pinklo
17.12.12, 13:59
Mieszkam z mezem w Warszawie. Jego siostra z rodzina takze w Warszawie dosc daleko od nas ale w koncu jedno miasto. Oni maja dwoje dzieci 7-10lat. Na poczatku staralismy sie utrzymywac jakies kontakty towarzyskie z nimi ale tak jakos nikt wylewny w naszym kierunku ani goscinny nie byl. Niby sporadycznie zapraszaja do siebie ale gdy zaczynam sugerowac za mamy czas i moge przyjechac w odwiedziny to sie od razu okazuje ze oni czasu nie maja. Do czego zmierzam; nigdy nie bylismy zapraszani do nich na uroczystosci typu imieniny, urodziny. Ani ich, ani ich dzieci. Choc wiem ze dla dzieci w domu imprezki robili. Od kilku lat jest tak, ze maz swoja siostre widzi praktycznie tylko przy okazji... odwiedzania rodzicow na swieta.
A rodzice, bagatela, mieszkaja 200 km od Warszawy.
Nadmienie, ze siostra przyjeżdżajac do swoich rodziców daje im jakies czekoladki a my nic od nich nie dostajemy, dzieci nie mamy. Oni sa finansowo sytuowani duzo lepiej niz my.
Wiec my, co roku, kupujemy prezenty pod choinke dla ich dzieci i wieziemy te 200km do rodzicow meza gdyz wiemy ze pewnie tam zajrza, tam dajemy ich dzieciom prezenty a oni zabieraja je za soba do Warszawy...
I wlasnie uznalam, ze to jest nieporozumienie.
I w tym roku cisne meza, zeby zadnych prezentow nie kupowac i nie wozic jak glupi po Polsce. Jesli chca miec z nami kontakt i prezenty to niech sie wysila na podtrzymanie kontaktu w Warszawie gdzie wszyscy mieszkamy.
Slusznie robie?