Witam. Mam "problem" i nie potrafię podjąc decyzji co robic. Co wy byście zrobiły na moim miejscu?
W tej chwili miesięcznie mamy 3500 do 4000 zł, mieszkamy u rodziców i oprócz zakupów biedronkowych, paliwa, dołożenia się do rachunków nie mamy żadnych więcej opłat.
Co się dało to odkładaliśmy przez lata, nie było tego za wiele. Celem była budowa domu no i przez te wyrzeczenia, które już mnie strasznie zmęczyły (życie u rodziców jest bardzo niekomfortowe) mamy obecnie dom w stanie surowym. Żeby zamieszkac w jako takim, nie do końca wykończonym domu musimy włożyc w niego jeszcze około 120 tysięcy, z czego pewnie 20 uda nam się włożyc bez pożyczek, reszta kredyt.Biorąc kredyt na ok 10 lat (nie chcemy dłużej) rata wyniosłaby ok 1000 zł. Mieszkając w domu opłaty by się znacznie podniosły (teraz dzielimy się z rodzicami) plus jeszcze kredyt. Może kosztem dalszych zyciowych wyrzeczeń uda nam się tak życ.
Jestem w kropce, bo nie wiem co robic - brac ten kredyt i się pomęczyc czy czekac i jeszcze próbowac coś odłożyc (na rok maksimum odłożymy 25000, ale to maks przy dużej oszczędności). Mamy sześcioletnie dziecko, które dużo traci w kontaktach towarzyskich, szkolnych i bardzo chciałoby zapraszac koleżanki do domu. Z różnych powodów aktualnie nie może zapraszac do obecnego domu. Żal mi dziecka, bo czas ucieka, szkolne przyjaźnie się nawiązują, a do nas dzieci nie mogą przyjśc, przez to też dziecko nie jest zapraszane. Ja pamiętam dobrze jak godzinami bawiłam się w domu z koleżankami, a moja córa wraca ze szkoły i jest sama. Od zawsze tak jest, nie mamy znajomych ani rodziny z dziecmi w podobnym wieku. Moja córka bardzo to przeżywa i jest jej smutno, juz wiele razy nawet kogoś zaprosiła bez pytania i potem tymbardziej smutno jej i zaproszonej koleżance, że jednak nie może przyjśc. Ja też już bym chciała byc na swoim, bo lata lecą i się męczymy tylko boję się, że przy takich zarobkach nie podołamy z kredytem. Mnie też juz brakuje możliwości zaproszenia koleżanki na kawę chociażby i bardzo bym już chciała byc u siebie, nawet w niedokonczonym domu. Boję się jednak strasznie tych rat 1000 zł no i tego, że w połączeniu z rachunkami to nas to wykończy. Z drugiej strony życie z rodzicami jest męczące, a mieszkamy z nimi już ładnych parę lat...