wczoraj

tym wątkiem już zupełnie się zdekonspiruję zupełnie, ale chwilowo mam to w pompie)
został na godzinę z moją babcią i synkiem u babci w bloku. ja jechałam do lekarza.
po chwili od mojego wyjazdu, syn chciał wyjść na dwór i otworzył drzwi, a sunia pędem pokonała schody, a że akurat drzwi od klatki schodowej były otwarte, bo dozorczyni myła schody, pies wybiegł na ulicę. próbowali ją gonić, ale nie dali rady. chodziłam, pytałam, rozwiesiłam ponad 50 ogłoszeń ze zdjęciem, objechałam i obeszłam całą dzielnicę, a nawet dalej i nic
w schronisku ogłoszenie ukaże się jutro. wysłałam też maila z ogłoszeniem do fundacji Animalia.
nie wiem, co robić. czuję się gorzej, niż jak umarł mi tato, bo do jego śmierci przygotowałam się przez miesiąc, a tu z zaskoczenia taka tragedia. zupełnie jak dziecko. chodzę i wącham kocyk psiny, przytulam się do jej ukochanej podusi