Dodaj do ulubionych

Zdrada - nie chcę wiedzieć?

19.08.12, 12:10
Osobiście bardzo dziwi mnie taka postawa. Dla mnie to wyraz skrajnego uzależnienia od drugiej strony (niech robi co chce, byle był/była) lub traktowanie związku tylko jako życiowej spółki zoo, którą niewygodnie rozwiązywać. Małżeństwo otwarte toto nie jest, bo w takim zasady są jasne.
Tymczasem wiele osób taką postawę przedstawia jako wyraz swojej "życiowej mądrości". Od której nas Boże zachowaj jak to klasyczka pisała wink.
A to zwykłe zgniłe tchórzostwo. Dziękuję za uwagę wink.
Obserwuj wątek
    • m_incubo Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 12:22
      Ile razy jeszcze można o tym samym?
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 13:37
        Jak tu wałkowane do obrzydliwości - przepraszam za temat.
        • jola-kotka Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 13:43
          Kobiety wiedzą,tylko często udają,że nic się nie dzieje bo dom,dzieci zależność finansowa.
          Obawa przed samotnością itp.
          Tak może to strach,ale zdrada to jest coś co da się przepracować.
          Nie byłam w takiej sytuacji więc nie wiem,jak dalej funkcjonuje związek po zdradzie,ale są takie pary.
    • fanaberiana Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 14:01
      Czy nie chcę wiedzieć? Niby dlaczego? Ano pewnie, że chcę. Nie rozumiem takiego wygodnictwa i totalnej zależności od drugiego człowieka, który przecież może zranić...

      Byłam w takiej oto sytuacji:

      Mąż ( były) ukrywał bardzo długo swój romans z młodą kobietą. Mamy dziecko obecnie 13 letnie. Romans ów trwał prawie 3 lata. Podejrzewać cokolwiek zaczęłam po dwóch latach ( jako takich oczywistych symptomów nie było, były mąż miał ( ma) odpowiedzialną pracę, która wymaga dużych nakładów czasu, nie wymykał się jednak często, seks mieliśmy średnio raz, dwa razy w tygodniu). Ja też nie byłam święta. Odbyła się jedna poważna rozmowa na temat jego "znaleziska", kiedy już byłam co do tego pewna. Jednakże na moją decyzję o rozstaniu wpłynął także mężowski problem z opłacaniem na czas rachunków, jego "zamkniętność"..... Były mąż, kiedy już poznał moją decyzję ( pozew etc) próbował naprawić błąd i nie chciał się ze mną rozstawać. Ja jednak doszłam do wniosku, że nie chcę być pod jednym dachem z kimś, kto notorycznie mnie kłamie, rani i mnie nie szanuje. Rozwód umotywowałam jego długotrwałym romansem z dużo młodszą kobietą. Nie wiem czy to kwestia odwagi etc, ale mnie się udało ułożyć sobie ponownie życie nawet po zdradzie, nawet po załamaniu, nawet posiadając dziecko ( wtedy miał 9 lat). Jestem dumna z tej decyzji, mój syn widuje się często z ojcem, a mnie układa się w nowym związku.
    • mysia-mysia Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 14:43
      a ja im się robię starsza tym lepiej rozumiem że nic nie jest tylko czarne lub tylko białe i jakoś tam rozumiem kobiety które, przynajmniej w danym momencie życia, wolałyby nie wiedzieć

      aczkolwiek jeśli istnieje realna możliwość że mąż mógł ją czymś zarazić to uważam że powinna się dowiedzieć
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:10
        Ja przyznam się, że nie rozumiem. Jasne, ze nie wszystko jest czarno-białe, ale w czym ma pomóc oszukiwanie siebie???
        • vesper_lynd_1 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:17

          Nie wszystkie sa bohaterkami, nie wszystkie są na tyle pewne siebie i niezależne, aby to znieść.

          • fanaberiana Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:23
            vesper_lynd_1 napisał(a):

            >
            > Nie wszystkie sa bohaterkami, nie wszystkie są na tyle pewne siebie i niezależn
            > e, aby to znieść.

            Albo jest się ofiarą losu, albo kowalem własnego losu. To nie ma nic do czynienia z bohaterstwem. To dorosłośćsmile
            • kai_30 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:40
              Etam, dorosłość.

              Jak byłam młodsza i pełna ideałów tongue_out też twierdziłam, że na pewno i na bank chciałabym wiedzieć, i ewentualna zdrada byłaby dla mnie definitywnym końcem związku. Teraz mam o te ileśtam lat więcej i dwa poważne rozstania za sobą (w tym jeden rozwód), mimo tych doświadczeń wyszłam kolejny raz za mąż i zmieniła mi się optyka. Nie podejrzewam mojego męża o chęć zdradzenia mnie, ale gdyby tak się stało, to nie, nie chciałabym o tym wiedzieć, szczególnie jeśli byłaby to zdrada typu "za dużo wypiliśmy na wyjeździe integracyjnym". Co niby miałoby mi to dać, poza bólem? Pretekst do rozstania? Gdybym chciała się rozstać, nie potrzebowałabym pretekstów - mam to przerobione, to ja odeszłam od mojego pierwszego męża i to ja wywaliłam z domu konkubenta. Nie boję się samotnego wychowywania dzieci, wiem, że jestem w stanie sobie poradzić, to nie jest żadna zależność ekonomiczna ani żadna inna.

              Zwyczajnie - kocham mojego męża, ufam mu, jest świetnym partnerem, nasze dziecko go uwielbia, moi synowie z pierwszego małżeństwa traktują go jak ojca i co? Miałabym to wszystko położyć na szali z powodu swojej urażonej dumy? Bo pewnie nie umiałabym wybaczyć nawet jednorazowego skoku w bok, nie chciałabym też odejść, bo przy tym właśnie człowieku chcę się zestarzeć. Co by mi to miało dać? W moich poprzednich związkach byłam chyba tak czarno-biała, bo nie byłam w pełni szczęśliwa, nie na tyle, żeby rzucić wszystko z dnia na dzień, ale na tyle, żeby być wdzięczną za powód do rozstania. Teraz jest inaczej.

