Dodaj do ulubionych

Tragiczny dylemat - pomóżcie!

    • gato.domestico Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 28.11.13, 20:18
      wspolczuje ale to nie tak...nikt nie odbiera sobie zycia bo druga osoba go wyzywa, grozi odejsciem...podloze bylo zapewne zupelnie inne, moglo wam to poprostu umknac sad sama piszesz ze byl wrazliwcem, takie osoby dobrze maskuja problemy, nie wychodza do innych z nimi. Widac bylo to co na wierzchu czyli problemy z partnerka etc.
      Nie obarczalabym dziewczyny winina samobojstwa brata ... mimo ze latwiej zyc ze swiadomoscia ze ktos iny jest winny. Brat mial na pewno powazne problemy, moze depresja...?
      • verdana Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 28.11.13, 20:35
        Ja bym zastanowiła sie jeszcze nad jedną sprawą, bardzo przykrą. Brat nie tylko się zabił - brat zrobił to prawdopodobnie także po to, aby ukarać i napiętnować swoją partnerkę. Aby nie miała wsparcia z Waszej strony , aby została jedyną winną. Brutalnie mówiąc, kompletnie nie interesowała go krzywda jego własnego dziecka, córka w tym wypadku miała ponieść winę razem z matką.
        Warto sie zastanowić także nad tym, jak bardzo brat skrzywdził Was i własne dziecko - a już zupełnie świadomie i z premedytacją matkę swojego dziecka.
        Myślę, zę zrobił to między innymi po to, abyście znienawidzili dziewczynę, a nie jego...
    • claudel6 Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 28.11.13, 23:40
      nalegałabym na kontakty z dzieckiem ale sam na sam. tzn. np. podjeżdżacie i zabieracie małą z domu i idziecie na lody, albo jedziecie do was/do dziadkow i mala tam np. spędza dzień i noc.
      • bei Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 00:33
        Przytulam i bardzo współczuję.
        Brat odszedł, bo był chory. Choroba oderwała Go od rozsądnych rozwiązań, zostawił corkę i Was.

        Daj sobie czas, by choć odrobinę uspokoić emocje.
        Gniew, smutek, zal - masz prawo do takich odczuć, czas żałoby jest teraz bardzo potrzebny całej rodzinie.
        Może za jakiś czas spojrzysz inaczej....
        Twoj Brat był w wieku mego średniego syna, tym bardziej jestem przerażona, ze tak zareagował na problemy w związku.
        Życzę wytchnienia ....
      • brzydula_betty Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 10:25
        claudel6 napisała:

        > nalegałabym na kontakty z dzieckiem ale sam na sam. tzn. np. podjeżdżacie i zab
        > ieracie małą z domu i idziecie na lody, albo jedziecie do was/do dziadkow i mal
        > a tam np. spędza dzień i noc.

        Raczej głupi pomysł. Wątpię by się zgodziła oddać dziecko samo do ludzi którzy obwiniają ją o śmierć męża
    • akniwlam Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 08:40
      Poruszył mnie bardzo Twój wątek. Szczerze współczuję tragedii, jaką przeżywasz.
      Moja rada dla Ciebie jest taka, żebyś zapisała sobie gdzieś ten wątek lub go wydrukowała, schowała na jakieś dwa miesiące i przeczytała wtedy, kiedy już przestaniesz codziennie płakać i Twój ból trochę stępieje. W tej chwili pewnie krew Ci się burzy na to, jak czytasz krytykę Twojego brata. Musi minąć trochę czasu, żebyś była w stanie się do tego zdystansować.
      Każdy przeżywa żałobę inaczej, Ty jesteś na takim etapie gwałtownych emocji, złości i rozpaczy, obwiniania. Masz do tego prawo. Ten etap przechodzi zresztą każdy, tylko może to w różny sposób okazywać. Twoja mama już najwyraźniej ma go za sobą, ale to nie znaczy, że wymazuje syna z pamięci, że jego tragedia staje się nieważna - odebrałam to tak, jakbyś trochę uważała, że mama zapraszając bratową do domu zdradza Twojego brata. Po prostu Twoja mama widzi i rozumie, że po nim zostało jej tylko jedno - jego dziecko. Ty też to zobaczysz, już trochę widzisz, skoro w ogóle zaczęłaś ten wątek. I najwyraźniej Twoja mama doszła już do takiego etapu żałoby, gdy mimo własnego cierpienia jest w stanie współczuć w cierpieniu swojej wnuczce i odbudowywać z nią więź, nadwyrężoną przez tragedię.
      Ja bym Ci radziła skupić się na dwóch sprawach: modlić się za brata, bratową i bratanicę, skoro jesteś wierząca, to powinno Ci to pomóc złapać dystans, a w działaniu skupić się na małej. Zainteresuj się, czy ma kurtkę i buty na zimę, kto jej czyta bajki na dobranoc, kto z nią chodzi na spacery. Może jeśli nie możesz na razie znieść widoku bratowej, dałabyś jednak radę rozmawiać z nią przez telefon (wymienić parę neutralnych komunikatów o dziecku i poprosić do telefonu bratanicę, z którą możesz chyba pogadać bez złości). Jeśli w ogóle nie jesteś gotowa na kontakt z tą kobietą, wyślij swojego męża, który jak pisałaś jest chrzestnym bratanicy. Może trzeba im w czymś pomóc, co wymaga męskiej ręki? Szafę przestawić? Jemu będzie łatwiej rozmawiać z bratową bez burzy emocji. I łatwiej mu będzie w ten sposób dotrzeć do dziecka, które w tym wszystkim cierpi najbardziej, a niczemu winne nie jest.
      A przede wszystkim, uwierz, to, co teraz czujesz za jakiś czas nie minie całkiem, ale zmieni się, nie będzie aż tak strasznie bolało i wtedy na nowo poczytaj ten wątek. A jeśli za te dwa, może trzy miesiące jeszcze będzie tak bolało, koniecznie umów się na wizytę do psychologa. Spowiedź u mądrego spowiednika też nie zaszkodzi.
      • 77kunda Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 09:04
        ja rozumiem że cierpisz ale twoja bratowa też cierpi tak samo jak dziecko...ty obwiniasz bratową a dlaczego nie siebie dlaczego nie rodziców przecież też nie zauważyliście że z bratem dzieje się coś złego. Zrozum winnym samobójstwa jest tylko ta osoba która go popełnia a nie cale otoczenie.
        Mineły 3 miesiące a ty olałaś swoją siostrzenicę, przecież ona straciła ojca. Im dłużej będziesz czekać to tym trudniej będzie na odbudowanie relacji między wami. Tylko jeśli zamierzasz obwiniać o wszystko matkę dziecka to nie szukaj kontaktów z bratanicą, zostaw ją w spokoju aby wraz z matką i przyjaznymi osobami uparała się z tą traumą
    • clleoopatra Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 09:27
      Dziękuję Wam wszystkim za słowa otuchy a także za gorzkie słowa prawdy. Fakt niektóre wpisy zabolały bardzo , nie te w których piszecie, że bratowa nie jest winna bo ja wiem, że w końcu do tego dojdę. Teraz czuję za duży ból.
      Obwiniam siebie, rodzice obwiniają siebie, obwiniam bratową. A byc może naprawdę winny jest tylko brat, bo mógł po prostu od nich odejść a nie wybierac najgorszy krok.
      Wiem tylko tyle, ze stało się to po kłótni, ona wyszła z dzieckiem do swoich rodziców i go zostawiła. Brat miał iść do nas, był w kurtce, z telefonem i kluczami od samochodu. Ale niestety z domu nie wyszedł. Nie wiem czy był jakiś krytyczny sms, czy rozmowa. Nie wiemsad
      Córeczkę jego widziałam juz parę razy i wcale jej nie olałam.
      Nie wyobrażacie sobie jakie to trudne. Dla wszystkich, ale dla nas bardzo. Bo my wiemy, że ten jego krok spowodowany był kłótnią, także bratowa miała z nim ostatni kontakt , zły kontakt.

      Przykro się czyta wpisy, że nieprzyjemnie się mnie czyta - ciekawe jak by zachowała się nie jedna z was. Ale wiem, łatwo tak mówić gdy stoi sie oboksad

      Jestem codziennie na cmentarzu, płaczemy cała rodziną, nie wiemy czy brat to planował czy nie. Zaczynam podejrzewać, ze mógł mieć depresję. Bo kiedyś rzeczywiście bral narkotyki (Monar) i wariował a ten czas był naprawdę dobry, odbił się od dna - i właśnie wtedy. Szok, zaskoczenie.
      Bardzo kocham bratanicę i nie dopuszczę by stracić z nią kontakt. Na razie muszę się pozbierać. Byłam strasznie zżyta z bratem, wiele razem przeszliśmy.

      • anna.1112 Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 10:03
        Teraz już troszeczkę rozsądniej piszesz. Pamiętaj, że zdrowy (psychicznie) człowiek, po kłótni (nawet największej, rozstaniu, rozwodzie, straszeniu itp...) nie popełnia samobójstwa. A skoro tak postąpił to coś musiało być nie tak. Nawet jeżeli bratowa była zła, to nie jest jej wina, że brat targnął się na życie. I Wy- Ty i Twoja rodzina powinniście teraz być wsparciem i dla bratowej i dla córeczki, bo mimo kłótni między małżeństwem, tak naprawdę one tez straciły kogoś bardzo ważnego.
        • aqua48 Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 10:40
          Pobieraj się, przestań płakać, pomyśl, że po bracie dziecko zostało i wyciągnij rękę do bratowej. Jej na pewno też jest bardzo trudno z myślą, że mąż postanowił samobójstwo popełnić, po tym jak rozstali się pokłóceni. I że jeszcze ją obarczył w liście odpowiedzialnością za swoją głupią decyzję.
          Znam ze słyszenia podobną historię - chłopak rozstał się z niezrównoważoną psychicznie kobietą, a ta próbując go z powrotem przyciągnąć do siebie najpierw go szantażowała, a potem również popełniła samobójstwo. Zdaje się, że miała nadzieję, że ktoś ją odratuje w ostatniej chwili, ale się przeliczyła, a chłopak został z ogromnym poczuciem winy i problemami w stworzeniu następnego normalnego związku.. Trauma na całe życie.
      • olena.s Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 11:59
        Kiedy czlowiek zabija sie bez materialnych przyczyn (zona z dzieckiem, rozumiem, poszla do dziadkow, a nie na antypody), bo mu zle, bo sie poklocil, i zostawia list obciazajacy druga strone klotni, a nastepnie zabija sie, to robi to troche na zlosc, pozostawiajac zemste adresatom listu.
        Nie chcialabym byc wykonawczynia takiej zemsty, bez wzgledu na to, czy bratowa to lelija czysta, czy zolza.
        Ponadto gleboko wspolczuje i straty i okolicznosci.
      • akniwlam Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 29.11.13, 12:52
        Napisałaś, że widujesz się z bratanicą - to dobrze, że nie zerwałaś kontaktu z najbardziej cierpiącym w tej sytuacji dzieckiem. Razem z mężem zapewniajcie ją o swojej miłości do niej, o tym, że zawsze może na Was liczyć, że z nią jesteście. Temu dziecku świat się zawalił, musicie go powoli i mądrze odbudowywać. Twój mąż, jako chrzestny i bliski krewny, może dla niej stać się niejako "zastępczym" ojcem, wzorcem mężczyzny, a Wasze małżeństwo - wzorcem związku. To wielka odpowiedzialność.
        Co do Twojego płaczu, odwiedzania cmentarza - przeżywasz żałobę i możesz, masz prawo płakać, wściekać się, szukać pociechy, gubić w domysłach. Zwłaszcza, że to tragiczne wydarzenie było dla Ciebie całkowitym szokiem. Daj sobie czas na przeżycie wszystkiego, co się w Tobie kotłuje, wtedy dopiero będziesz w stanie pogodzić się ze stratą brata. W Twojej sytacji nikt nie byłby "lepszy" czy "mądrzejszy". Rady, które tu czytasz, są gorzkie dlatego, że o nie poprosiłaś - bo my patrzymy na tę sytuację z zewnątrz, chociaż Ci współczujemy. Ale nie są przez to mniej prawdziwe. Tylko zanim będziesz w stanie się do nich zastosować, musisz jeszcze trochę popłakać. Za jakiś czas będziesz na nie gotowa, na pewno.
      • morekac Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 30.11.13, 09:33
        Napiszę jedno: mnóstwo ludzi dotykają sytuacje, kiedy wali im się cały świat na głowę, a mimo z reguły to nie popełniają samobójstwa pod wpływem jednej kłótni czy sms-a. Trudno zatem pisać, że to bratowa była winna. Być może nie przewidziała tego, ale nikt z nas nie jest jasnowidzem...
        Twój brat miał taką, a nie inną konstrukcję psychiczną (był chyba bardzo impulsywny i zawsze chyba był z tych 'przeżywających bardziej'- albo niebotyczne szczęście albo wszystko jest do d...?)- naprawdę trudno za to winić bratową. Trudno winić za to kogokolwiek. Być może - pokłóciłby się z Tobą, matką czy ojcem - i rezultat byłby taki sam. Za to obwiniani bylibyście wy, bo nie ulegliście jego żądaniom, prośbom czy groźbom... Postaw się w takiej sytuacji.
        A ta kłótnia była tylko kroplą, która przelała czarę. Być może ta sama kłótnia, te same okoliczności tydzień wcześniej czy tydzień później nie miałyby takich konsekwencji.
        Ustawianie bratowej w roli 'to przez tę podłą sucz to wszystko' może bez wątpienia skutkować jednym: utratą kontaktu z bratanicą.
        Wiem, że boli. I bardzo wam wszystkim współczuję.
    • joshka15.06 Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 30.11.13, 07:46
      clleopatra, pisałam wczoraj, ale zeżarło i całą wypowiedź.

      Ja myślę że wy wszyscy borykacie się z poczuciem winy- zresztą sama to piszesz.. "Najłatwiej" sobie z nim radzić, obarczając innych o odpowiedzialność, tutaj- bratową.. trochę mam wrażenie ze ta wypowiedź o niej to było jakby o zabójcy. jakby z brata totalnie ściągnąć odpowiedzialność za jego decyzję i jakby bratowa go zabiła..
      a to jednak on podjął taka a nie inna decyzję.. nie poszedł do terapeuty, mediatora, do sądu - uregulować kontaktów, ale zabił się.
      Nie wiem na ile to była choroba, impuls.. ale generalnie chyba cos było w jego charakterze, ze takich "rozwiązań" szukał, bo i na narkotyki można spojrzeć trochę tak, z e to było samobójstwo na raty.. On miał jakieś takie tendencje.
      I w samobójstwie jest mnóstwo agresji do siebie przede wszystkim, ale i do otoczenia... Zobacz z czym on was zostawił. (Ty nawet wściekła masz prawo być na swojego brata, ze co on zrobił...) Z jakimi poczuciami winy, a już najbardziej swoją partnerkę. To nie jej wina. To była jego suwerenna decyzja, ze w chwili kryzysu znalazł takie "rozwiązanie"
      I nie pozwólcie żeby bratanica płaciła taką cenę za decyzje ojca. Jak się wydaje z opisu chyba impulsywną decyzję. i strasznie agresywną do bratowej, bo w zasadzie zrobiła z niej morderczynię. A przecież mógł się rozstać, odejść...
      Ona też jest ofiarę tej sytuacji. Tak jak Ty, rodzice.
    • 1borgia Re: Tragiczny dylemat - pomóżcie! 30.11.13, 08:25
      dzien dobry,
      przeczytalem wpis i kilka w nim zamieszczonych odpowiedzi i postanowilem sie dopisac do jednej z dwoch rownolegle prowadzonych plaszczyzn problemu..
      nie nie otrzymasz ode mnie zadnej rady, ale opisze historie, ktora zdarzyla sie naprawde.
      latem 2013 maz mojej kolezanki z pracy popelnil samobojstwo. po 14 latach zwiazku osierocil 12 i 9 letnich synow. bylismy wszyscy w szoku. kolezanka (szefowa jednego z departamentu) nigdy nie wspominala o problemach w domu, ale zawsze byla smutna. nawet gdy udalo sie ja rozbawic w jej oczach tkwil tak gleboki smutek, ze trudno go bylo nie zauwazyc. jej oczy nigdy sie nie usmiechaly, byly nieobecne. jej maz mial depresje, wielokrotnie leczona, lacznie z pobytami w klinikach. niestety leczenie okazywalo sie za kazdym razem nieskuteczne. kolezanka, pozniej opowiadajac, postanowila od niego odejsc, by ratowac siebie i dzieci. nie miala juz sily byc matka dwojki dzieci i matkowac choremu mezowi, ktory wycofal sie z pracy, wycofal sie z zycia na zewnatrz i powoli wycofywal sie z zycia w rodzinie. czesto cale dnie spedzal w lozku. ona wracala do domu pozno, musiala jeszcze zrobic zakupy, ugotowac obiad czlonkom rodziny i wciaz wysluchiwac jak mu zle, jak wszystko dookola jest zle, jak nikt go nie rozumie. zagrozil, ze jesli ona odejdzie on odbierze sobie zycie. latem, gdy dzieci mialy wakacje i wlasnie wyjechaly na oboz- tego samego dnia ich wyjazdu, gdy kolezanka byla w pracy- kupil nowy garnitur, wykapal sie, uczesal, zalozyl wypastowane buty, polknal tabletki i umarl.
      synowie mojej kolezanki juz nigdy nie pojada na oboz, jak twierdza, bo nie przypilnowali tatusia i przez nich umarl. nie wyjada juz nawet na jeden dzien nawet do babci ani na wycieczke szkolna, bo pod ich nieobecnosc moze cos stac sie mamusi i moze tez zechce umrzec.
      wielka tragedia mimo udzielanej pomocy i dobrej opieki medycznej.

      wczoraj rozmawialem z kolezanka i zauwazylem pierwszy raz w chwili gdy inny kolega palnal dobry dowcip, iz jej oczy zasmialy sie razem z twarza. jej oczy byly obecne, byly z nami. poczulem ulge.
      borgia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka