Mam rodzinną sytuację,którą nie wiem jak ugryźć. Nie wiem czy w ogóle jeszcze próbować coś zrobić czy już może dać spokój.
Chodzi o moją mamę. Jest jeszcze stosunkowo młodą kobietą (50lat), ale niestety na własne życzenie doprowadza się do coraz to gorszej kondycji fizycznej. Teraz chodzi o lasce, a w perspektywie grozi jej nawet wózek. Od lat ma kilkudziesieciokilową nadwagę,ale niestety nic z tym nie robi. Twierdzi, ze diety na nią nie działają. Z tym, że była niby na diecie to jadła słodycze, jadała późno, a kiedy zwraca się jej uwagę, ze powinna pewne rzeczy ograniczyć...to się obraża i twierdzi, że nie mam prawa jej krytykować, bo... jestem szczupła! I to jest koniec tematu! Jeśli chodzi o ruch, to nie ma żadnego. Jeżdzi tylko autem. Nigdzie nie chodzi, nawet do sklepu czy na spacer. Jak próbuję ją do czegoś zmotywować, to twierdzi, że źle się czuję, wszystko ją boli, nie ma siły i generalnie żebym zajęła się swoim życiem nie jej. Po pracy czas spędza przed komputerem lub TV. Jest totalnie wycofana z życia społecznego. nie lub spotykac się z ludzmi, bo ma ograniczenia fizyczne. Przyjście na urodziny wnuka są dla niej przykrym obowiązkiem

, bo inni ludzie tam będą. Generalnie zaproszenie jej gdziekolwiek można sobie od razu podarować, bo ciągle się słyszy "nie". Dostali od nas bilety do kina...przepadły nie poszli. Chciałam kupić jej karnet na gimnastykę, usłyszałam "chcesz zmarnować pieniądze, proszę bardzo". A kupić karnet i bilety chciałam dlatego, że argumentem na ciągłe siedzenie w domu przed kompem i TV był brak pieniedzy. Nie proszę nigdy mamy o pomoc w opiece nad dzieckiem, bo wiem, że to dla niej problem. W zeszłym roku zdarzyło sie to 3 razy (raz kiedy dziecko było chore i obydwoje musieliśmy iść do pracy- 2 dni, oraz kiedy musiałam dziecko z drugiego końca miasta odebrać, ale samochód mi się popsuł, chciałam pojechać komunikacją, ale dziecko miało gorączkę i za długo by to trwało, męża nie było w miescie, babcia przyjechała, ale słyszałam po głosie, ze nie było jej to na rękę). Natomiast kiedy w zeszłym tyg powiedziałam mamie, żeby przyszła na przedstawienie z okazji dnia babci od razu powiedziała, że "nic nie obiecuje", a wczoraj powiedziała, ze "wątpi czy da radę". Nie pytałam nawet o powód, bo zawsze jest ten sam. Mam słabą kondycję fizyczną i nie lubie chodzić między ludzi.
I teraz pytanie na serio, nie chce chamskich komentarzy, tylko realnej oceny...czy da się taką osobę, w tym wieku, jeszcze jakoś zmotywować do zmiany życia? Próbowałam namawiać, słownie, książkami, dietetyk, karnety, juz nawet kłócić się, ale nic nie działa... co jeszcze? Czy dać spokój i uznać, że to jej życie. Chyba jestem tego bliska...