              Co innego w przypadku długofalowego romansu z zaangażowaniem emocjonalnym - tak, o tym chciałabym wiedzieć. I z całą pewnością postawiłabym ultimatum, nie nadaję się do życia w haremie. Na szczęście to są tylko hipotetyczne dywagacje - teraz, na tym etapie życia, mojego męża jestem absolutnie pewna smile A co będzie za kilka, kilkanaście lat - tego nie wiem, i nie zamierzam sobie tym głowy zaprzątać. Jeśli po czterdziestce mu odbije i zacznie latać za siksami - trudno, fajnie było i się skończyło.
              • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:46
                Ale chyba można tworzyć związek po zdradzie? Ja tam bym wolała wiedzieć ze względów praktycznych chociażby. Dla mnie TO jest dorosłość - umiejętność zmierzenia sie z faktami.
                Rozumiem zmęczenie rozstaniami i obniżone oczekiwania wink, ale czy zdrada "niewypowiedziana" rzeczywiście boli mniej?
                • vesper_lynd_1 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:56


                  Można, tyle, że to, co sprawdzi się u mnie u Ciebie nie musismile
                  I naprawdę- NIKT nie wie, jakby się zachował w obliczu zdardy, NIKT- zanim tego nie doświadczy...to olbrzymia lekcja pokory.
                  • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:21
                    Pod warunkiem silnego zaangażowania uczuciowego i dużej dozy zaufania do osoby, która zdradziła. Wydaje sie, że to norma w małżeństwie, ale figa z makiem wink. Sporo osób ma bardzo "merkantylne" podejście do swojego związku. Użyteczna współpraca i niewiele więcej. Wtedy jeśli coś boli, to rozpad, bo to już znaczne utrudnienie organizacyjne i spadek statusu.
                • kai_30 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:56
                  > Rozumiem zmęczenie rozstaniami i obniżone oczekiwania wink

                  Nie, nic nie rozumiesz big_grin Nie mam obniżonych oczekiwań, wprost przeciwnie - po tylu latach i niedobranych związkach wiem, co jest dla mnie ważne i jakiego mężczyzny chcę. I dokładnie takiego mam.
              • fanaberiana Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:47
                kai_30 napisała:

                > Etam, dorosłość.
                >
                > Jak byłam młodsza i pełna ideałów tongue_out też twierdziłam, że na pewno i na bank chc
                > iałabym wiedzieć, i ewentualna zdrada byłaby dla mnie definitywnym końcem związ
                > ku

                smile

                Jako dzieciak też miałam zupełnie odmienne podejście do życia, no bo to przecież przebaczać trzebasmile Ja wspomniałam jedynie o jednym, długofalowym procesie romansowania, nie wspomniałam o flirtach, które - no oczywiście - wybaczyłam i machnęłam rękąsmile A dorosłość rządzi się swoimi prawami. Każdy jednak ma innąsmile
              • amona13 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 22.08.12, 11:59
                a ja szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego ktoś zastanawia się i ocenia innych - no chyba że, to kochanka która nie może znieść dlaczego ta wredna żona nie chce oddać misiasmile podobnie można by się zastanawiać dlaczego kobiety i mężczyźni tolerują pijaństwo, przemoc fizyczną i psychiczną . obojętność i wiele innych spraw - ja staram się nie oceniać widocznie są powody takiego a nie innego zachowania i jeszcze jedno ja nie wiem jak zachowałabym się - pewnie zależałoby to od wielu czynników ale chyba nie chciałabym wiedzieć tym bardziej jeżeli w stosunku do mnie mąż zachowywałby się bez zarzutu
          • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:24
            Nie każda zdrada to rozstanie. Znieść by trzeba było tylko prawdę o tym co się stało. Rozwiązać sytuację można na wiele sposobów, skoro są takie czy inne przesłanki, żeby związek kontynuować.
            Przecież takiej Pani Struś nie-niezależnej wink nikt nie gwarantuje, ze zaklinaniem rzeczywistości uchroni związek od rozpadu?
            • fanaberiana Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:33
              No, ale niestety, prawda jest taka, że związki budowane na kłamstwie nie trwają długo, a nawet, jeżeli trwają, to z bądź oczywistych przesłanek ( albowiem dzieci, albowiem kredyty dwa, zależność finansowa), albo dochodzi prędzej czy później do tragedii. Rozumiem jednotygodniowy-miesięczny romans+ późniejsze pokajanie się strony winnej, ja miałam twardszy orzech do zgryzienia, albowiem liczba dni trwania podłego romansidła przekroczyła moje umiejętności empatii, rozumienia i roztłumaczania.

              Moja była miłość był umiejętnym bigamistąsmile
            • vesper_lynd_1 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:45

              Aby rozwiązac sytuację w mozliwie najlepszy dla siebie sposób, potrzeba:

              - kobiety, któa zauważy i poszuka dowodów na to, że partber ją zdradza.
              - kobiety na tyle silnej, że dopusci do siebie tę myśl- oto miałam być jego jedną jedyną a złamał dane mi słowo a mimo wszystko to gadem jest on a nie ja, biedna zdradzona pewnie dlatego, że obiadu codziennie na stole nie było z dwóch dańwink
              - kobiety, której taka wiedza nie załamie
              - kobiety której samoocena w dzieciństwie nie została zjechana zbyt mocno.
              -kobiety, która wierzy w swoja wartość i nie określa się przez pryzmat faceta
              - kobiety, która wie, że cokolwiek nie postanowi- da sobie radę w zyciu z decyzja którą podejmie..

              ...a teraz szybciutko- ile znasz takich kobiet?wink


              Owszem zdarada nie musi byc końcem związku, ale czasem nie jest nim tylko i wyłacznie dlatego, że kobieta nie da sobie bez faceta rady- emocjonalnie lub finansowo i to jest dramat...bo ona nawet chciałaby odejśc, bo zdrady nie wybacza, ale nie ma gdzie odejść.
              • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:48
                Czyli wie, ale się nie przyznaje do tej wiedzy wink
                Czasem ta sytuacja przymusowa jest tylko w głowie, obiektywnie nie. Ale i bywa pobudka z głową w nocniku.
                • vesper_lynd_1 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:52

                  Wiedza boli, ale i oczyszcza- to moje zdaniewink
              • fanaberiana Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:56
                > ...a teraz szybciutko- ile znasz takich kobiet?wink

                m.in taka skrywa się pod moim nickiemsmile

                > ną jedyną a złamał dane mi słowo a mimo wszystko to gadem jest on a nie ja, bie
                > dna zdradzona pewnie dlatego, że obiadu codziennie na stole nie było z dwóch da
                > ńwink

                nigdy nie rozpatrywałam sprawy w kontekście danego mi słowa, a odpowiedzialności za balast, który na swoje barki wziąłsmile

                instynkt bigamisty to sprawa trudna i złożona. Bigamista nie zdradza dlatego, ze nie miał obiadu z dwóch dań. Bigamista zdradza, bo jest bigamistą. Najgorzej, kiedy bigamista się zakocha w tej drugiej. Wtedy jego miłość ma dwie głowy, ale i tak myśli tą trzeciąsmile

                > - kobiety której samoocena w dzieciństwie nie została zjechana zbyt mocno.

                Chodzi Ci o posunięte do granic poczucie własnej wartości przez kolegów, koleżanki etc z piaskownicy/klasy? Ale myśmy dawno wyszły z piaskownicy. Wiem, rany długo się goją, ale to leży tylko w naszych rękach i językach, coby je szybko wylizaćsmile Chyba, ze ktoś buduje sobie fałszywe poczucie wartości, wtedy klęska.
    • selavi2 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:26
      Nie ma obowiązku być odważnym, asertywnym i nieuzależnionym, tak? ;-P
      To co nazywasz zgniłym tchórzostwem mnie osobiście bardzo dziwi.
      Dziwi mnie taka ocena osób, których przeszłości nie znasz.
      Dla mnie to bezlitosne osądzanie. Dziękuję za uwagę.wink
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:36
        Czekam na sensowne argumenty "za" taką postawą. Inne niż na zasadzie, ech, zrozumiesz jak dorośniesz wink
        Bo w tą stronę nie dorastam.
        • jola-kotka Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 15:51
          Ale jakie,zrozum,że związek dwojga ludzi nie opiera się tylko na dupie,argumenty za:
          -miłość,bo zdrada nie oznacza zaniku jej.
          -dzieci,bo nadal często ludzie myślą,że lepiej im będzie w pełnej rodzinie,nawet z defektami ale pełnej.
          -finanse,bo często kobieta majaca dwoje,troje dzieci,nie jest w stanie sama ich utrzymać,ok alimenty często śmieszne, sytuacja mieszkaniowa.
          - strach przed samotnością bo sory laska z dziećmi,nie ma wielkiego brania.
          To są argumenty za pierwszy według mnie najważniejszy.
          • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:14
            Ale to nie są argumenty za unikaniem wiedzy o zdradzie, tylko za kontynuacją związku z tą wiedzą.
            • carmita80 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:29
              A o slyszala kiedy: "czego oczy nie widza, tego sercu nie zal"? Ludzie nie chca wiedzy z ktora z roznych powodow wyzej wymienionych beda musieli zyc i bedzie im z tym ogromnie zle, bedzie volalo a wiedza ze i tak nie zmienia tej sytuacji bo nie moga albo nie chca? Co cie tak dziwi, to ze nie wszyscy sa jak ty? Przyjmij do wiadomosci fakt, ze nie kazdy chce wiedziec. Malzenstwa sa rozne i na roznycj zasadach dzialaja.
              • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:40
                Przyjmuję do wiadomości że są tacy ludzie, co nie przeszkadza mi się dziwić ich pokrętnej logice. Moim zdaniem takie kiszenie prawdy boli bardziej niż szybka operacja, a na pewno dłużej.
                • iwles Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 10:19

                  amonette napisała:

                  > Przyjmuję do wiadomości że są tacy ludzie, co nie przeszkadza mi się dziwić ich
                  > pokrętnej logice.


                  bo gdzie w gę wchodzą uczucia i emocje, trudno mówić o logice, spokojnej rozmowie, pełnym oczyszczeniu i wspólnym ułożeniu nowego "biznesplanu" na życie i spokojne dalsze życie wg tych punkcików.


                  > Moim zdaniem takie kiszenie prawdy boli bardziej


                  no i dlatego osoba, która zdradziła niech poczuwa się do takiego ponoszenia konsekwencji. Boli? trudno, taka zapłata.
                  • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:51
                    Przecież to dla zdradzającego wygodne - ma romans i zaplecze. Co ma boleć?
        • ania_dentystka Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:39
          Przeczytaj mojego posta- jest niżej.
    • rosapulchra-0 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:42
      Ja dziś wiem, że lepiej by było dla mnie, gdybym się nie dowiedziała. Ale się dowiedziałam i straciłam prawie dwa lata życia.
      Dziś jestem pewna, że nie chcę wiedzieć.
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:45
        Możesz rozwinąć? Naprawdę byś chciała żyć w słodkiej iluzji?
        • rosapulchra-0 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:56
          Wiele razy o tym pisałam na forum, wiele razy mi wyrzygiwano to na forum, uodporniłam się. A wszystkiego możesz się dowiedzieć z mojego bloga.
        • princess_yo_yo Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 16:56
          problem polega na tym ze to bardzo rzadko jest slodka iluzja. bardzo niewielu ludzi jest w stanie zdradzac i jednoczesnie tak samo investowac w zwiazek i druga osobe jak przed.

          ta slodka iluzja wymaga wiec zazwyczaj powaznej dozy samo-oszustwa ze strony osoby zdradzanej i odpowiedniej dozy samozaparcia zeby nie widziec czego sercu nie zal. i takich osob tez jest niewiele. a to prowadzi tylko do odroczenia nieuniknionego - im bardziej odwleka sie konfrontacje z rzeczywistoscia tym bardziej jest to bolesne kiedy sie jest do tego zmuszonym. nie tylko zdrady to dotyczy.
          • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:44
            Dokładnie tak
        • carmita80 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:01
          amonette napisała:

          > Możesz rozwinąć? Naprawdę byś chciała żyć w słodkiej iluzji?

          Jaka iluzje masz na mysli? Zrozum, ze gdy sie o czym nie wie to nie ma zadnej iluzji, zadnego kiszenia niewiedzy itd. Sa romanse, ktore nigdy nie wyjda na jaw i zawsze beda tylko tajemnica dwojga. Sa i takie, ktore nie dojda do zdradzanych. Co cie w tym fakcie uwiera? Nie kazdy potrzebuje tego samego do szczescia.
          • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:46
            Naprawdę, czasem ludzie się bardzo starają, zeby nie widzieć wink. Dalej nie rozumiem, co im to daje poza ułudą marnej jakości.
            Chyba, ze ktoś naprawdę głupi jest, ale takiego zwykle mniej boli.
            • kiniox Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 16:40
              A Matrix widziałaś?
            • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 18:14
              Ekhem, jakoś nie kojarzę, żeby tam stawiali na iluzję wink
              • kiniox Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 21.08.12, 12:12
                Nie chodzi o stawianie na iluzję. Chodzi o to, że w praktyce zawsze większość woli wygodną ułudę, niż trudną rzeczywistość. To ludzkie jest.
        • jola-kotka Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:13
          Rozumiem,że ci facet rogi odprawił i się o tym dowiedziała,,teraz tak bardzo się z tej wiedzy cieszysz,ze będziesz wszystkim wspierać iż tak jest super.
          Dla ciebie może jest dla mnie by nie było,bo pomimo,nie posiadania dzieci doskonałej własnej pozycji finansowej,bardzo kocham swojego partnera i nie odeszlabym od niego nawet gdybym taka wiedzę posiadała,ale sprawiło by mi to ból.
          Czyli świadomość zdrady nic by nie zmieniła w moim życiu tylko odebrała mi trochę zdrowia.
          Argument za nie wiedzą to miłość,przywiązanie.
          • jola-kotka Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:16
            Sory za literowki
            • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:50
              Skąd wniosek, że facet mi przyprawił albo ja jemu? Jeśli już, naprawdę wolę wiedzieć. I on też.
              Żadne z nas nie wchodziło w związek z istotą doskonałą, wiemy na czym sie on opiera. Ale na bank nie na oszustwie. Tego akurat bym nie wybaczyła.
              Błędy można, jeśli naprawdę były błędami, a nie konsekwencją utrzymywanej fikcji.
    • jagienka75 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:04
      Uważam, że lepsza jest najgorsza prawda, niż niewiedza. Wolałabym wiedzieć.
      Najgorsze jest to, kiedy kobieta nagle z dnia na dzień dowiaduje się, że jej mąż czy partner odchodzi, ponieważ on od dłuższego czasu ma romans czy tam kogoś na boku i otoczenie ( przyjaciele, rodzina, znajomi, sąsiedzi), również o tym wiedziało, ale nikt nie zareagował.
      Kilka znajomych mi małżeństw w ten sposób się rozleciało.
      Dla tych kobiet to był szok a jedna z nich mało nie przypłaciła tego życiem.
    • sumire Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:34
      zwykłe zgniłe tchórzostwo, powiadasz. aj, jak ja lubię u ludzi łatwość w ocenianiu cudzego postępowania...
      tego typu sprawy zwykle nie są takie proste, jak z boku wyglądają. a większość związków w niczym nie przypomina tych wspaniale partnerskich, opisywanych w pisemkach psychologicznych.
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:52
        Treści w tym co napisałaś jak w pustej beczce wink
        • sumire Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 13:17
          auć. dzięki, starałam się.
          po prostu mam niską tolerancję na głoszenie kategorycznych sądów tego rodzaju. imho to jedna z tych spraw, o których zdecydowanie najchętniej i najgłośniej opinie wyrażają ci, których osobiste doświadczenie w temacie szczęśliwie ominęło.
          • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 13:21
            Ja prosiłam o wyjaśnienie motywacji, nie ogólniki na zasadzie "nie rozumiesz - nie oceniaj. I niektórzy próbują wink
    • ania_dentystka Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:38
      Jestem mężatką od kilkunastu lat. Małżeństwo fajne oparte na miłości, która ewoluuje - inaczej wyglądała gdy bylismy pierwszy rok po slubie, inaczej gdy rodziło się nasze pierwsze dziecko, inaczej po kilkunastu latach, jeszcze inaczej gdy rodziłam drugie dziecko. Mamy spory bagaż doświadczeń, wspólnych przeżyć, radości, trudności. Tak mamy wspólne konto, dom, majątek, który częściowo dostałam ja, częściowo mąż, częściowo ja. Nie sądzę, żeby mąż mnie zdradzał, ale 100% pewności nie mam. I nie ma jej żadna z nas, ani żaden mężczyzna.
      Być może zrobił skok w bok, bo ma pracę, w której okazji mu nie brakuje.
      I o tych skokach w bok- o ile były, bo mam nadzieję, że nie- nie chciałabym wiedzieć, bo po co???? Co by mi to dało prócz, być może rozbicia małżeństwa, fajnego związku? Co oprócz wzajemnych pretensji, zabrania dzieciom domu, ojca, pogorszenia wszystkim sytuacji życiowej i bytowej? Nie jestem uzależniona od męża ani psychicznie ani tym bardziej finansowo. Utrzymałabym i siebie i dzieci nawet bez alimentów i to na nie najgorszym poziomie, choć standard naszego życia znacznie by sie pogorszył.
      Kocham mojego męża, ufam mu, i zaufanie według nas to nie tylko wierność, ale także to, że możemy na sobie polegać w różnych życiowych sytuacjach i na zakrętach. Bo małżeństwo to nie tylko seks- zwłaszcza po latach.
      • kropkacom Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 18:30
        Jeżeli traktować małżeństwo jako związek, gdzie jest zgoda na seks z doskoku z kimś spoza układu, czemu nie? Podziwiam, bo ja bym nie chciała kombinować gdzie dzisiaj mój mąż "spał". Poza tym jest to bardzo ryzykowne jeśli chodzi o zdrowie i to całej rodziny. Badania? Ok, dowiesz się o chorobie i tyle. Co z tym zrobisz?

        Osobiście nie chce wiedzieć jeślim się raz zdarzyło. Jeśli mąż musi spać z innymi, czy prowadzi lustrzany układ w innym domu to dziękuje i postoje sama.
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 13:18
        Kocham, ufam, ale wolę, żeby był kryształowy niż prawdziwy. Bo tego prawdziwego może jednak nie będę chciała.
        Bzdura, ale twoja, nie moja wink
    • a.nancy Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:51
      Nie chcieć wiedzieć o romansie - nie rozumiem. A jednorazowa zdrada "przypadkiem" - sama nie wiem, czy bym chciała wiedzieć, czy nie uncertain Na pewno gdybym coś podejrzewała, to by mnie żarło i musiałabym się dowiedzieć smile Ale... powiedzmy, wyobrażam sobie bardzo udane małżeństwo, panu coś jednorazowo odbiło, szczerze żałuje i raczej tego nie powtórzy (bo wyrzuty sumienia go gryzą na tyle, że ma nauczkę i widzi, że nie było warto)... Ja (jako żona) nie umiałabym wybaczyć, więc - z powodu jednorazowej głupawy stawiać na szalę udany związek? Może jednak lepiej nie wiedzieć?
      Oczywiście to tylko teoretyzowanie, zazwyczaj zdrada jednak oznacza, że związek wbrew pozorom taki udany nie jest.
    • kawka74 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 17:52
      O jednorazowym wyskoku wiedzieć nie chcę - jeśli to był faktycznie jednorazowy wyskok, z głupoty, bez konsekwencji, bez dalszego ciągu.
      O długofalowym romansie wolałabym wiedzieć, bo to już zupełnie inny kaliber.
    • wuika Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 19.08.12, 23:05
      Może w ogóle nie chodzić o oszukiwanie się. Może z innej strony. I pozwolę sobie zaprezentować nieco mniej popularny pogląd. Do zdrady trzeba mieć jaja - i to zarówno, jeśli zdradza kobieta, jak i mężczyzna. Abstrahując od sytuacji, kiedy jedna ze stron chce sobie budować na nowo życie - no to niech je buduje zupełnie na nowo, a nie jako drugie, równoległe. Pewnie większość zdrad to jakieś przypadkowe skoki w bok, chwilowe, krótkie romanse i tego typu przygody. I jeśli ktoś chce się w to bawić, jednocześnie mając rodzinę, to - do ciężkiej cholery - niech się postara na tyle, żeby na tym durnym romansie życie jego rodziny nie ucierpiało. Czyli nie ledwo założy portki, a już biegnie do żony i opowiada, żeby mu wybaczyła. To jest dopiero tchórzostwo - spieprzyć komuś i sobie kawałek życia, po czym biec się niemalże wypłakać, oczekiwać rozgrzeszenia albo wywalenia na drzwi. Jak się mówi A, to trzeba powiedzieć B. Jak chcesz zdradzać i mieć rodzinę, to rób wszystko, żeby rodzina nie cierpiała. Jak chcesz zdradzać i nie mieć rodziny, to w ogóle droga wolna. Ale zrzucanie odpowiedzialności - chociażby w sprawie decyzji "co dalej" na drugą, zdradzoną i zranioną osobą, to już szczyt chamstwa. Nie dość, że taki ktoś zdradza, to jeszcze nie umie sam sobie z tym poradzić. Dno, dno i jeszcze raz dno. Jak sobie ktoś nie umie poradzić z poczuciem winy, to niech się nie rozpędza w kierunku osób trzecich.
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:54
        Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy. Że miś taki dobry porządny.
    • saguaro70 Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 05:53
      Bo w Polsce tak jest. Nasze babki, matki wpajają kobietom stanie przy garach. Gotuj, bo mąż pracuje. Uprasuj mu koszulę, bo nie umie. Zajmij się dzieckiem, bo przecież jesteś matką. Zmyj podłogę, bo mąż po robocie zmęczony i w ogóle czego ty chcesz, kobieto. Niechyb pił, niechy bił, byle był. Kobiata ma robić w domu a wieczorem czekać w sypialnie z uśmiechem na ustach z rozłożonymi nogami.
      Po urodzeniu dziecka kobietom jest trudno iść do pracy, bo każdy pieprzy, że żłobek albo przedszkole to przechowalnia i wylęgarnia chorób. W ten sposób kobiety stają się zależne od mężów.
      Jak mąż zdradzi to i tak jest na wygranej pozycji. Ot, facet po przejściach, nie udało mu się. A kobieta? Samotna matka z dzieckiem, była nie teges i dlatego ją rzucił.
      Może to smiesznie zabrzmi, ale mojej córki nie uczę gotowania, sprzątania. Nie znoszę stereotypów. Moje dziecko ma sobie w życiu radzić i być asertywne, nie uzaleznione od nikogo, a na pewno nie od pieniędzy swojego przyszłego męża.
      • amonette Re: Zdrada - nie chcę wiedzieć? 20.08.12, 12:56
        Niby ograne, ale sama prawda.
    • yanadis zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 07:41
      zaraz pewnie posypią się na mnie gromy, ale mimo wszystko to napiszę... tak, jestem kochanką... poznaliśmy się w zeszłym roku na wyjeździe firmowym, na początku nie byłam nim zbytnio zainteresowana, to raczej on zabiegał o moje względy. Początkowo był to luźny związek, ja poraniona wcześniejszymi doświadczeniami nie chciałam się angażować. W końcu rozstaliśmy się, bez większego żalu z mojej strony. Ten nasz romans trwał 4 miesiące ale nie spotykaliśmy się często ze względu na odległość.
      W tym roku spotkaliśmy się ponownie, na takim samym wyjeździe. Oboje jechaliśmy tam z postanowieniem, że nic między nami nie będzie... niestety.. byliśmy tam 4 dni i żadnej nocy on nie spędził w swoim łóżku. Już tam mówił mi że mnie kocha. Ja bardziej się broniłam, nie chciałam się wikłać w taki związek. Nie dałam rady. Potem telefony kilka razy dziennie, maile, fb, skype. W międzyczasie wyjechałam na wcześniej zaplanowany urlop i chodziłam tam po ścianach z tęsknoty. Zanim wrociłam, on również pojechał na urlop - z żoną. Są 22 lata po ślubie, mają dwoje dzieci: syn 21 i córka 19 lat. On również nie dawał sobie rady z tym wszystkim na urlopie. Do tego stopnia że jego żona zaczęła coś podejrzewać. Pewnego wieczoru przyłapała nas jak rozmawialiśmy na skypie, nie widziała mnie ale widziała, że ma on odpalonego skypa... jakoś załagodził sytuację... Parę dni później jechał do mnie na weekend, ona płakała jak wyjeżdżał, wprawdzie nie wiedziała, że jedzie do mnie... mimo to pojechał. W ubiegłą niedzielę wyjechaliśmy razem na egzotyczny urlop, nie sami, akurat pracujemy w tej samej branży, są tam organizowane różne wyjazdy więc można było coś takiego zrobić. Byliśmy razem przez 6 dni. Najcudowniejszych dni w moim życiu. Usłyszałam tam od niego, że kiedyś marzył o takiej kobiecie jak ja. Na moje pytanie, czemu "kiedyś" odpowiedział, że potem przestał, bo nie myślał, że spotka kogoś takiego. I że nikt nie znaczył dla niego więcej niż ja.. ale... ale jak on ma powiedzieć żonie po tylu latach żeby się wyprowadziła z domu?? Z jednej strony jeszcze bardziej go kochałam za to, że taki jest.. z drugiej strony możliwe że poświęci nasze uczucie w imię .. w imię czego..?? Jego żona już wie, gdy wrócił, czekała na niego z bilingami, z informacjami z fb... a ja teraz wyję z rozpaczy. Myślicie, że to jest łatwe? Myślę o niej, że go szantażuje, że się otruje.. i ogarnia mnie litość i współczucie. Z drugiej strony dlaczego my mamy rezygnować z siebie, z tego co nam się przydarzyło? Bo nie spotkaliśmy się wcześniej? Wierzcie mi, nie chciałam tego. Ale wiem, że on jest mężczyzną mojego życia....
      • jagienka75 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 07:47
        le... ale jak on ma powiedzieć żonie po tylu la
        > tach żeby się wyprowadziła z domu??


        Dobrebig_grin
        Dlaczego zakładasz, że to ona ma się wyprowadzić z domu? Mają przecież dwoje dzieci( co prawda pełnoletnich) i ona ma zostawiać wszystko i iść z nimi na poniewierkę a Ty masz zająć jej miejsce?
        Jak tak bardzo chcecie ze sobą być, to niech on wprowadzi się do Ciebie cwaniaro.
        • yanadis Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 10:46
          no nie napisałam do końca dokładnie wszystkiego. Mam swoje mieszkanie, w którym możemy mieszkać oboje. Niestety po pierwsze mieszkamy ponad 100 km od siebie, na dodatek on całe życie mieszkał na wsi i nie chce się przenieść do bloków. Dodatkowo dom w którym mieszkają, ziemia są jego, po rodzicach, ona też jest z dalszych okolic i sie do niego wprowadziła. Wiadomo, że przez te wszystkie lata małżeństwa oboje sie dorabiali. I wcale nie chcę żeby ona została "z niczym". Jestem gotowa sprzedać swoje mieszkanie, po spłacie kredytu jeszcze zostaną jakieś pieniądze ktore chętnie przeznaczę dla niej...

          wiem , że nie wygrałam.. tutaj nie będzie wygranych, niezależnie od tego jak to wszystko się ułoży zawsze ktoś będzie cierpiał...

          i tak, usłyszałam od niego że marzył o takiej kobiecie jak ja i że nigdy żadna kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja.. tylko czy to wystarczy w momencie, gdy jego żona o niego zaczęła walczyć? Ona ma zdecydowanie więcej argumentów ode mnie.. ja mam argumenty uczuciowe, ona finansowe...
          • rosapulchra-0 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 10:59
            Znasz tę kobietę, że tak ją oceniasz?? suspicious
            Władowałaś się w cudze życie w zabłoconych butach i uzurpujesz sobie prawa do jej męża i jej majątku? Łaskawie dasz jej kasę ze swojego mieszkania i niech spływa??
            Puknij się porządnie w łeb, bo walisz takie gnioty, że aż żal czytać.
            Jestem zażenowana tym, co napisałaś i mam nadzieję, że facet szybko otrzeźwieje i pokornie wróci do żony. A ona niech już robi z nim, co tylko chce. Wara ci do do jego żony!
            • vesper_lynd_1 Ty się dobrze czujesz? 20.08.12, 11:33

              ...nerwy puszczają czy jak?
              w którym miejscu ona ocenia tą żonę?
              • iwles Re: Ty się dobrze czujesz? 20.08.12, 11:55

                chociażby w tym, że pisze, że żona ma tylko argumenty finansowe. To wygląda tak, jakby uważala, że żona będzie chciała go szantażować stroną materialną, a prawo do kochania go ma tylko ona-kochanka.
                • vesper_lynd_1 następna;) 20.08.12, 12:00

                  Ona napisała "tylko" argumenty finansowe?wink
                  • joanna35 Re: następna;) 20.08.12, 12:03
                    A poza tym w tej walce wszystkie chwyty są pewnie dozwolone - żona dyskredytuje w oczach świata kochanke, kochanka żonę, a prawda rządzi się swoimi prawamiwink
                    • vesper_lynd_1 Re: następna;) 20.08.12, 12:32

                      Pewnie tak, życie jest banalnie powtarzalnewink


                      Ja nie widze w tym specjalnie oceniania żony...raczej takie gloryfikowanie własnej osoby i swojej motywacji uczuciowej...nie - że to co robi zona jest płytkie- tylko- to co robię JA jest jakże wzniosłewink
                      • joanna35 Re: następna;) 20.08.12, 12:34
                        Dokładnie
                      • kawka74 Re: następna;) 20.08.12, 12:46
                        Ja się prawie popłakałam ze wzruszenia, gdy przeczytałam, że pani chce oddać żonie to, co zostanie po sprzedaży jej mieszkania i spłaceniu kredytu.
                        • amonette Re: następna;) 20.08.12, 12:59
                          Dzieciny przygarnie, wnuków popilnuje... Niech się tylko ta flądra szybko zabiera, bo wielka miiłość czeka.
                          Mówi się, że mężczyzna w takich przypadkach myśli główką. A kobieta????
                          • joanna35 Re: następna;) 20.08.12, 13:03
                            > Mówi się, że mężczyzna w takich przypadkach myśli główką. A kobieta????

                            Sercem, moja droga, sercemwink
                        • lauren6 Re: następna;) 20.08.12, 13:05
                          A po kilku latach pojawi się kolejna miłość życia tego pana i być może nie będzie taka hojna by sprzedawać swoje mieszkanie i podarować kasę byłej żonie kochasia. Ewentualnie kochaś odkryje, że to jednak pierwsza żona była i jest miłością jego życia. Ruszy go sumienie i znów razem zamieszkają w domu, gdzie przeżyli wspólnie 20 lat. yanadis wyląduje bez faceta, bez mieszkania, bez pieniędzy. Jakby na to spojrzeć z tej strony jest to niezły patent na oskubanie naiwnej baby z życiowych oszczędności. Wszystko w imię wielkiej miłości.
                          • amonette Re: następna;) 20.08.12, 13:10
                            Najwyżej napisze wspomnienia, sprzeda w 20 mln egz. kretynkom skrycie marzącym o WM i odkupi mieszkanie. Pfi, łatwizna wink
                          • joanna35 Re: następna;) 20.08.12, 13:10
                            Dajcie spokój. Wielka miłość może się zdarzyć na róznych etapach naszego życia, tylko honor nakazuje wtedy zostawić ojcowiznę i wieś niekochanej zonie, chociażby w ramach rekompensaty za zawiedzione nadzieje i stracone złudzenia i wprowadzić się do mieszania w bloku i partycypować w spłacaniu kredytu.
                            • amonette Re: następna;) 20.08.12, 13:15
                              Tylko w 99% przypadków na chwilkę przed taką decyzją "on" dochodzi do wniosku, że to chyba jednak nie była TA wielka miłość. I przez rok robi za podnóżek i kapciowego dla żony, a "ona" nabiera rozumu. Dobrze, jak w dalej SWOIM mieszkanku.
                            • lauren6 Re: następna;) 20.08.12, 13:17
                              Ale my to wiemy smile Tylko czy yanadis to widzi w swoim mężczyźnie idealnym, którego głupie teksty sprawiają, że kocha go jeszcze bardziej? Honor honorem, ale na swoje trzeba dmuchać. Niektóre rzeczy trzeba napisać dużymi literami, bo do osoby przeżywającej WM może nie dotrzeć jeśli skromnie napisze się jej, że np. zgłupiała.
                  • iwles Re: następna;) 20.08.12, 13:32
                    vesper_lynd_1 napisał(a):

                    >
                    > Ona napisała "tylko" argumenty finansowe?wink


                    no, napisała tak, że ona - kochanka - ma argumenty uczuciowe, a żona finansowe.
                    No biedny misio, rozdarty między uczuciem, a finansami sad a żona ( w domyśle) na pewno wredna, bo nie pozwoli misiowi na pójście za głosem serca, tylko perfidnie wykorzysta ten materialny argument.
          • kawka74 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 11:04
            Już ich rozwiodłaś, ale żona nawet jeszcze się nie spakowała, a ukochany nie ma zamiaru się do Ciebie przeprowadzić. Kobieta, na którą czekał całe życie, o której marzył i tak dalej, przegrywa z przyzwyczajeniem do życia na wsi? Wolne żarty.
            Bardzo Cię przepraszam, ale jesteś piramidalnie wręcz naiwna. Nie masz pojęcia, co się tak naprawdę dzieje u tego faceta, co do kogo należy, nie znasz jego zamiarów - póki co, żyjecie romantycznymi urlopikami i bzykaniem, ale Ty już prawie sprzedałaś mieszkanie. Wyhamuj, bo rąbnięcie o ścianę przy tej prędkości, jaką przyjęłaś, będzie cholernie bolesne.
            • triss_merigold6 Słodkie prawda? 20.08.12, 11:38
              Takie tkanie iluzji to sama słodycz tylko rzeczywistość skrzeczy, a ogórek nie śpiewa.
              Dziewczęciu z serca życzę wyhamowania i kontroli nad wyobraźnią.
            • rosapulchra-0 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 17:04
              Mój ojczym tak się zakochał, że pierwszej nocy spędzonej u nowo poznanej pani wrócił do domu, spakował walizkę i się wyprowadził. To była miłość, na którą czekał całe życie.
              To nic, że po pięciu latach pokornie wrócił z powrotem do domu.
          • iwles Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 11:31

            to nie zawody, tu nie ma wygranych.
            A ty nie "produkuj" przyszłości, niestety stoisz na pozycji tylko czekania, decyzja co i jak zrobić należy tylko w tym wypadku do faceta.
            Niestety, nie wydaje mi się, aby w ogóle zamierzał coś robić, a nawet wprost przeciwnie, skoro już teraz, na samym początku, próbuje ostudzić twoje zapędy, mówiąc, że przecież żony nie wyrzuci, tak naprawdę te słowa chyba należy rozumieć "przecież nie zostawię żony".
            A im bardziej ty będziesz układała waszą wspólną przyszłość, tym bardziej on od ciebie będzie się oddalał.
          • araceli Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 13:34
            yanadis napisała:
            > i tak, usłyszałam od niego że marzył o takiej kobiecie jak ja i że nigdy żadna
            > kobieta nie znaczyła dla niego tyle co ja.

            Toć to standardowe kity wciskane przez zdradzających - klasyka gatunku. Zła żona i super-nowość - kochanka big_grin Jesteś bardzo naiwna, że się na to łapiesz big_grin
      • kropkacom Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 08:01
        Dlaczego zaraz gromy. To typowe co napisałaś big_grin Dopóki nie zacznie ciebie okłamywać będziesz myślała tak jak teraz. Powodzenia, bo raczej będzie ci potrzebne.
      • ania_dentystka Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 08:26
        A mnie jest żal wszystkich- i CIebie i Twojego przyjaciela i jego zony. Dzieci najmniej, bo są w tym wieku, że za moment będą miały swoje życie, ale też im współczuję. I co więcej - nie ma tu niczyjej winy. Małżeństwa czasem się rozpadają, bo wypaliła się miłość, bo jedno z małżonków znalazło kogoś innego, kogo pokochało.
        Oczywiście na emamie nie znajdziesz zrozumienia ani partnerek do dyskusji- najwyżej zostaniesz larwą, która rozbija rodzinę. A tak naprawdę rozpad tej rodziny zaczął się prawdopodobnie znacznie wcześniej niż pojawiłaś się w życiu swojego przyjaciela. Każda z nas wychodząc za mąż chciałaby, żeby małżeństwo było idealne i trwało do śmierci, ale życie a marzenia to dwie różne rzeczy.
        Nie będzie łatwo, ale życzę Wam szczęścia. I chciałabym, aby żona Twojego przyjaciela także ułożyła sobie z kimś życie a Wy pozostali w co najmniej poprawnych stosunkach. I , wbrew stereotypom, jest to możliwe.
        P.S.
        Moją znajoma, która rzuciła męża do porodu wiózł jej......były mąż ( ojciec dziecka siedział uziemiony na lotnisku z powodu mgły).
        Druga moja znajoma spędza Wigilię w bardzo poszerzonym gronie z mężem obecnym i byłym, oraz obecną zona byłego męża i i jej dzieckiem.
        W mojej dalszej rodzinie pani ma dwóch mężów byłego i obecnego, z którymi wszędzie bywa. Panowie- niemłodzi już- przyjaźnią się.
        • kawka74 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 09:03
          > Oczywiście na emamie nie znajdziesz zrozumienia ani partnerek do dyskusji- najw
          > yżej zostaniesz larwą, która rozbija rodzinę

          Jeszcze niczego nie rozbiła i bardzo możliwe, że nie rozbije.

          A tak naprawdę rozpad tej rodziny
          > zaczął się prawdopodobnie znacznie wcześniej niż pojawiłaś się w życiu swojego
          > przyjaciela.

          Albo pan chciał po prostu sobie poszaleć na boku. Gdy głowa siwieje, to dupa szaleje.
      • kawka74 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 09:01
        ale... ale jak on ma powiedzieć żonie po tylu la
        > tach żeby się wyprowadziła z domu??

        A dlaczego to żona ma się wyprowadzić? To nie jest takie proste: żona, wzruszona Waszą wielką miłością, pakuje manatki i schodzi Wam z oczu. Jeśli ma olej w głowie i możliwości, oskubie Twojego ukochanego ze wszystkiego, z czego tylko może. O ich układach finansowych wiesz tyle, co Ci Twój słodziak naopowiadał, a prawdy może w tym być tyle, co kot napłakał.

        Myślę o niej, że go szantażuje, że się otruje.. i ogarnia mnie litość i ws
        > półczucie.

        Poczekaj z tym zachwytem nad swoją szlachetnością i dobrocią, jeszcze nie wygrałaś.
        Wszystko, co napisałaś, jest tak typowe dla ślepo zakochanej naiwnej kobiety, która dała sobie wcisnąć kilogramy kitu, że mnie samą ogarnia współczucie - dla Ciebie.
      • vesper_lynd_1 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 09:11
        le jak on ma powiedzieć żonie po tylu latach żeby się wyprowadziła z domu?? Z jednej strony jeszcze bardziej go kochałam za to, że taki jest.


        To zdanie budzi moje mocne watpliwości...co do Twojego rozsądku i braku ludzkiej przyzwoitości...lub jegowink Albo jesteś bez krzty zrozumienia i ludzkich albo bezdennie głupia- jak to sobie wyobrażasz? Żona ma się wyprowadzić? A on nieszczęsny nie wie jak to ma jej powiedziec i Ty go rozumiesz i po takiej deklaracji "kochasz jeszcze mocniej"?????

        Zastanów się- romans rzecz ludzka, zdarza się,ale w tym co piszesz jest coś nie tak...czy Ty w ogle usłyszałaś od niego, że chce sie rozwieść?Że kocha Ciebie?
      • joanna35 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 10:29
        Z jednej strony podziwiam , że odważyłaś się napisać o sobie jako o kochance na tym forum, z drugiej ...mam bardzo mieszane uczucia wobec Ciebie. Jestem powierniczką żony i to ja widzę jej załamanie, łzy i słyszę pytanie "dlaczego?". Sytuacja bardzo podobna do opisywanej, małżeństwo z ponad dwudziestoletnim stażem, uchodzące dotychczas za bardzo dobre, o ile nie idealne, dorosłe dzieci. W którymś momencie męża zaczęło coś uwierać w jego długoletnim związku. Niestety, zamiast poinformować o swoich uczuciach, potrzebach i bolączkach żonę postawił dziewczynę przed faktem dokonanym; nie dał jej najmniejszej szansy na ustosunkowanie się do jego "zarzutów", szansy na zweryfikowanie swoich zachowań, szansy np. na terapię małżeńską. Zachował się jak obrzydliwy tchórz i poszedł po linii najmniejszego oporu - dopóki nie pojawiła się amatorka cudzych mężów grzecznie siedział w domu i żył sobie bardzo wygodnie w boku swej ślubnej połowy. I, jestem pewna, że gdyby pani się nie pojawiła żyłby dalej.
        • wuika Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 12:24
          Raczej nie "gdyby się pani nie pojawiła", tylko "gdyby pan nie zapragnął, aby pani się pojawiła". Kochanki nie spadają z nieba, że oto pan wychodzi sobie do pracy, wraca do domu, a po drodze kochanka - a on nie ma nic do powiedzenia. To, co piszesz, to doskonały dowód na potwierdzenie tego, że najpierw jest coś nie tak z małżeństwem, a potem są romanse, a nie na odwrót.
          • joanna35 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 12:29
            Wuika tak, ale gdyby facet grał uczciwie to w momencie jak poczuł tęsknotę za bliżej nieokreślonym informuje o tym żonę, a jeżeli ona nie potrafi sprostać jego oczekiwaniem pakuje manatki i wyprowadza się rezygnując z napełniającej się bez jego udzialu lodówki, wypranych i wyprasowanych ubrań, dwudaniowych obiadków i kawy z deserem, wreszcie z obecności drugiej osoby w donu, która w taki czy inny sposób zagospodaruje jego samotność. Podobno to kobiety odchodzą z powodu czego, facet zawsze odchodzi do....
          • triss_merigold6 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 12:30
            To z nudów Wysoki Sądzie, wszystko z nudów... Pan z możliwościami i kryzysem wieku średniego, klasyka tematu.
          • joanna35 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 12:39
            Nie umniejszając winy faceta - kochanka nie jest bezwolną kukiełką, zwlaszcza kiedy wiedziała, ze pan jest żonaty - zanim została kochanką.
      • amonette Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 20.08.12, 12:57
        ale jak on ma powiedzieć żonie po tylu latach żeby się wyprowadziła z domu

        Proszę??? big_grin
        Niech zgadnę, blondi.
        • malena34 Re: zaraz mnie zjecie, ale.... 23.08.12, 22:09
          To ja tak z innej beczki moze .... Czy o zdradzie chce wiedziec? Tak bo dzieki temu poznaje na nowo tego goscia z ktorym co niedziele pije rano aromatyczna kawe. To zupelnie inny czlowiek niz ten, z ktorym dokladnie lat temu prawie 20 obiecywalismy sobie wiernosc, milosc ....
          Patrze i nie wierze, niby ten sam, ta sama zmarszczka na czole ale w sluchawce glos jakiejs obcej kobiety co to sporty zimowe trenuje, przekonuje mnie, ze wielka milosc, ze cos wspanialego razem stworzyli, ze macocha co to nowy wspanialy swiat mlodziezy chce pokazac... I ja tym razem nie wiem z kim zyje ... To inny facet jest, ktos go zamienil?... Czy moze mnie sie cos pomylilo. I to ten moment, kiedy zaczynam patrzec jak na nowego czlowieka. Zal mi tej kobiety , zal mi siebie a faceta nie ... Ale wina ńigdy nie jest po jednej stronie .... Obydwoje jestesmy nowi ... A ta pani , no coz na koniec nieszczesliwa schodzi ze sceny. Nie ma tu wygranych bo cierpienie kobiet jest takie samo, rozpaczliwie dojmujace dla zony jak i dla kochanki, ktora zmienia swoje zycie, zeby miec faceta dla siebie. Faceci to sw...nie ńiestety i mysla tylko o sobie. Wrazliwosc zarezerwowana dla kobiet jest im obca wiec krzywdza wszystkich, zeby potem moc przepraszac w nieskonczonosc lub czuc sie odrzuconym co niby usprawiedliwia kolejne pracowe przygody.
          Czy che wiedziec - tak .... Zeby moc zdecydowac co dalej ...
          Pozdrawiam,
          M.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka