twojabogini
11.03.12, 10:19
Obserwuję sobie rodziców, takich zwykłych , przeciętnych, "normalnych". Ta "norma" mnie przeraża. Panuje powszechne przekonanie, że dzieci trzeba rozwijać, kształtować, wpajać im zasady, uczyć dobrych zachowań, oduczać złych. Rodzice małych dzieci skoncentrowani są na nauce porządku, sikania do nocnika, mycia rączek, oraz oduczaniu: ssania piersi, spania z rodzicami, masturbacji dziecięcej i innych zachowań uciążliwych dla dorosłych. Starsze dzieci doznają jeszcze większej liczby zabiegów wychowawczych i edukacyjnych, do tego dochodzi "prawdziwa" edukacja: języki obce, instrumenty, zajęcia sportowe i artystyczne. Zresztą młodsze dzieci, bywa, że niemowlaki też są takim zajęciom poddawane.
Bardzo często rodzice walczą z zachowaniami typowymi dla danego wieku, pięciolatek jest wybuchowy i nie umie przegrywać, siedmiolatek non stop jęczy i ze wszystkim się ociąga...Zamiast poczekać, aż samo przejdzie rodzice podejmują zabiegi wychowawcze, stosują rozmowy, kary nagrody, bardziej "świadomi" - naturalne konsekwencje. Kiedy zachowania ulegną modyfikacji - rodzice są dumni, że "się udało" i natychmiast przechodzą do modyfikacji kolejnych rodzajów zachowań, które tymczasem się pojawiły.
Takie "wychowanie" przypomina mi hodowlę bonzai. Tu cię przytnę, a tam nagnę, tu jeszcze popracujemy nad kształtem. Wychodzą z tego ładne roślinki, ale niezdolne do normalnego samodzielnego funkcjonowania. W normalnych warunkach albo obumierają, albo dziczeją i wyrastają pokraczne, niekształtne.
A wystarczyłoby dać dziecku spokój. Zapewnić dobre warunki rozwoju: miłość, poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. W takiej glebie dzieci urosną same.