Dodaj do ulubionych

Czas a autoprezentacja (o facetach)

19.04.12, 09:53
W nawiązaniu do wątku o odprowadzaniu i tekstów, że jest równouprawnienie więc pan nie musi, a poza tym młody mężczyzna jest narażony na więcej niebezpieczeństw niż młoda kobieta.
Zaznaczam, że nie upieram się przy tym odprowadzaniu zawsze i w każdych okolicznościch komunikacyjnych, zdrowotnych, edukacyjnych itd.
IMO owo odprowadzanie jest formą tańca godowego, zwłaszcza na początku znajomości. Jest pokazaniem przez faceta, że jest gotów poświęcić swój czas i wygodę na rzecz pokazania dziewczynie troski i zainteresowania.
Co do niebezpieczeństw, mitologizowanych zresztą - mężczyzna musi pokazać dziewczynie, że umieć podjąć ryzyko dostania w mordę w nocnym czy bycia skrojonym z telefonu ale jej bezpieczeństwo i komfort jest ważniejsze. Taki test. Facet, który nie podejmuje ryzyka (pomińmy wyjątki typu arabskie przedmieścia Marsylii w nocy czy inny Harlem) nie jest wart inwestowania w niego.
Obserwuj wątek
    • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 09:59
      pytanie tylko, komu bardziej zależy na tej autoprezentacji?
      jesteś pewna że w każdych okolicznościach to facet uprawia taniec godowy bo inaczej pani wybierze innego?

      chyba robisz błąd w założeniu i dalej już idzie fałszywe dowodzenie wybranej teorii.

      (w wątku nisar dowiadujemy się, że panna rezygnuje - ale nie bez żalu, o żalu chłopca nic nie wiemy, być może w ogóle się nie zmartwi? i poszuka kogoś w stylu amandy, która zaznaczyła, że umie sama wrócić do domu, niektóre babki nie potrzebują niańki tylko partnera)
      • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:02
        Obie płcie uprawiają tańce godowe, tylko jakby inne.
      • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:04
        Jeśli panu nie zależy to im szybciej zostanie spławiony/sam zrezygnuje, tym lepiej dla obojga. Nie widzę powodu, żeby to rozkminiać, to dość oczywiste.

        Volta, nie chodzi o bycie niańką. Chodzi o symboliczny gest.
        • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:07
          No Triss,ale ten symboliczny gest jczasochłonny,kosztowny i może nie starczyć.To może lepiej nic nie robić,wszak nie chce się być niańką a partneremwink
          • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:09
            O to chodzi! O to chodzi, żeby mężczyzna pokazał, że jest gotów do jakiegoś wysiłku nawet jeśli ryzykuje bezzwrotną inwestycję.
            • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:21
              No widocznie nie chce pokazać,albo nie jest gotów.
              Jak widać po wypowiedziach,są i amatorki takich partnerówwink
              To po co się wysilac?
            • frisky2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:29
              O to chodzi, żeby mężczyzna pokazał, że jest gotów do jakiegoś wys
              > iłku


              Dobrze powiedziane. Uważam, że kobiety powinny wymagać od facetów, wówczas nie byłoby tak dużo rozczarowań. Oczywiście wszystko z rozsądkiem i nie tylko w kwestii odprowadzania.
            • lineczkaa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 12:23
              triss_merigold6 napisała:

              > O to chodzi, żeby mężczyzna pokazał, że jest gotów do jakiegoś wys
              > iłku nawet jeśli ryzykuje bezzwrotną inwestycję.

              Ale przecież "bezzwrotna inwestycja" uzna to za nachodzenie/namolność/osaczanie* .
              * właściwe zakreślić
              Jeśli jednak obiekt zainteresowania wykazuje zwrot, to wtedy warto inwestować, w innym przypadku, komu ma to służyć. Niechętnej pannie, czy panu w ramach treningu?
        • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:12
          Volta, nie chodzi o bycie niańką. Chodzi o symboliczny gest.

          Hm, symboliczny gest ma to do siebie właśnie, że jest symboliczny, a nie mocno czasowo, finansowo i ryzyk-owo wymierny, jak np. wystawanie na przystankach i jeżdżenie pół nocy autobusami (do których, oczywiście, same za Chiny wolałybyście nie wsiadać, prawda?).

          • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:15
            Skoro trzęsiportek z pana niech umawia się w samo południe na starym mieście.A najlepiej w sąsiadce dziewczyny poszuka.Czasu zaoszczędzi sporo i strachy.
            • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:00
              Pannie trzęsikiecy też się nikt nie każe po nocach umawiać, jeśli już.
      • iuscogens Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:06
        Volta wytłumacz mi proszę, jak to jest że dziewczyna która oczekuje odprowadzenia wieczorem to osoba, która niańki potrzebuje, może sama wracać bo po to ma nogi i w ogóle niesamodzielna jest, a o własnego syna i męża boisz się, że ich jako biedne żuczki napadną bo tak niebezpiecznie nocą. Naprawdę nie widzisz sprzeczności w tym co piszesz?? Kobieta ma sama wracać, bo ma być samodzielna a chłopak nie może jej odprowadzić bo jest niebezpiecznie i go napadną.
        • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:26
          Generalnie to chyba dość logiczne, że ktoś się może bać o bezpieczeństwo własnego syna, a nie jakiejś laski, nie? Jakby miała córkę, to by się bała o jej bezpieczeństwo,a nie jakiegoś kolesia.
          • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:28
            Bać się o syna można, to zrozumiałe. Ale nie okazywać. Celem jest wychowanie mężczyzny a nie leszcza.
            • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:33
              W ogóle nadmierny lęk o dziecko nie jest zbyt zdrowy, dla rodzica przede wszystkimwink
            • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:42
              no właśnie, nie leszcza i nie sfochowanej księżniczki.

              a na forum oczekiwanie na rycerzy wciąż popularne, bo panie zapominają że epoka księżniczek to się skończyła jakiś czas temu, nawet całkiem dawno. i nie chcą wyjść z roli
              • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:50
                Bo odprowadzanie do domy to wymagania księżniczki....
                • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:52
                  Zajebiście łatwo być teraz księżniczką, łał.
                • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:59
                  nie odprowadzanie - tylko odwożenie.
                  ja widzę różnicę - w czasie(20 minut piechotą to 1km spraceru), odległości(duże miasto), możliwościach(brak auta) i na końcu kosztach(taksówk nocne w pl raczej drogawe).
                  • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:04
                    Normalny facet przekalkuluje,czy go stać na dziewczynę.Czasowo i finansowo.W wątku była mowa o 25latku,nie 14.
                    • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:26
                      To najlepiej niech dziewczyna najpierw z mamą przekalkulują cennik i pewnie (bo najszybciej) wywieszą na fejsie, a dla pewności wręczają jeszcze przed każdą randką potencjalnym zainteresowanym.
                      Dawno nie czytałam tak ohydnie seksistowskiego komentarza. To właśnie jest na dnie tych wszystkich opowieści o rycerstwie, drogie panie.
                      • lusitania2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:30
                        daisy napisała:

                        > To najlepiej niech dziewczyna najpierw z mamą przekalkulują cennik i pewnie (bo
                        > najszybciej) wywieszą na fejsie, a dla pewności wręczają jeszcze przed każdą r
                        > andką potencjalnym zainteresowanym.
                        > Dawno nie czytałam tak ohydnie seksistowskiego komentarza. To właśnie jest na d
                        > nie tych wszystkich opowieści o rycerstwie, drogie panie.

                        I like it!
                      • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:30
                        Ależ posiadanie dziewczyny,chłopaka zawsze wiąże się ze zwiększonymi wydatkami.Serio nie wiedziałaś?Nawet jak każdy płaci za siebie.
                        Dla wygodnych i oszczędnych istnieją czaty,skejpy,gg.Tam można miłość życia poznać,zakochać się i odkochać nie wychodząc z pokoju.Tanie i bezpieczne,czyż nie?
                        • indigo_kid Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:55
                          Ale sugerujesz, że koszty ponosić powinna tylko jedna strona: facet powinien fundować w knajpie, kino, taksówki etc a ten zwyczaj pochodzi z czasów, gdy kobiety były ubezwłasnowolnione i własnych pieniędzy nie miały. Dzisiaj mamy zupełnie inne okoliczności.
                          • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:01
                            Sugeruje,że jak się posiada chłopaka,dziewczynę to częściej się wychodzi.Do kina,na piwo,czy sok.I nawet jak kazde placi za siebie,to ma w tym okresie wydatki powiększone o te wspólne wyjścia.To takie dziwne?
                          • triss_merigold6 Sugeruję coś zupełnie innego 19.04.12, 17:28
                            Sugeruję coś zupełnie innego niż merkantylne podejście.
                            Sugeruję, że na początku mężczyźnie należy dać szansę, aby się wykazał minimum inicjatywy - do tego należy owo odprowadzenie i zafundowanie na miarę swoich możliwości pierwszej randki. Dziewczyna wcale nie musi się zgadzać, może z uśmiechem i stanowczo podziękować za w/w ale facet powinien złożyć taką propozycję.
                            I okoliczności w których to laska zawsze wyciąga portfel, pan skrupulatnie rozlicza co do grosza wydatki i szkoda mu czasu na jakikolwiek wysiłek są opisywane w cudownym wątku na f. kobieta najbardziej skąpy facet.
                            • aneta-skarpeta Re: Sugeruję coś zupełnie innego 20.04.12, 11:37
                              nie wierzę, w pełni zgadzam się z trisstongue_out

                              ja bym z siebie nie wydusiła, do chlopa duzo wiekszego ode mnie- Michałku, może Cie odporwadze do domu, masz tak daleko, a okolica taka niebezpieczna

                    • dziennik-niecodziennik Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:56
                      "stać na dziewczyne"? to co, teraz sie za znajomosci i uczucia płaci? jak mi taksówki nie zafunduje to won?
                      to co, ubodzy nie mają prawa szukac partnerki?...
                      • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:48
                        A czy ktoś broni?Niech szuka.Jak nie stać na taxi piechotą można panią odprowadzić.Ale jak na to nie stać,to warto zostać w domu.
                        Choć są amatorki i takich panów.Na zdrowie.
                        • indigo_kid Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:57
                          To ja już bym wolała sama za taxi zapłacić, niż piechotą przez pół miasta iść. Czemu kobieta nie może sobie sama za taxi zapłacić?
                          • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:04
                            Ależ może.Czy ktoś zabronił?W końcu jakoś musi do domu dotrzeć,a na panów raczej już liczyć nie powinnasmile
                            • indigo_kid Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:12
                              Powinna obowiązywać zasada wzajemności, Ty cały czas piszesz tylko o facetach, że powinni być niezawodni.
                              Jak wyżej pisałam dzisiaj kobiety są równouprawnione, mają własne pieniądze, czemu każesz im liczyć na kogoś (tu na faceta)?
                              • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:18
                                Ależ ja nic nie każe.Oprócz równouprawnienia istnieje tez wolność np wybory faceta choćby na randkę.Co kto lubi.
                                • madzioreck Kij ma dwa końce 19.04.12, 21:04
                                  > Ależ ja nic nie każe.Oprócz równouprawnienia istnieje tez wolność

                                  Triss, istnieją po prostu dwa końce kija zwanego równouprawnieniem - ten drugi koniec jest po prostu nie w smak i tyle.
                                  • triss_merigold6 Re: Kij ma dwa końce 19.04.12, 21:07
                                    Sugerujesz, że równouprawnienie oznacza identyczność tj. nakaz identycznych zachowań?
                                    • madzioreck Re: Kij ma dwa końce 19.04.12, 21:26
                                      Nie, sugeruję, że uprawiacie tu równouprawnienie pt. "równouprawnienie równouprawnieniem, ale chłop musi znać swoje miejsce". Jakoś w drugą stronę tego nie tolerujecie i już widzę ten kwik na forum, jakby tu którys nasz babski król wparował i wypisywał, od czego jest kobieta.
                                      • aneta-skarpeta Re: Kij ma dwa końce 20.04.12, 11:48
                                        rownouprawnienie rownouprawnieniem, ale nie bardzo sie widze w roli obroncy mojego chlopa przed bandziorami i potencjalnymi gwalcicielami- tak po prostu i feministycznietongue_out
                                        moj chlop jest tez za rownouprowanieniem, ale nie wyobraza sobie zebym nosila ciezką szafę na plecach
                                        i w ramach rownouprawnieniaja gotuje mu jego ulubione dania, zeby bylo mu milo, a on mi nie gotuje bo nie umietongue_out

                                        rownouprawnienie to nie jest wszystko po rowno i kazdy tak samo

                                        jesli ktos chce miec kobiete do obrony, a ktoras chetnie bedzie odprowadzala narzeczonego , zeby mu sie nic nie stalo to przeciez nikt nie broni

                                        tylko ilu chlopów tak by chciało?
                                        • madzioreck Re: Kij ma dwa końce 20.04.12, 20:23
                                          yyy... ale czy ja gdzieś pisałam, że w ramach równouprawnienia to kobita ma chłopa odprowadzać...?
                          • aneta-skarpeta Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 11:43
                            indigo_kid napisała:

                            > To ja już bym wolała sama za taxi zapłacić, niż piechotą przez pół miasta iść.


                            dajcie spokoj
                            królestwo oddam za spacer przez pol miasta, po boskiej randcesuspicious
                            przeciez to odprowadzanie, troska, uczucie wdziecznosci za odprowadzenie to najlepszy taniec godowy

                            i powiem od siebie- ja mialam samochod, moj obecny mąż nie mial
                            przewaznie jeszcze ja go odwozilam do domu, natomiast gdy mialam nie brac samochodu to dbał o moje bezpieczenstwo, odwopzil, zalatwial transport ( prosil kolege zeby mnie odwiozl etc) i czul sie w obowiazku dołozyc do benzyny, albo w inny sposob sie zrehabilitowac
              • aneta-skarpeta Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 11:32
                jeszcze chciwla, a bedzie sie oczekiwało od kobiety, ze obroni swojego chlopa przed bandą dresiarzy i da kazdemu w mordebig_grin

                moj chlop ma mnie otaczac opieką typu- zapewnic bezpieczny- w miare- powrot do domu- jak nie moze osobiscie dostarczyc do domu, to dorzucic sie do taxi, umowic sie niedaleko jej domu etc

                a kobieta ma otaczac go troską w innych aspektach

                no chyba, ze chłop jak patyczek drobniutki, a baba to pani wróbel i chetnie da wymoczkom po mordzie w razie czegowink

                ja tam starej daty jestem i chlop musi mi udowodnic, ze jest w stanie byc dla mnie wsparciem, a odprowadzenie mnie do domu takim wsparciem jest

                ja tarcza ochronną dla niego byc nie mogę, bo jestem słabsza i w morde nie umiem dac, wiec ja odprowadzac go nie bede, ale np gdybym ja miala auto a on nie, to wtedy czulabym sie w obowiazku go odstawic do domu
        • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:29
          juz ci tłumaczę jak ja to widzę:
          jeśli powrót po nocy jest tak niebezpieczny, że dziewczyna nie może sama spędzić w pełnym psycholi i kiboli nocnym stołecznym autobusie 20 minut(abstrahuję tu od tego, jak można wychować dorosłe dziewczę, żeby bało się o północy do domu samo wrócić - do domu, czyli w swojej okolicy, nie w obcym mieście, w obcym kraju)

          to znaczy że jest tam tak niebezpiecznie, że samotny facet również nie powinien się tam znajdować. i nie ważny jest tu wiek faceta, zbita gęba i ukradziony portfel będzie tak samo przykry niezaleznie od płci i wieku.

          i naprawdę nie lubię, gdy mój mąż wraca z jakiejś balangi nocnym, a żal mu kasy na taksówkę, bo on ideowo taksówkami nie chce jeździć.

          do tego forma selekcji mnie tu razi - hasło do odstrzału!
          ileż tam tych selekcji na tej zasadzie zrobiły dziewczyny forumowe i ile przeszło test odprowadzania a nie sprawdziło się na życie? wątek triss to był o niezabraniu dziecka na wakacje? czy może się mylę?
          ale co tam, odprowadzał, taniec godowy odprawiony, pani zadowolona, tylko jakoś potem dalszych testów jednak nie przeszedł?

          to nie jest tak, że jest niebezpiecznie i dziewczyna ma być samodzielna, tylko jest tak, że albo jest bezpiecznie i każdy może wrócić do domu sam,(co jak pisze amanda wśród jej równieśników jest dość oczywiste) albo mieszkamy w slumsach, gdzie po zmroku nie wychodzi ani panna ani pan, jeśli im życie miłe.

          ja wiem, że to chodzi o gest, i inne takie pokazanie, że zależy, ale polecam mniej patrzenia na gesty.


          • graue_zone Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:20
            A ile razy słyszałaś o gwałtach mężczyzn w takich sytuacjach? Tragiczne. Worki z cementem sama też nosisz? I kilkunastokilogramowe zakupy? Meble też składasz sama?
            • czarnaalineczka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:47
              >Meble też składasz sama?
              co ma skladanie mebli do odprowadzania ?
              meble skladam sama od czasow gdy bylam nastolatka
              a faceta , ktory boi sie odpowadzic dziewczyne spuszczam na drzewo
            • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:34
              cegły na budowę nosiłam jako 7 latka - czyżby ojciec do odstrzału?

              tak, zakupy noszę sama. nawet jak jest dużo i ciężko. a ty masz nosilca? gratuluję, ale nie zazdraszczam.
              • graue_zone Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 17:20
                Tak, mam. Zakupy robię i zostawiam w samochodzie. Wnosi mąż.
                Meble - ok, sama lubię coś zrobić dla przyjemności.

                Ale, ale, nie odpowiedziałaś. O ilu facetach zgwałconych w czasie wieczornych/nocnych powrotów słyszałaś? A o kobietach/dziewczynach?
                • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 23:14
                  o zgwałconych facetach na przystankach autobusowych nie słyszałam, ale słyszałam o zamordowanych, pobitych ze skutkiem śmiertelnym, zwyczajnie pobitych i okradzionych też.
                  • iuscogens Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 23:20
                    Może nie zostali wychowani na zaradne, odważne i zdolne do samodzielnej egzystencji jednostki?? Takie nieporadne dzieci we mgle...
                  • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 00:13
                    Też o tym napisałam, jeśli chodzi o stopień zagrożenia - jakoś się obrońcy panienek nie odnieśli^^
              • triss_merigold6 OMG 19.04.12, 17:31
                OMG współczuję. Robię zakupy ale unikam noszenia ciężkich rzeczy, od tego jest facet.
                To samo dotyczy skręcania mebli czy innych działań techniczno-remontowo-budowlanych.
                • ruda_owca Re: OMG 20.04.12, 13:41
                  > OMG współczuję. Robię zakupy ale unikam noszenia ciężkich rzeczy, od tego jest
                  > facet.
                  A od czego jest w takim razie kobieta?
                  • madzioreck Re: OMG 20.04.12, 20:24
                    ruda_owca napisał:

                    > > OMG współczuję. Robię zakupy ale unikam noszenia ciężkich rzeczy, od tego
                    > jest
                    > > facet.
                    > A od czego jest w takim razie kobieta?

                    Moja droga, od wczoraj usiłuję się dowiedzieć... no i się nie dowiedziałam smile
              • aandzia43 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:28
                > tak, zakupy noszę sama. nawet jak jest dużo i ciężko. a ty masz nosilca? gratul
                > uję, ale nie zazdraszczam.

                Jeśli jesteś kobietą samotną/twój mężczyzna dużo przebywa poza domem z przyczyn zawodowych/jest osobą niepełnosprawną/jest osobą chorą na stawy lub kręgosłup to OK. Rozumiem. Jeśli nie, to nie rozumiem , bo jak można ze śpiewem na ustach dźwigać ciężary, gdy pod ręką ma się osobę jakieś dwa razy silniejszą. Kompletnie bez sensu. Mój 20cm wyższy i 25 kilo cięższy małżonek bez najmniejszego wysiłku niesie siaty, pod którymi ja się uginam. Musiałabym być ostatnią idiotką, żeby robić to w sytuacji, gdy może to zrobić on. Jestem delikatna, mam delikatne stawy i jeśli mam żyć jeszcze te 20-30 lat, to chcę zrobić to ze zdrowym kośćcem. Jeśli zostawianie chłopu siatek do dźwigania czyni ze mnie księżniczkę, to kurde! jakże się cieszę, że jestem księżniczką! big_grin Co prawda nie na ziarnku grochu, ale na trzykilowej siatce już tak ;-P
                Aha, powiem więcej: jestem księżniczką do tego stopnia, że bez najmniejszego skrępowania wręczam siatki każdemu znajomemu osobnikowi płci męskiej, który się napatoczy i który wykazuje chęć ulżenia słabej niewieście. Perfidna ze mnie baba ;-P
                • graue_zone Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:33
                  Oj, jak dobrze, że znalazła się kolejna normalna! smile

                  A swoją drogą już wiem, dlaczego mężczyźni nawet z pokolenia moich rodziców sami siatki z rąk kobiecie wyjmują, ale z mojego pokolenia niekoniecznie. Czasem trzeba ich trochę popchnąć, żeby to zrobili.
                  • aandzia43 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:48
                    Ja niedługo będę miała 50 lat. Nigdy nie niosę siat czy innych ciężarów, jeśli w okolicy jest znajomy osobnik noszący portki. Przyzwyczaiłam się wink
                    Wiesz, jest jeszcze inna kwestia: ci sami panowie z pokolenia moich rodziców, którzy wyrwali obcym paniom pakunki z rączek i niemal płaszcz na ziemię rzucali, by pani przejść mogła przez kałużę suchą stópką, w domowych pieleszach wymagali całkowitej obsługi. Włącznie z przytaszczeniem paszy na obiad, co to parujący miał wjechać na stół ;-P
                    • graue_zone Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:58
                      <Wiesz, jest jeszcze inna kwestia: ci sami panowie z pokolenia moich rodziców, którzy wyrwali obcym paniom pakunki z rączek i niemal płaszcz na ziemię rzucali, by pani przejść mogła przez kałużę suchą stópką, w domowych pieleszach wymagali całkowitej obsługi. Włącznie z przytaszczeniem paszy na obiad, co to parujący miał wjechać na stół ;-P >

                      A nie nie, nie takich mam na myśli. Zresztą jakoś wśród znajomych moich rodziców jakoś tacy bardzie samodzielni i pomocni byli. smile
                • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:29
                  a ja gdzieś pisałam o pieśni na ustach?
                  u nas od wnoszenia siatek są ochroniarze - ale ja im nie pozwalam na taką usługę - mają nas pilnować a nie za pieska robić. widzę, że innym babkom noszą, wjeżdżają nawet na piętra z chlebem, ale to już nie moja sprawa.

                  może te babki dają im za to kasę do ręki? szczerze, nie wiem.

                  co do siatek -
                  stawy w tym roku poszły nam obojgu, różnica tylko taka, że ja poza noszeniem tych zakupów obowiązków wysiłkowych za wiele nie mam, mąż - lata po budowie i robi ok. 2000 schodów dziennie(wysokościowce, poza europą, całkiem wysokie)
                  w noszeniu zakupów pomagają mi synowie, na miarę swych kilogramów i możliwości, ale jednak są to dodatkowe ręce. razem wracamy ze szkoły/ razem wysiadamy z auta to i razem niesiemy siaty.
                  gdybym wzorem sporej ilości babek robiła zakupy w łikendy w markecie - to pewnie musiałabym misia angażować do noszenia, ale że zakupów mam 2 siatki co parę dni - nie potrzebuję ach, męskiego ramienia.
                  swą kobiecość wyrażam na sto innych sposobów - bycie kizią mizią, co to bez pana nie wyjdzie bo się przewróci albo nie będzie umiała wrócić - nie jest w moim stylu.

                  • aandzia43 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:51
                    > gdybym wzorem sporej ilości babek robiła zakupy w łikendy w markecie - to pewn
                    > ie musiałabym misia angażować do noszenia, ale że zakupów mam 2 siatki co parę
                    > dni - nie potrzebuję ach, męskiego ramienia.

                    Tak na marginesie: ja zakupy robię głównie na targu (jemy dużo warzyw i owoców) i są to ciężkie zakupy. Do tego nabiał, mięso, kasze, pieczywo. Do tego jedzenie dla kilku kotów. Żeby przytaszczyć to do domu (z samochodu, z autobusu, czy ze sklepu pod domem) zdecydowanie potrzebuję silnego ramienia. Oczywiście gdybym się uparła, to dotaszczyłabym to do domu i wytaszczyłabym na drugie piętro bez windy, czemu nie? Tylko po cholerę? Czy tylko ja to zjadam? Jak tobie na czteroosobową rodzinę wychodzą dwie siatki raz na parę dni? Co jadacie? Samo mięso? Kaloryczne, białkowe i nie waży dużo, fakt.
                    • czarnaalineczka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:54
                      jestem niedobra sadystka
                      i robie z misia wola pociagowergo
                      bo bierze kartke i 3 razy w tygodniu nosi plecak i siaty z zakupami
                    • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 23:32
                      mam czas na robienie zakupów, poza tym część toreb nie musi być wniesiona od razu do mieszkania, może poczekać w samochodzie.

                      do tego - noszą też dzieci, o czym pisałam

                      do tego - piwa, soki, wodę wnosi mąż, i on kupuje, w sklepie obok domu. wstępuje po pracy.

                      mam w domu windę, więc jest kwestia wniesienia z parkingu do windy, gdyby mi zależało - angażowałabym ochronę lub męża. ale - mogę zrobić to sama/z dziećmi

                      jak mieszkałam w pl, zakupy robiłam hurtowe w tesco, i wtedy - wnosiłam to co mogłoby się zepsuć i to co mi było potrzebne do gotowaia obiadu, reszta czekała na męża, ale ja też z nim zjeżdżałam na dół w myśl zasady co cztery ręce to nie dwie.
                      teraz do marketów nie jeżdżę, więc podstawowe zakupy są nieduże.
                      ale że mięso jest lekkie - to nie wiedziałam, ja kupuję hurtem mięso to mi wychodzi, kg na rosół, kg polędwicy, kg farszu do spagetti i jakieś kości na zupę, też kg. i to mi ciąży przy niesieniu do samochodu. ale potem mam spokój na długo, więc kolejne dni to siatka, dwie lub wcale.
                      kasze, makarony i ryże kupuję w dniu, w którym potrzebuję, w sklepie pod domem- jak zabraknie w szafce. to jest kg opakowanie maksymalnie, więc aż mąż potrzebny? nie wierzę, raczej o zasady komuś chodzi...

                      mebli nie składam, nie robię miliona innych rzeczy w domu damskich i męskich, robię to co mogę, lubię, chcę. i nie chcę(nie lubię wozić auta do naprawy, ale że tylko ja z niego i dzieci korzystamy, to czasem muszę to zrobić, choć nie lubię, wolałabym w tym czasie obiad ugotować)

              • jak.z.nut Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 12:19
                Nie, niektóre po prostu mają troskliwych partnerów, którzy sami siaty nosząsmile I mnie akurat nie dziwi Twoje podejście bo jak mówi stare przysłowie " jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma"smile
            • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:07
              graue_zone napisała:

              > A ile razy słyszałaś o gwałtach mężczyzn w takich sytuacjach?

              A to gwałt to jedyne złe, co może człowieka spotkać?

              Worki
              > z cementem sama też nosisz? I kilkunastokilogramowe zakupy? Meble też składasz
              > sama?

              A czemu nie? Czemu nie razem? Najlepiej woła pociągowego z faceta zrobić, tak?
              • aandzia43 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:23
                > Worki
                > > z cementem sama też nosisz? I kilkunastokilogramowe zakupy? Meble też sk
                > ładasz
                > > sama?
                >
                > A czemu nie? Czemu nie razem? Najlepiej woła pociągowego z faceta zrobić, tak?

                Razem to ja mogę z chłopem worki nosić w taki sposób, że on niesie worek (cement to po kilkadziesiąt kilogramów pakowany chyba?), a ja niosę wiaderko, kielnię czy co tam się nosi na budowę (nie wiem, nie budowałam). Razem to ja mogę z chłopem nieść zakupy w taki sposób, że on niesie kilkanaście kilogramów, a ja kilka. Meble razem składamy w taki sposób, że on wykonuje cięższe prace z tym związane. Inny obrót sprawy byłby robieniem ZE MNIE woła pociągowego, albowiem jako przeciętna kobieta jestem dużo słabsza fizycznie od przeciętnego męzczyzny.
                • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:31
                  albowiem jako
                  > przeciętna kobieta jestem dużo słabsza fizycznie od przeciętnego męzczyzny.

                  No to pisz o sobie, bo oburzyłaś się, że kto inny może nosić. Dla mnie wniesienie z parkingu 15-kilogramowych zakupów nie stanowi dużego problemu, bo jestem silna - powinnam dla zasady zostawić to chłopu w bagażniku, żeby sam dźwigał? Jeśli potrafię skręcić mebel sama, i nie styram się przy tym jak wół, powinnam dla zasady kazać to zrobić chłopu?

                  I zeby nie było - mój mąż, ani żaden z moich kolegów nie pozwoliłby mi samej dźwigać, samemu machając kluczami, ale jeśli jadę na te zakupy sama, to nie widzę powodu, żeby sobie ich nie wnieść, skoro nie jest to dla mnie problem. A jak ktoś ma problem, to nieść pomogę - czy to sąsiadka, czy sąsiad.
                  • iuscogens Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:37
                    Cieszymy się, że masz zadatki na Xenę-wojowniczą księżniczkę, ale to co napisała koleżanka to prawda. Przeciętna kobieta jest słabsza fizycznie od przeciętnego męzczyzny.
                    • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:40
                      Przeciętna kobieta jest słabsza fizycznie od przeciętneg
                      > o męzczyzny.

                      Nie twierdzę nigdzie, że jest inaczej.
          • jowita771 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:21
            > (abstrahuję tu
            > od tego, jak można wychować dorosłe dziewczę, żeby bało się o północy do domu
            > samo wrócić - do domu, czyli w swojej okolicy, nie w obcym mieście, w obcym kra
            > ju)

            Powiedz to dziewczynie opisanej w tym artykule:

            gorzow.gazeta.pl/gorzow/1,35211,11519299,Kim_jest_gwalciciel_z_Wieprzyc__Prokuratura_pokazuje.html
            I nawet nie było północy, tylko koło siódmej wieczorem. We własnym kraju, kilkaset metrów od domu.
            • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:32
              wiedziałam, że ktoś przywoła ten przykład

              ale można założyć, że to właśnie osoba, która nigdy nie trenowała samodzielnych powrotów do domu i nie umiała ocenić sytuacji, bo zawsze jakiś tata, brat i wujek odprowadzali.

              w mojej rodzinie zdarzyło się tak, że dziewczyna była odprowadzana przez chlopaka, a na poboczu zatrzymało się auto, wyskoczyło z niego 4 facetów, chłopakowi sklepali maskę, a dziewczynę zgwałcili zbiorowo. w tym butelką.
              dziewczyna lat 16, chłopak 17.

              w okolicy małego bezpiecznego miasteczka, nie na bałutach.

              a moja koleżanka została zamordowana w swoim własnym domu, razem z bratem,matką i ojcem.
              jakieś wnioski?
              • jowita771 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:37
                Wniosek jest taki, że tej konkretnej dziewczynie prawdopodobnie nic by się nie stało, gdyby była w towarzystwie.
                A wyobraź sobie, że to by się stało, gdyby wracała z randki, a facet by jej nie odprowadził dla własnej wygody. Gdybym ja była takim facetem, czułabym się jak szmata.
                • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:11
                  jowita771 napisał:

                  > Wniosek jest taki, że tej konkretnej dziewczynie prawdopodobnie nic by się nie
                  > stało, gdyby była w towarzystwie.

                  Ależ tę dziewczynę odprowadzał rycerski chłopak - w czym to pomogło?

                  > A wyobraź sobie, że to by się stało, gdyby wracała z randki, a facet by jej nie
                  > odprowadził dla własnej wygody. Gdybym ja była takim facetem, czułabym się jak
                  > szmata.

                  A jak byś się czuła, gdyby w drodze powrotnej został skatowany facet, który odprowadzał Ciebie?
            • indigo_kid Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:03
              Tu już dochodzisz do absurdu, że kobieta to w ogóle sama nie powinna przebywać poza domem, może wprowadzić jakieś zwyczaje panujące w krajach muzułmańskich?
    • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:01
      Myślałam, że to oczywiste, trzeba to jeszcze komuś tłumaczyć? I nie ma to nic wspólnego z równouprawnieniem, w ogóle śmieszy mnie kłapanie o "zanikaniu równouprawnienia", kiedy np. trzeba wnieść lodówkę. Co to ma do cholery wspólnego? Pomaga się komuś, kto nie ma tyle siły, a nie dlatego, że to kobieta. Generalnie mam taką refleksję, że w naszym społeczeństwie dwa określenia są całkowicie błędnie rozumiane i źle używane: równouprawnienie właśnie oraz słynne "wychowanie bezstresowe".
      • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:08
        Oczywiście, że to nie ma nic wspólnego z równouprawnieniem. Aczkolwiek kiedyś na f. feminizm produkował się jakiś leszcz dowodzący, że to niesprawiedliwe bardzo, że kobiety go skreślają bo słaby fizycznie i ogólnie lękowy, a kasy na taksówkę nie ma z powodu nieustającego bezrobocia więc nie odprowadza/nie odwozi. Cóż qrde, jego geny nie przetrwają.
        • iuscogens Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:18
          Desperat suspicious
        • martishia7 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:24
          Nie byłabym taka pewna. Mam wrażenie, że zastępy Matek Teres nadal liczne w armii polskich kobiet.
        • adellante12 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:56
          Pewne osobniki w naturze nie powinny i najczęściej się nie rozmnazaja bo po prostu nie powinny i nie mają do tego predyspozycji.
          Wymyslanie kolejnych teorii które maja na celu wymusić społeczną akceptacje i umozliwić reprodukcje takim osobnikom jest wbrew naturze i prowadzi w linii prostej do degeneracji gatunku a w rezultacie do jego samozagłady.
          Ot taka ewolucja.

          Wychowywanie synów na leszczy juz zaczyna się odbijać nam społeczną czkawką a bedzie gorzej. Fajne życie beda mieli ci którzy jednak mimo wszystko pozostana przy meskich wzorcach. Nie wyobrazam sobie aby mój syn na samą myśl o tym ze ktoś go moze w nocy zaczepić musiał gacie zmieniać...
          Gdyby nie odprowadził panienki do domu ze strachu przed samotnym wracaniem dostałby liscia ode mnie. Na wejściu. Ot dla zasady żeby wiedział że wszędzie moze go to spotkać.

          Kiedyś mój kolega zaczął sie umawiac ze swoją obecną żoną po jakiejś oficjalnej kolacji tatuś stwierdził że odprowadzi Zbysia bedąc już przy furtce tak przycedził Zbysiowi po pysku że był knockout... Nastepnego dnia Zbysiu zjawił sie u swej dziewczyny jakby nigdy nic... Tatuś skwitował córce : " widzisz, naprawdę mu zależy skoro się nie bał..."
      • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:10
        Dodam jeszcze, że w obu wypadkach chodzi chyba o wygodnictwo - znaczy, że dziecku można przylać klapa, a przy panna niech dźwiga sama, co ja się będę przemęczał, w końcu równouprawnienie jest tongue_out
    • triss_merigold6 Aha, to samo dotyczy płacenia 19.04.12, 10:20
      Aha, to samo dotyczy płacenia na pierwszej randce. Mężczyzna powinien zaproponować takie miejsce, żeby bez bólu wyciągnąć portfel - w wersji licealnej/studenckiej naprawdę może to być herbata w barze Biedronka czy bezkosztowa wycieczka rowerowa.
      • bea.bea Re: Aha, to samo dotyczy płacenia 19.04.12, 10:24
        zgadzam sie z tobą...moja babcia mówiła , że faceta miłość mierzy się inwestycjami w pannę....jak w "wnusjankach i marsjanach" ...jak kocha to umyje samochód...sam od siebie bez proszenia. smile smile smile
      • ciociacesia bar Bieronka wymiata 19.04.12, 12:29
        herbaty nie piłam ale kompocik maja ciut przeslodzony
    • dziennik-niecodziennik Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:24
      o odprowadzaniu (akurat na lotnisko) fajnie było powiedziane w filmie "Harry i Sally" wink i bylo w tym duzo prawdy...
      jak dla mnie odprowadzenie jest zarówno formą zaopiekowania się, jak i okazaniem że cięzko się rozstac. ale w sumie uznaję odprowadzania na stosunkowo niewielkim dystansie. nie zmuszałabym faceta do odwożenia mnie taksówką ani do odprowadzania mnie na drugi koniec miasta. w sumie wystarczyłoby mi to odprowadzenie na autobus.
      moj maż przed slubem mieszkał w miescie oddalonym o 30km, nie odwoził mnie pod drzwi mojego domu i żyjemy wink
      • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:26
        Toż zaznaczam, że nie w każdych okolicznościach komunikacyjnych, odległość 300 km można zrozumieć.
        Na drugi koniec miasta? W ogóle się nad tym nie zastanawiałam, wieczorem/w nocy odwoził mnie chłopak w liceum, godzina jazdy autobusem, traktowałam to jako coś oczywistego.
    • lilly_about Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:28
      W moich czasach szkolno-studenckich odprowadzali mnie nie tylko potencjalni partnerzy, ale także koledzy. Odprowadzenie dziewczyny do domu z imprezy, w środku nocy, ze spotkania, z meczu było wyrazem sympatii, kultury, normalności.
      • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:31
        Oczywiście, że tak, to było NORMALNE. Po imprezach w środku nocy zawsze znalazł się jakiś kolega, który odprowadzał PIECHOTĄ dziewczynę do domu. Nikt tego nie kwestionował, gość, który by się od tego wywijał zostałby uznany za chama (także przez swoich kolegów).
      • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:38
        A w moich czasach studenckich (całkiem niedawno) raczej nikt się już nie odprowadzał, tzn najdalej na przystanek albo postój taxi i też to było normalne, więc jak to jest z tą normalnością?
        • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:42
          Jesteś młodsza, a chłopcy zostali rozbestwieni przez zbyt feministycznie nastawione koleżanki?
          Strzał w kolano.
          • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:52
            Moim zdaniem to nie ma nic wspólnego z feminizmem, a dla mnie to tylko gest, mało znaczący, bo nigdy w życiu nie zastanawiałam się, czy mam odstrzelić kogoś, bo mnie pod dom nie odprowadził big_grin Z tego co kojarzę, żadna moja koleżanka też się na to nie skarżyła nigdy. Może to rzeczywiście kwestia zmiany mentalności, ale moim zdaniem to zmiana na plus.
            • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:56
              Ale tu chyba mówimy o chłopaku, który umawia się na RANDKI. Podajemy przykłady kolegów odprowadzających z imprez, bo kiedyś NAWET koledzy się poczuwali, a co dopiero absztyfikant.
              • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:01
                A o czym ja pisałam?
        • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:45
          Też nie przypominam sobie obowiązkowego odprowadzania, zwłaszcza przez kolegów. Bo "starający się" czasem odprowadzali wink
          A w wieku 20 lat zaczęłam się przemieszczać własnym samochodem i nawet zdarzało się po imprezie kolegów i narzeczonych do domów rozwozić.
          • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:48
            No to ja z tych "konserwatywnych" jak się okazuje. Gdy wracaliśmy z imprezy (miałam świetną paczkę z podstawówki , z którą spotykaliśmy sie jeszcze po skońzeniu studiów) oczywiste było-i to bez zmuszania, planowania, wychodziło samo z siebie-że któryś z kolegów (dziewczyny były dwie, ok.6-8 chlopców)odprowadzał mnie do domu (mieszkalam najdalej). Dla mnie to oznaka kultury i niemodnego dziś "dżentelmeństwa"- prawdziwych facetów już nie ma...
            • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:52
              Po pierwsze - jaki rocznik? Podejrzewam, że lata siedemdziesiąte mogą mieć odmienne wspomnienia od osiemdziesiątych smile I o jakim wieku mówimy? Bo ja odniosłam się do dziewczyny z wątku, czyli mam na myśli wiek 16-18.
              • iuscogens Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:21
                Ja jestem z lat osiemdziesiątych i to prawie z połowy i dla mnie odprowadzanie wieczorem to oczywista oczywistość. Nie tylko na podstawie moich doświadczeń, moich koleżanek również. I taksówkami raczej nikt nie jezdził, bo w tym wieku nikt na to kasy nie miał.
                • czarnaalineczka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:47
                  ja z tego samego rocznika smile
                  odprowadzanie to byla norma
                • ciociacesia ja rocznik podobny 19.04.12, 12:44
                  ale okolica inna. male miasteczko, klasa ze wszystkich okolicznych wsi i miasteczka. raczej sie noclegio oferowalo albo rodzice odwozili, przywozili po nocy
                  na studiach zawsze padalo pytanie 'czy na pewno nie chcesz zeby cie odprowadzic, napisz koniecznie jak dotrzesz do domu'
              • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:29
                Koniec siedemdziesiątych, wiek 16-wzwyż-bo nawe jak miałam 25 to ktoś mnie odprowadzał wink
        • lilly_about Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:47
          Moje czasy studenckie też są całkiem nieodległe. Widocznie miałas kiepskie srodowisko.
          • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:49
            Tak, tak, bardzo kiepskie, jestem ze środowiska UJ i innych krakowskich uczelni.
            • lilly_about Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:51
              To tylko dowodzi, ze środowisko krakowskich uczelni może być kiepskie, skoro facet kobiety do domu odprowadzić nie potrafi. Kulturę niekoniecznie na studiach się nabywa, wiesz?
              • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:54
                Bzdura, moi znajomi to bardzo inteligentni i kulturalni ludzie, chciałabym, żeby wszyscy tacy byli.
                • lilly_about Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:56
                  No a co masz napisać, skoro nie masz innych wzorców? Byc może to zmiana pokoleniowa, ale na pewno in minus.
                  • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:03
                    Mam wzorce, w końcu też mnie ktoś kiedyś odprowadzał do domu. A jednak na partnera życiowego tej osoby nie wybrałam, pomimo, że wykazał się odwagą i zapewnieniem mi poczucia bezpieczeństwa w postaci odstawienia mnie pod drzwi wink
            • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:53
              > Tak, tak, bardzo kiepskie, jestem ze środowiska UJ i innych krakowskich uczelni

              cóż, to nie poziom wykształcenia świadczy o kulturze osobistej wink czasami najlepsze uczelnie (nie mowię że tak było u Ciebie)organizowały najostrzejsze imprezy, posiadały na swym stanie chamów. Pokłosie tego widać dzisiaj na ulicy, w biznesie, życiu codziennym. Mam koleów, którzy jako nastolatki potrafili być kulturalni- przepuścić w drzwiach (okropne co ?), odprowadzić do domu (porażka!), itp. I nie posiadali żadnego wykształcenia-ale obycie i dużą dozę kultury osobistej
              • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:00
                To prawda, znam paru buraków z UJ wink
                Aczkolwiek odniosłam się do zdania, że z kiepskiego środowiska pochodzę, a to nieprawda, żyję w otoczeniu bardzo miłych i kulturalnych ludzi, którzy - jeśli ktoś bałby się wracać do domu - na pewno nie zostawiliby takiej osoby samej sobie. Jednocześnie normą u nas było, że każdy wsiada w swój nocny lub taxi sam i jedzie do domu. Również po randkach.
                • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:31
                  To już bardziej kwestia konwencji. Widac taka panowała w środowisku, które Cie otaczało aczkolwiek to z uniwerku było inne niż to, w otoczeniu ktorego żyjesz teraz.
                  • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:40
                    Mam cały czas tych samych znajomych.
          • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:51
            Chodziłam do klasy humanistycznej w LO - w klasie było 4 chłopaków i 22 dziewczyny. Trochę by się naprowadzali wink
            Na studiach też miałam zbliżone proporcje płci, jakby każdy z kolegów z grupy po wieczornym wyjściu miał odprowadzić ok. 6-7 dziewczyn, to do rana by do domu nie wrócił.
        • peggy_su Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:04
          Może po prostu takie środowisko miałaś. Ja się zwykle obracałam w kręgu ludzi, na których mogłam liczyć. Tak jak ja nie zostawiłabym podchmielonej koleżanki po imprezie, tak i mnie nie zostawiano. Raz byłam na imprezie, po którtej zostałam na lodzie - mimo wcześniejszych ustaleń nie miałam gdzie przenocować i wracałam na stancję sama noca przez prawie puste miasto, bez kasy na taksowkę. Więcej z tym towarzystwem nie wychodziłam nie mając ustalonego planu co po, np kasy na taxi własnie.
          Podobnie z facetami. Zwykle przed danym wyjściem upewniałam się czy mnie odprowadzi/odwiezie. Podobnie jeśli miałam ustalony powrót, a pan prosił żeby dłuzej została - on obiecywał bezpieczne dostarczenie do domu.

          Mam starszego brata i pamiętam jak mama sie o niego martwiła ze sie włóczy po nocach. Ale nie przyszło by jej do głowy robic z niego fajtłape i namawiac zeby dziewczyny nie odprowadzał.

          Inna sprawa, że jak facet zauroczony, to zrobi wszystko zeby jak najdłuzej z dziewczyną przebywac. I najpierw odprowadzanie trwa godzinami, potem jeszcze stanie pod klatką. Nigdy tak nie miałaś?
          • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:13
            W życiu nikt w moim środowisku nie zostawił nikogo, kto byłby pijany albo nie miał gdzie nocować. Nie zapędzajmy się w dziwne rejony ok?
            Ja mieszkam w mieście, gdzie jeżdżą dość często autobusy nocne, wypełnione są przede wszystkim normalnymi ludźmi a nie bandytami (chociaż zależy od dzielnicy) i jest pełno taksówek, więc powrót nie jest - co do zasady - bardzo ryzykowny. I tak naprawdę to kwestia upodobań, czy ktoś cię tu odprowadzi, czy nie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że jedna osoba mówi, że się boi wrócić do domu, a druga jej nie pomaga.
            A odprowadzanie dla samego odprowadzania to dla mnie pusty gest i tyle.
            • lilly_about Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:21
              dlaczego pusty?
              • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:25
                Bo nigdy nie rozpatrywałam, czy odstrzelić faceta z powodu nieodprowadzenia mnie pod drzwi, bonusów też mu to nie dawało. I byłam trochę zaskoczona czytając tamten wątek o tym, że aż tyle kobiet tak kategorycznie potrafi podchodzić do takiej - dla mnie - pierdoły!
                • lilly_about Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:30
                  Jak widzisz, dla wielu kobiet te "pierdoły" to podstawa kultury u faceta.
                  • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:47
                    Widocznie mam inne "podstawy kultury" niż kobiety w tamtym wątku i moi znajomi też, ważne, żeby każdy znalazł środowisko, w którym czuje się najlepiej wink
                • peggy_su Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:31
                  Może i pierdoła, ale dla mnie do tej pory dość oczywista. Wszyscy faceci mnie odprowadzali i jakoś nie musiałam się nad tym zastanawiać. GDyby nagle znalazł się taki, któremu szkoda czasu to by mnie to zastanowiło: skoro nawet zwykli koledzy mnie odprowadzają, co co z tym jest że mu się nie chce. Widać mu nie zależy i nie warto zaprzątać nim sobie głowy.
                • policjawkrainieczarow Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:25
                  tosterowa napisała:

                  > Bo nigdy nie rozpatrywałam, czy odstrzelić faceta z powodu nieodprowadzenia mni
                  > e pod drzwi,

                  z powodu nieodprowadzenia pod drzwi, kiedy laska mowi, ze sie boi, facet jest strona proponujaca spotkanie, a roznica wieu jest wskazujaca na to, ze laska raczej swoich pieniedzy jeszcze nie zarabia.
                  • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:42
                    Nie odnosiłam się w swoich wypowiedziach do sytuacji z tamtego wątku.
            • jowita771 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:35
              > A odprowadzanie dla samego odprowadzania to dla mnie pusty gest i tyle.

              Ale nie chodzi o odprowadzenie dla samego odprowadzenia, tylko o zapewnienie bezpieczeństwa. Gdzie tu pusty gest?
              • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:44
                Jak ktoś się czuje na tyle bezpiecznie wracając do domu sam, że nie potrzebuje dodatkowej "ochrony", to przesłanka zapewnienia bezpieczeństwa odpada.
    • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:33
      Zgadzam się z Tobą.
      W ogóle ten wyświechtany tekst o równouprawnieniu stracił swe znaczenie. Tak często się nim wycieramy, że juz chyba nikt nie uzywa go w jego dosłownym pierwotnym znaczeniu. Równe prawa bowiem nie oznaczają automatycznego upadku obyczajowości i zwykłej ludzkie kultury tudzież zasad sv.
    • lusitania2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 10:57
      dla mnie (matki córek również) niuńka oczekująca odprowadzenia pod drzwi nadaje się do odstrzału (hłe, hłe).
      A mężczyznę wolę oceniać po rozsądku, a nie jego gotowości do oberwania po mordzie.
      I dlatego zgadzam się z tym, co w tamtym wątku pisały volta i daisy.
      • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:01
        > A mężczyznę wolę oceniać po rozsądku, a nie jego gotowości do oberwania po mord
        > zie.

        I ten rozsądek każe mu dbać o własną mordę i własna wygodę.Ja za taki rozsadek u faceta podziękuje.Ale co kto lubi.
      • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:35
        A mężczyznę wolę oceniać po rozsądku, a nie jego gotowości do oberwania po mord
        > zie.



        Pewnie , niech gotowość do oberwania po mordzie pokazuje córka (hłe hłe)
    • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:05
      A mnie się jednak wydaje, że sprawa ma sporo do czynienia z równouprawnieniem i owszem, feminizmem także. Argumenty zwolenniczek tańców godowych, odprowadzania, fundowania, odwożenia taksówkami pod same drzwi wydają mi się tak samo mocno zakorzenione w patriarchalnym sposobie myślenia jak niższe płace kobiet - to tylko druga strona tego samego medalu.
      Dlaczego tak bardzo chcecie, żeby młoda kobieta była "ta mala", żeby właśnie nie była równa chłopakowi, który sam może (i musi) wrócić do domu, który sam sobie musi kupić drinka, sam sobie musi zapłacić za obiad i herbatę, sam siebie musi odwieźć taksówką? Wiadomo, że słabszym trzeba pomagać - ale dlaczego chcecie, żeby dziewczyna była słabsza?
      Bez sensu. Z dwojga młodych, zdrowych ludzi oboje są tak samo zdolni zarobić pieniądze i zapłacić za własną taksówkę albo zrobić prawo jazdy i kupić sobie samochód. Mam wrażenie, że zwyczajnie trudno wam się rozstać z byciem leliją, bo powiedzmy sobie szczerze, ma to swoje wady, ale także sporo zalet... Wolność jest wielka i nic dziwnego, że może przerazić małą kicię, no nie?
      • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:11
        Ale tu nie o pomoc chodzi.Pomagać pan może sąsiadce.O dziewczynę wypadałoby zadbać.Zwłaszcza jak głośno powie,że boi się sam wrócić do domu.Niech odprowadzi,a następnego dnia napisze,że sory,szuka twardej i silnej kobiety,co nie boi się sama wracać po nocy.
        • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:21
          Ale tu nie o pomoc chodzi.Pomagać pan może sąsiadce.O dziewczynę wypadałoby zadbać.

          To rozróżnienie wygląda na czysto słownikowe. Zresztą stąd się bierze podświadoma niechęć do słowa "pomagać" w tym kontekście, bo ono po prostu ujawnia prawdziwy charakter tej relacji.
          W ogóle problem jest troche postawiony na głowie. Czy przede wszystkim śmieszna i niewydolna nie wydaje wam się osoba, dowolnej płci, która wychodzi wieczorem z domu i przesiaduje w lokalach do północy, a potem oznajmia, że boi się po ciemku chodzić po mieście? Przecież to dopiero jest idiotyczne. Dlaczego u chłopaka pękałybyście nad czymś takim ze śmiechu, a u dziewczyny widzicie w tym normalną (czyli godną polecenia)... - co właściwie? pewnie "kobiecość"? Dziwne.
          • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:32
            może dlatego,że dziewczynę zaprosiła pan,nie odwrotnie.
      • lusitania2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:23
        daisy napisała:

        > Wolność jes
        > t wielka i nic dziwnego, że może przerazić małą kicię, no nie?

        przerazić, to nic - kicia mogłaby przecież pazurek zadrzeć! - to prawdziwy problem!wink
      • adellante12 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:27
        Jako ojciec córki gdybym sie dowiedział że leszcz nie odprowadziłby jej wieczorem/w nocy do domu nastepnym razem dostałby kopa w d i wylot za drzwi.
        Bez wzgledu na feministyczno wolnosciowo równouprawnieniowe poglady jego mamusi.
        Po prostu strach nie pozwoliłby mu sie nigdy wiecej z moją córką umówić.
        A córka od zawsze ma tłumaczone że z leszczami ma sie nie zadawać bo szkoda czasu na lalusia którym miałaby się opiekować.
        • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:32
          Gdyby mój ojciec w ten sposób traktował moich znajomych i moje wybory życiowe, to szybko mój kontakt z nim ograniczyłby się do kartek z życzeniami świątecznymi.
        • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:34
          Zastanowiłeś się kiedyś, dlaczego uważasz, że w związku dwojga młodych, sprawnych ludzi ktoś musi się kimś opiekować? I ktoś musi być "lalusiem" i "leszczem"? I że zaszczytną rolę "leszcza" przeznaczasz swojej córce?
          Zresztą nieważne...
          • guderianka Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:40
            To nie kwestia opieki-ino kultury
          • adellante12 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:50
            Nie wytłumaczę ci na czym polega mozliwość bycia kobieta.
            Tak samo jak nie zrozumiesz na czym polega bycie mężczyzną.
            Tłumaczenie nie ma sensu, przekonywać cię do tego tez nie muszę i przede wszystkim nie chcę.
            Po rpostu wszystko jest ładnie i pieknie dopóki taki leszcz siedzi pod mamusi spódnicą, życie praca i próby usamodzielnienia same go zweryfikują.
            Zatrudniłem niedawno takiego niewiadomoco płci męskiej. Wytrzymał dwa miesiace zanim musiał z płaczem wiać z firmy bo koledzy nie rozumieli ze on delikatny wrazliwy i kruchy..
            W meskim gronie wasze przekonania mozna o kant d... roztrzasnąc ponieważ nie znajdują zadnego zrozumienia ani przełozenia na rzeczywistość.

            A z własnego doswiadczenia powiem ci że zony takich lalusiów/leszczy hmmmm to bardzo łatwy i smaczny kasek smile)))
            • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:56
              Faktycznie, lepiej już nie tłumacz. Perełki "z własnego doświadczenia" też lepiej zachowaj dla siebie. Twój wkład do dyskusji żywo przypomina rysunek Mleczki "drogie dzieci, a teraz pani woźna pokaże jak wyglądają narządy płciowe u kobiety". big_grin
              • adellante12 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:11
                Bo co innego jest jałowe pitolenie o szopenie i klepanie internetowe o wspaniałych ideach a co innego jest zderzyć się z bolesną rzeczywistością która ma gdzieś wasze równie górnolotne co utopijne idee..
            • bri Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:16
              Tobie się zdaje, że do domu nie odprowadzają delikatni i krusi? Muszę Cię wyprowadzić z błędu. Chęć lub nie do odprowadzania dziewczyny do domu, czyli ewidentnie robienia sobie kłopotu z jej powodu nie zależy od stopnia "męskości", a zazwyczaj od stopnia zainteresowania daną przedstawicielką płci pięknej. Delikatny i kruchy odprowadził mnie kiedyś nocą na piechotę z kina Muranów na Jelonki, a nad wyraz męski stołeczny biznesmen, który w czasie randki zapłacił kilkaset złoty za mój posiłek nie zainteresował się czy mam jak wrócić do domu - sam musiał już lecieć, bo żona by się niepokoiła wink

              Zdarzyło mi się też raz, że mimo iż sobie odprowadzenia nie życzyłam, gość mnie śledził pod sam dom - to dopiero było straszne.

              Mam córkę i moim zdaniem musi umieć zadbać o siebie. Odprowadzanie do domu to miły gest, ale jak przypuszczam moja córka będzie spotykać się nie tylko z mężczyznami, ale również z kobietami, i też będzie musiała po tych spotkaniach jakoś wrócić.

              Wychowanie osiemnastolatki tak, że boi się sama wrócić do domu to IMHO robienie z niej kaleki i pomijam przy tym w ogóle kwestię czy mężczyzna ma obowiązek czy nie dziewczynę odprowadzać.
      • ciezka_cholera Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:54
        Masz duzo racji, ale nie do konca. Poniewaz, jakie warunki para cobie wynegocjuje (a to tytulowe odprowadzanie sie jest wlasnie forma negocjacji pozniejszych warunkow w zwiazku) , jest forma korzystania z wolnosci, ktora miedzy innymi przyniosl nam feminizm. Czyli, jezeli ustale z mezem, ze on wbija gwozdzie, a ja myje podlogi, to rola feminizmu nie jest sugerowanie mi, ze jestem glupia kuchta sluzaca mezowi i utrwalajaca patriarchat, ale co najwyzej pokazanie mi, ze nie jest to wybor jedyny sluszny i oczywisty. Co ja z ta wiedza zrobie, powinno pozostac uszanowane - to bardzo wazne, feministka nie szanujaca wyborow innych kobiet, nie jest prawdziwa feministka, moim zdaniem.
        I tak samo z tym odprowadzaniem - kobieta wymagajaca tego, przyznaje sie, ze jest slabsza i potrzebuje opieki - rzecz w tym, ze srednio jestesmy od mezczyzn slabsze i to jest po prostu fakt, a na dodatek jestesmy bardziej narazone na gwalt (choc prawdopodobnie mniej na bojke), wiec nie mozna powiedziec, ze powyzsze wymaganie jest nieracjonalne. I tak jak mezczyznie pozostaje mozliwosc powiedzenia: "nie chce mi sie, a na dodatek sie boje", tak kobieta moze wysnuc z tego wniosek, ze jest on nieszczegolnie troskliwy, moze takze uznac, ze nietroskliwy mezczyzna jest nierokujacy jako jej osobisty partner.
        Osobiscie zgadzam sie z Triss - im wiecej wymagamy od bliznich (niezaleznie od plci) tym wiecej od nich mamy szanse dostac. Wiekszosc ludzi jest z natury leniwa i stara sie slizgac po planie minimum, jesli nie werbalizujemy naszego niezadowolenia, liczac, ze sytuacja jest oczywista, jest duza szansa, ze druga strona uzna, ze stan obecny nas satysfakcjonuje. Jesli nawet sie odezwiemy, ale nie jestesmy konsekwentni - to takze najprawdopodobniej nie uda nam sie doprowadzic do poprawy sytuacji. To dotyczy wiekszosci stosunkow miedzyludzkich - tak w pracy, w malzenstwie (tudziez prartnerszipie), jak i w relacjach dzieci z rodzicami. I kolejna prawda, ktora Triss zawarla, najlatwiej sie negocjuje warunki na poczatku relacji, duzo duzo trudniej pozniej wydostac sie z glebokich juz kolein. Jako spadek po patriarchacie mamy ogromna rzesze rozpuszczonych i leniwych chlopow, wiec jak bedziemy cichutko i skromnie oczekiwac, ze oni sami domysla sie naszych potrzeb, to mozemy sie sromotnie zawiesc.
        Sama mam duzy problem z zadeklarowaniem, ze potrzebuje pomocy. Doprowadzilam, zanim sie opamietalam, do takiego absurdu, ze jedyna osoba przyjezdzajaca pociagiem z oddalonego o 100km od domu lotniska bylam ja z dziecmi, po kazdego innego goscia moj maz umial wyjechac (takze po mezczyzn). No ale przeciez, trzeba bylo udowodnic, ze ja potrafie - a dupa - pewnie, ze potrafie, co to za problem, ale jednak przyjemniej i wygodniej wrocic samochodem. Nie polecam isc ta droga.
    • rubia88 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:33
      moim zdaniem za dużo szumu. ja jestem rocznik 88 tongue_out i generalnie jak Panu zależy, to odprowadzi do taksówki, czy na przystanek, i poczeka, aż autobus odjedzie;p ale nie musi mnie odstawiac na wycieraczkę pod drzwi, sama trafię. zresztą mogłoby to być krępujące (zaprosić Pana do środka czy nie? po co stwarzać takie sytuacje).
      nie ma co się bulwersować moje panie, czasy się zmieniają. jako małolata powiem tak: miło jest, jak facet o Ciebie zadba, ale można to zrobić na tysiąc sposobów, i odprowadzanie panny pod drzwi nie jest obligatoryjne. o wiele lepiej będzie, jak zapłaci za taksówkę tongue_outP
      • lusitania2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:38
        rubia88 napisała:

        > o wiele lepiej będz
        > ie, jak zapłaci za taksówkę tongue_outP

        o wiele lepiej jest gdy panna ma własne środki finansowe i za tę taksówkę płaci sama.
        • gryzelda71 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:43
          I pana odwieziewink
        • rubia88 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:32
          oczywiście, ale jeśli już Pan chce się wykazać, to niech się wykazuje np. w taki sposób wink
      • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:41
        A to fakt, że po pierwszej randce z nieznanym facetem (np. poznanym w internecie czy na jakiejś imprezie na mieście) absolutnie nie życzyłabym sobie, żeby mnie odwoził mnie pod dom. Moje miejsce zamieszkania może poznać po dłuższym czasie.
    • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:42
      Dla mnie to absolutnie nie jest kwestia tańca godowego. Mój syn i mój mąż odprowadzają nasze/swoje koleżanki/znajome/ciocie/babcie wieczorami czy po nocach po prostu ZAWSZE.
      Tak ja mnie odprowadzał ojciec/brat/wujek/narzeczony/mąż/kolega ZAWSZE.

      To kwestia osobistej kultury, a ta jest skutkiem rozeznania sytuacji. Głupi takowego rozeznania nie ma. Tyle.
      • adellante12 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:52
        Głupi takowego rozeznania nie ma. Tyle.

        wystarczy do tego dorobić ideologię o równouprawnieniu i juz leniwy głupek staje sie swiatowcem... tongue_out
        • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:24
          Może sobie dorabiać ideologię jaką tylko chce- i tak pozostanie głupcem.
      • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 11:55
        A co jeśli syn się umówi na mieście z 4 koleżankami, z których każda mieszka w innej części miasta?

        Albo odwiedzą Was 2 babcie i 3 ciocie równocześnie?

        Rzeczony syn krąży nocnymi autobusami/taksówkami po mieście odwożąc każdą z pań po kolei? Współczuję wtedy ostatniej odwożonej pani, która musi najpierw odwiedzić miejsce zamieszkania wszystkich pozostałych.

        • morgen_stern Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:18
          Kura, wymyśl jeszcze ze 3 skrajnie absurdalne sytuacje, bo to słabe było wink
          • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 13:43
            Ale co w tym absurdalnego? Że na spotkania na piwo umówią się 3 koleżanki i jeden kolega? To ja wielokrotnie byłam w takiej absurdalnej sytuacji.

            A do moich rodziców przychodzą grać w karty 2 moje ciocie - obie są wdowami. Po zakończonym wieczorze każda zamawia sobie taksówkę i wraca do domu. Mój tata raczej zostaje w domu pomóc mamie w sprzątnięciu po spotkaniu, a nie odwozi je do domu.
            • adellante12 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:22
              Rozróżniasz zamówienie sobie taksówki a samotny powrót komunikacją miejska???
              Słabo ci idzie wymyslanie absurdów.
              • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:34
                Powtarzam po raz kolejny. Wielokrotnie bywałam i nadal często bywam na spotkaniach koleżeńskich gdzie jest np. jeden/dwóch mężczyzn i znacznie więcej kobiet. Nie widzę nic dziwnego w tym, że po zakończonym spotkaniu panie idą na swój przystanek, panowie na swój i każde na własną rękę wraca do domu. Absurdalne byłoby właśnie zakładanie, że po zakończonym spotkaniu każdy z panów odwiezie po 3-4 koleżanki do domu.
              • indigo_kid Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:45
                A kto każe jeździć samotnie komunikacją miejska? Zdecydowanie bezpieczniej jest zamówić sobie taksówkę. Ja nie pozwoliłabym córce / synowi lat 18 na podróżowanie nocną komunikacją miejską ani samemu ani w towarzystwie. Zresztą sama też bym nie skorzystała.
      • daisy Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:01
        Nabakier, głupi to nie ma rozeznania w tym, co naprawdę znaczy fraza "zawsze tak było".
        I dlaczego ludzie chętnie jej używają. smile
        • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 12:27
          No cóż, "zawsze" oznacza "zawsze", a tylko głupi będzie to czytał... literalnie.
          • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:03
            A jak inaczej czytać "zawsze" w takim zdaniu? Użycie wielkich liter wręcz narzuca literalne rozumienie:
            "Mój syn i mój mąż odprowadzają nasze/swoje koleżanki/znajome/ciocie/babcie wieczorami czy po nocach po prostu ZAWSZE. "

            • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 17:24
              Kura, liczę na Twoją inwencję wink
    • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:20
      Dla mnie odprowadzanie, to cześć tańca godowego i to już bardzo zaawansowanego. Przy czym osobiście traktuję to jako miły, ale w sumie trochę anachroniczny gest. Późny powrót nigdy nie był dla mnie problemem - na randki zwykle przyjeżdżałam samochodem, więc odprowadzanie traciło rację bytu.
      Nie ma dla mnie miejsca na odprowadzanie w relacjach typowo koleżeńskich. Jak wychodzimy na piwo ze znajomymi z pracy, po zakończeniu spotkania wszyscy udają się do swojego autobusu nocnego/taksówki/pieszo do domu. Gdyby któryś z kolegów chciał mnie koniecznie odprowadzić czułabym się skrępowana.
    • jowita771 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 14:30
      Przypomniała mi się sytuacja, którą przeżyła znajoma kobieta. Była z mężem na imprezie, była w końcówce ciąży i pokłócili się, a on ja zostawił w nocy na ulicy i sobie poszedł. I zaczęło się do niej dwóch facetów czepiać. Akurat samochodem jechał jakiś człowiek, uratował ja z opresji, męża gdzieś dogonili po drodze i facet od samochodu dal mu po pysku za zostawienie kobiety samej.
    • nangaparbat3 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 15:53
      poprzednim wątku napisałam, że żałuję, że zwyczaje się zmieniły i nie ma juz obowiązku odprowadzania dziewczyny pod drzwi. Po lekturze obu wątków zmieniłam zdanie - ciesze się, że zwyczaj się zmienił. Jakoś nagle przypomniał mi się nie tak jeszcze odległy obowiązek posiadania przez kobietę męskiego opiekuna - w Hiszpanii do połowy lat siedemdziesiątych. Taki męski opiekun (mąż, ojciec, ewentualnie pan wyznaczony przez sąd) wykonywał za damę czynności cywilno -prawne, bez jego zgody kobieta nie mogła nabyć nierchomości czy samochodu, wyjechać za granicę, otrzymać prawa jazdy.
      Świat, w którym męzczyzna ma obowiązek odprowadzić kobietę pod próg, to także świat w którym kobieta nie może samotnie wybrac się do kina czy teatru (i wiele moich rówieśnic do dzisiaj tego nie zrobi, musi mieć ze sobą przynajmniej koleżankę), w którym dziewczęta wyrastają w przekonaniu, że za kazdym rogiem czyha nieszczęście, w którym spędzenie paru godzin w klubie musi zostać przez męzczyznę okupione daniną jechania z nią na drugi koniec miasta, tak jakby byłby jej coś winien za wspólnie spędzony czas. To świat w którym on jest jej opiekunem, a ona bez niego sobie nie poradzi.
      I teraz uwaga: bardzo proszę nie cytować w ewentualnych odpowiedziach tylko tego, co napisalam powyżej. Bo jednocześnie jest dla mnie oczywiste, że trzeba dziewczynę odprowadzić, jeśli o to prosi, pomóc, kiedy to potrzebne, odwieźć, kiedy samotny powrót może być niebezpieczny. No i jako element tańca godowego - jak najbardziej. To jest oczywista oczywistość. Natomiast trybut w postaci odprowadzania pod próg, w czasach mojej młodości jak najbardziej aktualny, ewidentnie odchodzi w przeszłość, i teraz, po przemyśleniu sprawy, nie żałuję go.

      -----------
      "Jeżeli będzie to konieczne prokurator podejmie decyzję o okazaniu. Wtedy Julia i jej koleżanki zobaczą mężczyznę przez lustro fenickie."
      • hellulah Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:19
        A ja przejrzałam oba wątki i powiem tyle: odprowadzanie zawsze traktowałam tak niezależnie od płci (także koleżanka koleżankę, grupa znajomych nawzajem kolejne osoby). Ja się idzie gdzieś paczką czy parą, trzeba zadbać o wzajemne bezpieczeństwo powrotu - mówię o relacjach przyjacielskich. To może oznaczać taksówkę, może oznaczać odprowadzanie pod dom, jak akurat w danej sytuacji jest bezpieczniej dla wszystkich. Czyli bez wymagania jakichś fikołków akurat od faceta i stawiania z kolei faceta w sytuacji potencjalnie niebezpiecznej. Dla mnie to była oczywista oczywistość.
        • nangaparbat3 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 16:48
          Pewnie że tak.
          Dobrze że o tym mowisz, dla mnie to podstawa: idziecie gdzieś razem, dbacie i troszczycie sie o siebie nawzajem.
          I musze powiedzieć, że znam mnóstwo przypadków, kiedy to mlodzi ludzie (obu płci) stawali na wysokości zadania w naprawdę trudnych sytuacjach.
          • kura28 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:39
            No tak, to już trochę inna sytuacja. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy w dotarciu do domu, to oczywiście, że mu ją się udziela, niezależne od płci. Moja koleżanka po kursie angielskiego podrzucała do domu samochodem jednego z kolegów.

        • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 17:26
          I o to mi własnie chodzi smile
      • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 17:27
        omatkobosko, Nanga, to nie o patriarchat chodzi, zapewniam Cię.
        • triss_merigold6 Z drugiej strony tu kryje się odpowiedź 19.04.12, 17:35
          Z drugiej strony tu kryje się odpowiedź dlaczego niektórzy mężczyźni są skuteczniejsi, mają więcej kobiet i zero problemów z nawiązywaniem relacji męsko-damskich + nie jęczą na portalach dla samotnych i innych nieudaczników: wykazują, że są gotowi w kobietę zainwestować (nawet jeśli docelowo to nieprawda).
        • nangaparbat3 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 19:59
          Też tak sądziłam, jednak po namyśle uważam, że chodzi. Też chodzi.
          • nabakier Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:03
            A w którym?
      • tosterowa Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 19:06
        nanga, dobre podsumowanie, dodam tylko, że osobie potrzebującej pomocy należy zawsze jej udzielić, ale kobieta nie potrzebuje pomocy po prostu z racji bycia kobietą.
    • inguszetia_2006 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 19:27
      Witam,
      Pisałam już w tamtym wątku, ale z przyjemnością powtórzę się i w tym. Zawsze mnie odprowadzano pod same drzwi. Nie musiałam o nic prosić, nikt nie ciągnął zapałek. Wracało się całą paką autobusem nocnym, a dziewczyny miały obstawę pod same drzwi. Nie było żadnych umów, po prostu wychodziło w praniu, kto kogo i gdzie odprowadza. Doceniam po latach, bo nie wiedziałam, że to takie wielkie halo, myślałam, że to cholerna, cholerna NORMA.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • borys314 Re: 19.04.12, 19:28
      Nie czytałem całego wątku.

      Nie uważam, że odprowadzanie to "element tańca godowego". Owszem, nocne spacery po mieście bywają romantyczne i miło spędzić więcej czasu z dziewczyną, która się podoba. Ale odprowadza się przecież też koleżanki. Chodzi o bezpieczeństwo i tyle.

      Nie rozumiem, jak można mówić, że mężczyzna jest bardziej narażony niż kobieta. Chłopak zarobi co najwyżej po mordzie, dziewczyna może zostać zgwałcona.
      • graue_zone Re: 19.04.12, 19:35
        Zaczynam wierzyć, że jednak są jeszcze prawdziwi mężczyźni na świecie, gdy czytam Ciebie i Adellante.
        • nabakier Re: 19.04.12, 20:07
          To ja też jestem facet, bo tak samo myślę smile
          W tym samym "trybie" odprowadza się osoby młodsze lub np. gości, którzy idą pieszo pierwszy raz i nie znają "ulicy"- my tak odprowadzamy naszych gości do przystanku (a trochę kluczyć trzeba). Lub po prostu dla towarzystwa.
      • volta2 Re: 19.04.12, 20:50
        nie widziałam w całym wątku żadnego wpisu, który by sugerował, że mężczyna jest bardziej narażony w nocnym autobusie niż kobieta.

        jest narażony tak samo, tylko skala może być inna, dziewczyna może zostać zgwałcona,zamordowana lub okaleczona, facet - nie oszukujmy się, nie tylko w maskę może zarobić, ale i kosą w żeberko.

        jakiś policjant życie stracił na przystanku w centrum wawy w środku dnia, nie trzeba do tego nocy, by trafić na naćpane dresy.


      • kura28 Re: 19.04.12, 21:06
        Wiesz, z tym bezpieczeństwem to różnie bywa. Większość gwałtów popełniają osoby dobrze znane ofierze. Może się okazać, że większym ryzykiem dla kobiety jest powrót przez park z kolegą niż samotny (ponton.org.pl/pl/strona/gwalt-fakty-i-mity).

        Chłopak też więcej ryzykuje niż tylko dostanie po mordzie. Ofiarami pobić ze skutkiem śmiertelnym są prawie wyłącznie mężczyźni.

      • madzioreck Re: 19.04.12, 21:23
        > Chłopak zarobi co najwyżej po mordzie, dziewczyna może zostać zgwałcona.

        Mój kuzyn został zamordowany. Co najwyżej.
        Mój i meza kolega został skatowany tak, że spędził w szpitalu 3 miesiące, walczył o życie - TO nazywasz "co najwyżej dostaniem po mordzie?"
      • borys314 odpowiadam zbiorczo 19.04.12, 21:53
        Skoro chodzenie po nocach jest tak niebezpieczne, jest jedno rozwiązanie - nie chodzić.

        Natomiast kiedy chłopak i dziewczyna decydują się wracać w środku nocy do domu (nie wnikam dlaczego), to znaczy, że dobrowolnie to ryzyko podjęli. I w tej sytuacji kobiecie (jako osobie z reguły słabszej fizycznie, która w momencie ewentualnej konfrontacji z napastnikiem ma z reguły zerowe szanse na obronę, podczas gdy mężczyzna jakieś tam ma) po prostu należy się asysta. Jeśli ona miałaby złoty medal w podnoszeniu ciężarów, a on ważył 50 kg, niech ona go odprowadza - bezpieczeństwo przed kurtuazją.

        Tak, wiem, że zdecydowana większość gwałtów dokonywanych jest przez osoby ofierze znane (sąsiad, kuzyn, absztyfikant, chłopak, mąż), ale gwałty "na ulicy" również się zdarzają. Czy dziewczyna jest bezpieczniejsza, idąc przez ciemny park sama czy z kolegą? Istnieje możliwość, że jej własny mąż w jej własnym łóżku ją zgwałci, ale to nie znaczy, że nie powinna wychodzić za mąż. Bo większość mężów jest w porządku. Większość kolegów też jest w porządku. I to, że (zawsze!) istnieje ryzyko gwałtu ze strony osoby bliskiej nie znaczy, że powinno się odmawiać odprowadzenia - bo wtedy kobieta naraża się na dużo bardziej prawdopodobne niebezpieczeństwo. Nie mówiąc o tym, że powinna wtedy unikać wszelkiego kontaktu z płcią przeciwną.
        • volta2 Re: odpowiadam zbiorczo 19.04.12, 22:13
          no więc jeśli panie się tak boją samotnych powrotów, niech zaproszą do siebie do domu a absztyfikant wyjdzie o takiej porze, gdy powrót dla niego nie przekroczy granicy ryzyka(to niech sobie ustala indywidualnie do wieku, możliwości walki, okolicy)

          albo niech zaprosi pannę do siebie na nocleg, rano panna będzie mogła już wrócić bezpieczniej.
          naprawdę jest wiele możliwości dogadania się w zależności od warunków zewnętrznych i nie ma potrzeby robić odstrzałów po pierwszej randce(te pierwsze mogą się chyba kończyć wcześniej)

          nas nauczyła odległość (60 km w jedną stronę) i brak samochodu u obu stron by sprawy bezpiecznego powrotu dogadywać przed randką, albo na jej początku(jeszcze dochodził brak telefonów stacjonarnychsmile). informowałam o której mam pociąg dla mnie jeszcze bezpieczny, jak chcieliśmy dłużej pobyć w mieście - musiał mi zaproponować nocleg(oczywiście w hotelu, 5 gwiazdkowym, jedynym wtedy w stolicy, i za niego zapłacić, bo jak to tak, żebym sama osobiście z kaski wyskakiwała?)smile
          • borys314 Re: 20.04.12, 04:02
            Ja też uważam, że jeśli uznaje się, że niebezpieczeństwo jest realne, to trzeba po prostu wrócić wcześniej, wziąć taksówkę lub umówić się na nocowanie. I problem z głowy.

            Ale jeśli uznaje się, że nie jest niebezpiecznie albo to ewentualne niebezpieczeństwo się ignoruje, to w mieszanym towarzystwie dziewczyny się po prostu odprowadza. Zresztą nie wiem, co to już wtedy za różnica - i tak się chodzi po nocy, więc czy się pójdzie te 40 minut dłużej, żeby kogoś odprowadzić, to już przecież wsio ryba (a ile rozmów o życiu i śmierci się dzięki temu zaliczybig_grin).

            Ja nie mam poczucia, że w mieście jest szczególnie niebezpiecznie (też Warszawa). Lubię spacerować w nocy, zwłaszcza gdy pracuję (jak teraz), bo mogę się przewietrzyć i przemyśleć kilka spraw - wreszcie cisza i spokój. Nie czuję się zagrożony, ale ja to ja. Gdyby teraz wychodziła stąd kobieta, nalegałbym, żeby ją odprowadzić.
            Dawno nie jeździłem nocnymi, ale pamiętam, że bywało tam naprawdę nieciekawe towarzystwo, zwłaszcza po 1 w nocy (wcześniej to się jacyś trzeźwi ludzie trafiali, później - już rzadko). 18-latki z pewnością bym samej do nocnego nie wsadził.

            > jak chcieliśmy dłużej pobyć w mieście - musiał mi zaproponować nocleg

            Myślę, że nie płakał z tego powodu - a wręcz przeciwnie. big_grin
        • madzioreck Re: odpowiadam zbiorczo 19.04.12, 22:25
          Borys, ja mam wrażenie, że tu zachodzi wyolbrzymienie dysproporcji sił faceta i kobiety. Tymczasem dostać z nagła w łeb może każdy i mało kto coś na to poradzi. Podobnie, jak napotkać grupkę napastników - mój kuzyn tego nie przeżył, mój kolega - ledwo, a z żadnego nie był jakiś ułomek, tylko kawał chłopa jeden i drugi. Jakoś więc nie chce mi się wierzyć w to większe bezpieczeństwo w jakiejś tam statystycznej sytuacji. Statystycznie to moi męscy znajomi i osobnicy z rodziny byli zaczepiani, a nie dziewczyny.

          Istnieje możliwość, że jej własny mąż w jej własnym łóżku ją
          > zgwałci, ale to nie znaczy, że nie powinna wychodzić za mąż.

          Można również powiedzieć, że to, że pani może zostać zaatakowana w drodze powrotnej do domu nie znaczy, że ma nie umieć sama wrócić do domu. Może po prostu zacząć by rozumieć bezpieczeństwo tak, żeby każdy sam o nie zadbał a nikogo przy tym nie narażał. Taksówka nie majątek, dla obu stron, jeśli tylko o bezpieczeństwo chodzi - ale panie tu postulują, że na taksówkę z kasy powinien wyskoczyć pan, o ile dobrze zrozumiałam. Bo dziewczyna kosztuje...
          • borys314 Re: 20.04.12, 04:22
            Być może nie mam wyobraźni, bo w moim otoczeniu takich przypadków nigdy nie było. No chyba że liczyć mnie - dostałem w twarz od paru dresiarzy, którzy chcieli nas okraść, a ja się postawiłem, żeby zaimponować dziewczynie. Czułem się upokorzony, zęby mnie bolały, ale w gruncie rzeczy nic się nie stało. I jeszcze chodziłem w glorii chwały, jaki rycerz.

            I tak, obie strony są zagrożone. Ale takie przypadkowe morderstwa zdarzają się bardzo rzadko. Co się zdarza częściej - napad i gwałt. Mężczyzna może być napadnięty. Kobieta może być napadnięta i zgwałcona. W jej przypadku ryzyko jest więc dużo większe. Poza tym jako osoba fizycznie słabsza ma dużo mniejsze szanse, by się wybronić.

            > Można również powiedzieć, że to, że pani może zostać zaatakowana w drodze powro
            > tnej do domu nie znaczy, że ma nie umieć sama wrócić do domu.
            Umiejętność umiejętnością. Chodzi o to, żeby zminimalizować ryzyko.

            > tym nie narażał. Taksówka nie majątek, dla obu stron, jeśli tylko o bezpieczeńs
            > two chodzi - ale panie tu postulują, że na taksówkę z kasy powinien wyskoczyć p
            > an, o ile dobrze zrozumiałam. Bo dziewczyna kosztuje...
            Oczywiście, taksówka to najlepsze rozwiązanie. Ale nie rozmawiamy o sytuacji idealnej.

            Nie wiem, czy to moje środowisko, czy co, ale rzadko się zdarza, żeby kobieta zgodziła się, żebym za cokolwiek zapłacił. Nawet obiadu nie mogę postawić - mamy płacić po połowie albo na przemian. Tak więc ja mam odwrotny problem - chcę wyskakiwać z kasy, ale panie tego nie chcą.wink Przy czym obserwuję prawidłowość - panie z okolic mojego rocznika dużo prędzej się na to zgodzą niż panie z roczników młodszych.


            PS. Bardzo mi przykro z powodu Twojego kuzyna. To naprawdę straszna historia.
    • anika772 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:02
      Oczywiście, że tak. MMężczyzna powinien okazać starania, wykazać się opiekuńczością, troską, zaangażowaniem i pyłek spod stóp usuwać. Kiedy jak nie w okresie "godowym"?
    • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 20:44
      tak, tak, desperatki straszne, bo po nocy potrafią się same odholować do domu...

      te co selekcjonują byłych alkoholików na partnerów, te u których przechodzą selekcję ci co z własnym dzieckiem z byłego związku w wakacje tygodnia nie chcą spędzić - to świadome swej wartości kobiety trzymające w domu ideały.

      doprawdy, nie odstrzelenie po 3 randce takiego, co nie odwiezie pod drzwi - to przy powyższych egzemplarzach - pikuś.
      • anika772 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:18
        volta2 napisała:

        > tak, tak, desperatki straszne, bo po nocy potrafią się same odholować do domu..
        > .
        >
        > te co selekcjonują byłych alkoholików na partnerów, te u których przechodzą sel
        > ekcję ci co z własnym dzieckiem z byłego związku w wakacje tygodnia nie chcą sp
        > ędzić - to świadome swej wartości kobiety trzymające w domu ideały.
        >
        > doprawdy, nie odstrzelenie po 3 randce takiego, co nie odwiezie pod drzwi - to
        > przy powyższych egzemplarzach - pikuś.

        Yyy, to do mnie..?
        • madzioreck Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:25
          > Yyy, to do mnie..?

          Nie, no gdzie - to odpowiedź na post założycielski.
        • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:36
          nie, nie, to do forumowej mistrzyni selekcji

          może nawet w liczbie mnogiej, bo chyba mamy tu więcej miłośniczek staczy i odprowadzaczy, które z tej umiejętności cnotę niezwykłą czynią, selekcja wstępna wypada bardzo pozytywnie tylko potem w życiu skrzeczy...

          • anika772 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:42
            Dobrze, bo nic mi się nie zgadzało. Ja też należę do miłośniczek odprowadzaczy, a jakże; a w życiu mi nie skrzeczy. Więc nie ma reguły.
            To chyba dobrze mieć wymagania, co?
          • inguszetia_2006 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 22:02
            volta2 napisała:
            może nawet w liczbie mnogiej, bo chyba mamy tu więcej miłośniczek staczy i odpr
            > owadzaczy, które z tej umiejętności cnotę niezwykłą czynią,
            Witam,
            Nie przerobiłaś lekcji, nic nie rozumiesz;-P Odprowadzanie dziewczyny do domu nie jest żadną cnotą, jest czymś oczywistym, takim jak oddychanie, po prostu tak się robi i basta.
            Te same zasady działają, gdy przyjmujesz gości i pytasz ich czy mają ochotę napić się kawy, herbaty, czy nie są głodni. To nie są cnoty, to jest dobre wychowanie, kindersztuba.
            Pzdr.
            Inguszetia
            • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 22:30
              i w imię tej kindersztuby mój luby miał mie pilotować 60 km podmiejskim pociągiem po randce, by potem nie móc wrócić, bo pociągu już by nie miał powrotnego?

              byłby idiotą i takiego bym sobie na życie nie wzięła.

              a tak to sobie chociaż jeszcze przez godzinę lekturę poczytałam w spokoju.

              po wieczornym spotkaniu z kumpelą oczekujesz, że ta cię odwiezie nocnym do domu? bo ty taka niegramotna i sama nie wrócisz, od razu napad z gwałtem cię w tym nocnym czeka?
              oczywiście o koleżanki powrót martwiła się nie będziesz, co nie? wszak wysportowana, i na dodatek, jakby nie umiała wrócić to przecież by się na takie późne spotakanie nie umawiała...
              a może bez mężczyzny po 22 nie wychodzisz na miasto?
              jestem w stanie w to uwierzyć.
      • aandzia43 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:37
        Hmmm... jakbym już miała wybierać, to wybrałabym trzeźwego od wielu, wielu lat alkoholika. Jeśli ma kupę zalet i tylko ten jeden feler to biorę go od razu. Ale leniwy żłób, co mu się nie chce odprowadzić mnie do domu w fazie tokowania i jeszcze paru rzeczy nie chce mu się zrobić, nie rokuje kompletnie na przyszłe fazy. Z moich szarmanckich kolegów z młodości różni mężowie (byli i aktualni) powyrastali. Często dalecy od ideału. Ale najgorsze wylazło z tych właśnie żłobów i wolców, co nie skalali się odprowadzaniem do domu wieczorową porą, płaceniem za herbatę i ciastko w knajpie, pamiętaniem o urodzinach, otwieraniem drzwi, wyciąganiem zapalniczki gdy dziewczyna sięgała po papierosa. Jak się chłopu nie chce już na starcie nawet tego, to meta następuje bardzo szybko. Albo i nie szybko, jak trafi taki na "siłaczkę" ;-P
        • madzioreck Płacenie za... 19.04.12, 21:44
          ...w dzisiejszych czasach to już mi naprawdę pachnie absurdem - nie samo płacenie, bo to jak kto lubi, ale automatyczne wymaganie, żeby to facet płacił. No ja pierdzielę. Róbmy z siebie zależne lelije, którym herbatkę trzeba kupić. To się nazywa robienie do własnego gniazda. Równość tak, ale tylko tam, gdzie mi się podoba.
          • czarnaalineczka Re: Płacenie za... 19.04.12, 21:51
            robienie do wlasnego gniazda
            to traktowanie facetow jak biednych misiow od ktorych nic nigdy nie mozna wymagac
            ale spoko misie ci za to medal z kartofla przyznaja
            jak juz im postawisz kolacyjke i wymasujesz stopki
            • daisy Re: Płacenie za... 19.04.12, 22:05
              Tylko dlaczego uważasz, że traktowanie facetów jak biednych misiów jest be, a traktowanie kobiety jako biednej kizi-mizi jest super i wielce pożądane? Taki sam medal z kartofla się należy.
            • madzioreck Re: Płacenie za... 19.04.12, 22:12
              Przestań chrzanić, czarna, bo jak Cię lubię, to aż zęby bolą. Ze skrajności w skrajność. Wymagać można i trzeba, ale wymagania na tym forum są tolerowane tylko w jedną stronę, jak widać. Jak Misiu śmie wymagać, to cham i on se może i tak dalej.
        • volta2 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:59
          jeśli ma tylko jedną wadę i mieszka na tyle daleko, że niewydumanym kłopotem jest odprowadzenie mnie (w zasadzie - tylko odwiezienie) do drzwi(jakbym pakunkiem jakimś była, albo dzieckiem) - biorę go od razu.


          i mniej bym się bała takiego, niż długoletniego trzeźwego alko.
          no ale jak widać, każdemu wedłgu potrzeb...


          • aandzia43 Test, jaki przeprowadzają gnuśni panowie na stanow 19.04.12, 23:48
            Test, jaki przeprowadzają gnuśni panowie na stanowisko "Nasza Szkapa w moim życiu". Ale po kolei.

            Skup się volta i nie uciekaj w wymyślanie z dupy wziętych przykładów o poczciwym chłopcu zakochanym szczerze lecz mieszkającym daleko: ja piszę o WSTĘPNYM teście na męskość, nie o warunku jednym jedynym i wystarczającym do zakwalifikowania faceta do grona nadających się do czegokolwiek osobników płci przeciwnej. W tym teście wstępnym chodzi o stwierdzenie, czy rzeczony osobnik płci przeciwnej do mojej zachowuje się jak mężczyzna. Męż-czy-zna! Czyli m.in. adoruje, chroni, jest szarmancki, oferuje swoje silniejsze od mojego ramię (zakładam, że większość kobiet nie trenuje podnoszenia ciężarów i nei wygląda jak Agata Wróbel). To są normalne męskie zachowania, które, może się zdziwisz, ale normalni mężczyźni lubią. Dobrze się czują "opiekując się" swoją kobietą. Kobietą, na której im zależy jak na kobiecie, nie opiekunce, Siłaczce czy Naszej Szkapie.
            To są również zachowania normalne w wyższych sferach kultury zachodniej, co to oczywiście wstrętnie patriarchalna jest u swych podstaw, ale jeśli już mamy się do jakiegoś savoire vivru odwoaływać, to nie jest to najgorszy wybór. Całkiem trafnie odczytuje on bowiem grę między mężczyzną a kobietą i zamyka w reguły to, co w tej grze najistotniejsze: uwodzenie przez kobietę i staranie się mężczyzny o nią przy pomocy roztaczania swojej siły i zdolności do opieki. Nie wylewałabym więc dziecka z kąpielą, czyli nie wyrzucałabym etykiety do kosza. Bo czy chcemy czy nie, jakaś etykieta obwiązuje. Pozbywamy się jednej - zaraz na to miejsce powstaje inna. A to, co proponują panie oburzone na wymagania wobec mężczyzn w wątku, to ni mniej ni więcej, tylko savoire vivre wiochy. Wiochy, gdzie baba miała być silna i spolegliwa jak wół, nie oczekiwać adoracji i pomocy i swoje robić bez szemrania. Dziękuję uprzejmie, wolę ten taniec godowy z salonów.
            A tak odnośnie równouprawnienia, nie powiesz mi chyba, że Kaśka z Chlewisk Dolnych wyemancypowana jest jakoś szczególnie w porównaniu z wymagającą lwiczką salonową? ;-P Kaśka z Chlewisk ma tylko więcej roboty i mniej do gadania. Jest po prostu Naszą Szkapą, na którą to gnuśni panowie robią testy na pierwszych i kolejnych randkach traktując testowane bez odrobiny staroświeckiej rewerencji. I jak widać wiele pań przez sito przechodzi. Życzę powodzenia na dalszych etapach i dalszych owocnych racjonalizacji "jaka ja jestem równouprawniona, samodzielna, silna i sprawiedliwa" wink
            • madzioreck Re: Test, jaki przeprowadzają gnuśni panowie na s 19.04.12, 23:58
              Skup się teraz, aandzia, i powiedz, jaki jest test na kobiecość i co normalna kobieta lubi i powinna. Chętnie poczytam.
              • aandzia43 Re: Test, jaki przeprowadzają gnuśni panowie na s 20.04.12, 00:11
                Najlepiej zapytaj mężczyzn. Mówię całkiem serio. Tylko nie tych ożenionych z Naszymi Szkapami.
            • volta2 Re: Test, jaki przeprowadzają gnuśni panowie na s 20.04.12, 01:09
              wolno ci woleć taniec godowy z salonów a mnie chyba wolno w ogóle odmówić tańców?
              czy to w chlewiskach czy na salonach.

              a może nie wolno?

              może ci trudno było znaleźć wartościowego faceta, stąd tyle obserwacji musiałaś prowadzić, poznałaś typy gnuśne(ja nie znam żadnego) i tyle teraz tych wywodów tworzysz niepotrzebnie.

              ja nie szukałam faceta, który zachowuje się JAK mężczyzna, ja po prostu w domu mężczyznę mam. z całym wachlarzem pożądancyh zachowań. to mi wystarcza i doprawdy, cały twój wywód o szukaniu szkap - mnie nie dotyczy. choć na podstawie informacji o siatkach może się niepotrzebnie zatroszczyłaś o moją kobiecość?

              o kaśce pozwól - że komentować nie będę, lwicy salonowej też żadnej nie znam więc nie wiem ile ma do powiedzenia i czy przy okazji od czasu do czasu w szkapę się nie zamienia.
              nie mam do żadnego z powyższych punktu odniesienia.
              ale zakłam że ty znasz i w którejś grupie się odnajdujesz i z tym ci dobrze. jak kogoś nie sklasyfikujesz to trudniej ci się odnaleźć w rzeczywistości czy jak? mnie to nie potrzebne zupełnie.
              powodzenia życzę w szukaniu mężczyzny w mężczyźnie.

    • rosapulchra-0 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 21:52
      Triss, większej głupoty nie czytałam shock Pięknie ubrana w słówka mądre i ładne, ale głupota straszna. Od kiedy to taniec godowy jest? Odprowadzenie koleżanki czy dziewczyny, czy w ogóle kobiety do domu to taniec godowy?? A nie przypadkiem element kultury i oznaka troski o słabszą jednostkę? Szczególnie późną nocą?
      • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 22:00
        Czytałaś powiadasz.... a ze zrozumieniem chociaż?
        Wątek ściśle nawiązuje do wątku sąsiedniego w którym to opisano następującą sytuację: pan lat 25 umówił się z dziewczyną lat 18 proponując miejsce i czas atrakcji, po czym - mimo sugestii dziewczyny, że się obawia wracać sama w nocy - nie odwiózł/nie odprowadził jej do domu. Spotkanie było randką, drugą randką.

        Teraz skup się Rosa: tematem wątku nie jest - pomoc słabszym i upośledzonym, przejawy kultury osobistej wobec kobiet w ogóle, wspólny powrót z imprezy koleżeństwa, sytuacja gdy pan mieszka w odległości 300 km od panny.
        • rosapulchra-0 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 22:27
          Sama się skup. Nie znam treści sąsiedniego wątku. Nie pierdzę w pracy w stołek z nudów i nie czytam wszystkiego, co się pokazuje na forum, żeby potem produkować bezsensowne posty. I mam prawo wyrazić swoje zdanie, nawet ie wiedząc nic o jakichś sąsiednich postach, tak?
          • triss_merigold6 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 22:56
            I tupnij jeszcze.
            W pierwszym poście zaznaczyłam, że nawiązuję do sąsiedniego wątku o odprowadzaniu.
            Nie musiałaś tego zauważyć ani czytać owego wątku oczywiście, ale skoro nie wiesz o co chodzi to nie zarzucaj mi pisania bzdur czy nieznajomości zasad dobrego wychowania w kontekście odprowadzania kobiet i pomocy. Bodziesz tymi rogami na oślep kompletnie i wychodzi Ci śmiesznie.
            • rosapulchra-0 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 19.04.12, 23:38
              Przeczytałam tamten wątek i nadal podtrzymuję swoje zdanie. Głupoty piszesz. Odprowadzanie późną nocą kobiety do domu jest przejawem kultury i troski o bezpieczeństwo słabszej jednostki, a nie jakimś wydumanym tańcem godowym.
              • policjawkrainieczarow Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 15:56
                > Odprowadzanie późną nocą kobiety do domu jest przejawem kultury i troski o bezpie
                > czeństwo słabszej jednostki, a nie jakimś wydumanym tańcem godowym.

                Owszem, jest, przynajmniej, jesli chodzi o randki, ktore same w sobie są czyms w rodzaju tanca godowego. Tylko nie pokazuje barwneo upierzenia, a stopien zaangazowania pana i jego priorytety. Jesli pan przedklada swoja wygode nad bezpieczenstwo pani, to dla tej pani jest to sygnal, ze jako ojciec rodziny itp tez moze przedkladac wlasny komfort nad bezpieczenstwo i dobrostan dzieci/zony w pologu itp.
    • daisy Najmocniejszy tekst w tym wątku 19.04.12, 21:59
      Zajrzałam tu znowu i muszę powiedzieć, że przeoczyłam wcześniej najlepszy tekst (autorko wybacz, nie zwróciłam uwag na nick),
      a mianowicie:
      że chłopcy zostali rozbestwieni przez zbyt feministycznie nastawione koleżanki

      Ech dziewczyny, długa jeszcze droga przed nami, jeśli wykształcone kobiety w tym kraju uważają, że feminizm polega na lekkomyślnym pozbywaniu się przywilejów. Zwłaszcza przywileju bycia ofiarą.
      • triss_merigold6 To mój, to mój! 19.04.12, 22:06
        To mój, to mój!
        Feminizm rozumiany jako totalny brak wymagań względem panów i jako identyczność w zachowaniach godowych oraz sv, jest rozbestwianiem mężczyzn.
        Nie widzę korelacji między odwiezieniem przez faceta do domu, a byciem ofiarą. Widzę natomiast korelację między przyklaskiwaniem takim męskim zachowaniom, a latarką na okrągłe rocznicowe urodziny/deską do prasowania pod choinkę.
        • madzioreck Re: To mój, to mój! 19.04.12, 22:17
          Ja widzę korelację pomiędzy twierdzeniem, od czego jest facet, a twierdzeniem, od czego jest kobieta. Niektórzy mówią, że kobieta jest od tego, żeby dzieci rodzic i w kuchni siedzieć i mężowi dogadzać.
          • daisy Re: To mój, to mój! 19.04.12, 22:34
            Przepraszam, jeszcze tylko mała uwaga językowej świruski: nie można kogoś rozbestwić, co najwyżej można rozbestwić się (więc widzisz - jak już, to oni się tak sami rozbestwiają smile).
        • daisy Re: To mój, to mój! 19.04.12, 22:22
          To był twój post? Współczuję. sad
          Wiesz, feminizm nie polega na totalnym braku wymagań wobec kogokolwiek, pań czy panów. Polega na dążeniu do tego, żeby wszyscy ludzie w społeczeństwie byli traktowani jak pełnoprawne jednostki, bez względu na płeć. Co za tym idzie, żeby kobiety nie były uznawane za słabsze (nie chodzi o siłę fizyczną oczywiście, bo jak wiadomo istnieją kobiety fizycznie silniejsze od mężczyzn) i traktowane jako mniej wydolne jednostki. Za takim traktowaniem idzie społeczne ubezwłasnowolnienie w skrajnych przypadkach, a np. nierówne płace w umiarkowanych. Również z takiego traktowania wynikają stereotypy i wzorce kulturowe. Dyskutowany tu wymóg odprowadzania kobiety do domu traktowany jako norma obyczajowa ("bo tak wypada, tak było zawsze, to normalne") jest idealnym przykładem. Zaznaczam, że nie mówię o sytuacjach awaryjnych, ale o stereotypie "obowiązkiem chłopaka jest odprowadzić dziewczynę do domu", niezależnie od tego, że w naszym kraju w dzisiejszych czasach kobiety mają dokładnie takie same środki radzenia sobie na mieście do dyspozycji, takie same (no, podobne, bo ciągle jest nierówna płaca smile) możliwości zarobienia pieniędzy na nocne rozrywki i powroty do domu.
          Nie wiem, co tu jeszcze dodać.
          Ale zdaję sobie sprawę, że kobietom może być trudno rozstać się z pozycją "jestem taka mala, proszę się zaopiekować" - a najlepiej jeszcze drinka postawić. To bywa wygodne. Poza tym jak te płace ciągle nierówne, to niech chociaż na taksi dają, no nie?!
          • volta2 Re: To mój, to mój! 19.04.12, 22:50
            no, mnie uderza to, że tak dużo głosów jest za tym, by to facet pełnił funkcję ochroniarza i sponsora, bo to dobrze jak kobieta ma wymagania(nienadzwyczajne przecież) a tak mało tu padło o wychowaniu dziewczyn na zaradne, odważne, nie bojące się szelestu liścia na wietrze, samodzielnie umiejące egzystować jednostki.

            albo gość płaci za wymagania i będzie gwarantem bezpieczeństwa, albo dziewczynka zostaje w domku. bo bez pana gwaranta to taka słaba i nieporadna, no nie zna drogi do domu, nie wóci, przepadnie w czeluściach nocy.

            w wątku nisar, jak zachowała się córka? wsiadła jak owieczka do tego nocnego autobusu bo pan ją tam ulokował.
            zamiast - jak jej się to nie podobało, wyjąć telefon, zadzwonić po taksi i wrócić w bezpiecznych warunkach. jak brakło kasy na takie ekstrawagancje, to się z drogi dzwoni do domu i prosi, by ojciec/matka wyszli przed dom i zapłacili. 20 minut od centrum to koszt w łikend ok.60 -100 zeta(strzelam, w wawie nie mieszkam już 3 lata). zapłacić, o panu zapomnieć jak wymagań nie spełnia i tyle.

            na drugi raz - lepiej ustalić sposób awaryjnej ewakucaji, zamiast przeżwyać katusze w nocnym stołecznym autobusie. tak niebezpiecznym przecież, w ktorym gwałcą i kradną.

            a tu rada na przyszłość - znaleźć fajniejszego faceta, czytaj - takiego, co na taksę bez szemrania wyda, zaopiekuje się kobietką nieporadną. kobietka może prezydenta wybierać i parlament, ale do domku nie umie sama się dostać, no dziecko we mgle...

            a jak panienka przez kolejne 4 lata nie znajdzie żadnego faceta, to przez 4 lata z domu nie wyjdzie wieczorem, bo nikt jej nie zagwarantuje bezpiecznego powrotu? nie wiedziałam że w 21 wieku facet jest tak niezbędny do życia.
            • iuscogens Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:01
              Czemu mają służyć te złośliwe teksty o słabych, nieporadnych dziewczynkach, które bez pana do domu nie trafią?? Corka nisar jak widać trafiła, ale czułaby się bezpieczniej gdyby ją odprowadził. Tak Cię to dziwi?? Tez się czuje bezpieczniej jak wracam z mężem, który ma powierzchowność która nie zachęca do zaczepek. Naprawdę nikt Ci nie zabrania nosić siat i uczyć synów, że jak dziewczyna poprosi go o odprowadzenie jest:
              a) za biedna na taksówkę i chce o naciągnąć
              b) skoro jest za biedna na taksówkę to jest za młoda na randki
              c) i najważniejsze, że jest nieporadnym dzieckiem we mgle.
              • triss_merigold6 To wolny kraj 19.04.12, 23:15
                To wolny kraj, prawda?
                Ja mogę kodować synowi, że dziewczynę po randce należy odprowadzić, a inne matki, że to zbędna strata czasu i narażanie się młodzieńca na niebezpieczeństwo. Z dużym prawdopodobieństwem mogę przypuszczać, że za te 10-12 lat mój syn będzie mógł w pannach przebierać i ojciec ewentualnej dziewczyny nie zrzuci go ze schodów. D
                Tak samo mogę kodować córce, że pewne zachowania męskie prezentowane na samym początku znajomości są dowodem minimum zainteresowania i kultury, a inne matki mogą uczyć córki, że to nie ma żadnego znaczenia.
                • graue_zone Re: To wolny kraj 19.04.12, 23:21
                  Triss, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Co więcej, myślę, że tak wychowana córka też bezie mogla w panach przebierać, ponieważ na różnicę płci nie ma mocnych i kobieta jest dla mężczyzn dużo bardziej pociągająca niż babochłop-stachanowiec.
                  • triss_merigold6 Re: To wolny kraj 19.04.12, 23:28
                    Też tak sądzę. Kobiety stachanowce, te dzielne i niezależne Zosie Samosie kończą albo jako wielkomiejskie niebanalne singielki albo jako pracujące na 3 etaty wielofunkcyjne sprzęty domowe. Oczywiście należy być i dzielną i niezależną tyle, że nie zawsze trzeba ową dzielnością i niezależnością machać facetowi przed oczami zniechęcając go do jakiegoś wysiłku, zaradności, aktywności.
                    • aneta-skarpeta Re: To wolny kraj 20.04.12, 12:02
                      no bo tak naprawdę chodzi wlasnie o pokazanie- tak mi na tobie zalezy, ze dla bycia z toba chocby jeszcze chcwile jestem w stanie isc pol miasta

                      ja jestem samodzielna, juz to udowodnilam, jednak jest mi niezmiernie milo gdy facet okazuje mi troske

                      i dobrze to wrozy na przyszlosc- oczywiscie odprowadzanie pod drzwi nie starczy, ale jest duzym plusem
                • jowita771 Re: To wolny kraj 20.04.12, 11:48
                  Ja się zgadzam z Triss w kwestii wpajania dzieciom pewnych zachowań. A potem niech się dobierają w pary, moja córka wybierze takiego, co odprowadza, bo to będzie dla niej naturalne zachowanie, a Wasze niech zasuwają same do domu.
                  • jak.z.nut Re: To wolny kraj 20.04.12, 12:47
                    Racjasmile a za parę lat na forum ich córki będą pisały podobnie jak volta, że u nich takiego zwyczaju nie ma i nie będziesmile ot wzorce kulturowe i środowisko.
              • madzioreck Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:20
                > b) skoro jest za biedna na taksówkę to jest za młoda na randki

                A czemu miały służyć teksty, że dziewczyna kosztuje i jak pan nie ma kasy, to niech nie lata na randki?
                • iuscogens Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:28
                  Przejaskrawieniu?? O le kojarzę to była odpowiedz na wcześniejsze uwagi o owej dziewczynie. Z forum można się dowiedzieć, że jeśli nie masz stałego źródła dochodu albo nadzianych rodziców to nie powinnaś chodzić na randki, tylko trzeba czekać aż będziesz miała kasę na taksówkę. Jak to dobrze, że nie wiedziałam o tym wczesnej.
                  • iuscogens Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:30
                    Poza tym zwróć uwagę, ze nikt się nie oburzał, że Pan jej nie odwiózł taksi, chodzi o to, że w ogóle jej nie odwiózł, że nie pojechał z nią te 20 minut autobusem. To Volta zaczęła sugerować, że jak dziewczę vel nastka nie ma kasy na taksi to nie powinna się jeszcze randkować.
                    • madzioreck Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:34
                      > Poza tym zwróć uwagę, ze nikt się nie oburzał, że Pan jej nie odwiózł taksi, ch
                      > odzi o to, że w ogóle jej nie odwiózł, że nie pojechał z nią te 20 minut
                      > autobusem.

                      Powiem tak: w sytuacji, kiedy dziewczę się bało i prosiło, mógł burak odwieźć i sam wrócić taryfą. Zaznaczam, że ja tu o bezpieczeństwie, a nie konwenansach.

                      To Volta zaczęła sugerować, że jak dziewczę vel nastka nie ma kasy
                      > na taksi to nie powinna się jeszcze randkować.

                      No bo powiem Ci, że gdybym szła gdzieś, i wiedziała, że boję się sama wracać po nocy, a na taryfę nie mam, to bym nie poszła.
                      • iuscogens Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:41
                        No to pewnie spora cześć osób musiałaby czekać z rozpoczęciem zycia towarzyskiego do pierwszej pracy. Średnio realne raczej. Doskonale pamiętam jak te 40-50 złotych za taksówkę (warszawskie odległości) robiło mi spora różnice w budżecie, bo tyle to ja zarabiałam za cały dzień statystowania czy cały wieczór klaskania w jakimś durnym programie. Albo i nie tyle, tylko mniej. Tak więc taksówką jeździłam rzadko, za to jak się z kimś umawiałam to wiedziałam, że ta osoba mnie odprowadzi.
                        • madzioreck Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:56
                          iuscogens napisał:

                          > No to pewnie spora cześć osób musiałaby czekać z rozpoczęciem zycia towarzyskie
                          > go do pierwszej pracy. Średnio realne raczej. Doskonale pamiętam jak te 40-50 z
                          > łotych za taksówkę (warszawskie odległości) robiło mi spora różnice w budżecie,
                          > bo tyle to ja zarabiałam za cały dzień statystowania czy cały wieczór klaskani
                          > a w jakimś durnym programie. Albo i nie tyle, tylko mniej.

                          Oczywiście, że tak. Tylko rozumiem, że jak się chciałaś spotkać z koleżanką, która księżniczką Xeną nie jest, to się nie umawiałaś, tak? Albo wracałaś do domu za widoku?
                          • iuscogens Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:02
                            Różnie to bywało smile
                          • triss_merigold6 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:03
                            Andzia to wyżej rozwinęła, ale ja spróbuję Ci łopatologicznie: normalni mężczyźni chcą się wykazać. Postarać. Zaprezentować na początku znajomości (pomiń teraz małżeńskie siaty z zakupami i wróć do czasu randek) korzystnie i lepiej niż inni faceci. Chcą być uprzejmi, opiekuńczy, hojni. I należy im to umożliwić, dać tę szansę na wykazanie się, na inicjatywę.
                            Zresztą zapytaj jakichś facetów.
                            • volta2 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:42
                              nie wiem czy to do mnie, ale kluczowe w tym co piszesz jest "na początku znajomości"

                              otóż mnie nie interesuje początek znajomości, bo to jak piszą jest "okres wielkiej ściemy" - mnie zawsze interesowało co będzie potem.

                              moje potem jest świetne, bo mój facet jest już 15 rok hojny, uprzejmy, opiekuńczy to nie wiem? bo ja się sama sobą opiekuję wystarczająco, i prezentuje sie korzystniej niż inni faceci na tzw. tle. nie toczę bojów o opiekę nad dzieckiem w wakacje, a ty? przecież skoro powieliłaś geny z opiekuńczym to chyba teraz nie powinnaś mieć problemów. no chyba że sie dałaś uwieść "wielkiej ściemie".

                              to tyle ode mnie w kwesti prawdziwych i normalnych facetów.

                              rozumiem, że nauczysz swojego starszego ślicznych tańców godowych, by miał wzięcie u panienek. ale naucz go jeszcze czegoś, co następuje po tych tańcach. bo może będzie odprowadzał do drzwi, ale nie trafi do dziecka w odwiedziny tygodniami?

                              a córkę zakodujesz na naiwniarę, co to uwierzy że taniec jest szczery i będzie trwał nie tylko na początku znajomości ale też i potem? przecież sama w to nie wierzyszsmile

                              • gryzelda71 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 16:23
                                Można mieć i tańce godowe i wyśmienite potem.To,ze ty wybrałaś inaczej,choć sadze,że jednak nie wybierałaś,po prostu nie miałaś tych tańców,nie znaczy,ze inne tez mają z tego rezygnować.
                      • jowita771 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 11:53
                        > No bo powiem Ci, że gdybym szła gdzieś, i wiedziała, że boję się sama wracać po
                        > nocy, a na taryfę nie mam, to bym nie poszła.

                        A ja Ci powiem, że byłabym bardzo zaskoczona, gdyby facet, który wie, że się boję, nie odstawił mnie do domu. O ile, z wielkim trudem, można pomyśleć, że nie wpadł na to (bycie tępym nie jest karalne), to już po tym, jak mu powiedziała, powinien był ją do domu odprowadzić.
                    • volta2 Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:46
                      o taksi raczej nic nie pisałam,
                      moja sugestia była, że jak się panna boi wracać po nocy - to albo rezygnuje, albo zaprasza do siebie. i wtedy dla niej problem powrotu po nocy nie istnieje. i ja tak robiłam, naprawdę, nie oczekiwałam od nikogo taksówki, a nocnych u nas nie było, to zaleta dużych miast.

                      sugestie taksówkowe pojawiły się w wielu miejscach, ale raczej nie z mojej strony to wyszło.
                      • aneta-skarpeta Re: To mój, to mój! 20.04.12, 12:20
                        a jak facet mimo to chce zeby poszla z nim, to powinien zatroszczyc sie o powrot dla niej

                        i juz widze tą rozwijającą się znajomośc po takiej rozmowie
                        ona- wiesz chcetnie poszłabym na ta impreze, ale nie bede miala jak wrocic, bo sie boję sama wracac w nocy, wiec moze bys przyjechal do mnie?
                        on- no ale ta impreza bedzie naprawde fajna, naprawde nie masz jak wrocic?
                        ona- no naprawdę
                        - on no szkoda, trudno , do nastepnego

                        juz widze tą milosc trzaskającą każdym otworembig_grin
                        • graue_zone Re: To mój, to mój! 20.04.12, 12:29
                          O to to. Dodaj na końcu jeszcze "To może zaproszę Zośkę, ona ma samochód, to może i mnie przy okazji odwiezie. " smile)
                • triss_merigold6 Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:33
                  Pomijając względy finansowe (jakoś nie były kluczowe w moich licealnych i studenckich czasach) pan powinien się zastanowić czy stać go na kobietę energetycznie i czasowo, czy też ekonomiczniej będzie wejść na czat, a potem odpalić red tube.
                  Czy jest w stanie wysilić się dla dziewczyny, zrobić coś, zadbać, pomyśleć, zorganizować czy nie?
                  • madzioreck Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:38
                    To Ty uważasz, że powinien, ja kwestię kasa a randki widzę inaczej. I także inaczej widzę kwestię starania się, dbania, organizowania, no ale jak ktoś woli siedzieć i czekać, żeby miś-pyś uwodził, a sama robić z siebie skromną i nieporadną dziunię, to to mi do tego, niech każdy robi, jak lubi. Tylko jak się chce być albo udawać nieporadną dziunię, to się nie dziwić, że si tak jest traktowaną. I stawianie na drugim końcu kobiety-stachanowca to jakieś nieporozumienie - jak zwykle na ematce nie ma szarości, jest tylko biel i czerń.
                    • iuscogens Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:43
                      Przecież sama piszesz o nieporadnych dziuniach, więc nie czepiaj się, że ktoś stachanowcem poleciał.
                      • madzioreck Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:53
                        Bo, jak już napisałam, na tym forum szarości nie ma, nie ja zaczęłam. Napisałam, że nie będę dla zasady czekać na chłopa z zakupami, jeśli nie jest dla mnie problem je wnieść samej, uzasadniłam normalnie, to przeczytałam kąśliwy tekst o Księżniczce Xenie, czy tam Xeni.
                        • iuscogens Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:03
                          No nie mów, że nie oglądałaś Xeny- wojowniczej księżniczki. Uwielbiałam to w podstawówce smile
                          • madzioreck Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:10
                            Ze dwa odcinki widziałam wink Ale wolałam Nikitę ;P
              • volta2 Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:40
                mają służyć temu samemu co trzęsiportek, cham, burak i chłystek

                • triss_merigold6 Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:46
                  Ale poczekaj, uraziło Cię to? Boisz się, że ktoś tak pomyśli/powie o Twoich synach?
                  Jeśli jesteś zadowolona ze swojego modelu wychowania i pewna, ze wpajasz właściwe zasady i właściwe kody, to chyba opinia innych powinna Ci zwisać i powiewać.
                  • volta2 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:06
                    mnie to nie uraziło w żaden sposób, bo ja ze swoich wyborów i selekcji jestem bardzo zadowolona. nawet bardzo.

                    to chyba u ciebie nie za bardzo wyszło, choć jak widzę szukałaś prawdziwych facetów, nie leszczy żadnych. widać za bardzo uległaś pozorom albo ktoś cię nie nauczył dekodowania.

                    po prostu odpowiedziałam na pytanie. jeśli coś by mnie miało urazić, to ewentualnie w kontekście nie moich dzieci, a męża -bo to on nie tokował wystarczająco w/g forumowych standardów, a nijak burakiem i chamem nie jest, że nie wspomnę o trzęsiportku.

                    a i ze mnie nie stachanowiec, nie pracuję, sprzątaczka przychodzi, niańka na wychodnie wieczory przychodzi, brylanty w prezencie dostaję, choć latarką czołówką też nie pogardzę. i pomyśleć że nie odstrzeliłam gościa jak miał 25 latsmile bo pozwolił wrócić mi pociagiem do domu bez asysty...

                    ci co nie pozwalali, to dopiero buractwo było, dziś to się dziwię, że tkwiłam przy czymś takim, człowiek do miasta nie mógł wyjść, bo już mnie namierzał i do domciu odwoził. chęć kontrolowania, chęć potraktowania jak własności, płacił nawet za rachunki w knajpie, do której poszłam sama z kumpelą, i z tej knajpy "dla bezpieczeństwa" odwoził do domu. koleżankę - oczywiście teżsmile))

                    marzenie wielu tutejszych emam dla panienek







                    • graue_zone Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:12
                      No patrz, a ja mam porównywalnie dobrze i jeszcze mnie do domu odprowadzano/odwożono...
                      • volta2 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 00:29
                        teraz masz dobrze, ale jak ty wrócisz po nocy do domu, jak cię facet nie odwiezie? bo wyruszy w delegację, w tango, czy się tak po prostu przekręci?

                        mnie też przywożono i odwożono - i stąd mogę zadać pytanie - to takie jarające jest?
                        zobaczyłabyś może jakie ciekawe jest wracanie samodzielne? ja sprawdziłam, traumy nie mam.
                        • graue_zone Re: To mój, to mój! 20.04.12, 07:32
                          Nigdzie nie napisałam, że nigdy nie wracałam sama do domu. Ale jeśli, to z własnej woli i chęci, a nie dlatego, że facetowi się nie chciało.
                        • graue_zone Re: To mój, to mój! 20.04.12, 11:51
                          Ty nie rozumiesz. To nie ma być jarające, ma być normalne.
                          • volta2 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 14:41
                            ale strasznie się tym jarasz, sorry za słownictwo ale nic tu innego nie pasuje.

                            • graue_zone Re: To mój, to mój! 20.04.12, 15:25
                              Nie, nie jaram się. Po prostu dziwię się, jak coś do tej pory uważanego za chamstwo ze strony faceta nagle przeradza się w normę obyczajową.
                        • aneta-skarpeta Re: To mój, to mój! 20.04.12, 12:31
                          ja pamietam randki z moim drugim mezemtongue_out- tak dowal mibig_grin

                          i widzialam jak mi serce rosnie przy tej troce, tkora mi okazywał- szczegolnie po poprzednim chlopie, ktory tej troski nie okazywał, a ja uwazalam ze to w porzadku, bo sama sama sama

                          i czesto musialam mu powtarzac, ze nie musi sie martwic, nie musi kombinowac, bo mam jak wrocic etc, ale jakze mi bylo milo, jaki stawał sie cudny w moich oczach, ze tak sie o mnie troszczyl, ze sie przejmowal mną

                          jak szukal wszelakiego kontaktu ze mną, chocby proponowal zebym poczekala z zakupami, az przyjedzie do mnie to mi pomoże- choc bez klopotu sama bym zrobila te zakupy- ale milej zrobic je razem

                          jak miliony razy przesuwalam sama meble, bez problemu, a on powiedział- w zyciu przyjade i Ci pomogę, gdzie sama bedziesz sie meczyc

                          matko jakie to bylo miłe!!!!

                          i nie ma znaczenia ze ja umiem sama, ale zajebiste jest to, ze dla kogos jestes tak wazna ze chce mu sie zaangazowac, zatroszczyc, poswiecic swoj czas

                          i oczywiscie jak chlopa nie ma, to nie zostawiam zgrzewki wody w smaochodzie, ale jak idziemy na zakupy to ON nosi zakupy, albo nosi te ciezsze
                          jak jade na zakupy sama, a on w domu to dzwonie " zejdz"

                          jak wychodze gdzies sama to dopytuje sie o ktorej wroce, jak wroce, czy mam przy sobie pieniadze na taxi, czy przyjechac po mnie
                          choc nie musi, bo dalabym sobie rade, jak dawalam przed nim
                          • kota_marcowa Re: To mój, to mój! 20.04.12, 13:44
                            Aneta lepiej bym tego nie napisała.
                          • volta2 Re: To mój, to mój! 20.04.12, 14:45
                            skoro był jakiś pierwszy mąż - to zapewne przeszedł wstępną selekcje i odprowadzał? bo jakby nie to po pierwszej randce by w/g forumowych standardów był odstrzał i okazji do ślubu by brakło?

                            czyli odprowadzał a i tak sie selekcjonerka pomyliła...(no chyba że jesteś wdową ale z tametego forum cię nie kojarzę)
                            • aneta-skarpeta Re: To mój, to mój! 20.04.12, 15:32
                              volta2 napisała:

                              > skoro był jakiś pierwszy mąż - to zapewne przeszedł wstępną selekcje i odprowa
                              > dzał? bo jakby nie to po pierwszej randce by w/g forumowych standardów był odst
                              > rzał i okazji do ślubu by brakło?

                              ja nie bralam slubu z pierwszym wg standartow forumowych

                              i nie odprowadzał, a ja uwazalam ze jestem taka samodzielna, ze to dobrze ze tak mi ufa, a ja mogę zaimponowac mu swoja samodzielnoscia
                              myslalam, ze to rpzesada, zeby wymagac takich staromodnych postaw od faceta, ze to nie te czasy etc
                              przy drugim poszłam po rozum do glowy i bingo




                • graue_zone Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:58
                  No ale facet, który nie umie się zachować i nie odprowadza dziewczyny do domu zasługuje na taki epitet. W każdym razie zamierzam mojego syna wychować inaczej. Mam nadzieję, ze pozytywnie będzie się wyróżniał na tle reszty i dziewczyny to kiedyś docenią.
          • adellante12 Re: To mój, to mój! 19.04.12, 23:03
            Najgłupszym i najcześciej powtarzanym stereotypem jest wciąż klepany watek nierównych płac.
            Cały feminizm sprowadzasz do nierównej płacy. Taka sama bajka jak cały wasz ten feminizm.
            Dla wiekszości różnica miedzy kobietą a feministką to 30 kg nadwagi...
            Skoro już sprowadzamy wszystko do stereotypów.
            • daisy Re: To mój, to mój! 20.04.12, 13:00
              Zgadzam się. Nierówne płace to straszna głupota, nawet więcej - skandal i wstyd. Należałoby coś z tym zrobić, nie uważasz? smile
            • anorektycznazdzira Re: To mój, to mój! 22.04.12, 09:05
              Wątek nierównych płac maja odwagę klepać również niektórzy mężczyźni, którzy się zagadnieniami ekonomicznymi zajmują i na nich znają. Czy mają 30 kg nadwagi czy też ich istnienie jest głupim stereotypem? Czy ważąc 55 kg nie mogę być feministką, czy też mogę pod warunkiem, że znajdę gdzieś przeciwwagę w postaci kury domowej o wadze 25 kg? A może to nie w tę stronę te kilogramy i kura powinna mieć 85?
        • iuscogens Re: To mój, to mój! 19.04.12, 22:33
          Tez widzę niestety. I widzę niestety, że dość częste jest niewymaganie i zgadzanie się na wszystko z obawy, że facet odejdzie i znajdzie sobie taką, która na wszystko się zgadza.
        • policjawkrainieczarow Re: To mój, to mój! 20.04.12, 16:01
          triss_merigold6 napisała:

          > To mój, to mój!
          > Feminizm rozumiany jako totalny brak wymagań względem panów i jako identyczność
          > w zachowaniach godowych oraz sv, jest rozbestwianiem mężczyzn.

          triss wybacz, ale mimo, ze zgadzam sie co do meritum, to z tym feminizmem przywalilas jak dzik w sosne. Zreszta nie pierwszy raz. Feminizm NEI JEST totalnym brakiem wymagan ani identycznoscia zachowan, wiec nie mozesz o nim mowic jako "tak rozumianym". Ty opisujesz jakies zupelnie inne znawisko (zreszta pare miesecy temu byl tu linkowany niezly artykul na ten temat - w zwiazku ze zmianami podazy/popytu na rynku matrymonialnym pewne zachowania sie zmieniaja i to panie zaczynaja sie starac, bo zaczyna brakowac sensownych panow)
        • anorektycznazdzira Re: To mój, to mój! 22.04.12, 08:52
          triss_merigold6 napisała:
          > Feminizm rozumiany jako totalny brak wymagań względem panów i jako identyczność
          > w zachowaniach godowych oraz sv, jest ...

          ... feminizmem nierozumianym.
          A właściwie w ogóle nie jest feminizmem.
          Skąd Ci przychodzi do głowy takie rozumienie równouprawnienia???
          • triss_merigold6 Re: To mój, to mój! 22.04.12, 10:01
            No jak to skąd? Z tego podkreślania takich zdobyczy równouprawnienia jak ów akceptowany brak opiekuńczości i szarmanckich zachowań. D
    • graue_zone Przestaję się dziwić 20.04.12, 15:29
      późniejszym brakom wymagań ze strony kobiet. Bo po co taki świeżo upieczony tatuś ma zajmować się dzieckiem i kobitą po porodzie, jeśli ona na rzęsach cały czas stawała, żeby udowodnić, ze wszystko sama. Po co ma się czuć zobowiązany do czegokolwiek w domu, jeśli jego kobieta taka samodzielna i samowystarczalna jest? W ten sposób nie daje się szansy wykazać mężczyźnie, zaznaczyć, że jest potrzebny.
      • aneta-skarpeta Re: Przestaję się dziwić 20.04.12, 15:37
        fajnie, że o tym napisałaś
        ja sama lubię czuc sie potrzebna swojemu mezowi
        nie oznacza to, ze mam mu uslugiwac etc. Boze broń

        ale jakby tak niczego odemnie nie potrzebował, bo wszystko sam ( a dałby sobie rade sam), a na moje prosby o przyjecie mojej pomocy ( w najdrobniejszych sprawach) mowil za kazdym razem " daj spokoj ja to umiem, nie jestem dzieckiem etc" to w pewnym momencie poczulabym się odsunieta

        i nie mowie o wykorzystywaniu kobiety do celów sprzatająco-gotująco-pioracych lub wieszaniu sie na chlopie, bo bez niego umrę

        chodzi o przekazanie komunikatu partnerowi, partnerkce- potrzebuje Cie w moim zyciu, lubie jak sie o mnie troszczysz i o mnie dbasz

        wiadomo u kazdego wyglada to inaczej

        ale jakbym chciala wszystko sama to bym sobie chlopa do domu nie brala bo nie muszę kupowac browaru, zeby czasem piwo wypicwink
    • sumire Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 20.04.12, 16:03
      po przebrnięciu przez wątek Bogiem a prawdą zupełnie nie rozumiem, czemu w całą sprawę zamieszany został feminizm. efekt tego jest jedynie taki, że powstała uroczo czarno-biała wizja rzeczywistości - z jednej strony niunie wymagające opieki, z drugiej same sobie winne singielki-samosie.
      oczywiście, że odprowadzanie do domu jest miłe, ale wielkie nieba - to nie może być tak, że całkowitą odpowiedzialność za bezpieczeństwo kobiety (i za to, czy nie spłucze się zanadto na drinki) ponosi mężczyzna. ona też powinna umieć o siebie zadbać. i to da się wypośrodkować, nie trzeba od razu dzielić świata na feministki-samo zło i bezradne bluszcze.
      • prawdziwy_ewelina22 Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 21.04.12, 23:57
        Zafascynował mnie punkt widzenia przedstawiony w wątku, chociaż końcówki już nie dałam rady czytać (czasowo). Panie, które są gorąco przekonane, że w sytuacji, o której mowa w wątku "pani powinna o siebie zadbać" np. chodząc na karate wcześniej, strzelają sobie w stopę okropnie i wyrzekają się części kobiecości.
        Feminizm, tak, ale do czego innego służy, wiele pań, zwłaszcza mołdszych zdaje się tego nie rozumieć.
        Pani właśnie dba o siebie najlepiej oczekując jednak bycia odprowadzoną do domu. Kto tak córki nie wychowuje, że tego nie oczekuje oraz paru innych rzeczy, robi jej krzywdę, a wiem co piszę, z własnego doświadczenia
        Feminizm wiele racji mając domagając się równej płacy za tak samo dobrze wykonaną pracę, jednak kompletnie ignoruje wiele istotnych rzeczy, których nie zmienimy, choćbyśmy się nie wiem jak starali.
        Na przykład tego, kto zachodzi w ciążę. Albo tego, kto dzieci wychowuje. Wiem, wiem, już jestem ukamieniowana wirtualnie. Jednak jeden borys czy inna jaskółka wiosny nie czyni na tle śpiochów zakładanych do góry nogami, tzn główką w otwór na pieluchę i innych kwiatków.
        Po drugie żałosne jest takie staranie się, żeby człowiek czuł się źle we własnej płci. Facet ma ogon pod siebie zwinąć - bo jest równouprawnienie, a babka ma sama zasuwać z przystanku na szpilkach po nocy - bo jest równouprawnienie.
        Rodzaj ludzki wraz z zespołem cech, które mu towarzyszą, kształtował się przez setki tysięcy lat, a feminizm istnieje trochę ponad? sto. To trochę jak wzrost słonia i wielkość chrobotka reniferowego.
        Trzecia rzecz, faktycznie ciężko będzie znaleźć rycerzy i "równouprawnienie" będzie coraz bardziej pasić, kiedy w klasie rocznik 2002 na 12 panów 3 umiało w ogóle zrobić mostek, a potem jeszcze jest kwestia, żeby po zrobieniu mostka nie klapnąć od razu jak wykipiałe mleko tylko utrzymać tę pozycję przez - olaboga! 10 sek. Za to od klasy pierwszej 3 panów dorobiło się brzuszka (w wieku lat 10) od grania na komputerze.

        .
        • sumire Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 22.04.12, 08:39
          bez przesady. umiejętność zadbania o siebie samego, a nie oczekiwania od innych, że zadbają o nas, jest zachowaniem rozsądnym u obu płci. i nie uważam, jakobym wyrzekała się części kobiecości. moje poczucie kobiecości jest niezależne od tego, czy ktoś mnie odwiezie do domu, czy przyjadę sama, ani od tego, czy mężczyzna zaprosi mnie na kolację, czy też ja zaproszę jego. problematyczne jest dla mnie raczej utożsamianie kobiecości z takimi prostymi zasadami, co kto powinien.
          zresztą to 'powinien' w tym wątku - i wielu innych tutaj - odnosi się tylko do mężczyzn. kobiety mają wymagać, faceci te wymagania spełniać. nie dziwię się, że feminizm, który zachęca również do stawiania wymagań sobie samej, jest nielubiany.
          myślący, odpowiedzialny człowiek powinien dbać o własne bezpieczeństwo i o to, czy jego towarzysz też trafi cało do domu po nocy. płeć nie ma tu nic do rzeczy. feminizm tym bardziej nie.
          • triss_merigold6 Zgadzam się z częścią wypowiedzi 22.04.12, 10:12
            Z częścią Twojej wypowiedzi się zgadzam: każdy powinien potrafić w miarę sprawnie zadbać o własne bezpieczeństwo. W czasach licealno-studenckich i później jak dziewczyny wychodziły tylko w towarzystwie koleżanek to wracały same/zrzucałyśmy się na taksówkę i nie było problemów. Z samodzielnym podróżowaniem również nie. I zapewniam Cię, że te same kobiety o których piszę wykazywały się w dorosłym życiu i samodzielnością i zaradnością - pracują, są niezależne finansowo, nie są bluszczami.
            Natomiast po randce facet powinien wyrazić chęć odprowadzenia/odwiezienia, bo to zupełnie inna sytuacja. Nie wykazuje? Niech spada, skoro nawet tego mu się nie chce. I to nie ma nic wspólnego z umiejętnością (udowodnioną po wielokroć) samodzielnego powrotu do domu przez kobietę. Jesli feminizm ma oznaczać totalny brak wymagań i oczekiwań od ewentualnego kandydata na chłopaka/partnera (bo mówimy o etapie zapoznawczym) to ja serdecznie dziękuję i wolę pozostać na pozycjach konserwatywnych. I mam nadzieję, że syna nie wychowam na miękkiego leszcza tylko na mężczyznę.
        • ruda_owca Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 23.04.12, 18:13
          > Jednak jeden borys czy inna jaskółka
          > wiosny nie czyni na tle śpiochów zakładanych do góry nogami, tzn główką w otwó
          > r na pieluchę i innych kwiatków.

          Tak tak, bo brak umiejętności założenia śpiochów jest uwarunkowany genetycznie, przeca to wszyscy gupi wiedzo...
    • anorektycznazdzira Re: Czas a autoprezentacja (o facetach) 22.04.12, 08:49
      Równouprawnienie mi bardzo odpowiada, konsekwencje muszą iść w obie strony,
      ALE:
      równouprawnienie nie oznacza komunistycznie rozumianej sprawiedliwości pt dzielimy na identyczne części i to co wyjdzie rozdajemy. W społeczeństwie wszyscy mają równe prawa, ale dla niepełnosprawnych są wydzielone specjalne, lepsze miejsca na parkingach, podczas gdy inni szukają miejsca kilometr dalej. Dla osieroconych dzieci są renty do ukończenia nauki, podczas gdy reszta społeczeństwa pracuje. Starszym osobom przytrzymujemy drzwi i wnosimy ciężką siatę na piętro. A wysportowany i ważący prawie 100kg mężczyzna odprowadza do domu kobietę, która jest od niego zwykle znacznie słabsza fizycznie.

      Poza tym biologia jest bezlitosna: kobieta w sensie biologicznym "daje" bez porównania większy wkład w wyprodukowanie potomstwa, więc biologia oczekuje od mężczyzny pokazania, że jakiś swój cenny wkład też jest w stanie wnieść.
      • prawdziwy_ewelina22 Re: straszne, ale bardzo a propos 22.04.12, 21:26
        wyborcza.pl/1,75480,11571144,Ostatnia_pasazerka.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza

        Trudno o tym pisać, ale no proszę - jest kobieta nie-bluszcz i "nie bojąca się szelestu liści na wietrze". Oczywiście, abstrahuję od jej decyzji (przyjaciele namawiali na powrót taksówką) i całej reszty. Chodzi o dyskusję w kontekście poruszonego przez Triss problemu: (facet umawia się, wyznacza czas i miejsce spotkania (późne), a potem ma odprowadzenie gdzieś) i o głosy niezgadzające się z tezą.
        • hellulah Re: straszne, ale bardzo a propos 23.04.12, 18:21
          Nawiasem mówiąc, razi mnie przepotwornie, jak w dyskusji pod tym art. widać, że niektórzy dali sobie wkręcić wersję oskarżonego o dokonanie zabójstwa!

          Facet zeznał, co zeznał, świadków ani nagrania nie ma, a ludziska biorą to, co zeznaje domniemany zabójca ratując skórę za absolutną prawdę. Okropne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka