Ale tak radykalnie, sponiewieralo tak ze stalyscie sie zupelnie inne? Dzis spojrzalam na zdjecie ze szkoly sredniej, jestem tam ja i czesc mojej klasy, moja owczesna przyjaciolka. Nagle przypomnialam sobie tamta chwile... jedlismy goracy chleb (obok szkoly byla piekarnia) i oczywiscie durnielismy strasznie. I tak mi sie smutno i przykro zrobilo, poczulam przez minutke, ze jestem w tamtej dziewczynie w srodku...i ze mimo tego, iz wtedy uwazalam, ze mi czegos brakuje do szczescia, to zrozumialam, ze zle to jest teraz. Wtedy bylo tak: kompleksy, z kasa krucho, czulam sie niezrozumiana, kolorowo nie bylo. Ale mialam tez jakies takie poczucie sily, radosci. I nie chodzi tu o mlodosc, bo ja przez dlugie lata czulam sie w duszy na 17 lat

Mnie zezarla depresja, klula sie we mnie powolutku, teraz widze jak na dloni objawy, poznalam tez czesc przyczyn, ostatecznym wywolywaczem byla smierc Taty. Zmiazdzylo mnie to zupelnie, rozlozylo na czesci pierwsze, nie ma mnie - nie istnieje. Jestem bardzo slabym czlowiekem, nie mam tez ambicji. Lubie spokoj i nawet troche nude. Jednak dzis to zdjecie uswiadomilo mi, ze zycie mi ucieka

wiem brzmi to banalnie. Postanowilam, ze sie nie dam, nie dam sie zezrec, zdeptac. Juz za dlugo to trwa, nie sposob tego ciagnac dluzej. Mam plan

i tego bede sie trzymac. Czy u Was tez jakies zdarzenia mialy taki wplyw na zycie? Jak stawilyscie im czola? Dodam tylko ze kiedys moim planem byl skok z mostu, teraz to zupelnie cos innego