Mamy takie wyjścia a kumpelami mniej więcej dwa razy do roku. Idziemy potańczyć gdzieś do klubu studenckiego - bez chłopów tylko my.
Potańczyć tak by bolały mięśnie od skakania by bolały gardła od krzyku/spiewu i by wylaszczone studentki patrzyły na nas jak na kosmitów.
Wygodne ciuchy, płaski obcas (ja rozważam na dziś trampki i jakieś luźne spodnie może nawet bojówki) tak by można było się bawić bez skrępowania a jak przyjdzie ochota usiąść na ziemi celem odpoczynku, brak torebek bo tylko przeszkadzają.
Trzydziestoparoletnie dzieciate baby idą się złomotac tańcem i pooglądać studentów (nie wiem dlaczego ale jak wychodzimy na tańce zawsze kończymy w klubach studenckich - jakoś tam jest swobodniej).
Och jak ja lubię te wyjścia

zawsze się tak naładuje pozytywną energią i śmiechem.