Dodaj do ulubionych

zostać czy odejść?

06.07.04, 14:48
Z moim partnerem jestem już 5 lat. Mamy prawie 3 letnie dziecko. Przed
urodzeniem dziecka różnie między nami bywało. Zaszłam w ciążę (nie
planowana). Mój partner bardzo się tym przejął, ale postanowił wychowywać
dziecko razem ze mną. Zależało mi, żeby wziąć ślub, ale mój partner odrzekł,
że nie jest jeszcze gotowy, żebyśmy się wstrzymali. Oczywiście różnie bywało,
czasami się kłóciliśmy, ale w sumie było między nami całkiem dobrze. Mój
partner był wychowany pod kloszem. Jego matka miała i ma na niego bardzo duży
wpływ. Niestety nie przepadam za nią, ale zawsze starałam się być w porządku
w stosunku do niej. Niestety ona ode mnie wymagała, żebym się jej zwierzała,
chciała byc moją przyjaciółką, matką. Ja jednak czułam, że to wszystko jest
sztuczne. Zresztą zawsze kiedy próbowałam przedstawić swoje zdanie nie
chciała mnie słuchać. Nie można było jej nigdy nic powiedzieć, poniewaz
obrażała się i dawała wszystkim do zrozumienia, że jestem podłą osobą.
Zresztą mój partner także tak uważał. Moim zdanie mój partner jest bardziej
związany ze swoją matką niż ze mną. Takie są moje odczucia. Nie lubię jej i
wiem, że nie polubię. Próbowałam, ale nie potrafię. Oczywiście jestem dla
niej zawsze miła, uprzejma. Mój partner przy swojej matce zachowuje się jak
mały chłopiec. Moim zdaniem jego stosunki z matką nie są normalne. O
wszystkim jej mówi, w zasadzie czuję jej obecność w naszym związku cały czas.
Co powie mama? Czy mamie nie będzie przykro? Niestety mój partner nie dojrzał
jeszce do tego, żeby wziąć ze mną ślub. Dobrze wie, że mi na tym bardzo
zależy. Na początku postawił mi warunek, że ożeni się ze mną, jeżeli zmienię
swoj charakter. I rzeczywiście przez trzy lata robiłam wszystko, żeby jego
zadowolić. Niestety nadal nie dojrzał, nie jest gotowy do ślubu. Dodam, że
ślub dla mojego mężą też jest ważny i dlatego nie chce w kościele przysiegać,
że będzie ze mną do końca, skoro nie jest o tym przekoanny. Ostatnio nie
wytrzymałam i coś we mnie pękło. Była między nami straszna kłótnia. Mieliśmy
się roztać. Niestety jestem od niego uzależniona finansowo. Mój patrner
twierdzi, że jeżeli chcę od niego odejść to on mi nie będzie tego utrudniał.
Pomoże mi finansowo, zostawi mieszkanie. Mówił też że możemy spróbować
jeszcze raz. Zgodziłam się, ale teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam. Myślę, że
jednak go kocham. On mówi, że chce spróbować. Wiem, że bardzo kocha dziecko,
jest wspaniałym ojcem. Boję sie jednak, że on będzie ode mnie oczekiwał,
żebym pokochała jego matkę (wiem, że to nigdy nie nastąpi), boję się, że
matka dla niego będzie ważniejsza ode mnie (on uważa, że to nieprwda). Ale ja
to widzę, nosi jej zdjęcie w porfelu, z nią rozmawia więcej niż ze mną, ona
go pociesza, z nią ma wspólne zainteresowania. Poza tym jak długo mam czekać
aż ona dojrzeje. Nie wiem? Nie wiem co robić?

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • jagasz Re: zostać czy odejść? 06.07.04, 15:28
      Witam,
      Myslę, że musisz zadać sobie jedno podstawowe pytanie, czy chcesz byc dalej z
      tym człowiekiem? Jeżeli nie, umów się z nim na konkretną pomoc finansową,
      znajdziesz pracę, nie wiem czy masz gdzie mieszkać, to może być problem.
      Jeżeli tak, napiszę jedno - dziewczyno musisz nabrać dystansu do jego matki, po
      prostu musisz. Z Twojego listu widać, że jego matka to osoba, która spędza ci
      sen z powiek, dlaczego tak jest? Uwierz mi ja mam dość nieciekawą teściową i
      myślę, że około 80% dziewczyn z Forum mam podobnie. Trochę czasu zabrało mi to
      aby nabrać do niej dystansu. Mój mąż jest jej jedynym dzieckiem. To, że nie
      pozwolisz mu jeżdzić do teściowej, spotykać się, rozmawiać, jeszcze bardziej go
      nastawi na nie do Ciebie. Po prostu - przestań o niej mysleć, niech Twój maż
      tam jeżdzi, rozmawia, co Ciebie to obchodzi, jak mu zabronisz i tak pojedzie.
      Bądź dla niego super sympatyczna i niech jego matka się wścieka, że on kocha
      ciebie a ty jego. A jeżeli pyta "co mama na to powie", "mamie będzie przykro",
      możesz powiedzieć "mi tez jest przykro, bo...", "to od ciebie zależy co powiesz
      matce..." itp. Zdystansuj się do tego tematu, dojrzej do tego tematu, bądź
      ponad to.
      Zobaczysz, wygrasz.
      Pozdrawiam ciepło

