Dodaj do ulubionych

Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) ....

25.06.13, 20:44
No muszę się wygadać bo mnie trafi.
Dzisiaj lekarka mojego syna odmówiła dalszego leczenia go z powodów osobistych. Co to za powody? Pani doktor nie uzasadniła licząc, że wiem o co chodzi. Fakt, domyślam się i tym bardziej jestem wkurzona. Mój syn i syn tej lekarki chodzą razem do jednej klasy. Mój syn doszedł do klasy w styczniu, przeniosłam go z powodu agresji jakiej doświadczał (ale to temat na inny wątek). Syn p doktor, inteligentny chłopiec, niestety inteligencję wykorzystuje nie całkiem tak jak trzeba. Przeszkadza na lekcjach, robiąc z siebie błazna, w lasie jest niezdrowa rywalizacja, gdyż ten chłopiec lubi być najlepszy. Pikuś, niech sobie będzie. Tyle że zorientował się,że mój syn nie jest słabym uczniem i stanowi potencjalne zagrożenie dla pozycji lidera. Zaczął synowi dokuczać. Nauczyciele reagowali świetnie, nie pozwalali na przemoc ale w pewnym momencie sytuacja przestała mi się podobać ii porozmawiałam sobie z tym chłopcem. Nie groziłam, nie straszyłam, zapytałam czy mój syn bije go może, wyzywa go, popycha, dokucza w jakikolwiek sposób. Odpowiedź była negatywna. Poprosiłam go więc (tak, poprosiłam, nie kazałam) żeby zostawi syna w spokoju, kochać go nie musi, ale ma po prostu zapomnieć o jego istnieniu i tyle.
Następnego dnia mamusia lidera pojawiła się w szkole (wiem od syna). Sadziłam, że będzie chciała ze mną porozmawiać na spotkaniu z rodzicami - ale nie, nie zjawiła się. Coż, uznałam, że sprawy koniec.
To nie był koniec, p doktor doszła do wniosku, że nie bedzie więcej leczyć mojego syna.
Rozumiecie coś z tego? Wiem, że lekarz ma prawo odmówić leczenia, czytałam już jakie mogą być powody (na pewno nie tak błahe jak konflikt pomiędzy dziećmi). musi uzyskać zgodę przełożonego (nie wiem co mu powiedziała, pewnie tak, żeby zgodę uzyskać). Odmowa powinna być odnotowana w dokumentacji lekarskiej - nie jest.
Jestem właśnie w trakcie pisma do kierownika przychodni, chcę wyjaśnienia sytuacji. Co to za lekarz, który nie oddziela pierdół od spraw zawodowych i wywala dzieciaka z przychodni po 4 latach leczenia! (w tej przychodni nie ma drugiego lekarza tej specjalizacji). Leczenie musi być kontynuowane, przerwa oznacza pogorszenie stanu zdrowia. Mam nadzieję że uda mi się dostać do specjalisty wciągu 6 tygodni (a mamy sezon urlopowy).
Nie chcę do niej wracać, nie ufałabym jej już, ale nie chcę tego tak zostawić.

Przepraszam za chaos ale jestem wkurzona maksymalnie. Może jak się wygadam to się uspokoję i skarga będzie miała ręce i nogi smile
Obserwuj wątek
    • amoreska Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 20:50
      Złóż skargę do jej przełożonego.
    • incubus_1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 20:55
      A chciałabyś, żeby dalej leczyła Twojego syna?
      • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:03
        A chciałabyś, żeby dalej leczyła Twojego syna?
        Nie, nie chcę żeby go leczyła, ale takie zachowanie lekarza nie powinno mieć miejsca i nie chcę żeby to jej uszło na sucho. Znajdę innego lekarza, poradzę sobie, ale nie chcę tak po prostu odpuścić.
        • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:09
          Uważam, że również nie powinno mieć miejsca takie zachowanie jak twoje, czyli rozmowa z synem lekarki. Od tego są albo nauczyciele, albo rodzice chłopca.
          Teraz obie zachowujecie się emocjonalnie jak przystało na rozsierdzone mamy-kwoki, konflikt może jedynie eskalować, bo żadna z was nie ma dystansu do sprawy.
          • beatulek Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:20
            > Uważam, że również nie powinno mieć miejsca takie zachowanie jak twoje, czyli r
            > ozmowa z synem lekarki. Od tego są albo nauczyciele, albo rodzice chłopca.

            Tak samo uznałam jak się córka skarżyła na koleżankę z innej klasy, że jej na przerwie dokucza. Mniejsze o to co robiły ale poszłam do obu wychowawczyń, pytałam co się dzieje i zgłosiłam co mówi mi córka - efekt? Wychowawczyni tamtej dziewczynki wezwała jej rodziców na rozmowę a ja dostałam mega z....i na ulicy jak spotkałam jej matkę za to, ze spray załatwiam wciągając w nie osoby trzecie a nie z nią bezpośrednio.
            • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:25
              No więc napisałam również o rodzicach dziecka. Wersja z nauczycielami jest dla tych, którzy się boją bezpośredniej konfrontacji - niestety, bywa, że są skutki uboczne.
              • beatulek Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:35
                Ja się nie bałam. Zwyczajnie po pierwsze łatwiej mi dotrzeć do nauczyciela niż do rodziców obcego mi dziecka, po drugie w szkole za dzieci odpowiadają nauczyciele a nie rodzice? Nie czułam się upoważniona załatwiać sprawy z dzieckiem bo ono przy dorosłych zawsze jest na straconej pozycji. Do tej pory nie mam uważam, że dobrze zrobiłam ale rodzice są różni i różnie reagują.
                • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:40
                  No i ok zrobiłaś, nie da się przewidzieć jak zareagują ludzie, nie zmienia to jednak faktu, że rodzic powinien załatwiać takie sprawy z kimś dorosłym, a nie z dzieckiem.
          • canuck_eh Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:41
            Tak matka chlopca mogla sie wkurzyc ze ktos objezdza jej anioleczka i mogla skontaktowac sie z nia i wyjasnic sprawe, ze raz nie zyczy sobie by bez jej obecnosci rozmawiac z jej dzieckiem dwa - o co wogole chodzi ze chce poznac sprawe z jej strony.A nie odgrywac sie na chorym dziecku.Dobrze wiemy jak to jest z dostaniem sie do specjalistow w Polsce.Nie wiem z czym sie kobita z dziweckiem boryka ale to co lekarka zrobila to jedno wielkie s..synstwo.
        • incubus_1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:18
          Czyli po prostu jesteś mściwa. Jeśli Ty odeszłabyś do innego lekarza - ok, ale jeśli ona nie chce - ooo, to już źle.

          Umówmy się - nie powinnaś była sama rozmawiać z jej synem. Tylko w obecności matki lub załatwiać sprawę przez wychowawcę.
          • przeciwcialo Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:04
            Jesli to przychodnia NFZ to lekarz chyba nie moze ot, tak odmówic leczenia. Leczenie anginy czy grypy nie jest chyba niezgodne z sumieniem lekarki wink
            W prywatnym gabinecie moze pacjentów wybierać według tylko sobie znanego klucza.
            Skarga do kierownika i NFZ jest jak najbardziej na miejscu.
            Lakarz nie powinien mieszac spraw szkolnych dziecka z zawodowymi.
            • iskierka3 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:23
              Moze odmowic. Pod warunkiem, ze nie ma zagrozenia zycia i wskaze innego lekarza.
              • przeciwcialo Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:25
                To że wskaze nie oznacza że pacjent zostanie objęty leczeniem- sławetne limity sie kłaniają.
                • iskierka3 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:33
                  Wszystko zalezy od okolicznosci - pod slowem wskaze domniemuje sie - jest mozliwe skorzystanie z innego lekarza/poradni/przychodni. Jesli jest np jedynym specjalista w wojewodztwie niezbyt mozewink
                • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:46
                  Nie będzie byle sucz gadać z moim dzieckiem, a jak już raz spróbowała niech teraz ma tongue_out
                  O ile można to zrozumieć w przypadku niewykształconych niuniek z piaskownicy to taka postawa
                  u pani doktor żenuje.
                  Zapewne matka jedynaka, spłodzonego po 30-tce a nawet mocno po 30-tce, zgadłam?
                  • przeciwcialo Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:53
                    Ja nawet zrozumiałabym focha, pewnie też nie chciałbym być leczona przez sfochowana na mnie lekarkę, ale znając polskie realia leczenia u specjalistów moze się okazać że Kawad specjaliste dla syna na nfz dostanie np. w grudniu. Zmiana przychodni na zasadzie - ja pani leczyć nie mogę, termin następnej wizyty wyznaczono w przychodni XY. Takie przekazanie pacjenta z przychodni do przychodni aby zachowac ciągłość leczenia. Inaczej to troche niepoważne.
                    • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 17:19
                      O rany, ale urosło. smile Widzę, że niektóre osoby, są chyba teraz bardziej nakręcone niż ja. Ja się uspokoiłam, ochłonęłam i na zimno napisałam dwa pisma:
                      - do kierownika przychodni o natychmiastowe uzupełnienie przez lekarkę dokumentacji o odmowę leczenia i uzasadnienie odmowy (co musi być zrobione zgodnie z art 38 ustawy)
                      - do NFZ z prośbą o przekierowanie do innego lekarza i umożliwienie wizyty w określonym terminie (dostałam tylko listę przychodni, ale żadnych wskazań więc nie mam gwarancji, że leczenie nie zostanie opóźnione).

                      Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wypowiedzi. I wiecie co? Cieszę się, że z wątku nie zrobiła się jatka jak to czasami na ematce bywa wink
        • iskierka3 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:22
          Dlaczego nie powinno? Bardzo dobrze lekarka postapila - jezeli ocenia, ze emocje zaklocaja jej obiektywne spojrzenie, Twoj syn nie jest w stanie zagrozenia zycia i sa dostepni inni lekarze to zachowala sie najlepiej jak mogla. Powinno sie ja pochwalic za krytyczne spojrzenie na siebie a nie dac nagane!
          • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:36
            Emocje w stosunku do cudzego dziecka bo się pokłóciła z jego matką o (piszę z punktu widzenia normalnego człowieka, a nie kwoczki) pierdołę???????
            Bez przesady. Tacy lekarze wydelikaceni? To może niech nie przyjmują też tych którzy wydają im się niesympatyczni.
    • edelstein Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 20:55

      Baba zobaczylaby Jak wyglada pieklo,opricz skargi zrobilabym jej Taki pr,ze tylko desperaci poszliby do niej sie leczyc.
      Trzymam kciuki bys szybko znalazla profesjonaliste,ktory przejmie prowadzenie syna.

      “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
      Autorem powyzszego zdania jest M.
      • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:05
        > Baba zobaczylaby Jak wyglada pieklo,opricz skargi zrobilabym jej Taki pr,ze tyl
        > ko desperaci poszliby do niej sie leczyc.

        Noo, PR też będę jej robiła. Na szczęście istnieją strony, gdzie można wyrazić swoją opinię na temat lekarzy a i wszem i wobec będę głosiła poglądy p doktor (bo kompetencje do leczenia to ma, tu się czepiać nie mogę).
        • edelstein Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:10
          Gdyby byla profrsjonalna i kompetentna nie odmowilaby leczenia (wiedzac,ze to spowoduje pogorszenie stanu zdrowia)i to jeszcze z powodu dziececych przepychanek.

          “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
          Autorem powyzszego zdania jest M.
        • minor.revisions Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:10
          > Noo, PR też będę jej robiła. Na szczęście istnieją strony, gdzie można wyrazić
          > swoją opinię na temat lekarzy a i wszem i wobec będę głosiła poglądy p doktor

          ale przeciez w ten sposób tylko udowodnisz, że ona miała rację, rezygnując z leczenia twojego syna, bo twoje emocje biora góre nad rozsądkiem i to mogłoby wpłynąc na dalszy ciąg współpracy z nią...
          • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:20
            Może i masz rację, jestem teraz zdenerwowana i mam ochotę zrobić wiele rzeczy, których pewnie nie chciałabym robić po ochłonięciu. Tak jak mówię, nie odmawiam jej kompetencji lekarskich, chociaż nie informowała mnie o konieczności robienia przerw w podawaniu leku (dowiedziałam się od innego lekarza), oraz bardzo przeszkadzała jej pewna sprawa u mojego syna. Sprawa ta nie miała i nie ma wpływu na jego leczenie i zdrowie, ale w oczach p. doktor powinien zrobić inaczej (a ja miałam go do tego przekonać). Ponieważ syn się nie zgodził a ja go poparłam, p doktor zrobiła się bardzo "służbowa", ale stwierdziłam, że to nie jest najważniejsze. może już wtedy powinnam sama rozglądać się za innym lekarzem? Takim, który nie narzuca swoich poglądów innym?

            Może i nie powinnam rozmawiać z jej synem, ale wiem jak wyglądała sytuacja w poprzedniej szkole. Tam pozwoliłam działać nauczycielom, pedagogowi, i ... skończyło się baaardzo źle. Teraz wolałam uprzedzić rozwój wypadków, ponieważ nauczyciele (w tej szkole wspaniali) nie są jednak w stanie reagować zawsze, bo po prostu nie o wszystkich sytuacjach wiedzą. Po mojej rozmowie z synem lekarki mój syn ma spokój, czyli chyba jednak zrobiłam dobrze, tylko trafiłam na dziwnego rodzica ...
            • minor.revisions Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:30
              czyli chyba jednak zrobiłam dobrze, tylko trafiłam na dziwnego ro
              > dzica ...

              wiesz, nie masz pojęcia, co ten jej syn jej naopowiadał o Tobie czy Twoim synu, ona może mieć zły obraz sytuacji i wydaje jej się, że to, co robi, to najlepsze wyjście z sytuacji.
              • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:37
                czyli chyba jednak zrobiłam dobrze, tylko trafiłam na dziwnego ro
                > > dzica ...
                >
                > wiesz, nie masz pojęcia, co ten jej syn jej naopowiadał o Tobie czy Twoim synu,
                > ona może mieć zły obraz sytuacji i wydaje jej się, że to, co robi, to najlepsz
                > e wyjście z sytuacji.

                Racja, i dlatego oczekiwałam, że porozmawiamy spokojnie na zebraniu, żeby wyjaśnić sytuację.
                • aka667 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:44
                  kawad napisała:

                  > czyli chyba jednak zrobiłam dobrze, tylko trafiłam na dziwnego ro
                  > > > dzica ...
                  > >
                  > > wiesz, nie masz pojęcia, co ten jej syn jej naopowiadał o Tobie czy Twoim
                  > synu,
                  > > ona może mieć zły obraz sytuacji i wydaje jej się, że to, co robi, to naj
                  > lepsz
                  > > e wyjście z sytuacji.
                  >
                  > Racja, i dlatego oczekiwałam, że porozmawiamy spokojnie na zebraniu, żeby wyjaś
                  > nić sytuację.

                  od tego można było zacząć, a nie kończyć przywołując telepatycznie na zebranie (nie wiesz dlaczego jej nie było)
                  • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:47
                    Racja, i dlatego oczekiwałam, że porozmawiamy spokojnie na zebraniu, żeby wyjaś
                    > nić sytuację.

                    od tego można było zacząć, a nie kończyć przywołując telepatycznie na zebranie (nie wiesz dlaczego jej nie było)
                    Telepatycznie to nie.. wychowawczyni wiedziała i z tego co wiem, chciała z nami porozmawiać.
                    • ardzuna Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:11
                      Zacznij od poproszenia jej o odmowę leczenia twojego dziecka na piśmie.
              • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:37
                Dokładnie tak, zresztą sama pomyśl, nie reaguje na to co mówią nauczyciele, a nagle zmienia się po delikatnym zwróceniu mu uwagi przez ciebie?
      • kota_marcowa Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:09
        edelstein napisała:

        >
        > Baba zobaczylaby Jak wyglada pieklo,opricz skargi zrobilabym jej Taki pr,ze tyl
        > ko desperaci poszliby do niej sie leczyc.

        A teraz odwróć sytuację. Co zrobiłabyś, jak by jakaś dorosła obca baba przyatakowała twojego syna w szkole? Nawet jak by mu bardzo nie nagadała, to nie wkurzyłabyś się, że opieprza twojego syna bez twojej obecności? Bo ja tak. Nawet policja nie może przesłuchiwać dziecka bez obecności opiekuna. Zresztą autorka musiała dzieciaka nastraszyć skoro niby nikt nie dał rady, a po jej rozmowie nagle zgrzeczniał.
        • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:15
          > A teraz odwróć sytuację. Co zrobiłabyś, jak by jakaś dorosła obca baba przyatak
          > owała twojego syna w szkole? Nawet jak by mu bardzo nie nagadała, to nie wkurzy
          > łabyś się, że opieprza twojego syna bez twojej obecności? Bo ja tak. Nawet poli
          > cja nie może przesłuchiwać dziecka bez obecności opiekuna. Zresztą autorka musi
          > ała dzieciaka nastraszyć skoro niby nikt nie dał rady, a po jej rozmowie nagle
          > zgrzeczniał.
          Tyle że nie "opieprzałam", nie "przyatakowałam" "nie nastraszyłam". Nie jestem zwolennikiem rozwiązań siłowych, agresywnych. A poza tym nie zrobiłam tego na osobności. Chłopiec był na korytarzu z kolegami, to była przerwa, po skończonych lekcjach. Syn przyszedł i powiedział co się wydarzyło, pokazał chłopca więc go zaczepiłam i pogadałam. Nie czaiłam się na niego, nie planowałam rozmowy cichaczem itp. Po prostu podeszłam i zapytałam. Sprawę załatwiłam na świeżo, inaczej następnego dnia syn miałby znów problemy z pójściem do szkoły.
          • kota_marcowa Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 23:59
            Tylko, ze to jest twoja wersja, nie wiesz co dzieciak powiedział matce. Popełniłaś błąd, bo dziecko nie jest partnerem do takich rozmów, takie rzeczy się załatwia przez szkołę lub przez rodziców, nawet jeżeli to ty miałaś rację.
            Napiszesz skargę, lekarka z kierownikiem grzecznie ci odpiszą, skarga na koniec wyląduje w koszu, a ty wyjdziesz na mściwą pieniaczkę.
    • minor.revisions Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:08
      Może babka sie bała, że jeśłi w najbliższym stanie nie będzie jakiejs poprawy albo wręcz nastąpi pogorszenei albo cokolwiek, to uznasz, że to ona sie wyzłosliwia i specjalnie źle leczy twojego syna. nie zdziwiłabym sie, gdybys na jej miejscu miała takie same dylematy - ona może i potrafi rozdzielić sprawy zawodowe od osobistych, ale skąd ma wiedzieć, czy ty tez potrafisz i czy jej wysiłki będziesz oceniać obiektywnie? Co nei zmienai faktu, że ona czy tam kierownictwo powinno to załatwić tak, żebys miaął jakis bezbolesny i natychmiastowy transfer do innego specjalisty.
    • oqoq74 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:22
      Nie powinnaś rozmawiać z dzieckiem, tylko z rodzicami, gdy był jakiś problem.

      A teraz obie pokazujecie, że dorośli nie potrafią się dogadać i przenoszą dziecięce konflikty na wzajemne relacje.
      Chłopaki pewnie za jakiś czas się dotrą i dogadają. A Wy?
      • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:30
        To nie ja mam pretensję do niej, czekałam na rozmowę na spotkaniu z rodzicami. Syn dalej byłby leczony u niej. TERAZ myślę sobie, po jej aktualnej reakcji, że może powinnam zmienić lekarza wcześniej, gdy zauważyłam, że prywatne poglądy przenosi na pacjentów, ale ponieważ jest w sumie dobrym lekarzem, nie zrobiłam tego. Kurcze, żebym ja chociaż ochrzaniła jej syna, warknęła na niego itp, ale nie, nie zrobiłam tego. Po prostu z nim porozmawiałam. Ten chłopiec w nosie ma to co nauczyciele mówią, jest przyzwyczajony do swojej pozycji w klasie. Nauczyciele wiedzieli, że problem jest. Działali, gdy widzieli że coś się dzieje, ale gdy zaczęło się dziać "za bardzo" poza ich wzrokiem (inteligentne dzieci wiedzą jak dokuczać żeby nie narazić się nauczycielom), wkroczyłam ale delikatnie. I pomogło.
        • oqoq74 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:36
          Wybacz, ale jak piszesz, że wystawisz jej opinię w necie, to oznacza, że chcesz się mścić. A to z brakiem pretensji mi się kłóci.

          Nie powinnaś rozmawiać z jej synem. Po prostu. Od tego są rodzice, by takie sprawy omówić z rodzicem.
          • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:39
            Nie powinnaś rozmawiać z jej synem. Po prostu. Od tego są rodzice, by takie spr
            > awy omówić z rodzicem.

            Chyba, że z rodzicem spotkać się nie da. A z kolei uważałam, że gabinet lekarski to nie miejsce na załatwianie prywatnych spraw i nigdy nie poruszałam tematu podczas wizyty.
            • oqoq74 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:50
              To trzeba było zadzwonić i umówić się na rozmowę. Przecież to nie jest całkowicie obca osoba, tylko ktoś kogo znasz od dawna, choćby z kontaktów lekarz-pacjent.

    • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:42
      Muszę pamiętać, żeby w piśmie do kierownika domagać się pisemnej informacji o odmowie i uzasadnienia tej odmowy. (zgodnie z ustawą). Do karty lekarka nie wpisała, a powinna. Zapomniała - czy celowe działanie? Zwłaszcza, że ksero karty już na mnie czekało razem z listą poradni (do których wydzwaniałam już dzisiaj i w większości nikt nie podnosił słuchawki - norma ;/)
      • najma78 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:48
        Nie ma wytlaczenia dla twojego zachowania, bo ile ten uczen nie jest pelnoletni nie powinnas byla z nim rozmawiac. Jesli problemy sa w szkole to zalatwia sie to za posrednictwem szkoly a jesli poza nia to rodzice vs rodzice. Nie dziwie sie, ze ta osoba nie chce miec z toba do czynienia ani prywatnie ani sluzbowo. Na jej miejscu zreszta zglosilabym w szkole aby pedagodzy ci pouczyli zebys nie zblizala sie wiecej do jej dziecka a zalatwiala to w szkole.
        • sonia-3 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:58
          Ludzie dajcie spokój, przecież ta kobieta nie zrobiła nic złego. Poprosiła chłopca, aby nie czepiał się jej dziecka. Nie nakrzyczała, nie bluźniła nie straszyła, zwróciła tylko w kulturalny sposób uwagę rozpieszczonemu dziecku, broniąc tym samym swoje dziecko. Ja nie widzę w tym nic złego . A lekarz składał przysięgę, że będzie leczył i pomagał chorym. A fochy to nie w pracy.
          • incubus_1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:59
            To nie są fochy tylko profesjonalizm. Jeśli lekarka obawiała się, że emocje wpłyną na jej ocenę sytuacji, zrobiła dobrze.
          • najma78 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:13
            sonia-3 napisała:

            > Ludzie dajcie spokój, przecież ta kobieta nie zrobiła nic złego. Poprosiła chło
            > pca, aby nie czepiał się jej dziecka. Nie nakrzyczała, nie bluźniła nie straszy
            > ła, zwróciła tylko w kulturalny sposób uwagę rozpieszczonemu dziecku, broniąc t
            > ym samym swoje dziecko. Ja nie widzę w tym nic złego .

            A ja owszem widze. Poza tym czy dziecko autorki jest tym biednym i pokrzywdzonym a dziecko lekarki rozpieszczonym nie nam oceniac, bo nie wiemy.
            A lekarz nie odmawia ratowania zycia ani leczenia jako jedyny na swiecie, lekarzy jest wiecej wiec ma prawo odmowic a dziecki autorki kierownik przychodni przydzieli innego.
            A lekarz składał przysię
            > gę, że będzie leczył i pomagał chorym. A fochy to nie w pracy.
            • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:16
              A lekarz nie odmawia ratowania zycia ani leczenia jako jedyny na swiecie, lekar
              > zy jest wiecej wiec ma prawo odmowic a dziecki autorki kierownik przychodni prz
              > ydzieli innego.

              Nie, kierownik nie wyznaczy innego bo to jedyny lekarz w tej przychodni. Teraz ja wydzwaniam po przychodniach i szukam na własną rękę.
              • najma78 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:33
                kawad napisała:


                > Nie, kierownik nie wyznaczy innego bo to jedyny lekarz w tej przychodni. Teraz
                > ja wydzwaniam po przychodniach i szukam na własną rękę.

                No trudno, trzeba brac odpowiedzialnosc za swoje postepowanie.
                • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:41
                  Sugerujesz najma, że dorosły nie ma prawa w ogóle odezwać się do dziecka, za wyjątkiem własnych dzieci?

                  Przesadzasz.

                  W miejscu publicznym, przy świadkach, nikt nikogo nie zaatakował, po prostu dorosły odezwał się do dziecka. Tak, jako matka dziecku jak najbardziej to akceptuję, owszem.

                  Rodzice tamtego chłopca, jeśli poczuli się tak urażeni faktem, że jakaś baba ośmieliła się odezwać do ich pociechy, powinni byli po prostu - rozwiązać tę sprawę podczas zebrania.

                  A poza tym uważam, że lekarka ma prawo odmówić leczenia i nie musi się tłumaczyć. Ma prawo wymiksować się w tej sytuacji po prostu dlatego, że jej syn jest skonfliktowany z pacjentem. Autorka nie zrobił nic specjalnego, to jedno, ale lekarka swoją drogą nie musi leczyć jej dziecka. Mogła co prawda poinformować o tym autorkę z wyprzedzeniem, albo nawet wypisać zlecenie dla lekarza pierwszego kontaktu, aby nie zostawiać dziecka bez kontynuacji leczenia. Jeśli zachwiana byłaby ciągłość leczenia, przez kierownika przychodni dopomniałabym się o zlecenie dla rodzinnego. A odmowę leczenia przyjęła z ulgą.

                  • najma78 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 08:02
                    hellulah napisała:

                    > Sugerujesz najma, że dorosły nie ma prawa w ogóle odezwać się do dziecka, za wy
                    > jątkiem własnych dzieci?
                    >
                    > Przesadzasz.

                    Przesadzam? To chyba wiele z was nie zdaje sobie wciaz sprawy ze czasy sie zmienily i tego rodzaju problemy wyjasnia sie inna droga niz wytarmoszenie czy rozmowa rodzic vs cudze dziecko. Dziwi mnie zs to nie jest oczywists.

                    > W miejscu publicznym, przy świadkach, nikt nikogo nie zaatakował, po prostu dor
                    > osły odezwał się do dziecka. Tak, jako matka dziecku jak najbardziej to akceptu
                    > ję, owszem.

                    Jakis swiadkach? Autorka watki zwyczajnie nie miala do tego prawa, popelnila blad i to duzy. Gdyby trafila na mnie mialaby problem.

                    > Rodzice tamtego chłopca, jeśli poczuli się tak urażeni faktem, że jakaś baba oś
                    > mieliła się odezwać do ich pociechy, powinni byli po prostu - rozwiązać tę spra
                    > wę podczas zebrania.
                    >
                    Jakiego zebrania? To sa sprawy prywatne, autorka oskarza i to dosc powaznie bo o bullying syna lekarki izalatwia to po swojemu, ma szczescie ze lekarka tylko odmawia kontaktow z nia i jej dzieckiem.
                    Owszem, rodzice jacykolwiek maja prawo poczuc sie mocno zaniepokojeni delikatnie to ujmujac tym ze jakas baba poucza ulch dziecko i oskarza.
                    • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 12:36
                      > Przesadzam? To chyba wiele z was nie zdaje sobie wciaz sprawy ze czasy sie zmie
                      > nily i tego rodzaju problemy wyjasnia sie inna droga niz wytarmoszenie czy rozm
                      > owa rodzic vs cudze dziecko. Dziwi mnie zs to nie jest oczywistse.

                      A mnie dziwi wrzucanie do jednego worka "tarmoszenia" i po prostu kontaktu werbalnego w miejscu publicznym.

                      Nadal uważam, że autorka, tak jak każdy inny człowiek, ma prawo odezwać się do kogokolwiek, w tym do "obcego" dziecka.

                      Oczywiście porozmawiać czyli bez krzyków, agresji czy rękoczynów, nie wiem dlaczego sugerujesz tu jakieś "tarmoszenie". No jasne, możesz sobie dośpiewać cokolwiek chcesz i uważasz smile ale autorka o tym nie wspominała i dla dobra dyskusji przyjmijmy, że było mniej więcej tak jak autorka podaje i nie wymyślajmy barokowych scenariuszy (z tarmoszeniem...).

                      Tym bardziej, że rzecz działa się w miejscu publicznym oraz lekarka nie podjęła jakichś kroków typu interwencja u wychowawczyni, wariant z rozmową (bez tarmoszenia) jest tu więc bardzo prawdopodobny.

                      Wielu dorosłych zagadywało, odzywało się do mojego dziecka, na tym droga najmo m. in. polega proces socjalizacji.

                      "Podczas zebrania" czy "po zebraniu" - nie zrozumiałyśmy się, przepraszam - chodzi mi o to, że nie tylko autorka, ale i lekarka powinna chyba sprawę wyjaśnić, spotkać się - czy to przy okazji zebrania, czy umówić a chociażby poprzez wychowawczynię.

                      > Owszem, rodzice jacykolwiek maja prawo poczuc sie mocno zaniepokojeni delikatni
                      > e to ujmujac tym ze jakas baba poucza ulch dziecko i oskarza.

                      Ojojoj...! Straszne, zaiste. Gdyby jakaś "baba" (fajne nacechowane słowo) "oskarżała" (kolejne fajne nacechowane słowo) moje dziecko, po prostu wyjaśniłabym sprawę i już, bez napinki.

                      Mieliśmy nawet podobną sytuację, o której z wiadomych względów nie mam ochoty pisać zbyt wiele (do naszego dziecka pewna matka miała pewne wyssane z palca pretensje). I owszem, na ewentualną "konfrontację" tamtej pani z dzieckiem nie wyraziliśmy zgody (szkoła zresztą też nie), ale już o np. fakt rozmowy pani z córką (na jakimś wcześniejszym etapie konfliktu) nie robiliśmy zadymy. Ot bywa, a córka niech się uczy, że bywa.

                      Chyba zresztą zgubiłaś coś, o czym pisałam, a mianowicie to, że lekarka ma według mnie pełne prawo i słusznie robi, wymiksowując się z leczenia dziecka autorki.

                      Ale tak samo uważam, że autorka ma pełne prawo w miejscu publicznym otworzyć usta do jakiekolwiek dziecka i wyrazić swoje zdanie.
                      • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 12:49
                        hellulah napisała:

                        > A mnie dziwi wrzucanie do jednego worka "tarmoszenia" i po prostu kontaktu werb
                        > alnego w miejscu publicznym.
                        >
                        > Nadal uważam, że autorka, tak jak każdy inny człowiek, ma prawo odezwać się do
                        > kogokolwiek, w tym do "obcego" dziecka.

                        To nie jest tak, że dorosły nie może nigdy zwrócić uwagi dziecku. Sama niedawno byłam świadkiem jak dzieciaki rzucały kamieniami w łabędzie i cóż, trudno, nie czekałam aż zjawią się ich rodzice.

                        Ale tu jest sytuacja inna - stroną konfliktu jest syn autorki - po pierwsze niestety, większość rodziców ma skłonność do wybielania własnych dzieci, a przejaskrawiania przewin cudzych, po drugi konflikt trwał, więc nie było to nagłe, nieoczekiwane wydarzenie wymagające natychmiastowej reakcji, po trzecie rzecz miała miejsce w szkole, są tam pedagodzy, z natury rzeczy bardziej przeszkoleni i bardziej obiektywny niż rodzic zaangażowanego w konflikt dziecka, po czwarte - rzecz działa się przy innych dzieciach, które były świadkiem reprymendy, poczucie "poniżenia" dziecka lekarski mogło być z tego powodu większe.
                        Dorosły - dziecko to nie są relacje równorzędne, dlatego na pewne rzeczy trzeba zwrócić uwagę, tym bardziej, że autorka ma za sobą wcześniejsze przeżycia, w których bezpośrednio nie reagowała i teraz ma do siebie pretensje. Być może chce zrekompensować sobie swoje poczucie winy i to co nazywa "delikatnym upomnieniem" wcale takim nie było, bo nie sądzę, by dziecko "delikatnie upomniane" biegło z tym do rodziców, a co istotnie diametralnie się zmieniło, zwłaszcza, że wcześniejsze działania nauczycieli skutków nie przyniosły. Dodatkową sprawą jest fakt powtarzalności pewnych zjawisk, syn doświadczał przemocy w innej szkole, w tej sytuacja częściowo się powtarza - może warto się przyjrzeć co za tym stoi, bo jak coś się nam powtarza, to czasem przyczyny trzeba szukać w sobie samym.
                        • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:22
                          No po prostu mam odmienne zdanie.

                          Pomińmy już tę konkretną sytuację, o której wiemy tylko tyle, ile napisała autorka oraz ile każdy sobie sam dośpiewa według heurystyk.

                          Osobiście nie uważam odezwania się czy nawet reprymendy (bez użycia siły, zastrzegę) przez dorosłego "obcego" za coś nagannego w takim sensie, w jakim przedstawia to np. najma.

                          Dziecko w procesie socjalizacji, moim zdaniem (do którego nawet nie próbuję cię przekonać), może natknąć się na rozmaite sytuacje i wejść w rozmaite interakcje, w tym z rodzicami innych dzieci, którzy to rodzice mogą zabrać się za pouczenia czy reprymendy. Jak dla mnie, nie jest to powód do traumy, tylko hmm kolejne zadanie do wykonania/kolejny level do zdobycia.

                          Tak piszę, pomimo iż a) ja nigdy nie pouczałam cudzych dzieci, b) nasze dziecko spotkało się z zarzutami ze strony obcego rodzica, który szukał z nim kontaktu poza szkołą (czyli de facto byliśmy w sytuacji lekarki). Ale piszę (i uważam) tak dlatego, że nie zgadzam się na jakąś całkowitą cenzurę prewencyjną i zakaz wypowiedzi czy kontaktów. Odwrotnie, im więcej dziecko ma kontaktów z innymi ludźmi, wliczając w to być może niesłusznie "oskarżających" go dorosłych, tym lepiej. Jeśli sobie pewnych rzeczy nie przepracuje, jak ma się nauczyć stawiać podobnym (i gorszym) zdarzeniom w przyszłości?

                          Na miejscu lekarki, jeśli moje dziecko zaraportowałoby, że sytuacja je przerosła i że potrzeba interwencji, zgłosiłabym się do wychowawczyni i poprosiła o skontaktowania z autorką. Ale nie robiłabym z tego traumy i końca świata i nie leciała do prokuratora wink

                          Inną sprawą jest skuteczność zachowania autorki i tu zgadzam się z tobą, inne rozwiązania zapewne były skuteczniejsze w bliższym i w dalszym zasięgu.

                          Podsumowując:

                          - czy autorka dokonała najbardziej racjonalnego wyboru, rozmawiając z chłopakiem na korytarzu szkolnym? zapewne nie;

                          - czy autorka miała prawo porozmawiać z tych chłopcem jak wyżej? zakładając, że nie użyła przemocy, jak najbardziej tak

                          • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 14:19
                            hellulah napisała:

                            > Dziecko w procesie socjalizacji, moim zdaniem (do którego nawet nie próbuję cię
                            > przekonać), może natknąć się na rozmaite sytuacje i wejść w rozmaite interakcj
                            > e, w tym z rodzicami innych dzieci, którzy to rodzice mogą zabrać się za poucze
                            > nia czy reprymendy. Jak dla mnie, nie jest to powód do traumy, tylko hmm kolejn
                            > e zadanie do wykonania/kolejny level do zdobycia.

                            Level do zdobycia jest wtedy gdy masz jakieś szanse. Jakie szanse ma dziecko w konfrontacji z dorosłym, w tym wypadku dodatkowo z zezłoszczoną mamą innego dziecka? Układ równy z równym, czyli dziecko z dzieckiem, przestaje istnieć, powstaje układ, gdzie dziecko może tylko karnie słuchać i nie ma możliwości wyrażenia swojego zdania. Dziecko czuje, że rodzice stający w obronie własnych potomków obiektywni nie są i rzeczowa dyskusja, w tym próby przedstawienia argumentów ze strony dziecka są bez sensu. Nawet jeśli dziecko sobie tego nie uświadamia to odbiera to na poziomie emocjonalnym i wie, że jest bezradne. Pozostaje mu jedynie skierowanie się do własnych rodziców. Właśnie dlatego, że chłopak czuł się bezsilny, poszedł z tą sytuacją do swojej mamy, czyli intuicyjnie doprowadził do równowagi dorosły - dorosły. Tu nie ma co przepracowywać, dorosły (co istotne zaangażowany w jedną stronę dorosły) wkroczył w konflikt dzieci.
                            Czy zdrowe jest jeśli szef zatrudni swojego syna i w razie konfliktu syna z innym pracownikiem, będzie tego pracownika pouczał? Niby można, ale czy to będzie oczyszczająca atmosferę wymiana zdań równego z równym, czy pracownik lepiej poradzi sobie z zadaniami w przyszłości, czy po prostu dojdzie do wniosku, że wygrywa ten, kto ma lepiej ustawionych rodziców?
                            • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 14:56
                              > Level do zdobycia jest wtedy gdy masz jakieś szanse. Jakie szanse ma dziecko w
                              > konfrontacji z dorosłym, w tym wypadku dodatkowo z zezłoszczoną mamą innego dzi
                              > ecka?

                              Na ile i jak rozzłoszczoną, to tylko twoje i moje spekulacje. Przypomnę, że ja zakładam, że nie agresywną, nie podnoszącą głosu itd.. a jeśli ty zakładasz inaczej, to mówimy o dwóch różnych sytuacjach, czyli de facto nie na temat smile

                              Dziecko (tu pytanie, w jakim wieku) może zrobić sporo, np. po prostu odejść i nie słuchać rozmówcy. Może posłuchać, pokiwać głową, i wiedzieć oraz zrobić swoje. Może grzecznym głosem odpowiedzieć, że jego zdaniem sytuacja jest inna, a w ogóle to dziękuje za rozmowę i musi już iść. Może posłuchać z uśmiechem na twarzy, myśląc, "co za poye... krowa". Może słuchać kątem ucha, myślami będąc już przy kolejnej zabawie rozkręcanej przez kumpli. Ja nie zakładam automatycznej traumy i olabogowania.

                              Dziecko wcale nie jest bezradne. No wybacz, ale nie jest, jeśli go takim nie uczynimy.

                              Wspominałam o sytuacji a la syn lekarki. Moja córka pani, która miała do niej ąsy, powiedziała spokojnie: dobrze, zapraszam na rozmowę (pani przez telefon straszyła, że przyjdzie do szkoły i porozmawia, jeśli córka natychmiast nie zrobi pewnej rzeczy, mniejszej o to jakiej). Spokojnie wyłuszczyła, że tej pewnej rzeczy nie ma zamiaru robić, pewną rzecz załatwi tak, jak to racjonalnie zaplanowała, a na rozmowę zaprasza. Po czym samodzielnie zgłosiła wychowawczyni (jak również nam). Wychowawczyni skutecznie doprowadziła "aferę" do końca. A że panią podczas tej pierwszej (tu faktycznie agresywnej i niemiłej) rozmowy zatkało to inna rzecz, ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, że dziecko może wyrażać swoją wolę w sposób zborny i dosadny. Nie uważam, że stała się tragedia, uważam, że córka miała świetną okazję nauczyć się radzenia sobie w trudnej sytuacji.

                              Nasze młode było starsze od rzeczonego syna lekarki ale - nie od razu Kraków czy Rzym zbudowano. I wcześniej bywały sytuacje konfliktowe dziecko v. dorosły. Naszym zadaniem było takie przygotowanie jej i takie wspieranie, aby z czasem wyuczyła się asertywnych zachowań i ogólnie nie obawiała się sprzeciwiać niesłusznym zarzutom.

                              > Nawet jeśli dziecko sobie tego nie uświadamia to
                              > odbiera to na poziomie emocjonalnym i wie, że jest bezradne.

                              Z tym się po prostu nie zgadzam. Jeśli nauczysz dziecko, że jest władne, nie będzie czuło się bezradne.

                              > Właśnie dlatego, że chłopak czuł się
                              > bezsilny, poszedł z tą sytuacją do swojej mamy, czyli intuicyjnie doprowadził d
                              > o równowagi dorosły - dorosły.

                              O tym w ogóle nie dyskutowałam. Oczywistym dla mnie jest dzielenie się problemami w rodzinie czy też poszukiwanie wsparcia rodziców.

                              > Tu nie ma co przepracowywać, dorosły (co istotne
                              > zaangażowany w jedną stronę dorosły) wkroczył w konflikt dzieci.

                              Dwa aspekty: 1. chłopak poczuł się niekomfortowo w rozmowie z dorosłym i owszem, powinien poszukać (z pomocą rodziców) mechanizmów, aby radzić sobie z takimi sytuacjami w przyszłości (serio da się nauczyć dziecko, że dorosłemu można odpowiedzieć, albo dorosłego nie trzeba słuchać - fajne i przydatne, także w dorosłym życiu, aby nie mdleć na widok osoby postawionej wyżej i nie dać się zjeść); 2. ...osobną kwestią jest to, na ile i jak dorośli powinni ingerować w konflikty dzieci - wydaje mi się, że owszem, zwłaszcza w przypadku dzieci "społecznie początkujących" oraz w przypadku agresji (a tu takie zarzuty się pojawiły, bullying - czy sam w sobie czy oskarżanie o bullying itd.) rodzice powinni "wkraczać".

                              Trzeci aspekt - jak powinni wkraczać. Przypomnę, że nie twierdziłam i nadal nie twierdzę, że autorka zrobiła wszystko modelowo dobrze.

                              > Czy zdrowe jest jeśli szef zatrudni swojego syna i w razie konfliktu syna z inn
                              > ym pracownikiem, będzie tego pracownika pouczał? Niby można, ale czy to będzie
                              > oczyszczająca atmosferę wymiana zdań równego z równym, czy pracownik lepiej por
                              > adzi sobie z zadaniami w przyszłości, czy po prostu dojdzie do wniosku, że wygr
                              > ywa ten, kto ma lepiej ustawionych rodziców?

                              Jak na razie można raczej powiedzieć, że lepiej ustawiona mama-lekarka wykorzystuje swoją dominującą pozycję, aby ukarać autorkę smile więc LOL

                              Poza tym nie wiem, serio nie wiem, jak się mają konflikty szczeniaczków (dzieci na początkowych etapach rozwoju społecznego, dzieci wychowywanych, pod opieką i kuratelą dorosłych) do zachowań ludzi dorosłych, samodzielnych i odpowiedzialnych za siebie? Serio?
                              • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 15:35
                                hellulah napisała:

                                > Na ile i jak rozzłoszczoną, to tylko twoje i moje spekulacje.

                                No wybacz, ale dzieci nie są kretynami i doskonale się orientują, że matka która interweniuje w sprawie własnego dziecka nie jest zachwycona sytuacją w jakiej jest jej synek i nie ważne czy jest agresywna, czy pokazuje złość czy nie - naturalne jest, że są pewne emocje, a dzieci świetnie je wyczuwają, nawet jeśli są przez dorosłego maskowane.

                                > Dziecko (tu pytanie, w jakim wieku) może zrobić sporo, np. po prostu odejść i n
                                > ie słuchać rozmówcy. Ja nie zakładam automatycznej tr
                                > aumy i olabogowania.

                                A ja nigdzie nie piszę o traumie, olabogowaniu, ale o tym, że nie jest to układ równego z równym, w konflikt angażuje się bardzo subiektywna osoba , która z racji tego, że jest dorosła ma znaczną przewagę nad dzieckiem, a z racji tego, że jest matką broni w sposób subiektywny interesów swojego dziecka. No zastanów się dlaczego policjant nie prowadzi śledztwa w sprawie własnej matki, a sędzie nie rozstrzyga sporów w które uwikłana jest jego córka.

                                > Dziecko wcale nie jest bezradne. No wybacz, ale nie jest, jeśli go takim nie uc
                                > zynimy.

                                Nie no, jasne, pracownik też nie jest bezradny w konflikcie z synem szefa, jak mu się nie podoba zawsze się może zwolnić.

                                > Nasze młode było starsze od rzeczonego syna lekarki ale - nie od razu Kraków cz
                                > y Rzym zbudowano.

                                Czyli nie dość, że starsza to jeszcze rzecz działa się przez telefon.

                                > Z tym się po prostu nie zgadzam. Jeśli nauczysz dziecko, że jest władne,
                                > nie będzie czuło się bezradne.

                                Ależ ludzie bywają bezradni, bywają w sytuacjach zależnych od innych, tkwią w układach podporządkowanych - dlatego zamiast upierać się, że to pracownik powinien czuć się władny i ma polemizować z szefem, lepiej wymagać, żeby szef nie angażował się w sprawy pracownicze biorąc stronę swojej rodziny. Dokładnie tak jak to się dzieje z policją czy z sędziami.

                                > Jak na razie można raczej powiedzieć, że lepiej ustawiona mama-lekarka wykorzys
                                > tuje swoją dominującą pozycję, aby ukarać autorkę smile więc LOL

                                Nie LOL, tylko dokładnie tego nauczą się chłopcy, wygrywa ten kto ma lepiej ustawionych rodziców, a stanie się tak z powodu tego, że do sprawy wtrąciła się jedna ze stron konfliktu, a nie postronny pedagog.


                                > Poza tym nie wiem, serio nie wiem, jak się mają konflikty szczeniaczków (dzieci
                                > na początkowych etapach rozwoju społecznego, dzieci wychowywanych, pod opieką
                                > i kuratelą dorosłych) do zachowań ludzi dorosłych, samodzielnych i odpowiedzial
                                > nych za siebie?

                                Ano tak się mają, że najczęściej pozwalamy sobie na takie zachowania wobec dzieci, na które wobec dorosłych byśmy sobie nie pozwolili. I nie, wcale nie dlatego, że chcemy socjalizować dzieci i nauczyć je trudnej sztuki radzenia sobie w życiu z przeciwnościami. Robimy to, bo jesteśmy silniejsi, bo mamy przewagę, bo możemy po prostu.
                                • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:28
                                  Co do sytuacji i odczuwania jej przez dziecko, twojego czy mojego (bo oczywiście, że mojego też) wróżenia z fusów - nie przekonasz mnie, że musiała być taka, jak ją odmalowujesz oraz że dziecko musiało odczuwać tylko i jedynie to, co ty uważasz, że odczuwało.

                                  > A ja nigdzie nie piszę o traumie, olabogowaniu [...]

                                  W pewnym sensie pisze o tym np. najma oraz inne użytkowniczki w tym wątku. Odnoszę się do prostej zależności: skoro nie trauma, tylko niedogodność, to moim zdaniem można pozwolić, aby dziecko jej zaznało. Tylko na tym w ostatecznym rozrachunku skorzysta.

                                  > > Dziecko wcale nie jest bezradne. No wybacz, ale nie jest, jeśli go takim
                                  > nie uc
                                  > > zynimy.
                                  >
                                  > Nie no, jasne, pracownik też nie jest bezradny w konflikcie z synem szefa, jak
                                  > mu się nie podoba zawsze się może zwolnić.

                                  Sorry, ale twój przykład jest paradny, jak już wyżej wspomniałam - to lekarka ma pozycję dominującą i z niej skorzystała (jakiś konflikt z moim niunkiem? okey, to już zobaczysz, z czym to się je).

                                  Poza tym całkowicie chybiony, dziecko ma kilkanaście różnych możliwości, nie musi zachowywać wyuczonej bezradności i uległości wobec dorosłego.

                                  > Czyli nie dość, że starsza to jeszcze rzecz działa się przez telefon.

                                  To jest przykład, aby zaistniał, włożyliśmy nieco wysiłku przez lata wychowania. Inne przypadki też bym znalazła, ale nie chowam ich w pamięci co do detali smile Uwierz na moje wirtualne słowo, obecne przy rozmowie dzieci były w szoku i zadumieniu, jak można było tak odpowiedzieć dorosłemu. No po prostu można było.

                                  > No zastanów
                                  > się dlaczego policjant nie prowadzi śledztwa w sprawie własnej matki, a sędzie
                                  > nie rozstrzyga sporów w które uwikłana jest jego córka.

                                  Sorry, ale idąc tym trybem rodzic nie miałby w ogóle prawa reprezentować interesów dziecka - dziecka małoletniego, zależnego prawnie i wychowawczo/bytowo od rodzica. Podajesz zupełnie nieadekwatne nie-analogie.

                                  Ja bym porównała rodzica do adwokata, reprezentującego klienta i przemawiającego w jego imieniu.

                                  > > Jak na razie można raczej powiedzieć, że lepiej ustawiona mama-lekarka wy
                                  > korzys
                                  > > tuje swoją dominującą pozycję, aby ukarać autorkę smile więc LOL
                                  >
                                  > Nie LOL, tylko dokładnie tego nauczą się chłopcy, wygrywa ten kto ma lepiej ust
                                  > awionych rodziców, a stanie się tak z powodu tego, że do sprawy wtrąciła się je
                                  > dna ze stron konfliktu, a nie postronny pedagog.

                                  > Ależ ludzie bywają bezradni, bywają w sytuacjach zależnych od innych, tkwią w u
                                  > kładach podporządkowanych - dlatego zamiast upierać się, że to pracownik powini
                                  > en czuć się władny i ma polemizować z szefem, lepiej wymagać, żeby szef nie ang
                                  > ażował się w sprawy pracownicze biorąc stronę swojej rodziny.

                                  Nie przyjmuję tej nie-analogii.

                                  Dorosły pracownik nie musi i nie ma prawa wołać na pomoc mamy czy taty, bo jego rodzice za niego nie odpowiadają.

                                  Dziecko jest natomiast pod opieką i ochroną rodziców. Dziecko jest niestety "w pakiecie" z rodzicami.

                                  Poza tym, wiesz, to tak jak z gwałtami - swoją drogą warto walczyć o to, aby gwałtów nie było, a swoją nauczyć dziecko jak skutecznie rozerwać policzek czy walnąć w jaja napastnika, a przede wszystkim jak szybko i efektywnie zwiewać.

                                  Ale nie, lepiej zakładać, że - ciągnąc to porównanie - każda kobieta ma być tą mimozą bez podstawowych umiejętności samoobrony. Ok, jakiś pomysł na wychowanie jest.

                                  Poza ty, coś albo ty się zaplątałaś, albo ja się pogubiłam w twoim wywodzie - hej, a skąd pedagog szkolny miałaby wiedzieć o konflikcie? Aha, rozumiem, że fajnie byłoby tylko i jedynie wtedy, gdyby pedagog szkolny sam zauważył konflikt. Bo wybacz, ale już jakiekolwiek zwrócenie się przez rodziców do szkoły o pomoc jest w takim razie wtrąceniem się do konfliktu.

                                  Sorry, ale dziecko jest pod czyjąś opieką i zawsze jest "w pakiecie" z opiekunami.

                                  > Ano tak się mają, że najczęściej pozwalamy sobie na takie zachowania wobec dzie
                                  > ci, na które wobec dorosłych byśmy sobie nie pozwolili.

                                  Nie do mnie ta uwaga, bo ja, jako żywo, nigdy nie pouczałam nie-mojego dziecka, no nie zdarzyło się.

                                  Ale nadal nie czuję się przekonana, że rozmowa z dzieckiem (spoza najbliższego rodzinnego kręgu), nawet na drażliwy temat, jeśli rzeczowa, w miejscu publicznym i bez agresji - miałaby być zakazana.

                                  A że nie da się zamknąć dziecka pod kloszem, należy je więc uczyć, jak sobie radzić w i w takich sytuacjach.


                                  • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 17:36
                                    hellulah napisała:

                                    > Co do sytuacji i odczuwania jej przez dziecko, twojego czy mojego (bo oczywiści
                                    > e, że mojego też) wróżenia z fusów - nie przekonasz mnie, że musiała być taka,
                                    > jak ją odmalowujesz oraz że dziecko musiało odczuwać tylko i jedynie to, co ty
                                    > uważasz, że odczuwało.

                                    No nie przesadzaj, jakie wróżenie z fusów, a co czuje rodzic, któremu dziecko skarży się, że jest prześladowane na widok prześladowcy, radość i wzruszenie?

                                    > Tylko na tym w ostatecznym rozrachunku skorzysta.

                                    I cóż korzystnego te dzieci wynoszą z tak rozwiązywanego konfliktu, bo na razie widać coraz większą ekskalację i nakręcanie się na siebie nawzajem dorosłych? Że najlepiej nie popuścić tylko udowadniać złośliwościami kto więcej może? Skorzystałyby o wiele więcej gdyby konflik rozwiązywał się w bardziej cywilizowany spsób, przy mediacji pedagoga.

                                    > Sorry, ale twój przykład jest paradny, jak już wyżej wspomniałam - to lekarka m
                                    > a pozycję dominującą i z niej skorzystała (jakiś konflikt z moim niunkiem? okey
                                    > , to już zobaczysz, z czym to się je).

                                    Dziwne, nie wiesz co czuła autorka, ale wiesz co czuje lekarka smile
                                    Pomijając tą kwestię, nie lekarka zaczęła, poza tym to, że lekarka ma dominującą pozycję nad pacjentem, nie oznacza, że dorosły nie ma nad dzieckiem.
                                    Ale oczywiście, jeśli motywacją lekarki jest jedynie chęć dokuczenia autorce wątku, to tu nie ma czego pochwalać i ja nigdzie nie rozgrzeszam z tego powodu lekarki.

                                    > Poza tym całkowicie chybiony, dziecko ma kilkanaście różnych możliwości, nie mu
                                    > si zachowywać wyuczonej bezradności i uległości wobec dorosłego.

                                    Dziecko zwyczajnie JEST słabsze i bardziej bezradne od dorosłego, dlatego nieetyczne jest wykorzystywanie tego faktu przez dorosłych. To osoby mające przewagę powinny dołożyć więcej starań by nie dać jej odczuć innym, bo mają więcej rozumu, doświadczenia i siły, a ty odwracasz sytuację i od słabszych oczekujesz właściwej reakcji.

                                    > Poza tym, wiesz, to tak jak z gwałtami - swoją drogą warto walczyć o to, aby gw
                                    > ałtów nie było, a swoją nauczyć dziecko jak skutecznie rozerwać policzek czy wa
                                    > lnąć w jaja napastnika, a przede wszystkim jak szybko i efektywnie zwiewać.
                                    >
                                    > Ale nie, lepiej zakładać, że - ciągnąc to porównanie - każda kobieta ma być tą
                                    > mimozą bez podstawowych umiejętności samoobrony. Ok, jakiś pomysł na wychowanie
                                    > jest.

                                    Cudownie, tylko szkoda, że nie widzisz, jak w tym wypadku matka uczy syna, że to nie on ma się bronić, ale że mama mu pomoże, bo zastraszy jego kolegę. Matka nie uczy jak walczyć z napastnikiem, tylko sama z nim walczy.

                                    > Aha, rozumiem, że faj
                                    > nie byłoby tylko i jedynie wtedy, gdyby pedagog szkolny sam zauważył konflikt.
                                    > Bo wybacz, ale już jakiekolwiek zwrócenie się przez rodziców do szkoły o pomoc
                                    > jest w takim razie wtrąceniem się do konfliktu.

                                    O kurcze, przecież nie chodzi o nie zauważanie problemu, ale o rozwiązanie go w najlepszy z możliwych sposób. Co stwarza większe możliwości prawidłowego rozwiązania problemu - naparzające się mamy czy rozmowy przy udziale pedagoga?
                                    • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 18:05
                                      > No nie przesadzaj, jakie wróżenie z fusów, a co czuje rodzic, któremu dziecko s
                                      > karży się, że jest prześladowane na widok prześladowcy, radość i wzruszenie?

                                      "Prześladowanie" to chyba zbyt duże słowo (...było coś o olabogowaniu, od którego się podobno odżegnywałaś?) jak na jedną jedyną krótką rozmowę.

                                      > I cóż korzystnego te dzieci wynoszą z tak rozwiązywanego konfliktu, bo na razie
                                      > widać coraz większą ekskalację i nakręcanie się na siebie nawzajem dorosłych?
                                      > Że najlepiej nie popuścić tylko udowadniać złośliwościami kto więcej może? Sko
                                      > rzystałyby o wiele więcej gdyby konflik rozwiązywał się w bardziej cywilizowany
                                      > spsób, przy mediacji pedagoga.

                                      Zupełnie mnie nie zrozumiałaś. Nigdzie nie pisałam, że teraz to jest najlepsze, optymalne rozwiązanie problemu. Przejrzyj sobie moje wpisy.

                                      Pisałam i nadal będę smile że z każdej, nawet najgorszej pozornie sytuacji można wydobyć coś korzystnego w dalszej perspektywie. Czy te konkretne dzieci na tym skorzystają, nie ode mnie zależy - to już sprawa ich rodziców i opiekunów w szkole.

                                      > Dziwne, nie wiesz co czuła autorka, ale wiesz co czuje lekarka smile

                                      Skoro tobie wolno spekulować, czemu ja nie mogę? tongue_out

                                      Zresztą, pisałam już wyżej, znowu - możesz to sprawdzić, że uważam decyzję lekarki za słuszną. Owszem, można to rozpatrywać jako power play, ale swoją drogą, do czego się skłaniam, jest to bardzo roztropna decyzja w tym kontekście.

                                      Skoro jednak sama przywołujesz przykład szefa-który-ma-władzę, aż się prosi, aby decyzję o nieleczeniu dzieciaka podać jako bardzo adekwatny odpowiednik smile

                                      > Cudownie, tylko szkoda, że nie widzisz, jak w tym wypadku matka uczy syna, że t
                                      > o nie on ma się bronić, ale że mama mu pomoże, bo zastraszy jego kolegę. Matka
                                      > nie uczy jak walczyć z napastnikiem, tylko sama z nim walczy.

                                      Pokaż mi choć jeden fragment, w którym pisałam, że autorka postąpiła optymalnie. Poczekam smile

                                      ...a już inną sprawą i kolejnym offtopem jest, że owszem, bywa teoretycznie i tak, i w praktyce występuje, że rodzic musi zawalczyć w imię dziecka. Nie zawsze i nie wszędzie da się scedować obronę na dziecko. Ale to już inny wątek. Pisałam nie raz i nie dwa, że autorka nie postąpiła najlepiej, mogła znaleźć inne wyjście.

                                      Mam w ogóle nieodparte wrażenie, że mnie nie rozumiesz smile Spróbuj oddzielić różne aspekty tej całej historii i nie mieszać tego, co faktycznie napisałam, z tym co wydaje ci się, że napisałam.

                                      Czym innym jest ocena skuteczności działania autorki w tej konkretnej sytuacji, a czym innym potępianie w czambuł jakichkolwiek (dotyczących konfliktów między dziećmi) kontaktów/rozmów rodzic-obce dziecko. Mój sub-wątek zaczął się jako odpowiedź na dramatyzowanie sytuacji takiej rozmowy, czy wręcz zakazywanie rozmów z obcymi dziećmi.

                                      A tak na marginesie, skąd pewność, że lekarka odmówiła leczenia tylko pod wpływem jednego bodźca, jakim była rozmowa autorki z dzieckiem?

                                      • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 18:27
                                        hellulah napisała:

                                        > "Prześladowanie" to chyba zbyt duże słowo (...było coś o olabogowaniu, od które
                                        > go się podobno odżegnywałaś?) jak na jedną jedyną krótką rozmowę.

                                        Ale ja nie rozmowę matki z dzieckiem określam prześladowaniem, tylko to co w jej mniemaniu spotkało wcześniej jej synka ze strony drugiego chłopca.

                                        > Zupełnie mnie nie zrozumiałaś. Nigdzie nie pisałam, że teraz to jest najlepsze,
                                        > optymalne rozwiązanie problemu. Przejrzyj sobie moje wpisy.

                                        No a ja właśnie cały czas piszę jak powinno się optymalnie rozwiązać sprawę.

                                        Pisałam i nadal będę smile że z każdej, nawet najgorszej pozornie sytuacji można w
                                        > ydobyć coś korzystnego w dalszej perspektywie.

                                        Zgadza się, co nie znaczy że nie należy dążyć do tego, by załatwiać sprawy najlepiej jak się da, a nie wygrzebywać coś z dna.

                                        > Pokaż mi choć jeden fragment, w którym pisałam, że autorka postąpiła optymalnie
                                        > . Poczekam smile

                                        Piszesz, że autorka ma prawo odezwać się do obcego dziecka w takiej sytuacji, ja uważam, że nie powinna, dlatego właśnie żeby unikać takich sytuacji jaka wystąpiła w wątku.
                                        Trochę zaczyna czepianie się słówek, nie użyłaś zwrotu optymalnie, ale dopuszczasz taką sytuację i twierdzisz, że może wyjść na dobre dziecku.
                                        Na tej zasadzie to wszystko może wyjść na dobre, nawet jakaś ekstrema, dlatego proponuję nie tworzyć filizoficznych wniosków tylko skupić się na tej konkretnej sytuacji i analogicznych do niej.
                                        W tej konkretnej sytuacji zachowanie takie a nie inne nie sprawdziło się, a wywodzenie z niej dobrych skutków dla dziecka jest takim dorabianiem d..ie uszu.
                                • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:44
                                  Bzdura, we współczesnych czasach to dziecko jest w pozycji wyższej nad dorosłym, kiedyś dziecku mógł uwagę zwrócić (a nawet o zgrozo - nakrzyczeć) dowolny obcy dorosły, a teraz ze zwykłej rozmowy matki kolegi ze szkolniakiem robi się traumę i histerię, w dodatku mieszając w to sprawy zawodowe i wykorzystując stanowisko w pracy, żenujące.....
                                  Nieraz było tak, że za wyjątkowo niebezpieczną akcję małolat i jego kolega dostawali pasem od ojca jednego z kolegów, a potem ojcowie w ten sam dzień zgodnie umawiali się na piwo i nikt nie miał o nic pretensji, co najwyżej że za mało wlał gó...arzowi.
                                  A teraz (głównie matki) trzęsą się nad dzieciakami (zdrowymi i sprawnymi) jak nad porcelaną miśnieńską a bachory robią co chcą i na głowę dorosłym wychodzą.
              • aka667 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:37
                kawad napisała:

                > A lekarz nie odmawia ratowania zycia ani leczenia jako jedyny na swiecie, lekar
                > > zy jest wiecej wiec ma prawo odmowic a dziecki autorki kierownik przychod
                > ni prz
                > > ydzieli innego.
                >
                > Nie, kierownik nie wyznaczy innego bo to jedyny lekarz w tej przychodni. Teraz
                > ja wydzwaniam po przychodniach i szukam na własną rękę.

                przecież i tak nie chciałaś do niej chodzić, bo byś jej nie ufała, więc o co chodzi z tym szukaniem lekarza na własną rękę?
                lekarka była w porządku, dała ci listę przychodni i dała sygnał że nie chce mieć z tobą do czynienia (widząc jak daleko zakrojony jest plan zemsty trudno jej się dziwić), trzeba ci to będzie jakoś przełknąć
                • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:45
                  przecież i tak nie chciałaś do niej chodzić, bo byś jej nie ufała, więc o co ch
                  > odzi z tym szukaniem lekarza na własną rękę?
                  > lekarka była w porządku, dała ci listę przychodni i dała sygnał że nie chce mie
                  > ć z tobą do czynienia (widząc jak daleko zakrojony jest plan zemsty trudno jej
                  > się dziwić), trzeba ci to będzie jakoś przełknąć

                  Ech, czytanie ze zrozumieniem wink Nie ufałabym gdyby np było tak, że po mojej interwencji mogłabym do niej wrócić. Gdyby lekarka nie odmówiła dzisiaj leczenia to byłoby tak jak do tej pory i tyle.
                  Ona nie "dała sygnału", ona wywaliła mojego syna z poradni.
                  Plan zemsty? Hmm, pisałam na początku, że wkurzona jestem ogromnie, że pisze na gorąco. Wy zawsze takie opanowane, spokojne jesteście w każdej sytuacji? Gdybym realizowała plan zemsty poczyniony na gorąco to bym
                  primo - awanturę w przychodni zrobiła - a takowej nie było
                  secundo - ujawniła dane na forum, co byłoby pewnie zemstą piękną ale całkowicie niestosowną.
                  Więc z tym zaślepieniem zemstą nie jest u mnie chyba tak źle, co wink

                  Dziękuję Wam wszystkim za wypowiedzi, i te "za" i te "przeciw" - otrzeźwiające.
                  Wiem już co zrobię, i nie będzie to zemsta na gorąco, a jedynie domaganie się dopełnienia przez lekarkę obowiązku (wcześniej napisałam jakiego, kto czytał ten wie smile
                • jowita771 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:01
                  > lekarka była w porządku, dała ci listę przychodni i dała sygnał że nie chce mie
                  > ć z tobą do czynienia (widząc jak daleko zakrojony jest plan zemsty trudno jej
                  > się dziwić),

                  Zaraz, zaraz, to nie autorka najpierw planowała zemstę, tylko lekarka nie może przełknąć, że ktoś śmiał zwrócić uwagę jej potomkowi i to ona się zemściła, odmawiając leczenia dziecku. Myślę, że babie się nie spodobało, że to było przy świadkach, ona to chyba odebrała jako poniżenie jej dziecka. Babsko bez dystansu kompletnie.
      • incubus_1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:55
        Histeryzujesz i po prostu chcesz się mścić.

        Wcale się lekarce nie dziwię.
        • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:09
          > Histeryzujesz i po prostu chcesz się mścić.

          Nie, nie histeryzuję. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego jak działa nasza służba zdrowia, wiem, że muszę poświęcić czas i pieniądze na znalezienie nowego specjalisty (dobrego specjalisty) a czas mam ograniczony z powodu konieczności kontynuowania leczenia. Tyle w temacie. Jeśli faktycznie emocje po stronie lekarki są takie ogromne, że nie pozwalają jej leczyć syna to ok, rozumiem, ale mogła dać mi czas na znalezienie lekarza na spokojnie. Mogła np powiedzieć, że będzie go leczyła dopóki nie znajdę innego lekarza i np kolejna wizyta będzie tą ostatnią a nie ta dzisiejsza. Chyba sama najlepiej wie że znalezienie w konkretnym terminie nowego specjalisty w okresie urlopowym jest "ciut" trudniejsze niż zazwyczaj.
    • kanna Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 21:53
      odmówiła dalszego leczenia go z powodów osobistych

      Moim zdaniem to profesjonalne zachowanie - jeśli lekarz ma obawę, że jego emocje w jakikolwiek sposób wpłyną na proces leczenia, powinien leczenia odmówić. I wskazać innego lekarza.
      • magotka11 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 23:36
        jakie profesjonalne? Profesjonalista nie miesza prywatnych spraw z zawodowymi a poza tym jakie profesjonalne zachowanie dopuszcza możliwość wpływania durnych emocji na leczenie??? co do chol..y boi się, że będzie chciała celowo dziecku zaszkodzić?
        • majenkir Re: 26.06.13, 00:05
          magotka11 napisała:
          co do chol..y boi się, że będzie chciała celowo dziecku zaszkodzić?


          Nie, boi sie, ze Kawad ja o to kiedys oskarzy. A potem tlumacz sie czlowieku, ze nie jestes wielbladem. Wg mnie postapila slusznie.
          • misterni Oczywiści, że postąpiła słusznie. 26.06.13, 01:38
            I coś mi się widzi, że zachowanie Kawad nieco wybiegło poza to, co nam tu opisuje, skoro lekarka podjęła tak zdecydowane działania. wink
    • canuck_eh Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:38
      Skarge do przelozonego bym zlozyla.Jeszcze do izby lekarskiej.Napisalabym ze najprawdopodobniej przyczyna jest wlasnie konflikt w szkole ze syn moze bycprymusem jak i syn lekarki i to nie po drodze mlodziana i ze zaczely sie szykany, ze porozmawialas z dzieckiem i poprosilas o zaprzestanie ze wzgledu ze twoje dziecko bylo ofiara przemocy i nie chcialas by syt sie windowala dalej.
      Pani doktor syt. przerosla i ewidentnie wyrzuca twoje dziecko z przychodni gdzie jest tylko jeden specjalista a leczenia przerwac nie mozna.Do owej lekarki z wiadomych przyczyn nie wrocisz bo stracilas zaufanie, ALE - prosisz o interwencje by jak najszybciej dziecko dostalo sie do kolejnego specjalisty by leczenie bylo kontynuowane i oczywiscie cala historia choroby przekazana bez zwloki by nowy lekarz mogl sie wdrozyc i kontynuowac leczenie.
      Wyrazilabym swoje oburzenie na zaistniala syt..To nie jest internista ze jak strzeli focha to od pani Kazi pojdziesz sobie do pani Bozenki.Wnioskuje ze syt. syna jest bardziej skomplikowana.
    • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:50
      A właśnie, jeśli o pierwszym kontakcie już mowa. Czy ja muszę teraz iść znów do pediatry po skierowanie do specjalisty czy wystarczy "zaświadczenie lekarskie dotyczące świadczenia ambulatoryjnego", które dostałam?
      • hellulah Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 22:54
        Nie mam pojęcia sad
      • kota_marcowa Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 23:50
        Tak, musisz iść do rodzinnego po skierowanie.
        • kota_marcowa Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 25.06.13, 23:51
          chyba, że będziesz leczyć syna w tej samej przychodni tylko u innego lekarza, to wtedy nie, ale jeżeli zmieniasz placówkę to musisz mieć skierowanie.
          • kawad Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 07:28
            kota_marcowa napisała:

            > chyba, że będziesz leczyć syna w tej samej przychodni tylko u innego lekarza, t
            > o wtedy nie, ale jeżeli zmieniasz placówkę to musisz mieć skierowanie.

            Czytaj proszę, pisałam już - to jest jedyny lekarz tej specjalizacji w tej przychodni.
    • rosapulchra-0 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 03:41
      Kawad - dobry prawnik - z nim omów ten problem.
      • incubus_1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 07:45
        Jasne, bo to jest problem, wymagający prawnika. Ha, ha.
        • jowita771 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:03
          Za to nieporozumienie między dziećmi to problem wymagający odmowy leczenia przez lekarza, który niby jest dorosły i po gó...arsku się zachowywać raczej nie powinien.
    • kowalka33 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 08:18
      A dla mnie obie jesteście walnięte , przepraszam że to pisze ale to co wyprawiają rodzice dzisiaj to jakiś kosmos . Jak nie rządzi połową klasy to zaraz go prześladują jak prześladują to zaraz awantura na całego łącznie z załatwianiem takich spraw bezpośrednio z cudzym dzieckiem. Wbijcie sobie to do łbów że w szkołach jest określona droga załatwiania spraw , jest pani, pedagog dyrekcja...a nie łapanie cudzych dzieci na korytarzu i tłumaczenie im że maja basie czy kasie zostawić. Rodzice dzisiaj sa straszni, współczuję nauczycielom przez takie skakanie do gardeł o byle pierdołę , umykają sprawy ważne dotyczące faktycznej krzywdy dzieci. Czu twój syn nie mógł sprawy załatwic sam albo z panią albo z delikwentem osobiście. Tak dzieci sie kłóca nieustannie, dokuczaja sobie próbują innym wchodzić na głowę ale dobrze jest nauczyc dziecko tego żeby nikt nie naruszał jego praw ale tez żeby umiało sie bronić. A już teksty o obsmarowaniu na forach skargi , no ręce opadają ....
    • bea-luz Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 08:39
      Moim zdaniem zrobiłaś niedobrze rozmawiając z chłopcem sama, nawet jeśli byłaś grzeczna i rzeczowa, dlatego, że a) on ma swoją wersję dla mamy, która może i dla niego jest prawdziwa a mama stanie po jego stronie, to oczywiste, b)dorosły z dzieckiem nie powinien załatwiać takich spraw ponieważ dziecko nie jest dojrzałym kompanem do takich rozmów (nawet jeśli wydaje Ci się, ze np Twój syn jest i może nawet tak być) oraz c) jeżeli wokół byli jego koledzy a chłopiec m ugruntowaną pozycję w grupie to go w ich oczach mogłaś ośmieszyć i dlatego też jego frustracja, którą wyraził mamie, może być tym większa.
      Poza tym, Twój syn może mieć teraz opinię wśród kolegów, że to mama walczy za niego jego boje. Rozumiem Twoją motywację, ale dzieci nie są dorosłe aby również ją rozumieć.

      Nie zmienia to jednak faktu, że Ty pedagogiem nie jesteś i zrobiłaś to co uznałaś za stosowne, sytuacja Twojego dziecka sie poprawiła więc może Ci sie wydawać ta sytuacja nieco słodko-gorzka (no bo efekt w sumie jest jaki powinien w szkole, odwrotny w przychodni). Ale lekarz, jeżeli uznała, że nie może dalej leczyć Twojego syna ma pewne jednak obowiązki, jest to zawód zaufania publicznego i o ile może miała prawo zrezygnować to procedury z tego co napisałaś, nie zostały dopełnione. I z tego tytułu bym tą sytuację dalej pociągnęła do kierownika przychodni a jeśli to nie poskutkuje to i dalej. Jeżeli miała do Ciebie aż taki żal, powinna była znaleźć wyjście z tej sytuacji jak np znaleźć specjalistę i w miarę bezboleśnie przeprowadzić przeniesienie karty Twojego syna, skoro leczenie odbywa się bez przerw. Przede wszystkim powinna była jednak po całej sytuacji porozmawiać z Tobą i ustalić dalszy plan działania (np powiedzieć, "nie mogę dalej leczyc pani syna, uważam to za konflikt interesów ale jako lekarz mam obowiązek upewnic się, że mój pacjent ma odpowiednią opieke zapewnioną"), a nie unosić się honorem.

      Czarnego PRu bym nie robiła skoro sama mówisz, że jako do lekarza nie masz czego się uczepić. To tylko sprawi, ze będziesz mało wiarygodna. Osobistych spraw już dalej nie wywalaj na publikę z nazwiskami itd.
    • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 11:30
      A gdyby była kasjerką w Lidlu to odmówiłaby obsłużenia Twojego wózka z zakupami?
      Pewnie nie bo z kasjerkami nikt się nie patyczkuje, za to lekarze w Polsce to święte krowy.
      • alinawk Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 12:49
        Kurcze, dokładnie to samo chciałam napisać.
        Albo pani w urzędzie - ' nie wydam pani paszportu bo obraziła pani mojego synusia! '
        Wyobrażacie to sobie? Ciekawe co by na to powiedział przełożony owej obrażonej paniusi?
        • yenna_m Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 17:24
          a gdyby była policjantką to by odmówiła interwencji w przypadku kradzieży/gwaltu/morderstwa lub innego naruszenia prawa?


          eeeeee....

          tego...

          Pani doktor jest walnięta i nie powinna być lekarzem.

          Dziękuję za uwagę.
      • minor.revisions Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:33
        no, jednak nie mozna tyhc dwóch rzeczy porównywac, bo towary mozna skasowac tylko na jeden sposób, czyli - jesli klient wsadza na taśme towary o wartośc 123 zł, to ma dostac paragon na 123 zl i tyle. A w sytuacji tak nieprzewidywalnej jak zdrowie jest zawsze ryzyko, że lekarz będzie robił, co może, a rodzic pacjenta go złosliwie oskarzy, że zaniedbał leczenie z wredoty, bo sąsiada leczył na to samo i sąsiad ma sie lepiej.
        Przeciez nie można byc też chyba np. sędzia w sprawie, która dotyczy krewnych czy bliskich? Sorry, że Ameryką pojadę, ale tam nawet nie mozna być ławnikiem, jesli się czytało o sprawie w gazecie i wyrobiło się własna opinie nt. sprawy (nie wiem, czy w POlsce też tak jest).
        • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 16:37
          Lekarza o złe leczenie może oskarżyć każda jedna dowolna osoba, każdy jeden pacjent.
    • jowita771 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 12:52
      To jakaś kretynka i też pewnie zafiksowana na tym, żeby dziecko była najlepsze, więc Twój syn jej nie w smak.
    • pasikonik10 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:00
      jak dla mnie to jesteś mściwa. W twoich oczach ta sprawa wyląda tak, w jej - zupełnie inaczej. opierniczyłaś jej syna (zamiast porozmaiac z nauczycielem lub bezpośrednia z nią) po czym nadal cchesz aby leczyła Twoje dziecko... Weź się kobieto zdecyduj...!
      • jowita771 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:06
        Czytaj ze zrozumieniem, nie opierniczyła, tylko grzecznie rozmawiała. A nawet, gdyby opierniczyła za szykany, to jest powód , żeby komplikować leczenie? I to autorka jest mściwa, a nie lekarka przypadkiem?
    • nowi-jka Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:04
      a wg mnie zrobiłas dobrze bo jak dziecko ci skonczy jak w "sali samobójców" to bedzie twój dramat. Skoro jzu raz zmienialiscie szkołe przez dokuczani i syn sobie ztym nie radzi to mu pomoglas. Nie krzyczałas nie ponizałas poproisłaś. A to jzu o nic malolata bez rodzica poprosic nei mozna
      Lekarka skoro ma złosc to tez dobrzez robiła bo jak ma niezyczliwie podchodzic do dziecka to nei moze go leczyc skutecznie.
      Moze potraktuj jej odmowe jako prosbe o zmiane lekarza bo ona jednak nie potrafi podejsc bez emocji. popros ja o pomoc w załatwieniu innego lekarza w ciagu 6 tyg albo moze jakas porade do kogo isc i rozstancie sie jak dorosli.
    • jowita771 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:09
      Autorko, ochłoń, żebyś nie wyszła na pieniaczkę, ale pismo napisz do przełożonego lekarki i do jakiegoś organu nadrzędnego, żeby faktycznie, jak ktoś wyżej radził, umożliwili jak najszybsze leczenie. Bez sensu by było, gdyby przez jakąś idiotkę Twoje dziecko miało czekać teraz długo na wizytę. A ochłoń, żeby pismo napisać spokojnie. Ja bym podeszła do sprawy lekko, a lekarkę ośmieszyła, bo jej zachowanie jest zupełnie niepoważne. Niech może przełożony pani uświadomi, że to nie piaskownica, a ona zachowała się jak gó...arz.
    • lauren6 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 13:32
      Pani składała przysięgę Hipokratesa. Skoro uznała, że mniej szkodliwe będzie pozostawienie chorego dziecka bez przysługującej mu opieki medycznej to znaczy... No właśnie, co? Że z powodu konfliktu w szkole 7 latków pani doktor byłaby w stanie realnie zaszkodzić Twojemu dziecku i narazić je na utratę życia lub zdrowia?
      W pisanej skardze zwróciłabym uwagę, że pani doktor z powodu drobnego konfliktu najwyraźniej stanowi realne zagrożenie dla swoich pacjentów. Niby dorosły człowiek, ale z emocjami najwyraźniej sobie nie radzi. Ktoś taki ma podejmować decyzje dotyczące cudzego zdrowia?
      • kamunyak Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 14:17
        > Niby dorosły czło
        > wiek, ale z emocjami najwyraźniej sobie nie radzi. Ktoś taki ma podejmować decy
        > zje dotyczące cudzego zdrowia?

        Tak samo z emocjami nie radzi sobie inny dorosły człowiek - autorka wątku. Sama napisała, że nie chce żeby syn był leczony dalej przez tę lekarkę bo nie ma do niej zaufania. Czyli czym jest skarga jak nie wyłącznie upustem swoich emocji?
        Również z emocjami nie radzi sobie każda, lub niemal każda, ematka tutaj więc argument nieco dziwaczny.
        Moim zdaniem faktycznie, lepiej byłoby jakby kawad porozmawiała z matką-lekarką a niej jej synem, sytuacja byłaby czystsza. Nie rozmawia się z 7-latkiem, który twoje słowa mógł odebrać całkiem inaczej i to, co dla ciebie było prośbą dla niego mogło brzmieć jak rozkaz i agresja, i tak to mógł przedstawić swojej matce.
        Od wychowywania są rodzice, jest wychowawczyni w klasie a nie obcy ludzie.

        Lekarka moze nie zabiłaby dziecka lecząc dalej ale być moze postawiona w sytuacji wyboru, a przy obecnym stanie służby zdrowia takie wybory są np. kogo wysłać wcześniej na badania, podać takie czy inne lekarstwo, więc być może postawiona w takiej sytuacji nie byłaby obiektywna.
        Każdy konfilkt podczas leczenia jest zły i dobrze sie stało.

        Poza wszystkim to dobrze byłoby zastanowić sie nad własnym dzieckiem, które "doswiadczało agresji" w jednej klasie, po przeniesieniu dzieje sie niemal tak samo chociaż środki może inne.

    • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 15:06
      Dla mnie lekarka postąpiła nieetycznie, odmówić dziecku leczenia?
      Świństwo i tyle, zwłaszcza że w tej samej przychodni nie ma innego lekarza tej specjalności.
      Dziwię się, że tyle Pań tu jest za lekarką, a w wątkach o aborcji będą narzekać że lekarze odmawiają prawnie należnej aborcji zasłaniając się światopoglądem.
      • alinawk Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 15:19
        Dla mnie to odmowa wykonywania obowiązków służbowych. No przepraszam bardzo, ale baby obowiązkiem jest leczyć, bez rozróżniania ze tego nie przyjmie, bo jest chudy, a ten za gruby, ten zezowaty, a ten jej nie powiedział dzień dobry, a ten jej zajął miejsce na parkingu.
        Powinna dostać kopa w d. i wylecieć z tej przychodni.
        • jowita771 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 15:39
          Zgadza się. W dodatku chyba mowa o państwowej przychodni, a pani doktor robi łaskę, że przyjmie pacjenta.
    • asientos Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 17:10
      "nie powinnaś rozmawiać z dzieckiem"
      kurde, ja bym chciała, żeby ktoś zwrócił uwagę mojemu dziecku nie wyzywając/targając/opieprzając itp., jeśli coś robi źle.
      Przeraża mnie dzisiejsza nietykalność małoletnich. Kiedyś dzieciak naburaczył a uwagę zwracał mu pierwszy lepszy dorosły. Obrywa gałęzie - starsza pani mówi: nie. Rzuca kamieniami w kota - facet z taksówki się wydarł. Było jakieś hmmm "wychowywanie społeczne", a teraz każde dziecko ma rzecznika, który czasem sobie z wychowaniem pacjenta nie radzi. Dawniej dziecko dostawało jakieś tam wzorce w domu i były one utrwalane "w terenie" a teraz, żeby odezwać się do cudzego dzieciaka trzeba pisać podanie i trzy zdjęcia dołączyć. Taki OT.
      • nenia1 Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 17:45
        asientos napisała:

        > "nie powinnaś rozmawiać z dzieckiem"
        > kurde, ja bym chciała, żeby ktoś zwrócił uwagę mojemu dziecku nie wyzywając/tar
        > gając/opieprzając itp., jeśli coś robi źle.
        > Przeraża mnie dzisiejsza nietykalność małoletnich. Kiedyś dzieciak naburaczył a
        > uwagę zwracał mu pierwszy lepszy dorosły. Obrywa gałęzie - starsza pani mówi:
        > nie. Rzuca kamieniami w kota - facet z taksówki się wydarł. Było jakieś hmmm "w
        > ychowywanie społeczne", a teraz każde dziecko ma rzecznika, który czasem sobie
        > z wychowaniem pacjenta nie radzi.

        To są zupełnie inne sytuacje, nie można ich do siebie porównywać. Czym innym jest rzucanie w kota kamieniem, a czym innym jest trwający konflikt dzieci i próby rozwiązywania go przez jednego z rodziców z pominięciem drugich. Rodzice z reguły bronią własne dzieci bez obiektywizmu, na przykładzie tego wątku widać to wyraźnie. Jestem pewna, że gdyby tu zaczęła pisać lekarka, zapewne to dziecko kawad byłoby prowodyrem i tym "złym" chłopcem. Właśnie z powodu braku obiektywizmu, oraz że rodzic jest silnie emocjonalnie związany z własnym dzieckiem, tego typu sytuację powinien rozwiązywać ktoś aż tak nie zaangażowany, bo inaczej kończy się narastającą agresją z obu stron. Każda matka broni własne dziecko.
        Nie wierzę, że ci chłopcy nie słyszą od matek co się teraz dzieje, wyobraźmy sobie jak teraz będą funkcjonować w jednej klasie?
        • asientos Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 19:16
          Dlatego napisałam OT smile
    • kot_burry Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 18:21
      Odpowiem Ci jako lekarz: Bez względu na to, co się naprawdę wydarzyło, lekarka uważa Cię za zapewne za pieniaczkę i osobę niezbyt zrównoważoną. Zna Cię już pewnie z wizyt, takie ma pewnie o Tobie zdanie. Woli mnie mieć z Tobą nic wspólnego, w obawie, że będzie miała z Tobą ciągle problemy. Ma prawo odmówić leczenia z powodów osobistych i z niego korzysta (warunkiem jest wskazanie miejsc, gdzie możesz uzyskać pomoc, co zrobiła , i to, że nie ma w tym momencie zagrożenia dla życia dziecka). Jeśli chodzi o wpis w kacie dziecka: moim zdaniem lepiej, że go nie zrobiła, bo dzięki temu nie uprzedza do Ciebie kolejnych lekarzy, którzy będą to czytać. Każdy następny lekarz po przeczytaniu, że zrezygnowała z leczenia z powodów osobistych między wierszami dopowie sobie resztę i będzie Cię traktował... z rezerwą.
      PS. Nie wypowiadam się, która z Was ma rację- to jest nie do oceny po jednostronnym wpisie.
      • gazeta_mi_placi Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 19:16
        I dlatego mści się na chorym dziecku? Żenujące....
        • przystanek_tramwajowy Re: Lekarz odmawia dalszego leczenia (dłuuugie) . 26.06.13, 19:20
          gazeta_mi_placi napisała:

          > I dlatego mści się na chorym dziecku? Żenujące....


          Może mamusia trochę otrzeźwieje. Przyda się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka