grouse1
25.04.12, 20:15
Sytuacja wygląda tak: moja mama ma brata i siostrę. Syn tego brata i córka tej siostry jakimś dziwnym trafem mają śluby w tym samym dniu, ale na dwóch krańcach Polski. Kuzynka mieszka blisko mnie, często się widujemy, mamy dobry kontakt. Jej narzeczonego znam od dawien dawna. Mój syn ma nieść obrączki i takie tam.
Kuzyna z kolei nie widuję prawie wcale. Mieszka daleko od nas, praktycznie nie utrzymujemy kontaktu, ale lubię go. Jego narzeczonej na oczy nie widziałam, właściwie to dowiedziałam się o jej istnieniu dopiero gdy zrobiło się zamieszanie z tymi datami ślubów.
Na ślub pójdę do kuzynki, z oczywistych powodów i tak też zrobi cała rodzina. Wychodzi na to, że do kuzyna nie pójdzie prawie nikt. Ślub kuzynki jest na miejscu, kuzyna 300 km od nas, więc trzeba dojechać i nocleg poszukać - starszyzna woli blisko domu. Mimo wszystko mam moralniaka, że muszę powiedzieć kuzynowi, że nie przyjdziemy, bo idziemy na to drugie wesele. Teraz on wydzwania do mnie, bo chce przyjść z zaproszeniami, a ja głupia telefonu nie odbieram, bo nie wiem jak się zachować. Głupio mi tak odmówić. Jakby nie patrzeć to też moja najbliższa rodzina. Gdyby wesele było na miejscu poszłabym chociaż na ślub, a tak? Ja na jego miejscu czułabym się totalnie olana przez wszystkich, a na swoim miejscu czuję się postawiona w nieciekawej sytuacji.