanych zmiana pieluchy na sile. Chcesz sie bawic w zabawe, czekajac grzecznie az dziecku tylek spuchnie - prosze cie bardzo. Twoje dziecko, twoj problem.

                              > Metodami odpowiednimi do wieku - przemoc nigdy nie jest metodą! Jeśli okazuje s
                              > ię, że coś trzeba wpajać - to najczęściej jesteśmy na złej drodze. To dobry mie
                              > rnik.

                              NO i znowu hop - uderzamy o beton. Wpajanie niektorych zasad jest daje jako wymierny rezultat utrzymanie dziecka w zdrowiu badz przy zyciu. Bo nie wszystkie zasady dziecko jest w stanie przejac przez nasladownictwo.
                              • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:45
                                MIalam wyjscie
                                > pomiedzy myciem zebow na sile, a zostawieniem tego odlogiem na pare lat, gdyz
                                > do tej pory nie wszystko dziecko jest mi w stanie wyjasnic pod katem przyczynow
                                > o-skutkowym.

                                Ale wiadomo że dziecko cię nie poinformuje i nie wyjaśni, gdyby mogło to zrobić to by się nie darło. Jest trzecie wyjście - dojść dlaczego dziecko się drze. Jeśli udaje się to w przypadku niemowlaków o bardzo niskim poziomie zdolności komunikacji, przy starszym jest to tym bardziej możliwe.

                                Wybralam mniejsze zlo i uwazam to za sukces. Nadmieniam, ze dziec
                                > ko nie chcialo tez brac antybiotyku za pierwszym razem i zostalo do tego zmuszo
                                > ne. Bardziej mi zalezalo na jego zdrowiu niz na ideolo o niemoznosci stosowania
                                > "przemocy".

                                Nigdy nie zmuszałam dzieci do brania lekarstw, a jednak je przyjmowały. Mały był wcześniakiem i ogólnie był poddawany ogromnej ilości procedur z założenia "przymusowych". Widziałam pielęgniarki stosujące przemoc wobec dzieci i takie, którym dzieci nie płakały nawet przy zakładaniu wenflonu.

                                > Wiekszosc dzieci protestuje w pewnym wieku przy zmianie pieluchy, nie chca leze
                                > c, nie chca stac, uciekaja. Nigdy nie slyszalam o traumie i zaburzeniach osobow
                                > osci spowodowanych zmiana pieluchy na sile.

                                Ale jest dużo traum spowodowanych ogólnym stosowaniem przemocy jako metody w wychowaniu. Dzieci mają osłabione mechanizmy obronne, nie potrafią radzić sobie z przemocą, bo uważają ja za coś naturalnego.

                                Chcesz sie bawic w zabawe, czekajac
                                > grzecznie az dziecku tylek spuchnie - prosze cie bardzo. Twoje dziecko, twoj
                                > problem.

                                Nie dogadamy się, bo ty uważasz przemoc wobec dziecka za "mniejsze zło". Uważasz, że jeśli w pewnych sytuacjach nie zastosuje się przemocy, to nie uda się "dogadać" z dzieckiem i osiągnąć pożądanego efektu. Więc bez przemocy dziecko nie umyje zębów przez osiem lat, spuchnie mu tyłek od nieświeżej pieluchy, nie weźmie leku i nie zmieni ufajdanych majtek.
                                Nie stosuję przemocy, mój syn ma zdrowe zęby, leki są brane na czas, pielucha zmieniana na bieżąco. Może dlatego mój półtoraroczniak ochoczo biegnie do łazienki myć ręce po spacerze, a ty jak napisałaś - musiałabyś czekać z tym do piątego roku życia?
                                • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 18:08
                                  > Ale wiadomo że dziecko cię nie poinformuje i nie wyjaśni, gdyby mogło to zrobić
                                  > to by się nie darło. Jest trzecie wyjście - dojść dlaczego dziecko się drze. J
                                  > eśli udaje się to w przypadku niemowlaków o bardzo niskim poziomie zdolności ko
                                  > munikacji, przy starszym jest to tym bardziej możliwe.

                                  W moim przypadku nie bylo to mozliwe - nie jestem duchem swietym, nie potrafie czytac w myslach, stosowalam wszelkie mozliwe sposoby, zeby do tego dociec. Ty zakladasz, ze skoro twoje dziecko cos zrobilo zgodnie z twoja teoria, to teoria jest sprawdzalna i nie do obalenia. A tak nie jest.

                                  > Ale jest dużo traum spowodowanych ogólnym stosowaniem przemocy jako metody w wy
                                  > chowaniu. Dzieci mają osłabione mechanizmy obronne, nie potrafią radzić sobie z
                                  > przemocą, bo uważają ja za coś naturalnego.

                                  Ale my mowimy o zlapaniu poltoraroczniaka i zmienieniu mu pieluchy przy chwilowym oporze, a nie laniu go kablem w glowe za to, ze nie dal sobie tej pieluchy zmienic. PO czym takim powstaje trauma.

                                  > Nie dogadamy się, bo ty uważasz przemoc wobec dziecka za "mniejsze zło". Uważas
                                  > z, że jeśli w pewnych sytuacjach nie zastosuje się przemocy, to nie uda się "do
                                  > gadać" z dzieckiem i osiągnąć pożądanego efektu. Więc bez przemocy dziecko nie
                                  > umyje zębów przez osiem lat, spuchnie mu tyłek od nieświeżej pieluchy, nie weźm
                                  > ie leku i nie zmieni ufajdanych majtek.

                                  Tak, nie dogadamy sie, bo nIe dalo sie umyc mojemu dziecku zebow zadna inna metoda. Odpuszczanie na 2 dni na zasadzie "moze bola go zeby" rowniez nie dawalo nic. Ja ci wyraznie sygnalizuje, ze twoja teoria nie jest sprawdzalna i aplikowalna pod kazdym wzgledem, bo uwaga! dzieci sa rozne.

                                  > Nie stosuję przemocy, mój syn ma zdrowe zęby, leki są brane na czas, pielucha z
                                  > mieniana na bieżąco. Może dlatego mój półtoraroczniak ochoczo biegnie do łazie
                                  > nki myć ręce po spacerze, a ty jak napisałaś - musiałabyś czekać z tym do piąte
                                  > go roku życia?

                                  Ja nie stosowalam przemocy przy myciu rak mojego dziecka. Po prostu mu to pokazalam = nauczylam. Oporu nie bylo. Nie chcialam tylko czekac ze wzgledow wiadomych, az zalapie to w "odpowiednim wieku".
                                  • triss_merigold6 Zafascynował mnie temat leków 11.03.12, 18:26
                                    Przyznam, że zafascynował mnie temat leków. Moje ośmiomiesięczne niemowlę nie ma życzenia mieć oczyszczanego nosa i łykać syropu. Poniekąd rozumiem, leki w syropie są średnio smaczne, a ściąganie glutów fridą nie jest fajne. Niemniej musi ergo ostatecznie zostaje użyta przemoc, dziecko przytrzymane mimo, że się wydziera.
                                    • duzeq Re: Zafascynował mnie temat leków 11.03.12, 18:41
                                      Ergo - robisz cos rownie zle jak ja.
                                      Bo wg powyzszych teorii wszystko, absolutnie wszystko da sie zrobic bez "przemocy".
                                      • triss_merigold6 Pociągnijmy temat 11.03.12, 19:40
                                        Cóż, możliwe ale ten konkretny lek musi być podawany co 12 godzin...
                                        Interesuje mnie w jaki sposób bez używania werbalnej przemocy (tu: wydawanie poleceń tonem nieznoszącym sprzeciwu) uniknąć sytuacji kiedy siedmiolatek twierdzi, że do szkoły mu się iść nie chce i wobec tego może nie pójdzie etc. Podawanie dobrego przykładu "my idziemy do pracy, siostra do żłobka", odwoływanie się do prawa "jest obowiązek szkolny", kuszenie "wrócisz i będziesz mógł się bawić" etc. skutkuje przedłużającym się fochem i narastającym ciśnieniem, bo qrde rano jest i nie ma czasu na dyskusje nad sensem edukacji wczesnoszkolnej. Aha, szczyl szkołę nawet lubi tylko fajniej - według jego koncepcji - jest zostać w domu i np. cały dzień oglądać telewizję albo budować z lego czy rysować. Atrakcje szkolne wymiękają w zestawieniu z "Pogromcami mitów" czy "Tech Show".
                                        • duzeq Re: Pociągnijmy temat 11.03.12, 20:42
                                          Ja 7-latka nie posiadam i ten etap rozwoju mam jeszcze przed soba, niemniej obowiazkowa szkola jawi mi sie jako obowiazkowe mycie zebow i tutaj jestem ciekawa jak wypracowywuje sie trzecia droge, zeby po przebudzeniu zobaczyc dziecie juz ubrane, radosnie podspiewujace i pospieszajace rodzicow, bo przeciez ono musi do szkoly...!
                                          Bo ze taka droga jest - to na mur beton.
                    • asia_i_p Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:41
                      Dziecko nie uczy się przez analogię, tylko przez doświadczenie. Myjąc mu zęby nie uczymy, że zęby się myje, tylko że zęby myje mama. Utrzymując porządek i nic nie wymagając uczymy, że sprząta mama.
                      Potem mamy takie kwiatki jak licealista (znałam osobiście, nic nie zmyślam), który nie przeszedł z klasy do klasy, bo się spóźnił na egzamin poprawkowy. Zaspał. Mama go nie obudziła. Miał pretensje do mamy (17-letni facet). Jak zasugerowałam używanie budzika, zrobił wielkie oczy.
                      • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:18
                        > Dziecko nie uczy się przez analogię, tylko przez doświadczenie. Myjąc mu zęby n
                        > ie uczymy, że zęby się myje, tylko że zęby myje mama.

                        Mycie zebow jest zlym przykladem o tyle, ze zaczyna sie jeszcze na etapie, kiedy dziecko nie potrafi tego zrobic samo. Pozniej, nawet jezeli jest w stanie porzadnie trzymac szczoteczke, nie jest w stanie jednak umyc dobrze tych zebow. Dopiero potem dochodzi do calkowitej samodzielnosci.
                        Czekanie na to, az dziecko samodzielnie chwyci szczoteczke i wyszoruje porzadnie zeby nie jest w tym wypadku opcja.
                      • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:24
                        Myjąc małemu dziecku zęby uczymy dziecko, że zęby się myje. Naturalna ciekawość dziecka spowoduje, ze samo kiedyś za szczoteczkę złapie, podobnie jak za łyżkę, sznurówkę itp. Dziecko w ten sposób samo zgłasza gotowość do "nauki". Najpierw umyje zęby nieporadnie, ale jeśli mu pozwolimy - szybko nabierze wprawy.
                        Co do utrzymywania porządku - małe dzieci w sposób naturalny naśladują to co widzą. Mój mały z namiętnością i pasją zamiata podłogę, wkłada rzeczy do pralki, wrzuca zabawki do kubła. To jednak nie znaczy, ze - wbrew radości babci - rozumie ideę zamiatania, prania i nauczył się porządku. Jednak uczestniczenie w tych czynnościach jest treningiem do opanowania tych rzeczy w przyszłości. Nie uważam, ze od małych dzieci należy wymagać sprzątania, bo one nie rozumieją idei porządku. Ale warto pozwolić im sprzątać razem ze sobą. Wtedy nie nauczą się że sprząta mama, tylko, że kubki odstawia się do zmywarki, śmieci wyrzuca do kosza, masło wkłada do lodówki. Gdy dorosną będą robić to samo.
                        • mozyna Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:29
                          twojabogini napisała:
                          Nie uważam, ze od małych dzieci należy wymagać sprzątania, bo one nie rozumieją idei porządku


                          nie rozumieja dlaczego autka poukladane na podlodze to balagan, a te same autka ulozone na polce to porzadek smile
                          • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:50
                            > nie rozumieja dlaczego autka poukladane na podlodze to balagan, a te same autka
                            > ulozone na polce to porzadek smile

                            Mówimy o małych dzieciach - dokładnie tak. Dla malucha autka rozłożone na podłodze to np. efekt jego starań. Kiedy mu je każesz złożyć, to tak jakbyś ułożyła układankę i ktoś kazał ci ją posprzątać. Autka na półce to w tym przypadku tak samo jak układanka z powrotem w pudełku.
                            Takich przykładów naprawdę można mnożyć. Porządek jest ideą abstrakcyjną, małe dzieci nie pojmują abstrakcji. Małe dziecko można przyzwyczaić najwyżej do tego, że w określonych porach dnia wykonuje się określone czynności, np. wrzuca zabawki do pudła. Jeśli to naprawdę stały element nie będą protestować - bo tak po prostu jest. Do czasu aż pod łóżkiem czy szafą nie ułożą sobie jakiejś konstrukcji, która będzie dla ciebie bałaganem.
              • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:27
                przeczysz sobie. Powyżej napisalas, że trzeba dziecku pokazać i nauczyc je myci
                > a rąk, sprzatania itp.
                > No to jak? samo dorasta, czy robi to, czego nauczyli, pokazali i wymagają od ni
                > ego rodzice?

                Dziecko dorasta samo. Nie trzeba go uczyć mycia rąk, ani mu tego pokazywać. Wystarczy, ze będziemy mu po prostu myć ręce żeby to sobie przyswoiło. Dziecko przyswoi sobie wszystko, co je otacza. Jeśli otoczy je porządek, nauczy się porządku. Jeśli rodzice sami mają problem z utrzymaniem ładu w domu, to będą stale walczyć z dzieckiem o "robienie porządku", karać, nagradzać - bez większych efektów.
                Zdrowe dziecko, aby opanować podstawowe umiejętności życiowe nie wymaga żadnych ale to żadnych zabiegów wychowawczych, ani nauczania.
                • triss_merigold6 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:22
                  Socjalizacja i zapewnienie dobrego startu dziecku to jednak nieco więcej niż opanowanie podstawowych umiejętności życiowych. uncertain
                  • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 14:46
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Socjalizacja i zapewnienie dobrego startu dziecku to jednak nieco więcej niż op
                    > anowanie podstawowych umiejętności życiowych. uncertain

                    Socjalizacja to proces który dokonuje się naturalnie - w rodzinie, w szkole, na podwórku. Dzieci, które non stop uczestniczą w zorganizowanych zajęciach grupowych mają mniejszą szansę na socjalizację, niż te, które spędzają czas w towarzystwie rówieśników na swobodnie wybranych zajęciach.
                    Zapewnienie dobrego startu to nie nauczenie dziecka dwóch obcych języków, umiejętności wykonywania koziołków czy innych akrobacji i gry na przynajmniej jednym instrumencie. Znacznie ważniejsze jest poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa, odkrycie własnych zdolności i ograniczeń.
                    • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:15
                      Podchodzac do sprawy rozsadnie, mozna zapewnic zarowno dodatkowe zajecia jak i poczucie wlasnej wartosci, bezpieczenstwo i odkrycie wlasnych zdolnosci oraz ograniczen (tu nawet szybciej dzieki owym tragicznym dodatkowym zajeciom).
                      Dlaczego ty przeskakujesz od ekstremum do ekstremum? Pomiedzy zapelnieniem tygodnia dziecku tenisem, zonglerka, dwoma jezykami, hodowla iguany i gra na skrzypcach, a pomoca dziecku w szlifowaniu swoich uzdolnien ( kiedy to spokojnie zostaje czas na socjalizowanie sie na podworku za oknem) jest ogromna roznica.
                      • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:54
                        duzeq napisała:

                        > Dlaczego ty przeskakujesz od ekstremum do ekstremum? Pomiedzy zapelnieniem tygo
                        > dnia dziecku tenisem, zonglerka, dwoma jezykami, hodowla iguany i gra na skrzyp
                        > cach, a pomoca dziecku w szlifowaniu swoich uzdolnien ( kiedy to spokojnie zos
                        > taje czas na socjalizowanie sie na podworku za oknem) jest ogromna roznica.

                        Oczywiście że jest i że zajęcia dodatkowe w rozsądnych dawkach nie są niczym złym. Pod warunkiem, że są to zajęcia wybrane przez dziecko, a nie rodzica i ze rodzic jest gotowy odpuścić dziecku, kiedy uzna, ze już nie chce w nich uczestniczyć. Taka postawa jest jednak bardzo rzadka. Większość nastolatków oświadczających, że od jutra przestaje chodzić na angielski dostaje taką burę, jakby oświadczyli, ze od jutra zaczynają się narkotyzować i uprawiać ryzykowny seks.
                        • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:20
                          > Oczywiście że jest i że zajęcia dodatkowe w rozsądnych dawkach nie są niczym zł
                          > ym.

                          Jezu, nareszcie...!

                          Pod warunkiem, że są to zajęcia wybrane przez dziecko, a nie rodzica i ze r
                          > odzic jest gotowy odpuścić dziecku, kiedy uzna, ze już nie chce w nich uczestni
                          > czyć. Taka postawa jest jednak bardzo rzadka.

                          Nie, taka postawa jest norma. Rzadkie to bywa wypelnianie dziecku calego tygodnia zajeciami, ktore go nie interesuja i na ktore nie chce chodzic.
                • krecik Re: współczesne rodzicielstwo 12.03.12, 11:39
                  > Dziecko dorasta samo. Nie trzeba go uczyć mycia rąk, ani mu tego pokazywać. Wys
                  > tarczy, ze będziemy mu po prostu myć ręce żeby to sobie przyswoiło. Dziecko prz
                  > yswoi sobie wszystko, co je otacza. Jeśli otoczy je porządek, nauczy się porząd
                  > ku.

                  Ale oczywizda. Idac tym tokiem rozumowania, moja osmioletnia corka powinna naturalnie przyswoic sobie coporanny 15-minutowy rytual nakladania makijazu, bo tak robi jej mamusia.

                  Ktos naczytal sie mundrych ksiazek psychologicznych, w ktorych brakowalo rozdzialow "Jak sie ma teoria do praktyki" oraz "Moje dziecko nie jest wyznacznikiem norm".

                  Ag
                  • triss_merigold6 Re: współczesne rodzicielstwo 12.03.12, 11:43
                    Hm... to chyba mój 7,5-letni syn też powinien to przyswoić?
            • edelstein Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:58
              Powszechne od stuleci moze dodajtongue_out
              Dziecko to nie dab,smieszne porownanie,poza tym nie wszystkie deby beda wytwarzac zoledzie.A i w wspolczesnych czasach bardzo dba sie o rozwoj debow,zbiera najlepsze nasiona,sieje itd,by byly tylko te najlepsze,bo maja najwieksza szanse na przetrwanietongue_out
              Twoje wywody pasuja do osoby bezdzietnej.
              • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 14:24
                > Twoje wywody pasuja do osoby bezdzietnej.

                Mam dzieci - swoich dwoje. Do tego sporą grupkę dzieci dodatkowych - koledzy i koleżanki syna, dzieci z rodziny i dzieci znajomych. Pełna chata dzieci.
          • cmentarna.polka Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 19:17
            Nie znam nikogo kto by dzieci prowadzal na zajecia z kazdej dziedziny,chyba,ze
            > wychodzisz z tego zalozenia po lekturze ematki,ale jematki nie sa reprezentatyw
            > newink

            A ja znam. Uczyłam malarstwa w prywatnej pracowni i widziałam dzieci (najczęściej dziewczynki), które przychodziły na zajęcia po pianinie i hiszpańskim i były
            tak zmęczone, że prawie przysypiały nad swoją pracą. Nie były w domu po szkole, a była 19.00. Dla mnie to masakra. A wiem, że w tygodniu miały jeszcze basen, siatkówkę i korki z chemii. Dla mnie to był inny świat. Mam ledwo 27 lat. Moje lata szkolne nie były tak dawno temu a pamiętam, że chociaż miałam zajęcia dodatkowe (taniec i angielski), to nie przyslaniały mi one zycia. A tym dzieciakom przysłaniają.
        • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:36
          > i teraz większość dzieci interesuje się grą na skrzypcach, językami obcymi i grą w tenisa równocześnie, że o weekendowym lepieniu garnków nie wspomnę.

          To powiedz w jakim ty sie srodowisku obracasz, bo w moim wiekszosc dzieci interesuje sie chomikami, rybkami, klockami, samochodami (wiekszymi lub mniejszymi), dzieciecymi mikroskopami, Nintendo DS etc, etc, etc. Niektore sa skautami (po chcialy i lubia to), niektore chodza na konie (bo chcialy i lubia to), niektore swietnie juz jezdza na nartach (tu nie wiem czy chcialy ale skoro rodzice wyjezdzaja co roku do 3 razy na narty, to specjalnie mnie to nie dziwii).
          Nie widze ani pol dziecka, ktore przypominaloby bonzai.

          Ale tak swoja droga, gdybym chciala czekac, jak to sugerujesz, az minie u nas bunt dwulatka, to w najlepszym przypadku moje dziecie nie byloby juz w 100% zdrowe. O najgorszym scenariuszu nie chce nawet myslec.

          • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:43
            Aktualnie "obracam się" w środowisku gdzie dzieci nie chodzą na absolutnie żadne zajęcia dodatkowe. Te które chodzą to bardzo rzadki wyjątek. To bardzo miła odtrutka po niemowlakach uczonych języka angielskiego.
            Wcześniej "obracałam się" w stolicy. Dzieci, które nie uczęszczały na zajęcia dodatkowe to były dzieci z rodzin ubogich lub środowisk patologicznych. Cała reszta gdzieś łaziła. W mojej opinii celem tych zajęć było głownie zapewnienie świętego spokoju rodzicom po pracy, albo też zapewnienie opieki dzieciom w czasie gdy rodzice pracowali. Przy tym absolutne przekonanie, że dzieci potrzebują "stymulacji rozwoju", "rozwijania zainteresowań", "twórczego spędzania czasu". Do rzadkich wypadków należało, że np. cała rodzina uczestniczyła w zajęciach sportowych, albo, że nauka języka przynosiła jakiekolwiek efekty poza umiejętnością powiedzenia paru wierszyków.
            • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:03
              No i mamy rozwiazanie zagadki. Poza stolica zyje absolutnie zdecydowana wiekszosc dzieci w Polsce, a i samej stolicy wypychanie na dodatkowe zajecia musi miec scisly zwiazek z zamoznoscia rodzicow, co daje nam garstke dzieci w skali narodowej.
              Czyli wiekszosc dzieci zyje normalnie, a ty mialas nieszczescie natknac sie na tych od wyscigow szczurow. Co oznacza, ze apel jest li i jedynie przekoloryzowana wersja bardzo waskiej rzeczywistosci.
              • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 14:28
                Zajęcia dodatkowe w zmasowanej skali to tylko przejaw pewnej postawy rodzicielskiej, określmy ją roboczo "edukacjonizmem". Większość dzieci jest bardzo kochana i rodzice w dobrej wierze poddają je procesowi edukacji, nauczania, przysposabiania do życia i wpajania zasad.
                • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 14:43
                  Zajecia dodatkowe, o ile nie sa przesadzone, moga byc swietnym bodzcem dla dzieci z okreslonymi talentami. Ciekawa jestem jak w twoim swiecie dziecko orientuje sie, ze moze byc swietnym szermierzem albo ze jazda na nartach moze dostarczac mu przyjemnosci i satysfakacji, skoro dziecka nie nalezy uczyc, bo dziecko ma samo sobie to odkryc. Nie pokazesz mu opcji - samo nie odkryje. Zmuszac nie nalezy, pielegnowac talent - coz w tym potwornego?
                  Zyjemy tez w spoleczenstwie, w ktorym panuja okreslone zasady; dlatego wiekszosc z nas jest jeszcze zywa i zdrowa. Zrozumienie tych zasad nie jest absolutnie wlasciwe dla natury dziecka - to my, dorosli, pokazujemy mu wlasciwa droge.
                  Rozumiem, ze zafascynowana jestes ideami Rousseau, ale te zasady sa dobre do krzewienia na bezludnej wyspie.
            • triss_merigold6 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:08
              Mieszkasz na głębokiej, ubogiej prowincji z zerową ofertą zajęć dla dzieci?
              W mojej opinii natomiast, celem zajęć dodatkowych jest uzupełnianie deficytów edukacji szkolnej (języki obce, zajęcia sportowe) i pokazywanie dziecku czym może się zainteresować, bo - rozumiesz - żeby zechciało się czymś zainteresować musi mieć jakiś wybór, jakieś podpowiedzi, szansę na poznanie różnych aktywności.
              Cherie, naprawdę sądzisz, że logistyczna ekwilibrystyka z odwożeniem/przywożeniem siedmiolatka na zajęcia po szkole popołudniami i w weekendy jest po to, żebyśmy mieli święty spokój? Raczej wręcz przeciwnie, to dla nas dodatkowy wysiłek i dodatkowy wydatek.
              • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 14:41
                riss_merigold6 napisała:

                > Mieszkasz na głębokiej, ubogiej prowincji z zerową ofertą zajęć dla dzieci?

                Dokładnie tak, przeniosłam się ze stolicy na głęboką ubogą prowincję z zerową ofertą zajęć dla dzieci. Nie widzę absolutnie żadnych różnic rozwojowych pomiędzy nowymi kolegami syna a kolegami ze stolicy, pomimo tak rożnej "oferty edukacyjnej". Umiejętności również mają podobne, niektóre są uzdolnione sportowo i osiągają dobre wyniki, inne matematycznie i też udaje im się rozwijać ich pasje.

                > W mojej opinii natomiast, celem zajęć dodatkowych jest uzupełnianie deficytów e
                > dukacji szkolnej (języki obce, zajęcia sportowe) i pokazywanie dziecku czym moż
                > e się zainteresować, bo - rozumiesz - żeby zechciało się czymś zainteresować mu
                > si mieć jakiś wybór, jakieś podpowiedzi, szansę na poznanie różnych aktywności.

                Większość dzieci, które znam i które od lat chodzą "na języki" nadal nie potrafi komunikować się w języku, którego się uczą - nie pogadają z obcokrajowcem, nie rozumieją tekstów piosenek, nie czytają książek ze zrozumieniem. Śmiem wątpić w jakość i wartość takiej "nauki". Jedynym "osiągnięciem" jest lepszy stopień z języka w szkole. Brawo.
                Co do zajęć sportowych, jeśli dziecko chce w nich uczestniczyć, to będzie. Nawet bez specjalnej oferty edukacyjnej. Wtedy gdy będzie mieć na to ochotę. Tu chłopcy sami organizują sobie mecze, kiedy mają na to czas i zapał, idą popływać, pobiegać. Sprawia im to przyjemność i jakoś nie widziałam chłopca, kłócącego się z mamą, że dzisiaj nie che rozgrywać meczu, bo wolałby spotkać się z kolegą, albo źle się czuje. Przy regularnych zajęciach sportowych takie sytuacje są za to dość częste. Wiele dzieci czuje się ukaranych, że ich koledzy umówili się na podwórku, a oni muszą odbębnić lekcję tenisa.


            • dorek3 Re: współczesne rodzicielstwo 12.03.12, 00:09
              Chyba żadna Twoja próbka nie jest reprezentatywna.

              Mieszkam w stolicy, moi 8-letni synowie nie chodzą na żadne zajęcia poza szkołą (aczkolwiek maja wiele kółek na świetlicy). W weekendy bywają na zajęciach Uniwersytetu Dzieci i chodzi na szkółkę narciarską. Nie należymy ani do rodzin ubogich ani pataologicznych
    • nabakier Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:01
      To my jesteśmy nietypowi. Nasze dzieci rozwijają się po swojemu, a wyścig szczurów mamy gdzieś smile Luz i jest fajnie.
    • sueellen Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:08
      A sto lat temu kazano dzieciom chodzic po pokoju z książkami na glowie...
      • emilly4 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:29
        Problem polega na tym, ze my rodzice sami juz nie wiemy co jest dobre dla naszych dzieci i zazwyczaj popadamy ze skrajnosci w skrajnosc.
    • paartycja Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:25
      mam wrażenie,że w swoim wywodzie pomieszałaś wiele typów rodzicielstwa.
      • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:46
        Nie rozważałam żadnych typów rodzicielstwa. Po prostu podsumowałam swoje obserwacje - powszechne przekonanie, że dzieci trzeba uczyć, rozwijać, kształtować. Że trzeba aktywnie przeciwdziałać zachowaniom niepożądanym, a pożądane zachowania prowokować. Że w rozwoju dziecka ważna jest edukacja.
        • triss_merigold6 Chcesz dorobić ideolo? 11.03.12, 13:27
          Chcesz dorobić ideolo do własnego lenistwa/nieudacznictwa/braku możliwości czy do braku pomysłów?
          • twojabogini Re: Chcesz dorobić ideolo? 11.03.12, 15:04
            triss_merigold6 napisała:

            > Chcesz dorobić ideolo do własnego lenistwa/nieudacznictwa/braku możliwości czy
            > do braku pomysłów?

            Nie chcę dorabiać żadnego ideolo do niczego. Uważam, że jeśli dziecko jest w czymś dobre i ma do czegoś talent - to samo będzie dążyć do jego realizacji. Stworzenie możliwości to nie zapisanie dziecka na lekcję gry na pianinie. To jest lenistwo!
            Najwięcej możliwości tworzy się dziecku w domu. U mnie zawsze były w domu instrumenty, materiały plastyczne, gry. Materiały plastyczne leża najczęściej odłogiem. Syn za to sam nauczył się grać na gitarze (z aplikacji w telefonie cioci, gdzie były akordy) i dopiero, gdy osiągnął pewien pułap dostał lekcje. Brzdąka sobie też na pianinie dla relaksu - nie w czwartki od do, tylko gdy go najdzie, czasem całe popołudnie. Dzieciaki założyły sobie zespól, nagrywają,śpiewają. Chcą jakiegoś tam programu do nagrywania w lepszej jakości dźwięku. Na razie go nie dostaną. Nie dlatego, że szkoda mi kasy, tylko dlatego, że nie ma sensu w mojej opinii wspierać każdego nowego pomysłu dziecka. Czasem musi doświadczyć trudności. To jest socjalizacja.
            Syn zawsze uwielbiał szachy. Grał dużo z kolegami, znajomymi, gdy pojawiło się kółko szachowe zapisał się, zaczął brać udział w turniejach. Tu nie ma nic takiego. Porozmawiał z dyrekcją swojej szkoły i sam założył kółko szachowe - prowadzi zajęcia dla młodszych dzieci. Do tego z kolegami mają klubik szachowy, spotykają się u nas w domu, analizują zapisy z turniejów, grają z komputerem. Planują wspólny wyjazd na turniej.
            Osobiście miałabym mnóstwo pomysłów na to jak moje dzieci mają spędzać czas. Pozwalam im jednak robić to na co one mają ochotę. Ja stwarzam tylko możliwości. Realne możliwości.

            • duzeq Re: Chcesz dorobić ideolo? 11.03.12, 15:39
              Litosci.
              Abstrahujac od tego, ze nie znam dziecka, ktore by nie brzdakalo na instrumencie stojacym/lezacym w domu, to jak twoje dziecko nauczylo sie grac w szachy? Samo z siebie? Po prostu obserwujac? Czy ta nauka jednak sie liczy, jako ze nie dokonala sie kolku w szkole tylko w domu?
              No, nie mowiac o tym, ze teraz na dodatek twoj syn przyczynia sie do meczenia biednych, mlodszych dzieci, bo to ON je uczy i w SZKOLE, a nie rodzice w domu, tak jak powinno byc.

              Twoje "realne stwarzanie mozliwosci" wykonuje znakomita wiekszosc rodzicow, a tylko garstka, tak jak pisalam, uprawia wyscig szczurow. NIe wiem dlaczego tak trudno ci to zauwazyc.
              • twojabogini Re: Chcesz dorobić ideolo? 11.03.12, 16:10
                Dziecko któregoś dnia zgłosiło ochotę rozegrania partii szachów. Widziało jak grają inni i zaciekawiło się.
                Pojęcie nauki zawiera w sobie rożne kategorie. Nauka gry w szachy, nauka liczenia, nauka historii - w dużej mierze jest procesem abstrakcyjnym, gdzie dziecko przyswaja sobie treści przekazywane mu przez kogoś innego. Również w przypadku takiej nauki brak przymusu, uwzględnienie etapu rozwoju oraz zaangażowanie dziecka ma ogromne znaczenie.

                W tych samych kategoriach wiele osób pojmuje proces zdobywania przez dziecko pewnych naturalnych wrodzonych umiejętności - samodzielnego jedzenia, siusiania, robienia porządku, znoszenia porażek, panowania nad emocjami, wykonywania poleceń. Tymczasem to są funkcje uwarunkowane rozwojem układu nerwowego. Nie da się ich wymusić, wpoić, czy przyspieszyć. Oczywiście da się stymulować sam rozwój układu nerwowego - dziecko masowane, przytulane, kołysane, odpowiednio odżywiane, mające swobodę ruchów, słuchające na co dzień wierszyków, piosenek, wyprowadzane na świeże powietrze itd. prawdopodobnie opanuje wszystkie te umiejętności szybciej. ]

                To właśnie tu upatruję problemu współczesnego rodzicielstwa. Rodzice kompletnie nie odróżniają których rzeczy powinni dziecka uczyć, które przyjdą same. Cały rozwój dziecka postrzegają w kategorii nauki. Dlatego są skłonni męczyć dziecko niepotrzebnymi zabiegami "wychowawczymi" i stymulującymi lub korygującymi rozwój. Do tego skłonni są przy tym do stosowania przemocy, łamania oporu, pomimo wyraźnych i czasem rozpaczliwych sygnałów dawanych przez dziecko.

                • duzeq Re: Chcesz dorobić ideolo? 11.03.12, 16:58
                  > Dziecko któregoś dnia zgłosiło ochotę rozegrania partii szachów. Widziało jak g
                  > rają inni i zaciekawiło się.

                  No dobrze, ale to dlatego ze widzialo w domu i ktos je pozniej tego nauczyl, tak? Jak dziecko ma sie nauczyc jezdzic na nartach, grac na flecie, uprawiac szermierke czy jezdzic na koniu, skoro ciezko uprawiac galop na kasztanku po salonie? Ja rozumiem, ze dziecko powinno czyms wyrazic zainteresowanie, ale tutaj clue polega na tym, ze mozna przedstawiac mu opcje, a potem tylko zobaczyc czy przejawia zainteresowanie czy nie. I naprawde, tak robi wiekszosc rodzicow, a ty utyskujesz na te garstke ze stolicy podciagajac to do normy.

                  > To właśnie tu upatruję problemu współczesnego rodzicielstwa. Rodzice kompletnie
                  > nie odróżniają których rzeczy powinni dziecka uczyć, które przyjdą same. Cały
                  > rozwój dziecka postrzegają w kategorii nauki. Dlatego są skłonni męczyć dziecko
                  > niepotrzebnymi zabiegami "wychowawczymi" i stymulującymi lub korygującymi rozw
                  > ój. Do tego skłonni są przy tym do stosowania przemocy, łamania oporu, pomimo w
                  > yraźnych i czasem rozpaczliwych sygnałów dawanych przez dziecko.

                  NIe, nie i jeszcze raz nie. Mieszasz tutaj wychowanie do zycia w spoleczenstwie i obowiazek rodzicow do ochrony zdrowia i zycia dziecka z wyscigiem szczurow przejawiajacym sie w wysylaniu dziecka na niechciane zajecia. Niektore zachowania powinno sie wspierac, niektore korygowac, niektore eliminowac, niektore lamac oporem (jezeli istnieje zagrozenie zycia lub zdrowia). To ty jako rodzic masz myslec o ewentualnych konsekwencjach zachowania dziecka, ono same nie zawsze dojdzie do odpowiedniej konkluzji! Tutaj trzeba postawic na balans pomiedzy etapem rozwojowym dziecka a wiedza rodzicow i ja nie widze tu tak wielkiego dramatu.
    • broceliande Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:32
      Pocieszę Cię, że ja pozwalam do wszystkiego dorosnąć i znam wielu rodziców, którzy też pozwalają.
      Do nocnika, do rozstania z piersią, do przedszkola, do szkoły.
      Ja mam jedno dziecko i naprawdę nigdy mi się do niczego nie spieszysmile
      • zefirek1612 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:41
        z tym nocnikiem, to do mnie?wink bardzo interesujący watek, jak dla mnie, chętnie poczytam. cały czas czuję presję ze strony mojej mamy że ja dziecku nie zapewniam nic ponad minimum, tzn nie ciągam na żadne zajęcia dodatkowe (ma dopiero dwa lata), nie interesuje się (nie robi na nocnik, pije z butelki kasze) i za dużo jej pozwalam ( nie potrafi inaczej zasnąć jak głaskać po głowie-kogokolwiek). Co mam zrobić? Przecież do osiemnastki nie będzie tak robić? Kiedyś z tego wyrośnie.
        • kropkacom Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:52
          Są dorośli pijący z butelki, chodzący w pampersach ale oni potrafią tez inaczej wink Możesz powiedzieć to mamie.
        • broceliande Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:01
          Ale to już lada moment z tym nocnikiem? Bo pieluchy nie zakładasz?
          Parę razy zmoczy majtki...
          Nie znam nikogo, kto się nie nauczył załatwiać co trzeba gdzie trzebabig_grin
          • zefirek1612 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:05
            dziewczyny piszą, żeby jeszcze poczekać
        • miaowi Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 21:36
          Moja mama mi tak argumentowała. Szlag mnie na to trafiał, bo ja jestem wygodna. Dlatego mam jedno dziecko.
          I jeśli męczy mnie to, że nie umie zasnąć samo, to je tego uczę.
          I jeśli męczy mnie ciągła obsługa, to uczę samodzielności - ubierania, korzystania z kibla, sprzątania, nalewania picia itp.
          Nie puszczam tych rzeczy na żywioł, choć pewnie kiedyś by się sama nauczyła. Z tym, że ja nie mam najmniejszej ochoty czekać z tym do jej osiemnastki.
    • kosc_ksiezyca Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:36
      Ta pani się już na FK udzielała, wrzucając podobnie "kontrowersyjne" tematy.
    • kropkacom Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:39
      Dzisiejsze rodzicielstwo jest o wiele bliższe rozwojowi dziecka i jego naturalnemu rytmowi niż kiedyś. Także nie kapuje co masz do współczesnego rodzica.
    • melancho_lia Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:41
      Mnie nieco przeraża ilość zajęć jaką rodzice fundują dzieciom już od przedszkola. Kiedyś słyszałam rozmowę jak jedna z matek żaliła się drugiej, ze jak po 8 godzinach przedszkola wiezie swoją córkę na balet a potem na angielski to dziecko jej zasypia w aucie (4 latka...). Okazuje się, że ma angielski 3 razy w tygodniu, dwa razy balet, basen, nauke gry na jakims instrumencie... No i oczywiście przedszkole przez cały dzień...
      I ta matka nie jest odosobniona. Mnie się dziwią jak na pytanie o zajęcia dodatkowe (poza przedszkolne) moich dzieci odpowiadam, że raz w tygodniu córka ma balet (bo smędziła na ten temat od miesięcy), a syn chodzi na tenis (tez raz w tygodniu). Oczywiście jest pytanie- a angielski??? a inne języki???
      A ja patrząc na moje dzieci wolę by szalałay razem w domu czy na placu zabaw, bawiły się w kałuży, piachu, liściach w parku, ścigały na hulajnogach czy rowerach, brudziły, ścierały kolana... Jeszcze sie w życiui nasiedzą nad nauką, jeszcze mają czas na beztroskę... Żal mi dzieci, które nie mają czasu na zabawę bo są na okrągło posyłane na dodatkowe zajęcia, rzekomo dla ich dobra.
      • kropkacom Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:46
        Rodzice (zwłaszcza jedynaków) chcą dziecku zająć maksymalnie czas aby się nie nie nudziło lub nie zawracało im dupy. I to jest złe. Z drugiej strony nie dorabiajmy sobie filozofii do tego, ze nas na przykład nie stać na odpłatne zajęcia pozalekcyjne, tak?
        • melancho_lia Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:34
          To nie chodzi o to że nie stać, bo mogłabym swoim dzieciom zapełnić czas od rana do wieczora. Pytanie tylko jakim kosztem dla ich rozwoju i psychiki.
          Nie dorabiam filozofii smile
    • czarnaalineczka Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 11:42
      wyolbrzymiasz i generalizujesz
      ale rozumiem o co ci chodzi
    • q_fla Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 12:50
      Zamiast poczekać, aż samo przejdzie rodzice podejmują zabieg
      > i wychowawcze, stosują rozmowy, kary nagrody, bardziej "świadomi" - naturalne k
      > onsekwencje.

      Identyczne podejscie do wychowania miała moja ciotka. Efektem tego jej wówczas szesnastoletnia córka miała kuratora, a dzisiaj ciotka odwiedza córkę w więzieniu i nadal wierzy, że jej córka z tego wyrośnie. Córeczka przekroczyła trzydziestkę, nigdy nie pracowała, wykształcenie niepełne podstawowe, ma na swoim koncie kilka wyroków.
      • dorry Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:05
        Twoja ciotka widocznie miała chore dziecko, lub zastosowała tylko część pierwszą: dać dziecku spokój, zapomnając o dalszej częsci instrukcji: Zapewnić dobre warunki rozwoju: miłość, poczucie bezpieczeństwa i akceptacji.

        • triss_merigold6 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:09
          Po prostu puściła dziewczynę samopas, nie organizowała jej czasu, nie kontrolowała, dała luz.
        • q_fla Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:20
          zapomnając o dalszej częsci instrukcji:[i] Zapew
          > nić dobre warunki rozwoju: miłość, poczucie bezpieczeństwa i akceptacji

          A nie, wyżej wymienione miała zapewnione i to w nadmiarze.
          • broceliande Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:26
            Co się więc stało?
            • q_fla Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:34
              Po prostu wszystko jej było wolno, żadnego wyznaczania granic, bo wyrośnie. Nie do pomyślenia, żeby ktoś z roodziny grzecznie zwrócił Elce najmniejszą uwagę.
              • kali_pso Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:37

                Tzn, że nie była w ogóle wychowywana i matka ją skrzywdziła w taki sposób kochając.
              • broceliande Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:40
                Ale to co innego. Niezmuszanie do nocnika roczniaka, pozwalanie na dorośnięcie do różnych rzeczy to nie to samo co pozwalanie na wszystko. Nie pozwolę bić, głośno komentować, być nieuprzejmym, czy lekceważyć kogokolwiek.
                Mimo to swobody ma dużo...
                • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:46
                  Ale z tego co pisze zalozycielka watku, takie zachowania sa wlasciwe dla pewnego etapu rozwoju i z takich zachowac cudownie sie wyrasta.
                  -
                  • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:28
                    Każdy etap rozwoju ma swoje typowe zachowania i z tych się wyrasta. Nie trzeba z nimi robić nic. Wystarczy kupić jedną rozsądną książkę opisującą podstawowe mechanizmy rozwoju psychicznego dziecka, aby dowiedzieć się kiedy dane zachowanie jest typowe.
                    Nikogo nie niepokoi, że około ósmego miesiąca życia dziecka maluch zaczyna bać się nowych twarzy. Ale tez nikomu nie przychodzi do głowy oswajać dziecko z nieznajomymi, żeby mu "przeszedł lęk". A dlaczego? A dlatego, że wiedza o rozwoju i etapach niemowląt jest bardzo rozpowszechniona. Niemal każda mama wie, że ten lęk za miesiąc przejdzie.
                    Dziecko nie kończy rozwoju na etapie niemowlęcia. Rozwój nie przebiega w sposób chaotyczny, ani nie dokonuje się dlatego, że stymulują go rodzice. To naturalny "program". Znając go nie tylko unikniemy walczenia z naturalnymi mechanizmami rozwojowymi, ale też z łatwością wyłapiemy, kiedy naprawdę coś dzieje się nie tak.
                    Tymczasem wielu rodzicom wydaje się, że konieczny jest np. trening czystości - nauka załatwiania potrzeb fizjologicznych (sic!). Rodzice na silę uczą dzieci tego, czego już za moment nauczyłyby się same, bez ich ingerencji. W niektórych przypadkach nie ma to ubocznych skutków, w innych wpływa destrukcyjnie na całe życie dziecka. A najczęściej czyni małego człowieka bezradnym wobec serii zabiegów wychowawczych, którym jest poddawany zupełnie bez sensu, w imię rodzicielskiej miłości i troski.
                    • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:53
                      Ale ty dalej bezsensownie zakladasz, ze KAZDE typowe zachowania dziecka nalezy zostawic odlogiem, bo wyrosnie. Nie, niektorych nie nalezy zostawiac odlogiem, bo dziecko od pewnego wieku musi sie uczyc zasad zycia w spoleczenstwie - inaczej musialoby byc pobite, oplute i pogryzione przez dzieci, ktore samo pobilo, oplulo i pogryzlo. Musialabys tez wrzucic je pod kola samochodu, zeby samo zrozumialo z czym wiaze sie zbyt silny jak na maly mozg rozwoj motoryki badz musialoby wsadzic obowiazkowo lape do wrzatku, zeby wiedziec, ze jest cos takiego jak goraca woda.
                      Co do treningu czystosci, to znowu zahaczasz o ekstremum - zalatwianie potrzeb fizjologicznych nie jest zwiazane z zadna nauka, jako ze od pierwszego dnia dziecko sika i robi kupe. Trening zwiazany jest z pokazaniem dziecku GDZIE moze te kupe zrobic, tak zeby nie musialo byc niefajnych, zafajdanych kupa gaci. I o ile uwazam, ze tutaj nalezy poczekac az do momentu kiedy dziecko pojmie to w pare dni, o tyle uwazam rowniez, ze zostawianie tego do momentu kiedy dziecko samo z siebie sciagnie pieluche i powie "stara, ide do kibla, wez sciagnij mi tego papmersa" jest rowniez przegieciem, jako ze mam paru znajomych, ktorzy w tempie przyspieszonym UCZYLI tego dzieci zanim poszly do szkoly (4 lata). Nie, tym dzieciom nie przyszlo do glowy sciagnac pieluche pomimo, ze nie raz widzieli rodzicow zalatwiajacych swoje fizjologiczne potrzeby do ubikacji. Czyli ani nasladownictwo tu nic nie dalo, ani czekanie, az samo z tego wyrosnie.
                      • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:15
                        duzeq napisała:

                        > Ale ty dalej bezsensownie zakladasz, ze KAZDE typowe zachowania dziecka nalezy
                        > zostawic odlogiem, bo wyrosnie.

                        Tak właśnie zakładam. Jeśli rozwój układu nerwowego, w tym mózgu uniemożliwia dziecku opanowanie jakiejś umiejętności, to trzeba poczekać aż dojrzeje. A gdy dojrzeje żadna nauka nie będzie potrzebna. Dziecko opanuje nową umiejętność samo.

                        Nie, niektorych nie nalezy zostawiac odlogiem,
                        > bo dziecko od pewnego wieku musi sie uczyc zasad zycia w spoleczenstwie - inacz
                        > ej musialoby byc pobite, oplute i pogryzione przez dzieci, ktore samo pobilo, o
                        > plulo i pogryzlo.

                        Popieram. Naturalną skłonnością dzieci, małych psiaków kotów jest wzajemna szarpanina podgryzania itp. Dorośli nie powinni bez powodu się mieszać, bo tym samym zaburzają proces nauki. Wystarczy czuwać, żeby nikomu nie stała się krzywda. Nie widziałam jeszcze małego dziecka pobitego lub zagryzionego na śmierć przez inne małe dzieci. Czytałaś Mikołajka?

                        Musialabys tez wrzucic je pod kola samochodu, zeby samo zrozu
                        > mialo z czym wiaze sie zbyt silny jak na maly mozg rozwoj motoryki badz musialo
                        > by wsadzic obowiazkowo lape do wrzatku, zeby wiedziec, ze jest cos takiego jak
                        > goraca woda.

                        Cchcesz "nauczyć" niedojrzałe dziecko, że zagraża mu samochód, albo wrzątek? To właśnie musi "poleżeć odłogiem". Do czasu, aż dziecko nie będzie w stanie pojąć grożącego mu niebezpieczeństwa należy po prostu nad nim czuwać i uniemożliwiać mu zrobienie sobie krzywdy. Gdy jego mózg dojrzeje - przestanie lądować się pod samochody (bardzo późno, do około 10 roku życia dzieci widzą jezdnię statycznie, po tym czasie ilość wypadków z udziałem dzieci jako pieszych znacznie spada) i sięgać po wrzątek. Bez "nauki".
                        Oczywiście wielu rodziców w ramach "nauki" podejmowanej na zbyt wczesnym etapie straszy dzieci (brawo, genialna metoda wychowawcza), albo moczy im paluszki we wrzątku, dzięki czemu dowiadują się, że nie należy dotykać szklanek. Nie wiem jak wpłynie to na unikanie przez nie wrzątku w garnkach i czajnikach, z dużym prawdopodobieństwem natomiast opóźni naukę picia z kubka.
                        Co do nauki siusiania - dziecko, które wie że chce mu się siusiu, jest w stanie to zakomunikować i otrzyma informację gdzie siusiu zrobić, nie będzie przy tym skrępowane stertą ubrań, zorientuje się w czym rzecz w jeden dzień. Co nie znaczy że nie przydarza mu się wpadki, bo się zagapi np. Te wpadki to element naturalnego procesu nauki.
                        "Nauka" dziecka, które dojrzało już do samodzielnego załatwiania i sygnalizowania potrzeb fizjologicznych ogranicza się do stworzenia odpowiednich warunków i dostarczenia informacji.
                        Po drodze jest wiele przeszkód - np. zimny nocnik, na który wiele dzieci po prostu nie lubi siadać i z tego powodu odmawiają współpracy. Wiele dzieci wpada w panikę, gdy rodzice wyrzucają kupę z nocnika do toalety.
                        Przykład czterolatków który podajesz jest bez sensu. Czterolatki w większości wiedzą kiedy chce im się i są w stanie to zakomunikować. Nikt ich tego nie uczył, to naprawdę przychodzi samo. Rodzic tworzy tylko warunki - pokazuje nocnik, czyta książeczkę o siusianiu do nocnika, usuwa przeszkody (nadmiar ciuchów) i rozwiewa naturalne lęki związane z nową sytuacją. To nie nauka - to umożliwienie dziecku wykorzystania naturalnie przez nie nabytej w toku dorastania umiejętności kontrolowania czynności fizjologicznych.
                        Nauka siusiania zanim dziecko będzie w stanie kontrolować pęcherz jest bez sensu - no bo nie jest ono w stanie kontrolować pęcherza. To jest tak oczywiste, a jednak fora dla mam pękają od tematów nocnikowych. A to co można wyczytać w niektórych wątkach na ten temat nadaje się do zgłoszenia jako propozycja stosowania tortur.

                        Czyli ani naslado
                        > wnictwo tu nic nie dalo, ani czekanie, az samo z tego wyrosnie.

                        Zgadzam się. W tym przypadku czekamy, aż dziecko dorośnie.


                        • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:57
                          > Tak właśnie zakładam. Jeśli rozwój układu nerwowego, w tym mózgu uniemożliwia d
                          > ziecku opanowanie jakiejś umiejętności, to trzeba poczekać aż dojrzeje. A gdy d
                          > ojrzeje żadna nauka nie będzie potrzebna. Dziecko opanuje nową umiejętność samo.

                          I to jest bezsensowne, chociazby w przypadku mycia zebow.
                          I ty mowisz o umiejetnosciach, a ja o zachowaniu.

                          > Popieram. Naturalną skłonnością dzieci, małych psiaków kotów jest wzajemna szar
                          > panina podgryzania itp. Dorośli nie powinni bez powodu się mieszać, bo tym samy
                          > m zaburzają proces nauki.

                          TAk, tylko tu trzeba wziac pod uwage to, ze zanim jakies dziecko odplaci sie pieknym za nadobne, to moje dziecko moze pogryzc iles tam dzieci wczesniej. Nie, ja nie zycze sobie zeby moje dziecko uczylo sie zasad zycia w spoleczenstwie na zasadzie kodeksu Hammurabiego. Jezeli nie pojmuje swoim malym mozgiem, ze gryzieniem robi komus krzywde, to ja mu to wytlumacze badz sama ugryze. JA, jako rodzic.

                          > Cchcesz "nauczyć" niedojrzałe dziecko, że zagraża mu samochód, albo wrzątek? To
                          > właśnie musi "poleżeć odłogiem". Do czasu, aż dziecko nie będzie w stanie poją
                          > ć grożącego mu niebezpieczeństwa należy po prostu nad nim czuwać i uniemożliwia
                          > ć mu zrobienie sobie krzywdy.

                          Ale ja nie chce, zeby tego sie nauczylo o sekunde za pozno. Chce, zeby wiedzialo duzo wczesniej dlaczego nie nalezy sciagac ze stolu talerzy z goraca zupa, wlasnie po to, zeby nie musialo na wlasnej skorze przekonac sie o bliskich zwiazkach przyczynowo-skutkowych. Zwlaszcza gdy uprawia to dwulatek w fazie testowania granic.

                          > Przykład czterolatków który podajesz jest bez sensu. Czterolatki w większości w
                          > iedzą kiedy chce im się i są w stanie to zakomunikować. Nikt ich tego nie uczył
                          > , to naprawdę przychodzi samo. Rodzic tworzy tylko warunki - pokazuje nocnik, c
                          > zyta książeczkę o siusianiu do nocnika, usuwa przeszkody (nadmiar ciuchów) i ro
                          > zwiewa naturalne lęki związane z nową sytuacją. To nie nauka - to umożliwienie
                          > dziecku wykorzystania naturalnie przez nie nabytej w toku dorastania umiejętnoś
                          > ci kontrolowania czynności fizjologicznych.

                          Czterolatki doskonale wiedza kiedy im sie chce, ale majac pieluche na sobie, nie musza nic komunikowac, bo im to do glowy nie przyjdzie. "Tworzyc warunki" to innymi slowy uczyc, bo nauka polega tez na pokazywaniu - rodzic uczy, co to jest nocnik i do czego sluzy, uczy, ze potrzeby mozna zalatwiac nie tylko do pieluchy, uczy ze nie ma sie czego bac. To ze nazwiesz ten proces tworzeniem warunkiem nie zmienia postaci rzeczy, ze jest to po prostu nauka. Tyle ze nie jest do UCZENIE zalatwiania sie, bo ten proces jest naturalny.
              • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 15:15
                q_fla napisała:

                > Po prostu wszystko jej było wolno, żadnego wyznaczania granic, bo wyrośnie. Nie
                > do pomyślenia, żeby ktoś z roodziny grzecznie zwrócił Elce najmniejszą uwagę.

                Nikogo nie zachęcam do pozwalania dzieciom na wszystko. Czym innym jest wyznaczanie granic, czym innym usilne "kształtowanie" dziecka. Czym innym stawianie wymagań odpowiednich do wieku, czym innym postanawianie, że już najwyższa pora żeby nauczył się sikać do nocnika.
                Dwulatek wyrośnie z buntu, siedmiolatek wyrośnie z narzekania, pięciolatek przestanie odczuwać skrajne emocje. Nie słyszałam jeszcze o 18 latkach ssajacych smoczki, albo podkarmianych cycem przez mamy, podobnie jak o zdrowych piętnastolatkach sikających do łózka.
                Powiedzenie dziecku możesz wszystko to to samo co powiedzenie dziecku - mam cię gdzieś. Ale mówienie w kółko dziecku: teraz masz robić to, a potem tamto, ustalanie 10 latkom rozkładu zajęć, usilne pracowanie nad dzieckiem, stała praca nad modyfikacją jego naturalnych zachowań - jest przesadą w drugą stronę. Niestety dość powszechną.
                • jakbabciekocham Re: współczesne rodzicielstwo 12.03.12, 13:25
                  > Czym innym stawianie wy
                  > magań odpowiednich do wieku, czym innym postanawianie, że już najwyższa pora że
                  > by nauczył się sikać do nocnika.

                  Przeczytaj i przemyśl jeszcze raz. Rozważ łaskawie czy może być tak, że rodzic stwierdza,że już najwyższa pora by dzieciak nauczył się sikać do nocnika i to jest właśnie stawianie granic odpowiednich do wieku?

                  > Dwulatek wyrośnie z buntu, siedmiolatek wyrośnie z narzekania, pięciolatek prze
                  > stanie odczuwać skrajne emocje. Nie słyszałam jeszcze o 18 latkach ssajacych sm
                  > oczki, albo podkarmianych cycem przez mamy, podobnie jak o zdrowych piętnastola
                  > tkach sikających do łózka.

                  jeszcze nie słyszałaś, bo jednak rodzice odstawiają dzieciom te smoczki i odpieluchowują dzieci. jak przestaną, czekając aż te same dorosną, to kto wie - może usłyszysz?

