Dodaj do ulubionych

Sens zycia...

21.12.12, 11:09
Tak a propos konca swiata wink
Mniej wiecej co miesiac (najczesciej w zwiazku z PMS) nachodza mnie depresyjne mysli i pytania o sens mojej egzystencji na tym swiecie…No totalna beznadzieja po prostu, dzien swistaka sad
Mam rodzine jak reklamy, w sensie superfacet, 2 coreczki, a jednak… Codzienna rutyna mnie z lekka przybija. Rano wstac, poubierac dzieciaki (4,5 i 2 lata), pozawozic do zlobka i przedszkola, z wywalonym do pracy, a po pracy z wywalonym po dzieciaki. Do domu wchodzimy tak kolo godziny 18, trzeba robic szybko cos do jedzenia, bo krzycza, ze glodne, ze pic, ze to, ze tamto. Jak kolacja jest juz gotowa, wraca tatus z pracy, wiec siadamy i jemy. Porozmawiac czasem sie da, najczesciej jednak nie za bardzo, bo sie latorosle wcinaja caly czas.
Potem sie troche z nimi pobawic, poprzytulac, i trzeba juz isc spac. Mieszkanie wyglada, jakby w nim bomba pierdyknela, ale cale szczescie sprzatanie codzienne absolutnie nie nalezy do moich priorytetow, bo na to juz na pewno czasu by nie starczylo.
Bardzo chcialabym pracowac na okrojony etat, optymalne byloby 6 godzin, ale niestety nie mam takiej mozliwosci, bo tu gdzie mieszkam prawie nie istnieja takie etaty. Dziadkow nie mamy w poblizu, wiec od 4,5 roku nawet nie bylismy nigdzie tylko we dwoje. No porazka po prostu. Ja wiem, ze bardzo duzo ludzi tak ma, ale jakos mnie to nie pociesza. Jak tak ma wygladac moje zycie juz zawsze, to ja dziekuje, to chyba juz wole koniec swiata…A tu kurna nic!

Obserwuj wątek
    • echtom Re: Sens zycia... 21.12.12, 11:24
      Nie marudź smile Dzieci rosną, za kilkanaście lat będzie luz.
    • moni692 Re: Sens zycia... 21.12.12, 11:26
      Wez sobie nianie na jeden- dwa wieczory w miesiacu, ewentualnie tez pania sprzatajaca smile
      Jesli mozecie sobie na to pozwolic smile.
      • tezee Re: Sens zycia... 21.12.12, 11:45
        Gdybyś nie miała tego majdanu ba gdy ten majdan pójdzie w świat ( tj dzieci dorosną ) będzie smęcenie że smutno , że puste życie , ze brakuje czegos , ze cicho w domu /w zyciu itd itd itd
        big_grin
        • topo-lina Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:02
          Jakos mnie to nie pociesza... Bo ja chce tu i teraz, a nie za 20 lat sad
    • kropkacom Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:04
      Ja się w cale nie dziwię, ze tyle małżeństw nie znosi próby czasu.

      Mąż jak rozumiem w tym majdanie nie marudzi? Nie myślałaś o tym czemu to ty chcesz mieć więcej czasu, a on nie? Może on ma możliwość zmiany godzin pracy?
      • topo-lina Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:30
        A gdzie ja napisalam, ze nie marudzi? Jest mu tak samo ciezko jak mnie, moze nawet ciezej, bo on zarabia wiecej, i czuje sie finansowo bardziej odpowiedzialny za nasza rodzine, a godziny pracy ma tekie, ze niestety czasami dluzej musi zostac w biurze, sporo wyjazdow i stresu. Dziecmi zajmuje sie tak samo jak ja, i jak ja musze wyjechac z pracy, to on zostaje z nimi sam i bardzo dobrze sobie radzi.
        W tym poscie pisalam o MOICH odczuciach, a nie jego, bo to temat na osobny post. Niestety nie ma mozliwosci zmiany godzin pracy, ani jego ani moich.
        Wysoka cene placimy za rozwoj cywilizacji i emancypacje...
        • kropkacom Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:47
          > Wysoka cene placimy za rozwoj cywilizacji i emancypacje...

          Kto płaci?

          To jeszcze raz dowodzi, że facet nie pracuje nic lżej kiedy pracuje także pani.
          • topo-lina Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:57
            Wszyscy placimy. Przede wszystkim jednostka spoleczna zwana rodzina...
            • kropkacom Re: Sens zycia... 21.12.12, 13:08
              Myślałam, że na tym zyskuje...
              • nenia1 Re: Sens zycia... 21.12.12, 13:12
                W życiu nie ma czegoś takiego jak czysty zysk. Zawsze coś się zyskuje i coś traci. Bilansu każdy powinien dokonać sam i wybrać to co dla niego ważniejsze. Ktoś, kto będzie pracował na dwóch etatach zyskuje więcej pieniędzy, ale traci czas. Odwrotnie zyskuje czas, ale traci pieniądze. Zawsze jest coś za coś.
    • noname2002 Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:06
      A nie mozecie wychodzic na zmiane? moze zapisz sie na cos co Cie interesuje i sprawia przyjemnosc, flamenco, plywalnia, kurs hiszpanskiego i oderwij sie od rutyny i obowiazkow.


      • inez21 Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:17
        Jak powiedział pewien rosyjski oficer strzelając sobiw w łeb: "nadajeło odziewatsia rozdiewatsa"smile)
        Rzeczywiście proza i powtarzalność dnia codziennego potrafią doprowadzić do depresji.
        Koniecznie trzeba znaleźć sposób na to by oderwać się od dnia codziennego. Jakiś krótki wyjazd,wyjście do kina,do restauracji potrafią odmienić życie. Masz na co czekać i co wspominać później.To daje siłę i kolor życiusmile
      • topo-lina Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:21
        Chodze, albo przynajmniej staram sie, do fitness klubu, a jak jest cieplo - biegam. Ale moj maz ma taka prace, ze dosyc czesto wyjezdza, a jak go nie ma, to ja juz na fitness niestety nie moge pojsc sad Mi chodzi glownie o to, ze w dzisiejszych czasach nie pozostaje zbyt wiele czasu na jakies aktywnosci/przyjemnosci poza praca. Ja juz i tak na tutejsze warunki mam super, bo pracuje "tylko" do 17, bo udalo mi sie z szefem dogadac, ze robie tylko pol godziny przerwy i wychodze pol godziny wczesniej niz wszyscy, ale jak widze te moje dzieciaki zmeczone po prawie 10 godzinach w jakichs placowkach, to czuje sie wlasnie tak, jak to opisalam. To nie dzieci sa moim problemem, tylko pogodzenie macierzynstwa z praca tak, zeby i wilk byl syty i owca cala. Taki okrojony etat wlasnie bylby fajnym kompromisem.
        • nenia1 Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:33
          Dla mnie strzałem w dziesiątkę była własna firma. Prowadzę ją w domu, mam własny dobrze wyposażony gabinet. Godziny pracy ustalam sobie sama, a że działam w branży usług, to nie muszę rano wstawać, by otworzyć np. sklep, w związku z czym żyję w rytmie własnego organizmu. Mam ochotę to idę na zakupy, jem sobie spokojnie śniadanie, muszę iść w południe do lekarza, i nie stresuję, że mnie szef nie zwolni itd. Pracuję własnym rytmem, chcę więcej to pracuję więcej, nie chce mi się, bo mnie boli głowa, to odpoczywam. Dla mnie różnica kolosalna w porównaniu z pracą na etacie.
          A do tego masz poczucie, że tworzysz coś własnego, firma to jak kolejne dziecko, chuchasz, dmuchasz i cieszysz się jak rośnie. I jak te z krwi i kości dorosną ty dalej czujesz, że masz co robić.
          • topo-lina Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:39
            Niestety po 1. nie mam za bardzo pomyslu na wlasna firme, a po 2. jestem chyba za wielkim tchorzem, zeby zrezygnowac z wyplaty comiesiecznej na rzecz niepewnosci finansowej zwiazanej z wlasna dzialalnoscia. Ale nie ukrywam, ze bardzo duzo nad tym myslalam, i ze podziwiam osoby przebojowe i z pomyslem na zycie i prace.
            • nenia1 Re: Sens zycia... 21.12.12, 13:08
              To myśl, myśl - ja córkę bardzo zachęcam to takiej formy pracy i też już intensywnie myśli, powoli działa, a obecnie dodatkowo szkoli.
              Prawda jest banalna - nikt twojego życia za ciebie nie zmieni, samo się nie zrobi, ale ty możesz bardzo wiele, wystarczy nie tyle przestać się bać, ile lęk przezwyciężać.
              Niepewność finansową masz także na etacie, a w firmie, jeśli dobrze zarządzasz, dorobisz się grona stałych klientów i świadczysz usługi odnawialne, dbasz o ich jakość to wierz mi nie jest źle. Wszystko musi być z głową. Skoro o tym myślisz, to w tym kierunku cię ciągnie.
              Dodatkowym, dla mnie bardzo ważnym bonusem, jest odczuwanie radości z pracy, z tworzenia czegoś, mnie też wcześniej trochę brakowało sensu życia, teraz tego nie odczuwam.
              Odnosisz sukces, robisz coś dla siebie, jesteś niezależna i wolna - to uskrzydla. Pozdrawiam i życzę radości na święta i w nadchodzącym roku.
    • joxanna Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:29
      Rozumiem Cię.

      My w pewnym momencie robiliśmy tak, że co jakiś czas, fakt, nieczęsto, braliśmy jeden dzień urlopu razem i to był tylko dla nas. Dzieci w placówkach oświatowych, z nianią, a my wychodziliśmy rano i zaczynaliśmy od porannej kawy w kawiarni, potem jakiś spacer, czy przejażdżka, nawet wycieczka do lasu, potem kino, kina są czynne już w południe, choćby nawet powłóczyć się po centrum handlowym, byle razem.... Wracalismy o takiej godzinie, jakby normalnie z pracy - ale kompletnie inni, odświeżeni, wypoczęci. Fajne to byłosmile
      • topo-lina Re: Sens zycia... 21.12.12, 12:43
        Joxanna, wlasnie takie jest nasze postanowienie na nowy rok. Jak starsza corka byla jeszcze jedynaczka, to robilismy tak czasami i przyznaje, ze dobrze robi taki dzionek bez dzieciakow u nogi wink Potem zmienilismy oboje prace jak druga corka byla malutka i niestety nie nadazamy z kumulowaniem dni wolnych, bo ida na choroby dzieci na razie sad Ale mam nadzieje, ze uda nam sie choc kilka takich dni wygospodarowac w przyszlym roku...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka