Dodaj do ulubionych

Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji.

    • lelija05 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 13:59
      A czy, któraś pamięta, że był taki wątek może z rok temu? Pisany przez druga żonę w ciąży, też sprawa dotyczyła wyjazdu o ile dobrze pamiętam.
      A pamiętacie Lanntannę?Siedzącą samą w wigilię, żeby dzieciom z poprzedniego małżeństwa nie było przykro?

      Też miałam taką znajomą, tylko, ze ona była o tyle w lepszej sytuacji, że wyszła za mąż za obiekt romansu i dorobiła się z nim dwójki dzieci, z poprzedniego małżeństwa miała jedno.
      Ale jak jej ex mąż się ożenił i urodziło mu się dziecko, to zaczęła wariować jak koleżanka Arweny.
      Skończyło się sądem - na niekorzyść znajomej.
      A ta w ramach "dokopania" exowi, wyemigrowała, uniemożliwiając kontakt z dzieckiem.
      I chyba nadal nie widzi, że zrobiła bardziej dziecku na złość.
      • lusitania2 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 14:27
        lelija05 napisała:

        > A czy, któraś pamięta, że był taki wątek może z rok temu? Pisany przez druga żo
        > nę w ciąży, też sprawa dotyczyła wyjazdu o ile dobrze pamiętam.

        nie, ale pamiętam wątasek triss, pieklącą się na exa, że nie chce syna zabrać w terminie porodu (osobiście albo finansując kolonie) jej drugiego dziecka na co najmniej dwa tygodnie, bo jej, nowemu dziecku i ojcu nowego dziecka należy się słodkie sam na sam.
        • nutka07 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 14:34
          Serio pisala slodkie sam na sam?

          Z tego co pamietam to byly tez glosy, ze nie powinna syna izolowac w tym czasie.
        • lelija05 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 14:40
          Pamiętam, wątek był dłuuugi.
          • triss_merigold6 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 14:59
            W każdym razie moje dziecko nie doznało traumy z powodu wyjazdu na obóz w terminie zbieżnym z pojawieniem się siostry.
        • triss_merigold6 Co Ty powiesz? 22.02.13, 14:43
          Co Ty powiesz?
          Eks po prostu miał zapewnić dziecku 2 tygodnie wakacji w terminie jaki znał kilka miesięcy wcześniej. Syn jechał na obóz, potem tygodniową kolonię, a potem z nami i należało dziecku wypełnić lukę między obozem, a kolonią. Eks nie wyjechał, syn pojechał z dziadkiem. Oczywiście nie krępowałam się z wyrażaniem swojego zdania na temat zaangażowania tatusia w wakacyjną opiekę nad jego potomkiem.

          IMO termin wakacji dziecka w wieku szkolnym jest z grubsza znany każdemu.
          • lusitania2 Re: Co Ty powiesz? 22.02.13, 14:55
            skleroza, triss?
            Użyj wyszukiwarki i poczytaj, co nawypisywałaś.
            • triss_merigold6 Re: Co Ty powiesz? 22.02.13, 14:58
              Nie, ja wiem co pisałam. Pisałam o tym, że eks ma zapewnić dziecku opiekę w terminie od-do i się wykręcał brakiem kasy proponując jakąż żenadę w rodzaju kolonii z Caritasu.
      • nutka07 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 15:08
        A o co dokladnie chodzilo w watku Lanntanny, byla sama caly czas czy kilka godzin?
        • lelija05 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 15:44
          Wątków Lanntanny było kilka, poza tym udzielała się ogólnie na forum i jej sytuacja była strasznie smutna. Mąż był bardziej zaangażowany w sprawy byłej rodziny, a ją miał krótko mówiąc w nosie. I nie chodziło jej o dzieci, tylko o podejście męża.
          Bardzo mnie to poruszyło, że została sama w wigilię, bo jej obecność na "rodzinnej" imprezie wg męża i chyba również teściów była niepożądana.
          • nutka07 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 16:48
            Faktycznie smutne, poza tym jest juz zona a nie tylko jakas sympatia uncertain
            No facet tu dal ciala.
    • ksionzka Czy kolonia to obóz parcy? 22.02.13, 15:33
      Kara za żywota? Wysyłacie swoje dzieci na kolonie, obozy? Dlaczego je wyrzucacie zamiast trzymać pod stołem w domu. Nie chcecie być razem?

      Czemu oddajecie dzieci do żłobków zasłaniając się pracą czy obowiązkami. Czemu zawozicie do babci bo macie inne plany? Przecież dziecku na psychikę siądzie.

      tongue_out
      • nutka07 Re: Czy kolonia to obóz parcy? 22.02.13, 15:38
        Po co w ogole rodzic dzieci, skoro i tak umra.
    • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 19:54
      Kiedys koleżanka, psycholożka, opowiadala mi ze wyczytala gdzieś, ze jeśli rodzice dziecka są razem, nadrzędna powinna byc ich wzajemna relacja, jeśli się rozstaną, nadrzedne powinno byc dobro dziecka.
      Argumenty, ze tatus ma nowe zycie, nową rodzinę,wiec dzieci powinny zrozumieć, ze ma teraz dla nich mniej czasu (jeszcze mniej) - w sam raz dla szesciolatka. Zresztą dla dziesiecioletniej dziewczynki to też zadne przeżycie - że tata ma teraz nowe dziecko, i dla niej mniej czasu, a wlasciwie w ogóle żadnego czasu, skoro się ją odsyła.
      Ja sama na miejscu świeżo upieczonej matki spakowalabym manatki i z calym towarzystwem (maż i wszystkie dzieci) pojechalabym do teściow w gory, dalabym sie obsługiwać i zajmowalabym sie wylącznie noworodkiem, wykorzystujac pomoc calej rodziny (dokladnie tak zrobilam urodziwszy corkę, tyle ze maż zostal w pracy, zabrakło mu urlopu; oczywiście zakladam, ze dziecko i matka zdrowi, a dom teściow dość pojemny).
      Wyzywanie bylych zon - coz, moja Next już jest jest EX (z dwojgiem dzieci), jak to mówią - Fortuna bardzo jest płocha, dziś matka, jutro macocha.

      Co do opowiedzianej historii, po doczytaniu szczegołow myślę, że nie da się wykluczyć, że bohater wybiera sobie na partnerki kobiety podobne do siebie osobowościowo, najwyraźniej jeden z tych, co kochają zołzy, szkoda dzieci.
      • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 20:13
        Nic nie wiemy o obecnej żonie- czy jest zołzą czy nie.
        Postarajmy się jednak zrozumieć, że ludzie są różni. MNIE przeszkadzałaby stała obecność obcych dla MNIE dzieci/osób w chwili gdy padam ze zmęczenia na pysk, gdy nie jestem w formie, gdy chcę odpocząć, zdrzemnąć się. Nie łudźmy się, że 6, 10 latki będą siedzieć jak trusie. Prawem dzieci jest ruch, ciekawość ( będą sto razy dziennie zaglądały do noworodka choćby po to, żeby dotknąć dzidziusia).
        W każdym domu są trochę inne obyczaje, zwyczaje, przyzwyczajenia.
        Być może dzieci robią coś co nie jest akceptowane przez macochę( nie musi to być nic strasznego- wystarczy że wieczorami są głośne, grają w swoją ulubioną grę). Macocha- zmęczona i rozchwiana hormonalnie może mieć tego dość, może ją to drażnić.
        Czy samym szczęściem dla starszych dzieci jest stałe uciszanie- "cicho, dzidziuś śpi"? Macocha, zwłaszcza gdy to jej pierwsze dziecko ma prawo się bać, nie chcieć, żeby starszaki brały malucha na ręce. Czy więziom rodzinnym służy zwracanie uwagi "zostaw go, nie ruszaj, bo zrobisz krzywdę" ( nawet jak dzieci są delikatne).?
        Nie wiem jak wielki dom musieliby mieć teściowie, zeby wszystkim było wygodnie i matka z noworodkiem mogła się odseparować.
        A co jesli dzieci nie są idealne ( a mogą nie być)? A co gdy stosunki z teściami sa lekko napięte? No i czy teściowie są przygotowani na dodatkowych domowników w ilości 5 osób w tym noworodka?
        Moja znajoma wyjechała na 2 tygodnie wakacji z mężem, swoim 4- chyba- latkiem i nastoletnim pasierbem. Pasierb dał jej popalić a każda interwencja męża ( nawet w najsłuszniejszej sprawie) kończyła się telefonem do matki.
        Powtarzam najzdrowsza sytuacja dla wszystkich to taka, żeby nowej rodzinie dać się nacieszyć noworodkiem. Niech przez kilka dni będą sami, potem jeśli dzieci są w mieście niech odwiedzają, ale nie mieszkają razem. A na wspólne wakacje przyjdzie jeszcze czas. Ojciec może zabrać starszaki na narty na 2 tygodnie, pojechać z nimi do którejś z europejskich stolic na długi weekend, spędzać wolny czas, ale uwaga! będzie miał go mniej. I starszaki też muszą to przyjąć do wiadomości.
        • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 20:27
          a najlepsze rozwiązanie to jakby matka zorganizowała dzieciom wakacje, a nie patrzyła na ojca. W głowie jej sie poprzewracało i to zdrowo . Ojciec w tym okresie czasu nie będzie dyspozycyjny i koniec tematu. Dzieci owszem, mają prawo przebywać u ojca, jednak domownikami nie są , i żona ich ojca ma prawo do intymności, ciszy i spokoju w tym czasie. Dzieciom się naprawdę krzywda nie stanie . Już nie róbcie z tego nie wiadomo jakiej afery, dzieciom nie można pokazywać że wszystko i natychmiast im sie należy, bo co to z nich wyrośnie ? egoiści, bez odrobiny empatii i pokory - tak jak ich mamusia
        • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 20:58
          Myślę, że nigdy się nie zrozumiemy, bo jest dla mnie nie do pojecia jak mozna o bracie i siostrze własnego dziecka myśleć "obce" dzieci, ani dlaczego dzieci nie moglyby przestrzegać zasady najzupelniej naturalnej, ze należy szanować cudzy sen, w tym "dzidziusia", czy zaakceptować, ze nie mogą brac noworodka na ręce (bo dla nich za cieżki tongue_out ).
          • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:17
            Nanga ale kobieta tuz po porodzie moze nie chciec sie zajmowac dziecmi, ktore nie sa jej. Zwlaszcza przy pierwszym dziecku. Ja pamietam kiedy urodzilam pierwsze dziecko to bylam tak skoncentrowana na nim ze wszystko i wszyscy poszli w odstawke. Wtedy nawet bliskie dzieci, moi bratankowie ktorych bardzo kocham mnie wyprowadzali z rownowagi i tolerancja na normalne dzieciece zachowania spadla ponizej zera. I tak to zorganizowala natura. Jest to stan wyjatkowy i trzeba to uszanowac. Co innego odwiedziny, wyjscie na spacer wszyscy razem a co innego spedzanie razem calego dnia i nocy.
            A tu dzieci meza, z ktorymi jeszcze kobieta moze jeszcze nie miec wiezi emocjonalnej wprowadzilyby sie na 2 tygodnie zeby pomieszkac z nowym braciszkiem. Co do zajmowania sie dziecmi, ze niby ojciec sie nimi bedzie zajmowal to nie wyobrazam sobie tego. Dzieci bylyby w rodzinie i to nie jest mozliwe zeby tylko ojciec sie nimi zajmowal.
            Poza tym my tu sobie teoretyzujemy bo nie wiemy nawet czy ta kobieta nie bylaby sklonna goscic dzieci meza tuz po porodzie. W koncu to ona sie nimi zajmowala w ciagu ferii wiec nie wiadomo. Jedyne co wiemy to to, ze matka jest wkurzona ze dzieci nie pojada na wakacje z ojcem w przyjetym do tej pory terminie i to w dodatku w konkretne miejsce i ze nie zgodzila sie na przesuniecie terminu wyjazdu pare tygodni.
            • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:50
              franczii napisała:

              Nanga ale kobieta tuz po porodzie moze nie chciec sie zajmowac dziecmi, ktore nie sa jej.

              A kto jej każe?
              • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:54
                No wybacz ale nie wyobrazam sobie inaczej gdyby dzieci przebywaly pod moim dachem.
                Poza tym to sa rozwazania czysto teoretyczne bo prawdopodobnie nawet gdyby druga zona sie zgodzila to rozwiazanie nie usatysfakcjonowaloby eks, ktorej akurat o co innego chodzi.
              • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:57
                A jeśli ta kobieta przymuszona, przez takie jak Ty , zgodzi się żeby dzieci jej męża mieszkały przez 2 tygodnie po porodzie to siła rzeczy będzie się nimi zajmowała. Tak jak ktos napisał wyżej - tolerancja na normalne zachowania dzieci prawdopodobnie spadnie do zera, bo będzie bała się o własne dziecko, bo będzie zmęczona, bo nowa sytuacja. I może się zdarzyć ( jest to bardzo prawdopodobne), że huknie, że każe im wyjść z pokoju, w którym jest, że zabroni dotykać dziecka. I awantura gotowa. Powstanie kolejny wątek- Jasiowi i Małgosi urodziło się przyrodnie rodzeństwo. Chcieli z nim pomieszkać zaraz po urodzeniu, ale macocha jest zła, krzyczy, nie pozwala czuć się swobodnie w mieszkaniu ich ojca....
                • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 14:19
                  hanna_sty napisała:

                  A jeśli ta kobieta przymuszona, przez takie jak Ty , zgodzi się żeby dzieci jej męża mieszkały przez 2 tygodnie po porodzie to siła rzeczy będzie się nimi zajmowała.

                  Taaaak, takie jak ja przymuszają kobiety w połogu, żeby zajmowały się gromadką dzieci big_grin
                  Nie wiem, skąd tak absurdalny wniosek wyciągnęłaś, ale niech ci będzie big_grin
              • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 09:46
                Poza tym jest jeszcze jedna sprawa.
                Nie wiem jak jest w rozbitych rodzinach ale z reguly nawet w pelnych rodzinach pojawienie sie rodzenstwa starsze dzieci przyjmuja jako konkurencje i zagrozenie.
                Dzieje sie tak nawet jesli obiektywnie brak jest powodow zeby czuc sie zagrozonym. To pewnie jakis pierwotny instynkt walki o pozycje w stadzie sie wlacza. Nawet jesli deklaruja , ze kochaja malego braciszka okazuja mu czulosc to jednoczesnie manifestuja swoje zagrozenie konkurujac i zabiegajac o uwage doroslych w rozny sposob. Macocha wcale nie musi pragnac uczestniczyc w tym tuz po porodzie kiedy buzuja jej jeszcze hormony.
                • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 10:48
                  To raz, a dwa to jest już inna rodzina. Można się lubic, można się kochać, sznować, mieć przyjemność w spędzaniu razem czasu, ale......... nie całego czasu, nie w specyficznej, szczególnej sytuacji, nie zawsze, nie wszędzie nie na gwizdek.
                  Rodziny ojciec+ex+2 dzieci ( starszych) JUŻ NIE MA, rozpadła się, nie powróci. Nie jest to ważne kto zawinił i dlaczego tak się stało.
                  Ojciec nie przestaje być ojcem, ale rodzina w takiej konfiguracji już nie istnieje.
                  Istnieją dwie inne- składające się z innych członków, w której są inne zalezności i kazdy musi się nagiąć i przystosować.
                  Pierwsza to ex+2 starszych dzieci ( i ojciec DOCHODZĄCY)
                  druga: macocha+ nowe dziecko+ojciec ( i 2 starszych dochodzących).
                  I w swoim domu druga zona ojca ma prawo żyć swobodnie, nie być skrępowana, poddenerwowana zwłaszcza po porodzie albo tuż przed nim.
                  Ale czy zrozumieją to rozwiedzione mamy, które też mają powłączane instynkty walki io własne dzieci- wątpię.
                  Miłego dnia i więcej tolerancji.
                  • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 19:37
                    Właśnie dlatego że "dochodzace", trzeba o nie szczegolnie zadbać. jeśli sie jest kochajacym ojcem. A kochajaca kochajacego ojca macocha moglaby to wziac pod uwagę.
                    U nas sie szykuje podobna historia, też latem - i zobaczymy (u nas tzn u Ex II i Next II). Poki co obie macochy mojej corki byly jak najbardziej OK, nigdy na nie nie narzekalam, na odwrot, i szczesliwie dziecko dorosło w spokoju.
                    • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 24.02.13, 00:40
                      Właśnie dlatego że "dochodzace",
                      trzeba o nie szczegolnie zadbać.


                      Ten pogląd to pętla na szyję:
                      -niszczy relację z macochą
                      -deprawuje dzieci



                      jeśli sie jest kochajacym ojcem. A
                      kochajaca kochajacego ojca
                      macocha moglaby to wziac pod
                      uwagę.


                      Kochający ojciec ma o dzieci "szczególnie" zadbać, kosztem noworodka, a macocha ma to wziąć pod uwagę?
                      Nie tędy droga: pętla na szyję.
                      • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 24.02.13, 17:17
                        Troska o dzieci deprawuje je - to ciekawa opinia. Zdumiewająca.
                        • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 24.02.13, 18:19
                          Nie umiem tak składnie i klarownie pisać jak Ty, więc nie objasnie Ci tego mechanizmu. Zajrzyj na forum macochy, tam poszerzysz swoją wiedzę o relacji next plus dzieci stare, nowe.


                          Wszelkie złote rady co macocha powinna wynagradzac biedactwom z rozbitej rodziny są de facto niedźwiedzią przysługa tym dzieciom.
                          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 24.02.13, 18:49
                            Otóż to. Nie mam co prawda, odstukać, pasierbówsmile, ale wyobrażam sobie następującą sytuację- macocha za wszelką cenę usiłuje, pod presją otoczenia czy z jakiegokolwiek innego powodu, wynagrodzić pasierbom, że ojciec z nimi nie mieszka. Jej potrzeby schodzą na kolejny - celowo nie piszę drugi- plan, bo pasierbowie CHCĄ to czy tamto, MUSZĄ mieć najnowsze gadżety, nie ustąpią, bo mają wdrukowane, że im SIĘ NALEZY. I potem przenoszą to na życie, inni ludzie też muszą natychmiast, już, bo pasierbowie nie mają na co dzień tatusia.
                            A może warto przyjąć do wiadomości, że dzieci z pierwszego małżeństwa nie są w niczym uprzywilejowane, że czasem nie ma już, ba bywa, że zachcianka nie zostanie zaspokojona, bo są inne wydatki, inne priorytety, inne sprawy- w tej chwili ważniejsze. Niech mają świadomość, że wokół nich nie kręci się świat.
                            Co nie oznacza, że dzieci nalezy zaniedbywać, ale między zaniedbywaniem a spełnianiem zachcianek na 1-2-3 jest przepaść.
                            • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 10:41
                              Haniu - czy ja w jakimkolwiek miejscu pisze o spelnianiu zachcianek?
                          • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 10:36
                            "Macochy" czytywalam przez lat kilka, te poglady są mi dobrze znane. Jednocześnie dziecko moje ma juz drugą macochę, a jedna z nich jest takze macochą dzieci pierwszej macochy. Trochę skomplikowane, piętrowo sie to u nas uklada.
                            W każdym razie obie "nasze" macochy dbaja o emocje i szanują wrażliwość wszystkich dzieci, jestem im za to bardzo wdzieczna i szczerze je lubie. One za sobą raczej nie przepadają (za świeże wszystko), ale nie przenosza tego na dzieci.
                            Mozna? Można. I z pozytkiem dla wszystkich.
                            I mozna naprawde lubić "cudze" dzieci - jeśli, powtarzam, "cudze" czy "obce" są odpowiednimi eppitetami dla dzieci ludzi, ktorych kochamy, i jednocześnie braci/siostr naszych wlasnych dzieci.
                            Oczywiście zmuszać nikogo nie mozna, jednak propozycje resetowania zycia, traktowanie dzieci z poprzednich zwiazkow jako dzieci drugiej kategorii ("dochodzace" - wiec niepelnoprawne) - to nikomu nie słuzy, ani tym, ani tamtym dzieciom, ani zadnemu z rodziców.
                            Na moj własny stosunek do dzieci Next wpłynelo jedno jedyne zdanie wypowiedziane przez rozwiedzioną kobiete o synu jej next, ktorego wychowywala (rodzice oboje chorzy powaznie). Na moje oslupienie powiedziała: Przeciez to brat mego syna.
                            Mialam wtedy uczucie, że ktos mi zdjąl z oczu zaslonę.
                            Kiedy ktos pisze, ze to tylko dzieci dochodzace, ze mają zrozumiec, ze tata ma teraz dla nich mniej czasu, i one POWINNY to zrozumieć, kiedy te dzieci traktuje się - bo tak jest w większości postów tego wątku - jako zagrozenie i zawadę - mam uczucie, ze ktos sypie mi piach w oczy.
                            Taka roznica.
                            • triss_merigold6 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 10:54
                              Teraz i w tym konkretnym momencie ma mniej czasu.
                              W bardziej standardowym układzie, kiedy matka idzie do szpitala i pojawia się noworodek, dorośli też chwilowo mają mniej czasu dla starszego dziecka/dzieci.
                              Przypominam, że mój rodzony syn pojechał na obóz w terminie mojego porodu i żadnej traumy z tego tytułu nie doznał. Po prostu, są wakacje = dzieci gdzieś jadą, z ojcem pojadą później.

                              • triss_merigold6 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 11:02
                                Dodam jeszcze, że zgadzam się z tymi, które pisały o totalnej alergii na wszystkich obcych w okresie okołoporodowym. Obcych rozumianych jako nie-domownicy.
                                Teraz, przy drugim dziecku, przez kilkanaście pierwszych dni, jedyną osobą którą mogłam znieść na swoim terenie bez zaciskania zębów, była matka mojego partnera. Ona działała uspokajająco, niczego ode mnie nie chciała, przynosiła gotowe obiady i była całkowicie nieinwazyjna. Dzieci (poza rodzonym), bez względu na pokrewieństwo, bym nie zdzierżyła.
                            • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 11:01
                              > Kiedy ktos pisze, ze to tylko dzieci dochodzace, ze mają zrozumiec, ze tata ma
                              > teraz dla nich mniej czasu, i one POWINNY to zrozumieć, kiedy te dzieci traktuj
                              > e się - bo tak jest w większości postów tego wątku - jako zagrozenie i zawadę -
                              > mam uczucie, ze ktos sypie mi piach w oczy.

                              Ale Nanga przeciez nikt nie pisal, ze dzieci starsze maja pojsc w odstawke. Nikt nie pisal, ze ojciec nie powinien juz ich nigdzie zabierac ani wpuszczac do domu, w ktorym pojawi sie kolejne dziecko z inna pania. Te dzieci nie musza nic zrozumiec. Jesli dorosli na czele z byla rozegraja dobrze to dzieci maja nawet szanse sie nie zorientowac, ze w tym roku jada na wakacje z ojcem pozniej niz w poprzednich latach.
                            • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 11:17
                              O zachciankach rzeczywiście nie pisałaś. Tym nie mniej postaraj się zrozumieć inny punkt widzenia. Są ludzie, i nie jest ich tak mało, którzy w pewnym momencie chcą pozostać w domu bez osób nie będących na stałe domownikami!
                              Ja, choć bardzo lubię gości, w pewnym momencie jestem zadowolona jak za ostatnim zamykają się drzwi.
                              Ja, choć w domu mam 2 łazienki ( a bywało, że miałam więcej) nie przepadam za tym jak ktoś wchodzi do mojej wanny ( tu wyjątkiem jest mój syn, ale nie wiem jaki będę miała stosunek do synowej gdy ją posiądę).
                              Nie lubię jak ktoś pałęta się po mojej kuchni.
                              Nie lubię gości z nocowaniem!
                              Nie proponuję resetowania życia bo jest to niemożliwe.
                              Wiem, że dzieci z poprzedniego związku czasem muszą/chcą nocować u ojca, ale powtarzam są to osoby nie będące domownikami. ( nie drugiej kategorii, ale właśnie nie będące domownikami).
                              Nie przeczę, że są ludzie, którym obecność w domu ludzi nie będących domownikami nie przeszkadza. Jest im obojętne kto i jak długo korzysta z ich łazienki, ręcznika, pościeli ( może przejaskrawiam, ale celowo). Kto urzęduje w ich kuchni. Jeśli tak jest to super. Niech tak ludzie żyją, ale pozwólmy, bez wywierania presji, żyć i innym. A zwłaszcza pozwólmy na to kobiecie przed urodzeniem dziecka, w połogu, chorej czy będącej w sytuacji szczególnej. A z taką tu mamy do czynienia.
                            • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 11:54
                              To inaczej. Wyobraź sobie, że Twoja córka rodzi za dwa tygodnie. Co sądzisz o pomyśle ulokowania u niej dwójki siostrzeńców? Lipa trochę, prawda?
                              • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 12:02
                                A dlaczego siostrzeńców? Córka Nangi ma dziecko z mężem swojej siostry?
                                • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 12:34
                                  To dzieci i to dzieci.
                                  Usunęlam kontrowersyjne pokrewieństwo.
                                  Uwierz, niezależnie jak bardzo, zdaniem osoby spoza "układu": sąsiadek, koleżanek, ciotek, pan z targu, forumowiczek etc. należałoby wpitolic dzieci exa pierworodce w połogu pod opiekę "dla ich dobra", to to NIE będzie w konsekwencji dla ich dobra.

                                  Macocha, która odda pod presją otoczenia swój ostatni bastion straci serce dla pasierbow i dobrą wolę też, co się obróci długoterminowo przeciw dzieciom.

                                  Tak więc wszystkie panie o gorących seduszkach palajacych chęcią czynienia dobra cudzymi rękami namawiam do wstrzemięźliwości w wyrażaniu swoich opinii co kto powinien.
                                  • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 15:02
                                    Moim, powtarzam, MOIM zdaniem po rozwodzie wszystko się zmienia, nic już nie będzie tak jak wcześniej. Podobnie jak zmienia się gdy umrze któreś z rodziców- i to nie ważne czy dziecko ma 4,14,24 czy 34 albo więcej lat. I nie będzie tak samo gdy dziecko wyprowadzi się z domu - też nieważne czy ma 20 , 25 czy 35 lat. Będzie inaczej.
                                    Tata będzie kochał, ale na odległość bo nie mieszka już razem. Tata będzie dochodzący - z powodów jak wyżej. Tata nie będzie wiedział o wielu sprawach, bo wiedzieć nie może. W końcu tata będzie miał mniej czasu, bo ma własny obszar życia.
                                    Może to niesprawiedliwe, krzywdzące, ale nie zawsze jest tak jak chcemy. Nikt nie zakłąda, że się rozwiedzie i będzie wychowywać dziecko na odległość, ale nieraz tak bywa.
                                    • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 22:03
                                      Będzie inaczej, ale może byc bardzo roznie.
                                      • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 08:27
                                        Oczywiście, że może być bardzo różnie. Można nadobecnością pasierbów tak zrazić do nich macochę, że każdy kontakt spowoduje u niej gęsią skórkę. Mogą być mile widziani, bo o czasie, który wszystkim odpowiada.
                                        Może być miło, może być sztucznie.
                                        I w skrajnych przypadkach może rozpaść się nowy związek na tle konfliktów o "stare" dzieci.
                                        może być różnie.
                                        • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 15:58
                                          Kazdy związek moze sie rozpaść z najrozniejszych powodow - w sytuacji o jakiej piszesz problemem wydaje sie być nie tyle obecność pasierbiąt, co reakcja macochy na tęże. w calej tu dyskusji najdziwaczniejsze wydaje mi sie przekonanie, ze ktos kto średnio kocha jedne dzieci, bedzie bardzo kochał inne (te MOJE). No tak to nie dziala.
                                          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 16:53
                                            Oczywiście, że można się rozwieść ze 105 powodów, ale jeśli facet wybiera w dość szczególnej sytuacji dla nowej rodziny starsze dzieci to źle to rokuje dla tej nowej.
                                          • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 21:09
                                            dyskusji najdziwaczniejsze wydaje
                                            mi sie przekonanie, ze ktos kto
                                            średnio kocha
                                            > jedne dzieci, bedzie bardzo
                                            kochał inne (te MOJE). No tak to
                                            nie dziala.
                                            >


                                            Bliższa koszula ciału.
                                            Tak naprawdę moc sprawczą dla dobra dzieci ex ma macocha. Choć de facto nie musi. Ktoś sięgnie po palec, rękę, bark i w końcu zostanie jak żona rybaka ze Złotej Rybki- z minimum socjalnym.
                                  • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 22:01
                                    Wiesz, ja nie będę sie upierac, ze dzieci musza tam być podczas pologu - przeciwnie, chetnie przyznam, że lepiej rozwiazać to inaczej. Natomiast nie moge sie zgodzić, że jest OK, kiedy dzieci po prostu sie odsyła.
                                    Natomiast uwazalam, ze gdyby dzieci zostaly w domu macochy i ojca (ktory wg mnie powinien tez byc w jakims sensie i ich domem, w tym sensie, ze powinny tam czuc sie u siebie, podobnie jak w domu matki) , zajmowalby sie nimi ojciec, nie macocha. Zauwaz tez, że nie przesadzam z "zajmowaniem" sie dziećmi - uwazam, że normalne dzieci w wieku szkolnym nie potrzebują szczegolnego "zajmowania sie nimi", na odwrot, moga i powinny przyczynic sie w domu "do wspolnego dobra".
                                    w patowej (ex nie zgadza sie na zmiane terminu) sytuacji prosilabym rodzicow o zajecie sie dziećmi (babcie i dziadka) - o ile pamietam mają z nimi dobry kontakt.
                                    • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 00:23
                                      > Natomiast uwazalam, ze gdyby dzieci zostaly w domu macochy i ojca (ktory wg mni
                                      > e powinien tez byc w jakims sensie i ich domem, w tym sensie, ze powinny tam cz
                                      > uc sie u siebie, podobnie jak w domu matki) , zajmowalby sie nimi ojciec,

                                      jeszcze raz: jak sobie wyobrażasz sytuację typu "pani nagle zaczyna rodzic w środku nocy"?
                                      • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 06:10
                                        O bosze co za problem bierze taxi i jedzie na porodowke, nie?
                                      • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 16:04
                                        No wiesz - ja w podobnej sytuacji opiekowalam sie coreczką next, kiedy bedąc w ciązy z drugim dzieckiem wyladowala w szpitalu, a ex byl tam z nimi czy cos, już nie pamiętam.
                                        Jak sobie wyobrażam? Że poprosilabym o pomoc (uprzedzoną) przyjaciolkę, kuzynkę, ciotkę, matkę, sąsiada, szwagra - no kurczę blade, czy Ty naprawde zyjesz na wyspie bezludnej?
                                        • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 16:50
                                          nangaparbat3 napisała:

                                          > No wiesz - ja w podobnej sytuacji opiekowalam sie coreczką next,

                                          to nie jest podobna sytuacja. Podobna by byla, gdyby ex wylądowała w szpitalu.

                                          > Jak sobie wyobrażam? Że poprosilabym o pomoc (uprzedzoną) przyjaciolkę, kuzynkę
                                          > , ciotkę, matkę, sąsiada, szwagra - no kurczę blade, czy Ty naprawde zyjesz na
                                          > wyspie bezludnej?

                                          nie, ale też nie moja macocha rodzi, więc nie wiem, jakie to ma znaczenie. Naprawdę nie widzę niczyjej korzyści ani dowodu dbania o uczucia dzieci w fakcie, że o godzinie X (która może nastąpić w środku nocy) jestem odstawiana do bliżej mi nieokreślonego szwagra czy sąsiada, podczas, gdy zasadniczo komfortowo mogłabym być z własną matką, ale ona ma focha. Jeśli naprawdę nie dociera do ciebie, jsak ty bredzisz, to nie ma sensu tego tłumaczyć.
                                          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 17:03
                                            Niektórym paniom się wydaje, że kobieta wiżąc się z dzieciatym facetem musi zrzec się wszystkiego, bo dzieci są najważniejsze. A więc- wakacje nie we dwoje tylko z pasierbiętami, sytuacja, którą wałkujemy przez ponad 400 postów- tata zajmuje się pasierbiętami a żona ( w ciązy lub z noworodkiem) z boku i w katku, a jak pasierbieta zapragną pomieszkać w domu ojca ( który de iure może być własnością jego żony)to z uśmiechem na twarzy ma je przyjmować i traktować jak domowników mimo, że brzuch boli, spać się chce, w piersiach nawał mleka. Co tam połoznica- ważne pasierbięta. No i kwestia finansowa- pasierbięta rosną więc doją kasę. Mają z czegoś zrezygnować bo zmieniła się sytuacja życiowa taty- a kysz, szybciej niech zrezygnuje najmłodsze a najlepiej macocha, co tam zmieniła jej się po ciązy figura i chce sobie kupic nową sukienkę? Czysta rozrzutność- pasierbieta muszą mieć rower, hulajnogę i co roku nowe plecaki. Na to jest kasa.
                                        • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 16:56
                                          Tak, sąsiad wraz ze szwagrem będą macochę wieść do szpitala, bo ojciec dziecka i mąż w tym momencie ma inne sprawy. To może poprosi sąsiada albo szwagra do zastąpienia go w poczęciu nastepnego potomka?
                                          W tej sytuacji obowiązkiem ojca/męża jest zajęcie się żoną. Pasierbięta mogą być na dalszym planie. To nie ich dzień, nie one są najważniejsze.
                                          • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 21:39
                                            Alez nie o tym pisalam - mąż z żona, a dzieci zaopiekowane przez szwagra. O to mi chodziło, wyluzuj.
                                            • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 22:29
                                              nangaparbat3 napisała:

                                              > Alez nie o tym pisalam - mąż z żona, a dzieci zaopiekowane przez szwagra. O to
                                              > mi chodziło,

                                              jasne. Gdyby do mnie zadzwonil szwagierka mówiąc "jest sprawa, gdzies tak w srodku lipca to najlepiej nie rób sobie specjalnych planów wyjazdowych, bo potrzebuję, zeby ktos mi się zaopiekował dwójką dzieci męża, bo ich matka MOŻE SIE NIMI ZAJĄĆ W TYM CZASIE, ale nie ma zamiaru, a ja rodzę, no nie wiem, dokładnie kiedy, nie wiem, ile potrwa - nie dłuzej, niż półtora dnia, nie? możemy wpaść z dziećmi o każdej porze dnia i nocy, bo sama wiesz, jak jest, no, fotelików samochodowych luzem nie mamy, więc przygtuj sie na to, że bedziesz uziemiona z nimi w domu albo się pobujasz z nimi autobusem, tak, że w ogóle miej zapas jedzenia w domu, Staś kocha fasolke, a Jaś kiełbaskę, no miejmy nadzieję, że to wypadnie w weekend, żebys nie tracila dnia w pracy" - to bym pomyslala, że zwariowała.
                                              • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 07:57
                                                Spod klawiatury mi to wyjęłaś. Jestem z zasady osobą życzliwą, ale w tej sytuacji bym odmówiła, bo też mam prawo do dysponowania własnym czasem . Sąsiedzi są obcymi ludźmi, nawet zaprzyjaźnionymi, ale obcymi. Pasierbięta nie muszą ich znać. Co więcej fundowanie pośrodku nocy 6 latkowi obcych ludzi jest mało odpowiedzialne.
                                                Po co siegać prawą ręką do lewego ucha skoro można prościej - kolonie, gdzie są atrakcje, opieka a potem wyjazd z ojcem. Realnie zimą.
                                            • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 08:02
                                              > Alez nie o tym pisalam - mąż z żona, a dzieci zaopiekowane przez szwagra. O to
                                              > mi chodziło, wyluzuj.

                                              Na litosc boska! Czemu przez szwagra a nie przez rodzona matke?
                                              • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 10:40
                                                Abstrahując od wszystkiego - dyspozycyjny szwagier, radość dzieci, że znajdą się pośrodku nocy u obcych ( tym razem naprawdę zupełnie obcych ludzi) wyobrażam sobie awanturę, którą zrobi ex mężowi, że zamiast zajmować się dziećmi podrzuca je po nocy nie wiadomo komu.
                                                Ja byłabym bardzo niezadowolona gdyby moje dziecko w wieku 6 lat zostało wyrwane ze snu i zawiezione na noc do obcych ludzi. No i jak to zorganizować logistycznie?
                                                Czekać z żoną mającą pierwsze bóle w domu aż przyjedzie z drugiego końca miasta szwagier czy przyjaciółka?
                                                Zostawić dzieci w domu ( same w nocy, w domu, w którym na co dzień NIE mieszkają) i jechać z żoną do szpitala?
                                                A może jechać via szwagier z rodzącą do szpitala? Niech sobie pojeździ po mieście w czasie porodu jeśli jej się zachciewa dzieciategosad?
                                                Jest jeszcze opcja zawiezienia żony do szpitala, zostawienie jej ( a co tam niech radzi sobie sama skoro chciała dzieciatego) i zawiezienie dzieci do szwagra ( jest szansa, że zdąży na koniec porodu jeśli to pierwiastka, pasierbięta szybko się ogarną w nocy - nie trzeba będzie czekać aż się rozbudzą i ubiorą- no i szwagier mieszka niedaleko?
                                                A z wyjść pośrednich: można umówić się ze szwagrem w połowie drogi, obudzić zupełnie bcą sąsiadkę, żeby czekała z pasierbiętami na przyjazd szwagra, zatrudnić w szpitalu salową do zajęcia się pasierbiętami do czasu przyjazdu szwagra.
                                                Jak powinien postąpić ex?
                                                • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 20:22
                                                  Daj spokój.
                                                  A co jesli ci sami ludzie bedą mieli za pięć lat kolejne dziecko?
                                                  • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 20:38
                                                    To zależy od sytuacji - może starszak pojedzie do dziadków, może będzie z ciocią na wakacjach. Róznica między dziećmi nr 1,2 a 3 jest taka, że najmłodsze jest STAŁYM DOMOWNIKIEM a starsze dziećmi męża z poprzedniego związku.
                                                    I w obecności stałego domownika i swojego własnego dziecka ciężarna czuje się inaczej niż pałętających się pasierbiątek.
                                                  • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 21:17
                                                    Juz co najmniej trzeci raz uzywasz slowa "paletajace się". Skąd tyle odrazy?
                                              • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 20:19
                                                Matka jest nieuzyta i kopnieta. Nie mozna na nia liczyć.
                                                Nie musi być szwagier, wyzej wymiparenascie innych osob - ale zdaje się, ze sytuacja w ktorej przyjaciel czy dalszy krewny (lub średnio daleki) ratuje nas w potrzebie (albo my pomagamy w potrzebie komuś) to jakis kosmos dla piszacych tutaj.
                                                Zrozum - nie upieram sie absolutnie co do umieszczania dzieci u ojca w okresie połogu macochy - jednak kwiatki jakie przy okazji tej dyskusji rozkwitają, są po prostu zdumiewające.
                                                ---------------------
                                                "Kocham Polskę, to jedyny znany mi kraj, w którym ludzie chcą przestrzegać prawa na złość ustawodawcy". Maggorlo
                                                • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 20:44
                                                  Kosmos nie kosmos, pomogłam bardzo wielu ludziom w bardzo trudnych dla nich sytuacjach, ale nie wiem czy chciałabym pomóc gdybym usłyszała to co gdzieś ktos w tej dyskusji napisał: zarezerwuj sobie czas między 10 a 30 lipca- dzień i noc, bo trzeba będzie zająć się Jasiem i Małgosią. Tylko 1 dzień, ale nie wiadomo kiedy. W razie czego bierz urlop na żądanie. Pamiętaj, żeby Jaś nie czuł się odrzucony i miał atrakcje, a Małgosia jest wrażliwcem więc potrzebuje czułości. A, Małgosia jest uczulona na sierść kota, więc oddaj go sąsiadce.
                                    • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 08:24
                                      Facet nie może być w dwóch miejscach naraz. Musi wybierać. Albo z żoną w okresie okołoporodowym albo z dziećmi, bo ex robi trudności.
                                      Jeżeli z zoną to są dwie możliwości- dzieci są razem z nimi albo właśnie "odsyłane".
                                      Jeżeli z dziećmi - zostawia żonę.
                                      Innej możliwości nie ma.
                                      Chyba się zgadzamy, że zostawienie żony pod opieką kogokolwiek ( matki, siostry, przyjaciółki, teściowej - o ile takie są zdrowe, pod ręką i chętne, bo nie zawsze tak bywa) jest złym rozwiązaniem.
                                      Pozostaje opcja - mąż przy żonie.
                                      Przez kilkadziesiąt postów wałkowało się problem dzieci w domu w okresie okołoporodowym. Są kobiety- i ja do nich należę, ale jak widać na forum nie jestem odosobniona- którym obecność nie-domowników po prostu w tym okresie przeszkadza. I nie naszą rolą jest ocena czy dzieci męża są dla niej domownikami czy nie, czy powinny być czy nie. Mogą nie być. Bo ludzie siię różnią. Jedni tak mają inni inaczej ( podobnie jak nie możesz krytykować kogoś kto ma ciemne włosy albo nadwagę, albo długie nogi, albo nosi okulary albo nie był wstanie zrobić prawa jazdy albo jest Żydem itd- jest i już).
                                      I uszanujmy to inaczej. Bądźmy tolerancyjni wobec matki i nowo narodzonego dziecka.
                                      Jak dziecko już nie w domu przy rodzącej to "odesłane". A "odesłane" czyli wysłane na kolonie ( a kolonie mogą być atrakcyjne). Po koloniach, obozie judo/obozie językowym/artystycznym/konnym - to wybór i preferencje dzieci, pasierbięta wracają do miasta, odwiedzają nowego braciszka ( przyrodniego o czym warto też pamiętać) i wszyscy siebie powoli się uczą. Uczą nowej sytuacji. A na najbliższe ferie ( bo nie w ciągu roku szkolnego) noworodek staje się niemowlęciem, mama nauczyła się dziecka, jest spokojniejsza, bardziej ogarnięta, mniej rozchwiana hormonalnie, więc tata może zabrać starszaki i jechać na narty nawet na drugi koniec świata.
                                      Proste? Tak, ale trzeba widzieć i interes drugiej rodziny. Bo są tu dwie rodziny.
                                      • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 16:11
                                        To wszystko jest bardzo proste pod warunkiem, że bierzemy w nawias uczucia dzieci.
                            • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 15:55
                              > Mozna? Można.

                              > Mozna? Można. I z pozytkiem dla wszystkich.
                              > I mozna naprawde lubić "cudze" dzieci - jeśli, powtarzam, "cudze" czy "obce" są
                              > odpowiednimi eppitetami dla dzieci ludzi, ktorych kochamy, i jednocześnie brac
                              > i/siostr naszych wlasnych dzieci.

                              ależ można lubić, ale, na litość, nie brac sobie na głowę w terminei przewidywanego porodu. Jak to sobie wyobrażasz, ex jednak się upiera, że dzieci muszą byc z ojcem w tradycyjnym terminie, z wyjazdu nici, bo zona moze w kazdej chwili rodzic, więc ona udaje, ze jest spoko, no bo jak tu nie kochac dzieci męża blablabla i chwytają ja bóle o drugiej nad ranem. I co, budzić dwójkę dzieci w wieku wczesnoszkolnym i brać do szpitala na kilkanaście godzin, w końcu dzieci męża to jak domownicy, więc zona chyba nie będzie miała nic przeciwko paradowaniu przed nimi bez majtek w koszulce do pępka, a i oni sami uznaja siedzenie na szpitalnym korytarzu i wsłuchiwanie się w krzyki rodzących pań za ekstra wakacyją atrakcję? czy może w domu je zostawić na cholera wie, jak długo? wexże się puknij w głowę, kobieto smile
                              • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 16:11
                                Ale dlaczegóżby te dzieci miały siedzieć na szpitalnym korytarzu? Poszłyby sobie do salowych, poprosiły o miotły, mopy i by sobie zamiataly, może naczynia pomyły, kaczki przyniosły jeśli któraś położnica w potrzebie.
                                • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 16:17
                                  Albo by lewatywy pacjentkom podały, ostatecznie naczynia to sobie moga w domu pomyć, to żadna atrakcja.
                                  • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 16:24
                                    W ostateczności można im sypnąć maku i grochu w michę, niech siedzą i rozdzielają.
                                • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 16:59
                                  E tam okrutnice z Was. Pasierbięta mają jechać z ojcem do Hiszpanii. Macocha kocha dzieci więc ich dobro najważniejsze. Tata zamiast na sali porodowej z żoną nr 2 to na Wyspach Kanaryjskich w Loro albo Palmitos zwierzęta ogląda. A jak się zacznie to torbę pod pachę i taksówką do szpitala ( albo opcja nr 2 macocha budzi sąsiada i ten jedzie w zastępstwie). Urodzi się potomek - macocha musi pilnować czasu, żeby nie zadzwonić ani za wcześnie ani za późno bo jeśli pasierbięta śpią to je pobudzi . No i na koniec na przyjazd pasierbiąt obiad trzeba ugotować, bo jakby to inaczej , noworodka do samochodu zapakować i zapylać na lotnisko- taksówka mają wracać? A, zapomniałam, macocha jest na urlopie macierzyńskim- ma więc czas żeby im pokój odkurzyć, pościel powlec. No bo kocha dzieci męża- jakby mogła inaczej.
                                  • cersei8 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 17:44
                                    Ja czytam madrosci eks zon w tym watku, to przestaje sie dziwic, ze normalna kobieta jak uslyszy, ze facet z ktorym sie spotyka ma dzieci to ucieka z krzykiem.

                                    Ja rodzilam dwa razy, po kazdym porodzie mialam schizy, ktore normalnie uznalabym za poczatki choroby. Pierwszej corki nikt nie mogl wziac na rece o ile nie byl asekurowany przez druga osobe, nie i juz, balam sie upuszczenia dziecka.
                                    Po urodzeniu drugiej corki, cc z komplikacjami, po powrocie ze szpitala mialam dola na przemian z atakami wscieklosci. Kiedy wychodzilam z sypialni wszyscy doslownie uciekali z drogi smile. A zwykle jestem bardzo spokojna, lagodna osoba.
                                    Za kazdym razem mialam do pomocy meza oraz rodzicow i tesciow na przemian.
                                    Zreszta tesc tez w swoim czasie swoje przeszedl wiec uznal, ze to norma u kobiet smile.

                                    Nie wyobrazam sobie zebym w tym czasie musiala sie zajmowac cudzymi dziecmi albo godzic sie z jakiegokolwiek powodu na ograniczona pomoc meza. Poswiecenie i dobra wola tez maja swoje granice.

                                    Po jakims czasie starsze dzieci moglyby oczywiscie wpasc, poznac maluszka, uczestniczyc w kapieli, nawet zostac na noc - zreszta budzone placzem co godzine pewnie uznalyby, ze nic ich nie omija z racji mieszkania w innym domu smile
                                    • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 20:46
                                      cersei8 napisał(a):

                                      Po jakims czasie starsze dzieci moglyby oczywiscie wpasc, poznac maluszka, uczestniczyc w kapieli, nawet zostac na noc - zreszta budzone placzem co godzine pewnie uznalyby, ze nic ich nie omija z racji mieszkania w innym domu smile

                                      No proszę, ludzka pani big_grin
                                      • cersei8 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 21:08
                                        Dzieki smile
                                        Zadatkow na swieta ani meczennice nie mialam nigdy i miec nie bede...

                                        Idealna, zdaniem niektorych, macocha pewnie zajmowalaby sie pasierbami pomiedzy skurczami, a po porodzie wyniosla sie z wlasnego domu zeby im noworodek nie przeszkadzal.
                                        Ewentualnie wyslala meza na wakacje zostajac sama z tygodniowym malenstwem.
                                        Wybacz, ale oczekujesz, ze ktos mialby byc lepsza macocha dla cudzych dzieci niz mama dla swojego.
                                        • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 22:17
                                          Ależ Ty i podobne do Ciebie kobiety jestescie meczennicami! Wszystko jest trudne, niebezpieczne, zagrazajace, trzeba sie obwarować w bastionie i chronic przed światem, porod na pewno bedzie patologiczny, dziecko chore a matka zapadnie na psychozę poporodową. I przeświadczenie, że Waszą rolą jest obslugiwanie innych. Od samego czytania czuje się zmeczona.

                                          -------------------------------
                                          "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
                                          • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 23:04
                                            Nie dziw się tak, nie szczyp, nie wyzlosliwiaj.

                                            Bardzo, bardzo często pasierbowie są po prostu niezyczliwi macosze, zwłaszcza gdy mają matkę, która nimi gra. To nie jest komfortowe towarzystwo do ostatnich dni ciąży i pierwszych dni z dzieckiem. I w tych dniach, najważniejszych w życiu kobiety, OBCE I CUDZE dzieci są niepożądane. Tyle. Tak właśnie jest niezależnie od tego, jak bardzo serce Ci pęka.


                                            • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 06:14
                                              > Bardzo, bardzo często pasierbowie są po prostu niezyczliwi macosze,

                                              W tym wypadku one nie sa chyba niezyczliwe. To jest przeciez fajna ciocia, ktora zabiera na rolki i na basen. Ale to nie jest powiedziane, ze wraz z pojawieniem sie maluszka nie dadza cioci do wiwatu. Wiekszosc normalnych dzieci kiedy pojawia sie braciszek/siostrzyczka jest zazdrosna i konkuruje o uwage. Nawet w normalnej pelnej rodzinie.
                                            • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 07:52
                                              Ja przyjmuję że są ludzie, którym nie przeszkadza stała obecność OBCYCH w domu. Przy czym pod pojęciem "obcy" uważam tych, którzy na stałe nie mieszkają. Mój najbardziej ukochany na świecie syn, z którym jestem ogromnie związana, w którymś momencie wyfrunął z domu. Sami kupilismy mu mieszkanie i doszliśmy WSPÓLNIE do wniosku, że w pewnym momencie musi rozłożyć skrzydła i odlecieć z domu. Tak go wychowaliśmy, żeby się tego nie bał, bo patologią jest mieszkanie dorosłego człowieka z mamusią ( chyba, że brak mieszkania i środków), ale ad rem....Syn nie jest już domownikiem. Ma swój pokój, swoje klucze, swoje kapcie itd, ale jego przyjście jest swego rodzaju wydarzeniem. To nie jest tak jak było kiedyś, że wracał do domu ze szkoły czy uczelni. Jest inaczej. I dlatego jego przyjście- zawsze oczekiwane, częste nieco zmienia rytm funkcjonowania domu. Jest na prawach domownika, ale jednak gościa.
                                              Z pasierbami jest inaczej. Nigdy domownikami stale mieszkającymi NIE byli, to nie był ICH dom, mimo, że jest domem ich ojca, ale to nie to samo. Nawet zakładając, że macocha najlepsza to rodząc dziecko , jeśli nie jest z tych, którym wszystko jedno co się dzieje w jej domu , chce mieć określony rytm i spokój. A tego OBCY ludzie ( co rozumiem pod tym pojęciem patrz wyżej) jej nie zapewnią. Konflikt gotowy.
                                          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 08:10
                                            Nie męczennicami! Męczennicą bym była gdybym zaciskając zęby zgodziła się na pobyt po porodzie pasierbów ( gdybym ich miała) wbrew sobie, swojej woli i swojej biologii.
                                            Tak pierwszy okres po porodzie zwłaszcza dla kobiety rodzącej po raz pierwszy jest trudny. Dla mnie po łatwym porodzie był. Trudny i nieznany., wszystko było nowe i działo się po raz pierwszy, przytłaczała mnie odpowiedzialność za bezbronnego człowieka.
                                            Nie wiem czy było niebezpieczne, ale rozchwiana hormonalnie kobieta może odczuwać zagrożenie.
                                            Nie wiem czy trzeba chronić przed światem, ale niekoniecznie otwierać dom na wszystkich, którzy chcą do niego wejść, nawet jeśli z małzonkiem łączą ich więzy krwi.
                                            Poród nie musi być patologiczny, żeby kobieta odczuwała zmęczenie i dyskomfort. Miałam lekki, łatwy poród po którym czułam się zagubiona, zdezorientowana, mój organizm był inny, musiałam się go nauczyć.
                                            Dziecko było zdrowe, ale budziło się, płakało, wymagało zajęcia się. Zresztą zajmowałam się nim z przyjemnością, odprężało mnie to, sprawiało radość, były to chwile nasze i tylko nasze, nawiązywała się między nami więź i nie chciałam, żeby ktoś nam te chwile zabierał, ktoś nam przeszkadzał.
                                            Nie miałam depresji, psychozy poporodowej, ale sytuacja się zmieniła. Musiało potrwać nim się do niej przyzwyczaiłam nim uznałam ją za normalną.
                                            Podkreślam- byłam dorosła, miałam ustabilizowaną sytuację życiową,finansową, mieszkaniową a dziecko bardzo chciane i oczekiwana. A nie wszyscy tak mają więc ich reakcje mogą być ostrzejsze.
                                            Gdy przychodzi ktokolwiek do mnie do domu czuję się gospodynią. Nie wysyłam do kuchni, żeby zrobił sobie herbatę tylko sama się tym zajmuję. Czuję się w obowiązku zabawiania rozmową, położenia na stole serwetki, stworzenia atmosfery, żeby było miło. I jeśli robi się to na siłę miło nie jest. A dlatego, że męczennicą nie jestem wolałam przyjmować gości wtedy gdy miałam na to ochotę.
                                      • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 22:13
                                        Nie wiem czemu (ale ide o zakład, że klasyczna Freudian slip) przeczytalam: POLIZAĆ maluszka.
                                        Powinnam jakies hymny dziekczynne wyśpiewywać - po dramatycznie cięzkim porodzie i cc nie mialam żadnej schizy ani doła, obecność ciotecznje siostry i jej dziecka po wspólnym dachem byla mi mila podczas połogu, kolejne macochy są OK - dobrze ze wczoraj zgubilam piekna srebrna bransoletkę, nadmiar szczęscia moze rozgniewac zle moce.
                                        • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 07:42
                                          Miałam lekki poród, bez schizy i doła. Rodziłam pierwsze dziecko ( i jedyne, patrz jaką egoistka jestem smile) I- przez pierwsze dni po porodzie chodziłam rozmemłana, nadsluchiwałam czy dziecko nie zapłacze, spałam w rytmie dziecka- a raczej drzemałam, w domu był bałagan, mąż był niezorganizowany ( ciapasad) i miałam na gwizdek pomoc rodziców i teściowej. Ostatnią rzeczą, którą bym sobie życzyła byłaby obecność nawet najukochańszych ludzi innych niż domownicy. Po kilku godzinach męczył mnie trzask talerzy w kuchni gdy teściowa w najlepszej wierze gotowała to co smakuje mi najbardziej.
                                          Marzyłam o jednym- spokoju i śnie. Minęło ponad 20 lat a ja o tym pamiętam.
                                          Współczuję zgubionej bransoletki. Może się znajdzie.
                • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 19:27
                  No i wlasnie dlatego, ze dzieci czuja sie zagrożone pojawieniem sie rodzeństwa, ojciec powinien poświecic im troche czasu, a nie odsylać.
                  Nie wiem - niechby to byl wspolny parodniowy wyjazd, a na ten czas z poloznicą zamieszkalaby matka - siostra - przyjaciołka. Zaraz po porodzie najbliższą mi osobą okazala sie cioteczna siostra, ktora miała wtedy roczne dziecko (mimo że z meżem bardzo się jeszcze wtedy kochaliśmy, obecność bliskiej kobiety bedącej szczęśliwą mlodą matką okazala się nie do przeceninia).
                  Popatrz, jak tu sie pisze o tych dzieciach - jako o zawadzie lub zagrozeniu. Mnie by serce pękło, gdyby moje dziecko w taki sposób potraktowal jego ojciec.
                  No i jeszcze coś - mam wrażenie że demoonizujecie to "zajmowanie sie dziećmi". 6 i 10 lat to dla mnie dzieci, ktore nie potrzebuja juz szczegolnego "zajmowania się", na odwrót, mogą już wiele rzeczy zrobic pomagajac w domu, i niech sie same bawia, ważne tylko, zeby miały jakies podwórko czy ogrod bezpieczne. I przede wszystkim trzeba wyluzować, jak czytam posty Hanny wlos mi sie jezy, oczywiście moze sie zdarzyc, ze bedzie ciężko, porod powiklany, dziecko chore (tfu tfu na psa urok), nawet depresja moze sie zdarzyc - ale nie musi, nie jest regułą.
                  Teraz przyszlo mi do glowy, ze może najwazniejsze, żeby kobieta w połogu pozwoliła sobie na spanie w rytmie dziecka - ono zasypia, ja też, a świat niech sie wali - a nie ja wtedy zabieram sie za sprzątanie , gotowanie i diabli wiedzą co jeszcze. I paserbieta nie muszą przeszkadzać - sześciolatek moze spokojnie odkurzyc mieszkanie, a dziesieciolatka pojść po zakupy do najblizszego sklepu i pomoc w kuchni czy podać macosze przyslowiowa szklanke herbaty. I to mogą byc te slynne atrakcje, ktore "nalezy dziecku zapewnić". ktos pisal o konieczności zorganizowania dzieciom czasu - dla mnie jakis kosmos, nigdy dziecku nie organizowałam czasu, chyba bym umarla, albo dziecko mnie utlukło.
                  Oczywiscie w sprawie tej konkretnej rodziny nie bede sie upierać, bo nie mam pojecia, jakie chocby maja warunki, ani w ogole nie wiem nic. Jeśli cos pisze, to w ramach polemiki z tym co tu czytam raczej niz doradzania Arwenie.
                  • nabakier Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 19:38
                    Nanga, piszesz chyba z pozycji jakichs lęków. Przecież TE konkretnie dzieci nawet nie muszą wiedzieć, kiedy macocha rodzi. I tak nie widują ojca na co dzień, zatem- co za różnica, kiedy pojadą, że w innym terminie. Dla mnie- zupełnie niezrozumiały problem. Nie zostają same, mają matkę.
                    To jest naprawdę absurdalne, o czym tu dyskutujecie. Za tym stoi coś dziwnego. dzieci dowiedzą się o porodzie jakiś czas później i będzie ok. I tak nikt nie wie, dokładnie, kiedy to się stanie, nawet sama przyszła połoznica.
                  • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 19:42
                    > Nie wiem - niechby to byl wspolny parodniowy wyjazd, a na ten czas z poloznicą
                    > zamieszkalaby matka - siostra - przyjaciołka.

                    Ale chyba sie zgodzisz, ze ten wyjazd nie musi sie odbyc dokladnie w tych tygodniach, na ktore przypada porod. Przeciez moglby wyjechac pare tygodni po porodzie. A moze powinien wyjechac wlasnie wtedy zeby udowodnic bylej i dzieciom, ze druga zona i trzecie dziecko ktore moze sie urodzic lada chwila nie sa wazniejsze?
                    Jesli chodzi o dzieci to ja kiedy bylam w pologu mialam alergie na inne dzieci nawet na dzieci brata, z ktorymi jestem bardzo zwiazana i ktore bez wahania bym wziela pod swoj dach gdyby cos sie rodzicom stalo. Potem wrocilo wszystko na dawne miejsce. Ja wiem ze 10 latka moze juz zrobic to czy tamto jak jej sie powie i poprosi. Ale to jest wlasnie to organizowanie czasu dzieciom. Nie moge sie wypowiadac za innych ale ja wlasnie tego bym nie chciala. Pomoc wedlug mnie polega na tym, ze ja nie musze o niczym myslec, zadnej logistyce ani liscie zakupow. Kiedy bylam po porodzie mialam u siebie tesciowa, ktora wszystko wiedziala. Nie pytala, w ktorej szafce herbata, co kupic, ugotowac, czy odkurzyc czy pozamiatac i w czym wyprac. Sama wiedziala co ma robic i to jest prawdziwa pomoc.
                  • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 21:05
                    A dla mnie w okresie okołoporodowym najważniejszą osobą był mąż. I nie życzyłam sobie innych osób. Niestety, mąż dość szybko wrócił do pracy i pomagali mi rodzice i teściowa a to było dla mnie męczące. Po prostu tak jak gdzieś to opisałam- kochani, pomocni, chętni ale NIE byli domownikami.
                    Czy 6 latek odkurzy? Mam poważne wątpliwości a jeśli tak to położnica będzie musiała pokazać gdzie stoi odkurzacz, jak się go składa i wyciągnąć z szafki a potem usłyszy od mamy oj usłyszy - biorąc pod uwagę jej stosunek do całej sprawy.
                    Nim 10 latka zrobi herbatę, połoznica zamiast odpoczywać będzie musiała odpowiedzieć na dziesiątki pytań- gdzie stoi herbata, gdzie cukier, gdzie łyżeczki, filiżanki. ile łyżeczek posłodzić itd.
                    Wyjście na podwórko - super, ale dzieci wrócą po łopatkę, skakankę, rower,picie, siu
                    siu będzie trzeba otworzyć im drzwi, zwlec się z łóżka.
                    Już widzę położnicę śpiącą w rytmie dziecka przy 6 i 10 latkach NIE mieszkających w tym domu, a więc nie do końca znających obyczaje, gubiących się w takich drobiazgach gdzie jest zapasowy ręcznik i gdzie szukać papieru toaletowego gdy się skończy.
                    Obcego dziecka nie posłałabym do pobliskiego sklepu. A już w przypadku sytuacji opisanej wyżej - stosunek ich matki- w szczególności. A gdy dziecko idzie do sklepu trzeba mu dać pieniądze, listę zakupów, wytłumaczyć w którym sklepie kupuje się sery ( gdzie jest ten sklep). I czy to jest pomoc?
                    Piszesz o organizowaniu czasu- Ty tego nie robiłaś- ja owszem. Może dlatego, że nie pracowałam zawodowo. Robiliśmy wspólnie mnóstwo rzeczy. Byliśmy we wszystkich muzeach w miastach, w których mieszkaliśmy. Robiliśmy setki doświadczeń, tysiące fotografii, chodziliśmy na rolki, na rower, na basen, na koncerty, widywaliśmy się z dziesiątkami znajomych, wspólnie piekliśmy ciasto i gotowali obiad, rysowali itd. I bardzo to lubiliśmy i do dziś wspominamy.
                  • totorotot Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 23:28
                    No i wlasnie dlatego, ze dzieci
                    czuja sie zagrożone pojawieniem sie
                    rodzeństwa,
                    > ojciec powinien poświecic im
                    troche czasu, a nie odsylać.
                    > Nie wiem - niechby to byl
                    wspolny parodniowy wyjazd, a na
                    ten czas z poloznicą
                    > zamieszkalaby matka - siostra -
                    przyjaciołka. Zaraz po porodzie
                    najbliższą mi o
                    > sobą okazala sie cioteczna
                    siostra, ktora miała wtedy roczne
                    dziecko (mimo że z
                    > meżem bardzo się jeszcze wtedy
                    kochaliśmy, obecność bliskiej
                    kobiety bedącej s
                    > zczęśliwą mlodą matką okazala
                    się nie do przeceninia).
                    > Popatrz, jak tu sie pisze o tych
                    dzieciach - jako o zawadzie lub
                    zagrozeniu. Mn
                    > ie by serce pękło, gdyby moje
                    dziecko w taki sposób potraktowal
                    jego ojciec.
                    > No i jeszcze coś - mam wrażenie
                    że demoonizujecie to "zajmowanie
                    sie dziećmi".
                    > 6 i 10 lat to dla mnie dzieci,
                    ktore nie potrzebuja juz
                    szczegolnego "zajmowan
                    > ia się", na odwrót, mogą już
                    wiele rzeczy zrobic pomagajac w
                    domu, i niech sie
                    > same bawia, ważne tylko, zeby
                    miały jakies podwórko czy ogrod
                    bezpieczne. I prz
                    > ede wszystkim trzeba wyluzować,
                    jak czytam posty Hanny wlos mi sie
                    jezy, oczywi
                    > ście moze sie zdarzyc, ze bedzie
                    ciężko, porod powiklany, dziecko
                    chore (tfu tf
                    > u na psa urok), nawet depresja
                    moze sie zdarzyc - ale nie musi, nie
                    jest regułą
                    > .
                    > Teraz przyszlo mi do glowy, ze
                    może najwazniejsze, żeby kobieta w
                    połogu pozwol
                    > iła sobie na spanie w rytmie
                    dziecka - ono zasypia, ja też, a
                    świat niech sie w
                    > ali - a nie ja wtedy zabieram sie
                    za sprzątanie , gotowanie i diabli
                    wiedzą co
                    > jeszcze. I paserbieta nie muszą
                    przeszkadzać - sześciolatek moze
                    spokojnie odku
                    > rzyc mieszkanie, a dziesieciolatka
                    pojść po zakupy do najblizszego
                    sklepu i pom
                    > oc w kuchni czy podać macosze
                    przyslowiowa szklanke herbaty. I to
                    mogą byc te s
                    > lynne atrakcje, ktore "nalezy
                    dziecku zapewnić". ktos pisal o
                    konieczności zorg
                    > anizowania dzieciom czasu - dla
                    mnie jakis kosmos, nigdy dziecku
                    nie organizowa
                    > łam czasu, chyba bym umarla,
                    albo dziecko mnie utlukło.
                    > Oczywiscie w sprawie tej
                    konkretnej rodziny nie bede sie
                    upierać, bo nie mam po
                    > jecia, jakie chocby maja warunki,
                    ani w ogole nie wiem nic. Jeśli cos
                    pisze, to
                    > w ramach polemiki z tym co tu
                    czytam raczej niz doradzania





                    Nanga, bujdy na resorach. Prędzej noworodek chwyci za odkurzacz niż te biedne pasierbiatka.
                    Jesteś mądra babka, więc wystarczy, że poczytasz sobie forum Macochy. Interesujesz się psychologia, więc będzie to przyczynek do poszerzenia sobie horyzontów.
                    W kwestii pasierby kontra położnica sprawdzi się zasada "czasem mniej znaczy więcej". Są takie intymne obszary każdego człowieka że nie powinno się ich poświęcać dla nikogo.
                    I jeszcze jedno: dzieci męża to dzieci męża, macocha ich nie pokocha. Może je co najwyżej znienawidziec jeśli za wszelką cenę będzie starają się sprostać życzeniom otoczenia i pokochać je jak swoje.
      • lusitania2 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 22.02.13, 21:12
        nangaparbat3 napisała:

        a dodała, że ex-małżonkowie dzieci w kolejnych związkach mają już sobie nie r
        > Argumenty, ze tatus ma nowe zycie, nową rodzinę,wiec dzieci powinny zrozumieć,
        > ze ma teraz dla nich mniej czasu (jeszcze mniej) - w sam raz dla szesciolatka.


        raczej tylko dla forumki, której głupota jest wprost proporcjonalna do wysokości nicka. I jej umysłowo podobnych.
        Niestetywink nawet w pełnych rodzinach jest zupełnie naturalnym i nie do uniknięcia procesem, że w przypadku pojawienia się kolejnego dziecka rodzice mają mniej czasu i (o ile ich sytuacja finansowa nie zmienia się znacząco na plus) środków finansowych, niż mieli dla jedynaka.
        Jakie to szczęście, że poprzestałaś na jednym dziecku. Nie spodziewam się, że to pojmiesz, ale naprawdę w rodzinach z dziećmi 1+ rodzicom udaje się zrobić tak, że ani starsze ani młodsze nie czują się pokrzywdzone posiadaniem rodzeństwa.

        > Ja sama na miejscu świeżo upieczonej matki spakowalabym manatki i z calym towar
        > zystwem (maż i wszystkie dzieci) pojechalabym do teściow w gory, dalabym sie ob
        > sługiwać i zajmowalabym sie wylącznie noworodkiem,

        jassssssne, bo teściowie oczywiście na emeryturach, zamożni, w pełnym zdrowiu i siłach dwudziestolatków przecież o niczym innym nie mogą marzyć niż obsługiwać hordę (poza noworodkiem) fizycznie i umysłowo sprawnych ludzi.



        > najwyraźniej jeden z tych, co kochają zołzy, szkoda dzieci.

        a teraz daj nam linkę do postu opisującego jakim to nieudolnym ojcem jest.
        • franczii Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:00
          > a teraz daj nam linkę do postu opisującego jakim to nieudolnym ojcem jest.

          I jeszcze linka do iopisu jaka to zolza jest nowa zona.
          • praleczka_live Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:45
            Nie przebrnęłam przez cały wątek, więc może ta propozycja już padła... ale czy rodzice nie mogą w tym przypadku zamienić się miesiącami wakacyjnymi, tak żeby tatuś wziął dzieci juz po narodzeniu trzeciego? Albo może chociaż niech ojciec z dziadkami zamieni się tygodniami, tzn. o ojca dzieciaki pojadą wtedy kiedy miałyby jechać do jego rodziców. No nie wiem, wakacje są długie i można trochę pokombinować z terminami, tak żeby wszystkim pasowało.
            • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 23.02.13, 08:51
              Tak byłoby najprościej, ale ponoć matka dzieci się nie zgadza na zamianę terminów.
        • nabakier Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 08:48
          > > najwyraźniej jeden z tych, co kochają zołzy, szkoda dzieci.

          Też mnie to powaliło. Pani jest zołza, bo śmiała zaciążyć, śmie być w połogu i śmie mieć odrobinę intymności z mężem na tę okoliczność...ojp
      • jowita771 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 11:31
        > Kiedys koleżanka, psycholożka, opowiadala mi ze wyczytala gdzieś, ze jeśli rodz
        > ice dziecka są razem, nadrzędna powinna byc ich wzajemna relacja, jeśli się roz
        > staną, nadrzedne powinno byc dobro dziecka.

        Relacje z dziecmi nie stają sie ważniejsze, tylko relacja ekspartnerów staje sie mniej ważna. Jak zaczyna sie nowy związek (poważny, nie jakiś duperele), to ten związek staje sie najważniejszą relacją w życiu.
        A tak a propos dobra dzieci w tej konkretnej sytuacji, to raczej nie ojciec stanowi dla tego dobra dzieci zagrożenie, tylko mamusia. To jakies toksyczne babsko, facetwoi faktycznie można tylko pogratulować. Dla mnie hitem jest foch pani eks na potencjalne odwiedziny nowego dziecka u rodziców ojca, przeciez powinni ci rodzice pogonić nowe wnuczę i uznawać tylko stare.
        • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 14:56
          Żebyś nie była gołosłowna przytoczę przykład mojej koleżanki, ba prawie przyjaciółki. Wyszła za mąż za dzieciatego - 2 synów. Małżeństwo się rozpadło, bo ex z synami wyjechała za granicę. Historię znam dobrze, bo kontaktowałam się z ex i pasierbiętami, przewoziłam różne prezenty od męża koleżanki. Wszystko było ok póki koleżanka nie powiła potomka.
          O fakcie urodzenia pasierbięta zostały poinformowane przez ciocię- starą-pannę z opóźnieniem, żeby broń Boże nie poczuły się gorsze.
          Babcia na przyjazd starszych wnuków prawie zwoływała komitet powitalny, a młodsze może nie przepędzone ale ledwo tolerowane.
          Nexia pełna dobrych chęci do czasu gdy przyszło jej spędzać wakacje z pasierbiętami. Oj niebożęta dały jej w kość, ale pisnąć nie mogła/nie chciała, żeby nie zostać macochą ze złych bajek. Tak też bywa.
    • yoko0202 zazdrość ją zżera 23.02.13, 14:34
      i nie przetłumaczysz, chyba że powiesz jej wprost, że żółć ją zalewa bo pan ma nową rodzinę (koleżanka domyślam się bez faceta), ale jak jej tak powiesz, to ryzykujesz że się do Ciebie długo nie odezwie
      • arwena_11 Re: zazdrość ją zżera 24.02.13, 13:29
        No to po ostatnim wieczorze i połowie nocy, albo stracę przyjaciółkę, albo ona się ocknie.
        Najpierw dowiedziałam się, że wszyscy są wredni i się na nią uwzięli, czyli powiedzieli, że źle robi i gra dziećmi itd.
        NIkt jej nie rozumie, a ona chce jak najlepiej. No to powiedziałam jej, ze chce jak najlepiej dla siebie a nie dla dzieci. Że X ma nową rodzinę, ale dzieci nadal kocha. On sie z dziećmi nie rozwiódł.
        Po pierwszej butelce wina powiedziała, że go nienawidzi, bo powinien czekać z nowym związkiem. Jak się zapytałam na co, to odpowiedź brzmiała : no aż zobaczy czy mnie się powiodło. Popukałam się w głowę, i stwierdziłam, że jej odbiło.
        Tłumaczyłam i tłumaczyłam, że robi krzywdę dzieciom, bo on do niej nie wróci. Spieprzyła to co miała na własne życzenie. Teraz ma pilnować, żeby dzieci były jak najmniej stratne.
        Na jej pytanie czy ona i jej uczucia sie juz nie liczą, powiedziałam, że w tej chwili już nie. Liczą się dzieci. Był płacz, krzyki, nawet mi powiedziała, ze mnie nienawidzi i nie chce znać. Potem poszła spać.
        To tak w skrócie co było. Rano wstała stwierdziła, że musi parę spraw przemyśleć. Podziękowała i pojechała taxi do domu. Ma zadzwonić, jeżeli uzna, że to co mówiłam to dla jej dobra a nie przeciwko niej. Mam wrażenie, że wychodziła inna osoba niż weszła dzień wcześniej. Bardziej skupiona, nierozhisteryzowana.
        Co z tego będzie nie mam pojęcia. Albo nie mam już przyjaciółki, albo oczy jej się otworzyły i pomyśli nie tylko o sobie. Zobaczymy.
        • sen.bon Re: zazdrość ją zżera 24.02.13, 19:00
          Nie chciałbym z taką osobą utrzymywać kontaktu.
          Tak patrząc na jej postępowanie: czy ona w ogóle kiedykolwiek kochała męża?
          • arwena_11 Re: zazdrość ją zżera 24.02.13, 19:19
            Ciężko powiedzieć. Ślub wzięli jeszcze na studiach ( nie było ciąży ), najwcześniej ze znajomych, ale chodzili ze sobą od podstawówki. On ją kochał na 100%. Ona też go chyba na początku kochała. Największym błędem było chyba, że znali tylko siebie.
            To co ona przeżyłą przy romansie to był grom z jasnego nieba. Chodziła jak zaczarowana. Facet z pracy ale nie tutejszy, czyli mieszkał na drugim końcu Polski, ale tu pracował 5 dni w tygodniu, tam wracał na weekendy.
            Pewnie gdyby ona powiedziała kochasiowi, ze chce wziąć rozwód, żeby być tylko z nim, sprawa wyszłaby na jaw wcześniej. Ale ona chciała mu zrobić niespodziankę. No i zrobiła, ale sobiesad
            • to.ja.kas Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 01:36
              Rodziłam raz, 21 lat temu. Ale o ile pamiętam, to po porodzie ryczałam, mazgaiłam się, chodziłam rozmemłana, generalnie zachowywałam się jak nie ja. Każdą wolną chwilę wykorzystywałam na spanie, chciałam spokoju, a jak nie spałam wpadałam w jakąś histerię i popłoch. Po co? A cholera wie. Jakbym pewnie urodziła 2 dziecko to już byłoby inaczej. Cudowny klimat na wakacje dla starszych dzieci gdybym wtedy miała podobną sytuację jak macocha dwójki z opowieści Arweny.wink
              Rozumiem, że pierworódka z racji tego, że ojcem jej dziecka jest rozwodnik z dwójką dzieci musi być poukładana, miła dla pasierbów a jeszcze zapewnić im radosną podróż do teściów w góry, najlepiej po drodze grając z nimi w koci, koci łapki?wink))))
              Rany boskie, jak Wy fajnie te porody i połogi znosiłyście.
              Ale wiem, wiem.....pewnie jestem zołza...jak pierwsza i druga żona tego ciapy co Arwena opisuje. Nie ciapą i dobrym gustem wykazał się mąż Nangi....co widać po pierwszej i każdej kolejnej żonie. Bo wiadomo....każda kolejna żona odzwierciedla dokładnie tą pierwszą....big_grin Się ubawiłam w tą oskarową noc big_grin
              • hanna_sty Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 07:42
                Witaj w klubie smile
                Rodziłam jeszcze wczesniej. Poród miałam lekki. Dziecko spokojne, ale każdą wolną chwilę polegiwałam, najlepiej się czułam jak w domu był tylko mąż. Trzymałam dziecko stale przy piersi. W ciągu pierwszych 3 tygodni strasznie się pociłam i 3-4 razy dziennie brałam prysznic. Pamiętam jeden dzień potwornej migreny ( choć w pozostałe czułam się dobrze) i wtedy szalałam nawet gdy padał deszcze i stukały krople o parapet.
                Mąż ( może ciapa) miotał się po domu, bo spadły na niego czynności, których wcześniej nie robił. Jak wychodził po zakupy to kupił np. taką ilość proszku do prania, że starczyło na 3 dni ( fakt więcej się prało). itd.
                Ostatnią rzeczą, którą bym chciała to pałętanie się po domu pasierbów ( o ile bym takich posiadała). Wtedy doszłoby pewnie do karczemnej awantury z dziećmi, które, być może w dobrej wierze, chciałby mi pomóc, o coś zapytać.
                Ale.......tak jak ktoś napisał czytając moje posty włos się jeży na głowie, bo pewnie też należę do tych mało empatycznych i egoistycznych.
                P.S. Przed porodem też byłam zołzowata, bo stale mi się wydawało, że to już. Pierwsze dziecko. Miałam zero doświadczenia.
                I jeszcze jedno czy to takie dziwne, że kobieta ( nieważne żona nr 1,2,3 czy 5) chce te szczególne chwile przeżyć tylko z mężem?
                • imasumak Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 09:58
                  hanna_sty napisała:

                  Ostatnią rzeczą, którą bym chciała to pałętanie się po domu pasierbów

                  Aż się wierzyć nie chce, że nie jesteś macochą i to taką ze złych bajek uncertain
                  • hanna_sty Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 10:28
                    Nie, nie jestem macochą, nie mam pasierbów, ale znam kilka macoch i wiem jak pasierbięta wychowywane w przeświadczeniu "nalezy się, bo tata z nami nie mieszka" i/lub jak wyszła za mąż za dzieciatego to w pierwszej kolejności liczą się prawdziwe i wyimaginowane potrzeby dzieci, potrafią zrujnować małżeństwo i popsuć stosunki w rodzinie.
                    Biologia tak sobie wykombinowała, że kobieta inaczej kocha własne dzieci inaczej cudze. Nawet jesli te cudze są męża, którego kocha. Ta sama biologia uczyniła, że facet bardziej kocha potomstwo ( niekoniecznie własne), z którym mieszka, kobiety, którą kocha niż nawet przez siebie spłodzone , ale będące w oddali. Może się to podobać albo nie, ale przyjrzyjcie się obiektywnie znajomym parom będącym w takiej sytuacji.
                    Rozum podpowiada, że powinno być inaczej , instynkty nie zgadzają się z rozumem.
                    Człowiek myśli więc stara się, żeby nie było zgrzytów, ale od kobiety przed porodem ( instynkt budowy gniazda dla "swoich") i w połogu gdzie jest lęk o swoje potomstwo a do tego huśtawka hormonów trudno wymagać aby rozsądek brał górę. Nawet kodeks karny inaczej traktuje kobietę w połogu.
                    Wywieranie presji na młodą matkę, aby ustąpiła miejsca "pasierbiątkom", by te broń Boże nie poczuły się przez czas jakiś na drugim planie, świadczy o braku empatii.
                    Cóż nie dogadamy się. Mam nadzieję, że w przeciwieństwie do nas strony konfliktu znajdą jednak jakieś rozwiązanie w którym na pierwszym miejscu będzie młoda matka i noworodek a pasierbięta krok z tyłu. W przeciwnym razie zwycięstwo mocno problematyczne- tata prędzej czy później ograniczy i fundusze i kontakty.
                    Pa, pa, pa. sad
              • alinawk Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 12:39
                > Rodziłam raz, 21 lat temu. Ale o ile pamiętam, to po porodzie ryczałam, mazgaił
                > am się, chodziłam rozmemłana, generalnie zachowywałam się jak nie ja. Każdą wol
                > ną chwilę wykorzystywałam na spanie, chciałam spokoju, a jak nie spałam wpadała
                > m w jakąś histerię i popłoch. Po co? A cholera wie. Jakbym pewnie urodziła 2 dz
                > iecko to już byłoby inaczej. Cudowny klimat na wakacje dla starszych dzieci gdy
                > bym wtedy miała podobną sytuację jak macocha dwójki z opowieści Arweny.wink
                > Rozumiem, że pierworódka z racji tego, że ojcem jej dziecka jest rozwodnik z dw
                > ójką dzieci musi być poukładana, miła dla pasierbów a jeszcze zapewnić im rados
                > ną podróż do teściów w góry, najlepiej po drodze grając z nimi w koci, koci łap
                > ki?wink))))
                > Rany boskie, jak Wy fajnie te porody i połogi znosiłyście.

                Nie powiem żebym fajnie znosiła. Też rodziłam 21 lat temu - akurat najstarszą. Po powrocie ze szpitala na drugi czy trzeci dzień dostałam wysokiej gorączki w okolicach 40 stopni. Od razu miałam wizję że mam gorączkę popołogową na którą kobity z dziewiętnastego wieku marły jak muchy. W dodatku moja mama przyszła z hiobową wieścią że córka sąsiadki miała to samo bo zostawili jej w środku kawałek łożyska. Tak więc ledwie żywa ze strachu udałam się do szpitala gdzie mnie leczyli antybiotykami, co zmniejszali dawkę to gorączka znowu skakała. Przez te parę dni w szpitalu ryczałam prawie bez przerwy, że zostawiłam dziecko samo, nie mogę karmić itd.
                Nie wyobrazam sobie przy takich atrakcjach jeszcze jakichś obcych dzieci którym ktoś by musiał zapewnić opiekę.
                • totorotot Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 12:50
                  Poza tym przy swoich dzieciach człowiek może świecić tyłkiem z zakrwawionym pampersem, przy cudzych jest to jednak niekomfortowe.
            • an_ni Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 11:11
              nie no blagam cie , laska jakas totalnie niedojrzala emocjonalnie
              poradz jej terapie u psychologa
        • kasielicka Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 09:19
          > Po pierwszej butelce wina powiedziała, że go nienawidzi, bo powinien czekać z n
          > owym związkiem. Jak się zapytałam na co, to odpowiedź brzmiała : no aż zobaczy
          > czy mnie się powiodło.

          Niby nie mam powodów, żeby wątpić w Twoje słowa, ale normalnie nie wierzę, że takie idiotki po świecie chodzą.
          • arwena_11 Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 10:41
            Ona zawsze była rozpieszczona. Zawsze dostawała to co chciała. W sumie, pewnie to i trochę nasza wina ( w sensie znajomych ), bo traktowaliśmy ją jak małą dziewczynkę, była fajna, zabawna no i żadne z nas nie musiało z nią żyć. Dopiero, jak pozakładaliśmy własne rodziny, zaczęliśmy inaczej patrzeć na pewne sprawy.
            Z tą różnicą, że dziewczyna dopóki się nie zakochała, całkiem normalnie funkcjonowała. Miała jakieś odchyły, ale w sumie w normie.
            Na razie cisza, nie mam od niej żadnych wiadomości, ale może to też wynik tego, że po weekendzie wróciły do niej dzieci od ojca i pewnie się nimi zajmuje.
            • triss_merigold6 Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 10:47
              Ubodło ją w miłość własną.
              Jestem w teamie pani oczekującej dziecka, ona ma prawo do spokoju i opieki męża. Dzieciom nic się nie stanie jak pojadą na kolonie, a dopiero później z ojcem.
            • sen.bon Re: zazdrość ją zżera 25.02.13, 12:49
              Sprawa jest strasznie prosta. Laska myślała, że jest ósmym cudem świata i jej eks ma wielkie szczęście z nią być. Na dodatek jest tak nieatrakcyjny, że inna go nie będzie chciała. Więc będzie zawsze na nią czekał. Efekt jest jednak taki, że on już zdążył się chajtnąć i spodziewa się dziecka, a ona jest samotną mamuśką, która dostała butem w twarz i od kochanka ( nie była tak cudowna, żeby dla niej rozwalać sobie rodzinę) i od męża (nie była tak wspaniała, żeby jej wybaczyć i zrezygnować ze szczęścia u boku innej kobiety). To ją właśnie wk$^&$#.
    • ilonka001988 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 25.02.13, 23:50
      Aż weszłam na tak zachwalane forum macochy i padłam - co za kosmos.

      Naprawdę, dziwi mnie pomroczność jasna panien które wiążą się z dzieciatym. Tutaj zbiorowo się zastanawiają czy tej paskudnej nex dać łaskę możliwości opieki partnera kiedy będzie się rodzić ich wspólne dziecko, udowodnione czarno na białym że nie da się RÓWNO podzielić kasy/czasu i miłości pomiędzy dzieci. W najszczęśliwszej rodzinie pod słońcem są też wzloty i upadki, a co dopiero w takiej sytuacji.
      Na dodatek jeśli wyjdzie, że pan coś nie ten teges (bo była to zła kobieta była tongue_out) to zostaje płacz i zgrzytanie zębów tylko.
      • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 22:51
        ja się zgadzam z hanna sty . Mam takie same poglądy. Mam nadzieje, że ojciec dzieci, nie ulegnie chimerom swojej eks i zachowa się jak prawdziwy facet . Czyli najważniejsza powinna być rodząca żona i koniec . Nie wiem co to za nowa moda, takie ciaćkanie się z dziećmi jak z jajkiem. Nie lubię czegoś takiego, dzieci należy uczyć zasad od małego, przede wszystkim tego, że nie zawsze są pępkami świata i nie wszystko im się należy
        • cersei8 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 26.02.13, 23:29
          Tak hanna to glos rozsadku w tym watku.
          Ja natomiast zupelnie nie rozumiem co takiego zlego jest w tych koloniach?
          Przeciez mozna znalezc super oboz tematyczny lub sportowy, zgodny z zainteresowaniami konkretnego dziecka (np. taneczno-jezdziecki - dla mnie super polaczenie; corka kolezanki byla w ubieglym roku).
          Dla dzieci bedzie to chyba ciekawsze niz siedzenie w domu z ojcem i macocha (btw kobieta w koncowce ciazy podczas lipcowych upalow moze stac sie macocha z bajeksmile), wozenie ich po ciociach czy wujkach podczas porodu, a potem wsluchiwanie sie we wrzaski noworodka o kazdej porze dnia i nocy.
          Ktoras z forumek wspomniala, ze dzieci w tym wieku sa w miare samoobslugowe, ewentualnie zajmie sie nimi ojciec.
          Fakt, ale dzieci raczej same inaczej nie zorganizuja sobie czasu jak siedzac przed tv, ewentualnie spedzajac czas na podworku (a nie wiemy jakie sa warunki w miejscu zamieszkania ojca). A zajmowanie sie nimi przez ojca sprawiloby, ze nie moglby on w pelni pomoc zonie przy noworodku, jak czynil to przy dwojce pierwszych dzieci. Czyli de facto ta kobieta nie mialaby meza do pomocy, a jeszcze dodatkowo dwojke dzieci obcych dla niej.

          I prosze nie piszcie jakie to te dzieci bylyby samodzielne i bezproblemowe..., bo w ty wieku potrzebuja jeszcze uwagi, zainteresowania i opieki.
          Bezproblemowy to bylby nastolatek, ktory po zainkasowaniu kieszonkowego znikalby na cale dnie ze znajomymi, cieszac sie ze starzy sie nie wtracaja...
          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 08:16
            smile
            Odwołam się do doświadczeń z moim dorosłym synem, który tez kiedyś miał 6 czy 9 lat.
            Dziecko w tym wieku samoobsługowe bywa ( niekoniecznie jest) we własnym domu gdzie ma swoje książki, gry, komputer, kolegów za ścianą, wie gdzie stoi herbata, co jest , zwykle, w szafce ze słodyczami itd. W domu, w którym NIE mieszka na co dzień tego wszystkiego nie ma , pyta, szuka lub po prostu się nudzi. I wtedy NIE jest ani samoobsługowe ani małoproblemowe.
            Kolonie- z innych powodów musieliśmy syna zostawić na miesiąc wakacji. Decyzja przyszła nagle, musieliśmy wyjechać do innego kraju, w którym przyszło nam mieszkać kilka lat. Zdecydowaliśmy, że na tym etapie zostaje, jedzie ze mną nieco później. Rodzice jeszcze pracowali więc co robić- ano wyjazd zamiast za ocean.... na obóz. Nie było wtedy takiej oferty jak dziś. Wybraliśmy obóz w Zakopanem, stacjonarny turystyczno-sportowy. Mnóstwo atrakcji. Syn, związany ze mna, niepracującą mamą, był tak zachwycony, że rok później w podobnym składzie osobowym ( dzieci) pojechał raz jeszcze a mógł mieć obiektywnie znacznie większe atrakcje. Tak więc obozy/kolonie to nie samo zło. Mogą być źródłem fajnych przeżyć.
            P.S. Mój syn mógł, idąc tokiem rozumowania niektórych forumowiczek, pomyśleć. "jestem odrzucony ONI jadą na drugi koniec swiata, gdzie czekają ich same przyjemności, atrakcje a mnie wysyłają SAMEGO na jakieś kolonie".
        • hellulah ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 10:52
          > Nie lubię czegoś takiego, dzieci
          > należy uczyć zasad od małego, przede wszystkim tego, że nie zawsze są pępkami ś
          > wiata i nie wszystko im się należy

          Masz moim zdaniem 100% racji w tym, co napisałaś w poście a już 200% racji w tym, co wyżej zacytowałam.

          Tego się trzymam, wierzę w to i wyznaję, jako mama jedynaczki powiem, że to moje credo.

          Z jedną małą a właściwie wielką uwagą.

          Dodałabym bowiem, że dziecko z jednej strony nie powinno być pępkiem świata i powinno być tego uczone od maleńkości, tak samo samodzielności i podejmowania własnych decyzji, ale z drugiej strony musi od maleńkości mieć jasne sygnały od rodziców czy opiekunów, że jest kochane, bardzo ważne, że w sytuacji kryzysowej otrzyma bezwzględnie pomoc, że ma swój dom itd.

          Gdy są te sygnały, gdy są prawdziwe, to ok, można sobie jechać z "nie jesteś pępkiem świata".

          A teraz ad rem.

          Wysłanie dzieciaków na kolonie - ło la boga, toż to super atrakcja powinna być! no i obowiązkowy przystanek na drodze ku dojrzałości. Tylko trzeba umieć to opakować, sprzedać.

          Jako przygodę, nagrodę za samodzielność, dowód na to, że się ufa w możliwości dziecka, a nie jako zesłanie, nie z poczuciem winy itd..

          Ojciec tych dzieci z wątku powinien jak najbardziej być przy żonie i niemowlaku. Starsze dzieci nie mieszkają z ojcem i ja nie wiem dlaczego akurat w takich okolicznościach musiałby się wprowadzić, właśnie w połogu jego żony (chociaż jestem pierwszą żoną, nie potrafię się tu jednak identyfikować z żalami eksi). Bo nie muszą, a byłoby to wielkim utrudnieniem - upierdliwe i dla macoszki, i dla ojca, i sorry ale dla tych dzieci też, co to za wakacje - kisić się w domu z niemowlakiem? ej no nie żartujmy (wakacje w mieście, gdy dorośli nie mają głowy do zapewniania ekstra frajdy? serio?).

          Ojciec powinien jednakowoż zawczasu zrobić sobie rachunek sumienia, czy na pewno odpowiednio starannie dba o relacje z dziećmi. Nie pamiętam, ale chyba to jedna miejscowość? Nawet jeśli nic, powinien zadbać o to, żeby dzieci wiedziały - i to nie przekupstwem czy deklaracjami-wydmuszkami się to załatwia - że tata jest ich kochanym tatą. Żeby wyjazd na kolonie był super przygodą a nie zesłaniem. Czyli może częstsze spotkania, może zacieśnienie relacji w teamie tata+macoszka+pasierbodzieci?

          Matka czyli exsia świruje i nie ma racji, z tego co mogę wyczytać. Przekonać się jej jednak, moim zdaniem, nie da.

          Ojciec powinien jednak walczyć o swoje to jest 1. prawo do kontaktów z dziećmi, budowania z nimi dobrych relacji; 2. prawo do pójścia naprzód, do prywatności i własnych decyzji.

          • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 12:21
            hellulah napisała:

            Ojciec tych dzieci z wątku powinien jak najbardziej być przy żonie i niemowlaku. Starsze dzieci nie mieszkają z ojcem i ja nie wiem dlaczego akurat w takich okolicznościach musiałby się wprowadzić, właśnie w połogu jego żony

            Ależ tu nie chodzi o to, że muszą akurat wtedy się wprowadzić, a o to, że według niektórych nie mogą. Ja tego nie kupuję.
            Jako żywo przypomina się ten wątek, chociaż tu akurat w tamtej sytuacji mam wrażenie dali ciała wszyscy dorośli, tutaj macocha wydaje się być ok, ojciec też smile. Chodzi mi tylko o sposób, w jaki się podchodzi do potrzeb starszych dzieci.
            • ilonka001988 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 12:49
              Co Ty przyrównujesz... w tamtym wątku pani jako jedna z wielu naiwnych wzięła sobie kompletnie niewydolnego faceta z przychówkiem i na dodatek zrobiła sobie z nim dwoje kolejnych. I dziwi się że jest jak jest uncertain

              Tutaj mamy w%^ eks, że się eksowi życie układa. Więc zrobmy mu pod górkę. I udaje się jej to, bo dzieci wiążą dwoje ludzi NA ZAWSZE, NA AMEN i co tam jeszcze. Szybciej wziełabym rozwodnika bezdzietnego niż kawalera który ma dziecko choćby z matką tego dziecka teoretycznie łączył go tylko szybki numerek w kiblu. Od eks małżonka da się odciąć, od dzieci nigdy.
              • imasumak Napisałam przecież, że 27.02.13, 15:30
                widzę różnicę w zachowaniach u ojców i macoch z obu tych wątków, chodzi mi o podejście do potrzeb starszych dzieci wśród komentujących.
                • hellulah Re: Napisałam przecież, że 27.02.13, 15:46
                  Wiesz, wątasek przebiegłam tak jednym okiem, ale serio te niedobre kwestionują potrzeby dzieci? czy raczej chodzi o określenie faktycznych potrzeb i zapewnianie tych faktycznych, długofalowych, a nie rzut na jeden konkretny wyjazd?

                  Mam taką analogię, sorry bo będzie o pieniądzach, czyli przyziemnie:

                  - jest firma. Pracownicy zarabiają powiedzmy po 3.000 na rękę co miesiąc, raz na kwartał mają stałą premię powiedzmy 2.000;

                  - z powodu zapaści w branży kierownictwo mówi tak (w zasadzie ostrzegało przed sytuacją od ponad pół roku): sorry, w lipcu wam nie możemy wypłacić premii, poczekajcie do października, wtedy będzie i zaległa i nowa premia; nigdy do tej pory nie spóźnialiśmy się z wypłatą wynagrodzenia i nie łamaliśmy praw pracowniczych, macie fajną stołówkę i przyzakładowe przedszkole i stół do piłkarzyków w holu;

                  - co powinni zrobić pracownicy? wymusić premię strajkiem i doprowadzić do upadłości zakładu, czy zaufać i poczekać do jesieni? co jest rzeczywistą potrzebą pracowników, premia natychmiast, czy stabilna praca w dobrym miejscu?

                  Hmm, czy dzieci z rodzin po rozwodzie naprawdę nie powinny ogarniać sytuacji, gdy jakiś kontekst ulega zmianie i trzeba iść na kompromisy (tu zresztą naprawdę prawie żadne)? Tak pytam, jako być może teściowa kogoś z takiej rodziny (tak statystycznie rzecz biorąc).
                  • hanna_sty Re: Napisałam przecież, że 27.02.13, 16:22
                    Bardzo fajny przykład. smile Jeżeli ktoś nie zrozumie to chyba ma zła wolę.
            • hellulah Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 13:53
              Oczywiście wiemy co wiemy przez posły i głuchy telefon, ale i tak mam wrażenie, że tamten wątek (pamiętam go) to inna bajka.

              Muszą - mogą - nie wolno im - nie powinny, ok, to się jednak sensownie sprowadza do dwóch opcji:

              - opcja 1: dzieci + ojciec + macocha + niemowlę w drodze lub na świecie;

              - opcja 2: dzieci gdziekolwiek indziej (z wariantem - dzieci na fajnych koloniach);

              a ja uważam tak: dzieci powinny czuć się zaopiekowane i kochane przez ojca i akceptowane i lubiane przez macochę, ale - nie musi to być akurat okazywane/realizowane przez ich pobyt w tym konkretnym okresie z ojcem - ponieważ jest moim zdaniem więcej minusów niż plusów pobytu dzieci z ojcem w tym akurat przejściowym okresie - plusów i minusów dla każdego zainteresowanego, wbrew pozorom nawet dla exi - po co wybierać gorszy wariant? bo exia się uparła robić koło piórek exowi? To jest moim zdaniem, bo może się mylę, granie dziećmi plus postawa "biedne sierotki, im się należy więcej".

              A gdyby nie chodziło o nexię i jej przychówek, tylko np. o przygotowanie do a bo ja wiem kolokwium habilitacyjnego czy końcówkę studiów MBA? Gdyby po rozwodzie ex stwierdził, a idę se na MBA, no i mija jakiś czas i nie wiem jak to tam mają, ale pewnie jest jakiś grand finale i trzeba przysiąść i wtedy ojciec prosi byłą żonę: "Wiesz, w tym roku muszę się uczyć i coś tam coś tam, akurat w tym okresie nie mogę" a eksia na to, "A łajno mnie to obchodzi, nie obchodzi mnie twoje MBA, przecież nie mam z tego nic dla siebie"?

              Potrzeby starszych dzieci - serio uważam, że nie ograniczają się do pobytu z ojcem akurat w te i te dni. Nie tak ma wyglądać troska o te potrzeby. Można zupełnie dobrze zabezpieczyć owe potrzeby nieco inaczej, nawet być może - kształtowanie samodzielności, obdarzenie zaufaniem - lepiej. "Potrzeby starszych dzieci", ale może ustalmy, czym one są? według mnie na pewno nie pobytem z rozkojarzonym, zaabsorbowanym ojcem i macochą w połogu bo akurat musi to być pobyt w tym konkretnych ustawowych dniach, BO TAK!. Jak rzekłam wyżej - od ojca egzekwować silne relacje i ogólnie dobry kontakt z dziećmi budowany w czasie, kiedy jest w stanie go efektywnie budować, ale odpuścić na czas, kiedy nie będzie i generalnie jednak - a tak, a tak - przyzwyczajać dzieci, że ojciec nie może być 100% dyspozycyjny.
              • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 15:37
                Ze wszystkim się zgadzam, poza tym, że nie kupuję tylko tego, że dzieci nie mogą przebywać podczas połogu w domu ojca. Ktoś tam łaskawie dopuścił wizytę i w późniejszym czasie ewentualnie nocleg, natomiast trend jest taki, że dzieci w tym czasie powinno się odsunąć, bo nie są domownikami, bo są obce dla pani macochy.
                Podobnie jest w zalinkownym przez mnie wątku.
                • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 15:42
                  Po pierwsze, chodzi o planowanie pobytu - przy czym o ile wakacje maja raczej stały harmonogram, o tyle poród/połóg nie, więc z założenia nie mogą, chyba, że wliczaja w to wypad do obcych ludzi w środku nocy, jesli dziecko sie urodzi podczas ich pobytu.
                  PO drugie, ty se możesz i całe przedszkole bawić podczas swoich pierwszych dni po porodzie, ale to ci nie daje prawa oceniac matek (tych, które będą rodzić pierwszy raz zwłaszcza), które nie planują tego wydarzenia na zasadzie polsko-ułańsko-smoleńskiej-jakos-to-będzie.
                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 15:51
                    gadkaszmadka napisał(a):

                    PO drugie, ty se możesz i całe przedszkole bawić podczas swoich pierwszych dni po porodzie, ale to ci nie daje prawa oceniac matek

                    Jeszcze raz powtarzam, a Ty postaraj się tym razem skupić - kto mówi o bawieniu tych dzieci? Pomijając już to, że szkolnych dzieci się nie bawi, to przecież będzie tam ich ojciec, który w tym czasie będzie miał urlop. Więc o co chodzi?
                    • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:22
                      > Jeszcze raz powtarzam, a Ty postaraj się tym razem skupić - kto mówi o bawieniu
                      > tych dzieci?

                      no, fakt. Dzieci szkolne to raczej wlatują i wylatuja na dwór, jesli jest dobra pogoda, nierzadko ciągnąc za sobą hordy kolegów podwórkowych. No chyba, że zakładasz, że siedziałyby w domu i grały z papą w chinczyka.

                      > Pomijając już to, że szkolnych dzieci się nie bawi,

                      dzieci WCZESNOszkolnych. Same mogą się bawić, ale już wyjść do kina czy do jakiegos parku to same niekoniecznie mogą.

                      to przecież b
                      > ędzie tam ich ojciec, który w tym czasie będzie miał urlop.

                      na opiekę nad żona i noworodkiem. O ile zona moze "wypluć" w dwie godziny i wstac po dwóch następnych, o tyle może byc i tak, że będzi emiec cesarkę i przez tydzień będzie potrzebowac asysty, zeby się do toalety dowlec. PLANOWANIE pobytu pasierbów, w sytuacji, w której sa alternatywy, mając cos takiego na uwadze, jest czystym imbecylizmem.

                      > Więc o co chodzi?

                      no nie o to, kto będzie kaowcem dzieci, tylko o to, że matka ma prawo nie chciec niedomowników w pierwszych dniach po porodzie, nie świadczy to o odsunięciu starszych dzieci i tobie nic do tego ani nie masz prawa jej oceniać.
                    • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:28
                      O to, że to NIE są domownicy mieszkający na stale. Nie są bo ojciec mieszka w innym miejscu. Te dzieci nie wiedzą gdzie jest spodeczek, herbata, sól, cukier itd. Te dzieci nie mają większości swoich rzeczy.
                      Poród/połóg to sytuacja wyjątkowa, szczególna. Kobieta- nieważne czy jest to pierwsza, druga, piąta żona jest w tej sytuacji najważniejsza- ona i nowo narodzone dziecko. I jeśli jej przeszkadza pobyt pasierbów ( a jak widać po wątku może tak być), dzieci schodzą na drugi plan.
                      Ojciec nie po to bierze urlop, żeby zajmować się w tym czasie starszymi dziećmi. On jest do dyspozycji żony i noworodka.
                    • cersei8 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:30
                      Wybacz, ale raczej nie wyobrazam sobie, ze dzieci wczesnoszklone sa na tyle samodzielne, ze zajma sie soba caly dzien.
                      Moga siedziec przed tv, albo spedzic czas na podworku (zaleznie od warunkow), ale to nie sa nastolatki, ktore najchetniej znikna na caly dzien ze znajomymi i ciesza sie, ze rodzicow maja z glowy.
                      Zreszta autorka watku napisala wyraznie, ze podczas ferii w dzien zajmowala sie nimi macocha, chocby w cos z nimi grajac, a po powrocie z pracy tata zabierala je do kina i na lodowisko - dlatego tez byly zdowolone z pobytu. Wiec chyba te konkretne dzieci potrzebuja zainteresowania i tego zajmowania sie.
                      A ich ojciec tam bedzie i bedzie mial ten urlop, zeby pomoc zonie przy noworodku, wiec zajec mu nie zabraknie.
                      Czy naprawde nie sadzisz, ze dla wszystkich lacznie z dziecmi najlepsza opcja jest wyjazd na wybrany oboz tematyczny zgodnie z zainteresowaniami dziecka niz tv, podworko i placzacy nocami noworodek?

                      Przeczytalam kilka postow z wklejonego przez Ciebie watku, zal mi najbardziej tej dwulatki, ktora gdy mama byla chora musiala patrzec jak tatus skacze kolo brata, a jej nie da nawet danonka na sniadanie. Tak wiem, ze to nie wina tego chlopca, ale moim zdaniem zakaz odwiedzin przez dwa miesiace byl spowodowany raczej desperacja autorki tamtego watku niz jej brakiem uczuc. Chciala chyba uniknac sytuacji gdy ona kilka dni po cc zostanie z noworodkiem i dwulatka w domu sama, a tatus wyjdzie z synkiem na pol dnia...




                      imasumak napisal(a):
                      >
                      > >
                      > Jeszcze raz powtarzam, a Ty postaraj się tym razem skupić - kto mówi o bawieniu
                      > tych dzieci? Pomijając już to, że szkolnych dzieci się nie bawi, to przecież b
                      > ędzie tam ich ojciec, który w tym czasie będzie miał urlop. Więc o co chodzi
                    • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 00:37
                      Jeszcze raz powtarzam, a Ty
                      postaraj się tym razem skupić - kto
                      mówi o bawieniu
                      > tych dzieci? Pomijając już to, że
                      szkolnych dzieci się nie bawi, to
                      przecież b
                      > ędzie tam ich ojciec, który w tym
                      czasie będzie miał urlop. Więc o co
                      chodzi?
                      >
                      >


                      Naprawdę tak trudno to ogarnąć, że tym starszym dzieciom będzie PRZYKRO oglądać jak tata i ciocia we dwójkę tak ćwierkają nad dzidziusiem? Wiedząc, że nad nimi ich tata z ich mama już nigdy tak nie będą się we dwójkę cackac?

                      Nigdy, przenigdy bym nie wyskaka swoich dzieci w takich okolicznościach do byłego męża.
                • franczii Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 15:46
                  Nie ze nie moga. Wszystko zalezy od tego jak sie na to zapatruje ta druga zona. I w okresie okoloporodowym to jej zdanie sie powinno wziac pod uwage. Moze nie miec nic przeciwko a rownie dobrze moze miec opory przed tym, zeby w takim okresie paletaly sie po domu dzieci i ma do tego prawo.
                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 15:56
                    franczii napisała:

                    Moze nie miec nic przeciwko a rownie dobrze moze miec opory przed tym, zeby w takim okresie paletaly sie po domu dzieci i ma do tego prawo.

                    Owszem opory może mieć, to jej sprawa ale zasadniczo nie prawa zakazać pobytu dzieci u ojca.
                    • franczii Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:00
                      Nie moze zakazac a maz nie moze nie wziac pod uwage jej zdania.
                      • franczii Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:00
                        Zasadniczotongue_out
                        • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:16
                          Wiem, że to inna sytuacja, ale jakby mi mój maż stawiał jakieś warunki co do obecności dziecka z pierwszego małżeństwa, nie byłby moim mężem, albo bardzo szybko przestałby być. Ktoś kto ma już dzieci, powinien mieć oczy szeroko otwarte przy wyborze partnera na dalsze życie, w moim mniemaniu pan/pani, która nie jest w stanie zaakceptować dziecka w każdej sytuacji i okolicznościach na bycie next się po porostu nie nadaje.
                          • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:25
                            Ktoś kto ma już dzieci, powinien mieć oczy szeroko otwarte p
                            > rzy wyborze partnera na dalsze życie, w moim mniemaniu pan/pani, która nie jest
                            > w stanie zaakceptować dziecka w każdej sytuacji i okolicznościach na bycie nex
                            > t się po porostu nie nadaje.

                            ty naprawdę jesteś jakas normalna inaczej. Dlaczego, dlaczego nie uważasz, ze własna matka tych dzieci nie mogłaby ich poakceptować przez te dwa tygodnie, skoro - w przeciwienstwie do next - nie wybiera się do szpitala i nie musi zwalać dzieci w środku nocy na gowę obcym ludziom i nic nie stoi na przeszkodzie?
                            • gadkaszmadka albo inaczej 27.02.13, 16:28
                              powiedzmy, że next (albo i sam ojciec) nie tyle maja nowe dziecko, ile operację wycięcia wyrostka. NAdal uważasz, ze next ze śpiewem na ustach powinna brac dzieci AKURAT W TYM TERMINIE do domu, a jeśli nie zechce, to się nie nadaje na bycie next? Bo każdy, każdy normalny człowiek by zapewnił dzieciom inne rozrywki albo wziął dzieci do siebei w innym terminie.
                              Matko boska, ja o tym forum legendy słyszałam, z ciekawości weszłam, ale dopiero teraz załapałam, o co w nich chodziło.
                              • hanna_sty Re: albo inaczej 27.02.13, 16:39
                                Albo neksi umrze matka a jest umówiony kinderbal. Czy więc neksia prosto z pogrzebu ma lecieć do domu i przygotowywać przyjęcie dla pasierbiatek i ich gości, bo przecież mogą być u taty w domu zawsze, wszędzie i w każdej sytuacji?
                                Albo nastepnego dnia ma obronę doktoratu, chce się skupić a pasierbiatka chcą właśnie pobyc u tatusia i pooglądać z nim mecz- też ma się udać do przyjaciółki?
                                • totorotot Re: albo inaczej 28.02.13, 01:02
                                  Kinderbal można awaryjnie zrobić np. w kinie. Do obrony można siedzieć w samotności, męża z dziećmi wywalić na mecz do szwagra wink To wszystko spokojnie da się pogodzić. Jedynie poród i noworodek tu mi przychodzi do głowy, że dzieci trzeba dać do mamy. Rodzone dzieci na czas porodu ludzie często upychaja po dziadkach, a tu sytuacja dogodna, opiekę powierzyć ich matce. Jezu, ile można roztrząsać taką prostą rzecz? Jeśli ex i macocha mieliby rotawirusa to też mieliby przyjąć dzieci, by nie czuły się odrzucone a rodzinnie przeżywały uroki sraczki?
                          • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:36
                            Łoj, w każdej sytuacji? To może w ramach wychowania seksualnego zabrać pasierbięta w podróz poslubną i wpuścić do sypialni? Bez przesady. Jest sfera do której żadne dzieci nie mają wstępu.
                          • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 00:47
                            rzy wyborze partnera na dalsze
                            życie, w moim mniemaniu pan/
                            pani, która nie jest
                            > w stanie zaakceptować dziecka w
                            każdej sytuacji i okolicznościach na
                            bycie nex
                            > t się po porostu nie nadaje.

                            No a widzisz, panowie sobie i takie za drugie żony biorą. I też trzeba brać zdanie macochy pod uwagę, cóż poradzisz.
                            Rozumiem, o co Ci chodzi, ale tu mówimy cały czas o sytuacji wyjątkowej-porodzie, nie o pmsie że macocha nie zdzierzy oglądać tych pasierbich gąb i znika w markecie na cały dzień.
                    • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:31
                      Jeżeli rozmawiamy w kategoriach zakazu to marnie wróże na przyszłość.
                      A jeżeli jest to panieńskie mieszkanie żony to co, też ma siedzieć w kątku bo pasierbięta muszą być w tym czasie z ojcem? Ustapić im najwygodniejsze łoże, bo to dzieci męża???? Dojdziemy do paranoi.
                • hellulah Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:05
                  Sorry, ale dzieci nie mają opieki naprzemiennej. Czyli niestety ale mieszkają na stałe z matką i tam jest ich dom. Ojca tylko odwiedzają.

                  Dom ojca to dom ojca i macoszki.

                  Może koleżanka autorki zastanowi się nad ustaleniem opieki naprzemiennej albo w ogóle przyznania opieki/miejsca zamieszkania ojcu?

                  "W tym czasie" odsunąć powinno się, jeśli można, wszystkich, których się da. Chyba padały wyżej przykłady wysłania na kolonie rodzonych pierworodnych na czas połogu?

                  Poza tym sam wybór słowa, "odsunąć", nadaje całej tej operacji pejoratywnego smaczku. A to tylko prosta logistyka (oczywiście pod warunkiem, że wcześniej i później ojciec, matka i nexia są generalnie ok).

                  Poza tym to serio, te dzieci są w stosunku do macochy obce, ani nie spokrewnione, ani nie adoptowane, no obce. Nie wiem czy nawet można powiedzieć, że są spowinowacone (może można). Z czasem i dobrymi stosunkami ona może je polubić, nawet przywiązać się emocjonalnie. Ale fakt jest faktem, to ojciec jest ich ojcem, a jego żona jest tylko żoną ojca.

                  Można to wszystko pewnie tak ułożyć, żeby każdy sobie z innymi w przyjaźni koegzystował. Ale dzieci nie są jej (macochy) dziećmi i tyle. Ona nie adoptowała tych dzieci. Wyszła za mąż za faceta, który jest (zdaje się) dość dobrym ojcem, i nie powinna mu w tym byciu dobrym ojcem przeszkadzać, ale to nie oznacza zaadoptowania jego dzieci. Gdyby dzieci mieszkały z ojcem, byłaby inna nieco a może i znacznie sytuacja, bardziej bliska tej "adopcyjnej" - ale nie mieszkały i nie taki był układ (nie opieka naprzemienna, tylko dzieci u matki). I jak wyżej forumki pisały, że nawet nie chodzi o metafizykę, ale o przyziemną logistykę. Inaczej zachowuje się i innej obsługi wymaga dziecko "domowe", a inaczej dochodzące, przyjezdne. Nadawanie temu smaczków z Kopciuszka niczemu nie służy.
                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:18
                    hellulah napisała:

                    Sorry, ale dzieci nie mają opieki naprzemiennej. Czyli niestety ale mieszkają na stałe z matką i tam jest ich dom. Ojca tylko odwiedzają.


                    Sorry, ale to są ustalenia rodziców, dzieci mają prawo czuć się w pełni akceptowane również w domu ojca i macoszki. Tyle w temacie.
                    • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:40
                      > Sorry, ale to są ustalenia rodziców, dzieci mają prawo czuć się w pełni akcepto
                      > wane również w domu ojca i macoszki. Tyle w temacie.

                      tyle, że w tym konkretnym terminie to ojciec i macoszka mogą nie być w domu, tylko w szpitalu i to cholera-wie-jak-długo, jeśli nastapia komplikacje. Może przestań wypierac ze swiadomości fakt, że kobieta ma rodzić, i to pierwszy raz (więc mogą byc po drodze fałszywe alarmy, bo ona będzi emyślała, że to "już" itp). Och, tak, wiem, ojciec może grac z nimi w kółko i krzyzyk miedzy skurczami, a jeśli next tego nie akceptuje, to nie powinna nigdy nexia zostawać.

                      Tobie chyba płacą za ten wąt, to nei możliwe, żeby ktoś naprawdę myślał tak, jak Ty smile
                      • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:43
                        gadkaszmadka napisał(a):

                        Tobie chyba płacą za ten wąt, to nei możliwe, żeby ktoś naprawdę myślał tak, jak Ty smile

                        No a ja nie mogę uwierzyć, że ktoś myśli tak jak Ty i inne moje oponentki smile
                        • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:45
                          I już nawet nie chce mi się tłumaczyć po raz kolejny, że nie chodzi o to, żeby zwalać dzieci na siłę akurat w tym terminie.
                          • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:48
                            Ależ o to. Głównie o to.
                            • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:03
                              Ależ nie o to.
                              • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:06
                                tak, wiem, chodxzi o to, ze nexia ma obowiązek byc gotowa przyjąć pasierbięta w każdym momencie, bo wiedziała, na co się decyduje. Również wtedy, gdy leży na stole operacyjnym.
                                • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:09
                                  Otóz to. Neksia z tego tylko powodu, że jej mąż ma potomstwo z pierwszego związku nie ma prawa położyć się na stole operacyjnym , pochować w skupieniu rodziców, przeżyć żałoby bez obecności pasierbiątek, przygotować w spokoju do egzaminu, nawet orgazm ma przeżywać pod kontrolą, bo za ścianą pasierbięta........
                                • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:20
                                  Zaczynasz bajdurzyć
                                  • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:24
                                    imasumak napisała:

                                    > Zaczynasz bajdurzyć

                                    Uzasadnij.
                                • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 20:40
                                  gadkaszmadka napisał(a):

                                  > chodxzi o to, ze nexia ma obowiązek byc gotowa przyjąć pasierbięta w
                                  > każdym momencie, bo wiedziała, na co się decyduje. Również wtedy, gdy leży na
                                  > stole operacyjnym.

                                  W pewnym sensie i o to chodzi, człowiek nie jest pewien dnia ani godziny - Ex moze w kazdej chwili rozchorowac sie poważnie, wpaść pod auto, skoczyc z dachu, paść rażona apopleksją albo zwariować.
                                  Już pisalam o mojej znajomej, ktora wychowywala we WŁASNYM domu syna exa i next, bo oboje powaznie zachorowali i ona uwazala, że powinna zaopiekować się BRATEM SWEGO SYNA. Czy brat mego syna może byc dla mnie obcą osobą? Dla mnie nie może i trudno mi uwierzyć, ze może byc inaczej.
                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:33
                                    Jest to PRZYRODNI brat Twojego dziecka. Ludzie są różni- jedni uważają, że mogą traktować przyrodnie rodzeństwo swojego dziecka jak własne inni nie. Jedni potrafią adoptować dziecko inni nie. Ja mając włąsne urodzone przez siebie nie potrafiłabym adoptować- nieważne czy dziecko mojego męża ( gdyby takie posiadał) czy z domu dziecka. Nie wiem czy gdybym nie miała /nie mogła urodzić potrafiłabym pokochać cudze. Taka jestem, ani lepsza ani gorsza- inna.
                                    • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:40
                                      Jako material na macoche - gorsza.
                                  • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 22:37
                                    > W pewnym sensie i o to chodzi, człowiek nie jest pewien dnia ani godziny - Ex m
                                    > oze w kazdej chwili rozchorowac sie poważnie, wpaść pod auto, skoczyc z dachu,
                                    > paść rażona apopleksją albo zwariować.

                                    no, next też może i właściwie zwazywszy na jej stan to jest to bardziej prawdopodobne, że to ona zaniemoże. TYm bardziej na miejscu matki bym jej nikogo nie pakowała do domu, zanim szczęśliwie nie urodzi i nie wydobrzeje. Rzecz w tym, że na dzień dzisiejszy żadna z tych sytuacji nie ma miejsca, więc nie wiem, co to ma do rzeczy. I gdyby eks się zabiła czy coś, wszyscy normalni ludze z otoczenia najpierw by umieścili dzieci gdzie indziej, zanim rodząca dojdzie do siebie. Ale czaisz, jest różnica miedzy "szefie, muszę wziąć dzień wolnego, bo spadły mi na głowę dzieci, których matka sie zastrzeliła", a "szefie, musze wziąć dzień wolnego, bo spadły mi na głowe dzieci, których matka siedzi w domu i ma się znakomicie".

                                    Sorry, ale to wasze rozumowanie kojarzy mi sie z sytuacja na drodze - taksówkarz jedzie drogą z pierwszeństwem przejazdu, az tu nagle jednego dnai na tej drodze musi ustąpić karetce pogotowia. No sorry, w tym dniu jego prawo jest jakby mniej ważne od prawa karetki, nieważne, jak wielka pasażer taksówki będzie miec z tego powodu traumę i żądania, bo płaci. A już argumentowanie na zasadzie " a gdyby nagle droge tej karetce przeciął płonący samochód, to też ona ma pierwszeństwo?" No ludzie... A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był, to wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!
                          • cersei8 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:57
                            Super, to mamy pelna zgodesmile

                            imasumak napisała:

                            > I już nawet nie chce mi się tłumaczyć po raz kolejny, że nie chodzi o to, żeby
                            > zwalać dzieci na siłę akurat w tym terminie.
                          • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 01:07
                            I już nawet nie chce mi się
                            tłumaczyć po raz kolejny, że nie
                            chodzi o to, żeby
                            > zwalać dzieci na siłę akurat w
                            tym terminie.

                            No to na przyszłość się musisz jaśniej wyrażać.
                        • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:48
                          Nie możesz uwierzyć, że......ludzie chca normalnie żyć? Chcą pewne sprawy przeżywać tylko we dwoje? Że dom macochy i ojca może, ale NIE musi byc domem pasierbów? A jeśli jest tak, że ojciec wprowadził się do mieszkania swojej nowej zony to nalezy pozbawiać ją możliwości decydowania o tym kto i kiedy ma przebywać w domu, na który wiele lat pracowała i w którym ONA ma prawo czuć się dobrze?
                          Jeśli kochasz pasierbięta na równi z własnymi dziećmi to ok, Twój wybór, chylę czoła, ale nie wymagaj tego od innych. Ja nie byłabym wstanie tak żyć.
                          • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:14
                            hanna_sty napisała:

                            Nie możesz uwierzyć, że......ludzie chca normalnie żyć?

                            Normalnie, czyli jak? Odcinając się od najbliższych?
                            • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:19
                              >
                              > Normalnie, czyli jak? Odcinając się od najbliższych?

                              tak, to dość normalne, że nie bierze się odpowiedzialności za najbliższych, nie mówiąc o rodzinie bajbliższych, kiedy kładzie się w znieczuleniu na stół operacyjny. To wręcz międzynarodowy standard. I to do tego stopnia, że w wielu szpitalach pasierbowie nie zostaliby wpuszczeni na salę odwiedzin (tylko własne dzieci). Zdziwiona?
                              • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:22
                                Zrozum wreszcie, że to nie o macochę chodzi i o prawo do o dzień u niej. Chodzi o możliwość przebywania z ojcem.
                                • imasumak o prawo do odwiedzin oczywiście 27.02.13, 17:22
                                  imasumak napisała:

                                  > Zrozum wreszcie, że to nie o macochę chodzi i o prawo do o dzień u niej. Chodzi
                                  > o możliwość przebywania z ojcem.
                                • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:24
                                  Ale dlaczego akurat WTEDY kiedy macocha rodzi? Kiedy w domu panuje sytuacja wyjątkowa, niecodzienna, niespotykana? Czy chodzi o to, żeby utrudnić życie nowej rodzinie? Zemścić się na macosze?
                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:26
                                    To jeszcze raz: Chodzi o prawo, a nie konieczność. Podkreślam to i mam nadzieję, że wreszcie zrozumiesz.
                                    • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:29
                                      A ja chciałabym żebyś zrozumiała, że macocha ma prawo w tak wyjątkowym, szczególnym dla siebie okresie mieć PRAWO być tylko z mężem i noworodkiem.
                                      • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:33
                                        Nie, nie ma big_grin
                                        Bo się związała z człowiekiem z przychówkiem i w każdej chwili ten przychówek może zwalić im się na głowę, z przyczyn różnych big_grin
                                        Nawet niestety w czasie okołoporodowym.
                                        Co nie znaczy oczywiście, że tak MUSI być. Nie musi, ale może. Ot co.
                                        • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:37
                                          No. Zostaną zwalone pod drzwi macochy ze szczoteczkami do zębow i majtkami na zmianę i pocalują klamkę, bo ona będzie w szpitalu.
                                          Każdy normalny człowiek postarałby się jednak o inną opiekę dla dzieci w tym czasie, niezależnie od ich prawa. Wyjątkuem byłaby wojna, huragan albo trzęsienie ziemi.
                                          • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 01:24
                                            Każdy normalny człowiek
                                            postarałby się jednak o inną opiekę
                                            dla dzieci w tym cz
                                            > asie, niezależnie od ich prawa.
                                            Wyjątkuem byłaby wojna, huragan
                                            albo trzęsienie
                                            > ziemi.


                                            Dokładnie: wypadek matki, szpital itp. to są sytuacje, gdzie trzeba sobie dać radę z dziećmi. Jednak złośliwe podesłanie dzieci "bo tak"- odpada.
                                            Co więcej, ojciec może wpadać do dzieciaków, zabrać je gdzieś na trochę w coś ciągu dnia, ale u położnicy niech się nie kręcą jak nie muszą.
                                          • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 13:12
                                            A co powiesz o takiej sytuacji - macocha rodzi, a ojciec otrzymuje telefon, że jego eks miała wypadek i trzeba przyjechać po dzieci, bo inaczej spędzą noc w pogotowiu opiekuńczym?
                                            Ponadto są w szoku i potrzebują ojca?
                                            O takich sytuacjach mówię, a nie o wysyłaniu dzieci na złość macosze.
                                            • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 13:40
                                              > A co powiesz o takiej sytuacji - macocha rodzi, a ojciec otrzymuje telefon, że
                                              > jego eks miała wypadek i trzeba przyjechać po dzieci, bo inaczej spędzą noc w p
                                              > ogotowiu opiekuńczym?
                                              > Ponadto są w szoku i potrzebują ojca?

                                              To wtedy zawozi sie je do dziadkow tlumaczac, ze macocha rodzi, mama w szpitalu, sytuacja trudna i musza zostac u dziadkow przez jakis czas.
                                              • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 13:58
                                                Załóżmy, że dziadków nie ma - tak wiem, masakra, ale i tak może się zdarzyć.
                                                Chodzi mi o to, żebyście zobaczyły, że wchodząc w układ z dzieciatym, można się spodziewać i takich sytuacji, w których wszelkie wcześniejsze ustalenia będą nieaktualne.
                                                • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:03
                                                  > Załóżmy, że dziadków nie ma - tak wiem, masakra, ale i tak może się zdarzyć.
                                                  > Chodzi mi o to, żebyście zobaczyły, że wchodząc w układ z dzieciatym, można się
                                                  > spodziewać i takich sytuacji, w których wszelkie wcześniejsze ustalenia będą n
                                                  > ieaktualne.

                                                  Ale to zawsze dzieci beda na dokladke, a nie odwrotnie, bo zdroworozsadkowo kobieta w szpitalu, albo kobieta w pologu maja w danym momencie wieksze prawo do zaopiekowania sie.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:07
                                                    Zdroworozsądkowo to jest tak, że kobieta w szpitalu ma opiekę szpitalną i urodzi również bez udziału męża, a dziećmi trzeba się zająć w krytycznym momencie.
                                                  • triss_merigold6 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:09
                                                    No bez jaj, facet ma być na porodówce i być dyspozycyjny.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:18
                                                    A dzieci do pogotowia opiekuńczego? Żart.
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:32
                                                    > i również bez udziału męża, a dziećmi trzeba się zająć w krytycznym momencie.

                                                    A dzieci sa w takim krytycznym momencie, ze bez udzialu ojca ani rusz?
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:34
                                                    Wypadek matki to nie ejst dostatecznie kryzysowa sytuacja według Ciebie?
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:48
                                                    Wypadek matki to wypadek matki. Dzieci w wypadku nie uczestniczyly, w zwiazku z tym, nawet jesli maja traume, to logicznie rodzaca kobieta jest w wiekszej potrzebie.
                                                  • nangaparbat3 jaja sobie robisz? 28.02.13, 16:36
                                                    d.o.s.i.a napisała:

                                                    > Wypadek matki to wypadek matki. Dzieci w wypadku nie uczestniczyly, w zwiazku z
                                                    > tym, nawet jesli maja traume, to logicznie rodzaca kobieta jest w wiekszej pot
                                                    > rzebie.
                                                  • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 15:02
                                                    imasumak napisała:
                                                    > Wypadek matki to nie ejst
                                                    dostatecznie kryzysowa sytuacja
                                                    według Ciebie?

                                                    A to zależy jaki. Jak leży z nogą na wyciągu to kontynuować kanikuły, ewentualnie niech dzieci dołączą.
                                                    Jak eksia dogorywa to wrócić.

                                                • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:16
                                                  No to pofantazjujmy. Macocha wybrała się z ojcem na wycieczkę objazdową do Chin, bywają takie. I gdzieś w okolicach Pekinu czy Nangyn ojciec dostaje wiadomość, że eksia miała wypadek i ......pogotowie opiekuńcze etc.
                                                  Co ma zrobić ojciec?
                                                  a/ nie wyjeżdżać nigdy i nigdzie aż do usamodzielnienia się dzieci
                                                  b/ wsiadać do samolotu i via Indonezja ( najbliższy lot) wracać do Polski
                                                  c/ napisać kilka maili do przyjaciół/rodziny - a nuż ktoś pomoże bo.......pogotowie opiekuńcze itd
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:18
                                                    Oczywiście, że napisać do przyjaciół, rodziny z prośbą o pomoc, a następnie kupić bilet na najbliższy lot.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:26
                                                    I zmarnować sobie wakacje? Czy wiesz ile kosztuje bilet z Chin kupowany w ostatniej chwili? Czy pasierbietom coś się stanie jak tydzień pobędą z ciocią/babcią w takiej sytuacji?
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:29
                                                    Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie dzieci w trudnej, kryzysowej sytuacji są ważniejsze od wakacji. Dla dobrego ojca też będą.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:33
                                                    Ale dla macochy są to obce dzieci!!!!! Nie jest z nimi spokrewniona. Ma prawo chcieć mieć wakacje. Dzieci są pod opieką cioci/babci/narzeczonego matki itd.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:38
                                                    hanna_sty napisała:

                                                    Ma prawo chcieć mieć wakacje.

                                                    To może zostać i wracać zgodnie z planem.

                                                    Dzieci są pod opieką cioci/babci/narzeczonego matki itd.

                                                    Ale potrzebują ojca, bo ich matka miała ciężki wypadek, rozumiesz? Nie babci, nie cioci, a ojca.
                                                    Właściwie nie mamy o czym gadać, twoje i moje patrzenie na te spawy to antypody.
                                                  • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:48
                                                    > Ale potrzebują ojca, bo ich matka miała ciężki wypadek, rozumiesz? Nie babci, n
                                                    > ie cioci, a ojca.

                                                    tak, tak. No to kto ma pierwszeństwo, płonący samochód, czy karetka na sygnale?
                                                    W pierwszych godzinach po wypadku dzieci NIE MUSZĄ o nim wiedzieć. Zostają tam, gdzie były, dopóki się nie wyjaśni, w jakim stanie jest matka i jakie są rokowania. Zanim to się rozkłębi, pani zdąży urodzić i zostaną poczynione ustalenia, a one to już nie na podstawie twojego widzimisie, tylko na podstawie logistycznych możliwości tej konkretnej rodziny w tym konkretnym czasie.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:57
                                                    A jeśli uczestniczyły w tym wypadku?
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 15:06
                                                    > A jeśli uczestniczyły w tym wypadku?

                                                    A jesli ojciec jadac do dzieci ulegnie wypadkowi, to kto ma sie stawic u jego boku? Eks zona, dzieci, czy nowa zona?
                                                    Zadajesz idiotyczne pytania.
                                                  • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 15:17
                                                    imasumak napisała:

                                                    > A jeśli uczestniczyły w tym wypadku?

                                                    To idą razem z matką do szpitala na przegląd, jak będą mieć farta, to cała rodzina się tam spotka.
                                                    Nie znam ani jednej zdrowej na umyśle osoby, która facetowi, będącemu przy łóżku rodzącej żony, ktoś powiedział, przepraszam, pana była żona miała wlaśnie wypadek, musi się pan zająć dziećmi, zaraz, natychmiast".
                                                • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:44
                                                  imasumak napisała:
                                                  > Załóżmy, że dziadków nie ma -
                                                  tak wiem, masakra, ale i tak może
                                                  się zdarzyć.
                                                  > Chodzi mi o to, żebyście
                                                  zobaczyły, że wchodząc w układ z
                                                  dzieciatym, można się
                                                  > spodziewać i takich sytuacji, w
                                                  których wszelkie wcześniejsze
                                                  ustalenia będą n
                                                  > ieaktualne.

                                                  Cieszę się, że dobrnelismy do tego punktu w dyskusji i ustaliliśmy, że przyjęcie dzieci w połogu to wyjątek w sytuacjach ekstremalnych, a nie że nieprzyjęcie dzieci w połogu to straszna krzywda od macochy, która widziały gały co brały i wszystkie dzieci nasze są i jak nie zobaczą położnicy z klapniętym cycem to będą miały traumę w mózgu do końca świata.



                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:56
                                                    Ależ ja cały czas o tym mówię w opozycji do opinii. że dziecko w okresie połogu w ogóle nie powinno się pojawić w domu ojca, bo macocha przecież musi koniecznie z cycami na wierzchu latać i krocze wietrzyć w widowiskowy sposób i ona ma prawo. No ma prawo, ale niestety są okoliczności, gdy jej prawo schodzi na dalszy plan, mimo połogu.
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 15:04
                                                    > Ależ ja cały czas o tym mówię w opozycji do opinii. że dziecko w okresie połogu
                                                    > w ogóle nie powinno się pojawić w domu ojca, bo macocha przecież musi konieczn
                                                    > ie z cycami na wierzchu latać i krocze wietrzyć w widowiskowy sposób i ona m
                                                    > a prawo
                                                    . No ma prawo, ale niestety są okoliczności, gdy jej prawo schodzi n
                                                    > a dalszy plan, mimo połogu.


                                                    No, ale tu zadne takie okolicznosci nie zaistnialy i raczej rzadko sie w ogole wydarzaja takie sytuacje, zeby kobieta w jednej izbie z dwojka przychowku nowego meza musiala rodzic na widoku, nie? Wymyslasz ekstremalne sytuacje, aby cos udowodnic, co jest zupelnie niezwiazane z tym watkiem.

                                                    Nikt nie mowi, ze dziecko nie powinno sie pojawiac w domu poloznicy, ale ze nie powinno sie pojawic wtedy kiedy macocha jeszcze nie jest na to gotowa. Jak przestanie wietrzyc krocze to pewnie sama zaprosi dzieci na wizyte, prawda? A spedzanie wakacji u kobiety w pologu, to jest zwyczajnie poroniony pomysl i tyle.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 15:12
                                                    Tym bardziej, że jest to JEJ mieszkanie. JEJ, w którym ma prawo wietrzyć krocze tak długo jak chce. Widzieć tego kogo chce i kiedy chce.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 16:05
                                                    d.o.s.i.a napisała:

                                                    Wymyslasz ekstremalne sytuacje, aby cos udowodnic, co jest zupelnie niezwiazane z tym watkiem.

                                                    Niezwiązane z konkretną sytuacją opisaną przez Arwenę, natomiast jak najbardziej związane z tym jak się potoczyła dyskusja. A ekstremalne sytuacje tez się zdarzają.

                                                    Nikt nie mowi, ze dziecko nie powinno sie pojawiac w domu poloznicy, ale ze nie powinno sie pojawic wtedy kiedy macocha jeszcze nie jest na to gotowa.

                                                    Jeżeli zawsze i wszystko miałoby rzeczywiście zależeć od macochy, to mogłoby się zdarzyć, że pierwsza wizyta nastąpiłaby po kilku miesiącach, bo w końcu to nie jej dzieci, tylko obce wink.

                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 16:27
                                                    > Niezwiązane z konkretną sytuacją opisaną przez Arwenę, natomiast jak najbardzie
                                                    > j związane z tym jak się potoczyła dyskusja.

                                                    Ale chyba kazdy normalny czlowiek zgodzi sie, ze nie dyskutujemy tu o zachowaniu ludzi w obliczu wojny swiatowej, albo innego kataklizmu, tylko, ze oczywiste jest to, ze kazda sytuacja wymaga innego rozwiazania i innego rozlozenia akcentow, potrzeb, praw i obowiazkow. I tak, pewnie zdarzaja sie sytuacje, ze kobieta w pologu musi zrezygnowac z czesci swojego komfortu i przyjac pasierbiatka pod swoj dach. Bo zawsze znajdzie sie ktos kto obiektywnie "ma gorzej" i jego potrzeby wychodza na plan pierwszy.

                                                    > Jeżeli zawsze i wszystko miałoby rzeczywiście zależeć od macochy, to mogłoby si
                                                    > ę zdarzyć, że pierwsza wizyta nastąpiłaby po kilku miesiącach, bo w końcu to ni
                                                    > e jej dzieci, tylko obce wink.


                                                    No, ale tak wlasnie jest! To ona mieszka w swoim mieszkaniu, wiec teoretycznie moglaby zazadac, zeby ojciec spotykal sie z dziecmi gdzie indziej. Nigdzie nie jest napisane, ze ma obowiazek przyjmowac kogokolwiek pod swoim dachem. Jakby chciala to moglaby nawet swojego meza wygonic i nic Tobie do tego.
                                                  • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 15:14
                                                    imasumak napisała:

                                                    > Ależ ja cały czas o tym mówię w opozycji do opinii. że dziecko w okresie połogu
                                                    > w ogóle nie powinno się pojawić w domu ojca, bo macocha przecież musi konieczn
                                                    > ie z cycami na wierzchu latać i krocze wietrzyć w widowiskowy sposób i ona m
                                                    > a prawo
                                                    . No ma prawo, ale niestety są okoliczności, gdy jej prawo schodzi n
                                                    > a dalszy plan, mimo połogu.

                                                    Ale tu te okoliczności nie zachodzą. Tu dzieci maja prawo, ale niestety sa okoliczności (poród), gdy ich prawo schodzi na dalszy plan.
                                                    Gdyby nastąpiło trzesienie ziewmi, to byłyby jeszcze inne okoliczności i przetasowanie praw, tyle, że nie wiem, o co się plujesz, bo to chyba dla każdego oczywiste.
                                            • gadkaszmadka hahahahaha :D 28.02.13, 14:31
                                              imasumak napisała:

                                              > A co powiesz o takiej sytuacji - macocha rodzi, a ojciec otrzymuje telefon, że
                                              > jego eks miała wypadek i trzeba przyjechać po dzieci, bo inaczej spędzą noc w p
                                              > ogotowiu opiekuńczym?

                                              piękna zmiana optyki. Macoszka idzie do szpitala - no sa szwagrowie, sąsiedzi, nie żījesz na pustyni. Matka idzie do szpitala - szwagrowie rozpływaja się jak sen złoty a dzieci zostaja na pustyni z pogotowiem opiekunczym.
                                              • imasumak Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:33
                                                Podrzuciłabyś dziecko w takie sytuacji do sąsiadów? No to gratuluje.
                                                • cersei8 Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:40
                                                  Ale autorka wyraznie napisala, ze dzieci maja blisko dziadkow - rodzicow eks, kochajacych ich nad zycie i calkiem jeszcze sprawnych i mobilnych. Pogotowie opiekuncze nie wchodzi wiec w gre.
                                                  • imasumak Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:45
                                                    Nie mówię o tej konkretnej sytuacji tylko w ogóle. Ktoś pisał w tym wątku, ze zrobiłby wszystko, żeby jako macocha zagwarantować sobie prywatność, odrębność własnej rodziny etc.
                                                    No to ja odpowiadam, że można robić wszystko w tym kierunku, a los może zrobić psikusa i wszystkie plany idą w zapomnienie.
                                                  • d.o.s.i.a Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:54
                                                    > Nie mówię o tej konkretnej sytuacji tylko w ogóle. Ktoś pisał w tym wątku, ze z
                                                    > robiłby wszystko, żeby jako macocha zagwarantować sobie prywatność, odrębność w
                                                    > łasnej rodziny etc.
                                                    > No to ja odpowiadam, że można robić wszystko w tym kierunku, a los może zrobić
                                                    > psikusa i wszystkie plany idą w zapomnienie.


                                                    No, ale to chyba oczywiste dla doroslej osoby, ze jesli NIE MA innego rozwiazania, to trzeba isc na kompromis i wtedy nawet caly sierociniec trzeba przyjac pod swoj dach, czy rodze, czy nie? choc i wtedy rodzacej kobiecie pewnie zapewniloby sie jakies minimum intymnosci i zawiesilo jakas firanke, nie? big_grin
                                                    W opisywanej historii nawet nie zblizylismy sie do ekstremum. Matka nie miala wypadku, nie wybuchla wojna swiatowa, ani nawet kryzys energetyczny, cala rodzina nie wymarla na dzume tylko DZIECI MAJA JECHAC NA KOLONIE!!!
                                                • gadkaszmadka Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:44
                                                  miałam znajomą z kilkorgiem drobiazgu, wychowywanego samotnie, która nagle a niespodziewanie zmarła. Tak, wyobraź sobie, drobiazg w tych pierwszych dniach poszedł do osób, z którymi był najbliżej na codzień - opiekunek, ciotek, u których byli rówieśnicy itd, nie do tatusiów. Co do "takiej sytuacji" - no więc nie odbywa sie to tak, że wchodzą słuzby i mówią "wasza matka nie zyje, idziecie do przytułka", tylko najpierw sie dzieci odstawia w bezpieczne, oswojone miejsce, a potem powoli przygotowuje do tego, co je spotkało. Ojciec, zostawiający w szpitalu rodzące się DZIECKO (tak, w tym momencie to juz jest rodzące się dziecko vs dzieci, które się mają dobrze i bezpiecznie) niekoniecznie będzie najlepszym opiekunem w tym akurat momencie, bo go stres dwustronny zeżre.
                                              • triss_merigold6 Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:33
                                                I dlatego lepiej wysłać te dzieci na kolonie jeśli termin porodu macochy wypada w wakacje.
                                                Dżisas, rodzone dziecko w tym czasie wysłałam na obóz.
                                                • nangaparbat3 Re: hahahahaha :D 28.02.13, 16:40
                                                  triss_merigold6 napisała:

                                                  >
                                                  > Dżisas, rodzone dziecko w tym czasie wysłałam na obóz.

                                                  sześcioletnie?
                                                  • triss_merigold6 Re: hahahahaha :D 28.02.13, 20:15
                                                    Syn miał 6,5 roku, był po zerówce, pojechał na obóz zuchowy z dziećmi i druhnami, które znał od września.
                                              • hanna_sty Re: hahahahaha :D 28.02.13, 14:34
                                                Toż napisałam- szwagier/ciocia gdy ojciec w Chinach, a tu nie. Ma wracać najbliższym samolotem z drugiego końca świata.
                                        • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:39
                                          Gdybym została zmuszona do obecności pasierbiąt w czasie okołoporodowym ( na szczęście rodzić już nie będę i nie mam pasierbiąt) to znienawidziłabym te, być może Bogu ducha winne dzieci. Zrobiłabym wszystko, a kobieta, którą mąż kocha może naprawdę dużo, żeby ojciec ograniczył kontakty do minimum, pieniądze do minimum.
                                          Tak walczyłabym o swoje prawa.
                                          Dla dzieci byłabym niemiła, oschła, robiłabym uszczypliwe uwagi, chroniła swoje dziecko przed nimi.
                                          Niepedagogiczne? Być może, ale zmuszona do obecności dla mnie OBCYCH ludzi w takim okresie byłabym bezwzględna.
                                          • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:50
                                            No to gratuluję. Dorosła kobieta konta dzieci. Nie mam pytań.
                                            • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 18:22
                                              Bo dorosła kobieta też ma prawa. Nie jest podczłowiekiem. Nie jest osobą drugiej kategorii tylko dlatego, że jej partner ma potomstwo. A pasierbowie nie są nadludźmi. Mają prawa ale mają i obowiązki. Czasem są na pierwszym a czasem na kolejnym planie. Raz dostają dużo raz mniej a raz całkiem mało. Bo takie jest życie.
                                              • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 19:01
                                                Ależ o czym Ty piszesz? Któż wymaga od tej kobiety człowieczeństwa drugiej kategorii? Ona ma jedynie nie umniejszać praw swoich pasierbów, a przy okazji rodzeństwa jej dzieci!
                                                • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 19:05
                                                  no. nie umniejszać praw pasierbiąt, kosztem rezygnacji ze swoich praw, np. do intymności w szczególnym momencie życia.
                                                • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 19:17
                                                  Jakie prawa?! Pierwszenstwo na liscie priorytetow ma kobieta w pologu, bez wzgledu na prawa dzieci ani prawa jakiejkolwiek nawet najblizszej osoby. Ja nie chce widziec wlasnych rodzicow jak jestem przeziebiona, gil wisi mi u nosa i laze po domu w pizamie. A kobieta w pologu ma sie chowac po katach w domu pelnym ludzi?? W takiej sytuacji im mniej osob postronnych tym lepiej. I nie chodzi o zadne prawa, bo nawet gdyby to byla obca kobieta po porodzie to mialaby priorytet przed dziecmi.
                                                  • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:04
                                                    Roznie moze byc. Jako kobieta w połogu zostalam zawieziona przez meża (mial tylko kilka dni urklopu i szybko sie skończyly) do rodzinnego domu gdzie spedzamy wakacje, byli tam moi rodzice, babcia, ciotka z wujem, ich corka z rocznym dzieckiem. Dostalam najlepszy pokoj i bylam przez wszystkich rozpieszczana, zajmowalam sie wylącznie dzieckiem, robilam co chciałam, wszyscy mi pomagali (ale poza babcią 90 plus nikt sie NIE WTRACAŁ) i cieszyli sie razem ze mną z dziecka. Bylo cudownie, wlaśnie też dlatego, ze w otoczeniu bliskich i kochajacych moje dziecko osob. Rodzina nie musi być koszmarem, naprawdę.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:39
                                                    Dlaczego nie chcesz zrozumieć, że ludzie się róznią? Pani Ania może czuć się znakomicie w takiej sytuacji jak Ty, pani Basia może chcieć te chwile spędzić tylko z mężem, pani Celina najlepiej się czuje gdy ma koło siebie siostrę, która urodziła pół roku temu dziecko, pani Dorota woli być tylko z matką, pani Eli nie przeszkadza tłum krewnych i znajomych przewijających się przez mieszkanie, pani Fryderyka ma depresję i jest jej wszystko jedno, pani Grażynka tak kocha pasierbiątka, że ich obecność działa na nią kojąco a pani Halinka przeciwnie chętnie by je udusiła zwłaszcza w połogu.
                                                    Nie wiemy jaka jest przyjaciółka autorki wątku, ale może jest taka jak pani Basia czy Halinka? Pozwólmu jej o tym decydować.
                                                  • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:48
                                                    Dlaczego zabraniasz mi pisać o tym czego doświadczylam, co czuje, co myśle?
                                                    Napisalam: może byc rożnie. U mnie bylo tak a tak. rodzina NIE MUSI byc koszmarem.
                                                    Dlaczego Dosi wolno pisać, jak bylo okropnie, a napisanie przeze mnie, że bylo dobrze, jest kamieniem obrazy i świadczy o tym, ze uwazam, że tak MUSI byc?
                                                    Moze, powtarzam, MOŻE .
                                                    Jaka jest przyjaciolka (?) autorki wątku, wiemy - jest na pewno nieodpowiedzialna i mało empatyczna, niestety nawet w stosunku do wlasnych dzieci.
                                                    Tobie pewnie chodzi o drugą żone jej bylego męża - nie wiemy, jaka jest, za to wiemy, że nie czyta tego wątku (raczej). Mam nadzieje, że jej tu nie ma - chyba lepiej żeby nie czytala tych wszystkich przepowiedni o powiklanym porodzie, chorym dziecku, chorej połoznicy etc.
                                                  • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 01:45
                                                    Rodzina nie musi być
                                                    koszmarem, naprawdę.


                                                    Ale może, naprawdę.
                                                    A tak na marginesie, to były tam w czasie Twojego sielankowego porodu może jakieś pasierbiatka?


                                                  • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 16:45
                                                    Mój porod nie był sielankowy - byl straszny, patologiczny, zakończony cc ratujacym zycie nas obydwu.
                                                    Męża przy mnie nie było, ani nikogo poza prywatnym lekarzem, bo takie tam wtedy byly zwyczaje.
                                                    Pasierbiątek też nie było, moja corka jest najstarszym dzieckiem exa.
                                                    ale zaraz po porodzie mieszkałam razem z rocznym dzieckiem z bliskiej rodziny - nie mialam poczucia, że sie pałeta, ani żadnych morderczych instynktow. Akeceptuję, ze można je mieć - prosze o akceptacje, ze można ich nie miec
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 17:06
                                                    > nie mialam poczucia, że sie pałeta, ani żadnych morderczych instynktow. Akecep
                                                    > tuję, ze można je mieć - prosze o akceptacje, ze można ich nie miec

                                                    A ktos tutaj tego nie akceptuje? Przeciez ludzie lubia rozne rzeczy. Rzecz w tym, zeby nikomu NIE NARZUCAC czegos czego sam nie chce, tak trudno zrozumiec?
                                                  • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 19:08
                                                    Przejezyczylam się, miałam na myśli połóg nie poród.

                                                    Akecep
                                                    > tuję, ze można je mieć - prosze o
                                                    akceptacje, ze można ich nie miec



                                                    Akceptuję obie sytuacje. Proszę o nieużywanie języka deprecjonującego podczas opisywania sytuacji, gdy niechęć występuje.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 19:30
                                                    Ależ ja - i pewnie większość piszących tu- akceptuje to, że można nie mieć morderczych instynktów w stosunku do pasierbiątek, kuzyniątek a nawet obcych dzieci/dorosłych/zwierząt. Można nie reagować na płacz cudzych dzieci, utulać je do snu- wolna wola.
                                                    Ale pozwólcie innym na odmienne zachowania. Na odczucie, że pasierbięta jednak pałętają się po mieszkaniu, przeszkadzają w okresie okołoporodowym i nie są mile widziane w mieszkaniu..nawet nie ojca. Pliiiiiiiis
                                                  • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 20:31
                                                    Tobie, Haniu, mow za siebie, plissssss.....
                                                • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 20:14
                                                  Kto wymaga? Ano Ty. Jeśli wymagasz od kobiety w połogu, żeby zmuszała się do znoszenia pałętających się po JEJ domu pasierbiątek w imię tego, zeby broń Boże nie poczuły się odrzucone i zesłane na obóz to jest to sprowadzenie jej do człowieczeństwa drugiej kategorii.
                                                  W tej sytuacji prawa pasierbów są mniejsze. A tak na marginesie jest to PRZYRODNIE rodzeństwo jej dziecka. I ona jako macocha nie musi ani pasierbiątek kochać ani nawet lubić, nie musi ich zawsze i wszędzie tolerować. Musi w jakimś stopniu dzielić się z nimi swoim mężem a ich ojcem. I tyle. Tylko to musi.
                                                  • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:06
                                                    Trudno uwierzyć, że nie jestes maochą, ale jesli to prawda, to chwala Bogu.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 22:42
                                                    Też nie mogłam w to uwierzyć.
                                                  • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 01:33
                                                    ie poczuły się odrzucone i zesłane
                                                    na obóz to jest to sprowadzenie jej
                                                    do człow
                                                    > ieczeństwa drugiej kategorii.


                                                    Może wyjaśnimy koleżance, że dzieci mają być zesłane do Jastarni nie do Guantanamo, to zatrybi?


                                              • hellulah Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 23:00
                                                > A pasierbowie nie są na
                                                > dludźmi. Mają prawa ale mają i obowiązki. Czasem są na pierwszym a czasem na ko
                                                > lejnym planie. Raz dostają dużo raz mniej a raz całkiem mało. Bo takie jest życie.

                                                Ale tu widać lansowany jest nieco inny model wychowania, na opuszczoną sierotkę, której się należy wszystko natychmiast zaraz no! Ciekawe, ciekawe.
                                                • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 23:18
                                                  No nie spodziewałam się po Tobie takiej interpretacji, zwłaszcza że niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
                                                  • hellulah Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 00:03
                                                    Och, a czym jest ta przereklamowana rzeczywistość? [no dobra irony off]

                                                    W takim razie źle rozumiem niektóre posty (prawdopodobne,nie wykluczam). Chodzi mi o posty, w których chęć przełożenia wizyty dzieci na inny termin = zły ojciec, nieakceptująca pasierbów macocha. Nie upieram się, pewnie źle to odczytałam, ale tak to odczytałam.

                                                    Według mnie błędem jest oddzielanie decyzji i jej oceny od konkretu. Tu konkret jak na razie jest no, konkretny:

                                                    - ojciec+macoszka mają emergency, a matka nie;

                                                    i w takim układzie nie wiem, no nie wiem, czemu ojciec biorący rain check jest takim złym ojcem.

                                                    Byłby złym ojcem, gdyby pozwolił nowej żonie na zamykanie drzwi przed nosem dzieci bez powodu i ot tak ale na bogów, nie o tym tu mowa.

                                                    Czemu spekulować o czymś, czego nie ma?

                                                    Powtórzę:

                                                    - ojciec ma być ojcem cały czas; owszem, dochodzącym, bo dom dzieci jest przy mamie i to nie tylko jak imasumak napisał, ustalenia rodziców, to według mnie porządkujący świat dzieci pewnik;

                                                    - ojciec ma prawo do choroby, do ważnych wyjazdów, do żony, która rodzi dziecko etc.;

                                                    - dzieci nie mogą żyć w przeświadczeniu, moim zdaniem (mam dodawać, że subiektywnym, osobistym i w ogóle humble?), że wszystko zawsze dopasuje się do ich planów - mają żyć w przeświadczeniu, że są kochane, że gdyby coś się stało (np. wypadek) to ojciec pomoże, będzie, ale z drugiej strony one też muszą dopasować się do innych - dla mnie to jest zdrowe, rokujące dobrze na przyszłość w społeczeństwie podejście, nie musisz się zgadzać.



                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 00:12
                                                    hellulah napisała:

                                                    W takim razie źle rozumiem niektóre posty

                                                    Zgadzam się.
                                                  • hellulah Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 00:25
                                                    No to może w skrócie: jak uważasz, ojciec ma prawo prosić o przełożenie wspólnego urlopu (i nadal być dobrym ojcem)? czy raczej matka w interesie dzieci dobrze robi, gdy upiera się, aby je wysłać w planowanym terminie do ojca?

                                                    I czy nowa rodzina ma prawo do czasowego dystansowania się od "starych" dzieci, aby np. zacieśniać swoje wewnętrzne relacje?

                                                    Jeśli to nie za wiele, prosiłabym o odpowiedzi na te trzy pytania.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 11:55
                                                    hellulah napisała:

                                                    No to może w skrócie: jak uważasz, ojciec ma prawo prosić o przełożenie wspólnego urlopu (i nadal być dobrym ojcem)? czy raczej matka w interesie dzieci dobrze robi, gdy upiera się, aby je wysłać w planowanym terminie do ojca?

                                                    No przecież pisałam już kilka razy co o tym myślę. Ojciec ma prawo, matka robi głupio.

                                                    I czy nowa rodzina ma prawo do czasowego dystansowania się od "starych" dzieci,aby np. zacieśniać swoje wewnętrzne relacje?

                                                    Czasowe dystansowanie jest wymuszone przez plan wychowawczy, więc bez sensu chyba rozważać jeszcze jakiś dodatkowy dystans. Nowe rodzina i tak będzie miała bardziej zaciśnięte wewnętrzne relacje, niż nowa rodzina + stare dzieci.
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 13:45
                                                    > Czasowe dystansowanie jest wymuszone przez plan wychowawczy, więc bez sensu chy
                                                    > ba rozważać jeszcze jakiś dodatkowy dystans. Nowe rodzina i tak będzie miała ba
                                                    > rdziej zaciśnięte wewnętrzne relacje, niż nowa rodzina + stare dzieci.

                                                    I dlatego nalezy z buciorami wchodzic kobiecie w pologu do mieszkania i komplikowac jej zycie, zeby sobie przypadkiem z golymi cyckami nie mogla swobodnie po domu pobiegac, bo jak nie to stwarza sie "dodatkowy dystans"? Boze, ja sie zastanawiam co z tych dzieciakow wyrosnie jak je tak bedzie sie chowac w przeswiadczeniu, ze zawsze wszedzie im sie nalezy i absolutnie nie ma sytuacji wyjatkowych gdzie schodza na drugi plan.
                                                    Ja to w ogole mam chyba straszna traume z dziecinstwa, bo mnie wysylano na kolonie po to, aby... uwaga, uwaga, rodzice sobie ODPOCZELI... Straszne nie?
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:00
                                                    Ciągle nie zrozumiałaś o co mi chodziło. Trudno. wink
                                                  • cersei8 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:20
                                                    Chyba wszyscy rozumieja, ze moze zdazyc sie wyjatkowa sytuacja, ale reakcje i dzialania powinny byc podejmowane dopiero wtedy.
                                                    Mowisz, ze eks moze miec wypadek i dzieci beda potrzebowac pomocy, ok.
                                                    Ale wypadek moze miec tez ojciec, moze nawet nie dozyc do lipca (tfu, tfu), albo matka moze poznac milego pana, ktory nie polubi sie z jej dziecmi, albo macocha ostatnie miesiace ciazy spedzi w szpitalu. Albo cos rownie niedobrego - kosmici, powodz, asteroida, porwanie ktoregos z rodzicow lub dzieci.
                                                    W tym momencie dzieci mieszkaja na stale z matka, jesli zdarzy sie cos, ze nie beda mogly, zamieszkaja z ojcem. Raczej jego nowa zona jest na tyle inteligentna, ze nie zaklada, ze w razie smierci ich matki, dzieci pojda do domu dziecka. Proste?

                                                    Ale zamiast zakladac czarne scenariusze i na wyrost szukac rozwiazan na wypadek wszelkich nieszczesc, mozna wlasnie pozwolic dzieciom wybrac fajne kolonie i oszczedzic im przebywania w rozgardiaszu w domu taty w momencie pojawienia sie noworodka.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:10
                                                    Ja też powinnam mieć traumę, bo regularnie jeździłam na obozy/kolonie a moi rodzice w tym samym czasie spędzali we dwoje(!!!) znacznie atrakcyjniej czas niż ja. Młodsze pokolenie tego nie zrozumie, ale ja na kolonie na Mazury a rodzice na 2 tygodnie do Bułgarii ( wtedy nie miało się paszportów w szufladzie).
                                                    A jaką traumę powinien mieć mój syn.......on na obóz my z męzem na drugą półkulę. A jak on do nas dojeżdżał to nieboraczek sam spędził pół doby w samolocie. Wyrodni z nas rodzice.
                                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:21
                                                    Pitu, pitu. Na temat obozów już się wypowiedziałam - jeździłam ja, jeździły i jeżdżą moje dzieci, nie o to chodzi w tej dyskusji.
                                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:31
                                                    W tej dyskusji chodzi o to, żeby udowodnić, że żona dzieciatego pana jest śmieciem. Tak śmieciem. W JEJ mieszkaniu ( informacja od autorki wątku) mieszka jej obecny mąż. Małzonkowie zabezpieczyli się finansowo na rózne okoliczności. Pan wyszedł z domu jak stał zostawiając exi wszystko czego się dorobili- dla pasierbiątek. Płaci niezłe alimenty. I jego obecna żona ma prawo nie życzyć sobie pod SWOIM dachem, na który pracowała, który dostała- nieważne- pasierbów. Dokładnie tak. Ma prawo we włąsnym ( bo jest to JEJ) dom chodzić nago, wyć, rodzić, uprawiać seks na godzinę przed porodem, słowem czuć się swobodnie. W JEJ mieszkaniu dzieci są gośćmi i im bardziej będzie się im wmawiać, że jest inaczej, że to ich dom, będą mniej mile widzianymi gośćmi.
                                                    Co je twoje to je moje? Nie, nie zawsze. W tym przypadku nie.
                                                  • d.o.s.i.a Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 14:47
                                                    Pitu, pitu. Na temat obozów już się wypowiedziałam - jeździłam ja, jeździły i j
                                                    > eżdżą moje dzieci, nie o to chodzi w tej dyskusji.


                                                    No to o co chodzi? Skoro oboz to nie problem, to dlaczego robisz z tego problem uderzajac w tony o prawach dzieci, stwarzaniu niepotrzebnego dystansu i podobne bzdety? Oczywiscie, ze dzieci maja prawo, maja ojca i w ogole, ale w danej sytuacji logistycznie najlepiej aby pojechaly na kolonie i dla siebie, i dla ojca, ktory co innego bedzie mial wtedy na glowie, i wreszcie dla tej biednej kobiety po porodzie coby mogla sobie rozmemlana pochodzic po domu i poplakac w poduszke bez swiadkow jak ja baby blues dosiegnie. Kurcze, myslalam, ze dorosli ludzie jakos logicznie to rozumieja, ze sa pewne priorytety w zyciu i sytuacje, ktore trzeba jakos ogarnac logistycznie i zdroworozsadkowo.

                                                    Kurcze, mi przeszkadzaja znajomi w odwiedzinach jak rano wylaze rozczochrana z lozka, bo MUSZE sie jakos ubrac, uczesac, zanim wkrocze do jadalni na sniadanie. Bo czuje wtedy mus, a wolalabym wypic kawe w pizamie przed telewizorem, nie muszac prowadzic z nikim konwersacji z rana. Naprawde tak ciezko zrozumiec, ze kobieta po porodzie to juz w ogole ma prawo nie miec postronnych osob w domu bez wzgledu na to jak bliskie by nie byly?

                                                    Dzieci moga byc mile widziane w kazdej sytuacji, co nie wyklucza, ze czasem lepiej jest zmienic plany, bo ktos inny jest wtedy w centrum zainteresowania (kobieta w pologu, chory czlonek rodziny, partner w dolku psychicznym). I nie od razu oznacza to rozklad rodziny i traume dla jej czlonkow. Naprawde. Wrecz przeciwnie, dzieci musza poznac jakis system wartosci i to, ze na roznym etapie, w roznych sytuacjach, ROZNI ludzie wychodza na pierwszy plan i sa w danym momencie wazniejsi. I nie ma co rozpatrywac tego w kategoriach odrzucenia, zeslania na oboz, ani innych traum.
                                • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:26
                                  A ty zrozum, że w tym terminie moga się nienaprzebywac, jeśli ojciec bedzie musiał spędzić jakiś czas w szpitalu, do którego jego dzieciom nie będzie wolno wejść. Więc jedyny rozsądny pomysł to przełozyc o pare tygodni terminy - te, które się da przełozyc, żeby nie kolidowały. Hint: porodu sie nie da przełozyc.
                                  • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:30
                                    Nadal nie rozumiesz big_grin
                                    Ja się wymiksowuje z dyskusji, bo adwersarze nie dają rady big_grin

                                    kliknij
                                    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
                                    • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:35
                                      Adwersarze mają inne zdanie. Adwersarze uważają, że nowa rodzina też ma prawa i pasierbięta nie muszą mieć ojca zawsze i wszędzie na gwizdek. Adwersarze twierdzą, że w każdej rodzinie jest obszar, na który nie mają wstępu osoby postronne. Adwersarze w końcu widzą nie tylko pasierbiatka, ale i dobro macochy i noworodka.
                                      Pa, pa, pa
                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:32
                                    Będą w zastępstwie u szwagra. Naprzebywają się się z sąsiadką albo przyjaciółką. I oby szwagier nie miał rozrywkowych kolegów, przyjaciółka kota na którego pasierbięta są uczulone a sąsiadka nie okazała się starą panną nienawidzącą dzieci. Bo wtedy kanał.
                            • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:22
                              Zależy co rozumie się pod pojęciem "odcinać od najbliższych". Bo dla mnie i myslę, że kilku innych osób istnieje sfera życia, do której nie mają wstepu osoby postronne.
                              A pasierbięta wcale nie muszą być dla macochy osobami najbliższymi.
                          • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 20:42
                            Ale chyba rozumiesz, ze pan ktory godzi sie na niewpuszczanie do domu, w którym mieszka, wlasnych dzieci, to nie jest dobry material na - kogokolwiek?
                            • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:40
                              A czy pan, który godzi się na zakłócanie spokoju i narzuca obecność osób postronnych ciężarnej żonie/żonie w połogu to dobry materiał na kogokolwiek?
                              • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:52
                                odniosłam sie do postu, w ktorym wypowiadasz sie nie o konkretnej sytuacji okoloporodowej, ale ogolnie.
                      • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:44
                        Zdaje się, że nasza forumowa korespondentka zapomniała, że neksia też ma jakieś prawa albo ma ogromny uraz do neksi swojego chłopa.
                        • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 16:54
                          mało tego, zapomniała również, że owe "dzieci szkolne" też mają jakieś zdanie i raczej mocno wątpie w to, żeby same z siebei wolały się bujać po domach szwagrów nexi, zamiast jechac na kolonie albo pojechac z tatą parę tygodni później. Wszystko skupia się wobec psich obowiązków nexi, która ma sobie pierze z podbrzusza wyrwać, żeby w ogóle mieć prawo na założenie rodziny.
                          • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:07
                            Mnie jeszcze interesuje to dlaczego obóz ma być zesłaniem i odrzuceniem? Dziś jest ogromna oferta wyjazdowa. Obozy/kolonie mogą być bardzo atrakcyjne zarówno pod względem turystycznym jak i towarzyskim i rozrywkowym. Myslę, że koledzy o podobnych zainteresowaniach+ ciekawy program są dla dzieci w wieku szkolnym większą atrakcją niz szwagier neksi, jej przyjaciółka czy sąsiadka.
                            • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:18
                              Nigdzie nie napisałam, ze obóz jest odrzuceniem. Wręcz przeciwnie, moje dzieci zawsze jeździły i jeździć będą. Jednak w tak szczególnej sytuacji jaką jest urodzenie się rodzeństwa, obóz nie powinien być w zamian za czas spędzony z ojcem i tym rodzeństwem.
                              • gadkaszmadka Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:20
                                Jednak w tak szczególnej sytuacji jaką jest uro
                                > dzenie się rodzeństwa, obóz nie powinien być w zamian za czas spędzony z ojcem
                                > i tym rodzeństwem.

                                dlatego ojciec proponowal zmianę terminów. Eks sie nie zgodzila. Winna więc jest next suspicious
                                • imasumak Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:24
                                  Rany, a gdzie ja napisałam, .że winien jest ojciec? Czy macocha?
                                  Naprawdę nie widzisz, ze ta polemika jest między nami dyskutującymi w tym wątku?
                                • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:13
                                  Oczywiscie ze ex jest glupia cipą, ale to znaczy, ze ojciec musi dac z siebie więcej niz gdyby ex byla mądrą, skłonną do kompromisow kobietą. Ponosi konsekwencje wyboru pierwszej żony - zycie.
                                  • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:42
                                    I tu się nie zgadzam. Ojciec nie musi dać z siebie więcej, ma obowiązki także wobec nowej rodziny.
                                    Pytanie za dychę- czy jesteś rozwódką?
                                    • nangaparbat3 Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 21:55
                                      Oczywiscie ze jestem rozwodką, dziwie się, ze pyt
                              • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 17:28
                                Tak jest to wyjątkowa sytuacja także a może przede wszystkim dla MACOCHY. Rodzi się jej pierwsze dziecko, ONA jest w ostatnich chwilach ciązy, w połogu. ONA jest pod szczególną ochroną. Pasierbiętom nic się nie stanie jak przyrodnie rodzeństwo zobaczą za jakiś czas.
                                P.S. Czy chore pasierbięta też mają prawo przebywać z noworodkiem, bo tak ma być?
                              • totorotot Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 01:14
                                jest uro
                                > dzenie się rodzeństwa, obóz nie
                                powinien być w zamian za czas
                                spędzony z ojcem
                                > i tym rodzeństwem.



                                Napisz do sejmu, żeby uchwalili obowiązek obecności pasierbow na porodówce, a także prawo do przecięcia pępowiny oraz zjedzenia łożyska. A także macochy i jej nowego dziecka.

                    • hellulah Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 27.02.13, 22:49
                      Chyba nie potrafię się wysłowić sad

                      Toż chodzi mi o to, że akceptowane w pełni - tak, ale ta akceptacja nie musi przejawiać się dowolnym pomieszkiwaniem bez ważnych przyczyn i ustaleń. Dla mnie "akceptacja w domu ojca i macoszki" to np. umówienie dogodnego dla wszystkich terminu wspólnych wakacji. Owszem gdyby np. matka poszła do szpitala albo zaszło, że powiem jak bi_scotti, inne emergency, to tak, dzieci i w środku nocy do taty ale tu nie ma absolutnie takiej konieczności.

                      Moja córka np. czuje się w pełni akceptowana w domu dziadków (nawiasem mówiąc dziadek rekonstruowany/przyszywany, nie biologiczny) ale czy to znaczy, że bez mega-super-turbo ważnego powodu ma się bez uzgodnienia tam wbijać? owszem, gdy my mamy wyjazdy służbowe, młoda idzie pomieszkać z dziadkami, ale na litość po uzgodnieniu czy wszystkim pasuje i z naszą pokorną świadomością, że dziadkom może akurat w dany dzień nie podpasować.

                      No staram się wyrazić moje myśli, ale nie idzie mi - a ja cały czas o tym samy, czym innym uczucia, akceptacja itd., a czym innym zamieszkanie razem bez uzgodnienia.

                      • hanna_sty Re: ależ wy gadacie i gadacie aż się włączę ;) 28.02.13, 07:44
                        Mój syn też jest bardzo, bardzo kochany przez moich rodziców ( swoich dziadków). Mądrze kochany. Często u nich bywał, nocował. Ale........nie zawsze przebywał tam wtedy gdy chciał albo nam, rodzicom, było wygodnie. Bo rodzice nie zawsze i nie 24/24 chcieli i mogli przebywać z dzieckiem ( małym, średnim, nastolatkiem). Mieli ( i nadal mają) swoich przyjaciół, swoje sprawy, swoje wyjścia, swoich gości, a nawet...swoje niedyspozycje.
    • kowalka33 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 12:52
      Nie przebrnęłam przez te kilkaset postów , ale jedno mnie zastanawia , jaką ty jesteś koleżanką , najpierw ktoś ci się zwierza a potem ty na publicznym forum opisujesz sprawę szczegółowo , podajesz kwoty i wypisujesz jakieś żenujace i intymnie historie z życia eksmałzonków i komentarze co twój mąż na temat balastu i głupoty twojej koleżanki sądzi. Wiesz gdyby moja koleżanka przezywała cos takiego nie opisywałabym tego po forach z góry znając odpowiedzi ze za takie alimenty i kontakty to w tylku się ex poprzewracało. W końcu pisza tu forumki dostające po 500 czy 600 stów z łacha a pewnie wiele dzieci forumek zna tatusia ze zdjęcia bo tatus zajety. Kolezanka jest załamana, zazdrosna , pewnie w duchu obwinia się ze za głupoty rozbiła dzieciom rodzinę i ze jej sytuacja się pogorszy. Zazdrość to głupie uczucie ale pojawia i nic na to nie poradzimy. Niejeden ex po odejściu z domu walił się w łeb jak zobaczył ze jego była zona dała rade , rozkwitła i nie daj boże jescze ktoś na nią poleciał. Obawy twojej kolezanki nie sa nieuzasadnione , już zobaczyła jak ograniczonym czasem moze dysponować jej ex. Juz nie było wyjazdu bo ex zbierał na poród ( rozumiem ze w prywatnej klinice ). Kiedy czasem czytam forum Macochy niezmiennie uderza mnie jak zazwyczaj niegrzeczne i roszczeniowe są pasierbiatka. Z kolei w watkach wakacyjnych czy swiateczno prezentowych na pytania o sposoby spedzania wakacji czy prezenty odpowiedzi są że prezenty symbolityczne bo nie o pieniadze tu chodzi , wyjazdy do babci na wieś bo to okazja do spedzania czasu z rodziną. twoja kolezanka wie że to wszystko się zmieni, pewnie od wrzesnia ex przedyskutuje z nią płacenie za szkołę bo w koncu wszyscy chodza do zwykłych. Nowa zona będzie chciała mieć męża dla siebie, budowac dom nie będzie chchiała raczej wydawać wspólnych zasobów na tamte dzieci. zmieniło się wszystko i tyle. A ty mam wrażenie życzysz kolezance zle, tak jak bys miała jej za złe że miała tak dobrze te alimenty , wyjazdy. Dobra kolezankę się pociesza , hamuje w durnych i niemożliwych żądaniach wspiera i pionizuje a nie obrabia tyłek po forach. Przy okazji gdyby ex koleżanki był także moim dobrym kolegom to gratulujac mu potomka zyczyłabym mu by nadal świetnym ojcem dla wszystkich dzieci,
      • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 13:54
        Jako dość aktywna uczestniczka tego wątku pozwalam sobie nie zgodzić się z Twoją opinią. A w każdym razie nie we wszystkim.
        I tak: forum "gazeta" jest w miarę anonimowe. Można niektóre , nieistotne szczegóły zmienić w celu utrudnienia identyfikacji.
        Forum jest po to, żeby dyskutować i wymieniać poglądy. Jesli autorka by napisała ( zgodnie z rzeczywistością) Mieszkam na Ursynowie, moja koleżanka Zosia ma Jacka i Agatkę, którzy chodzą do szkoły X itd to byłoby to świństwo, bo łatwo zidentyfikować, a tu koleżanka autorki może mieszkać w Krakowie, Wrocławiu albo w Sopocie. A sytuacji podobnych jest wiele, więc nie ma tu mowy o rozpowiadaniu i plotkach.
        Mniemam, że koleżanka autorki jest dorosła w związku z tym mogła przewidzieć konsekwencje swojego postępowania - dla całej rodziny.
        W przypadku zmian - róznych- zmienia się czas, którym dysponuje się dla rodziny. Gdy np. rodzice starzeją się i wymagają pomocy ( a czasem nawet zamieszkania z nimi lub wzięcia ich do swojego domu) jeż syn, córka synowa czy zięć mają ograniczony czas . Gdy jedno z małżonków podejmuje dodatkową pracę również czas się kurczy. Nic to nowego ani odkrywczego.
        Mój dorosły i bardzo kochany syn wyprowadził się z domu. Tez dysponuje ograniczonym dla mnie czasem. I czy mam jako matka, która między innymi dla niego przestała pracować rozpaczać? Nie, takie życie.
        Jeśli chodzi o wyjazd to byłby w innym terminie gdyby nie fochy mamy dzieci. Ex ma w tej chwili inne priorytety, co nie oznacza, że odrzuca starsze dzieci. Być może za jakiś czas nie wyjedzie z młodszym bo będzie musiał - nic lepszego nie przychodzi mi do głowy- np. zająć się starszym po złamanej nodze albo kibicować gdy zdają maturę.
        Jeśli chodzi o prywatną klinikę- nie wyczytałam tego w całej korespondencji-, ale jeśli nawet tak było to co w tym złego? Wydawało mi się, że zbierał urlop a nie pieniądze, ale jeśli nawet na ten szczególny moment odkładał pieniądze to nie widzę w tym nic zdrożnego.
        Każda zmiana- przyjście na świat kolejnego dziecka, odejście dziecka z domu, małżeństwo- pierwsze, drugie, trzecie..., rozwód, śmierć powoduje zmiany. Nigdy już nie jest tak jak wcześniej. I tak było, jest i będzie.
        Prywatna szkoła jest super jesli kogoś na to stać, ale z róznych względów- gorsze zarobki, większe wydatki, powiększenie się rodziny może tak nie być. I nie widzę niczego złego jeśli mama dołoży się do szkoły po to, zeby nie stresować dzieci zmianą szkoły.
        I znów nie widzę niczego niewłaściwego, że nowa zona chce mieć męża dla siebie. Owszem , mądra kobieta wie, że wyszła za mąż za dzieciatego, a ten ma obowiązki, ale nie oznacza to, że żona, z którą tworzy nowy dom i nową rodzinę ma być zoną na papierze. I nie oznacza, że w porządku jest izolowanie męża od starszych dzieci. Trzeba to dawkować sensownie.
        Zmiana w życiu- urodzenie nowego dziecka powoduje inne gospodarowanie pieniędzmi. To co było na 2 trzeba dzielić na 3- sprawiedliwie co nie oznacza równo.
        O budowie domu nigdzie nie doczytałam się, ale byc może czytałam niedokładnie. I nawet gdyby tak było nie widzę w tym nic niewłaściwego. Czy nowa rodzina ma żyć pod mostem albo w kawalerce? Nowa żona nie ma także obowiązków z własnych pieniędzy finansować pasierbiątek.
        Nie odniosłam wrażenia, że autorka wątku życzy koleżance źle- raczej relacjonuje sytuację, na zimo i chyba obiektywnie. Bardzo trudno na forum oddać emocje rozmów i wymiany zdań. Uproszczenia, które mogą prowadzić do przekłamań są nieuniknione.
        W przypadku rozwodu nie ma dobrych rozwiązań- wszyscy są przegrani. Ja trzymam kciuki za nową rodzinę i rozsądek ex małżonki. Bo najgorszą z możliwych rzeczy jest skłócenie.
      • ksionzka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 15:14
        Wiesz nie jest grzechem nie przebrnąć przez wszystkie posty. Nieliczne chyba mają na to czas i ochotę, ale w sumie przez post autorki, post na który odpowiadasz warto by było jednak przeczytać.

        1. Na forum ogólnie problem dotyczy koleżanek nie nas, koleżanki są dobre fajne ale problematyczne - tak na serio wcale nie są koleżankami.
        2."Juz nie było wyjazdu bo ex zbierał na poród ( rozumiem ze w prywatnej klini
        > ce ). "

        Póki co w poście była mowa o oszczędzaniu urlopu. Czyli nie było wyjazdu bo pan nie chce wykorzystać urlopu, woli te wolne dni wziąć gdzieś w okolicy narodzin kolejnego dziecka.
        3. Z szkołą i resztą dopowiadasz sobie a to chyba nie jest " zgaduj zgadula"
        • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 17:54
          szczerze to nie znam kobiety, która kocha swoje pasierbiątka. Są tolerowane, ale żadna nie ma takiego obowiązku aby kochać je bezgranicznie. Co z tego, że zdecydowała się na faceta z bagażem, wcale nie musi z tego tytuły ponosić konsekwencji, bo ma prawo do szczęścia ze swoim mężem i nie musi uwzględniać jego dzieci w każdym ważnym momencie swojego życia . Ja bym ukróciła od razu takie wysokie alimenty i wyjazdy zagraniczne. Skoro dzieciaki dostają 2500 zł !!! to wypada, że matka też tyle wnosi tak jest przyjęte prawda ? to teoretycznie żyją jak pączki w maśle ..
          • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 17:59
            Nie tylko teoretycznie jest tak, że dzieci po rozwodzie rodziców mają mieć zapewniony ten sam standard życia, co przed. Skoro ojciec zarabia lepiej, ponosi większe koszty ich utrzymania.
            • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 18:32
              Nie, bo przed rozwodem ojciec miał mniejsze wydatki- płaciło się za jedno ( nie dwa) mieszkanie, gotowało się jeden ( nie dwa) obiad, wypalało się mniej ( bo w jednym a nie w dwóch domach) światła. Tak więc z pensji ojca nie odpadały wydatki związane z jego nowym życiem. Macocha nie ma obowiązku płacenia za wszystko ze swojej pensji.
              Ponadto gdy rodzi się trzecie dziecko koszty utrzymania nowej rodziny też się zwiększają.
              I tak jeśli Pan zarabia powiedzmy 15.000zł - co nie jest mało i zostawił zonie mieszkanie ( no bo dzieci.......) to gdzieś mieszkać musi. Bierze więc kredyt i kupuje mieszkanie. Niech będzie 90 metrowe i 2500 zł to sama rata kredytu zakłądając, że z pensji nowej partnerki płaci się drugie tyle. Czynsz, energia elektryczna, garaż....kolejne 2000zł, musi mieszkanie urządzić, bo zwykle wychodzi z domu z osobistymi rzeczami. I jeśli do tego doda się 4000zł alimentów razem ze szkoła to zostaje już naprawdę niewiele. Gdy rodzi się dziecko trzeba ponieść wydatki a więc podzielić to co się ma na 3 a nie 2. Standard życia się obniży. I każdy sąd się z tym zgodzi. Takie życie.
            • cersei8 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 18:43
              Mylisz sie, dzieci maja prawo zyc na takim poziomie jak ich oboje rodzice.
              A jesli tata bedzie mial kolejne dziecko i byc moze zone na wychowawczym to jego poziom zycia tez sie nieco obnizy....


              imasumak napisała:

              > Nie tylko teoretycznie jest tak, że dzieci po rozwodzie rodziców mają mieć zape
              > wniony ten sam standard życia, co przed. Skoro ojciec zarabia lepiej, ponosi wi
              > ększe koszty ich utrzymania.
            • baltycki Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 19:25
              imasumak napisała:

              > Nie tylko teoretycznie jest tak,
              A teoretycznie jest tak?


              > dzieci po rozwodzie rodziców mają mieć
              > zapewniony ten sam standard życia, co przed.
              Jakies zrodlo tych rewelacji?
    • d.o.s.i.a Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 18:16
      Ha ha. Niezly watek smile Wychodzi na to, ze biedne pasierbiatka dostana traumy na cale zycie i odrzucenia, z ktorego nigdy sie nie podniosa biedaczki, bo nowej zonie zachcialo sie rodzic dziecko i odrobiny prywatnosci po porodzie. Padlam big_grin
      Biedna kobieta powinna pewnie zamknac sie z noworodkiem w dzwiekoszczelnej przybudowce, coby pasierbiatka sie wyspaly, a ona niech sie cichcem przemyka w pizamie i z podkladem w kroku, coby z toalety skorzystac. I jeszcze powinna im obiad gotowac, bo przeciez pasierbiatka maja prawo, a jak nie to zostana skrzywdzone na cale zycie.
      Przysiegam, ze czytam i czytam i sie dziwuje co jeszcze ta okropna macocha powinna zrobic dla dobra tych biednych dzieci, co to pomra z braku milosci jak ich ojciec nie wezmie na dwa tygodnie do siebie w terminie porodu. Kto by sie tam przejmowal zmeczona niewyspana baba z bolacymi piersiami i dracym noworodkiem. Porod? A czymze jest porod wobec dramatu koniecznosci pojechania na kolonie!!!
      Najlepsze jest, ze jak kobieta nie chce aby przyjezdzali do niej jej wlasni rodzice, albo tesciowie w tych pierwszych tygodniach to ma do tego prawo i wiadomo, wszyscy rozumieja. Ale pasierbiatka? Nie, no pasierbiatka to co innego big_grin
      Padlam big_grin
      • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 19:04
        Proszę Cię Dosia. Od Ciebie jednak oczekiwałabym czegoś więcej niż tej taniej retoryki.
        • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 19:28
          no właśnie czymże jest poród w obliczu takiej tragedii (przesunięcia wakacji w grecji o 2 tygodnie )smile
          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 20:17
            Niczym, bo to poród macochy, kobiety gorszej kategorii. A pasierbiątka mają jechać do Grecji i już. Bez względu na wszystko. Bo poczują się odrzucone, niekochane, obniży im się standard życia, nie będą mogły pochwalić się, że wakacje spędziły z ojcem.
            • nutka07 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 21:48
              To juz nie Hiszpania??? big_grin

              Pisze pod Twoim postem bo jest ostatni, zeby nie bylo ze sie Ciebie czepiam wink

              Macie zrowie tak dyskutowac, ja sie wypalilam po 2 stronach wink
              • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 22:20
                bo obrończynie pasierbiątek to rozwódki, dlatego będą solidaryzować się z eks i jej dziećmi. Przecież to jest oczywiste, że za eksią przemawia w tej sytuacji złość i chęć zemsty. Kobieta z klasą i kulturą zrozumiała by tą sytuacje, jak widać ona taką osobą nie jest . A takie chamskie wpychanie dzieci ojcu w tym czasie , sprawi , że nowa żona faceta po prostu zrazi się do nich, pozostanie niesmak, popsują się relacje. Facet będzie między młotem a kowadłem, bo z jednej strony dzieci a z drugiej strony żona z dzieckiem. I nic dobrego z tego nie wyniknie, jak gość się nie opamięta
                • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 22:40
                  olewka100procent napisała:

                  bo obrończynie pasierbiątek to rozwódki, dlatego będą solidaryzować się z eks i jej dziećmi.

                  Ale bzdura. A ty kim jesteś, że się solidaryzujesz z neksią?
                  Bo ja owszem, jestem ex mojego pierwszego małżonka, ale on do tej pory nie dorobił się nie tylko kolejnych dzieci, ani nawet next.
                  Wiec twa teoria upada. tongue_out
                  • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 23:34
                    no ja napisałam rozwódki ... a jesteś nią ... więc moja teoria nie upadała . A to, że twój były nie ma next ani kolejnych dzieci to wiesz, wszystko przed nim .. smile
                    • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 23:51
                      Moj ma dwie next (tzn. po kolei) i poki co dwoje dzieci. I mamy z sobą dobre kontakty (tzn. z nexts). Więc sie nie rozpedzaj.
                    • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 27.02.13, 23:52
                      I tego mu życzę. Nasze dziecko ma już prawie 20 lat, a ja od 14 lat jestem związana z moi drugim mężem, z którym mam 9 letnią córkę. Wiec jakbyś nie patrzyła, twoja teoria upadła.
                      • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 00:00
                        nie bardzo cię rozumiem w tym momencie , ja napisałam rozwódki , jesteś rozwódką więc ? ale ok niech ci tam będzie
                        • imasumak Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 00:08
                          Nie udawaj głupiej - dla ciebie rozwódki = porzucone żony, które zazdrosnym okiem patrzą jak eks wije sobie nowe gniazdko. tongue_out
                          • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 07:58
                            Ja NIE jestem rozwódką, mój mąż NIE jest rozwiedziony, nie mamy INNYCH dzieci na boku, jesteśmy rodzicami JEDNEGO dorosłego syna, jak dotąd wnuków brak( synowej też), ale w pełni solidaryzuję się z rodziną, która chce mieć obszar swojej i tylko swojej intymności. Dzieci NIE mieszkające na co dzień w domu ojca/matki/dziadków/cioci nawet najbardziej kochane i akceptowane są tam gośćmi. Mogą być zadomowionymi gośćmi, ale jednak.
                            Ludzie są rózni- jedyn odpowiada atmosfera dworca, innym nie. Ja lubię moment gdy za każdym gościem zamkną się drzwi i mogę pobyć we własnym domu bez obowiązków zabawiania, zajmowania się, usługiwania, noszenia odpowiedniego ubrania ( dla każdego jest to coś innego).
                            NIE lubię gości z noclegiem. Wyjątek - mój własny syn.
                            NIE lubię nocować u kogokolwiek - włączając w to moich własnych rodziców.
                            KAŻDY rozwód to klęska, porażka, stracone nadzieje, złudzenia, marzenia.
                            • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 20:17
                              hanna_sty napisała:


                              >
                              > KAŻDY rozwód to klęska, porażka, stracone nadzieje, złudzenia, marzenia.

                              Ależ skąd.

                              Dla wielu ludzi rozwod to uwolnienie.
                              Zajrzyj na forum rozwód i co dalej - bylo pare wątkow, w ktorych wypowiadaja sie kobiety, ktore rozwiodly sie pare lat temu czy dawniej - zycie wielu zmieniło sie na lepsze.
                              Rozwód jest kleską w kontekście marzeń o doskonałym zwiazku, porazką w porownaniu z dobrym zwiazkiem. Ale nikt bedący w dobrym zwiazku nie rozwodzi się. Odpuść.

                              Natomiast nad swoim stosunkiem do obowiazkow gospodyni zastanowiłabym się, gdybym byla Toba. Zero uciechy z obecności drugiego czlowieka, tylko przymus i zmeczenie. Problem.
                              • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 20:39
                                Zbyt daleko idące wnioski. Gospodynią byłam tysiące razy i to nie tylko w sytuacji gdy przyjmuje się 3 osoby na krzyż. Cieszy mnie obecność określonych osób, ale nie non stop. Przychodzi moment, gdy mnie to męczy. Mam do tego prawo?
                                Czy mam prawo nie lubic gdy ktos wchodzi do mojej łazienki? Korzysta z mojej ubikacji? Nie znoszę gości z noclegiem- z powodów j.w. Wyjątek stanowi jedynie mój syn.
                                Co do klęski rozwodowej też mam inne zdanie, ale być może dlatego, że się nie rozwodziłam.
                              • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 21:41
                                > Natomiast nad swoim stosunkiem do obowiazkow gospodyni zastanowiłabym się, gdyb
                                > ym byla Toba. Zero uciechy z obecności drugiego czlowieka, tylko przymus i zmec
                                > zenie. Problem.

                                no cóż, jak człowiek jest potwornie zmęczony, to faktycznie będąc zmuszonym do przyjmowania gości ma z tego zero uciechy i problem. Jest to NORMALNE i tylko idiota tego nie rozumie.
                          • olewka100procent Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 21:43
                            nigdzie nie napisałam że rozwódki to porzucone żony, nie dorabiaj do tego jakiś niestworzonych historii . Zawsze jest tak, że jeśli facet naszego dziecka robi sobie następne i kolejne z innymi paniami, zawsze czujemy coś w rodzaju zagrożenia jest to ukierunkowane biologią . Po prostu czujemy niepokój z tego powodu, że naszemu dziecku czegoś może zabraknąć, że facet musi zająć się innym potomstwem kosztem naszego , że musi podzielić podzielić to swoje ojcostwo. Nie rozumesz tego, bo twój były nie ma dzieci
                • jak.z.nut Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 09:03
                  Wypraszam sobie, jestem rozwódką, w taki przypadku, sama zaproponowałabym eksowi, zmianę czasu wakacji. Młoda mama ma prawo do spokoju i pomocy a przy dzieciach i ojcu zajętym owymi, raczej trudno o tym mówić.
                  I jestem pewna, że w takiej sytuacji mój obecny mąż postąpiłby tak samo, co do jego eks nie jestem pewnawink)
    • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 08:09
      Ponad pół tysiąca wpisów i dwa obozy.
      OBÓZ PIERWSZY - RATUJMY PASIERBIĘT
      Credo można scharakteryzować najkrócej tak: pasierbięta trzeba kochać miłością wielką i ogromną- dotyczy macochy. Jej potrzeby schodzą na dalszy plan w każdej sytuacji- nawet porodu, zeby pasierbięta nie poczuły się odrzucone i wysłane na atrakcyjne kolonie. Ojciec nie ma prawa do szczęścia, intymności, chwil sam na sam z nową żoną, bo w każdym momencie pasierbięta mogą zastukać do drzwi. Pasierbiętom należy się więcej, bo tata z nimi nie mieszka. A tak w ogóle to są domownikami w domu macochy.

      OBÓZ DRUGI - ZDROWOROZSĄDKOWY
      Rozwód jest złem. Dzieci na rozwodzie cierpią, ale rodzice - i matki i ojcowie mają prawo założyć drugą rodzinę. I ta druga rodzina ma prawo do szczęścia, intymności, pieniędzy. Nie czekolada dla córki z pierwszego związku a złote kolczyki dla córki z obecnego małżeństwa, ale każdemu sprawiedliwie co nie oznacza po tyle samo. Nowa rodzina nie musi traktować pasierbiąt jako domowników. I są sytuacje, w których pasierbięta nie są tam mile widziane. Nie wolno wychowywać ich w przeświadczeniu, że są świętymi krowami, bo to najlepsza droga do złych stosunków z macochą i PRZYRODNIM rodzeństwem.
      Biologia tak zrobiła, że własne dzieci kobieta kocha bardziej niż cudze, a mężczyzna bardziej związany jest z tymi, z którymi jest na co dzień. Nie zmieniajmy biologii. Nikt nie proponuje degradacji pasierbiąt do roli Kopciuszkó, ale każdy na swoim miejscu.

      NIE jestem macochą, ale jak bym nią była broniłabym za wszelką cenę swoich praw, swojej intymności, swojej prywatności, swojego bezpieczeństwa, swojego zdrowia - to nie tak dużo. A... i swoich pieniędzy.
      • ilonka001988 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 12:24
        > NIE jestem macochą, ale jak bym nią była broniłabym za wszelką cenę swoich praw
        > , swojej intymności, swojej prywatności, swojego bezpieczeństwa, swojego zdrowi
        > a - to nie tak dużo. A... i swoich pieniędzy.

        Masz wspólne pieniądze z mężem. Twój mąż ma WSPÓLNE pieniądze z dziećmi z pierwszego małżeństwa (bo płaci alimenty, one dostaną po nim spadek itp) - czyli - macocha ma WSPÓLNE pieniądze z pasierbami. Proste jak drut. Tak samo jest ze wszystkim. Czas, święta, wakacje, odpowiedzialność. Wspólne życie.

        Dlatego tak bardzo dziwi mnie chęć wiązania się z dzieciatym facetem. Zdecydowana większość kobiet pakuje się w to nie mając pojęcia co je czeka i tyle.
        • d.o.s.i.a Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 13:38
          > Masz wspólne pieniądze z mężem. Twój mąż ma WSPÓLNE pieniądze z dziećmi z pierw
          > szego małżeństwa (bo płaci alimenty, one dostaną po nim spadek itp) - czyli - m
          > acocha ma WSPÓLNE pieniądze z pasierbami. Proste jak drut.

          No, jak sie ominelo trzecia klase podstawowki, gdzie tlumaczyli o zbiorach, to pewnie jest to proste jak drut. Tyle tylko, ze zupelnie nieprawdziwe.
          • ilonka001988 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 14:11
            Ja miałam na myśli jak to wychodzi w życiu a nie w zbiorach na matmie. Przecież jak prowadzi WSPÓLNE gospodarstwo domowe z mężem to wiadomo, że np. alimenty to jest tego gospodarstwa wydatek, nie ważne że przepłynie z konta męża na konto ex, a next nie zobaczy tej kasy nawet. Problem w tym, że pewnie ta kasa zostałaby przeznaczona do wspolnego worka z next, gdyby pan nie miał dzieci z ex.

            Jeśli w małżeństwie z next oboje się dorobią jakiegoś majątku, to pasierbowie też mają w nim jakiś swój ułamek - bo to też ich ojca. A takie rzeczy są często niepodzielne, np wspólny dom (w grę wchodzi też emocje, sentyment).

            Jaśniej już nie umiem.
            • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 14:24
              Jeśli się wspólnie (!) dorobią to może być kilka opcji. Przyjmujmy dla prostego rachunku, że pan ma 3 dzieci 2 z ex i 1 z nex, a dorobią się majątku wartego 1.000.000 zł.

              1. Każde z nich dorobiło się 500.000zł
              2. Pan umiera więc 500.000 zł dzieli się na 4- każda osoba dostaje po 125.000zł- czyli pasierbięta teoretycznie 250.000zł, ale........Pan sporządza testament na żonę i/lub dziecko z drugiego związku. Pasierbięta muszą wystąpić o zachowek- gdy są dorosłe to jest to połowa czyli 125.000zł na dwoje.
              3. Małzonkowie moga mieć rozdzielność majątkową- wszystko jest zapisane na neksię i/lub ich wspólne dziecko
              4. Pan może zrobić darowiznę na rzecz ich wspólnego dziecka, która po 5 - chyba- latach przestaje się liczyć do spadku ( skrót myślowy).
              Dobry prawnik sobie poradzi, co nie znaczy, że uważam, że trzeba wydziedziczać dzieci z pierwszego związku.
              • ilonka001988 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 14:35
                No i dalej udowodniono że ktoś musi być pokrzywdzony. Albo się pan wypnie na dzieci z pierszego związku i je wydziedziczy/wszystko przepisze na nex. Albo pan się nie wypnie, i np. po jego nieszczęśliwym wypadku do wdowy wpłynie pismo o konieczności spłaty dzieci z pierwszego małżeństwa.

                Bo takich rzeczy z natury lepiej NIE dzielić. Szczególnie w "przeciętnej" polskiej rodzinie gdzie pan zarabia 2-3 tysie które ledwo starczają dla jednej rodziny, ma jakieś mieszkanie na 30letni kredyt i takie tam. To dopiero wtedy jest kanał zarówno na next jak i ex.
                • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 15:00
                  Tak, najlepiej być zawsze zdrowym, pięknym, młodym i bogatym, mieć udane małżeństwo i żyć razem długo i szczęśliwie, ale w życiu bywa różnie.
                  Czy jeśli facet został wykopany z domu tak jak w przypadku opisywanym w tym wątku to juz ma nie mieć prawa do założenia rodziny?
                  A jeśli o zgrozo! zakochał się i poznał kogoś kto go lepiej rozumie to też ma się nie wiązać?
                  Małżeństwa drugie, trzecie były , są i będą- widać to na forum. Twoje dzieci, moje dzieci, nasze dzieci a do tego moje dzieci wychowywane z dziećmi esi z nowego związku albo męża eksi z jego poprzedniego związku. Można to ładnie matematycznie rozrysować na zbiorachsmile
                  Rozwody są i będą. Ważne,żeby każdy znał swoje miejsce w nowej rzeczywistości.
        • arwena_11 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 13:49
          niekoniecznie. Można mieć rozdzielność majątkową, tak jak większość znanych mi małżeństw po przejściach.

          A do meritum wątku, po długiej ciszy zadzwoniła koleżanka.
          Jest rozżalona, bo nikt ze znajomych nie poparł jej stanowiska. Poskarżyła się więc rodzicom i stał sie cud. Rodzice, którzy nigdy nie powiedzieli jedynaczce złego słowa, teraz stanęli po stronie wnuków. Niestety zamiana terminów wyjazdu z ex nie wchodzi w grę, ponieważ dziadkowie wykupili już bilety do USA ( mieszka tam ciotka koleżanki ). Ale jest inna propozycja na wyjazd, tylko zależy od tego jak się będzie czuła next. Majowy weekend w tym roku należy do ex, ale matka namawia ją, żeby oddała go exowi a sama pojechała z mamą do spa. Ma to być babski wyjazd, żeby odpocząć od tych niedobrych chłopów.
          Koleżance pomysł się spodobał, ale ma jeszcze opory ( ułatwi życie exowi ). Teraz tylko muszą poinformować exa o tym postanowieniu. Ale właśnie nie zapytać go czy on może, chce, nie ma innych planów, tylko poinformować o tym, że będzie miał dzieci na majowy weekend.
          W wakacje dzieci pojadą na kolonie, które mają same sobie wybrać ( ja mam nadzieje, że tak będzie rzeczywiście, a nie koleżanka wybierze możliwie najdroższe, bo płaci ex ). Jest jednak duża szansa, że dzieci z tatą będą wybierać, podczas pobytu u niego.

          Jak się to wszystko potoczy nie mam pojęcia, bo plany planami, a życie życiem. Nie ukrywam, że liczę na to, iż koleżanka zdecyduje się na jakąś terapię. Jest kłębkiem nerwów, wszystkie jej myśli koncentrują się na ex. Ona już sama zaczyna widzieć, że myśli nie o tym, jak fajnie dzieci będą miały, tylko, że ułatwi życie exowi, a on zasługuje na karę.

          Co do paru spraw poruszanych przez was.
          Ex koleżanki mieszka z next w jej mieszkaniu. Mają intercyzę, dosyć szczegółową. Ex zostawił wszystko co miał notarialnie dzieciom z pierwszego małżeństwa. Przypuszczam wiec, że zabezpieczy dobrze next i ich dziecko ( lub dzieci ) i spadku nie będzie.
          • nangaparbat3 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 20:26
            Przypuszczam wiec, że zabezpieczy dobrze next i ich dziecko ( lub dzieci ) i spadku nie będzie.

            Ciekawe, ciekawy Twoj stosunek do sprawy. Bezinteresownie zazdroscisz tej kolezance czy opisana przez Ciebie sytuacja nie do końca oddaje rzeczywistą? Jakieś male qui pro quo?

            Tak czy inaczej sytuacja "ex mieszka u next" i uznawanie, ze z tego powodu next mialaby w domu wiecej do powiedzenia niz mąż - na dluzszą mete nie rokuje. Nie bylabym taka pewna, na ile za pare lat bedzie gotow zabezpieczać "nowe" dzieci kosztem "starych".
            • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 20:30
              A ja uważam, że dobrze zrobili. Wyobraź sobie sytuację, w której facet umiera i wtedy do majatku neksi dobierają się pasierbieta, do majątku, na który pracowała, który wypracowała . A tak sytuacja jest klarowna.
            • arwena_11 Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 20:41
              Nanga, dzieci z pierwszego małżeństwa zostały dobrze zabezpieczone. Dostały notarialnie przepisane to co należało do faceta, czyli połowa domu ( druga połowa należy do matki dzieci) .
              Wydaje mi się to sensownym rozwiązaniem.
              Next ma mieszkanie, które dostała od swoich rodziców, więc dzieci faceta nic do tego nie mają. Zostało zabezpieczone również w przypadku śmierci next. Testamentem przechodzi w całości na dziecko lub dzieci z dożywociem dla męża. Facet zachowku nie będzie dochodził. W razie śmierci next i ich dzieci mieszkanie wróci do rodziców dziewczyny.

              Nanga powiedz mi co złego w uregulowaniu prawnie takiej skomplikowanej sytuacji? Czy next ma pracować na pasierby? Ojciec przy tych alimentach i kolejnym dziecku nie ma już kasy na odkładanie. Żyje po prostu dobrze, stać go na wszystko, ale odkładać nie będzie.
              • gadkaszmadka Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 21:38
                > Nanga powiedz mi co złego w uregulowaniu prawnie takiej skomplikowanej sytuacji
                > ? Czy next ma pracować na pasierby?

                no a jak, w końcu to rodzeństwo jej dziecka...
        • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć koleżance, że nie ma racji. 28.02.13, 13:59
          Ja mam wspólne pieniądze z mężem, ale znam mnóstwo ludzi, którzy NIE mają. Znam i popieram instytucję intercyzy. Ponadto mamy z mężem część odrębnego majątku- choćby mieszkanie spadkowe męża po rodzicach, do którego ja nic nie mam, czy mieszkanie , które ja odziedziczyłam po ciotce, do którego NIC NIE MA mój mąż.
          Nie mam pasierbów, ale gdybym miała to do mojego majątku odrębnego nic a nic nie miałyby pasierbięta. A alimentów też nie płaci się do końca życia.
          Istnieje instytucja testamentów i jeśli wkład żony w majątek jest znaczny można przepisać za życia go na nią ( darowizna liczy się do - chyba 5 lat), a w ostateczności sporządzić testament, w którym pasierbowie dostają zachowek - czyli połowę tego co by otrzymali.
    • hanna_sty Re: Jak wytłumaczyć ............ 28.02.13, 15:36
      ale chyba nie da się, że życie nie kręci się wokół dzieci z pierwszego związku.
      Są sytuacje, w których dzieci z pierwszego małżeństwa schodzą nawet nie na drugi a na dalszy plan. I jest to poród. Tu ważny jest noworodek, matka, która przed chwilą urodziła, ojciec, który chce te chwile przeżyć z żoną . I NIE MA tu miejsca na przyjmowanie dzieci. NIE dzieje im się krzywda- maja matkę ( nie dogorywającą w szpitalu), mają dziadków ( którzy kochają), mają zapłącone przez ojca kolonie. Wystarczy.
      Kobieta wyszła za mąż za dzieciatego, ale to nie oznacza, że zawsze, wszędzie i w każdej sytuacji pasierbiątka mają włazić do JEJ mieszkania.
      Kobieta wpuściła do SWOJEGO mieszkania, w którym ma prawo czuć się dobrze, bezpiecznie, swojego MĘŻA ale nie jego dzieci. Stawiając sprawę na ostrzu noża mogłaby domagać się, aby spotkania odbywały się po za JEJ mieszkaniem. Jednak z relacji wydaje się, że tak nie jest.
      Mogłaby domagać się, aby mąż płacił alimenty a nie fundował prywatną szkołe i Bóg wie co, ale tak nie jest.
      Uszanujmy więc tę kobietę. Ona też ma prawo do normalnego życia i intymności.
      Sprawę wałkujemy ponad 600 razy. Żyjmy, ale pozwólmy żyć i innym- bez pasierbiątek w najmniej pożądanej sytuacji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka