Ematki, chyba zemdlałam

Umyłam się, chciałam ugotować sobie zupę. I nagle przy kuchni zrobiło mi się jakoś strasznie słabo. Dobiegłam do okna, otworzyłam na całą szerokość - padłam. Ile leżałam - nie wiem, ale zupa zdążyła się w każdym razie zagotować. Pamiętam, że leżę, także świadomości chyba nie straciłam.
Wstałam wyłączyć gaz - wyłączyłam, weszłam do pokoju - padłam znowu. Jak się zebrałam, to już prawie w histerii, że umieram

Wczoraj strasznie bolała mnie głowa i miałam lekką gorączkę, ale w drugiej połowie dnia było już całkowicie w porządku, dzisiaj - do teraz też. Ale nie wiem, czy to ma związek, czy raczej to, że nie otworzyłam okna przy kąpieli i przy zupie - a mam piecyk na gaz

Ale powiedzmy sobie szczerze, zazwyczaj o tym zapominam i takich jazd nigdy nie miałam.
Teraz leżę w łóżku z oknami na całą szerokość. Wciąż coś mi się kręci pod czachą.
Co robić? Pogotowie wzywać? Nie chcę do szpitala, jutro mam zajęcia przecież, no i nie chcę, żeby przyjeżdżali, jeśli to nic poważnego, bo przecież ktoś może potrzebować bardziej niż ja

Poczekać, aż się nawentyluję i będzie dobrze?