Dodaj do ulubionych

"Żadnych przyjemności w tygodniu"

20.01.14, 21:46
Często sie spotykam z takimi obostrzeniami wobec dzieci - komputer tylko w weekendy, słodycze tylko w niedzielę, ostatnio - koledzy tylko w sobotę lub niedzielę, bo w tygodniu jest nauka - pierwsza klasa SP, lekcje kończą około 12, matka niepracujaca, zadania tyle co kot napłakał - czemu nie moze go kolega odwiedzić???

Jak jeszcze rozumialabym tych kolegów w przypadku, gdy oboje rodzice pracujący i chcą w tygodniu miec spokój, to we wspomnianym wypadku nie rozumiem. Czego może sie uczyć uczeń pierwszej klasy, nie majacy żadnych deficytów (poza deficytem rówieśników)?

Podobnie nie rozumiem, czemu dziecko nie moze sobie pograć na komputerze w tygodniu - ja wiem, że za duzo elektroniki, że uzaleznienia, ale tak mi sie wydaje, ze owoc zakazany najlepiej smakuje.

Może to ma jakis głębszy sens - umiejetność czekania na przyjemność na przykład?
Obserwuj wątek
    • bri Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:05
      Musisz chyba tej konkretnie matki zapytać. Każdy może mieć inne powody.
      • jola-kotka Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:12
        A w niedzielę czekoladę je do wyrzygu od kompa nie odchodzi i zero kumpli wtedy bo brak czasu. Moja koleżanka tak wychowuje syna i tak to niestety wygląda w weekendy.
        • to_ja_tola Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:50
          jola-kotka napisał(a):

          > A w niedzielę czekoladę je do wyrzygu od kompa nie odchodzi i zero kumpli wtedy
          > bo brak czasu. Moja koleżanka tak wychowuje syna i tak to niestety wygląda w w
          > eekendy.

          no to twoja koleżanka...Nie wszystkie mamy dają czekoladę "do wyrzygu"
          • jola-kotka Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:23
            Ale ja wyraźnie napisałam,moja koleżanka,nie napisałam wszystkie,więc nie rozumiem o co ci chodzi.
            • duola77 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 01:05
              nie rozum
              > iem o co ci chodzi.

              rozumienie tekstu a rozumienie tematu to jednak insze rzeczy , jakby smile
              FK nie kusi ?
    • saszanasza Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:08
      Tak, ma głębszy sens. Odkąd mój 12 latek nie może korzystać z internetu w tygodniu, więcej czasu poświęca na naukę (choć jeszcze nie wiem jak przekłada się to na oceny). Wreszcie (z nudów najprawdopodobniej) zaczął czytać książki, rysować, grać w gry planszowe i bawić się z siostrą.
      Wcześniej mógł grać przez godzinę dziennie, dochodziło do tego, że lekcje odwalał, byleby szybciej dorwać się do kompa. Jedne dzieci potrafią pogodzić naukę z komputerem, w przypadku syna, komputer przesłonił mu "naukę".
      Zabawy z kolegami są sprowadzone w tygodniu do minimum, z tego samego powodu co komputer, aczkolwiek pozwalam na zabawę.
    • slonko1335 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:14
      Moje nie mają w tygodniu czasu na komputer. Kolegów i koleżanki też preferuję w weekendy-zresztą zazwyczaj jakieś dzieciary u nas nocują z piątku na sobotę i soboty na niedzielę.... ale my pracujemy i nie wracamy do domu o 12.
      • andaba Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:21
        A o robią wasze dzieci w tygodniu, ze nie maja czasu na komputer?

        Bo chyba nie mówimy tu o uczniach renomowanego liceum, którzy mają nauki po uszy, tylko o dzieciach z podstawówki, które nauki mają tyle co nic.


        Nie zebym była jakąs wielką zwolenniczką siedzenia przy komputerze, ale w przypadku, gdy sama korzystam codziennie lub prawie codziennie, pozbawianie dzieci mozliwości pogarnia chwilę u ulubiona grę wydawałoby mi sie zbyt drastyczne. O ile dziecko oczywście lubi grac, nie wszystkie lubią.
        Pewnie, obowiązki najpierw, są inne rozrywki niz komputer, ale komputer w końcu tez dla ludzi i dla dzieci nawet.
        Że nie wspomnę o słodyczach czy kolegach (choć jak wspomniałam wczesniej rozumiem niechęć do błąkajacych sie po domu dzieciakach w przypadku, gdy sie wracao 16 i trzeba wszystko ogarnąć, bo nazajutrz do pracy. Ale to raczej nie o nauke dzieci tu chodzi, tylko o własny komfort).
        • bri Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:34
          Nie wszystkie dzieci mają niepracujące matki i wracają do domu o 12:00. Moja córka jest zwykle w domu po piątej dopiero. Jest w 3 klasie i nauki ma więcej niż nic. W sobotę ze dwie bite godziny pisała jakieś wypracowanie.
          • andaba Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:39
            bri napisała:

            > Nie wszystkie dzieci mają niepracujące matki i wracają do domu o 12:00. Moja có
            > rka jest zwykle w domu po piątej dopiero.

            Biedne dziecko.

            Taki tryb zycia jest męczacy dla doroslego, a co dopiero dla dziecka.

            Czemu nie wraca wcześniej, nawet jeżeli rodzice pracują?
            • bri Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:50
              Zapisała się na zajęcia dodatkowe, które kończą się ok. 17 dwa razy w tygodniu. Oprócz tego ma jeszcze dwa razy angielski. Jeden dzień w tygodniu kończy wcześniej, ale lubi się bawić z dzieciakami i wcale nie jest chętna żeby od razu po lekcjach wracać do domu. Zresztą i tak nie mam nikogo, kto mógłby ją co tydzień odbierać.
            • anorektycznazdzira Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 06:54
              Ależ powrót do domu po 17tej to u dziecka pracujących rodziców nic specjalnego. Standardowa świetlica jest czynna do tej godziny. W naszej o 16 jest jeszcze tłum dzieci, nawet o 16:30 jest ich bardzo dużo. Czyli docierają do domów właśnie koło 17tej.
              Plus zajęcia dodatkowe.
              Ja akurat mam w pogotowiu babcię i męża pracującego w systemie (czyli często 14tej odbierajcego dziecko), ale gdyby nie to, wracalibyśmy tak samo późno.
              • bri Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 08:03
                Wiem, że to nic niezwykłego, ale też bym wolała żeby moja córka mogła po lekcjach wracać prosto do domu. Ma sporo pracy i bywa zmęczona.
            • lily-evans01 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:22
              Wystarczy, że rodzice pracują do 16-17. Nie każdy kończy prace fizyczne przy taśmie ok. 14 wink.
        • slonko1335 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:43
          Mam w domu pierwszoklasistkę i zerówkowicza,w normalnych publicznych placówkach.
          Wiosną, latem i jesienią jak tylko pogoda pozwala wracają do domu na kolację, po której najzwyczajniej w świecie idą spać coby rano wstać bez problemu.
          Obecnie na podwórku przebywają znacznie krócej, w tygodniu zostajemy na przyszkolnym placu zabaw z pół godzinki, czasami jedziemy na łyżwy-a w domu się bawią, kłócą, tłuką, słuchaja muzyki, tańczą, robią przedstawienie, rysują, robia różne prace plastyczne, laurki na różne okazje, rozwiązują zadania, grają z nami lub ze sobą w planszówki, czytamy im lub starsza czyta młodszemu, jadą z nami na zakupy, pomagają przygotować obiad/kolację i posprzątać po, ogarniają swoje pokoje, wieczorem siedzą pól godziny w łazience, oglądają bajkę lub jakiś film , nie maja na to jakiejś ogromnej ilości czasu bo zwykle docieramy do domu miedzy 16 a 17 a o 20 są w łóżkach. Lekcji nie liczę bo córka robi je na świetlicy zazwyczaj w całości poza poniedziałkami gdy ma na drugą zmianę i na świetlicę idzie rano.
          W weekendy też nie zawsze mają czas na komputer bo przychodzą do straszej na noc koleżanki, kuzynka, jedziemy na cały dzien gdzieś, odwiedzamy rodzinę czy znjaomych itd..
        • to_ja_tola Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:55
          andaba napisała:

          > A o robią wasze dzieci w tygodniu, ze nie maja czasu na komputer?
          >


          moje dziecko ma się bawić,rysować,grać w gry planszowe,bywać na dworze.
    • e_r_i_n Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:19
      W przypadku mojego dziecka - gra komputerowa rozwala mu i tak nie do końca ok koncentrację. Więc gra tylko w soboty. Żyje i ma się dobrze - w tygodniu zresztą i tak nie ma na to czasu.
      • jola-kotka Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:35
        Bo gra nieodpowiednia była są takie co poprawiają koncentrację, gry nie są złe tyle że muszą być dobrane do wieku itd.
        • e_r_i_n Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 00:40
          Są lepsze sposoby na poprawianie koncentracji.
          Poza tym granie to ma być przyjemność, więc jakby też to, co to za gra, ma znaczenie.
    • kubona Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:22
      moje dzieci kompa mają w weekendy, bo w tygodniu nie miały czasu na lekcje i obowiązki. "zapominały" odrobić lekcje i rozładować zmywarkę, za to nie zapominały o graniu. stad zakaz. dopuszczam odrabianie lekcji, gdy trzeba skorzystać z internetu lub drukarki. koledzy też w weekendy, bo my wracamy do domu ok 16 a dzieci same w domu z kolegami już raz pokazały co potrafią. więc mogą zapraszać kolegów tylko jak jest ktoś z nas. słodycze ograniczam, ale sa prawie codziennie. taki układ dnia, tygodnia nam pasuje, i nie widzę powodu by go zmieniać, choć jest elastyczny i w razie mojego późnego powrotu do domu lub wizyty kolegi/koleżanki/rodziny zmieniamy zasady.
      komputer jest nagroda za uczciwie przepracowany tydzień lub ekstra pomoc/wydarzenie. u nas taki układ działa, i to bardzo dobrze, u kogoś innego nie musi
      dzieci mają 9 i 13 lat
    • paul_ina Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:24
      U nas są słodycze tylko w wkndy, ale też umiarkowanie, a nie do wyrzygu. Chodzi o to, że w wkndy nie ma zakazu spożywania w normalnych, uzasadnionych ilościach.
      Inny limit to jedna bajka tv dziennie trwająca 20 minut, czyli np. dwie kotki Pusie po 10 minut albo jedne Pony 20 minut.
      Komputer - max 3 razy w tygodniu po 45 minut, bo tyle trzyma moja stara bateria w lapku - łatwo policzyć i dotrzymać smile Od razu mówię, że 4-letnie dziecko nie nawala w Queka czy coś innego, tylko gramy na ciufcia.pl albo lego duplo games.

      Limity są w porządku, jakoś ustawiają rzeczywistość, obie strony muszą się ich trzymać i to zobowiązuje. Limit na słodycze zaaowocował większą ilością owoców w diecie, limit na bajki - wymusił na nas wspólne zabawy np. teatr, plastelina, wycinanki z gazet, tańce itp. limit na gry podobnie. Ograniczenie 'elektronicznych pastuchów' typu tv, komp wymusza na rodzicach aktywności prodziecięce smile

      Tego limitu na kolegów nie rozumiem, ale może zrozumiem z dzieckiem w wieku szkolnym smile
      • verdana Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:43
        Przypomina mi sie opowieść koleznaki, która prowadziła obozy letnie dla dzieci u siebie na wsi - zazwyczaj to były dzieci znajomych. Warunki świetne, atrakcji mnóstwo, w dodatku takich, na które rodzice zwykle nieszczególnie zezwalają - luz, łażenie po drzwewach, wycieczki nocąsmile Moje dzieci do dziś to wspomnają. No i był telewizor, z którego dzieci na ogół nie korzystały, były zbyt zajęte. Za wyjątkiem jednego 10-letniego delikwenta, który odmawiał udziału w wycieczkach, zajęciach itd i siedział przed ekaranem cały dzień.
        Moja przyjaciółka delikatnie napomknęła rodzicom, że dziecko chyba za dużo ogląda, ze jest uzaleznione. Nie, proszę państwa - to dziecko było wychowywane bez telewizji, bez filmów - totalny zakaz.
        To tak do przemyślenia. Prohibicja rozpiła już jeden bardzo duży kraj.
        (Ps. tak, jestem zdecydowanie za limitami. Ale rozsądnymi).
        • antyideal Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:13
          Z tymi limitami to czesto wersja oficjalna rodziców.
          Gdy rozmawiamy w gronie mamusiek klasowych tez dzieci grają na kompie
          minimalnie, troszke w weekend..a dzieci podczas pobytu u syna twierdza, ze
          graja codziennie i to sporo ;D
        • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:37
          Verdana, nie mamy w domu telewizji, dziecko u dziadków czy u znajomych nigdy nie przejawiało opisanych przez ciebie zachowań.

          Owszem, obejrzało bajkę czy program na Animal Planet i tyle. Z reklam śmiała się do rozpuku oj dawno już temu. A teraz zdarza jej się u babci, na niedzielnym obiedzie, cichcem wstać od stołu i wyłączyć grające pudło (tak zaraz ktoś powie, że niewychowana taka, się rządzi - zapewniam, babcia nawet nie zauważa, że Taniec z Lodami czy Polski Idol już nie brzęczy w tle rozmów przy stole).

          Zresztą, jaka prohibicja? żadna prohibicja, po prostu nie korzystamy z telewizora i programów telewizyjnych. Telewizja nigdy nie była zakazanym owocem.
          • andaba Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:49
            żadna prohibicja, po prostu nie korzystamy z telewizo
            > ra i programów telewizyjnych. Telewizja nigdy nie była zakazanym owocem.

            To sie nie wyklucza aby?


            Ja tez nie korzystam, nie znoszę telewizji i w ogole oglądania czegokolwiek, jak ktos cos linkuje i zamiast wywiadu/artykułu/reportazu w formie pisanej jest filmik to wyłączam, choćby był na najbardziej interesujacy mnie temat.

            Ale to nie znaczy, ze bronię dzieciom oglądać, bo wlasnie balabym sie takich reakcji ja wyżej opisane. Poza tym jednak dzieci w szkole gadają o bajkach, filmach, dziecko, któremu nie wolno nic oglądac czasami bywa wykluczone.

            Ja sam czasami doznaję takiego uczucia wykluczenia, gdy gdzieś, chocby na forum, jest mowa o filmach, serialach, aktorach, ale to jest mój wlasny wybór, więc moge sobie byc wykluczona, dla dziecka jest to pewnie bardziej bolesne.


            I nie prównujcie na litość boską ogladania telewizji do używek, alkoholu czy narkotyków jak to macie w zwyczaju.
            • bri Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 00:02
              Na to im pozwalasz, ale zabraniasz czegoś innego. Nie martwisz się o te inne rzeczy?
            • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 00:03
              > żadna prohibicja, po prostu nie korzystamy z telewizo
              > > ra i programów telewizyjnych. Telewizja nigdy nie była zakazanym owocem.
              >
              > To sie nie wyklucza aby?

              Nie, nie wyklucza się. Prohibicja to by była, jakbym np. zakazywała dziadkom uruchamiania telewizji, gdy młoda była u nich. Jakbym wyrzuciła demonstracyjnie telewizor, no rozumiesz.

              > Ale to nie znaczy, ze bronię dzieciom oglądać,

              Ależ ja nigdy nie broniłam młodej oglądania telewizji! smile

              Po prostu przed jej narodzinami doskonale radziliśmy sobie bez tv, po narodzinach nigdy nie odczuliśmy - jako rodzina - potrzeby kupienia tv z pakietem kablówki.

              > bo wlasnie balabym sie takich re
              > akcji ja wyżej opisane.

              Znam inne dzieci z domów bez telewizji i nie spotkałam się z takimi reakcjami. Jakoś tak w mojej branży jest wielu rodziców beztelewizyjnych smile Możesz wierzyć Verdanie albo mnie smile

              > Poza tym jednak dzieci w szkole gadają o bajkach, filma
              > ch, dziecko, któremu nie wolno nic oglądac czasami bywa wykluczone.

              Boszz, znowu "nie wolno". Nie "nie wolno", tylko w domu nie ma telewizji. Zapewniam cię, że moje już spore dziecko smile nigdy nie było wykluczone z tej racji (z innych zresztą też nie, ale to nie o tym). Co do modnych bajek - owszem, celowo i świadomie wspólnie z młodą robiłyśmy za czasów wczesnej podstawówki takie "prasówki", korzystając z internetu - np. kilka odcinków Hannah Montana itp.. Dziecko obeznanie miało, treści i forma jej nie odpowiadały nie dlatego, że ja stałam nad nią z batem, tylko dlatego, że w międzyczasie wyrobiła sobie inne gusta i znalazła inne sposoby spędzania czasu. Nie trzeba oglądać bajki w czasie narzuconym przez nadawcę, żeby wiedzieć o co w niej kaman.

              > Ja sam czasami doznaję takiego uczucia wykluczenia, gdy gdzieś, chocby na forum
              > , jest mowa o filmach, serialach, aktorach, ale to jest mój wlasny wybór, więc
              > moge sobie byc wykluczona, dla dziecka jest to pewnie bardziej bolesne.

              Od tego jest wujek Google i szybkie łącze. Dziecko od małego plosiaka potrafi dobrze korzystać z internetów (sensowne wyszukiwanie i selekcja treści, krytyczne interpretowanie źródeł), bo w to włożyliśmy jakąś pracę. Mamy w domu stałkę, trzy łącza radiowe, trzy laptopy, stacjonarny (już rzęzi i pod nowe gry przydałby się nowy...) i tablet (tablet młodej), smartfonów nie liczę, na wykluczenie cyfrowe nie narzekamy. To naprawdę nie jest tak, jak zdaje się pomyślałaś smile

              • verdana Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 22.01.14, 10:08
                Ależ przecież nie chodzi tu o to, na jakim ekranie dziecko ogląda programy, naprawdę. Chodzi o totalny zakaz oglądania. Czy to telewizja, czy internet , czy filmy z płyt - bez różnicy.
                Oczywiście, ze dziecko, które ogląda, tylko nie telewizję, a to co jest w telewizji - przez Internet - nie będzie miało problemów. Ale jeśli ma całkowity zakaz oglądania czegokolwiek, a chyba o to chodzi - to nieco inna sprawa.
                "Nie mam telewizji" nie oznacza "Nie mam, bo oglądam filmy przez internet" , tylko "Nie oglądamy niczego".
          • verdana Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 22.01.14, 10:04
            Czy dobrze rozumiem, ze dziecko nie ogląda żadnych filmów - innymi słowy jest odciete od sporej częći kultury?
        • lily-evans01 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:25
          Bez przesady z tą prohibicją.
          Nie mam telewizora, moja córka ogląda bajki na laptopie może raz, może 2 x na tydzień.
          Przychodzimy do znajomej, która na 42-calowej plazmie włącza mojej młodej Mini-Mini, bo chcemy spokojnie pogadać wink.
          No i du... jasiu, dziecko obejrzy jeden film i domaga się kredek albo wyjścia na plac zabaw pod blokiem wink.
    • fish_flesh_fowl Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:42
      Mnie to też rozwala, kobitki opowiadają, jak to kupują sobie którąś parę butów, bo to taka niewinna przyjemność, ale jak dziecko albo mąż grają na kompie (a nie daj Bóg chcieliby na to wydać jeszcze jakieś pieniądze, był taki wątek), to mają nerwy, bo to przecież czyste marnotrawstwowink.
      • myelegans Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 22:52
        Jak przychodze do domu po pracy albo po intensywnym treningu, to tez najchetniej zasiadlabym przed komputerem albo zalegla na kanape z tabletem, i tak robie jak mam czas, wiec hipokryzja byloby zabraniac tego dziecku, po szkole, albo po treningach, bo ja tez tak mam.
        Sa limity, ale nie zakazy do raz na tydzien.
        • to_ja_tola Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:08
          no własnie kiedyś tak robiłam ,ale się opamiętałam.smile
          Teraz kiedy mam czas i ochotę usiąść do kompa pozwalam dzieciom włączyć bajkę.
          Ale grać pozwalam tylko w weekendy.Dlatego,że i tak długo wzbraniałam się przed kupnem PS.
          Od początku dzieci nie są uczone siadać do komputera.I nie mają z tym problemu.Komp dla nich nie istnieje.Żadne tam bajki na YT czy coś.Czasami tylko (jak w sylwestra np.) pograją,a raczej starszy pogra na kompie mojego brata kiedy jesteśmy u moich rodziców.
          Nie chcę,żeby uzależniali się albo swoje zachowanie od grania.W ich przypadku na ps2.
          Nie chce,żeby pierwsze co po przyjściu ze szkoły była chęć grania.Chcę,żeby się razem bawili,rysowali,grali w gry planszowe itp.
          C do słodkiego.U nas też tylko w weekendy,choć nie zawsze.A to dlatego,że np starszy pomimo moich starań i tak miał próchnicę.
          Chociaż zdarza się,że i w tyg coś dostaną.
          • majenkir To ja tola 20.01.14, 23:19
            A ile Twoje dzieci maja lat?
            • to_ja_tola Re: To ja tola 20.01.14, 23:21
              małe są smile

              starszy ta się upiera przy graniu,a młody idzie za nim niestety,ale z lekka granie mu "wisi".
              niespełna 7 i niespełna 4smile
              • majenkir Re: To ja tola 20.01.14, 23:31
                to_ja_tola napisała:
                > małe są smile


                Otoz totongue_out.
                Poza tym, nie przecenialabym roli slodyczy w powstawaniu prochnicy. Gdyby zaleznosc byla tak prosta, moja corka nie mialaby juz ani jednego zeba, bo slodkie je w dzien I w nocy sad.
                • to_ja_tola Re: To ja tola 20.01.14, 23:48
                  łeee no,nie mówię,że to TYKO od słodyczy.Ale wolę stopniować.Poza tym młodzy skubany niejadek.Tylko sucha bułka i jogurt ,no i słodkie by mogły istnieć.
                  I to też ze wzgl na niego nie daję słodkiego.Zresztą chyba u mnie nawet nie jest tak,że słodkie tylko w weekedy.U mnie chyba i tak rzadko jest słodkie.
    • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:30
      Z wymienionych tylko i wyłącznie słodycze w weekend. Dlaczego? A czego tutaj nie rozumiesz? Słodycze nie są niezbędnym składnikiem zrównoważonej diety, a mają wiele negatywnych skutków ubocznych, od wpływu na rozwój próchnicy po wpływ na zaburzenia odżywiania. Nie da rady ich całkowicie wyeliminować, ale można starać się ograniczyć ich spożycie i to nie na zasadzie zakazanego owocu (że w ogóle nie wolno), tylko na spokojnie - owszem, wolno, ale jako deser, dodatek, smakołyk a nie pożywienie. I nie od wielkiego dzwonu, ale rutynowo, tyle że nie codziennie. U nas wprowadzone od małego, dodatkowy głębszy sens to absolutny spokój z wymuszaniem słodyczy przy kasie smile (nie weekend, nie kupujemy, koniec, kropka).
      • andaba Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:40
        Ja w ogóle nie kupuję, ale za to piekę ciasto kilka razy w tygodniu i limitów na nie nie ma. No chyba, ze goscie maja przyjść smile
        Dzieci piją słodka herbate, jedzą słodzone zupy mleczne, jakby od tego była próchnica, to moje dzieci by zebów nie miały, a mają i to zdrowe.
        I otyłe tez nie są, dwoje to nawet mi sie siatce centylowej nie miesci. Od dołu.

        Co ma zrównoważona dieta do słodyczy?
        Jezeli słodycze są zamiast obiadu, to źle, ale jak są po obiedzie?

        Jakoś mnie to śmieszy że w weekend. Rozumiem - dziś idę na zakupy, kupuję po batonie, jemy batony. Jutro zakupów spozywczych nie robię, nie ma slodyczy. Ale czemu akurat w weekend? Wiecej czasu na wybieranie batonów? smile
        • to_ja_tola Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:53
          andaba napisała:


          > Jakoś mnie to śmieszy że w weekend. Rozumiem - dziś idę na zakupy, kupuję po ba
          > tonie, jemy batony. Jutro zakupów spozywczych nie robię, nie ma slodyczy. Ale c
          > zemu akurat w weekend? Wiecej czasu na wybieranie batonów? smile


          masz po prostu inne zdanie i nie przyjmujesz do wiadomości że inni postępują inaczej.Moja teściowa co przyjazd daje dzieciakom torbe słodkiego.Na szczęście mąż uszczupla w większości jej zawartość,ale ja po prostu nie chcę żeby moje dzieci jadły tyle słodkiego ile mają w domu.Poza tym też cukier nie wpływa dobrze kiedy mają iść spać.
          Czyli po prostu.Nie chcę żeby jedli słodkie,nie słodzę im herbaty,płatków,piją tylko wodę.Tak po prostu chcę.Za dużo syfu jest w obecnym jedzeniu,żebym jeszcze z własnej woli dodawała im kolejny.
        • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 00:26
          Każdy żyje jak lubi i ma jakieś powody, żeby robić coś, a nie robić czegoś. Wolę słodki naturalny sok niż baton czy też sok plus baton, wolno mi chyba smile

          Nie pisałam, że "od tego jest próchnica", bo próchnica "jest" przede wszystkim od kilku innych rzeczy, ale spożywanie nadmiernej ilości cukrów na pewno wpływa negatywnie na zęby (serio? serio to trzeba tłumaczyć czy linkować?).

          Moja córka ma, o przeliczyłam właśnie, BMI=17.9, no i co z tego? (my z małżonkiem też w normie, uprzedzam pytania). Ma sobie wypracować złe nawyki żywieniowe? Batony naprawdę nie są człowiekowi potrzebne do niczego, jeśli ma owoce, ziarna, suszone owoce, warzywa i całą resztę. Co ma zrównoważona dieta do słodyczy? to, że słodycze (cukierki, czekoladę, ciastka, batony, ciasta) można z niej całkowicie wyeliminować, jedyny pokarm, który całkowicie można wywalić z diety i jak mądrzy ludzie prawią, do tego się powinno dążyć.

          > Jakoś mnie to śmieszy że w weekend.

          Hmm, nie wiem, jak to rozumieć...

          > Rozumiem - dziś idę na zakupy, kupuję po ba
          > tonie, jemy batony.

          No właśnie nie. Idę na zakupy, razem z dzieckiem, kupujemy to, co potrzebne. Nie kupujemy impulsywnie. Taka była zasada, gdy młoda była malutka. Cudna zasada, eliminująca wymuszanie słodyczy przy kasie na przykład.

          > Jutro zakupów spozywczych nie robię, nie ma slodyczy.

          A tu cię zaskoczę smile bo wiesz, czasami można też kupić coś na zapas smile (i teraz tak się nam zdarza robić btw).

          >Ale czemu akurat w weekend? Wiecej czasu na wybieranie batonów? smile

          Bo raz w tygodniu a nie kilka razy (o kilka razy mniej). Bo to uczyło dziecko sprawczości i zaufania do nas (była umowa, której obie strony dotrzymywały). Bo uczyło panowania nad impulsywną chęcią zjedzenia słodyczy. Bo w weekend jest czas na podwieczorek. Bo w weekend jest czas na upieczenie ciasta czy kupienie czegoś w cukierni. Bo w weekend są spotkania rodzinne, i jest deser po obiedzie. Bo się siedzi po spacerze razem i gada czy (o zgrozo wink ) film ogląda i można do tego wypić dobrą herbatę i coś słodkiego zjeść. Bo weekend to jest jednak czas inny, czas świąteczny, odpoczynek i słodka (nomen omen) laba (powiedzmy - niestety nie cały weekend, ale chociaż trochę).
          • iksa_igrekowska Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 01:00
            A jeśli jakieś dziecko w szkole ma urodziny i częstuje kolegów cukierkami, to Twoje dziecko odmawia?
            • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 01:23
              Nie wiem, pewnie jak cukierki smaczne, to nie odmawia, zresztą ona w tym wieku, gdy problemem jest raczej czy odmawia piwa. Serio, czy ja niejasno piszę? (pewnie tak), nie chodzi o zakaz jedzenia słodyczy, tylko o taką organizację zakupów i planowanie posiłków, że tradycyjnie już u nas w domu słodkości są deserem na weekend. Z czego wynika ogólnie mniejsze spożycie słodyczy.
        • olena.s Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 06:59
          Chętnie cię oświecę.
          Zasada słodyczy raz na tydzień wzięła się ze Szwecji - zaobserwowano tam, że ta sama ilość cukru podjadana po trochu przez tydzień bardziej niszczy zęby, niż zeżarta hurtem.
          I proszę, oszczczędź przypadków jednostkowych, Zosi, co rąbie czekoladę od rana do nocy i nie ma dziur, oraz Stasia, który nie jada żadnego cukru a ząbki mu wygniły. Owszem, tak może się zdarzyć, niemniej statystyka jest statystyka, i pokazuje prawdy grupowe, prawdziwe dla całej populacji.
          • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 12:38
            W sumie nawet nie pamiętam, skąd wzięła się u nas w domu.

            W moim domu rodzinnym, za komuny, słodyczy - wiadomo - nie było tyle, żeby były codziennie, a w weekend mama zawsze piekła ciasto, na niedzielę. Co też można uznać za w pewnym stopniu niewłaściwe, bo w takim układzie niezdrowe jedzenie kojarzone jest z okazywaniem miłości, ale trudno, wiem, świadomie to akceptuję tongue_out

            U nas w domu - być może faktycznie podpowiedział to stomatolog, szczerze nie pamiętam.

            Nie zgodzę się, że to "ta sama ilość zeżarta hurtem". Żeby się nie "zesłodzić", można zjeść tylko tyle a tyle słodyczy (np. dwa batony) na raz. Jeśliby w tygodniu codziennie jeść baton, wychodzi 5 batonów plus 2 na każdy dzień weekendu. Czyli teoretycznie w weekend można by wciągnąć aż 7, a tak u nas (piszę o własnych doświadczeniach) nie ma, bo 7 batonów (umownie) to za słodko i błe, wystarczy dla smaku te 2.
    • run_away83 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 20.01.14, 23:37
      Ja synowi nie zabraniam grać czy oglądać tv w tygodniu... on po prostu nie ma na to czasu. Ze szkoły wracamy koło 16, czasem 17 (jak przedłuży się nam brykanie na placu zabaw). Dzieci dostają podwieczorek i mają jakieś dwie godziny czasu do kolacji, po którwj jest kąpiel i spanie. No i młodemu szkoda tych dwóch godzin na granie czy tv, raczej bawi się lego, albo coś tam sobie majstruje. Na gwiazdkę dostał grę na ps3 o której od dawna marzył. Był szał przez jakiś tydzień, grał po 2-3 godziny dziennie (nie na raz tylko np. 3 razy po godzinie), pozwalałam bo były ferie. Potem mu się znudziło. Przez ostatbie dwa tygodnie grał może ze dwa razy. Ale za to teraz mam pełną chałupę postaci z tej gry - zbudowanych z lego, narysowanych i wyciętych, ulepionych z plasteliny, skleconych z kartoników, rolek i pudełeczek oraz sreberek po czekoladzie...
    • evee1 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 03:51
      U nas syn gra na komputerze jak odrobi lekcje. Uwazam, ze to akurat jest calkiem sensowny "przepis". Z kolei w niedziele akurat sie u nas nie gra, bo staram sie ten dzien zrobic bardziej rodzinnym.
    • anorektycznazdzira Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 06:45
      Przecież komputer, a także słodycze tylko w weekend to bez porównania mniej komputera (czy słodyczy) w sumie. Dokładnie z tego powodu mój syn grywa tylko w weekendy. Gra naraz 2h i uważam, że 4h durnych gier w tygodniu to dosyć. Rozłożenie tego na cały tydzień to po pół godziny dziennie, nierealne, bo jeszcze dobrze nie zacznie jak musi kończyć. Skutek jest taki, że będzie grał minimum godzinę, co da w sumie jakieś 2x więcej niż obecnie.
      Akurat nie mamy innych ograniczeń, ale tak je rozumiem.
      Nie rozumiem zakazu przychodzenia kolegów w tygodniu, kompletnie, ale to inna sprawa.
    • hugu Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 06:58
      To jest: 1) profilaktyka uzależnień, 2) świadome zarządzanie czasem i wyznaczanie priorytetów 3) wyrabianie pożądanych nawyków ("przyzwyczajenie drugą naturą człowieka").

      To stara, zdrowa norma, zakorzeniona w pierwotnych instynktach ludzkości. Zawsze najbardziej efektywne były systemy życia oparte na porządku, organizacji i rozsądnej dyscyplinie. Czas w takich systemach dzielił się na czas zwykły i czas "święty" (następujący cyklicznie). Człowiek miał jasne zasady: teraz pracujemy, na tym się koncentrujemy - "ale za to niedziela będzie dla nas"! Były czasy "postu" i "karnawału", a dzięki ich przemienności doświadczenia ludzkie były bogatsze i życie miało bardziej intensywny smak (weekendowe ciasto smakuje lepiej, jeśli nie jemy takiego ciasta także przez pięć poprzednich dni, granie na komputerze to cenny przywilej, a nie codzienna,odruchowa czynność). Słowem: porządkowanie życia i wyznaczanie w nim praktycznych rytuałów to dobra rzecz. Chaos i brak zasad angażują energię w ciągłe procesy decyzyjne: wziąć albo nie wziąć tej czekoladki? pograć albo nie pograć? pospać czy wstać i poćwiczyć? - na ogól człowiek zmęczony taką wewnętrzną wojną czuje się zmęczony i coraz bardziej mówi "tak" rzeczom przyjemnym, lecz niekoniecznie korzystnym. I w efekcie "budzi się z ręką w nocniku" z wagą 110 kilo -albo przez całe życie śni sen biernego konsumenta. Na którego bezwolności bardziej ogarnięci robią kasę.

      Człowiek preferujący "przyjemności odroczone" (po przyjściu z pracy pomogę dziecku w lekcjach, zamiast rozsiąść się przed TV i oglądać telenowelę, co byłoby miłe, ale wolę jednak mieć przyjemność odroczoną w postaci dziecka z dobrym świadectwem) świadomie kieruje swoim życiem. Wyznacza sobie sam zasady i nie traci czasu na wewnętrzne wojny (może tak - a może siak?), a jednocześnie, wpisując w swój kalendarz rozsądnie dawkowany "karnawał", doświadcza rozmaitych przyjemności.

      Co kto lubi: można w życiu albo pełen spontan i luz, albo "szaleństwo kontrolowane" - ja wolę to drugie.
    • aagnes Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 07:23
      Kiedys chcialam byc taka poprawna politycznie i "madra" matka to cos takiego usilowalam wprowadzic, pozniej jakos do mnie dotarlo, ze dom to nie oboz koncentracyjny, i sam fakt, ze dziecko ma obowiazki (typu szkola), (moja jeszcze przedszkole) to chyba nie powod, zeby w domu tez mialo karcer do pojscia spac. zreszta ja - korzystam z komputera w tygodniu, jem slodycze i pale fajki wieczorami, nie czekam z tym do weekendu. zatem mamy wszystkiego po trochu, i siedziala wczoraj przy komputerze ze 40 minut, wiedziala ze od godzizny x robimy cos innego i jakos przezyla, swiat sie nie zawalil. ja rowniez o 21-ej wyszlam zapalic papierosa, nie odraczajac tej odrazajacej czynnosci, i nie przeszkodzilo mi to przyjsc do pracy dzisiaj.
      wezcie troche wyluzujcie, kije trzeba wyjac z tylka i dac dzieciom zyc, one i tak maja przerabane od pierwszych swoich lat, tylko obowiazki, zajecia popoludniowe, swietlice, odrabianie lekcji i doslownie od pierwszej klasy wyscig szczurow.
      • naturella Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 07:31
        U nas niemal wszystko jest w weekendy - w tygodniu nie ma czasu na nic. Syna odbiera niania ze szkoły, dzisiaj o 16.45, bo tak sie kończą lekcje (2 klasa). Dotrą do domu, Maks z siostra cos zjedzą, potem odrobią lekcje (przynajmniej pół godziny), o 18 wracam z pracy. Ogarnięcie pokoju, sprawdzenie lekcji, spakowanie plecakow, kąpiel - o 19 dzieci jedzą kolacje i wtedy tez wraca maz. I mniej więcej godzinę mamy wszyscy zeby pogadać, razem cos obejrzeć itp. Nie ma mowy w tygodniu o wyjściu gdzies, zakupach itp - nie ma na to czasusad
      • majenkir Re: 21.01.14, 13:52
        aagnes napisał:
        >jakos do mnie dotarlo, ze dom to nie oboz koncentracyjny,


        Amen! Wychowanie dziecka to maraton, nie sprint. A potem takie "ograniczone" nastolatki sie buntuja, no bo kto by wytrzymal w takim kieracie?
    • kocianna Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 07:40
      U nas fizycznie nie ma czasu. Młoda wraca po 17, zanim zje podwieczorek, odrobi te lekcje, których nie zdążyła na świetlicy, pogra na flecie - robi się 20.00. Jeśli wyrobi się wcześniej, może zaprosić sąsiada i wtedy ja nie wnikam, czy oglądają kreskówki na YT, czy grają w minecrafta, czy pieką ciastecka, czy układają lego. O 21 jest szykowanie się do snu.
      Na przyjemności indywidualne moje dziecko ma godzinę dziennie i nie ma na to rady. Ja mam tyle samo.
      • ledzeppelin3 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 08:24
        Czytam i wiem- moje dzieciaki mają raj na ziemi.
        Wasze dzieciaki pracują codziennie od 8.00 do 17-stej, a do 20 grywają na fletach? Pokażę ten wątek moim, niech docenią, jakie mają życie big_grin
        • daga_j Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 12:47
          smile
    • mw144 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 08:30
      Nie rozumiem takiech ograniczeń, nie stosuję, żyje się po to, żeby mieć z tego przyjemność. Dzieciaki od 3 r.ż. mają własne komputery żadne się nie uzależniło, czasem nie włączają po kilka dni, bo nie mają ochoty (mają ciekawsze zajęcia). Słodyczy nie lubią, leżą na barku cały czas, ruszą sporadycznie.
    • werualta Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 08:58
      po wielu obserwacjach, różnych nawykach nasze dziecko obecnie w 3 klasie gra w weekendy i czasem pon lub piątek.
      Do domu wraca ok. 15-16 i 17.
      Są do odrobienia lekcje, czytanie lektury.
      Gdyby grał codziennie po 1 h , jak już ktoś napisał - lekcje odwala (!) i myśli tylko o graniu (wiemy, bo to też przerabialiśmy), a tak ma czas na czasem ponudzenie się, poprzeglądanie książek, porozmawianie z nami, zabawę itp.
      Koledzy - raczej w w soboty, czasem piątek/poniedziałek, zależy od natłoku lekcji i zajęć.
      Uważam, że w jego przypadku tak jest dobrze.
      Latem jest więcej zabaw na podwórku i spotkań z kolegami także po lekcjach.
      Każdy musi dopasować do siebie i swojego dziecka, swoich dzieci...
    • mamusia1999 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:13
      glebszy sens slodyczy w niedziele: zdrowie zebow. jeden zmasowany atak cukru jest mnije szkodliwy niz stala konsumpcja. dowiodly kraje sakndynawskie.
      • ledzeppelin3 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 15:21
        kraje skandynawskie odchodzą od tego pomysłu w podskokach, zbadali że dzieciaki rzucają się na słodycze bez opamiętania, co skutkowało atakami gwałtownej hiperglikemii, która skutkuje z kolei hiperinsulinemią z wszystkimi konsekwencjami
        • hellulah Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 15:37
          A to też ciekawe. U nas tego nie zaobserwowałam (nie przeczę, że zjawisko nie występuje, ale nie u nas), nikt się na słodycze bez opamiętania nie rzuca. Jak pisałam wyżej, nie jest tak, że sobota+niedziela to sterty słodkiego, ot po obiedzie, w porze podwieczorku, albo w porze drugiego śniadania jest np. ciasto czy czekolada. Zamiast 7 porcji słodyczy przez tydzień, są dwie w tygodniu, przez dwa dni weekendu. Więc nie uwierzę, że niedasię. System miał i ma wiele zalet, ale oczywiście to kwestia indywidualnych decyzji.
    • lilly_about Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:20
      Co to by było za życie bez przyjemności kazdego dnia wink
    • lily-evans01 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:43
      A poza wszystkim, to wydaje mi się, że kwestia jest źle postawiona w tym wątku.
      Czy naprawdę komp i słodycze to jedyne przyjemności dzieciaka w wieku szkolnym/przedszkolaka?
      Innych form przyjemności/rozrywki już nie ma na tym świecie?
      Co do odwiedzin kolegów, celowo pomijam ten temat, bo wierzę, że rodzice wracający z pracy ok. 17 i wlokący wtedy dziecko ze świetlicy mogą naprawdę nie mieć już czasu i chęci na małych gości.
    • kawka74 Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:47
      Myślę, że to zależy od dziecka, od rodziców i trybu życia.
      Może (zaznaczam: może) to jest tak, że jeśli zamiast komputera i telewizora dziecko może i potrafi zorganizować sobie (albo rodzice organizują) czas, ma dostęp do różnych rozrywek, komputer czy TV nie będą aż tak atrakcyjne, żeby się na nie rzucać.
      Jeśli to są jedyne rozrywki, bo na inne nie ma czasu, bo szkoła i lekcje, a potem spać, to prawdopodobnie nie odpuści, aż mu się oczy nie zrobią kwadratowe.
    • iwoniaw Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:47
      Osobiście nie stosuję takich ograniczeń, ale częściowo one "robią się" same. Dzieci mają po pierwsze obowiązki szkolne (odrabianie lekcji, spakowanie się na następny dzień - to po powrocie ze szkoły i zjedzeniu obiadu), po drugie drobne obowiązki domowe (no, w początkach podstawówki to właściwie bardzo drobne, ale jednak), potem to już mogą się bawić dowolnie, jeśli akurat nie mają zajęć dodatkowych (moje nie mają za wiele, ale te dwa popołudnia w tygodniu jednak wypadają). Tak więc na elektronikę i wizyty (u) kolegów czasu więcej bywa raczej w weekendy niż w dni robocze, które są - cóż - robocze, nawet dla 6-latka pierwszoklasisty.
      Co zaś do matki niepracującej I-klasisty z zadaniem domowym w ilości "tyle, co kot napłakał", która nie chce podejmować kolegów syna w tygodniu - może rzeczywiście tylko nie chce się jej obcych dzieci pilnować u siebie w domu, a może po prostu jej dziecko spędza popołudnie w sposób uniemożliwiający te wizyty, np. jest niskoenergetyczne i wrażliwe na dźwięki, więc o tej 12.00 wraca ze szkoły jak inni po szychcie w kopalni, ostatnie o czym marzy, to towarzystwo? Albo zadanie odrabia w tempie 1 linijka szlaczków na godzinę i to, co inni machną mimochodem w 15 minut ono robi przez 3h + przerwy na sikanie, picie, rozluźnianie ręki itd? Albo ma zajęcia dodatkowe? Albo po prostu jest mizantropem i czyta sobie w spokoju nie chcąc niczego więcej od świata? Albo ma pozwolenie na gry na kompie 24/7 i uzależnione nie pożąda kolegów? wink
      Zapewne zależy to od przypadku konkretnej matki.

      CytatJak jeszcze rozumialabym tych kolegów w przypadku, gdy oboje rodzice pracujący
      > i chcą w tygodniu miec spokój, to we wspomnianym wypadku nie rozumiem.


      No ale niepracująca matka być może też chce mieć spokój? Albo może pracujący ojciec wracający popołudniu chce mieć spokój i zero obcych kręcących się po domu?
      • kietka Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 10:51
        tez nie rozumiem, tego weekendowego rozpasania smile
        moja 9 latka, kompa uzywa codzienie max do pol godziny, w tym uczy sie np angielskiego, troche pogra. slodycze je sporadycznie, ale nie ma podzialu, raz w tygodniu do oporu.

        zreszta, weekendy, to głownie basen, spacery, konie, czyli mega aktywnosc. nie wyobrazam sobie, soboty przed kompem, niezaleznie od pogody.
    • szamanta Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 12:17
      U mnie weekendy różnią się od pozostałych dni tyg jedynie tym, ze dzieci mogą sobie spać do której chcą i wstać o której chcą . Oczywiście w dniach kiedy jest szkoła i zajęcia dodatkowe jakoś fizycznie samo z siebie dzień jest o wiele krótszy i to jest a wykonalne tyle korzystać z różnych przyjemności czy przywilejów jak w weekendy , ale to nie są nałożone ode mnie ograniczenia tylko dzieciaki same widzą ,ze szkoła i lekcje + treningi polowe doby im zabiera ,aby z wszystkim się wyrobić( dotyczy to wypełnienia swoich obowiązków) mają przez to wiel godz do tylu . Nie daje dzieciom limitów na tv ani komp ,ani na spotkanie z znajomymi, wyjścia na dwor w żadnym dniu, dlaczego? ponieważ nigdy jeszcze nie zaobserwowałam korzystania tego z nadużywaniem,ani zawalania obowiązków przez takie formy rozrywki. Z taką sytuacją nie miałam do czynienia. Same jakoś potrafią sobie wyznaczyć ile czasu na to mogą poświecić w tym i tym dniu, widzą jakie obowiązki mają jeszcze przed sobą do wykonania, a ile w następnym, nie zaniedbując reszty ,przez co szlabany nie są im znane. Za ich rozsądny umiar
      Ale słodyczy w ogóle dzieciaki nie jedzą( to się głownie tyczy młodszych) tym bardziej ze nie domagają się ich ,wiec nie kupuje im i nie podaje. Nawet nie odmawiam, bo dzieci mnie o słodkie nie proszą, a jak nie zrzędzą o to, to i zabraniać w oczy nie musze. Nie ma wcale i tyle
    • daga_j Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 12:30
      Też się dziwię ale akurat nie znam takich osób. Wszystkiego po trochu i rozważnie, a nie jakieś zasady dla zasady.
    • solejrolia Re: "Żadnych przyjemności w tygodniu" 21.01.14, 12:43
      "żadnych przyjemności w tygodniu", to wyłącznie wtedy, gdy córka porządnie narozrabia, i ma na wszystko szlaban, ale to tez na dzień, dwa, nie dłużej, bo inaczej można przegiąć i kara tak naprawdę obraca się przeciw nam.
      jeśli miałaby surowe limity na sprzęty stale, to w razie narozrabiania nawet nie miałabym jak ją ukarać? mam ją wydziedziczyć? to bez sensu.

      jestem za limitami, ale bez przesady. córka siada do komputera, gdy ma odrobione lekcje, a pokój jest (we względnym) porządku. jak poproszę ją o pomoc, to liczę, ze mi pomoże zanim usiądzie do gry. Albo nawet czasem proszę o pomoc gdy jest w trakcie gry, córka nie ma problemu, by przerwać na chwilę granie, bo potem daję jej więcej czasu na dokończenie gry.
      to wszystko jest do dogadania.
      gdyby córka odmawiała współpracy, gdyby wściakała się, że za krótko gra, czy nie chciałaby odejść od kompa bo np. kolacja na stole, wtedy przemyslałabym jak to zorganizować, by komp nie rządził w naszym domu.

      ja dość dużo czasu spędzam przed kompem (praca, ale tez przyjemność) mąż- podobnie, zakaz korzystania z komputera/ps3/psp przez dziecko, to byłaby hipokryzja. a do tego coraz częściej swoje prace domowe córka odrabia na komputerze. np. przesyła swoje prace domowe do nauczycieli meilem, a ostatnio spedziła kilka bitych godzin, bo pisała jakiś projekt, czy scenariusz przedstawienia.

      jedyne czego absolutnie nie pozwolę w najbliższym czasie, to założenie konta na FB, przynajmniej do 12 RŻ. ja nie mam wcale fb, nie uważam za konieczne posiadanie takiego konta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka