Dodaj do ulubionych

Stary pies

18.06.04, 15:04
20 lat temu przyniosłam do domu psa. Był uroczy, inteligentny, lubił ludzi,
bawił się z nami - dziećmi, był jakąś odmianą psiego Einsteina- uczył się w
lot wszystkiego. Pływał z nami na pontonie, łaził po drabinach (!!!), poza
jednym grzebieniem nic w domu nie pogryzł. Kochany bardzo. Teraz ma 20 lat...
Nie słyszy. Nie widzi. Boi się każdego ruchu - naszego także. Załatwia się w
każdym miejscu, w jakim się aktualnie znajduje (na swoim posłaniu także). Po
kilka - kilkanaście razy dziennie zmywamy podłogę po jego wypadkach. Dom
śmierdzi jak szalet miejski. Między tym biega moje roczne dziecko. Pies jest
powykręcany chyba reumatyzmem, poza tym nieźle się trzyma. Żyje w jakimś
swoim świecie, wcale nie potrzebuje kontaktu z nami - wręcz go unika. Ale
życie z nim to katorga - potrzeby fizjologiczne załatwiane gdzie bądź, zapach
domowy, wszystko doprowadziło do tego, czego się najbardziej wstydzimy:
wszyscy już czekają, aż on zdechnie. Czuję się z tym parszywie - taki obraz
ludzkiej niewdzięczności w obliczu jego oddania rodzinie. Teraz tata pojechał
z nim do weterynarza, dopytać się, czy nie można go jeszcze jakoś reanimować,
pomóc funkcjonować. Ale chyba i tak wszyscy umęczeni wycieraniem po nim
mieszkania, schodów, siebie samych, podświadomie oczekują werdyktu...

Tak tylko chciałam się wyżalić. Chyba na mnie.
Obserwuj wątek
    • aprze Re: Stary pies 18.06.04, 17:22
      Witaj
      20 lat jak na psa to dużo. Z tego co piszasz to macie dobre serca bo inni pozbyli by się psa już dawno. Napisz co powiedział weterynarz
      pozdrawiam, agnieszka
    • nariolla Re: Stary pies 18.06.04, 18:34
      No to masz prawdziwego staruszka ,może weterynarz poda mu jakieś witaminki ,ale
      sądzę ,że wiele mu nie pomoże .To po prostu starość .Pewnie jest kundelkiem,bo
      te żyją najdłużej .I może wydawać się obojętny ,ale wierz mi ,on czuje się z
      wami bezpiecznie i pewnie wkrótce odejdzie spokojnie do krainy wiecznych
      łowów .Też miałam takiego kundelka ,w wieku 17 lat zginął ,płakałyśmy po nim z
      siostrą przez kilka dni .Do dziś oglądam się na ulicy z sentymentem ,jak widzę
      podobnej urody psiaka.Wiem,że to trudne,ale życzę cierpliwości dla Waszego
      staruszka .Jeśli tylko fizycznie sam nie cierpi ,pozwólcie mu odejśc bez
      pomocy ,nie usypiajcie go.Pozdrawiam.
    • ann007 Re: Stary pies 19.06.04, 09:01
      Niestety, tata wrócił do domu bez Tangiego. Weterynarz, jak się dowiedział ile
      ma lat, wyleciał za tatą do samochodu, gdzie pies leżał. Potem go obejrzał,
      stwierdził, że on już jest mentalnie jak roślina, tylko czuje ból tych starych
      kości. Stwierdził, podobnie, jak moja poprzedniczka, że to kundle tak długo
      potrafią żyć, a, co gorsza, agonia takich długowieczników może ciągnąć się
      kilka dni - tylko to dla nich męczarnia. Tangi był już na jej przedprożu. To
      był drugi taki stary pies w jego karierze. A podobno ludzie przywożą do
      uspienia ze starości już 13 - 14 latki... Boże, mój pies był w takim wieku
      normalny, pełen witalności. Zawieźliśmy go na wieś, na działkę i tam
      zakopaliśmy. Może to irracjonalne, ale jakoś tak czuliśmy się mu to winni. Żal
      mi najbardziej taty, bo miesiąc temu jemu też przypadło jechanie do weterynarza
      z naszym kotemm który miał nowotwór żuchwy (nie do odratowania), a przed Tangim
      jeździł usypiać naszą sukę z nowotworem pod pachą...
      Wbrew temu co czułam wcześniej, teraz mi bardzo smutno, rano weszłam do kuchni,
      zobaczyć, gdzie jest nasikane na podłodze, nic nie było, a mi tego zabrakło.
      • kajami1 Re: Stary pies 19.06.04, 09:54
        Rok temu przeżyłam dokładnie to samo tylko pies miał 16 lat. I to my podjeliśmy
        decyzję o uśpieniu go. Nie mogłam patrzeć jak przewraca się chodząc po schodach
        jak trzęsie się ze strachu gdy podejdzie do niego jakiś pies. Był ślepy,
        głuchy, ledwie chodził, mało jadł więc sama skóra i kości i do tego ten ciągły
        jego strach, uderzenia pyskiem w ściany, meble no i robienie pod siebie.
        Decyzja była bardzo trudna bo serce miał nadal zdrowe i silne ale ja nie
        chciałabym żyć tak jak on. Był przybłędą, dostał od nas 16 lat spokojnego,
        dostatniego życia i na koniec szybką, spokojną, bezbolesną śmierć.
        Choć długo miałam wyrzuty sumienia teraz widzę, że to było jedyne wyjście,
        które pozwoliło, żeby nie cierpiał.
        Minął rok od tego czasu i już się nauczyliśmy mówić o Filusiu nie płacząc. Choć
        nie zawsze bo właśnie ryczę jak bóbrsad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka