wuika
13.04.12, 23:18
A teraz na poważnie - jakie zachowania innych rodziców powodują autentyczny żal w stosunku do ich dzieci. I nie mówię o zachowaniach wybitnie i jawnie patologicznych, typu przemoc słowna czy fizyczna, nie zajmowanie się, czy coś.
Podam przykład - mnie zawsze jest bardzo żal dzieci, których obecności prawie nie widać w domu. Mam taką jedną kuzynkę i jedną znajomą, w ich domach obecność dzieci poza fizyczną ich bytnością, jest zaznaczona tylko w pokojach dziecięcych, a i to średnio. Nie ma zabawek porozrzucanych po domu, nie zdarzyło się, żeby pluszak został na podłodze, żadne dziecko nigdy nie rozlało farbek na dywan i nie porysowało ściany. Zabawki odkładane są do kątka i układane równiutko, a dziecko po zabawach plastycznych, podczas których nie porysuje ani jednej kartki poza specjalnie przeznaczonymi, udaje się od razu umyć łapki. Dzieci nie mogą np. pomagać w kucharzeniu, obsypując mąką pół kuchni, nie wlatują też w ubłoconych butach na podłogę. I nie chodzi mi o to, że żeby dziecko było szczęśliwe, musi być upierdzielone od stóp do głów i jego otoczenie też, ale taki rodzaj wychowania (podobno wystarczy tylko trochę dyscypliny - rodziców i dzieci) wydaje mi się taki bez polotu, bez spontaniczności, bez odrobiny takiego rozgardiaszu, takie smutne po prostu. Dzieci niby grzeczniutkie, czyściutko ubrane (nie wolno też szurać po podłodze, ani wycierać ścian), wszystko niby ok, a mi zawsze ich żal.
Też tak macie?