      aga
      • smutna5 Re: zostać czy odejść? 06.07.04, 15:50
        Być może potrafiłabym się zdystansować do jego matki, tym bardziej, że nie
        mieszkamy blisko siebie. Niepokoi mnie jednak to, że mój partner nie staje po
        mojej stronie. Mało tego wydaje mi się, że chce , żebym stała sie podobna do
        jego matki. Ja jestem w stanie ją szanować, byc dla niej miła, uprzejma, ale
        ona oczekuje ode mnie czegoś więcej. Jest mu przykro, że nie chcę być
        przyjaciólką jego matki (nie chcę i mam do tego prawo). Poza tym cały czas
        myslę, że ona chce, żebym opowiadała jej o tym co się dzieje w naszym związku,
        żeby mieć jeszcze większy wpływ na mojego partnera. Jednak jestem w stanie to
        wszystko zrozumieć. Nie moge natomiast zrozumieć tego, że mój patrenr nie
        potrafi dorosnąć. Chce być ze mną, podobno mnie kocha, a jednak nie chce się
        ożenić. Nie wiem czy dalej czekać, czy dać sobie spokój. Zaznaczam, że czuję
        coś do niego i dlatego nie jest mi łatwo podjąć decyzję. Wiem, że wiekszość z
        Was żyje bez ślubu ale napewno jest to decyzją, którą podjęliście razem. Ja nie
        jestem zadowolona z takiego układu.
        Pozdrawiam
    • sakada Re: zostać czy odejść? 06.07.04, 15:55
      "Na początku postawił mi warunek, że ożeni się ze mną, jeżeli zmienię
      swoj charakter."
      Wiesz co? To przykre, co Cię spotkało. Gdyby nie dziecko napewno ten związek nie wytrzymałby próby czasu. No i dobrze, bo nie powinien. Nie warto być z kimś, kto wymaga od nas zmiany własnego charakteru. Kocha się inną osobą za to jaka jest. Kocha się zarówno zalety jak i wady bo wiadomo, że nie ma ludzi bez wad. Mojemu niemężowi nigdy nie przyszło do głowy by mówić: "Jak zmienisz w sobie to i to - wtedy Cię pokocham." Gdyby to zrobił kazałabym mu wynosić się do wszystkich diabłów. Jak już pisałam w licznych postach - nie popieram związków ze względu na dzieci. Mały człowiek znacznie lepiej dorasta wychowywany przez jednego, kochającego rodzica niż w atmosferze kłótni, nieporozumienia i wzajemnych pretensji. Dziecko jest jak barometr - wszystko wychwytuje, co dzieje się pomiędzy rodzicami i cierpi na tym podwójnie. A Ty dodatkowo masz ten konfort, że partner obiecał Ci pomóc finansowo. To ułatwia sprawę. Nie liczyłabym na to, że on się zmieni, gdyby miało tak być - zrobilby to już po urodzeniu dziecka. Ja osobiście radziłaby odejść od niego. Będziesz się męczyć w tym związku a z Tobą dziecko. Nawet jak postarasz się zmienić - i tak wciąż będziesz dla niego niewystarczająco dobra. Życzę Ci również byś kiedyś spotkała tego, który pokocha Cię taką, jaką jesteś. Powodzenia.
      • sakada Re: zostać czy odejść? 06.07.04, 15:58
        A co do Twojego drugiego postu - owszem masz rację. My też nie mamy ślubu, ale to jak podejżewałaś nasza wspólna decyzja. Musimy najpierw trochę odłożyć pieniędzy na tę uroczystość, ponieważ chcemy by ten dzień był najpiękniejszy w naszym życiu.
        • iwcia75 Re: zostać czy odejść? 06.07.04, 20:27
          smutna, ty bardzo cierpisz w tym zwiazku,a powodem jest to,ze ignorowane sa
          Twoje potrezby stabilizacji oraz to,ze on nie staje po twojej stronie. jesli
          wazne jest dla ciebie to,czy jestes kochana,to sprobowalabym zerwac ten uklad i
          zyc z alimentow. ale Ty go kochasz i cierpisz. spojrz jednak prawdzie w oczy-on
          cie nie kocha i raczej nie pokocha,moze nawet nie poczuje tego,ze odejdziesz,
          moze go to nawet nie zaboli. masz wiec do wyboru-zaakceptowac sytuacje zycia w
          zwiazku , w ktorym jestes niekochana lub zrezygnowac z tego zwiazku. jest ci
          trudno zrezygnowac,bo kochasz,bo macie dziecko,bo nie masz pieniedzy. zycze
          trafnego wyboru.
    • sowa_hu_hu Re: zostać czy odejść? 06.07.04, 20:49
      wiele nie poradze... teoretycznie powinnaś go olać ale skoro go kochasz to
      pewnie z nim zostaniesz... ale kurcze nie namawiaj faceta na ślub - nie
      upokarzaj sie dziewczyno! przeciez to on powinien sie oświadczyć - sam z
      siebie... czy będziesz szcześliwa jesli ten slub na nim wymusisz?
      ja też długo chciałam slubu - mój facet jednak mi sie nie oświadczył - nie wiem
      dlaczego tak naprawde - wiem ze mnie kocha... ale w sumie było tyle problemów
      po trodze - moze to miało jakiś wpływ... poza tym wiem ze dla niego ślub nie ma
      znaczenia... dlatego ja sie z tym pogodziłam i nie naciskam - jeśli kiedyś
      poprosi mnie o ręke to sie zastanowie smile
      a co do mamusi - współczuje takiej sytuacji - moze jednak lepiej byłoby sie
      rozejść - zwłaszcza jesli on chce ci zostawić mieszkanie , będzie pomgał przy
      dziecku... moze jesli nie bedzie cie miał na co dzień zrozumie że to ty jesteś
      kobieta jego życia a nie mamuśka... naprawde nie wiem co radzić - zawsze łatwo
      sie mówi gdy stoi sie z boku...

      przemyśl to raz jeszcze - chyba zdystansowanie sie od niego byłby teraz dla
      ciebie najlepsze... życie w cieniu jego matki to nie zycie...
      i daj spokój z tym ślubem....

      pozdrawiam

      i trzymam kciuki za podjecie odpowiedniej decyzji....
    • estusia Re: zostać czy odejść? 07.07.04, 11:31
      a co ja mam zrobić ?
      jesteśmy razem od 3 lat, bywało różnie,on uparty- ja jeszcze gorzej, oczywiście
      na ustępstwa idę tylko ja, bo on sie od razu obraża.Było dużo takich spraw przez
      które płakałam i wyobraźcie sobie,że on robiąc mi przykrość potrafił się jeszcze
      z tego powodu na mnie obrazić... O ciąży ja powiedziałam jego mamie (przez
      telefon),bo on połknął język - tak jakby to była moja wina. Mieszkamy w
      mieszkaniu jego mamy, oczywiście z jego bratem.Ja jestem wychowana w czystości i
      porządku, oni przeciwnie, nie interesują się, że może trzeba odkurzyć, wynieść
      śmiecie, wszystko jest na mojej głowie, jestem teraz na zwonieniu, powinnam
      leżeć a latam ze szmatką i sprzątam, zmywam, gotuję, nie mam już siły na to
      wszystko. Wiele razy mówiłam mu, że jest mi ciężko, a on na to : że mam cały
      dzień na to i mogę robić to z przerwami (...) Czasem mi pomaga- jak już zrobie
      mu wojne. Wiem że to ich matka tak nauczyła,wszystko za nich robiła, ale nie mam
      do niej żalu bo to dobra kobieta i chce dla nas jak najlepiej, za kilka miesięcy
      wraca do Polski i jestem ciekawa jak mój partner będzie się zachowywał. Ślubu
      nie bierzemy, bo on nie czuje się "gotowy", ja nie bedę go zmuszać - łatwiej
      bedzie mi od niego odejść. Z tego co wiem to matka dała mu niezłe kazanie na ten
      temat, ale to przecież nie z jego matką będę żyć. Czasem mam wszystkiego dość,
      on o niczym nie pamięta, wszystkie sprawy musze sama załatwiać, wszystko ma
      gdzieś niczym, się nie przejmuje, ot, taki Piotruś Pan. Nawet o tym, że dziś są
      moje imieniny nie będzie pamiętał, jest mi tak przykro, że czasem myślę o tym by
      odebrać sobie życie... Nie powiem mojej mamie o tym co się dzieje, ona od
      początku nie akceptowala tego związku, a ja jej nie słuchałam. Mam żal do
      siebie, że jej wtedy nie posłuchałam, może teraz byłoby inaczej? Wiem że ona mi
      pomoże i że mogę na nią liczyć, na matkę mego partnera też, ale na osobę na
      której najbardziej mi zależy nie mogę liczyć; on twierdzi inaczej, że możemy być
      rodziną bez papierków, chce budować dom, chce mieć szczęśliwą rodzinę, ale to
      jest tylko słomiany zapał, znam go i wiem jaki on jest - dziś mówi tak a jutro
      inaczej. Może za dużo wymagam, albo szukam dziury w całym. Niby wszystko jest
      ok,a wcale nie jest. Nie chce tak dalej żyć, a co będzie jak będzie dziecko ?
      Przeciez moja mama nie bedzie brała urlopu na wieczność by mi pomóc przy
      maluszku, nie będę też obarczać obowiązkami drugiej mamy jeśli ta bedzie już
      wtedy mieszkać w innym mieszkaniu.Jednyny tego plus, to że będziemy mieli własne
      mieszkanie, ale co z tego że zamiast jednego, będe mieć dwujke dzieci: ojca i
      syna. Koszmar. I co ja mam robić ? Poradźcie !
      • smutna5 Re: zostać czy odejść? 08.07.04, 12:52
        Dziekuję Wam za odpowiedzi.
        Niestety sytuacja nie jest łatwa. Myślę, że kocham mojego partnera, jest dobrym
        człowiekiem, dba o nas, jest wspaniałym ojcem. Moje dziecko bardzo go kocha i z
        tego też powodu nie wyobrazam sobie naszego roztania. W sumie nasz zwiazku
        wygląda na idealny. Prawie wcale sie nie kłócimy. Zawsze kiedy probuję mieć
        inne zdanie mój partner robi smutną minę, mówi, że bardzo go ranię, że jest mu
        bardzo przykro, że taka jestem: złośliwa, nieprzyjemna, nie potrafie się
        odwdzięczyć itd. Umiejętnie potrafi tak rozegrać sprawę, że ja zawsze czuję się
        winna.Przez kilka lat byłam o tym przekonana, że to moja wina, że muszę zrobić
        wszystko, żeby mój mężczyzna był ze mną szczęśliwy. Ostatnio jednak po poważnej
        kłótni ktoś mi uświadomił, że powinnam zacząć się bronić. Ta osoba otworzyła mi
        oczy na wiele spraw. To jednak spowodowało, że zaczęłam mieć do mojego partner
        pretensję i żal o to, że nie potrafił dojrzeć, że zawsze zrzucał winę na mnie.
        Z jednej strony kocham go a z drugiej mam do niego żal. Dużym problemem jest
        jego matka. I to nie chodzi o to, że ja mu zabraniam sie z nia kontaktować.
        Gdyby tak było to wiem, że mój partner znienawidził by mnie i dawno byśmy się
        roztali. Jeżdzimy do jego matki razem, ponieważ chcę żeby mojego dziecko miało
        kontakt z babcią (jest dobrą babcią). Jestem dla niej zawsze miła. Niestety to
        za mało. Matka mojego partnera wie o nas w zasadzie wszytko,, nawet to w jaki
        spsób spędzamy dzień, gdzie jesteśmy, z kim się spotkałam. Nie mogę pójść
        gdzieś, żeby ona o tym nie wiedziała (chyba, że skłamię). I to mój partner ją o
        tym informuję. Nie mam ochoty opowiadać jej o swoich wizytach u lekarza, albo
        zdawać relacje ze spotkań z najbliżaszą koleżanką. Ona jest obrażona, że jej
        nic nie chcę mówić. Nie potrafi zrozumieć, ze chcę mieć trochę prywatności.
        Chce byc na siłę moja przyjaciólką. Ja nie chcę i cały czas uważam, że mam do
        tego prawo. Mój partner tego nie rozumie. Cały czas powtarza, że jest mu
        przykro, że jestem zbyt oschła w sotunku do jego matki. Dużo energi poświęca na
        to, żeby polepszyć stosunki między nią a mną. Moim zdaniem te stousnku są w
        porządku. Cchiałabym, żeby wreszcie mnie zaakceptowali taką jaką jestem.
        Ostatnio moj parter poweidział, że może w końcu jego mama sie do mnie przekona.
        Jeżeli chodzi o ślub, to dałam mu czas do namysłu. Musi podjąć decyzję co
        dalej. Ja powiedziałam, że nie odpowida mi taki układ i jezeli on nie jest w
        stanie ożenic się ze mną to wtedy musimy się roztać. Może rzeczywiście
        upokorzyłam się mówiąc mu, że zależy mi na ślubie ale w koncu dlaczego tylko
        facet ma prawo decydować kiedy i czy w ogole się oświadczyć. Nie wiem czy
        dobrze zrobiłam? Myślę, ze jednak tak.
        Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam Was

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka