pole_koniczyny
16.10.13, 16:23
Wszyscy wiemy, że każdy ma prawo być sobą, a jednak są zachowania, które w innych irracjonalnie nas irytują. Wiadomo, że nikt nie chce mieć do czynienia z oszustem, osobą dwulicową, plotkarzem, ale mnie chodzi o drobiazgi, których nie potrafimy czasem zaakceptować, choc wiemy, że powinnismy.
Na fali wątku o niechęci do gotowania pojawiła się u mnie refleksja, że irytują mnie niejadki. Sama jem dosyć mało w sensie ilosciowym (i dzięki temu jeszcze jakos wyglądam ;P) ale jest niewiele rzeczy, których nie wezmę do ust. Wiem, że ludzie mają różne upodobania, ale nic nie poradzę, że na nerwy działają mi osoby, ktore wszystko obrzydza, gmerają widelcem w talerzu jakby w mielonym skarbu szukali albo przed każdym grupowym wyjsciem do knajpy recytują listę rzeczy, które sa dla nich nie do zaakceptowania wiec w efekcie wlasciwie nie ma gdzie z nimi isc albo czym ich podjac jesli przychodza w goscie. Nie pisze o ludziach z alergiami pokarmowymi albo takich, ktorzy z powodow etycznych rezygnuja z pewnych pokarmów, ale własnie typowych “niejadków” - tego nie, tamtego nie, jagody moga byc ale tylko w plasterkacj itd. Miałam chyba pecha trafiac na osoby, które oprócz tego, że nie wybrzydzały na kazda jadalna rzecz były ogólnie strasznie marudne i wieczenie niezadowolone. I tak mi sie jakos utrwaliło w mózgu, ze te cechy się lączą, chociaż przecież nie jest to reguła.
Ponad miarę irytuję mnie również spóźnialstwo.