Zamknęłam drzwi i zabarykadowałam szpary w drzwiach. Wcześniej sprytnie wywabiłam go światłem do przedpokoju. Na 5 minut odciął mnie w kuchni, bo usadowił się w przejściu, ale potem stracił czujność i odleciał. Równocześnie zgasiłam światło i jednym skokiem przebiegłam do pokoju.
Tak wiem, w przeciwieństwie do samic nie gryzie, co zawsze wykazuje mi mój mąż. Co z tego, jeśli jest od nich trzy razy bardziej obrzydliwy (jestem ciekawa, czy ta prawidłowość tylko u komarów).
Jak rano będzie mi dalej latał po domu, naślę na niego córkę.