                  Mnie taki leseferyzm nie przekonuje - jako ideologia brzmi może ładnie, ale w praktyce jest właśnie obarczeniem dziecka odpowiedzialnością za swój rozwój i może skutkować brakiem poczucia bezpieczeństwa u dziecka.
              • dorry Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 18:23
                > Po prostu wszystko jej było wolno, żadnego wyznaczania granic

                No i widzisz, jednak nie miałaś racji, ze wszystkiego było w nadmiarze - w przypadku córki Twojej ciotki zabrakło "poczucia bezpieczeństwa".
          • kali_pso Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:36

            Trochę chyba sobie jaj robisz...w rodzinie pełnej miłości( mądrej dodam, miłości- nie nadopiekuńczej, nie zlewkowanej jakiejś odmianie koleżeństwa w rodzinie itp.) i dającej dziecku poczucie bezpieczeństwa, raczej zaburzona jednostka nie wyrasta...najwidoczniej w przypadku Twojej ciotki miłość była pojmowana specyficznie i absolutnie niedostosowana do potrzeb dziecka
    • sarling Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:39
      Ale to są jakieś truizmy to co piszesz. Założę się, że każdy przytomny rodzic przyzna Ci rację, a potem..... zrobi tak jak potrafi wink
      • bi_scotti Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:42
        sarling napisała:

        > Ale to są jakieś truizmy to co piszesz. Założę się, że każdy przytomny rodzic p
        > rzyzna Ci rację, a potem..... zrobi tak jak potrafi wink
        >

        Z tym, ze nalezy kochac i wspierac to na pewno kazdy sie zgodzi ale juz z cala reszta to przynajmniej ja sie nie tak calkiem zgadzam.
        U nas byl zdecydowanie military style of upbringing - dzieci mialy jasno wyznaczone granice, znaly swoje obowiazki i przywileje, wymagania byly stawiane wysokie (zawsze ciut wyzsze niz Mlodzi mogli akurat osiagnac bez wysilku) i w swiat wypuscilismy troje doroslych, samodzielnych, odpowiedzialnych, zrownowazonych i ogolnie SZCZESLIWYCH ludzi chetnych do wspolpracy ze swiatem i zainteresowanych kreatywnym wspoltworzeniem ciagu dalszego. Dodam tez, ze Sredni urodzil sie z ogromnymi obciazeniami glownie fizycznymi i to wlasnie praca z nim uswiadomila nam jak wazna jest rutyna, jak pomocne dla rozwoju (kazdego!) dziecka jest stawianie wymagan, konsekwencja w egzekwowaniu obowiazkow (jak to mycie zebow u dziecka Duzeq) a przede wszystkim poczucie bezpieczenstwa, ktore dziecko ma gdy wie, ze moze na rodzicach polegac. A moze na nas polegac wlasnie dlatego, ze zapewniamy stabilny (pod kazdym wzgledem - rowniez np. czystosci i porzadku!), otwarty dom, za ktory wszyscy jestesmy w rownym stopniu odpowiedzialni i dlatego, ze nasze wymagania sa jasne, prosto wyartykulowane i reguly wspolzycia pozostaja logiczne dla wszystkich. Nie ma wolnosci bez odpowiedzialnosci jak nie ma przywilejow bez obowiazkow. A wyscig szczurow? Bo ja wiem? Tez ma swoje zalety - nic na tym swiecie nie ma tylko jednego oblicza, nawet Ksiezyc tongue_out
        • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:58
          Mówimy o zupełnie rożnych rzeczach. Czym innym jest uczenie nieprzygotowanego dwulatka sikania do nocnika, uczenie małego dziecka, żeby zajmowało się samo sobą, a czym innym pilnowanie roztrzepanego ośmiolatka zęby umył zęby. Ale wymaganie od części ośmiolatków żeby same pamiętały o myciu zębów - to przegięcie. Nie są w stanie temu podołać. Zaczną o tym pamiętać za rok, dwa.
          Wyznaczanie granic to nie to samo, co oczekiwanie niemożliwych do osiągnięcia efektów. Dawanie dzieciom zadań przy których muszą się postarać - genialne. To daje im poczucie siły. Ale jak bezradny czuje się dwulatek na nocniku, albo taki który zaliczył kolejną wpadkę i czuje ze coś zrobił źle?
          • bi_scotti Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 19:53
            twojabogini napisała:

            > Ale jak bezradny czuje się dwulatek na nocniku, albo taki
            > który zaliczył kolejną wpadkę i czuje ze coś zrobił źle?

            Well, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia ... na nocniku tez tongue_out Ja jestem w tej sprawie zdecydowanie "starej daty" - dzieci byly TRESOWANE/TRENOWANE/UCZONE/PILNOWANE (wybierz sobie, co tak chcesz) korzystania z nocnika od momentu gdy dobrze siedzialy czyli gdy mialy okolo 7-8 miesiecy; majac niewiele ponad rok korzystaly z nocnika na zawolanie, majac 2 lata nie musialy wolac - same sie obslugiwaly. Wpadki mam zapisane - doslownie kilka, wszystkie zwiazane z totalnym rozsmieszeniem (laskotki etc.) a to sie zdarza i starszym - posikanie ze smiechu tongue_out Sredni, ktory ma swoje problemy i bedzie je mial do konca zycia korzysta z Depends i bedzie z nich korzystal ale to zupelnie inna kategoria niemozliwosci. Ja wiem, ze teraz inne metody/mody/przekonania - niech i tak bedzie ale prosze mi nie wmawiac, ze 2-latek nie jest w stanie kontrolowac oddawania moczu czy korzystania z toalety, bo to jest zwyczajnie nieprawda.
            • duzeq Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 20:53
              Wedle obowiazujacej w tym watku teorii zastosowalas przemoc, zlamalas dzieci i wpedzilas je w niewyrazalna, zakamuflowana w podswiadomosci traume.
              Oczywiscie, ze sa dwulatki calkowicie przygotowane na pozegnanie sie z pampersami, tylko niektorzy wola czekac, az dziecie przyjdzie samo i zakomunikuje. Ja jestem z tych posrodku - roczniaka nie chcialo mi sie sadzac, ale dwulatce pokazalam majtki z Myszka Miki i w obliczu entuzjazmu wypedzilam na zewnatrz w owych majtkach. Pierwsze dwa dni bylo lanie gdzie popadnie, ale potem wpadki zdarzaly sie tylko pare razy. Nie wiem, chyba tez wpedzilam w traume, bo sama nie przyszla i nie powiedziala, ze juz czas.
              • bi_scotti Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 21:23
                duzeq napisała:

                > Wedle obowiazujacej w tym watku teorii zastosowalas przemoc, zlamalas dzieci i
                > wpedzilas je w niewyrazalna, zakamuflowana w podswiadomosci traume.

                Wiem, bije sie po piersiach i okladam pejczem codziennie w poczuciu winy, bo te nocniki to byl dopiero poczatek tortur, ktorym potem byly poddane moje dzieci. Jedzenie grzecznie przy stole, sprzatanie nie tylko w pokojach ale w i szafach, szufladach, uprzejme odnoszenie sie ludzi (wlaczajac w to rodzicow i rodzenstwo!!!) z zastosowaniem tych magicznych slow jak "prosze, dziekuje, przepraszam", spora ilosc zajec dodatkowych z extra wymaganiami etc. etc. Wymagania przerozne zreszta rosly z wiekiem a oni wciaz masochistycznie nas, rodzicow, jakos lubia, wydaja sie szanowac nasze zdanie w roznych sprawach, wrecz podejrzanie lubia wciaz z nami spedzac czesc wakacji - trauma trwa tongue_out
    • kali_pso Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 13:39

      Ja Cie rozumiem. Bo Ty nie piszesz o sprawach ewidentnie patologicznych- typu- wchodzenie na stół podczas imprez rodzinnych i tańczenie na stole przez 5-letniego dzieciaka, tylko o dzieciach, które na siłę sie wychowuje, każdy element indywidualnego rysu charakteru odebierając jako wypaczenie osobowościwink
    • mozyna Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:34
      dla mnie podstawa wychowania jest akceptowanie dziecka (wraz z calym jego dobrodziejstwem inwentarza wink) oraz bycie wocec niego fair

      jesli chodzi o drobiazgi - nie uwazam np. ze TRZEBA koniecznie dziecku wpajac ze powinno powiedziec przepraszam, prosze, dziekuje, witac sie, zegnac...dziecko jest w stanie przyswoic to sobie bardzo latwo bez niczyjej pomocy i traktuje to jako oczywistosc

      co do zajec dodatkowych - moj starszy uwielbia aktywnosc, ludzi, nowosci...wiec ma tych zajec tyle ile potrzebuje
      jak bedzie z mlodszym? zobaczymy

    • asia_i_p Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 16:37
      Dziecko jest człowiekiem, nie przyszłym człowiekiem. Kiedy jego "naturalne fazy rozwojowe" dają w kość innym ludziom, ci ludzie też mają prawo się bronić. Wychodzi z tego wychowanie.
      • aqua48 Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 17:17
        Co do zajęć dodatkowych, nie przesadzałam, uważając że dziecko nie może mieć wszystkich popołudni w tygodniu zajętych, ale proponowałam i namawiałam, traktując raczej jako pole do zorientowania się co będzie dzieciom sprawiało przyjemność i w czym okażą się dobre. A jak się znudziły, to po jakimś czasie znajdowaliśmy coś nowego. Chodziły na muzykę, plastykę, karate, angielski i pływanie. Oczywiście nie na raz, tylko po kolei. Na angielski najdłużej, na pływanie dopóki nie nauczyły się. Bardziej dla rozwoju ogólnego niż zdobywania jakiś medali. A moje duże i dorosłe już dziecko powiedziało mi, że teraz żałuje, żeśmy go nie zmuszali do kontynuacji i że trzeba było zdecydowanie powiedzieć, że musi dalej chodzić, i koniec. I bądź tu mądry człowieku?
    • przeciwcialo Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 18:15
      Patrząc na dzieciaki w szkole równiez dochodzę do wniosku że niektóre to sa hodowane a nie wychowywane.
    • kub-ma Re: współczesne rodzicielstwo 11.03.12, 18:34
      twojabogini napisała:

      > A wystarczyłoby dać dziecku spokój. Zapewnić dobre warunki rozwoju: miłość, poc
      > zucie bezpieczeństwa i akceptacji. W takiej glebie dzieci urosną same.

      Nie, tak proste to to nie jest.
    • bezpocztyonline Re: współczesne rodzicielstwo 12.03.12, 13:44
      twojabogini napisała:


      > A wystarczyłoby dać dziecku spokój. (...) W takiej glebie dzieci urosną same.

      pl.wikipedia.org/wiki/Kaspar_Hauser
    • twojabogini Re: współczesne rodzicielstwo 12.03.12, 17:55
      Dziękuję za wasze wypowiedzi. Fajnie, że jest trochę rodziców, którzy po prostu towarzyszą dzieciom w dzieciństwie, dbając przede wszystkim o to żeby były szczęśliwe. Pozostanę przy swoim: zbyt wielu jest rodziców, którzy wyznaczają sobie rolę edukatora, a dziecko widzą jako dzikusa, który bez ich wysiłków wychowawczych, stałej presji, kształcenia, wpajania pozostanie dzikusem. Zajęcia dodatkowe w nadmiarze to margines sprawy. Najgorsze jest to, co niektórzy robią swoim dzieciom w domu: te wpajane porządki, higieny, nocniki, smoczki, zasady.
      Wypowiedzi niektórych mam mnie zszokowały. Jak można oczekiwać od małego dziecka zrozumienia idei porządku albo jak można dzień w dzień egzekwować higienę ignorując krzyk dziecka - aż się przyzwyczai?
      Fatalnie, że nadal wielu rodziców przypisuje sobie prawo do stosowania przymusu i przemocy "dla dobra dziecka" (skoro go nie katuję to wszystko jest w porządku).
      Nigdy nie wzorowałam się na żadnych utopistach, co mi tu zarzucono. Moim największym i najwspanialszym przewodnikiem w opiece nad dziećmi i w drodze do ich zrozumienia był praktyk - Janusz Korczak.
    • twojabogini Cytaty 12.03.12, 17:59
      Dla zainteresowanych wypisałam cytaty z Korczaka, które odnoszą się do problemu "wychowania" dzieci rozumianego jako ich "kształtowanie", "usamodzielnianie", "socjalizowanie" i "rozwijanie". Może kogoś zainspirują?

      "Dziecko, w zależności od swego wieku, rozwoju umysłowego i doświadczenia, ma pewne swoiste prawa, niewygodne dla dorosłych, i – z tego powodu – najczęściej przez nich nieuznawane. Poza odżywianiem i higieną wymaga dziecko swobody wyładowania nadmiaru sił żywotnych, wymaga prawa czynienia całego szeregu doświadczeń, wprowadzających je metodycznie w życie, oraz prawa inicjatywy w stosunku do własnych potrzeb. Rola dorosłego powinna ograniczać się w wielu razach do roli wyrozumiałego opiekuna, strzegącego dziecko przed zbyt bolesnymi skutkami eksperymentów. Stosunek dorosłego, zwłaszcza wychowawcy, do dziecka nigdy nie może mieć charakteru walki o autorytet i prawa: wychowawca ma obowiązek być umiejętnym organizatorem warunków, w których dziecko w pełni swych praw może swobodnie się rozwijać".

      Odpowiadam za dzień dzisiejszy mego wychowańca, nie dano mi prawa wpływania i wtrącania się do przyszłych jego losów.
      A ten dzień dzisiejszy ma być pogodny, pełen radosnych wysiłków, dziecięcy, bez troski, bez obowiązku ponad wiek i siły. – Mam zabezpieczyć mu możność wyładowania energii, mam niezależnie od pomruków obrażonego pisanego prawa i jego groźnych paragrafów – dać dziecku całe powietrze, słońce, całą życzliwość, jaka mu się należy, niezależnie od zasług czy win, zalet czy przywar.

      Naszym dzieciom nie pozwala się żyć podług własnej chęci i rozumu. Wciąż przygotowuje się je do przyszłego życia, gdy dorosną. A tymczasem są pętane, ograniczane w swoich prawach. To wszystko niby gwoli ich wychowania i obrony, a w gruncie rzeczy – dla naszej własnej korzyści i wygody.

      • triss_merigold6 Jesteś głupia czy udajesz? 12.03.12, 18:08
        Jesteś głupia czy udajesz? Korczak pisał o wychowańcach z perspektywy lekarza i wychowawcy w sierocińcu, a nie z perspektywy rodzica.
        • twojabogini Re: Jesteś głupia czy... 13.03.12, 11:02
          triss_merigold6 napisała:

          > Jesteś głupia czy udajesz? Korczak pisał o wychowańcach z perspektywy lekarza i
          > wychowawcy w sierocińcu, a nie z perspektywy rodzica.

          triss_merigold6 napisała:

          > Jesteś głupia czy udajesz? Korczak pisał o wychowańcach z perspektywy lekarza i
          > wychowawcy w sierocińcu, a nie z perspektywy rodzica.

          Korczak pisał z perspektywy humanisty, który humanizm rozciągał na dzieci. To co pisał kierował do wszystkich, którzy mają wpływa na życie dzieci - rodziców, opiekunów, lekarzy.
          Jeśli słowa "odpowiadam za dzień dzisiejszy mego wychowańca" ,traktujesz jako deklarację osobistej odpowiedzialności lekarza i wychowawcy sierocińca, to jest prawdopodobne, że masz problem z rozumieniem tekstu. Być może jednak nie umiesz osadzić tych słów we właściwym kontekście, bo przeczytałaś jedynie jego biografię, albo teksty przygotowane dla dzieci, a nie jego pisma o wychowaniu dzieci.
          Jak rozumiem psychoterapeuci i lekarze, którzy piszą poradniki nie są godni zaufania, bo piszą z perspektywy psychoterapeuty i lekarza?
          • bi_scotti Re: Jesteś głupia czy... 13.03.12, 13:07
            twojabogini napisała:

            > Korczak pisał z perspektywy humanisty, który humanizm rozciągał na dzieci. To c
            > o pisał kierował do wszystkich, którzy mają wpływa na życie dzieci - rodziców,
            > opiekunów, lekarzy.

            Co nie zmienia faktu, ze sam rodzicem nie byl a to jest BARDZO wazna roznica. Wychowankowie przychodza i odchodza, pojawiaja sie okresowo, na krotszy-dluzszy czas, pojawiaja sie juz czesciowo uksztaltowani, odchodza uksztaltowani nie do konca. Dzieci ma sie na CALE ZYCIE i jest sie za nie odpowiedzialnym CALOSCIOWO, ta odpowiedzialnosc NIGDY nie znika, nawet jak "dziecko" ma 70 lat! Jesli tej "drobnej" roznicy pomiedzy wychowawca a rodzicem nie dostrzegasz to sama sie ograniczasz. Zupelnie niepotrzebnie.
      • iwles Re: Cytaty 13.03.12, 11:20

        To teraz jeszcze musisz sobie umiejscowić Korczaka w czasie (epoce) i jak wówczas traktowano dzieci. I wtedy zrozum, co Korczak miał na myśli.
        • twojabogini Re: Cytaty 13.03.12, 12:00
          wles napisała:

          >
          > To teraz jeszcze musisz sobie umiejscowić Korczaka w czasie (epoce) i jak wówcz
          > as traktowano dzieci. I wtedy zrozum, co Korczak miał na myśli.

          Platona, Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, albo współczesnej takiego Fromma trzeba osadzać w kontekście epoki, aby zrozumieć ich obserwacje o charakterze ogólnym? Po jakim czasie się twoim zdaniem zdezaktualizują?
          Korczak nadal jest obowiązkową lekturą na wielu wydziałach - bo jego obserwacje dotyczące dzieci, ich natury, ich potrzeb mają charakter uniwersalny.

          Na nieszczęście wiele uwag Korczaka skierowanych do opiekunów dzieci , w tym rodziców - jest nadal aktualnych. Rodzice nadal nie rozumieją, że dziecko dorasta samo, że w wielu wypadkach powinni się wycofać, dać pole dziecku. Że dziecko jest i czuje tu i teraz. Że zmuszanie siłą, metodyczne wpajanie to nie są metody kształtowania i socjalizowania dziecka, tylko metody łamania charakteru.


          To jest dobra ilustracja sytuacji dzieci współczesnych: "Naszym dzieciom nie pozwala się żyć podług własnej chęci i rozumu. Wciąż przygotowuje się je do przyszłego życia, gdy dorosną." To się dzieje i w szkołach i w rodzinach.
          Ten fragment jest nawet bardziej aktualny niż kiedyś. Dawniej odnosił się tylko do wpajania dobrego wychowania oraz zasad moralnych.
          • amancjuszka Re: Cytaty 13.03.12, 12:20
            Na pewno pozwalanie dziecku na wszystko nie jest dobra metoda. Owszem rodzic ma byc wyrozumialy, ale wskazywac bledy i kierowac na dobra droge. Wszystko z umiarem i zlotym srodkiem i jest duza szansa na calkiem dobre wychowanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka