sandrasj
09.12.13, 10:02
W czwartek na mojej ulicy pojawił się pies, jak wracałam z pracy szedł za mną kawałek a potem zrezygnował, w piątek go pogłaskałam, w sobotę nie wiem gdzie był bo nie chodziłam tamtą stroną, wczoraj wyszłam na spacer, a tu pies nadal chodzi po ulicy, dwie posesje dalej ktoś zostawił mu jakąś puszkę. Ostatnie dni były mroźne więc zatrzymałam się, zobaczyłam że ma plakietkę z imieniem i numerem telefonu, dzwonię, nikt nie odbiera, dzwonię drugi raz nikt nie odbiera. W końcu wzięłam ją (suczka to jest) do mieszkania (pies jest grzeczny, miły, przyjazny, był zmarznięty i głodny) nakarmiłam, napoiłam, i nadal dzwonię... nic. Miała też tabliczkę ze szczepienia więc znalazłam numer do weterynarza, ale czyj jest pies mógł mi sprawdzić dopiero dziś o godzinie 9. W ciągu dnia kiedy pies był u mnie dzwoniłam do właścicieli przynajmniej 30 razy i wysłałam im 2 smsy. Dowiedziałam się, że pies jest z numeru 42 a ja mieszkam pod 33, i że podobno gubi się przynajmniej raz w miesiącu i oni w tej lecznicy ciągle odbierają telefony że ktoś ją znalazł, myślę sobie... hmm... powsinoga. Biorę psa i idę pod to 42, wszystko na głucho pozamykane, domofon zepsuty, w domu mniemam, że nikogo nie ma. I co niby mam teraz zrobić? Pogoda jest okropna, i przecież nie wyrzucę psa na ulicę tylko dlatego że wiem gdzie mieszka... a po przemyśleniu stwierdzam że właściciel ma coś nie tak pod kopułą żeby od czwartku nie widzieć psa w domu i go nie szukać i nie odbierać telefonu wypisanego na plakietce.
Nie poszłam do pracy, bo myślałam że może gdzieś dalej trzeba będzie ją odstawić albo poczekać aż ktoś przyjedzie, i co teraz?