yuka12 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 11.06.12, 23:49 Nie będę radzić ani pocieszać, bo ja sama po podobnym bilansie jestem już prawie 2 lata w czarnej d... . W odróżnieniu od Ciebie staram się coś z tym robić, ale i tak do niczego to nie prowadzi. Mam również jeszcze dość małe dzieci, młodsze jest w dodatku bardzo chorowite i mieszkam na prowincji, więc perspektywy zawodowo-edukacyjne mam baaaardzo ograniczone. W zasadzie minimalne. Mąż dzięki zdobytemu za nasze pieniądze prawu jazdy i licencjatowi, teraz kończy kolejne studia i ma szanse na bardziej prestiżowy zawód i pieniądze. A ja jestem w miejscu, w którym on był 4 lata temu, pomimo lepszego startu i lepszej kiedyś pracy. Kurcze, nie przypuszczałam, że tak skończę. I wcale nie czuje się spełniona ani jako żona, ani jako matka, a raczej jak wyżyta ściera i śmieć. Bo pomimo aspiracji, kursów itd., na pierwszym miejscu zawsze muszę, k.m. stawiać moją rodzinę i dzieci. Bo się niestety urodziłam kobietą i mam poczucie obowiązku. Zresztą mój mąż miewa podobne dylematy i wie doskonale, że jego sukces odbywa się moim kosztem. Nawet stara się to jakoś wynagradzać. Ale nijak to nie buduje mojego poczucia własnej wartości. Gdyż dopóki dzieci nie wyrosną i tak nie mam szans na wielką karierę czy superedukację. Bo ktoś musi się nimi zajmować. Przy zawodzie męża nie ma szans ani na jego pełne partnerstwo, ani na opłacanie dodatkowej pomocy, przynajmniej przez najbliższy czas. Tymczasem czas płynie, zdolności umysłowe już nie te i starość powoli puka. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 00:26 Yuka, smutno mi sie zrobiło po przeczytaniu Twojego postu, i proszę nie używaj takich słów w odniesieniu do siebie!!! co starasz sie robić dla siebie? nie popełniaj mojego błedu i ceduj obowiązki na męża ile się tylko da i zajmuj sie sobąx bo potem dzieci urosną, zaczną mieć swoje życie, mąż swoją pracę, karierę, znajomych, a Ty nic i założysz tu taki sam wątek jak mój, czego Ci nie życzę Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 01:03 Zajmuję się. Chodzę na kursy, spotykam się czasem ze znajomymi. Kupuję sobie ładne ciuchy. Niedługo wybywam z domu na kilka dni, zupełnie sama. Ćwiczę, żeby ładnie wyglądać. Ale to nie zmienia całokształtu. Prace mam poniżej jakichkolwiek moich kwalifikacji, ale za to dostosowaną do potrzeb rodziny. Umożliwia mi również doszkalanie się. Mąż musi swoje studia skończyć, zresztą również pracuje i nawet, gdyby chciał, nie ma tyle czasu dla dzieci co ja. Umiejętności i cierpliwości również. Jak wspomniałam, moje aktywności nie budują mnie zbytnio, bo nigdy nie chciałam być uwięzioną w domu kobietą. A teraz jestem. Kocham dzieci i męża, nie lubię jednak tego braku poczucia wolności, jakiego doświadczam jako żona i matka. Bo wszelkie moje plany, aspiracje i całe życie muszę budować mając przede wszystkim na uwadze ICH dobro. Już przeżyłam czas, kiedy chciałam inaczej, tak jak pisały wcześniej forumki, czyli myśleć głównie o sobie itp. i skończyło się zanim naprawdę się tym nacieszyłam. Okazało się, że owszem własne szczęście jest ważne, ale nie może być zupełnie oddzielone od rodziny, której jest się częścią czy nawet fundamentem. Inaczej wszyscy cierpią. Pracuję nad swoim stanem psychicznym, staram się jakoś tam realizować, ale pójście na basen czy nawet kurs nie rozwiązuje wszystkich problemów. Bo jak rozwiązać paradoks ogromnej potrzeby wolności, niezależności i samorozwoju i wewnętrznego poczucia obowiązku połączonego z miłością i przywiązaniem? Dlatego czuję się jak nic niewarty śmieć, bo leżę taka nieużyteczna i niepotrzebna, a z drugiej strony niezbędna dla utrzymania rodziny w całości i rozwoju. Uważam, że wielu mężczyznom jest w tym łatwiej. Są jednotorowi, nie porozbijani na tysiące spraw. Mają cel i realizują go. Mój mąż np. pisze esej i nie zauważa starty garów w zlewie, stosu ciuchów do prania itd. Dopóki nie skończy swojej pracy, niemal nic go nie dezorientuje, rozprasza. Ja wpierw ogarniam dom i rodzinę, potem siadam do pracy. Przy czystym biurku, w posprzątanym pokoju i z reguły, gdy reszta familii śpi. Uczę się kosztem wypoczynku. Wtedy zazdroszczę mężowi, że nie jestem jak on. Ale z drugiej strony jak długo mogą być brudne naczynia w zlewie, a dzieci bez porządnego posiłku? Ktoś się tym musi zająć. Tylko dlaczego nie cieszy mnie, że to robię, a wolę przygotowywać się do egzaminu z kursu? Dlaczego miałam potrzebę macierzyństwa i posiadania rodziny i domu, a teraz nie umiem się w tym znaleźć? Na pociechę - mam całkiem niezłe CV. Ale tutaj, gdzie mieszkam, i tak nikogo to nie obchodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 09:14 No kochana, ale to na własne życzenie masz. Mężowi rączki urwało, naczyń nie umie pozmywać? Nie może być tak, że Ty siadasz do pracy czy nauki dopiero jak posprzątasz, a jego to nic nie obchodzi...czemu się na to zgadzasz? Nie możecie posprzatąć razem? Studia studiami, ale Ty pracujesz, nie leżysz w domu do góry brzuchem. Chyba, że lubisz być męczennicą... Odpowiedz Link Zgłoś
ania_dentystka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 14:33 Jeśli chcesz, żeby tak było to będzie, jeśli nie to zrób cos dla siebie. Nieprawda, że prowincja+małe dzieci = niemożność. Prawo jazdy możesz zrobić w maleńkiej miejscowości - nawet łatwiej niż w duzym mieście. Plus. Studia ( w tym zaoczne) są dostepne nawet w niewielkim miasteczku- tak więc możesz dojechać wszędzie ( prawo jazdy -D). Kursów wszędzie dużo. Piszesz, że nie przypuszczałaś, że tak skończysz. Tak- czyli jak? Jako matka wychowująca małe dzieci? Ja, mimo prestiżowego zawodu też to robię. Zajmuję się dziećmi więcej niż przyjmowaniem pacjentów. I....nie czuję się jakoś szczególnie poszkodowana. Dlaczego porównujesz się do śmiecia czy ścierki? Więcej optymizmu, zasługujesz na to. Już teraz pomysl o podniesieniu kwalifikacji ( weekendy) i o zrobieniu czegoś dla siebie ( wieczory). Mąż nie pracuje od rana do nocy. O 19.00-20.00 nawet przy małych i chorujących dzieciach możesz iść na gimnastykę, rower, nordic walking, z koleżankami do kina, pojechać do najbliższego miasta na koncert. Możliwości jest mnóstwo tylko trzeba je zobaczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
alabama8 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 07:52 ... i pewnie ci się wydaje, że to ty jedna jedyna w okolicy jesteś takim złamasem życiowym, co? Większość kobiet (mamy to w genach?) ma tendencję do poświęcania własnych ambicji, zachcianek dla dobra innych. Nie jest nagannym, że stawiałaś wyżej dzieci, obiad i zakupy nad wyjście na piwo czy spotkanie integracyjne. Smutne jest to, że nie miałaś wyboru a teraz się źle z tym czujesz. To chyba kryzys wieku średniego - 40 na karku i wydaje się że życie się kończy. Wcale nie. Teraz w końcu pora na własne hobby. Spróbuj coś znaleźć - jakieś kursy gdzie spotkasz ludzi, kółka zainteresowań ... u mnie w mieście powstała Orkiestra Dęta dla tych którzy nigdy na niczym nie grali, a zawsze marzyli - w orkiestrze czterdziestolatkowie, i nawet im wychodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
nowi-jka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 08:23 wychodzi na to 5aronia ze tylko ty na swiecie masz dwojke dzieci sory moze na swiecie sie jeszcze ktos znajdzie, ale w Polsce to tylko ty i moze ze dwie przysłowiowe kury domowe co to nie maja problemów z praca ale i aspiracji ponad obejrzenie w spokoju serialu nie mają Odpowiedz Link Zgłoś
sefora74 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 08:45 Ja jestem innego zdania dla mnie najważniejsza wartość to zadbane, odchowane dziec,i które nie muszą "umawiać się na spotkanie" z zapracowanymi mamami czy ojcami. Mam 38 lat gdy 13 lat temu urodziłam pierwszego syna z własnej woli na 10 l zrezygnowałam z pracy. Ten czas zainwestowałam w dzieci i był to najpiękniejszy etap w moim życiu. Nie mam z tym problemu że to mój M robi karierę /dużo więcej zarabia/ a jaj nie robię ale za to mam pracę mniej wymagającą i bez problemy mogę iść na zwolnienie czy nieplanowany urlop. To kwestia piorytetów ja jestem szczęśliwa w takim "układzie" jaki stworzyliśmy. Mąż mimo wszystko gdy tylko jest w domu tatą i mężem jest pełną gębą, wozi chłopaków na zajęcia sportowe/mecze również w domu coś upichci czy posprząta więc nie mogę narzekć Rozumiem że Ty możesz czuć się oszukana zwłaszcza jeżeli sprawy przybrały taki obrót wbrew twojej woli, jesteś jeszcze młoda babka dzieci są duże możesz wrescie postawić na swój rozwój i tego gorąco CI życzę Odpowiedz Link Zgłoś
mruwa9 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 08:53 caly ten watek powinien byc przestroga dla mlodych kobiet, wchodzacych w zwiazki i zakladajacych rodziny. Jestem w podobnym wieku (przekroczylam 40..). Trojka dzieci, w tym dwojka specjalnych potrzeb, w tym jedno dosc gleboko niepelnosprawne. I poczucie, ze jestem szczesliwa, ze nasze zycie, nas, jako rodziny i kazdego z osobna , znajduje sie w stanie rownowagi. Zadne z nas nie musialo sie wyrzec siebie i swoich planow na zycie. Udalo sie wypracowac kompromis, uwzgledniajacy potrzeby wszystkich. Ale byl to dlugi proces dojrzewania sie i docierania. Ja nigdy nie mialam parcia na bycie niezastapiona matka-Polka (co zawsze budzilo zgorszenie mojej matki). Od urodzenia pierworodnego nauczylismy sie, ze dziecko ma dwoje rownorzednych rodzicow, o rownorzednych prawach i obowiazkach wobec potomstwa. Tylko w karmieniu piersia bylam niezastapiona, w calej reszcie- nie. Takie myslenie pomoglo w szybkim powrocie do pracy, bo przeciez ojciec jest rownie wlasciwa osoba, zeby zajmowac sie dziecmi i domem. Pracowalismy na zmiany, np. jeden dzien ja, wtedy maz zajmowal sie dziecmi i domem, kolejnego dia zmiana. Taki system nie wybil mnie na dlugo z rynku pracy, a meza uczynil wspolodpowiedzialnym za funcjonowanie rodziny, domu i wychowanie dzieci, a nie tylko dostarczycielem gotowki do domowej kasy. W efekcie kazde z nas ma czas na dom i bycie z rodzina i czas na swoja prace, pasje, hobby i inne mniejsze lub wieksze przyjemnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
nowi-jka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 08:58 no ktos kto moze pozwolic sobie zeby pracowac jeden dzien a drugi nie to raczej nie zrozumie nikogo "na etacie" Odpowiedz Link Zgłoś
evee1 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 09:34 Ale sa tez takie rodziny, gdzie maz moze nie robi oszalamiajacej kariery (ktora mu potem do lba uderza jak woda sodowa), ale oboje pracuja w normalnym etatowym wymiarze godzin i oboje dziela sie obowiazkami domowymi. Czasami szala sie przychyla na strone jednego czy drugiego, ale w ostatecznym rozrachunku oboje uczestnicza. Niestety samo to czesto nie przychodzi, tylko wymaga kompromisow po obu stronach. Przyznam szczerze, ze ja nie potrafilabym sie poswiecic tak calkiem domowi, dzieciom i a juz szczegolnie mezowskiej karierze. Moze dlatego, ze dla mnie dosc wazne jest moje zycie zawodowe i satysfakcja, ktora mi ono przynosi. Mimo mojej pracy zawodowej z dziecmi mam dobry kontakt i wcale nie musze sie z nimi specjalnie umawiac na rozmowe . W pewnym sensie rozumiem autorke watku, ktora obudzila sie i zastanawia sie gdzie jej zycie (zawodowe) ucieklo. Niestety "wysokiego szczebla menedzer" i na dodatek rzucajacy zenujacymi tekstami (sorry, ale tak uwazam) maz dodatkowo te frustracje poglebia. Ale nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba patrzec w przyszlosc. Faktycznie warto pomyslec o jakiejs karierze, studiach czy biznesie, ale dla siebie, nie dla pozyskania dobrej opini malzonka. Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
mruwa9 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 09:44 Niezaleznie od tego, czy kariera meza moze byc, czy nie moze byc oszalalmiajaca, kariera zony jest nie mniej wazna od mezowskiej. Kazde z malzonkow musi to zrozumiec, zeby wypracowac kompromis. To sprawdzian dojrzalosci zwiazku i dojrzalosci partnerow. Nad tym trzeba pracowac. Odpowiedz Link Zgłoś
pinkdot Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:48 > no ktos kto moze pozwolic sobie zeby pracowac jeden dzien a drugi nie to raczej > nie zrozumie nikogo "na etacie" Zycie to sztuka wyborow, jezeli komus marzy sie kariera w korporacji i bycie "menadzerem wysokiego szczebla" to wiadomo, ze dla rodziny nie bedzie sie mialo zbyt wiele czasu. Albo rybki, albo akwarium. Nie fair jest moim zdaniem tez uziemianie malzonka, jezeli ten chce sie realizowac, sa przeciez nianie, ktore moga odebrac dziecko ze szkoly i sie nim zaopiekowac przez pare godzin? Mozna sie jednak spelniac zawodowo w inny sposob, ja wybralam sobie takie zajecie, ze moglam wrocic do pracy (w domu) jak moj mlodzian skonczyl 3-miesiace, wiec dziury w CV nie mam zadnej, mlody podrosl, ja pracuje juz poza domem, ambicje zawodowe w pelni zaspokojone. Zawsze mozna sie przekwalifikowac, praca "na etacie" to nie jedyny sposob na zycie. Odpowiedz Link Zgłoś
miacasa Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 09:45 Prześledziłam cały wątek. Chyba zapomniałaś co było u źródeł Twoich wyborów. Osiągnęłaś swoje cele, odchowałaś dzieci, stworzyłaś rodzinę. Miałaś parcie na karierę od początku czy teraz Cię żal ogarnął? Czy wiesz, że kobiety które mają dobry kontakt ze swoimi dziećmi żyją dłużej po śmierci męża niż mężczyźni, którym umarła żona a z dorosłymi dziećmi nie mają wspólnego języka bo się nimi w życiu nie zajmowali? Zainwestowałaś gdzie indziej i inne profity zbierzesz, będziesz brać udział w życiu swoich dzieci i wnuków, będziesz spełnionym człowiekiem a twój mąż w razie końca pracy zawodowej już się nie odnajdzie w życiu. Teraz masz czas dla siebie, możesz bardzo wiele. Poszukaj w sobie odpowiedzi na pytanie co chciałabyś robić przez resztę swojego życia. Przed czterdziestką poszłam na drugie studia, zupełnie nie związane z tymi z pierwszej młodości. Studia dzienne, tak dzienne i mimo starej matury dostałam się. Uczę się z większą gorliwością niż kiedyś. Co prawda u mnie to odmładzanie ducha poskutkowało odmłodzeniem ciała i mam w domu czteromiesięczną córeczkę a na uczelni urlop dziekański ale nie tracę nadziei, że po ukończeniu tych studiów uzyskam prawo do wykonywania wymarzonego zawodu. Kariery zawodowej nie planuję, chciałabym tylko robić to co mnie porywa i dalej pomagać moim dzieciom (9 i 7 lat) Odpowiedz Link Zgłoś
ledzeppelin3 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 09:58 Żyłaś po to, żeby Misiu był zadowolony. Wcześnie założyłaś rodzinę, skoro jesteś przed czterdziestką a dziecko ma 16-17 lat. Rada: dzieci są już duże, dz\adzą sobie radę, zacznij wymagać. Za swoją pracę na etacie domowym należy Ci się teraz podniesienie kwalifikacji zawodowych za pieniądze wspólnie przez was wypracowane przez\ lata. Studia podyplomowe/ studia MBA/ kursa w działce w której pracujesz- zalezy od ciebie. Pogadaj z mężem, że za etacik pt niania-sprzątaczka-kucharka przez x lat odbierasz teraz swoje. Odpowiedz Link Zgłoś
kajos5 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 09:54 5aronia napisał(a): > Kajos, to ciekawe, skończyłaś studia, a teraz w tej samej dziedzinie "robisz" t > echnika? to chyba na odwrot się raczej robi > > jak mozesz napisz więcej-bez złośliwości pytam, tylko tak ze zwyklej ludzkiej c > iekawości > no i piszesz, ze masz podobnie -czyli tez gdzieś tam w tyle za mezem zostalas? > jesli tak, to fajnie, ze sobie radzisz i coś robisz dla siebie, też bym chciała > mieć taka energię, kurcze u mnie jest chyba ten problem, ze czuję się jakaś wy > palona i wycisnieta z tej energii to "podobnie" dotyczyło postu do którego się odnosiłam - czyli że podobnie jak autorka mam 36 lat i znów sie uczę. Co do technika to skończyłam biologię i pracuję w firmie z artykułami dla weterynarzy, a teraz będę technikiem weterynarii i być może już po wakacjach zacznę pracować w przychodni dla zwierząt A co do męża to ja nie mogę narzekać bo on zawsze się angażował w sprawy domowe - czasem nawet bardziej niż ja bo on pracuje w domu. Ale zawsze mu zazdrościłam, że robi coś co naprawdę lubi i sprawia mu przyjemność. Mi bardzo tego brakowało - marzyłam o pracy w lecznicy od bardzo dawna, ale wydawało mi się to nierealne. Więc kiedy w pobliskim mieście otworzyli zaoczne studium byłam przeszczęśliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
anaisanais Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 10:12 Ale wcale to twoje zycie nie jest przegrane, osiagnelas pewien punkt w koncu zdalas sobie sprawe ze w siebie sama tez trzeba inwestowac ale przeciez zycie sie nie konczy i masz tylko 40 lat, wielu ludzi potrafi nawet w pozniejszym wieku zaczac od nowa. Moim zdaniem powinnas wygarnac to mezowi bo inaczej ci bedzie lezalo i dzielic z nim obowiazki teraz tez, np. te domowe. Piszesz o nim jak o obcym ale dalej jestescie razem tak? Masz w sobie duzo zalu nie dus go. A poza tym zacznij wychodzic powoli do ludzi, na pewno masz jakis znajmych, moze dawno nie widzianych ale moze moglabys odswiezyc kontakt, nie trzeba od razu tabunow wystarczy jedna osoba. A jak nie ma to nawet idz sama do kina ale probuj zyc nie siedz w domu, albo jakis kurs nawet jezyk, gotowanie cokolwiek poznasz kogos. A prace na pewno znajedziejsz teraz jestes juz dyspozycyjna, w sumie w tej jednej mialas szanse na awans na lepsze stanowisko to znaczy ze jestes dobra, a moze w nastepnej pracy okazja sie powtorzy. Nie wiem czy teraz pracujesz czy nie ale po prostu rozgladaj sie powoli i wybierz to co czujesz ze pozwoli ci sie rozwinac. Moze jakies kursy doksztalcajace itp? Naprawde 40 lat to nie koniec swiata!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 10:54 anais, a dlaczego uwazasz, ze piszę o mężu jak o obcym? hmmmm, zastanowiło mnie to Co - jak piszesz - wygarniecia mu to próbowałam nie raz i nie dwa, ale on jakoś slabo przyjmuje to do wiadomości, poyrafi np powiedzieć: przecież nie musialas tyle czasu dzieciom poświęcać to kto do jasnej cholery mial im ten czas poświęcać skoro jego nie bylo?????? krasnoludki???'? zapomniał juz jak dzwonil wieczorem ze a to z Krzyskiem jeszcze na piwo wyskoczy, a.to że wazny klient i na kolacje z nim trzeba pójść, a to ze na 3 dni jedzie na integrację z zespolem, a to ze na 2 dni wyjazd bo mają podsumowanie kwartalu półrocza , roku czy czego tam jeszcze no i kto mial z tymi dziećmi siedziec?? gdybym wziela opiekunke i mnie tez by ciagle nie bylo w domu to te dzieci nie dosc ze ojca nie mialy, to jeszcze i matki by nie miały a przeciez dzieci potrzebują normslneggo domu, ciepla, obiadu, normalnego ustalonego rytkuvdnia, bo to im daje poczucie bezpieczeństwa, zeby ktos z nimi sie pobswil, porobil zabawki na choinke, pokazal jak sie maluje, nauczyl jezdzic na rowerku itp a moj mąż kotzystal ile wejdzie BO MU BYLO WYGODNIE, a teraz ma chyba skleroze bo juz o tym ZAPOMNIAŁ, bo teraz juz nie jestem tak potrzebna do pilnowania dzieci, zeby on mogl swobodnie hasac, bo dzieci juz same sie pilnują a jemu TERAZ PAMIĘĆ SZWANKUKE Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 10:58 kurcze, przepraszam was za te literowki, ale w pracy piszę i ciągle mi ktoś za plecami chodzi, nie bardzo mam czas spr pisownię ale mam nadzieję, ze piszę zrozumiale Odpowiedz Link Zgłoś
lejla81 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:14 Nie czytałam całego wątku, więc nie wiem, co Ci dziewczyny radzą. Jestem w trochę podobnej sytuacji, tylko trochę, bo jestem dziesięć lat młodsza od Ciebie i na pracę na razie nie mogę narzekać, ale... jestem sama z czterolatkiem. Wszystkie moje przyjaciółki, rodzina zostały w innym mieście, widuję się z nimi raz na pół roku. Ojciec zabiera synka sporadycznie i rzadko na noc. Ciężko mi gdzieś wychodzić, kogoś poznawać. Co zrobiłam? Przede wszystkim zaprzyjaźniłam się z ludźmi ze swojej pracy, a mam naprawdę fajną ekipę. Można ich zaprosić do domu, zrobić jakąś imprezę. Rzecz druga - zapisałam się na fitness i siłownię. Całe szczęście jest u mnie takie centrum sportowe z salą zabaw dla dzieci. Syn się bawi, a ja wyciskam z siebie siódme poty. Są tam i ludzie, z którymi można pogadać i przede wszystkim po wysiłku fizycznym człowiek czuje się o niebo lepiej. Uwierz mi - od razu przeszły mi wszystkie doły. Kolejna rzecz - odnawiam stare znajomości. Okazuje się, że wiele z moich dawnych znajomych chce bliższych kontaktów ze mną (zwłaszcza męska część - ale ja jestem samotna, więc mogę sobie na to pozwolić ) Twoje życie wcale nie jest przegrane! Odpowiedz Link Zgłoś
czarne-jagody Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:41 Z twojego opisu twoje zycie wydaje sie być udane a nie przegrane. Dwoje już duzych dzieci, dobrze wychowanych juz prawie samodzielnych, maz robiący kariere na stanowisku, co za tym idzie pewnie macie bardzo dobre warunki materialne. Ty sama masz pracę , nie jesteś kurą domową, nie jestes stara, prace możesz zmienić na lepsza. Jedno z dwóch albo jestes malkontentka i ze wszystkiego bedziesz niezadowolona albo nie piszesz wprost nie układa Ci się z meżem. W twoim zwiazku panuje jakaś chora rywalizacja, mąz Cie nie wspiera i z tąd ten kryzys. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:04 ano właśnie nie wspiera mnie, a coraz częściej zsuwazam jego delikatne, zawoalowane docinki oprócz tych docinkow jest jeszcze to jego wywyzszanie sie jaki to on "manager" nie jest dzwonił do mnie kilka dni temu ok 19 czy 20, jakos tak i pyta bardzo zdziwiony czemu ja nie jestem w domu (tonem z lekką pretensją i tak jakbym była ptzyklejona na stałe do tego domu a tu nagle klej odpuścił i się odkleilam) na to ja pytaniem na pytani odpowiedzialam: a dlaczego TY nie jesteś w domu? (z naciskiem na TY) on: bo ja wracam z pracy ja: ja tez wracam z pracy on: ale prace skończyłaś 2 godziny temu ja: z tego co wiem to ty też skonczylees 2 godziny temu on: ale ja jeszcze musiałem coś załatwić i dluzej mi zeszło ja: wyobraz sobie ze ja też musiałam cos zalatwic on: ty????? a co ty tam mozesz zalatwiac??? I CO WASZYM ZDANIEM Z TAKIEGO DIALOGU WIDAC? bo moim, ze on MOŻE mieć WAŻNE sprawy, a moje mozna zbagatelizowac i yraktowac lekko i poblazliwie wiecie co, jak bylo tak głośno o książce D Wałęsy to ktoś tu zalinkowal dlalog jej męża z dziennikarzem i na pytanie dziennikarza czy Walesa czytal książkę swojej zony przrd wydaniem, on odpowiedział: "a cóż też ona mogla tam napisać" Ja tu niestety widzę podobieństwo Odpowiedz Link Zgłoś
ciastolina84 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:14 też bym się wkurzyła, ale tak naprawdę twoja samoocena nie musi zależeć od męża. Mąż jest tylko menagerem na wysokim stanowisku, a ty dobrą matką i dobrym pracownikiem w swojej pracy. Musisz szukać wewnątrz siebie powodów do wspierania swojej samooceny a nie oczekiwać od innych że je zauważą. Z tego co piszesz to jesteś obecnie niezależna finansowo. może idź do kosmetyczki, fryzjera, na jakiś masaż, zrelaksuj się, kup sobie seksowną bieliznę i zamiast się kłócić z mężem tudzież przygryzać sobie spędźcie ze sobą miły wieczór i pogadajcie później w pokojowych warunkach o tym co Ci się nie podoba w waszych kontaktach. Odpowiedz Link Zgłoś
czarne-jagody Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:18 Więc jest tak jak myslałam, mąż manager, któremu poprzewrało sie w głowie od nadmiaru sukcesów, nie zauważa juz wkładu żony we wspólne życie rodzinne. Pozostaje wam praca nad zwiazkiem o ile mąz zauwazy potrzebe i sie wysili. A ty głowa do góry i inwestuj w siebie, nadszedł na to czas. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:43 > on: bo ja wracam z pracy > ja: ja tez wracam z pracy > on: ale prace skończyłaś 2 godziny temu > ja: z tego co wiem to ty też skonczylees 2 godziny temu > on: ale ja jeszcze musiałem coś załatwić i dluzej mi zeszło > ja: wyobraz sobie ze ja też musiałam cos zalatwic > on: ty????? a co ty tam mozesz zalatwiac??? Co na ten temat myślę- już napisałam- jesteś wtłoczona w rolę "darmowego robotnika domowego" i każde odstępstwo od roli jest karcone. Odpowiedz Link Zgłoś
nowi-jka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:54 : ty????? a co ty tam mozesz zalatwiac??? -a za poledwiczka stoje bo menadzerowi TAKIEGO szczebla to przeciez cos smacznego sie nalezy a niestety tylko ja umiem mu dogodzić - najlepsza z żon Ja, majac normalne stosunki z M to jakos nie ogarniam takiej sytuacji. Albo bym tego nie wyłowiła w rozmowie albo bym uznała to za zart, na pewno by mnie to nie zabolało. Moze ty juz nie kładź do tego menadzerskiego łba ze cie to boli bo moze o to chodzi ze on wie gdzie uderzyć. Ja naprawde zawalczyłabym jego bronią. Cały czas bym podkreslała ze zona kogos takiego to nei byle kto ze musi wygladac musi bywać. Wyłozyłabym sie po zakupach (dla niego najlepszych i najswiezszych bo to menadzer wyszego szczebla) na sofie i poprosiła o zrobienie kawki bo "tak sie za tymi poledwiczkami nalatałam, no ale wiesz przeciez dla ciebie nie kupie pierwszych lepszych, przeciez ty musisz zjesc wreaszcie cos domowego te lancze wszystkie to mrozonki, geslerowa przeciez teraz obnaza co to si edzieje w tych restauracjach, tak sie nalatałam, zrób prosze mi kotku kawke taka jak tylko ty potrafisz zrobić" Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 13:07 I jeszcze jedno. Potrzeby męża były zawsze na 1 miejscu. Więc uznaje to za naturalną kolej rzeczy. Potrzeby dzieci zspakajałaś Ty. Pokazał Ci tylko twoją pozycję w stadzie. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 13:35 purpurowa komnato piszesz,ze znasz taką rodzinę, napisz wiecej jak to się u nich odbywalo i tak jak piszesz, to odstępstwo od roli chyba rzeczywiście mu przeszkadza, bo pare razy ostatnio po pracy gdzieś poszlam, glownie do parku tsk povhodzic, i wróciłam do domu pozniej niz on sie przyzwyczaił i za kazdym razem było zdziwienie i to wielkie zdziwienie, ze JA MOGĘ PO PRACY GDZIES POJSC, a on nie ma nad tym kontroli cos mam wrazenie, ze on chciałby znac kazdy moj krok i miec pełną kontrolę nsd tym co i kiedy mam robić bo u nas to ja zawsze bylam przewidywalna, zawsze bylo wiadomo gdzie jestem i co mniej więcej o danej porze robię, nigdy nawet do mnie nie dzwonil z pytaniem gdzie jestem, bo zawsze WIEDZIAŁ, ze do tej i do tej godziny jestem w pracy, ppyem po drodze zakupy obok domu, potem o tej i o tej wiadomo bylo, ze robie obiad, potem jakies czynnosci domowe lub spacer z dziecmi i tak dalej i nigdy sie nie musia zastanawiać, ze moze właśnie siedzę w knajpie i popijam drinki z palemka w towarzystwie kolegow z pracy a teraz moje pozniejsze przyjście z pracy jest dla niego czymś nowym, bo jak to mnie nie ma?????????? on sie nadziwic nie moze, ze jak to? powinnam o tej porze zapieprzac w kuchni zebu z obiadem zdążyć, potem ma mopie pojeździć bo a potem stertę ubrań uprawiac, a mnie nie ma, no nie do pomyślenia nsgle coś mu sie zaczelo burzyć w tym poukladanym zyciu domowym i chyba trudno mu sie z tym pogodzić Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 13:52 Nie chcę się już zagłębiać w szczegóły, bo to nie ma sensu i nigdy się nie zrozumiemy, ale jedna ważna uwaga. Jeśli myślisz, że teraz, po latach, swoim stawianiem się - uświadomisz Panu swój przeszły wkład w wychowanie dzieci, - skłonisz go do okazania Ci większego szacunku, - a być może także do częściowej zmiany nastawienia i zachowania względem Ciebie to się niestety bardzo mylisz. Popatrz co się teraz dzieje w stadle małżeńskim Lecha Wałęsy. Jego żona usiłowała coś mu wykrzyczeć i jaki jest tego efekt? Publiczne poniżanie żony, knajackie dowcipy pod jej adresem i ostentacyjne manifestowanie swego obrażenia. Powiedział, zdaje się, że tylko Bozia w klapie trzyma go jeszcze przy tej kobiecie. Twój mąż jak będziesz mu wierzgać, nie tylko wstecznie nie doceni Twego poświęcenia, ale po prostu wymieni Cię na nowszy model, który nie dziamga, nie złorzeczy, nie wypomina - za to ma jędrne ciało, apetyt na zabawę i młodzieńczą pogodę ducha. To jest schemat powtarzalny do bólu tysiące razy, więc nie idź dotychczasową drogą, którą fałszywie suflują Ci forumowe Panie, bo zamiast katharsis wpadniesz w jeszcze gorsze odmęty zgorzknienia i frustracji. Powtarzam jeszcze raz - awantury trzeba było robić w swoim czasie. Teraz gadaniem o przeszłości wzbudzisz jedynie irytację męża i jego trwałe znudzenie swoją osobą. Żyj dla siebie i wyciśnij z życia ile możesz, ale nie staraj się poniewczasie naprawić męża, bo jest to działanie bezskuteczne, które może się obrócić wyłącznie przeciwko Tobie. EOT Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 14:28 "Twój mąż jak będziesz mu wierzgać, nie tylko wstecznie nie doceni Twego poświęcenia, ale po prostu wymieni Cię na nowszy model" Siedź grzecznie- buzia w kubeł-bo Cię wymieni Pan i Władca. Pewnie... Odpowiedz Link Zgłoś
jamesonwhiskey Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 15:42 > Siedź grzecznie- buzia w kubeł-bo Cię wymieni Pan i Władca. > > Pewnie... no tak , w negocjacjach trzeba miec jakas karte przetargowa ona nie ma zadnej , wiec jak to sobie wyobrazasz darciem ryja nic nie zdziala Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 14:28 Toż ona nie ma awantur robić, a szykować sobie szybkim truchtem, i raczej po cichu, jakiś życiowy backup. No, otrząsnąć się i stanąć na własnych nogach. Ewentualnie próbując, ale także bez awantur, poprawić swoją sytuację, choć z takim facetem - podobnie jak ty, nie wróżę sukcesu. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 15:46 Nie mam dobrych informacji. Pani się zaparła- nawet kosztem swojego zdrowia, skończyła kolejne studia.Pan się nie pogodził z tym- nie wspierał, raczej przeszkadzał. Pomogli jej rodzice. Zawodowo awansowała-ale wtedy zdała sobie sprawę,ze nie chce już takiego życia- jest w stanie utrzymać siebie i dzieci. Pani chce rozwodu. Pan zaczął żonę traktować wreszcie jak równą sobie (bo osignęła sukces)i pragnie odzyskać żonę- tylko żona już nie bardzo chce.... Odpowiedz Link Zgłoś
d.o.s.i.a Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 13:52 Jakby mnie maz uraczyl takim dialogiem, to bym go potraktowala wyrafinowana riposta wujka Staszka, a nastepnie podala obiad w misce dla psa i ulozyla mu legowisko w przedpokoju. Z dobitnym zaznaczeniem, ze ma dzien na pokajanie sie i przeprosiny, jesli nie chce aby miska i legowisko zostaly wyniesione do budy przed domem. Odpowiedz Link Zgłoś
ania_dentystka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 14:42 Moim zdaniem nie trzeba dopuszczać do takiego dialogu. On pracuje. Ty pracujesz. czyli oboje pracujecie. Oboje macie obowiązki. Obowiązki i prawa. Na pytanie dlaczego Ty nie jesteś w domu odpowiedziałabym, że jestes u kosmetyczki, w kinie a jeszcze lepiej na treningu. Faceci z niewiadomego powodu odczuwają coś w rodzaju respektu i podziwu dla kobiet uprawiających sport. Oświadcz mężowi, że 2 razy w tygodniu trenujesz siatkówkę/gimnastykę/chodzisz na basen itd a w soboty czy niedziele ( a najlepiej i wtedy i wtedy) idziesz do pobliskiego lasu czy parku z kijami. Jeśli chce może Ci towarzyszyć, bo brzuch u niego ciut za duży, ruch to zdrowie a zagrożenie zawałem z wiekiem rośnie, a jak nie chce iść to nie. Kup taśmy( gum) - wydatek ok 15 z i wieczorami ćwicz. Przy muzyce. Chce coś tam- niech sam sobie zrobi albo poczeka do końca treningu. Poprawisz sylwetkę,mor zyskasz szacunek faceta. Obiecuję. Odpowiedz Link Zgłoś
firstname Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:53 5aronia napisał(a): > no i kto mial z tymi dziećmi siedziec?? gdybym wziela opiekunke i mnie tez by c > iagle nie bylo w domu to te dzieci nie dosc ze ojca nie mialy, to jeszcze i mat > ki by nie miały > > a przeciez dzieci potrzebują normslneggo domu, ciepla, obiadu, normalnego ustal > onego rytkuvdnia, bo to im daje poczucie bezpieczeństwa, zeby ktos z nimi sie p > obswil, porobil zabawki na choinke, pokazal jak sie maluje, nauczyl jezdzic na > rowerku itp > No widzisz!!!!I sama sobie odpowiedzi udzieliłaś!!!! Musiałas siedzieć z dziećmi żeby je wychować i zapewnić im normany dom i Ty twierdzisz że masz przegrane życie a mąż taki światowy i tyle kontaktów ma. A może za 10 lat, albo 20 mąż sie obudzi z przysłowiową "ręką w nocniku" i powie "kurde, nie znam wcale moich dzieci a one mnie, nie mam o czym z nimi gadać bo zamiast się z nimi pobawić siedziałem na piwie z kolegami i spotykałam się z ważnymi klientami". Wolałabym mieć gorsze Cv i świadomość że wychowałam dzieci jak należy i nie zrobił tego za mnie telewizor i komputer. Myslę że bardzo nie doceniasz samej siebie skoro piszesz tak o swoich dokonaniach i byc może dlatego też mąż je olewa??Ja jestem 12 lat młodsza od Ciebie i obecnie też siedzę w domu z dzieckiem, nie mam mozliwości zostawić małej u babci a na przedszkole jeszcze za wczesnie. Też będzie u nas tak, że to mąż będzie robił wieksza karierę, ale to on ma wiekszy dochód i to od jego dochodu zależy ile oszczędzimy w miesiącu, czy dziecko będzie miało zapewniony byt itp. Co by było u was jakbyś ty równolegle z mężem robiła karierę? czy nie ucierpiałyby na tym dzieci i domowy budżet?? niestety w Polsce kobiety zarabiają mniej i sytuacja jak dotąd się nie zmienia i pewnie jeszcze długo będziemy czekać aż się zmieni. Teraz jak jesteś już dyspozycyjna możesz przecież poświęcić czas na doszkalanie się i szukanie nowej pracy. Być może otworzenie wlasnej działalności było by ok? Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:22 Obawiam się,że Twój mąż "policzył sobie" co w życiu osiągnęłaś Ty co on. Wychodzi mu,że to on wygrał. Raczej nie sądzę żeby docenił Twój wkład w to wszystko- trochę na zasadzie "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść"-co więcej nie sądzę aby łaskawym okiem spojrzał na wykorzystywanie "jego" pieniędzy na Twoje dokształcanie się- bo to będzie oznaczało mniej czasu Twojego do prac domowych np. a on raczej się nie kwapi w przejęciu chociaż części z nich. Po drugie on nie będzie mógł być już domową gwiazdą- jeśli Ty zaczniesz mieć sukcesy n polu zawodowym. Piszę to z obserwacji podobnej rodziny. Moja rada- pomyśl o sobie - o swoich przyjemnościach i dalszej edukacji. Fochami męża się nie przejmuj. Nie daj sobie wmówić,że on jest kimś bo doszedł do tego swoją pracą. On doszedł do tego WASZĄ pracą. Gdyby nie Ty nie udałoby się to. Ja bym niestety nie liczyła na zrozumienie męża. Twoje szczęście zależy od Ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
anaisanais Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 13:22 No takie odnioslam wrazenie bo jakos nie piszesz jak z nim spedzasz czas itp tylko raczej mam wrazenie ze pan maz sie pojawia wieczorem i kladzie na kozetce. Jak cie czytam w tych postach ponizej to az mnie zatchnelo. Twoj maz cie po prostu dewaluuje, to jest jakas zla relacja, ludzie w dobrym zwiazku wspieraja sie a nie dogryzaja sobie i dowartosciowuja sie czyims kosztem! Ja bym na twoim miejscu wlascicwie sie zastanowila co jest u ciebie tak naprawde tym problemem, brak kariery czy toksyczny maz ktory ci pokazuje jak to na polu zawodowym nic nie potrafisz i nie nadajesz sie. Czy ty pragniesz teraz tego rozwoju zawodowego dla siebie czy zeby mu udowodnic, bo jak tak to znow mozesz zaprzac sie w cos co nie jest tak naprawde twoje ale robisz dla kogos innego. Musisz sie zastanowic nad tym mezem, moze faktycznie terapia pozwolilaby uporzadkowac pare rzeczy? Wiele osiagnelas w zyciu, fajne dzieci, teraz masz prace i mimo ze moze nie jest jakas super, jestes ceniona tak? To tez jest wazne. Skup sie na sobie teraz naprawde jest juz czas a relacje z mezem pod lupe bo zycie z kims kto krytykuje i umniejsza naprawde na nas dziala i sami zaczynamy sie tak postrzegac, co widac u ciebie. Nasza wlasna ocena nie moze zalezec od tego ile spotkan sluzbowych mialam w tym tygodniu i ilu mam klientow. Musisz znalezc wartosc w sobie, bo jest !!!! Odpowiedz Link Zgłoś
dam.sobie.rade Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:52 Czuje sie bardzo podobnie... Za chwile skoncze 40 lat, pracuje w bibliotece szkolnej, nie spelniam sie w tej pracy, mecze sie ale trwam... Skonczylam inne studia ale z braku pracy w moim zawodzie wzielam prace w bibliotece, skonczylam podyplomowke i tak to trwa od 10 lat. Jest to praca za niewielkie pieniadze i za chwile moge zostac z polowka etatu... Do tego mam male dziecko - albo tez na szczescie, bo udalo mi sie urodzic "w ostatniej chwili". Praca wpedza mnie w depresje ale musze zarabiac. I tak od wielu miesiecy mysle co mam zrobic? Nie wiem w czym moglabym sie odnalezc, a juz nie chce robic czegos z przymusu, bo sie wykoncze. z kolei to, co daje mi radosc i mnie wciaga raczej dochodu mi nie przysporzy... Teraz mam roczny urlop, moglabym cos zaczac - ale jak wybrac cos, co da mi spelnienie + utrzymanie? Odpowiedz Link Zgłoś
ciastolina84 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:58 A może więcej pewności siebie i entuzjazmu?? Wiem że to łatwo tak mówić, ale bez tego zazwyczaj trudno robic coś co się lubi i się z tego utrzymać. A może najpierw oprócz pracy w bibliotece zacznij sobie dorabiać poprzez właśnie robienie tego co daje ci radość i zobacz czy to jest rzeczywiście niedochodowe. Odpowiedz Link Zgłoś
anaisanais dam sobie rade 12.06.12, 13:25 ja sie podpisuje pod postem wyzej moze daloby sie na boku robic cos co cie kreci i moze sie rozkreci na dobre? nie wolno rezygnowac z marzen! Odpowiedz Link Zgłoś
jakbabciekocham Re: dam sobie rade 12.06.12, 20:20 nie wolno rezygnowac z marzen! - Józiu, a ty masz marzenia? - Tak, chciałbym przestać pić. - To nie pij. - Ale jak tu żyć bez marzeń? Taka mała dygresja, nie mogłam się powstrzymać. A co do wątku: Autorko, stajesz przed nowym etapem życia; to co wystarczało wcześniej (kiepska praca + dobrze prowadzony dom) przestaje Ci wystarczać. I stoisz przed wyborem co dalej zrobić. Dobrze radzą dziewczyny: wykorzystaj moment i rozwijaj się (studia, kursy). Ścieżka rozgoryczenia (gdzie bym była gdybym przed laty wybrała inaczej, to jego wina itp.) prowadzi tylko do większego rozgoryczenia, zabiera Ci energię do tego rozwoju, do patrzenia w przyszłość. Co było nie wróci i szaty rozdzierać by próżno, jak śpiewał artysta. 40 lat to środek życia, a nie jego koniec. Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
lineczkaa Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:54 5aronia napisał(a): > a mnie pozostało... zwykła praca biurowa, perspektywy średnie, kontaków z ludzm > i nie wypracowałam, znajomych mało a nawet bardzo mało, siedzę w chałupie na du > pie wieczorami, a on ato kolacja z klientem, a to służbowe wyjście na kręgle, a > to jakiś wyjazd, ciągle coś się u niego dzieje, a u mnie pustka, poza średniąś > pracą nie mam nic, on ciągle gdzieś pędzi, ciągle ktoś do niego dzxwoni, ciągl > e z kimś się umawia i moje życie przy jego życiu wydaje się nudne, szare, nijak > ie Piszesz jak o koleżance, a nie jak o mężu. Jesteście małżeństwem i oczywiście część rzeczy robi się osobno, ale między innymi po to stworzyliście związek, żeby być r_a_z_e_m. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 11:59 Aha, aha, i z tego bycia r_a_z_e_m pan mąż wkręcił 5aronię w rolę Lynette Scavo? W filmie wiadomo, bajkowo, Lynette jeszcze się odbiła od dna - autorce życzę, aby zaczęła walczyć o swoje (jak napisał ktoś wyżej, teraz studia MBA albo inna podyplomówka, oraz cokolwiek tam sobie wymyśli dla własnego rozwoju). Odpowiedz Link Zgłoś
lineczkaa Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:44 hellulah napisała: > Aha, aha, i z tego bycia r_a_z_e_m pan mąż wkręcił 5aronię w rolę Lynette Scavo ale przepraszam, pani ma o coś do mnie pretensje? czy w podobnej sytuacji, że tak się uniosła? Pan mąż wkręcił? Związał, pobił, zagroził odebraniem dzieci i pani żona nie mając wyjścia się poddała woli pana męża? Odpowiedz Link Zgłoś
brownbutterfly Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 12:53 Czy autorka wątku realizując się tak jak mąż utrzymała by rodzinę na takim poziomie materialnym na jakim jest teraz?? Jeśli tak to rozumiem rozgorycznie, jesli nie i rodzina miałaby przez to głodowac to uważam pretensje autoki za irracjonalne. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 13:19 Naprawdę uważasz, że się uniosłam? hmm ciekawe. Nie, nie uniosłam się, ani nie mam jakichś pretensji - jest dyskusja, dodaję swój głos, proste. Nie muszę być w identycznej sytuacji, aby zabierać głos. > Pan mąż wkręcił? Związał, pobił, zagroził odebraniem dzieci i pani żona nie maj > ąc wyjścia się poddała woli pana męża? Ani ja, ani ty tak naprawdę nie wiemy. Mogę przypuszczać, że na początku układ był nieco inny - pani poddała się woli męża, bo mąż potrafił początkowo odpłacić się emocjonalnie, docenić, pochwalić. być wdzięcznym za pomoc; być może układ był taki, że pani miała - po początkowym okresie upupienia przy dzieciach - odbić się, wrócić do obiegu zawodowego (tyle, że panu się z czasem spodobało bycie dominującym samcem-och-menadżerem-och-"w pozie człowieka sukcesu"). "Bycie razem" powinno działać w obie strony, np. tak, że pan teraz zajmie się bardziej domem a panią pośle na studia MBA, a nie tylko tak, że pani ma się cieszyć z pana i dzieci, i potulnie godzić z utratą kariery, na której ewidentnie jednak jej zależy. Naprawdę uważasz, że ta pani x lat temu świadomie wybrała sobie rolę niedocenionego drobiu domowego na łasce pana męża (acz trzymanego w wersji "z wolnym wybiegiem")? Ok, ja uważam inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
amonette Kryzys wieku średniego jak nic 12.06.12, 14:00 Facet kupuje motor najczęściej jako lekarstwo. A ty - ja bym zaczęła od szkoleń, ale jakichś praktycznych, certyfikujących. Może małą zmiana branży? Problem to ty masz z "panem managerem" (sorry, ale palant z opisu), a nie ze zmarnowanym życiem. ZDROWE odchowane dzieci, młoda kobieta - co to za lamenty? Kop w d... ode mnie na szczęście. Odpowiedz Link Zgłoś
daisy Re: Kryzys wieku średniego jak nic 12.06.12, 14:37 Otóż to, słabym punktem całej sprawy nie jest przegrane życie (bo przyniosło dobre rzeczy) ale małżonek i wasze wzajemne relacje. Autorko, masz kłopot nie z życiem i karierą, ale z mężem, dla którego stałaś się najwyraźniej nieopłacaną pracownicą domową (nie partnerką, ukochaną, towarzyszką życia) i zamierza utrzymać cię w tym trybie. Uświadom to sobie i zastanów się, czy macie szanse na odbudowanie przyzwoitej relacji, czy należy machnąć ręką i zająć się sobą, korzystając przy tym ile się da ze WSPÓLNIE WYPRACOWANEGO majątku. Z dotychczasowych opisów wygląda na to, że chyba to drugie... Odpowiedz Link Zgłoś
zuzanna56 Re: Kryzys wieku średniego jak nic 12.06.12, 15:24 Nie wiem, co ci poradzić. Też jestem po 40, też mam dwoje dzieci nastoletnich, trochę młodszych, zawsze pracowałam, mąż także, w domu w miarę po równo, dziećmi opiekowaliśmy sie podobnie, ja rzadko brałam zwolnienia, ale jeśli trzeba było to raczej brałam ja, mąż czasami brał urlop z powodu chorób dzieci (rzadko chorowały). Mąż ma dobre stanowisko, choć nie jest wysokiej klasy menadżerem, ja uczę angielskiego w liceum i na uczelni, mam ponad 1,5 etatu. Nie wiem, jak to się stało, po prostu nigdy nie uważałam się za gorszą, nigdy nie uważałam, że to ja muszę ugotować obiad, posprzątać, pozmywać. Mąż też to robił, bo ja miałam swoją pracę zawodową. Jakoś się tymi sprawami dzieliliśmy i tak zostało. Odpowiedz Link Zgłoś
ania_dentystka Re: Kryzys wieku średniego jak nic 13.06.12, 18:28 U nas 3/4 obowiązków spada na mnie. Mąż lata więc będąc między dwoma kontynentami raczej nie pójdzie na wywiadówkę. Mąż jest głównym żywicielem rodziny, ja pracuję 3-5 godzin dziennie- próbowałam więcej, ale nie dawałam rady. Nie czuję się z tego powodu gorsza ani poszkodowana. Odpowiedz Link Zgłoś
kamelia04.08.2007 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 15:22 dziwne masz podejscie do sukcesu zyciowego. Na prawde tak ci imponuja te kolacyjki z klientami? to gledzenie o nowym "bardzo waznym zadaniu"? Co jest w nich takiego, ze ty, ktora przez te lata mialaś dom i dzieci na swojej głowie, czujesz sie przegrana? Twój mąz jest Einsteinem, Sklodowską-Curie, a moze mysli jak zwalczyc głód w Afryce? jesli nie, to jest po prostu trybikiem w jakijs firmie i tyle. Manager, nie manager, ale jego praca polega na tym, by kilku na górze wozilo sobie zadki jeszcze lepszymi autkami. Ty co masz? Wykonalas kawał dobrej roboty wychowujac dzieci i prowadząc dom. Czemu nie doceniasz tego? Praca zawodowa to owszem jakis tam rozwój osobisty, ale przede wszystkim to sa srodki na utrzymanie rodziny. człowiek wygrany, to nie jest ten, który prezesem zostal, ale ten kto zyl w miare szczesliwie, wychował szczesliwe dzieci, jakies pasje i hobby (pozazawodowe) realizował. Znajdz sobie hobby, moze pomyśl o innych studiach, teraz mozesz, bo dzieci duże..... i nie oczekuj wdziecznosci od męża, bo on ci NIGDY nie podziekuje. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 15:38 Kamelia ale to nie chodzi o te kolacyjki ptzyslowiowe, ale o całokształt, o to ze zawodowo jestem w czarnej dupie. albo niedokladnie czytalas, albo zle mnie zrozumalas, bo wydaje mi się, że dokładnie i konkretnie napisałam co mnie boli Z tym hobby to dobry pomysł tylko musze pomyslec co mogloby być Odpowiedz Link Zgłoś
kamelia04.08.2007 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 16:21 5aronia napisał(a): > Kamelia ale to nie chodzi o te kolacyjki ptzyslowiowe, ale o całokształt, o to > ze zawodowo jestem w czarnej dupie. ty zawodowo jestes w "czarnej dupie", a twój mąz rodzinnie jest w "czarnej dupie". Menedzerem sie jest dzisiaj, a jutro cię wypieprzaja, a relacje rodzinne układa sie całymi latami. Ciebie, gdyby wyrzucili z pracy, to masz problem "tylko" finansowy, a dla niego to nie tylko finanse, to wielka dziura i pustka w zyciu. Ty masz tylko 40 lat, ale dzieci juz duze w miare i mniej cie potrzebują, mozesz teraz pomyslec o swojej pracy zawodowej: studia czy kursy, zeby wyjśc z tej "czarnej dupy". > albo niedokladnie czytalas, albo zle mnie zrozumalas, przexczytałam dokładnie post, na który ci odpowiadam. Ty nie doceniasz tego co masz, a z ułudy robisz sens zycia. > Z tym hobby to dobry pomysł tylko musze pomyslec co mogloby być To byłby dobry pomysł, podróże, ksiązki, taniec, gotowanie, cos poza kieratem pracowo-domowym, co by ci przyjemnośc sprawiało. Odpowiedz Link Zgłoś
mruwa9 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 17:49 tak, ale maz swoja prace bedzie mial do emerytury lub , z racji pracoholizmu, przedwczesnej i naglej smierci. Aronia, sila rzeczy skupiona na dzieciach, doswiadczy bolesnie syndromu pustego gniazda, gdy za pare lat dzieci sie usamodzielnia i wyfruna, a ona nie stworzy sobie w miedzyczasie wentylu bezpieczenstwa, innych zajec, aktywnosci i zainteresowan. I kto wtedy bedzie w czarnej dupie? Ja aronie swietnie rozumiem, bo dla mnie rola matki i zony to za malo do szczescia. Nie przekonasz mnie, ze bycie wylacznie mama domowa to takie stymulujace i dajace tyle satysfakcji i szczescia zajecie. Mnie sie moj urlop macierzynski kojarzyl przede wszystkim z uczuciem postepujacego odmozdzenia. Dobra rzecz przez kilka- max kilkanascie tygodni, potem zaczynalam sie dusic i MUSIALAM wrocic do pracy , dla wlasnej higieny psychicznej i dla dobra calej rodziny, ktora by ze mna w domu dluzej nie wytrzymala. Szkoda tylko, ze aronia tak pozno sie ocknela, trzeba bylo radykalniej sie postawic kilkanascie lat temu i albo wypracowac autentyczny kompromis (nie mylic z ustepstwami), albo chociazby zakonczyc zwiazek, ktory nie rokuje. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 12.06.12, 18:53 > ty zawodowo jestes w "czarnej dupie", a twój mąz rodzinnie jest w "czarnej dupi > e". Rodzinnie również jest -ponieważ nie szanuje jej mąż. Podejrzewam,że o to głównie chodzi. Mąż sukces utoższmia zapewne jedynie z pozycją zawodową- a nie docenia tego co dzięki żonie ma. I zgodzę się z Tobą- nie doceni nigdy. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 15:28 purpurowa właśnie tak jak piszesz - on sukces utożsamia z pracą zawodową i ze stanowiskiem tylko i wyłącznie, on nie patrzy na to jaki ktoś jest tylko na to na jakim pracuje stanowisku kiedyś był inny, gdy pracował jako szeregowy pracownik i za mniejsze pieniądze, był fajnym sympatycznym facetem, kumplem, potem, gdy miał coraz to lepsze stanowisko zaczął pokazywać (nie tylko mnie - rodzinie i znajomym też) kim to on nie jest, na jakiej imprezie formowej to on nie był itd jak się dowiadywałam o kolejnej zmianie stanowiska, to zawsze byłam wściekła i to odchorowywałam, bo wiedziałam, z czym to się wiąże, wiedziałam, że będzie jeszcze bardziej napuszony i jeszcze bardziej traktował ludzi z góry Odpowiedz Link Zgłoś
zuzanna56 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 15:37 5aronia napisał(a): > kiedyś był inny, gdy pracował jako szeregowy pracownik i za mniejsze pieniądze, > był fajnym sympatycznym facetem, kumplem, potem, gdy miał coraz to lepsze stan > owisko zaczął pokazywać (nie tylko mnie - rodzinie i znajomym też) kim to on ni > e jest, na jakiej imprezie formowej to on nie był itd Śmieszny facet, jakieś kompleksy leczy czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
negentropia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 15:39 A nie boisz się, że za chwilę zostaniesz wymieniona na młodszy i mniej sfrustrowany model? Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 15:51 negentropia, a wiesz, że jakoś się nie boję, nie wiem dlaczego, ale nie a jeśli zostanę wymieniona, to cóż, przecież się nie powieszę, chcę być fajna i ciekawa sama dla siebie, a nie dlatego, że za chwilę on może mnie wymienić Odpowiedz Link Zgłoś
ania_dentystka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 15:43 Wydaje mi się, że problem polega na tym, że Twój mąż jest niefajnym facetem. Piszesz o tzw stanowisku- kim jest ministrem? sekretarzem stanu? prezesem bardzo dużej firmy?rektorem porządnej uczelni?......Bo pozostali albo prawie wszyscy pozostali sa na stanowiskach nie tak znowu ogromnych. Mężowi sodóweczka do główki uderzyła , bo zaczęto mówić do niego "panie kierowniku", "panie dyrektorze" i koniec. Uświadom ślubnemu, że karuzela stanowisk stale się obraca i dziś jest tu a jutro na jego miejsce może przyjść ktoś młodszy, lepiej wykształcony, bardziej obrotny i zostanie na lodzie albo, w najlepszym razie, na poślednim , pogardzanym dotąd stanowisku. Mój mąż z racji zawodu ma do czynienia z całym przekrojem społecznym ludzi. Od pełniących naprawdę bardzo wysokie funkcje do tych maluczkich. I wśród tych będących na świeczniku są naprawdę bardzo skromni, fajni, niewymagający ludzie. A są także nieokrzesane bufony. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 15:58 ania, nie jest na szczęście na żadnym z wymienionych przez Ciebie stanowisku, ale i tak uważa się za nie wiadomo kogo Odpowiedz Link Zgłoś
ania_dentystka Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 17:10 To mu uświadom, że daleko mu do eksponowanego stanowiska, pośmiej się z jego zawyżonej samooceny. I koniecznie zrób coś dla siebie. Ja bardzo polecam sport. Namawiam do aktywności, ruszania się- w każdej możliwej formie. Zapisz się na pływalnię. Ćwiczenia w wodzie są cudowne. Kup komplet kijkow do nordic walking ( ok 200 zł) i spaceruj po parku albo lesie. Zainwestuj w swoje dobre samopoczucie. Jestem przekonana, ze spotkasz ludzi, którym chce się żyć, cieszą się, że świeci słońce i liście są zielone a przede wszystkim nie są wpatrzeni w siebie. Początkowo mąż się zdziwi, że wybywasz z domu, może nawet kpić, ale powiedz mu, że wolisz basen niż jego brzuch. Uwierz za miesiąc spojrzysz inaczej na świat. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzanna56 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 17:21 ania_dentystka napisała: > To mu uświadom, że daleko mu do eksponowanego stanowiska, pośmiej się z jego za > wyżonej samooceny. Własnie. Pewnie okaże się że nie jest nikim ważnym Ale też mnie zastanawia, dlaczego on się tak musi dowartościować. Odpowiedz Link Zgłoś
miacasa Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 20:00 raczej nie siebie dowartościowuje tylko dołuje własną żonę i tu się należałoby zastanowić po co Odpowiedz Link Zgłoś
kamelia04.08.2007 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 14.06.12, 09:55 miacasa napisała: > raczej nie siebie dowartościowuje tylko dołuje własną żonę i tu się należałoby > zastanowić po co chodzi o pokazanie tego dystansu: jak on jest wysoko, a jak ona nisko. W relacjach mąż-żona, bardzo łatwo panu mężowi udupic żone, wtedy pan sie poczuje ważny. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 14.06.12, 12:05 ja spotkalam się z sytuacjami gdzie zona wiecej zarabia i ma lepsze stanowisko i dlatego mąż ją doluje, poniża, pokazuje, ze ona nic nie jest warta i sam sie w ten sposob dowartosciowuje bo czuje sie zagrożony ale u mnie sytuacja jest odwrotna woec tym bardziej trudno mi zrozumieć po co, ptzeciez to on wiecej osiągnął przez samo to powinien czuc sie dowartosciowany i nie mieć kompleksów i nie dosrywac mi przecież on doskonale wie co ile ja osiagnelam wiec po co jeszcze mnie dolowac?????????? Odpowiedz Link Zgłoś
kamelia04.08.2007 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 14.06.12, 16:03 nie obraź sie, ale twój mąż jest głupi i ma wszy garbate. Nie zrozumie nigdy, że dzieki tobie jest tym dyrektorkiem Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 20:12 Wiem, że to niepoprawne politycznie tak pisać ale wysoka pozycja zawodowa i pieniądze dają władzę - w małżeństwie też. Trzeba być naprawdę KIMŚ, żeby tej przewagi nie wykorzystywać. Zbyt żadko to się udaje więc niestety. Mężowi autorki aktualny układ bardzo pasuje bo może się dowartościować kosztem żony. I palcem nie kiwnie aby pomóc żonie ten stan zmienić- co najwyżej może przeszkadzać. Sęk w tym,ze sam nie jest pewnien do końca swojej wielkości więc się ciągle w niej utwierdza. To nie jest człowiek sukcesu- to jest człowiek, który boi się, że się wyda,ze nie jest doskonały i leczy kompleksy. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 13.06.12, 20:14 RZADKO OCZYWIŚCIE Odpowiedz Link Zgłoś
damajah Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje wybory 14.06.12, 12:09 Masz to na co się zgodziłaś. Naprawdę ktoś mógł Ci pomagać - skoro oboje pracowaliście to pieniądze były. Naprawdę obiad może zrobić inna pani, naprawdę mieszkanie może posprzątać inna pani. Naprawdę nawet dzieci z przedszkola może odebrać inna pani - zaufana opiekunka. Naprawdę dzieci od tego nie umierają. I naprawdę mają się świetnie. A ty będąc na podobnym poziomie do męża i OD POCZĄTKU jasno stawiając sprawę miałabyś całkiem inne z nim relacje! Przez kilkanaście lat facet się przyzwyczaił do tego jak jest, za Twoją zgodą i poparciem a teraz nagle się budzisz??? Naprawdę, rozumiem że przez pierwsze dwa-trzy lata dziecka to można sobie odpuścić pracę. Ja przy pierwszym dziecku nie bardzo mogłam bo zaczynałam wtedy życie zawodowe ale i tak rozwinęłam skrzydła jak dziecko miało 2-3 lata w pełni (bo tak chciałam!!!). I OD POCZĄTKU nie pozwalałam się postawić w pozycji sprzątaczki, kucharki i niańki - bez względu na to ile zarabiałam bo nie zarobki się liczą a CZAS poświęcony pracy. To oczywiste że jeśli ja pracuję mniej to robię w domu więcej a jeśli mąż ma akurat mniej roboty to on robi więcej! Przy drugim dziecku również odpuściłam nieco pracę (nie całkiem ale mniej pracowałam) mimo to cały czas była niania bo jednak pracowałam i nie widziałam możliwości żeby pracować, zajmować się dziećmi i domem SAMA. A mąż rzeczywiście od paru lat robi tą "karierę" a ja się z tego cholernie cieszę bo dzięki temu było nas stać na tą nianię, teraz na przedszkole prywatne (na państwowe u nas nie ma szans). Jak się urodziła młodsza córka to zdecydowałam że ja więcej czasu poświęcę dzieciom bo on zarabia więcej i to ma cholera sens ekonomiczny a do tego przy małym dziecku ja miałam znacznie większą potrzebę bycia z tym dzieckiem jak najwięcej i koniec. Uważam że tak działa natura i biologia i nie będę zmieniać mojego męża w kobietę a siebie w faceta! Ale nie czekałam aż dzieci mi pójdą do gimnazjum i liceum (no proszę cię - już DAWNO się mogłaś obudzić) tylko jak młodsza córka poszła do przedszkola (niedawno) to ja wracam do roboty pełną parą i z radością bo ostatnie trzy lata były fajne ale już chętnie popracuję więcej. I znowu - jak ja mam dużo roboty to mąż dziećmi się zajmie, przywiezie, zawiezie, połozy spać, pobawi się - bo ja po prostu mówię: MAM ROBOTĘ, NIE MOGĘ. Koniec. Umawiamy się, jak oboje mamy dużo roboty to układamy tak żeby każdy zdażył zrobić swoje. Ale to nie wynikło nagle bo ja sobie przypomniałam że chcę ożywić życie zawodowe. Tak było zawsze. Nie traktuję czasu kiedy mniej pracowałam jako straconego - cholera poświęciłam go moim kochanym córkom. Ale bez najmniejszego oporu nawet w tym czasie korzystałam z pomocy niani Myślę że zamiast obwiniać męża i użalać się nad sobą powinnaś wziąć na klatę fakt że trochę późno się budzisz (nie za późno - młoda jeszcze jesteś) i zacząć działać nie rozliczając męża z każdego słowa i skrzywienia. Gada? Niech sobie gada. Krzywi się? Who cares?? Za chwilę będzie patrzył na Ciebie z podziwem i od nowa się zakocha w silnej pewnej siebie babce jaką się staniesz. Ja popełniłam wiele błędów w życiu i przez lata obwiniałam o to i ludzi i sytuacje - ale jakiś czas temu zrozumiałam że to tylko wymówki, zrzucanie odpowiedzialności za własne błędy i słabości na innych. To hamuje bardzo. Trzeba brać na klatę i iść do przodu. OK - przespałaś parę lat i tego nie cofniesz. I albo będziesz teraz przez następne parę lat jojczeć, obwiniać męża i kraj w którym żyjesz a za chwilę może jeszcze dzieci - albo się pozbierasz, zrozumiesz że co było to było a ważne jest co będzie!. I pójdziesz do przodu. Zmiany są trudne więc nie spodziewaj się lekkiej drogi - wchodzisz na nią dosyć późno więc musisz mieć jeszcze więcej samozaparcia i wiary w siebie. To się nie uda jak będziesz sobie szukała winnych i taplała się w żalach. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje wybory 14.06.12, 12:49 damajah masz bardzo dużo racji i tylko mogę Ci zazdrościć, że sobie wszystko tak ładnie ułożyłaś ja tego nie umiałam i teraz płacę za swoje błędy Odpowiedz Link Zgłoś
amonette Re: Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje wybory 14.06.12, 14:54 No to nam zdradź, co dalej planujesz Odpowiedz Link Zgłoś
sonniva Damajah ma rację 15.06.12, 14:05 Czas kochana przestać roztrząsać co mąż zrobił, albo czego nie zrobił, co powiedział, albo czego nie powiedział. Nie widzisz że takie żale hamują Twoje dalsze działania? DLATEGO właśnie stoisz w miejscu? Dlatego od dzisiaj, od teraz, już ... zaczynasz nowe życie. 1. Wygląd - jak z tym jest u ciebie? Kup nowe ciuchy, idź do fryzjera ... cokolwiek. 2. Zdrowie - zacznij biegać, chodzić na fitness 3. Koleżanki - masz jakieś? Nie wiem czy wiesz ale jutro w sobotę wieczorem idziesz z którąś na lampkę wina. Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: Damajah ma rację 15.06.12, 17:52 wiem, że rostrząsanie nic nie da, ale niestety taka jest natura człowieka, że czasami roztrząsać i pomarudzić po prostu musi ad. 1 wygląd - brzydka chyba nie jestem bo faceci lgną do mnie jak pszczoły do miodu, jak bym chciała mieć kochanka to tu i teraz i natychmiast mogłabym mieć (i nawet zaczęłam o tym myśleć - może taka odskocznia zrobiłaby mi dobrze), co do ciuchów to często coś sobie kupuję, nie chodzę w workach czy szaro-burych kolorach, staram się ubierać elegancko czyli zawsze mam ubiór dostosowany do sytuacji i do mojej figury PS co znaczy to "cokolwiek" na końcu punktu pierwszego? ad. 2 zdrowie - jem tylko albo nieprzetworzone, albo małoprzetworzone jedzenie, czyli zdrowo, co do sportu to toleruję (i kocham) tylko rolki i rower, siłownia czy aerobik nie wchodzą w grę, bo mnie to nudzi, a w ogóle to nie lubię sportu w zamkniętych pomieszczeniach ad. 3 jutro to ja mam w nosie koleżanki, bo mecz oglądam próbowałam którąś wyciągnąć na oglądanie, ale żadnej to specjalnie nie interesuje więc albo w domu z mężem albo może sama do jakiejś strefy kibica albo do knajpy pójdę, może jakiś przystojny kibic zechce wspólnie ze mną kibicować a w ogóle to na poniedziałek mam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną i trochę mi to poprawiło humor, bo mi na tej firmie zależy Odpowiedz Link Zgłoś
bakis1 Re: Damajah ma rację 16.06.12, 00:43 Najważniejsze,ze ruszenie sie przynosi efekty. A ja gwarantuje Ci,ze jak raz,drugi i trzeci Twój "manago" spędzi wieczór sam mając jako jedyne pożywienie coś co sobie zamówi bądź zrobi, korona mu z głowy nie spadnie. Tylko nie radzę ,kręcenia czy szukania kochanka. "idę na rower,rolki,rozmowę,spotkanie ze znajomymi, nie, nie znasz,bo nie miałeś kiedy ich poznać,ale zapraszam,jak masz ochotę."Nie zrzedz,nie gledz,bo oni mało pojetni są i nie rozumieją żali sprzed iluś tam lat,a nawet tych z wczoraj. Przypomnij sobie tez kiedyś jaki był ten twój pożal sie Boże "manago" kiedyś. Może sie jeszcze odnajdziecie wspólnie w życiu. Ale najpierw ty sie odnajdzie,reszta przyjdzie sama. Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: Damajah ma rację 20.06.12, 11:42 jest coraz gorzej, moj szwnowny mąż nie tylko nie ma zamiaru mi pomóc, ale ma zamiar mi wszystko utrudniac w ciagu paru ostatnich dni poszlam do kina, raz po pracy na rozmowe kwalifikacyjna, na zakupy itp, zresztą mniejsza o to gdzie, chodzi o to, ze nie bylo mnie w domu punktualnie o gofzinie, o ktorej zawsze przychodzilam a moj mąż obrał nową taktykę - ustawia dzieci przeciwko mnie i wklada im do głów jaką to ja niedobra nieodpowiedzialną matką jestem ze nie dbam o dzieci, ze zamiast byc w domu gdzieś laze, ze wszystko inne jest ważne, a dzieci nie, i chodzi tak sobie po domu i mowi te psskudztwa tłumacze mu, że bardzo zle wpłynie na dzieci to jego gadanie, ze w dorosłym życiu beda powielać mpdel rodziny jaki wyniosły z domu i ze potem w swoich rodzinach, ktore założą, tez będą uważały, ze kobieta jest od opierania sprzątania i podstawiania michy pod nos, a jskwkolwiek rozrywoa to juz nie dla niej nie mam siły już do tego Wiedziałam, ze będzie trudno, ale nie wiedziałam, ze az tak facet sie tak przyzwyczail do komfortowej dla niego sytuacji, że za wszelka cenę zrobi wezystko,.żeby dalej zostalo tak jak było wcześniej - żona ptzyspswana na stale do domu, a on kpntrolujacy i zawsze wiedzacy gdzie o danej godzinie ona jest i co tobi dodam jeszcze, ze dzieciom wcale nie przeszkadza, ze jestem w domu później niz zwykle, nawet sie śmiały, ze jest świeto bo w kpncu mają wolną chatę, co do tej pory rzadko sie zdarzało, ppza tym w tym wieku to albo siedzą nsd lekcjami zamkniete w swoich ppkojach, albo wychodzą ze znajomymi i obecność matki w domu nie jest im potrzebna Odpowiedz Link Zgłoś
mysia-mysia Re: Damajah ma rację 20.06.12, 12:07 no cóż, niezbyt to miłe, ale nie poddawaj się może to tylko taka próba sił i jak zobaczy, że się nie ugniesz to mu przejdzie? a tak na marginesie to próbowałaś z nim rozmawiać o tym, że potrzebujesz zmiany? co powiedział? Odpowiedz Link Zgłoś
d.o.s.i.a Re: Damajah ma rację 20.06.12, 12:17 a moj mąż obrał nową taktykę - ustawia dzieci przeciwko mnie i wklada im do głó > w jaką to ja niedobra nieodpowiedzialną matką jestem > > ze nie dbam o dzieci, ze zamiast byc w domu gdzieś laze, ze wszystko inne jest > ważne, a dzieci nie, i chodzi tak sobie po domu i mowi te psskudztwa A nie mowilam, ze bedzie pyskowal? Nie tlumacz, nie rozmawiaj, mow "ale w czym problem, Ty przyjdz wczesniej i daj dzieciom obiad". Odpowiedz Link Zgłoś
kamire12 Re: Damajah ma rację 20.06.12, 13:57 jesteś super, że się zawzięłaś i trwasz. chcesz zmiany i to realizujesz! podziwiać! jak się siedzi z dziećmi w domu, pracuje i nimi zajmuje, narzeka, no bo przychodzi moment, że ma się dość.... to facet truje, żeby coś z tym zrobić, skoro przeszkadza. a jak się coś zrobi, to od razu też źle masz cel już jakiś, to ważne. kino, rozmowy, dobrze, że się nie poddałaś. ps. czy przypadkiem Twojego męża kontrolowanie, pewność że zawsze wiedział gdzie jesteś, co robisz, to nie zazdrość? Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: Damajah ma rację 20.06.12, 14:24 > jest coraz gorzej, moj szwnowny mąż nie tylko nie ma zamiaru mi pomóc, ale ma z > amiar mi wszystko utrudniac Jakoś mnie to nie dziwi-"normalna" reakcja... Odpowiedz Link Zgłoś
damajah rozmawiałaś z nim? 20.06.12, 14:38 Mnie też przyszło do głowy pytanie czy ty rozmawiałaś z mężem jakoś konkretnie, powiedziałaś mu co zamierzasz, czego chcesz - tak łopatologicznie, konkretnie. Bez sugestii, czekania aż się domyśli tylko " Józek, chcę zmienić to i to bo mi źle, brakuje mi tego i tego, oczekuję że mnie wesprzesz, kocham Cię ale muszę zrobić coś dla siebie" itp. Wtedy można dyskutować - mąż powie że to gorzej dla dzieci, ty mu wyjaśnisz że absolutnie nie, powiesz spokojnie że masz prawo do zmian, że potrzebujesz zmian i ogólnie - porozmawiacie. Może nie doczytałam i była rozmowa/próba rozmowy. Pytanie czy Twój mąż z tych którzy potrafią rozmawiać spokojnie i długo. Ważne jak się taką rozmowę zaczyna i kiedy (nie o 22 jak chłop wraca do domu zmęczony i jedyne czego pragnie to mózg wyłączyć a żona mu drzwi otwiera z hasłem "musimy poważnie porozmawiać" Odpowiedz Link Zgłoś
5aronia Re: rozmawiałaś z nim? 20.06.12, 15:10 Rozmawialam z nim, oczywiscie, no i rozmowa wygladala tak, ze on ciagle pyta o co mi chodzi. Wytlumaczylam co chcę zmienić, o co mi dokładnie chodzi, jakue mam plany itp A on caly czas udaje głupka i tylko "ale o co ci chodzi???????" Nawet pytań za bardzo nie zadaje. A jeśli już zada to nie jest to pytanie życzliwe czy z ciekawosci tylko takie jakby mnie przesłuchiwał, zeby jak najwięcej ze mnie wyciągnąć. No i oczywiscie caly czas udaje, że nie wie o co mi chodzi. A wie doskonale. Żałuję teraz, ze z nim rozmawiałam, odkryłam się, on wie znowu o mnie wszystko, zna moje plany, znowu wie co zamierzam. A jak zna plany to dobrze bedzie wiedzial jak mi w nich przeszkodzic. Kurcze, moglam mu nic nie mówić tylko wcielac swoje plany w zycie, a jakby pytal co sie dzieje odpowiadac "kochanie nic, wydaje ci sie " No ale cóż, czasu nie cofnę. Mam nauczke. A kiedyś to był taki fajny facet. Zaskakujące jak ludzie się zmieniają. Odpowiedz Link Zgłoś
damajah Re: rozmawiałaś z nim? 21.06.12, 08:30 nie myśl tak - ty ze swojej strony byłaś uczciwa i szczera. Teraz po prostu rób co masz robić a jemu daj czas na zrozumienie że to jest na serio i nie ma wyjścia jak się przestawić. O dzieci się nie martw - z tego co piszesz im to leży, to nie są maluchy które można zmanipulować głupimi gadkami, zresztą jeśli Twój mąż stosuje takie chwyty to ty możesz to spokojnie prostować (tylko ja bym robiła to tak żeby nie mówić o nim źle do dzieci a tylko fakty prostować i tłumaczyć i rozmawiać z dziećmi o TOBIE, nie o nim - dla mnie to zachowanie klasy której Twój mąż najwyraźniej nie ma) powodzenia!! Mam nadzieję że Ci się uda i wszystko się poukłada. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzanna56 Re: Damajah ma rację 21.06.12, 15:52 5aronia napisał(a): > facet sie tak przyzwyczail do komfortowej dla niego sytuacji, że za wszelka cen > ę zrobi wezystko,.żeby dalej zostalo tak jak było wcześniej - żona ptzyspswana > na stale do domu, a on kpntrolujacy i zawsze wiedzacy gdzie o danej godzinie on > a jest i co tobi To niech się teraz odzwyczai > dodam jeszcze, ze dzieciom wcale nie przeszkadza, ze jestem w domu później niz > zwykle, nawet sie śmiały, ze jest świeto bo w kpncu mają wolną chatę, co do tej > pory rzadko sie zdarzało, ppza tym w tym wieku to albo siedzą nsd lekcjami zam > kniete w swoich ppkojach, albo wychodzą ze znajomymi i obecność matki w domu ni > e jest im potrzebna No pewnie, przecież to nie maluchy a nastolatki. Odpowiedz Link Zgłoś
jadwiga1350 Re: PRZEgrane życie??? co dalej? 21.06.12, 15:38 > sytuacja na dzisiaj: on - praca na wysokim stanowisku, z kontaktami, zna mnóst > wo ludzi, ma sporo znajomych, jego kariera jest spójna, nie miał przerw w pracy (...) > a mnie pozostało... zwykła praca biurowa, perspektywy średnie, kontaków z ludzm > i nie wypracowałam, Niby dlaczego, mąż mając tyle znajomości w każdej chwili może załatwić Ci ekstra pracę. Odpowiedz Link Zgłoś