Któryś wątek, właśnie przeczytany, mnie ciut zainspirował, no i osobiste obserwacje.
Jeśli można, bardzo proszę o refleksje mamy ciut starszych dzieci, tak od IV kl. wzwyż.
Czy bardzo wysoki poziom wymagań, połączony z dużą ilością zadań domowych i zadaniami nadprogramowymi, faktycznie coś daje PÓŹNIEJ? Czy dzieci, które robiły zadania po 2 godziny dziennie, bo np. było tego w I klasie regularnie po kilka stron A4, lepiej radzą sobie później?
A może to wszystko wyrównuje się?
Tak sobie gdybam, bo u nas nauczycielka nie ciśnie, nawet jak na moje bardzo lajtowe standardy

. A ma sukcesy, m.in. część dzieci przyszła do klasy I nie znając wszystkich liter, teraz wszystkie sprawnie czytają sylabowo, a część globalnie. Kilkoro jest z młodszego rocznika.