mamusia1999
09.05.13, 19:53
mysle ze wszyscy mamy takich znajomych, w szczegolnosci takich, ktorzy bezdzietni sa zrzadzeniem losu, a nie z wyboru. ile tzw. taktu wykazujecie?
konkretnie w sytuacjach, ktore posiadaniem dzieci sie tlumaczy. czy przytoczenie tego argumentu to juz nietakt?
ja sie wczoraj zaplatalam. rozmowa ze znajomymi (kobieta po raku poiersi, chemii i naswietlaniach, wiec dzieci nie ma i nie bedzie) dotyczyla koszenia trawnika. trywialne. oni sie nie mogli nadziwic, dlaczego my tego sianka nie zostawiamy w ogrodzie. a naszym jedynym argumentem bylo, ze dzieci rozniosa na butach po calym domu. czasem odmawiamy jakichs spotkan ze wzgledu na dzieci, nie jezdzimy w objazd po winnicach, bo to nie jest rodzinna impreza etc. wczoraj przy tym trawniku nastapilo nieprzyjemne zawieszenie rozmowy..... a moze przewrazliwiona jestem? gimnastykowac sie werbalnie, byleby slowa dzeici nie uzywac?
a sparzylismy sie (skad mielismy wiedziec? )kiedys i to bardzo. wlasciciele wynajmowanego wtedy domu dziwili sie, jak to mozliwe, zeby dzieci nie upilnowac i ze sa kreski na scianie (slownie trzy, mea culpa! dodtakowo malowanie przez nas co 5 lat i przed wyprowadzka bylo w umowie). poniewaz mlodzi, to moj maz odpowiedzial, ze jak juz panstwo dzieci miec bedziecie to zrozumiecie. dramat, facet przez pol roku na nas szczekal , kobieta go nawet usprawiedliwiala, a sama ponoc dwie noce nie spala, no bo wlasnie dlugo sie starali i juz nic z tego chyba nie bedzie... (a jest! chwala Najwyzszemu)