Tak sie zastanawiam, jak powinien byc rozlozony podzial oplat za kolonie dziecka, jesli podzial wakacji jest 2/3 z matka, 1/3 z ojcem (taki podzial to wniosek ojca) - teoretyczne, dziecko na kolonie pojedzie w czasie wakacji "przydzielonych" z matka, a skoro matka nie placi za wyjazdy dziecka w czasie ktory spedza z ojcem, no to vice versa. Z drugiej strony, znaczna dysproporcja podzialu wakacyjnego powoduje ze matka musi rozejrzec sie za wyjazdem zorganizowanym (bo tyle urlopu na raz nie wezmie), plus wyjazd matka+dziecko.
Z trzeciej strony - jest to wyjazd dziecka, nie dziecka+ matka itd, wiec logiczne jest ze ojciec powinien sie dorzucic.
ogolnie ojciec rzuca jakies ochlapy zarowno jesli chodzi o kw. finansowe (tak mniej wiecej *ok 200zl/mc, bo twierdzi ze zarabia najnizsza krajowa i na wiecej go nie stac), jak i opieki (ok 24h w weekendy na zasadzie "jak juz nie mam co robic to pojade po dzieciaka")
argumenty lopatologiczne milo widziane - ex jest yntelygentny inaczej
*mniej wiecej, jest to rownowartosc 200zl, nie mieszkamy w PL