..a może to ja jestem taka nudna? Trochę mi chodzi ten problem po głowie, więc postanowiłam Was zapytać, co myślicie, albo czy spotykacie się z czymś takim na co dzień. Kilka razy spotkałam się z takim zjawiskiem, jak nie pytanie - konkretnie mnie - co u mnie słychać (tak, nudzę się w domu mimo ładnej pogody).
Sytuacja 1: spotykam koleżankę z liceum - nie widziałyśmy się dobrych 5 lat, w tym czasie nie utrzymywałyśmy kontaktów, ale wcześniej trochę przegadałyśmy w tym liceum. Jedziemy razem pół godziny koleżanka opowiada o pracy, pasjach i śmierci dziadka. Wysiadamy razem z pociągu, na peronie mówimy sobie 'cześć' i każda idzie w swoją stronę. Czuję się wykorzystana jako słuchacz.
Sytuacja 2: idę do domu i spotykam kolegę, tym razem z podstawówki, chce mnie podrzucić do domu, bo ma po drodze do rodziców. Jedziemy 5 minut, kolega opowiada o nowej firmie, w której sprzedaje okulary, że dużo jeździ po kraju i tyle. Cześć-cześć, wysiadam. Czuję się zawiedziona.
Sytuacja 3: w pociągu spotykam koleżankę, którą spotykam raz na miesiąc. W czasie półgodzinnej podróży opowiada mi o swoich problemach gastrycznych, problemach w pracy, problemach finansowych, problemach neurologicznych. Czuję się zmęczona koniecznością ciągłego potakiwania. Przy następnym spotkaniu w pociągu (dojeżdżam do pracy) spotyka mnie ta sama sytuacja, żeby wyprzedzić monolog mówię, że jestem śpiąca i wkładam słuchawki w uszy

Czy ja jestem niewidzialna, a może aż tak nudna, że po kilkuletnim braku kontaktu ze mną nie pada zdanie: a co słychać u Ciebie? Ja zawsze pytam co słychać...
Nie jestem trollem i nie jestem przewrażliwiona, oczywiście spotykam też ludzi, którzy pytają co słychać