kechim
04.10.12, 06:34
Gdy byłam w ciąży ustaliliśmy z mężem, że ja zajmuję się dzieckiem a on pracuje - ma dużo większe niż ja możliwości zawodowe. I tak było przez kilka lat. Później nastał mały kryzys, zmuszona byłam podjąć pracę, ale tylko na trzy dni w tygodniu - tyle nam wystarcza,żeby móc pospłacać długi, co zresztą nastąpi już za piętnaście miesięcy. Pracuję jednego dnia sześć godzin, w pozostałe - po 12. Mały chodzi do przedszkola, w dni które pracuję odbiera go mąż, ja zawożę - mam do pracy na 10. Parę dni temu szefowa zapytała, czy nie chciałabym pracować jeszcze dwa dni w tygodniu, po 12 godzin. Wspomniałam o tym mężowi, powiedział, że byłoby dobrze trochę więcej zarobić. A ja nie mam ochoty,żeby mój syn był przez cały dzień w przedszkolu, tym bardziej, że nie ma takiej potrzeby, nie mamy noża na gardle, żyjemy skromnie i wystarczy. Jak spłacimy długi (co nastąpi już niedługo jak wspomniałam wyżej) będziemy mieć w budżecie domowym o prawie cztery tysiące więcej, po co mam męczyć siebie i dzieciaka? Nie mam racji?