Osobiście bardzo dziwi mnie taka postawa. Dla mnie to wyraz skrajnego uzależnienia od drugiej strony (niech robi co chce, byle był/była) lub traktowanie związku tylko jako życiowej spółki zoo, którą niewygodnie rozwiązywać. Małżeństwo otwarte toto nie jest, bo w takim zasady są jasne.
Tymczasem wiele osób taką postawę przedstawia jako wyraz swojej "życiowej mądrości". Od której nas Boże zachowaj jak to klasyczka pisała

.
A to zwykłe zgniłe tchórzostwo. Dziękuję za uwagę

.