W najnowszych "WO" odredakcyjny wstępniak i tekst z wyznaniami "ojców" odnośnie ciąż ich żon/partnerek. Panowie prezentują lęki, paranoje, niechęć wobec wizji utraty wolności, obrzydzenie itd. Nie mają 17 wiosenek tylko znacznie więcej.
Redakcja wyjaśnia, że pora na otwartą dyskusję o ojcowskich lękach czy inne "ojcostwo bez fikcji", bo panowie tacy biedni i nie mają się z kim swoimi schizami podzielić, a zwłaszcza nie mogą ze swoimi partnerkami.
I strasznie mnie wkurza takie rzekome przełamywanie tabu, nie zgadzam się na kulturę, która daje mężczyźnie przyzwolenie na zwalanie swoich schiz na kobietę w ciąży i zwalnia go z odpowiedzialności bycia twardym/dzielnym właśnie wtedy. Sorry, masz schizy to je schowaj i nie przewalaj ich na panią, która przez tych kilka miesięcy jest najbardziej bezradna i emocjonalnie wrażliwa. Milcz gościu i weź na klatę.
Mam wrażenie, że jest jakaś zmasowana promocja słabych leszczy, przewrażliwionych dupków, którzy bez względu na moment muszą pielęgnować swoje wrażliwe wnętrze, ego i co tam mają.